17
- Rozumiesz, może mogą nas za to wywalić – syknął Zayn, skradając się tuż za Harry’m, gdy wkradali się przez opustoszałe hale.
Była pierwsza lekcja; większość uczniów siedziała w klasach i Harry wiedział na pewno, że trener nadzorował pierwszaków na sali gimnastycznej, zostawiając swój gabinet pusty i niestrzeżony.
- Wątpię, by nas wydalili – prychnął Harry, zaciskając dłoń na klamce.
Przekręcił nieśmiało i odkrył – ku swojej radości – że trener Higgins nie zamknął tylnego wejścia do gabinetu.
- Zobacz, otwarte! Nawet się nie włamujemy, po prostu… wchodzimy.
- I przeglądamy poufne dokumenty bez niczyjej zgody – przypomniał Harry’emu Zayn, ale pomimo własnej niechęci, wszedł za nim do małego, zagraconego biura.
- Nie musielibyśmy przeglądać tych dokumentów, gdyby trener po prostu powiedział nam gdzie jest Louis i dlaczego odszedł – mruknął Harry, podchodząc do biurka i grzebiąc w niekończących się stosach niezorganizowanych dokumentów porozrzucanych po jego powierzchni.
- Nie wiesz co oznacza „poufne”? – Zayn spytał z niedowierzaniem.
- Shh! – warknął Harry.
Sala była po drugiej stronie ściany, a drzwi łączące pomieszczenia nie były specjalnie dźwiękoszczelne.
- Przestań narzekać i pomóż mi szukać.
Zayn zatrzymał się na chwilę z niezadowolonym wyrazem na twarzy, zanim westchnął niechętnie.
- Czego szukamy?
- Czegokolwiek z imieniem Louisa na tym. Lub jego podpisem lub pismem. Po prostu… czegoś Louisowego. – Harry wymamrotał z roztargnieniem.
Nie wydawało się, że na biurku były jakieś pomocne dokumenty, ku jego przerażeniu. Sięgnął w dół, próbując wyciągnąć jedną z szuflad, ale trzymała się mocno.
- Cholera, jest zamknięta.
- Przeszukam jego płaszcz, może jest tam klucz – zaoferował się Zayn, odwracając się, by przejrzeć kieszenie płaszcza powieszonegona klamce.
Drzwi otworzyły się nagle, prawie uderzając Zayna w twarz. Kruczowłosy chłopak miał zaledwie wystarczająco czasu, by odskoczyć od drzwi, zanim trener przeszedł przez nie, a jego oczy rozszerzyły się, gdy zobaczył dwóch chłopców grzebiących w jego biurze.
Harry przełknął ciężko.
- Oh, trenerze! Tu jesteś! Szukaliśmy cię!
Trener Higgins uniósł brwi.
- Dobry pomysł, szukać mnie w mojej szufladzie. Wiadomo, że czasami się tam ukrywam – powiedział sarkastycznie.
- Dobre! – Harry powiedział z fałszywym uśmiechem.
Zayn rzucił mu ponure spojrzenie, wyraźnie niezadowolony z oczywistych kłamstw Harry’ego, ale milczał.
- Co wy dwoje tu robicie, szczerze? – Trener zapytał z westchnieniem i lekką dezaprobatą.
Zamknął za sobą drzwi, tłumiąc dźwięk piłek do koszykówki odbijających się echem po sali gimnastycznej. Harry westchnął i usiadł w fotelu trenera przy biurku, osuwając się z przygnębieniem.
- Szukaliśmy informacji o Louisie – przyznał.
Trener zatrzymał się na chwilę z zamyślonym wyrazem twarzy. Zerknął do tyłu, upewniającsię że drzwi są zamknięte i nikogo innego nie było w pobliżu, zanim odwrócił się do Harry’ego.
- Jeśli ktoś spyta, nie widziałem waszej dwójki tutaj, zrozumiano?
Obaj chłopcy skinęli w milczeniu głową, z szeroko otwartymi oczami i ustami rozdziawionymi w zaskoczeniu. Harry pomyślał, że mógł zobaczyć, jak nogi Zayna zatrzęsły się z ulgą, gdy uświadomił sobie, że nie byli w opresji.
Trener zawrócił, wracając do sali gimnastycznej, ale odwrócił głowę i dodał przez ramię:
- Ale jeśli bym cię zobaczył, prawdopodobnie powiedziałbym ci, żebyś spróbował z szafką na dokumenty. Trzecia szuflada od góry – powiedział, wyłapując mały pęczek kluczy z kieszeni i rzucając go Zaynowi.
- Dzięki, trenerze. – Harry odetchnął, walcząc z uśmiechem.
- Za co? – Trener Higgins zapytał, wzruszając ramionami, trzymając się fortelu. – Robię to tylko dlatego, bo to oczywiste, że tęsknisz za dzieciakiem, a nie wydaje mi się, by on zdecydował się mówić, gdyby nie ty. Nie każ mi tego żałować – ostrzegł, wracając na salę, zanim chłopak zdążył odpowiedzieć.
Zayn zamrugał kilka razy, oczami wpatrzonymi w pustą przestrzeń tam, gdzie kilka sekund temu stał trener.
- Myślałem, że wykopie mnie z drużyny i wyrzuci – wymamrotał i wydawało się, że wciąż był w lekkim szoku.
- Myślałem, że będziesz sikał pod siebie. – Harry parsknął śmiechem. Wstał i wziął klucze z rąk Zayna, przeglądając je, zanim nie znalazł jednego, który wyglądał na pasujący do szafki na dokumenty. – Co powiedział? Trzecia szuflada?
Zayn skinął głową.
- Od góry – dodał. Po chwili zastanowienia znowu przemówił. – O czym mówił trener? Powiedział, że pomogłeś Louisowi mówić o czymś.
- Myślę, że wiem, co miał na myśli. – Harry spiął się.
Zayn przewrócił oczami.
- Tak, nie pierdol. Chcę wiedzieć, co miał na myśli.
Harry zignorował go, czując, jak pilniejsze sprawy przybierają na sile. Szybko przewertował pliki, a jego oczy zaświeciły się, gdy zobaczył etykietę, której szukał: „TOMLINSON, LOUIS”.
- Okej, jest tutaj. Zamknij się – powiedział Harry, mimo, że Zayn nawet nic nie powiedział.
Usiadł na wyściełanym krześle za biurkiem trenera i Zayn zerkał przez jego ramię, gdy otworzył folder, rozkładładając dokumenty i przeglądając papiery. Były posegregowane według daty, od najstraszej do najnowszej i Harry zaczął sortować kilka starych raportów Louisa i podpisanych uprawnień na mecze wyjazdowe.
- Dlaczego trener podpisał uprawnienia? – zapytał Zayn, wyrywając kartę uprawnień, zanim Harry zdążył ją odłożyć.
Harry zmarszczył brwi i spojrzał na kartkę, którą trzymał Zayn, przyglądając się jej bliżej. Rzeczywiście, tuż przy lini, gdzie mieli podpisać się rodzice, był podpis trenera Higginsa, nakreślony ciemnym tuszem.
- Um… może Louis zapomniał o tym jednym podpisie i trener poręczył za niego. – Skłamał, dobrze wiedząc, dlaczego Louis nie miał podpisu rodziców.
Zayn podniósł inne karty z folderu i przejrzał je szybko.
- Nie, zobacz, wszystkie są podpisane przez trenera Higginsa.
Harry zaśmiał się beztrosko, aby oczyścić atmosferę.
- Huh, dziwne. Może po prostu jest bardzo roztargniony i zapomina, aby wziąć te druczki do domu, więc trener zawsze podpisuje je dla niego.
- To bardzo szczegółowa hipoteza – mruknął Zayn, marsząc brwi.
Harry wzruszył ramionami i wyjął papiery z rąk Zayna, zanim zdążył zadać więcej pytań, wpychając je z powrotem w odpowiedniej kolejności do katalogu, zanim kontynuował przeglądanie dalszych dokumentów.
- Zobacz, to jest z wczoraj. – Wskazał Zayn, chwytając nadgarstek Harry’ego, powstrzymując go od przerzucania reszty dokumentów.
Harry zatrzymał się, praktycznie wyrywając arkusz z palcy Zayna, aby go przeczytać. Nie był pewien, dlaczego wcześniej go nie dostrzegł – to był najgrubszy stos dokumentów w całym katalogu, każda strona podpisana i opieczętowana winietą. W końcu pozwolił sobie zanurkować w piśmie, oczami łapczywie szukając odpowiedzi na nagłe zniknięcie Louisa.
Poczuł, jak jego wargi wykrzywiają się z dezaprobatą, gdy próbował odczytać dokumnet, który nie miał dla niego najmniejszego sensu. Jego mózg został przytłoczony burzą prawnych terminów, których nie mógł nawet pojmować; równie dobrze mogły być w całości napisane po łacinie, biorąc pod uwagę to, co rozumiał.
- Co tam jest napisane? – zapytał po chwili Zayn, cichym i niepewnym głosem, jakby bał się przerwać koncentrację Harry’ego.
Harry poddał się i upuścił papieru na biurko, chowając twarz w dłoniach.
- Nie wiem. Nie mogę nawet tego zrozumieć, to wszystko jest napisane pieprzonymi pojęciami prawnymi. Kurwa, masz pojęcie, jakie to frustrujące? Odpowiedzi są tu, przede mną, a ja nie mogę dostrzec ich sensu! – warknął, podnosząc ręce by przerzesać palcami włosy i zaplątał je w lokach.
Zayn wyciągnął rękę i poderwał papiery z biurka.
- Może ja pomogę. Miałem kilka kursów z prawa – zaproponował, szukając zgody u Harry’ego, zanim rzeczywiście przeczyta dokument.
Harry skinął głową w zgodzie i Zayn natychmiast spuścił wzrok, aby przyjrzeć się dokumentowi. Harry był ogromnie wdzięczny Zaynowi; tak, to było świetne, że pomógł mu się włamać do biura trenera i słuchał jego gadania o Louisie noc wcześniej bez skargi, ale teraz to było więcej. Nawet po tym wszystkim, w co wpakował go Harry, Zayn wciąż był dla niego niesamowicie cierpliwy, jakby rozumiał, ile to dla niego znaczy. Harry zastanawiał się, ile drinków będzie musiał później kupić Zaynowi, by odpłacić mu za całą jego pomoc, choć nie był pewien, czy dla tej sprawy było wystarczająco dużo alkoholu w Londynie.
Usta Zayna poruszały się, gdy czytał, od czasu do czasu mamrocząc niektóre urywki zdań, które uważał za ważne, jakby dając Harry’emu pogląd na dokument.
- Wyłączną opiekę… niezdolny do mieszkania… zakaz zbliżania się… zeznania świadczące o maltretowaniu fizycznym i seksualnym…
Harry skrzywił się nieco. Nigdy nie rozważał możliwości seksualnego maltretowania, chociaż gdy pomyślał o kształcie i umiejscowieniu niektórych siniaków na ciele Louisa, uświadomił sobie, jak głupi był, by przegapić znaki.
Zayn nadal mamrotał niektóre kwestie, jego głos stawał się silniejszy, gdy dotarł do linijki, która zawierała odpowiedzieć na jego pytanie.
- … opieka zostanie przyznana do bardziej odpowiedniego domu, uznanego przez sąd i ławę przysięgłych, a wszystkie kontakty między dzieckiem, a oskarżonym zostaną zabronione, dopóki nie będą poddane nadzorowi i zatwierdzone przez sąd.
Chłopcy siedzieli w milczeniu przez kilka chwil, a ciężkie słowa wisiały w powietrzu, gdy oboje próbowali zrozumieć to wszystko.
- Więc, jest bezpieczny, tak? Po prostu odszedł od ojca, nie jest… nie jest skrzywdzony czy coś? – Harry’emu udało się w końcu zapytać, a jego głos był słaby i załamujący się.
Zayn skinął głową, ruchem tak nieznacznym, że Harry ledwo go zauważył.
- Czy ty, um… czy ty wiedziałeś o tym? – zapytał, podnosząc papiery.
Harry przełknął ciężko.
- Nie o wszystkim. Wciąż nie wiem dokładnie co tam jest napisane. – Zwrócił uwagę.
- Piszą tu, że ojciec Louisa bił go i wykorzystywał seksualnie, a teraz stoi w obliczu więzienia i wysokiej grzywny, jeżeli Louis wniesie oskarżenie. – Zayn wyjaśnił cicho.
- Oh. – Harry powiedział bez przekonania, nie mogąc wymyśleć nic innego do powiedzenia.
- Więc, to jest to, o czym trener mówił? Kiedy powiedział, że ty, um… że przekonałeś Louisa do mówienia? – wyjąkał Zayn, wciąż będąc w szoku.
Harry przytaknął z wahaniem.
- Tak. Dowiedziałem się w ostatni weekend… Ja nie… - Nie mógł zanaleźć słów, których potrzebował, by dokończyć to zdanie – nie mógł nawet sobie przypomnieć co chciał powiedzieć w pierwszej kolejnosci – więc po prostu odpuścił.
Zayn wydawał się być tak zagubiony, jak słowa Harry’ego, więc po prostu poklepał go po ramieniu i pozwolił siedzieć w ciszy przez kilka minut, by mógł zebrać się w sobie.
- Dobrze, więc musi gdzieś tutaj być więcej informacji – powiedzaił Harry, gdy już odzyskał spokój, a jego głos był gwałtowny i ostry z powodu nowej determinacji.
- Co masz na myśli mówiąc „więcej informacji?” To są poufne dokumenty prawne, jestem całkowicie pewien, że jest tu więcej informacji, niż potrzebujemy. – Zauważył Zayn, ale mimo werbalnego protestu, pomógł Harry’emu przeglądać resztę dokumentów.
- Tak, ale wszystko, co teraz wiemy, to dlaczego Louis odszedł. Musimy wiedzieć gdzie – numer telefonu lub coś. – Harry mruknął z roztargnieniem.
Zayn nagle poderwał ten sam dokument, który skończyli oglądać.
- Czekaj, było coś na tylnej stronie… Dane kontaktowe do Louisa i tego, ktokolwiek jest jego opiekunem. – Zayn przewracał strony, składając je, by sięgnąć do ostatniego.
Harry jednak chwycił jego ręce, zanim mógł je przeczytać.
- Nie! – syknął Zayn, zaskoczony nagłym działaniem Harry’ego.
- Shh, czytam! – powiedział Harry, naciskając palcem wskazującym usta Zayna, by go uciszyć.
- Myślę, że przez ciebie zaciąłem się papierem – mruknął Zayn, marszcząc czoło.
Harry przewrócił oczami, ale czuły uśmiech wkradł się na jego twarzy. Oczy świeciły się, gdy okazało się, że to, czego szukał, zawierało informacje kontaktowe do Louisa i odwrócił się na fotelu, by spojrzeć Zaynowi w oczy.
- Znalazłeś numer telefonu? – zapytał Zayn, chwytając rękę Harry’ego i odciągając ją od swoich ust.
- Nawet lepiej. – Harry nie mógł powstrzymać uśmiechu. – Co robisz w ten weekend?
- Nic… dlaczego? – Zayn zapytał powoli głosem ociekającym podejrzliwością.
Pozwolił sobie zajrzeć przez ramię Harry’ego, by zobaczyć adres wpisany na papierze wraz z krótkim oświadczeniem, mówiącym, że Louis był pod nadzorem kobiety o imieniu Johannah Tomlinson.
Wyraz twarzy Harry’ego przekształcił się z radości do czystej, diabelskiej psoty.
- Jedziemy w podróż do Doncaster.
17
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz