Epilog
- Mamo! Gdzie są zapałki?
- Sprawdź w szufladzie.
- Gdzie są świece?
- W szafie w przedpokoju.
- Nie, te ładne – te pachnące.
- Nadal w szafie w przedpokoju.
Harry zmarszczył brwi i przebiegł przez dom, uderzając stopami o podłogę, gdy biegł. Szafa zadrżała niebezpiecznie w zawiasach, gdy ją otworzył, grzebiąc w niej i w końcu wyciągnął kilka świec i powąchał je, by mieć pewność, że są tymi właściwymi.
- Która godzina? – krzyknął, biegnąc z powrotem do kuchni i umieszczając świece w strategicznych miejscach w pokoju, starając się stworzyć idealną atmosferę która zawsze wydawała mu się tak powszechna w romantycznych filmach.
- W pół do piątej, nadal masz kilka minut – odpowiedzaiała Anne, wchodząc do kuchni z torebką przewieszoną przez ramię.
- W porządku, świetnie. Baw się dobrze, kocham cię, cześć! – Harry odesłał ją z roztargnieniem, starając się być tak szczery, jak tylko mógł, choć spieszył się z powrotem do kuchenki, by zamieszać w garnku z sosem Alfredo, który groził spaleniem i wykipieniem.
- Hej, hej, nie tak szybko! Nadal muszę dać ci „odpowiedzialną” przemowę – przypomniała mu Anne ze śmiechem.
- Musisz?
- Tak, to wymóg prawny bycia mamą. Czeka mnie bardzo surowa kara, jeśli tego nie spełnię. – Anne zażartowała.
Harry westchnął i zmniejszył gaz, zanim odwrócił się do niej twarzą.
- W porządku – mruknął.
- Zasada pierwsza: nikt inny nie przychodzi, oprócz Louisa.
- Cóż, to był mój plan na orgię – powiedział Harry z sarkazmem.
- Co sprawdza mnie do zasadu drugiej: użyj prezerwatyw.
- Mamo! – Harry zaskrzeczał, rumieniąc się. – Ja nie… Mam na myśli, my nie… - Nie był powien jak odpowiedzieć, ponieważ on i Louis prawdopodobnie będą dziś w nocy uprawiać seks, ale tak bardzo, jak nie chciał kłamać, nie chciał omawiać tego z matką.
- Och, Harry, proszę. Nie mam żadnych złudzeń co do was. Poza tym, znalazłam rachunek za lubrykant w twojej kieszeni, kiedy robiłam wczoraj pranie – wyjaśniła Anne z lekceważącym machnięciem dłoni. – I, zasada trzecia: nie obchodzi mnie, co robisz, ale proszę o dezynfekcję każdej powierzchni, na której to zrobicie.
Harrry chciał się roztopić w kałużę, tam, na podłodze w kuchni, jego twarz płonęła jak na rozżarzonych węglach.
- To takie złe… – mruknął.
Anne udawała, że go nie słyszy, pochylając się, by pocałować oba jego policzki i zmierzwić z czułością włosy.
- Wrócę jutro w południe. Bawcie się dobrze, chłopcy!
Harry nie drgnął do czasu, aż nie usłyszać, jak drzwi frontowe się zamykają i zablokował je za Anne. Starał się odepchnąć tę rozmowę, tak daleko od swoich myśli, jak to tylko możliwe, kiedy wrócił do działania, sprawdzając krewetki i mieszając makaron.
To była pierwsza właściwa noc, którą on i Louis mieli spędzić razem. Spędzili kilka ostatnich miesięcy podróżując tam i z powrotem, między Londynem i Doncaster na wizyty, ale zawsze czuli się zbyt w pośpiechu i byli zbyt publicznie, z ich rodzinami nad głową, robieniem im zdjęć i gruchaniem o tym, jak „słodcy” byli razem. Tak bardzo, jak Harry kochał swoją rodzinę, chciał spędzić trochę czasu sam na sam z Louisem.
Ale teraz, kiedy czas się zbliżał, Harry zaczął panikować. Poszedł na całość: posprzątały swój cały pokój, kupił sobie nową narzutę (stara była pokryta zbyt wieloma budzącymi wątpliwości plamami, by zaimponować Louisowi i mógłby to przypisać jako miłość do jedzenia w łóżku) wraz z dopasowanymi zasłonami i nawet zrobił trzy pełne dania, wszystko na własną rękę, tylko z powodu tej okazji. Anne śmiała się, gdy patrzyła, jak denerwował się z powodu domu i cały czas miała na twarzy „czy mój syn nie jest cudowny” wyraz.
Dzwonek zabrzmiał, gdy tylko Harry skończył nakrywać do stołu i zagryzł dziewczęcy okrzyk spowodowany nagłym hałasem. Wciągnął głęboki oddech, obrzucając wszystko jeszcze jednym spojrzeniem, by upewnić się, że wszystko wygląda dobrze, zanim podpełzł do drzwi. Gdy położył dłoń na klamce drzwi, zassał głęboki oddech i wyprostował się, mając nadzieję, że wygląda naturalnie z niefrasobliwym uśmiechem na twarzy, zanim otworzył drzwi.
Louis był w domu błyskawicznie, owijając ramiona wokół Harry’ego i przyciągając go do ciasnego uścisku. Jego palce wbiły się w plecy Harry’ego, jakby starając się uczepić tak bezpiecznie, jak to tylko możliwe, ale Harry nie mógł narzekać. Tęsknił za tym, tęsknił za sposobem, w jaki ich ciała do siebie pasowały. Ciepłe krzywizny ciała Louisa były dociśnięte do jego własnej, chudej i kościstej figury, jedwabiste włosy łaskotały jego podbródek, kiedy oparł go o głowę Louisa, a znajomy zapach mydła i płynu do prania i czegoś niematerialnego, co było Louisem, po raz kolejny go otoczyło. To było niesamowite, jak mógł przeżyć tak długo, nie czując tego, a jednak za każdym razem, kiedy znajdował się w ramionach Louisa, czuł się coraz bardziej jak w domu.
Po kilku chwilach Louis cofnął się, ignorując jęk protestu ze strony Harry’ego. Louis zaśmiał się, widząc twarz Harry’ego i polizał kciuk, zanim sięgnął, by potrzeć policzek chłopaka.
- Masz tutaj jakiś biały pyłek. Chyba nie wciągałeś kokainy, prawda?
Harry przewrócił oczami i uderzył lekko dłoń Louisa, zanim ją objął i przyciągnął do piersi, po czym pocałował ją miękko.
- Nie, ty idioto. To mąka.
- Mąka? Wciągałeś mąkę? – dokuczył Louis, rozwiązując buty i odkładając torbę na podłogę tak delikatnie, jak to tylko możliwe, robiąc wszystko co w swojej mocy, aby dokończyć każde zadanie, bez konieczności puszczania ręki Harry’ego.
- Zrobiłem obiad… I deser. – Harry ogłosił z dumą, prowadząc Louisa do kuchni.
- Co za dżeltelmen – powiedział Louis, gdy Harry odsunął dla niego krzesło.
- To wszystko na pokaz; po prostu staram się dobrać do twoich spodni – odpowiedział Harry, całując czupek jego głowy, zanim zajął swoje miejsce po drugiej stronie stolika.
- Jak na razie idzie ci całkiem nieźle – powiedział Louis z szelmowskim uśmiechem.
Harry spiął się lekko, starając się nie myśleć o tym, co noc miała w zanadrzu. Jakkolwiek gorliwie chciał po prostu pominąć cały obiad i przejść prosto do sypialni, z Louisem rzeczy były inne. Harry stwierdził, że rzeczywiście chce być z nim, rozmawiać i spędzać czas, zwłaszcza, że minęło tak dużo czasu, od kiedy ostatni raz się widzieli.
Harry pytał o siostry Louisa, jego mamę, szkołę, przyjaciół i wszystkie inne aspekty życia Louisa, które mógł wymyślić, wygrzebując z niecierpliwością każdy szczegół. Równie często Louis próbował zakręcić pytaniem i spytać po Harry’ego, ale ten był zdeterminowany, by utrzymać temat Louisa.
- Wiesz, tak bardzo jak świetny jest ten krzyżowy ogień pytań, chcę usłyszeć o tobie – powiedział w końcu Louis, spoglądając na swój pełny talerz.
Nie miał wystarczająco dużo czasu, aby wziąć więcej niż trzy kęsy, co wynikło z konieczności nieustannych odpowiedzi na pytania Harry’ego.
Harry westchnął i zamyślony grymas rozciągnął jego usta, gdy starał się wymyślić coś interesująco. To brzmiało, jakby jego życie składało się z niczego poza piłką nożną szkołą, spaniem, tęsknieniem za Louisem i skarżeniu się każdemu, kto chciał słuchać, jak bardzo tęskni za Louisem (Zayn posunął się tak daleko, że zażądał dolara za każdym razem, gdy Harry wypowiadał imię Louisa.)
- Um… cóż, Zayn ma dzisiaj randkę – powiedział.
Louis skrzywił się, najwyraźniej niezadowolony, że ta wiadomość nie była o Harry’m, ale chciał mu dogodzić.
- Oh? Ktoś, kogo znam?
- Wiesz, Liam, z drużyny?
Louis prawie zakrztusił się kęsem czosnkowej grzanki.
- Cóż, nie wiedziałem, że do tego dojdzie. Czy on jest…?
Harry potrząsnął głową.
- Nazywa Liama „wyjątkiem”.
- Zatem dobrze dla niego. – Louis skinął głową. – Liam miał na niego ochotę wystarczająco długo; miło jest zobaczyć, że wszystko u nich dobrze.
Usta Harry’ego wykrzywiły się w małym uśmiechu, gdy zastanawiał się, czy ktoś kiedykolwiek powiedzaił to samo o nim i Louisie. Może naprawdę im wyszło. Tak, wciąż starali się pracować nad tył całym „dużym dystansem” i tak, będą mieli do czynienia z większymi wybojami na drodze, ale on nie zamierzał pozwolić Louisowi odejść. Nie znowu; nauczył się na błędach za pierwszym razem.
Harry zaczął sprzątać ze stołu, gdy tylko Louis skończył, zbierając talerze i starając się nie narobić plan i niczego nie wywrócić.
- Zrobiłem deser, chcesz trochę?
Louis oczyścił gardło i przeniósł ciężar ciała na pięty, kołysząc się.
- Właściwie, myślę, że będzie lepiej, jeśli pozwolimy naszym żołądkom trochę odopcząc. Może powinniśmy zrobić trochę ćwiczeń. Wiesz… spalić kolację, zanim zjemy cokolwiek innego.
Harry pozwolił, by talerze spadły na blat z głośnym hukiem, a wszystkie myśli o sprzątaniu natychmiast odeszły w zapomnienie. Zrobił krok do przodu i rękoma oplótł Louisa w pasie, stawiając go na nogi i przyciągając do siebie.
- Zatem do sypialni?
Louis owinął nogi wokół talii Harry’ego, cichocząc cicho, gdy Harry zaczął składać pocałunki na jego szyi.
- Cóż, zawsze możemy spróbować spaceru w blasku księżyca – zażartował.
Harry mruknął niezrozumiale z deaprobatą, poruszając się i przygryzając delikatnie obojczyki Louisa, uśmiechając się do siebie, gdy usłyszał, jak ten łapie oddech.
Okazało się że raczej trudno jest przekręcić klamkę, by otworzyć pokój, utrzymując jednocześnie Louisa w bezpiecznym uścisku, ale udało mu się to zrobić, potykając się bez tchu, gdy wszedł do pokoju. Jego serce biło milion mil na godzinę i nie był pewien, czy to z powodu adrenaliny, czy z nerwów. O dziwo, był zdenerwowany. Wiedział dlaczego, jeśli miał być całkowicie szczery; jeszcze nigdy nie uprawiał seksu z Louisem tak, jak chciał tego dzisiaj. Za każdym razem, gdy się zabawiali, Harry był tym, który przejmował kontrolę i nadawał tempo. Wiedział, że dziś będzie inaczej; dzisiaj to będzie dla nich obu, dla obustronnej przyjemności, o zrobieniu tego wolno, z odkrywaniem i cieszeniem się, i był przerażony. Czuł się, jakby to miało w jakiś sposób uczynić go bardziej podatnym, bardziej zdolnym do błędów, jako, że reguły gry były wyrównane, ale to było to, czego chciał i nie zamierzał pozwolić, by odrobina głupich nerwów weszła mu w drogę.
Louis wykręcił się z ramion Harry’ego i odciągnął szyję z dala od jego ust, pozostawiając mu podziwianie nikłych śladów, które pozostawił na delikatnej skórze szyi Louisa. Harry wyciągnął rękę, by chwycić za nadgarstek Louisa, przyciągając go z powrotem, by wycisnąć na jego ustach pocałunek.
Louis zachichotał i odepchnął Harry’ego, a jego twarz świeciła z radości, gdy Harry obsypywał go uwagą, na którą zasługiwał, ale rzadko dostawał.
- Masz… coś?
Harry podszedł do stolika nocnego, wyciągając paczkę prezerwatyw i buteleczkę lubrykantu, trzymając je przed Louisem niemal gorączkowo. Tak naprawdę nie wiedział, jak to powinno być; uprawiał seks z Louisem na boisku i z kilkoma dziewczynami poznanymi w obskurnych klubach i nigdy więcej ich nie widział, więc nie miał dużego doświadczenia, jeśli chodzi o prawdziwy seks – ale był zdeterminowany, by zrobić to prawidłowo.
Louis uśmiechnął się i wziął pudełko i butelkę od Harry’ego, odkładając je na łóżko, zanim rzucił się na niego, zaciągając go do łóżka i siadając okrakiem na jego udach, zaciskając mocno kolana na jego wąskich biodrach. Teraz była kolej Louisa na objęcie prowadzenia, gorączkowo całując usta Harry’ego, dopóki nie były jeszcze bardziej różowe i opuchnięte niż normalnie.
- Zdejmij koszulkę… proszę – sapnął Harry, dodając „proszę” po namyśle.
Przemówienia były teraz poza jego zdolnościami, jego myśli były mieszanką połamanych fraz i słów, i nie mógł tego poskładać.
Louis zaśmiał się i pokiwał głową, odchylając się do tyłu i ściągając koszulkę przez głowę jednym ruchem. Spiął się lekko, krzyżując ramiona na brzuchu, by ukryć niepewność, co Harry wiedział zbyt dobrze.
Harry chwycił nadgarstki Louisa i delikatnie odciągnął je od jego tułowia, posyłając mu mały, zachęcający uśmiech i próbując dyskretnie przypomnieć mu, że to w porządku, że nie ma nic do ukrycia – nie teraz, kiedy byli tylko we dwóch.
- Twoja kolej. – Ponaglił go Louis, rozpaczliwie szarpiąc rąbek koszuli Harry’ego.
Jego małe palce poruszyły się w stronę guzików, nie czekając aż Harry sam się nimi zajmie, pozostawiając go odchylonego do tyłu, patrzącego na wyraźnie zdeterminowaną twarz Louisa, z małym uśmiechem rozciągniętym na ustach.
Kiedy Louis zdołał zdjąć koszulę Harry’ego, od razu przeszedł do zdejmowania jego spodni (a biorąc pod uwagę jak obcisłe jego dżinsy były, to nie było łatwe). Tak bardzo, jak Harry chciał sprawić, by było to tak trudne dla Louisa, jak to tylko możliwe, by móc oglądać ten wyraz frustracji na jego twarzy, w końcu zlitował się nad nim i uniósł biodra, by umożliwić mu ściągnięcie ciasnego materiału w dół nóg.
Harry wydał z siebie błagalny dźwięk, chwytając Louisa i przyciągając go do kolejnego pocałunku, palcami przebiegając przez jego zmierzwione włosy. Louis oparł dłoń na piersi Harry’ego, ale po kilku chwilach jego palce odbyły niespokojną drogę w okolice linii bokserek Harry’ego i wślizgnęły się pod nie. Usta Louisa zostawiły Harry’ego, przenosząc pocałunki na tors i zatrzymując się na jego pasie, zamykając dłonie wokół penisa Harry’ego i wyciągając go przez spodnie.
- Tęskniłęm za tobą – wymamrotał Harry.
Nie był do końca pewien, dlaczego to powiedział; to wszystko było tak surrealistyczne, szczerze, i wciąż starał się zachować jasne myślenie.
- Ciekawe wyczucie czasu – powiedział Louis ze śmiechem, owiewając gorącym oddechem penisa Harry’ego, powodując nieznaczne dreszcze.
Louis pochylił się, chwytając całą długość Harry’ego w usta i pozwalając swojemu językowi prześlizgiwać sie po szczelinie, a każdy ruch był delikatny, ledwo otaczając Harry’ego mokrym ciepłem i Harry nieco wypychał biodra dla lepszego odczucia.
Louis podniósł głowę, przesuwając usta, by polizać grubą żyłę na jego penisie, a gdy jego język osiągnął wierzchołek, ponownie zacisnął wargi wokół długości Harry’ego. Nie zatrzymał się tym razem; zamiast tego opuścił głowę w dół tak daleko, jak tylko mógł, zanim czubek penisa nie odbił się o tylnią ściankę jego gardła.
- Oh – jęknął Harry, zaciskając palce na pościeli.
Czuł, jak usta Louisa rozciągają się w zadowolonym uśmiechu wokół jego długości, ale wciąż trzymał rytm, odciągając się, aż tylko czubek był w jego ustach, zanim ponownie połykał penisa Harry’ego. Jego ręce obejmowały mocno biodra Harry’ego, przyciskając go do dołu, gdy próbował przyspieszać w ustach Louisa.
Nie był pewien dlaczego Louis prowadził go do ściany kilka chwil później; brakowało trochę finezji, było to ledwo na pograniczu niechlujstwa. Może to był szczery entuzjazm; wszystkie dziewczyny, które robobiły mu loda, robiły to właśnie, aby doszedł, natomiast Louis korzystał ze swojego czasu, by eksperymentować, próbując zobaczyć, co Harry lubi, testując różne rytmy i głębokości. A może wiedza, że to usta Louisa są wokół niego, sprawiała, że Harry czuł się właśnie w ten sposób – usta Louisa, który był tak cholernie chętny, by go zadowolić. I, gdy spojrzał w dół, by zobaczyć Louisa pochylającego się nad nim, z ustami szczelnie zamkniętymi na jego długości i niebieskimi oczami spotykającymi się z oczami Harry’ego, cichy elektryczny pomruk w jego brzuchu potwierdził, że tak, to wszystko prawdopodobnie ma związek z Louisem.
Palce Louisa zamknęły się na podstawie długości Harry’ego, pieszcząc go tam, gdzie nie mógł dosięgnąć ustami, zdecydowany nie zostawiać jakiekogolwiek miejsca zaniedbanego. Jego oddech owiewał nagi brzuch Harry’ego, rozczapierzone palce łaskotały jego skórę, a Harry był pochłonięty pragnieniem, by być bliżej. To było dzwine – był dosłownie w ustach Louisa – ale wciąż czuł, jakby to było zbyt daleko. Sięgnął w dół, kładąc rękę na gładkiej, ciepłej skórze łopatki Louisa i nie był pewny dlaczego, ale to sprawiło, że poczuł się lepiej, nieco bezpieczniej.
Wydawało się, że Louis wkrótce poczynił kroki, wybierając powolny, ale zmysłowy rytm, przez który Harry dyszał i wił się na pościeli. Harry mógł poczuć jak uczucie mrowienia zaczyna się w jego polcach, przez podeszwy stóp, do łydek.
-Stop, stop – wykrztusił Harry, odciągając Louisa, zanim się zatracił. Nie chciał dojść w ten sposób, nie dzisiaj.
Louis posłusznie odsunął się, mrugając na Harry’ego kilka razy z zaskoczonym wyrazem twarzy, który szybko zmienił się w zadowolony siebie uśmiech, gdy uświadomił sobie, że Harry był całkowicie zniszczony. Ponownie wszedł na ciało Harry’ego, całując go krótko ale zanim zdążył się wycofać, Harry zacisnął ramiona wokół talii Louisa, trzymając go tam. Przyciągnął go do siebie i przewrócił, skutecznie zatrzymując go pod sobą, ale był ostrożny, wspierając swoją masę ciała na łokciach, by nie zgnieść Louisa.
- W porządku? – spytał Harry, a jego wargi unosiły się nad Louisa, przez co ich usta ledwo się dotykały, gdy mówił.
Louis skinął lekko głową, ze złośliwym uśmiechem w oczach, gdy szybko przychylił głowę i przebiegle skradł pocałunek. Harry czuł się tak szczęśliwy, że jego serce mogło wybuchnąć.
Tak bardzo, jak chciałby to tak zatrzymać, jego boleśnie twardy penis przypomniał mu, że były teraz ważniejsze rzeczy. Sięgnął przez kołdrę po butelkę lubrykantu, polewając nim dłoń i niezdarnie pokrywając nim palce.
Louis skorzystał z okazji, by ściągnąć spodnie i majtki, pozwalając im spaść za krawędź łóżka w pogniecionej stercie, zanim ułożył się na plecach, czekając na dalsze instrukcje od Harry’ego.
Oczywiście, Harry załapał tę wskazówkę.
- Kolana w górę, kochanie – zachęcił, prowadząc nogi Louisa do jego klatki piersiowej, rozszerzając je, a Louis szybko poszedł w jego ślady.
Patrzył na Harry’ego z ciekawością i lubością na twarzy, układając się na łóżku, gdy Harry użył nie pokrytej lubrykantem dłoni, przejeżdżając nią po pośladkach Louisa, jego udach, brzuchu, delektując się uczuciem zapraszającego ciepła skóry, zatrzymując się na zgięciu bioder.
Pokryta lubrykantem ręka znalazła się przy tyłku Louisa, przejeżdżając palcem w celu odnalezienia pomarszczonej skóry, zręcznie rozprzestrzeniając lubrykant. Pocałował od spodu uda Louisa, miękko i słodko, zanim wepchnął do środka palec, poruszając się powolnie, gdy pracował nad oporem napiętych mięśni.
Harry rzucił szybkie spojrzenie w górę, na twarz Louisa, upewniając się, że wciąż wszystko w porządku, tylko po to, by zobaczyć, że jego oczy trzepotały, zamknięte, z głową odrzuconą lekko na bok, a ręce wciąż przyciągały nogi do piersi, jakby zamknął się na świat. Nie wyglądał tak, jakby odczuwał jakikolwiek dyskomfort i Harry wziął to jako znak, że wciąż było dobrze. Powoli wycofał swój palec, patrząc, jak Louis marszczy brew przez tę zmianę, zaledwie na ułamek sekundy, ale jego twarz szybko wróciła do spokojnej ekspresji.
Gdy palce Harry’ego nadal wchodziły w Louisa, powoli, ale systematycznie, zwrócił on swoją uwagę na jego ciało, pozostawiając miękkie, małe pocałunki na udach, brzuchu i klatce piersiowej. Podobało mu się to, lubił być w stanie pokryć ciało Louisa miękkimi pocałunkami, znacząc skórę swoimi ustami, odkrywając sposób, w jaki łagodne krzywizny i kąty jego ciała były przy jego ustach.
Wydawało się, że traci poczucie czasu, ale tak szybko, jak rzucił się z powrotem do rzeczywistości, czuł jak Louis wypycha biodra na jego palec i wypuszcza cichy syk przyjemności, podkurczając palce u stóp, jakby starał się nie pchać z powrotem na rękę Harry’ego.
Harry nieco podkręcił tempo, a lubrykant pomagał ślizgać się sprawnie, gdy włożył drugi palec, przerywając opór. Zęby Louisa wbiły się w jego wargę, gdy cicho skomlał.
- Więcej – wymamrotał, ledwie odczekując kilka chwil, zanim Harry włożył drugi palec.
- Jesteś pewien? – mruknął Harry.
Louis skinął gorączkowo, z powrotem wyginając się na łóżku w desperacji.
Harry, zobowiązany, wepchnął trzeci palec. Starał się utrzymać powolny i płynny ruch, ale ledwo wsunął do pierwszej kostki, gdy Louis ponownie zaczął wypychać biodra w jego kierunku, skomląc i jęcząc cicho.
Przez kilka chwil Harry pozwolił Louisowi wić się na nim, by sam pieprzył jego palce I patrzył na to z fascynacją. Louis wyglądał naprawdę pięknie, jego twarz była różowa, a brwi ściągnięte w koncentracji, kosmyki grzywki przyklejone przez pot do czoła. To naprawdę odbierało dech w piersiach.
- Więcej. – Louis poprosił po raz kolejny, a jego broda drżała.
Harry był trochę zaskoczony tym, jak szybko Louis się przystosował. Poruszył się, wślizgując czwarty palec, ale Louis potrząsnął głową, zadziwiony nowym naciskiem.
- Nie, głębiej, szybciej – poprawił się, powracając na miejsce, gdy Harry cofnął czwarty palec.
Harry skinął głową, chociaż było to raczej bez znaczenia, bo oczy Louisa wciąż były zaciśnięte. Pchnął palce tak głęboko, jak tylko mógł, upewniając się, że jest powolny i ostrożny i wiedział, że zrobił to dobrze, gdyż Louis wypuścił drżace westchnięcie, gdy Harry poruszył palcami.
- Jeszcze raz – jęknął Louis, unosząc biodra znad materaca.
Jego nogi wydawały się szarpać, jakby nie wiedział czy bardziej je rozszerzyć, czy ścisnąć, próbując znaleźć pozycję, która wzmocni przyjemność dotyku Harry’ego w środku.
Harry natychmiast usłuchał, kręcąc palcami z nieco większą intensywnością niż za pierwszym razem, próbując znaleźć kłębek nerwów schowany wewnątrz mniejszego chłopca. Powoli rozpostarł palce, wpychając je do wejścia Louisa i zginając je, uderzając w jego prostatę.
Louis prawie wyskoczył z łóżka, odczucie to zdawało się go zaskoczyć. Harry zatrzymał się na chwilę, pozwalając mu się uspokoić, zanim ostrożnie powtórzył ruch, rozpościerając palce trochę szerzej za każdym razem, aby dobrze go przygotować.
- Jestem gotowy – powiedział Louis łamiącym się głosem po kilku chwilach, kołysając ciałem w rytm ruchów Harry’ego, jego skóra była zaczerwieniona i świecąca z kilkoma kropelkami potu. Usiadł, używając swoich trzęsących się rąk by spróbować się podeprzeć i spojrzał na Harry’ego z szeroko otwartymi, chętnymi oczami.
- Jesteś pewien?
Louis skinął głową, chwytając pudełko prezerwatyw i trzymając je przed Harry’m, jako formę odpowiedzi.
Harry roześmiał się i wziął pudełko, drąc je, by otworzyć i wyjął małe, foliowe opakowanie. Walczył z nim przez kilka chwil, próbując otworzyć je sprawnie palcami, pokrytymi lubrykantem, zanim w końcu wyciągnął rękę w stronę Louisa z rozpaczliwym wyrazem twarzy.
Louis zachichotał i wziął opakowanie, wycierając je z lubrykantu i niezdarnie przedarł je, otwierając i podał je Harry’emu, patrząc, jak wyższy chłopak rozciąga gumę na całej swojej długości. Harry wycisnął jeszcze kilka kropel lubrykantu, głaszcząc się kilka razu, aby rozprowadzić to na całej długości swojego penisa, zanim zatrzymał się gwałtownie i wyprostował.
- Możesz na chwilę usiąść? – zapyał, składając pocałunek na policzku Louisa.
Louis spełnił prośbę, nieco zdezorientowany, ale chętny i Harry położył się na plecach, z głową podpartą na poduszkach. Wyciągnął ręce i delikatnie chwycił biodra Louisa, prowadząc go, dopóki nie były dokładnie nad jego własnymi.
- Co ty…? – Louis zaczął, marszcząc brwi.
- Chcę, żebyś to kontrował, w porządku? Niech to będzie tak szybko czy głęboko, jak tego chcesz – wyjaśnił Harry, prowadząc Louisa na miejsce, aż mniejszy chłopak siedział nad nim okrakiem.
- Chcesz, żebym cię ujeżdżał?
Harry skinął głową, ostrożnie patrząc na wyraz twarzy Louisa i oceniając jego reakcję. Louis zamarł na moment, w zamyśleniu wgryzając się w swoją dolną wargę i marszcząc brwi, rozważając tę propozycję, ale kiedy opadł na dół i zacisnął kolana wokół bioder Harry’ego, jego twarz się zmieniła. Był coraz bardziej pewny siebie, poruszając sie powoli, testując pozycję. Kołysał biodrami na przeciw Harry’ego, jego penis ślizgał się na Harry’m i chociaż Harry nie był pewien, czy to bło zamierzone, Louis szybko zaczął kołysać biodrami na to uczucie, wyginając plecy i napinając ramiona, gdy utrzymywał się w tym ruchu.
Harry wbił palce w biodra Louisa, uspokajając je, aby powstrzymać się przed zatraceniem się w tym uczuciu.
- Zbyt wiele – wyjąkał jako wyjaśnienie.
Był zbyt zdenerwowany, zbyt blisko krawędzi, by sobie z tym poradzić.
Louis skinął głową z zadowolonym uśmiechem na twarzy i trochę niepewnym spojrzeniem, gdy próbował stłumić swój punkt kulminacyjny.
- Jak chcesz, żebym, um… – wymamrotał, próbując ponownie ustawić się na Harry’m, poruszając się powolnie i niepewnie.
Harry poruszył lekko biodrami, balansując na miejsce pod Louisem, zanim naprowadził Louisa na swoje biodra.
- Dobrze, to… po prostu… kiedy będziesz gotowy.
Skulił się, słysząc, jak kompletnie idiotycznie i nerwowo brzmiał, ale Louis po prostu spojrzał na niego i zachichotał.
Louis sięgnął między swoimi nogami, delikatnie zaciskając palce wokół penisa Harry’ego i prowadząc go pod siebie. Zawisł na chwilę, zanim opadł w dół, powoli, ale pewny w swoich działaniach, aż główka była w nim. Jego oczy rozszerzyły się nieco, a oddech uwiązł w gardle, ale po kilku sekundach przerwy pozwolił zatopić się całej długości Harry’ego w sobie, nie zatrzymując się dopóki jego pośladki nie dotknęły bioder chłopaka.
- Wszystko w porządku? – mruknął Harry, nie przegapiając lekkiego skrzywienia, które pojawiło się na twarzy Louisa.
Ujął jego ręke i przyciągnął ją do swojej twarzy, wyciskając delikatne pocałunki na jego palcach i dłoni.
Louis skinął głową.
- Po prostu… to dużo – wyjaśnił, starając się zbyć go beztroskim śmiechem.
Harry widział sposób, w jaki jego mięśnie się napięły i mniejszy chłopak dostosował się już do uczucia pełnego rozciągnięcia, ale czekał cierpliwie, by się poruszyć.
Kiedy Louis wreszcie się poruszył, jego ruchy były małe i ledwo zauważalne – tylko delikatne kołysanie się w tą i z powrotem, na udach Harry’ego i jego zroszonych potem biodrach – ale szybko stawały się coraz bardziej intensywne. Louis odchylił się do tyłu, sięgając dłońmi za siebie, by się podtrzymać i podniósł się na drżące kolana. Harry czuł, jak Louis zaciska się mocno wokół niego, gdy podniósł się w górę i kosztowało go to każdą uncję woli jaką mia, by powstrzymać się od wypchnięcia bioder w górę, by podążyć za jedwabistym, mocnym ciepłem. Nie mógł; bo obiecał, że to będzie noc Louisa, przypomniał sobie.
Louis wydawał się zdobyć nagłe poczucie pewności siebie, wszystkie wahania odparowały z wyrazu jego twarzy, gdy powoli opadł w gół na penisa Harry’ego. Był bardziej stały i niemalże był pełen wdzięku, kiedy zaczął budować stały rytm.
Harry był zafascynowany każdą częścią tego. Kochał sposób, w jaki brwi Louisa marszczyły się leciutko w koncentracji, sposób, w jaki jego zęby wbijały się w dolną wargę, sposób, w jaki miękkie krzywizny jego ciała lśniły od potu. Każda jego część wyglądała wspaniale, jakby był w swoim żywiole. Harry był zafascynowany, obserwując sposób, w jaki mięśnie jego tułowia napinały się i rozluźniały z każdym ruchem, sposób, w jaki jędrne uda Louisa wciskały się w jego biodra, gdy unosił się. Każda jego część była niczym poezja, był piękny, był wart zbydowania świątyni jego honoru i to było cholernie trudne dla Harry’ego, aby uwierzyć, że był jego.
Jego podziw został przerwany, gdy Louis wypchnął biodra do przodu, gdy ponownie opadł, a główka penisa Harry’ego trąciła jego prostatę i Louis wydobył z pomiędzy drżących warg kwilenie.
- Och – jęknął, opadając do przodu z powodu nieoczekiwanej fali przyjemności.
Podniósł się z powrotem, a jego mięśnie wydawały się słabsze, gdy próbował odtworzyć pozycję. Spróbował przesunąć się powoli w dół na Harry’ego, ale jego nogi zdawały się go nie słuchać, więc opadł na pierś Harry’ego, ale jednak wydawało się, że to zadziałało, bo wydyszał nisko:
- O kurwa.
Drżenie Louisa i jego wzdychania miały równie silny wpływ na Harry’ego, który wił się pod nim, desperacko potrzebując tarcia, ale starając się jak najlepiej, by pozwolić Louisowi kontrolować.
- Harry… Nie mogę, możesz… – Louis zapiszczał, słabo poruszając biodrami, najlepiej jak potrafił.
- Chcesz, żebym przejął kontrolę? – Harry zapytał cicho, starając się brzmieć tak spokojnie, jak tylko potrafił.
Louis skinął słabo, chowając twarz w ciepłej skórze klatki piersiowej Harry’ego. Harry zacisnął dłoń wokół talii mniejszego chłopaka, zanim wypchnął biodra w górę, starając się być powolny, ale dokładny, gdy wypełnił Louisa. Wszystko dookoła niego wydawało się być niczym wirujący bałagan, nic poza rozmytym obrazem pościeli i ubrań rozrzuconych po podłodze i bladego światła księżyca, wpadającego przez otwarte okno. Jedyną rzeczą, na której mógł się skoncentrować, był Louis, solidny, ciepły ciężar, jego kotwica, tryzmająca go przez to wszystko.
Nigdy nie myślał, że seks może być właśnie taki, jeśli ma być szczery. Jego miłość do Louisa połykała go, przeżuwała, ciągneła go głębiej, sprawiając, że krawędzie ich ciał były mniej rozpoznawalne. Czuł się tak, jakby komponowali się ze sobą w każdym miejscu, w ktorym ich skóra się spotykała i Harry nie chciał, by kiedykolwiek ponownie się rozdzieliła.
Louis wsunął dłoń między ich ciała, zamykając palce dookoła własnego penisa i zaczął poruszać ręką w szalonym rytmie po całej długości, najwyraźniej rozpaczliwie próbując zmniejszyć nacisk, który się w nim budował. Harry zmienił rytm, w jakim poruszał biodrami, aby dopasować tempo do uderzeć Louisa, zrobić wszystko, co mógł, by pomóc Louisowi stanąć na krawędzi – co, sądząc po jego rozpaczliwym skomleniu i napiętych mięśniach, nie będzie trwać zbyt długo.
Harry mógł wyczuć, jak jego własny punktu kulminacyjny ciągnął go, sprawiając, że podkurczył palce u stóp, a jego skóra szumiała z powodu energii elektrycznej, a prędkość jego bioder zwiększyła się, coraz bardzeij szalona, gdy wił się i pchał bez wyraźnego rytmu.
- D-dochodzę. – Louis jęknął, a każdy mięsień w jego ciele był napięty i pulsujący.
Drżący jęk uciekł z jego ust, gdy doszedł z gorącym białym strumieniem zalewającym ich brzuchy.
Harry trzymał mocno Louisa, gdy ten dochodził, mucząc przyciszonym głosem pochwały do jego ucha.
- Tak dobrze, Lou, jesteś taki dobry, tak bardzo cię kocham.
Słowa wychodził zdławionym głosem, gdy Louisem wstrząsnał wyjątkowo gwałtowny dreszcz, wijąc się na jego penisie w odpowiedni sposób. Po zaledwie kiku pchnięciach, to się stało – zespchnięty na krawędź, z bijącym sercem i wirowaniem w głowie, doszedł w końcówce prezerwatywy.
Harry położył się na kilka chwil z falującą klatką piersiową, gdy walczył o to, by złapać oddech. Nie wydawało mu się, by kiedykolwiek wcześniej doszedł tak mocno; jego mięśnie się trzęsły, a skóra była dziwnie lśniąca, nadal tętniąca po kulminacji.
Kiedy otworzył oczy, zobaczył Louisa patrzącego na niego z wielkimi, uśmiechniętymi oczami, z brodą spoczywającą na klatce piersiowej Harry’ego. Gdy tylko zobaczył otwarte oczy Harry’ego, przesunął się obok wyższego chłopca, kładąc się przy jego boku.
- Powiedziałeś, że mnie kochasz. – Louis przypomniał mu cichym, ale zadowolonym głosem.
Harry zamarł, przełykając ciężko.
- N-naprawdę?
- Mhm – mruknął Louis, kiwając głową, wciąż wpatrując się w twarz Harry’ego.
- Oh. Ja, um… oh. – Harry zamrugał, próbując wymyślić, co powiedzieć teraz, zanim zdecydował się po prostu przytaknąć. – Cóż, miałem to na myśli. Więc… – odchrząknał niezręcznie.
Louis wybuchnął śmiechem, kryjąc twarz w piersi Harry’ego.
- Powiedz to jeszcze raz? – poprosił.
Harry zaśmiał się cicho, ciesząc się, że Louis przynajmniej nie odrzucał jego uczuć.
- Kocham cię, Lou – powiedział, czule mierzwiąc jego włosy.
Uśmiech Louisa urósł.
- Też cię kocham.
Harry poczuł, jak jego serce pęcznieje niczym balon, stając się coraz większe i większe, aż nie zaczęło naciskać na klatkę piersiową i zaczął zastanawiać się, czy to możliwe, by serce człowieka dosłownie eksplodowało z czystej radości.
Przez kilka chwil po prostu leżeli tam, korzystając z faktu, że w końcu byli razem i mogli rzeczywiście się obejmować. Harry właśnie zaczął się zastanawiać, czy Louisnie zasnął, kiedy mniejszy chłopak przemówił.
- Dostałem się na Uniwersytet w Northampton – powiedział. – To między Doncaster i Londynem, więc mogę być blisko mojej mamy i siótr, i nie być zbyt daleko od ciebie.
Harry zamrugał, zdumiony; nawet nie wiedział, że Louis składał tam papiery.
- To wspaniale! - powiedział, kiedy minęło początkowe zaskoczenie.
Jeszcze bardziej zacieśnił uścisk i pochylił się, by pocałować jego głowę. Louis uśmiechnął się.
- Nie chciał nic mówić, dopóki nie będę wiedział, czy zostanę przyjęty.
- Uniwersytet w Northampton… To dobra szkoła, prawda? Wiesz, myślę, że mógłbym wybrać gorzej, gdybym chciał iść na uniwersytet. Może powinienem wysłać tam aplikację. – Harry powiedział złośliwie, chociaż jego słowa były poważne; chciał zasugerować to jako żart, żeby móc zobaczyć reakcję Louisa.
Twarz Louisa rozświetliła się, gdy posłał mu jeden z pięknych, prawdziwych uśmiechów, które sprawiały, że wokół jego oczu pojawiały się zmarszczki.
- Zrobiłbyś to dla mnie?
- Cóż, nie tylko dla ciebie. Słyszałem, że mają dobry program prawniczy – powiedział Harry nonszalancko, ale przerwał swoją wypowiedż, ściskając lekko Louisa.
- Man nadzieję, że nie planujesz dostania się za stypendium sportowe – dokuczył Louis.
- Oj! – Harry krzyknąłl defensywnie, przyjmując obrażony wyraz twarzy.
- Kocham cię - przypomniał Louis, obdarzając Harry’ego szerokim, głupkowatym uśmiechem.
I Harry byłby przeklęty, jeśli słysząc jak Louis mówi te słowa, nie rozwiązałoby to każdego problemu na świecie
Epilog
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz