sobota, 25 stycznia 2014

894

11

Perspektywa Liama:

Liam trudnił się myśleniem o samolotowym jedzeniu. W przeciwieństwie do niektórych kolegów z zespołu (czytaj: Louis), nie odnajdywał w tym absolutnie nic oburzającego czy niegodnego. („Do cholery, jesteśmy gwiazdami, gdzie jest moja domowej roboty lasagne?”) Ale w przeciwieństwie do innego kolegi z zespołu (czytaj: Niall), nie uważał tego za zachwycające, nie pytał o dolewkę, ani o nic innego do picia. (“Do cholery, jesteśmy gwiazdami, gdzie mój kufel?”) Liam czasami (czytaj: zawsze) czuł się, jakby podróżował z dziećmi. Tylko jedna z tych rzeczy, które brał pod uwagę, kiedy patrzył na nie, nie była zbyt odrażająca, ale również nie zbyt atrakcyjna, a był to rosół z makaronem.

Chociaż, może to po prostu byl tylko Liam. Może jego opinia na temat żywności w samolocie była jakiegoś rodzaju metaforą dla niego w ogóle. Bezpieczne pomiędzy. Nie za dużo, nie za mało. Nigdy zbyt ciepłe, nigdy zbyt zimne. Jedna z dwóch stóp na ziemi. Bezpieczny i rozsądny w grupie, gdzie głównym słowem był chaos.

Być może chaos nie był słowem najczęściej używanym, ale miał dużo synonimów. Histeria, zawirowania, szaleństwo, wariactwo. Liam jednak myślał, że „chaos” pasuje idealnie. A to było chaotyczne w bardziej, niż tylko jeden sposób. Poważnie wątpił w to, by ktokolwiek mógł wyjść z ich pokoju hotelowego, być powitanym przez tysiące krzyczących nastolatek, być całkowicie nienaruszonym i myśleć: “Jaka ładna pogoda. Nie mogę się doczekać, by przeczytać poranną gazetę.” Jak zostało powiedziane, to był zdecydowanie najlepszy rodzaj chaosu. Liam kochał swoich fanów. Kiedy mówił, że docenia każdego z nich, naprawdę miał to na myśli. Miał tylko nadzieję, że wszyscy inni też to wiedzieli i nie myśleli, że to po prostu puste słowa i że został zmuszony do ich powiedzenia. Mogli krzyczeć ile chcieli, ponieważ w końcu zmienili życie Liama w sposób, o jakim nawet nigdy nie marzył i nigdy, przenigdy nie przestanie być im wdzięczny.

To był jednak oczekiwany rodzaj chaosu. To prawda, nie na tym ekstremalnym poziomie, ale Liam nie mógł chyba wskazać kogoś znanego w tych dniach, kto nie doznał przynajmniej łagodnego przypadku chaosu. Ale to, co z drugiej strony nie było oczekiwane, to chaos w grupie. Liam mógł znieść chaos wywołany przez fanów, ponieważ ich kochał. Ale nie mógł poradzić sobie z chaosem spowodowanym przez jego kumpli z zespołu z dokładnie tego samego powodu. Liam kochał Louisa i Nialla. Niall kochał Liama i Louisa. Louis kochał Nialla i Liama. I to było to, co sprawiało, że wszystko było tak bardzo frustrujące, ponieważ to powinno wystarczyć. Bardziej niż wystarczyć, naprawdę. Ale z jakiegoś niezgłębionego powodu, nie wystarczało. Nawet nie było temu bliskie. To było tak, jakby brakowało jakiegoś wielkiego kawałka i Liam nie miał pojęcia, o jaki kawałek może chodzić.

Chodziło o to, że oni stale walczyli. To zawsze była ta sama historia: Louis coś zrobił, Niall się rozgniewiał, Louis się rozgniewał, Liam próbował to naprawić, Liam zawodził, Liam starał się jeszcze raz, Louis warczał, Niall przewracał oczami, Liam modlił się do Boga, w którego nie wierzył, zarząd się mieszał, oni kończyli na „przyjaznych” warunkach, cała trójka jednocześnie myślała to nie powinno być tak, jak jest.

Liam skłamałby, gdyby powiedział, że nie myślał o tym dużo. Był po prostu osobą, którą był; nie był spontaniczny, lubił wszystko przemyśleć. I Bóg wie, że to przemyślał. Dla Liama był to rodzaj zagadki i potrzebował ją rozwiązać._

W zasadzie, to wszystko sprowadzało się do Louisa. Louisa, który był najsłodszą osobą, jaką Liam znał. I to nie było ogólnikowe, niepewne oświadczenie, które Liam lekko postawił. Nie. Liam był w domu Louisa, widział go z jego siostrami i on był najsłodszą osobą, jaką Liam znał. To był fakt. Nie do negocjacji. Nie mniej, Louis może również być najtrudniejszą osobą, jaką Liam znał. Pomijając fakt, że Liam widział w Louisie zarówno jego najlepszą część, jak i najgorszą. Widział go warczącego, widział go, gdy mówił wredne rzeczy, a co gorsza: mówił wredne rzeczy do niego. Liam nigdy nie przyznałby się do tego Louisowi, ponieważ wiedział, jak bardzo źle by się czuł, ale były czasy, kiedy Liam musiał fizycznie powstrzymać się od płaczu. Chociaż Niall to zauważył i się zdenerwował. Dlatego Louis się zdenerwuje. I Liam starał się to naprawić. Zły krąg. Same błędy.

Liam ostatnio myślał o tym, co dokładnie wywołuje takie zachowanie u Louisa. Ponieważ rzeczy nie zawsze tak wyglądały. Liam pamiętał X-Factora, kiedy to wszystko było o zabawie i grach, żartach i śmiechu, i głupich pamiętnikach video, z których Louis wydawał się robić swoją własną, osobistą misję, by pokazać się tak głupim, jak to tylko możliwe. I to jakoś działało na jego korzyść i miał Nialla i Liama u swoich stóp. I chodziło o to, że wciąż tak było. Mimo wszystko, Liam wciąż zrobiłby dosłownie wszystko dla niego i wiedział, że Niall czuł dokładnie to samo. To, co sprawiało, ze to było takie problematyczne to fakt, że Louis a) nie chciał powiedzieć, co jest nie tak, b) nie chciał przyznać, że coś jeszcze było nie tak, c) nie chciał przyznać, że potrzebuje pomocy, d) odmówił przyjęcia pomocy nawet wtedy, gdy została mu podana, e) odmówił opuszczenia gardy dla każdego, nawet dla swoich dwóch najlepszych kumpli. Liam był bezsilny, co nie było szczególnie zadowalającym uczuciem.

Ale Liam także wiedział, że oszukiwał samego siebie. Był mądrzejszy, niż wyglądał. Zauważył sposób, w jaki Louis patrzył na niektórych facetów lub kompletnie niezainteresowane spojrzenia, które posyłał zawsze, gdy Niall wskazywał atrakcyjne kobiety. I także zauważył, że nie był jedynym, który to dostrzegł. Liam prawie nigdy nie wiedział, co dokładnie działo się w głowie Louisa, ale Boże, chciałby.

- Wszystko dobrze, proszę pana?

Uwaga Liama została sprowadzona przez stewardessę stojącą w rzędzie obok niego. Jednak to nie do niego było zaadresowane pytanie, ale do Nialla, który także patrzył na swoje jedzenie, jakby miał problemy egzystencjonalne, tak jak Liam. Chociaż na dźwięk jej głosu podniósł głowę i posłał jej uroczy uśmiech.

- Tak, wszystko dobrze, dziękuję. – Spojrzał uroczyście na swoje jedzenie. – Po prostu nie jestem głodny.

Jeśli to nie dzwonki ostrzegawcze, to Liam nie wiedział, co.

Byli na pokładzie samolotu nieco ponad godzinę, tuż przed tym Liam przyłapał Nialla na wysyłaniu bardzo agresywnej wiadomości głosowej. Kiedy Niall zauważył, że Liam się przysłuchuje, szybko ją zakończył i udawał, że nic się nie stało.

- A pan, proszę pana?

Tym razem pytanie było skierowane do Liama. On także, jak Niall, nie dotknął swojego jedzenia.

- Nie przepadam za rosołem, to wszystko – odpowiedział, posyłając jej jeden ze swoich najbardziej pocieszających uśmiechów.

- Oh, nie dostaliście menu? – spytała natychmiast.

Nie, dostał menu. Po prostu nie obchodziło go to i dostał pierwszą lepszą rzecz.

- Nie, dostałem. Po prostu… – wzruszył ramionami i spojrzał przepraszająco na kobietę. – Po prostu nie lubię samolotowego jedzenia.

- W porządku – posłała mu promienny uśmiech, zanim odeszła.

I tak było, Liam pomyślał. Jeśli uznałby swoje zdanie na temat żywności samolotowej jako metaforę swojego życia, wtedy by mu się nie podobało. Nie podobało by mu się w ogóle.

Ale on był Liamem cholernym Paynem, supermenem własnego życia. I zamierzał to naprawić. Jeśli nie dla siebie, to dla swoich fanów.

xx

Perspektywa Harry’ego:

Było troche późno, kiedy Harry i Zayn opuścili wieczorem hotel. Tak naprawdę nie mieli planu gdzie iść, po prostu potrzebowali zrobić coś poza siedzeniem na łóżku i ciągłym pytaniem Harry’ego „Czy to naprawdę się stało?”, na co Zayn ciągle odpowiadał „tak”. To było zabawne przez jakąś godzinę, ale potem się znudziło.

Powietrze było chłodne i świeże, a na niebie nie było żadnej chmury. Ponieważ była sobotnia noc, ulice były zatłoczone bezimiennymi ludźmi i Harry nie miał pojęcia dokąd oni idą i po co. Wszystko, co wiedział, to cieszenie się z bycia otoczonym przez tak wielu ludzi. Był częścią czegoś większego niż on sam i podobało mu się to.

Podobało mu się również to, że Zayn był przy jego boku. Prawie nie mówił, ale Harry’emu to nie przeszkadzało. To było tak, jakby mieli zbyt dużo do powiedzenia, więc wybranie jednego tematu wydawało się niemal głupotą.

- Która godzina? – zapytał Harry po około pół godziny milczenia.

- Prawie jedenasta – odpowiedział Zayn, sprawdzając swój telefon.

- Może moglibyśmy usiąść na chwilę? – Harry wskazał głową w stronę pustej ławki przed nimi.

Zayn pokiwał głową w odpowiedzi i usiedli na zimnej, drewnianej ławce. Lodowaty wiatr wiał po ulicach Londynu, przyprawiając Harry’ego o ciarki. Wciąż byli otoczeni przez ludzi, ale dla Harry’ego tylko on i Zayn byli jedynymi istniejącymi ludźmi w tej chwili.

Zamykając oczy, Harry wyciągnął ramiona i ziewnął.

- Jestem wyczerpany.

- Ja też.

- Czuję się, jakbym przekroczył ilość uczuć, które wolno mi mieć jednego dnia.

- Mam to samo – zachichotał Zayn. – Przynajmniej ty nie chodziłeś sam w deszczu przez godzinę, po szalonym „wypierdalaj”.

- Cholera, tak mi przykro. – Harry spojrzał na Zayna, ale jego brązowe oczy nie przekazywały żadnych oznak niechęci czy gniewu. – Zapomniałem, że padał deszcz.

- W porządku. – Zayn posłał mu mały uśmiech. – Zrobiłbyś to samo dla mnie.

- Zrobiłbym. – Zgodził się Harry.

Znów siedzieli w ciszy. Z jakiegoś powodu Harry zaczął myśleć o swoich przyjaciołach w domu i jak wdzięczny był, że to Zayn siedzi tu obok niego.

- Hej, Zayn?

- Tak?

- Naprawdę zrobiłbym to samo dla ciebie. – Harry przełknął ślinę i podrapał się po karku. – Jesteś tak jakby moim najlepszym przyjacielem.

Zayn odwrócił twarz w stronę Harry’ego, a mały uśmiech zatańczył na jego wargach.

- Nie bądź taki zdenerwowany, Harry. Ty też jesteś moim najlepszym przyjacielem.

Harry odetchnął z ulgą.

- Naprawdę?

- Naprawdę. – Zayn potwierdził szczerze.

- Okej. Dobrze. – Uśmiechając się, Harry odchylił się, aby usiąść nieco bardziej wygodnie.

Kiedy usiadł, poczuł, jak Zayn klepie go po ramieniu.

- Nie musisz wyglądać tak, jakby ci ulżyło, Harry.

- Tak myślę.

- Jesteś lepszy niż myślisz, wiesz.

Harry zmarszczył brwi.

- To dziwne, że dwie osoby powiedziały mi to dzisiaj.

Zayn odsunął rękę i wzruszył ramionami.

- Może to nie jest dziwne. – Poszedł za przykładem Harry’ego i odchylił się na ławce. Patrzył prosto przed siebie, jakby coś daleko zwróciło jego uwagę. – Może po prostu faktycznie jesteś lepszy, niż myślisz.

Harry posłał Zaynowi pytające spojrzenie. Naprawdę chciał w to wierzyć.

- Może.

- Tak. Może.

Z jakiegoś powodu Harry naprawdę czuł się niesamowicie zmeczony. Wcześniejsza adrenalina zaczęła mijać.

- Wiesz, co myślę, że jest dziwne?

- Nie, co?

Harry wziął głęboki oddech.

- Czuję, że powiniem być szczęśliwszy niż jestem.

W chwili, kiedy te słowa opuściły jego usta, żałował ich. Mówienie czegoś zazwyczaj miało sposób, by uczynić to bardziej realnym. Ale był on także na skraju zaśnięcia i to zazwyczaj sprawiało, iż był bardziej uczciwy i mówił prawdę. Smutne czy nie.

- Co masz na myśli? – Zayn przesunął się i był naprzeciwko Harry’ego, poświęcając mu swoją uwagę.

- Cóż… - zaczął Harry, starając się znaleźć odpowiednie słowa. – Wiesz, jaki jestem w stosunku do Louisa. Jeśli ktokolwiek wie, to jesteś to ty.

Uśmiechając się, Zayn skinął głową.

- W sensie, to jest prawie bolesne. Albo raczej, to jest bolesne. Wiesz, patrzenie na zdjęcia i takie tam. Bolał mnie brzuch. To było tak, jak… powiniem tam być, dlaczego mnie tam nie ma? – Harry spojrzał ostrożnie na Zayna, mając nadzieję, że nie brzmi zbyt głupio. – Rozumiesz?

- Rozumiem.

- Dobrze. – Nagle Harry przypomniał sobie coś i zaczął chichotać. – Hej, pamiętasz ten czas, kiedy byłem na odwyku od Louisa?

- Nie. – Zayn pokręcił głową, wyglądając na rozbawionego. – Ale pamiętam jak miesiąc temu wysłałeś do mnie maila, pisząc, że nie zamierzasz myśleć o człowieku, którego imię zaczyna się na „L” i to nie odnosiło się do Liama ani Lorda Voldemorta. To sprawiło, że się śmiałem.

Harry też to pamiętał, to było tuż przed imprezą u Perrie. Nie poszło zbyt dobrze; ani impreza, ani obietnica.

- Cieszę się, że moje nieudolne próby bycia zabawnym cię rozśmieszyły.

- Bardziej śmiałem się z ciebie niż z tobą, jeśli mam być szczery.

Harry przewrócił oczami.

- Może w przyszłości zatrzymaj te komentarze dla siebie, jeśli chcesz zachować etykietę mojego najlepszego przyjaciela.

- Zanotowano. – Zayn uśmiechnął się.

- W każdym razie, wracając do odwyku od Louisa. Miałem tak wiele załamań nerwowych, że po prostu zdecydowałem, wiesz, że nie zamierzam o nim myśleć, oglądać jego zdjęć i nie daj Boże oglądać filmików z nim.

- I jak długo to trwało? – Zayn uniósł brwi. – Godzinę?

- Pięć minut – poprawił go Harry i Zayn parsknął śmiechem. – Ale nie o to chodzi.

- A o co?

- Chodzi o to, że tak bardzo zaangażowałem się w niego emocjonalnie, że właściwie usiadłem i spisałem plan, by utrzymać moje emocje w stanie nienaruszonym. Nie zadziałało, ale punkt pozostaje.

- Tak, brzmi jak coś, co chcesz zrobić – powiedział Zayn jakoś czule.

- Cóż, to brzmi jak coś, co zrobię, ponieważ to zrobiłem. – Harry westchnął, rozdrażniony. – Mam na myśli, spójrzmy na mojego Tumblra, okej?

Nie czekając na odpowiedź, Harry wyciągnął telefon z kieszeni i wcisnął aplikację Tumblra. Ktoś odpowiedział „co” do jego ostatniego postu, ale on to zignorował. W tej chwili nie było to istotne. Zamiast tego wszedł na swoją stronę z tagami i wybrał „moje”.

Wyobraź sobie budzenie się przy Louisie i nie bycie zdolnym do chodzenia :)
Wyobraź sobie budzenie się przy Louisie i robienie mu naleśników :)
Wyobraź sobie budzenie się przy Louisie i dzielenie się naleśnikami :)
Wyobraź sobie budzenie się przy Louisie :)

Ok więc mam 18 lat od jakiegoś czasu i ktoś spytał mnie dlaczego ja i louis nie jesteśmy jeszcze małżeństwem i czuję że to jest coś co powinniśmy już osiągnąć

*przypadkowo zapomniałem że prawdziwe życie istnieje ponieważ louis tomlinson*

Jeśli ktoś będzie interesował się louisem BĘDZIE ODPOWIADAŁ PRZEDE MNĄ żartuję louis sam sobie poradzi podczas gdy ja będę stał za nim i klepał go czule po ramieniu :)

Louis: you can’t go to bed without a cup of tea
Ja: *zaczynam pić herbatę każdego wieczoru by móc udawać że ta piosenka jest o mnie*

Louis jest trochę jak narkotyki, na początku jest jak „oh wow, jak przyjemnie”, ale potem jest jak „BAM MOHAHAHA myślałeś, że możesz przestać, cóż, nie, proszę pana tu jest trochę bólu i orgazmu, ale więcej bólu”
To jest oczywiste, że nigdy faktycznie nie skończę z narkotykami.


Lista była długa.

Zawstydzony, Harry podał mu telefon.

- Wiem, że czytałeś je już wszystkie, ale jednak.

Zayn wziął go i zaczął przesuwać.

- Harry – zaśmiał się, kontynuując czytanie.

Zasłaniając twarz rękami, Harry wymamrotał:

- Jestem taki głupi.

- Hej. – Zayn trącił go w ramię i oddał telefon. – Jestem tak samo głupi. Nie zapominaj o tym. Jesteśmy w tym razem, pamiętasz?

- Wiem. – Harry uśmiechnął się z zakłopotaniem, gdy chował telefon.

- Cóż, co zatem sprawia, że jesteś smutny?

- Nie jestem smutny. Ja tylko. – Harry westchnął. – To jest, ja tylko właśnie ukazałem, że przez jakiś czas miałem praktycznie obsesję na punkcie Louisa i teraz, kiedy go rzeczywiście spotkałem, czuję się jak, nie wiem, po prostu… Nie wiem.

- Nie było tak dobrze, jak miałeś nadzieję, że będzie? – zasugerował Zayn po chwili ciszy.

- Nie. To nie to. – Harry stwierdził stanowczo, potrząsając głową. – To było… lepiej, wiesz?

Harry spojrzał wyczekująco na Zayna, ale on tylko pokręcił głową w zmieszaniu.

- Nie wydaje mi się, bym za tobą nadążał.

- Tak, nie, oczywiście, że nie. – Harry spojrzał prosto. – Nie było cię tam. Ale on był taki niesamowity i zabawny, i skłodki, i miły, i w ogóle. Był o wiele lepszy, niż mogłem sobie wyobrazić. A co jeśli… – Harry wziął głęboki oddech. – A co, jeśli to jest to? Co, jeśli wrócimy do hotelu, a jego nie będzie? Co wtedy?

- Wtedy to będzie tylko dobre wspomnienie.

- Właśnie! – Harry wykrzyknął i wydawał się być przerażony. – Ale ja nie chcę tylko dobrego wspomnienia. To nie wystarczające. Nie chcę pamiątkowego zdjęcia czy coś, chcę jego. Teraz bardziej niż wcześniej.

Zayn wydawał się rozważać to przez chwilę, zanim przemówił.

- Jeśli tak bardzo się tym martiwsz, dlaczego po prostu do niego nie pójdziesz?

- Tak, taki był plan, ale potem pomyślałem, że on prawdopodobnie mnie nie chce.

- Dlaczego? – Zayn zmarszczył brwi.

- Ponieważ mnie dotknął, a potem uciekł.

- Więc?

- Zayn. – Harry obrócił się, by spojrzeć mu prosto w oczy, wyraźnie akcentując każde słowo. – Dotknął mnie, a potem uciekł. To zazwyczaj nie jest dobry znak. A ja nie chcę zmuszać go do niczego, czego on nie chce.

Zayn przewrócił oczami.

- Myślę, że zapominasz o tym, że Louis to duży chłopiec, który potrafi sobie ze sobą poradzić. I nie wydaje mi się, byś mógł zmusić go do czegoś, nawet gdybyś chciał. Zrobiłby z ciebie miazgę.

Harry prychnął, ale nie mógł powstrzymać uśmiechu.

- Najprawdopodobniej, tak.

- Szczerze, Harry, jeśli naprawdę chcesz się z nim zobaczyć…

- Chcę – potwierdził Harry, ale Zayn go zignorował.

- …powinieneś po prostu iść. Poważnie. Nigdy więcej nie dostaniesz takiej szansy, więc po prostu to zrób. Jeśli to wszystko trafi szlag, przynajmniej próbowałeś.

- Tak myślę – wymamrotał Harry, wciąż nie do końca przekonany.

- Spójrz, jeśli to byłby Liam, waliłbym w drzwi, błagając go, by spędził ze mną czas.

- Nie, nie zrobiłbyś tego.

- Nie, siedziałbym w swoim pokoju i płakał. Nieważne. Ale tobie rzeczywiście udało się z nim porozmawiać i myślę, że mogę cię zabić, jeśli nie wykorzystasz tej okazji.

Harry spojrzał przed siebie i westchnął.

- Ale co, jeśli on mnie nie lubi? – Jego głos był ledwie szeptem.

- Po raz kolejny, Harry, nie doceniasz siebie. A z tego, co dowiedziałem się wcześniej, wydawało się, że bycie razem idzie wam całkiem nieźle. – Zayn uśmiechnął się łagodnie i poklepał Harry’ego po ramieniu. – I tak, jak powiedziałem, jeśli to wszystko trafi szlag, przynajmniej masz najlepszego przyjaciela, któremu możesz ponarzekać.

Powoli duży uśmiech pojawił się na twarzy Harry’ego.

- Myślę, że masz rację.

- Oczywiście, że mam rację – powiedział Zayn z oburzeniem. – Ja zawsze mam rację.

- Co mam powiedzieć? Kiedy wpadnę? Coś jak: „Hej, to ja, Harry – twój szalony prześladowca, który właśnie wpadł do ciebie w środku nocy bez żadnego powodu”?

- Nie wiem. – Zayn udał, że myśli przez chwilę. – Ale może nie to.

- Zgadzam się. Ale co dokładnie powinienem powiedzieć? Poważnie?

- Nie wiem, stary. To zależy od ciebie, co zdecydujesz.

- To nie jest zbyt pomocne. – Harry zmarszczył brwi. – Co ty byś zrobił?

- Może kupiłbym kwiaty i zacytował piosenkę o miłości.

- Nie, nie zrobiłbyś tego.

- Nie, nie zrobiłbym. Ale to nie ma znaczenia, ponieważ tu nie chodzi o mnie, a o ciebie. - Nagle Zayn zabrzmiał zaskakująco mocno i prawie, jakby był zirytowany. – I, jeśli mam być szczery, nie mam pojęcia, co tu robisz ze mną, kiedy powinieneś podrywać swojego faceta.

I to była ostatnia kropla, której potrzebował. Nagle bardziej zdeterminowany niż kiedykolwiek wcześniej, Harry wstał i przeciągnął się.

- Idziesz? – spytał, kiedy zauważył, że Zayn się nie poruszył.

- Nie – odpowiedział Zayn, zakładając ręce za głowę. – Myślę, że zostanę tu na trochę. Jest tu ładny widok.

I był to ładny widok; wir ludzi, stare budynki, wielkanocne dekoracje pouwieszane w oknach. Harry wrócił myślami do nocy wcześniej, do jego zwariowanej pijackiej przygody z Zaynem. Być może nawet byli w tym miejscu, Harry niestety tego nie pamiętał. Naprawdę cchiałby odkryć ulice Londynu w stanie trzeźwości, ale nie było na to czasu. Londyn nigdzie się nie wybierał.

- W porządku. – Harry się zgodził. – Zatem widzimy się później.

- Tak. Widzimy się później. – Zayn powiedział od niechcenia, jakby nic istotnego miało się już nie zdarzyć.

Kiedy Harry się odwrócił i miał iść w dół ulicy, usłyszał jak Zayn woła go ostatni raz.

- Hej, Harry?

Obrócił się.

- Tak?

- Powodzenia.

Dwójka chłopaków uśmiechnęła się do siebie.

- Dzięki.

Harry ledwo zrobił dwa kroki, zanim odwrócił się ponownie.

- Hej, Zayn?

- Tak?

Harry przełknął ślinę. Wiedział, że zachowuje się dziecinnie, ale nie mógł nic na to poradzić.

- Dobrze wyglądam?

Wciąż miał na sobie klasyczny „Harry strój”: parę ciemnych, obcisłych dżinsów i zużyty t-shirt z ciepłą kurtką na wierzchu. Zasadniczo po prostu wyglądał jak on. Po prostu Harry, nikt więcej, nikt mniej.

- Wyglądasz lepiej niż dobrze. – Zayn zapewnił go z uśmiechem, brzmiąc szczerze.

I to była wszelka zachęta, jakiej Harry potrzebował; ponieważ Zayn miał wiele rzeczy: był gorący, uprzejmy, zabawny, ale nie był kłamcą. Dlatego też, bez zbędnych ceregieli, Harry posłał mu mały, wdzięczny uśmiech, zanim odwrócił się ponownie, tym razem bez oglądania się za siebie.

To było coś w rodzaju snu, kiedy szedł sam ulicami, późną nocą. Trochę jakby płynął; jakby był gdzieś zupełnie indziej, doświadczając tego poprzez oczy kogoś innego. Jakby to wszystko było zbyt rzeczywiste, by było prawdziwe, jeśli to ma jakikolwiek sens. Harry nie wiedział. Harry nie wiedział nic oprócz tego, że przeżywał kłopoty w dziedzinie oddychania.

Dwadzieścia minut później był w wąskiej uliczce prowadzącej do ich hotelu. Było prawie ciemno tej marcowej nocy, uliczne latarnia odwalały kiepską robotę w rozjaśnianiu chodnika. Chociaż mogło być zupełnie ciemno, Harry prawdopodobnie nadal by się odnalazł. Mógłby się o to założyć.

Kiedy w końcu tam dotarł, otworzył drzwi, zdeterminowany, by tego wszystkiego nie przemyśleć lub nie poddać analizie, ponieważ Bóg wie, do jakiego wniosku mógł dojść. Zamiast tego trzymał swój umysł w pustej błogości, powtarzając sobie tylko „pokój 206, pokój 206”. To było wszystko, czego potrzebował w tym momencie.

Jednak, kiedy rzeczywiście stał pod pokojem 206, gapił się w drzwi przez chwilę, zanim zebrał się na odwagę, by zapukać. Zaczął się niepokoić, kiedy czas mijał, a nikt nie otwierał, ale wypuścił ciężki oddech wypełniony ulgą, kiedy usłyszał, że drzwi zostały odblokowane. Spojrzał w dół, nerwowo wpatrując się w swoje nogi, kiedy drzwi się powoli otworzyły. Gdy spojrzał w górę, został powitany widokiem Louisa, zerkającego przez drzwi, wyglądającego jak mieszanka sceptyzmu, zmieszania i obaw. Było to dość oczywiste, że nie oczekiwał towarzystwa, ze względu na fakt, iż miał na sobie te same spodnie dresowe, które nosił zaledwie kilka godzin temu, kiedy on i Harry się poznali, a jego włosy były w jeszcze większym błaganie, niż wcześniej, jakby turlał się po podłodze czy coś i nosił okulary. Harry nigdy nie oczekiwał tego, że będzie wystarczająco uprzywilejowany, by zobaczyć go kiedykolwiek w okularach, więc uważał się za szczęściarza.

- Uh, cześć? – Louis zmarszczył brwi, najwyraźniej nie widząc powodu nagłego pojawienia się Harry’ego.

Harry z trudem sam to pojmował.

- Cześć. – Harry chciał brzmieć zwyczajnie, ale wyszło trochę tak, jakby się dusił.

- Um, więc, co tutaj robisz? – Louis zapytał powoli, wciąż pozostając niepewnym.

- Tak, nie wiem, ja tylko… – Hary wzruszył nonszalancko ramionami; albo raczej miał nadzieję, że wyglądało to nonszalancko. – Zastanawiam się, czy chcesz się spotkać?

Louis odpowiedział natychmiast, tym razem brzmiał na nieco zirytowanego.

- Wiesz, która jest godzina?

Harry nie odpowiedział przez kilka sekund; zarówno dlatego, że musiał się uspokoić, ale także dlatego, że nie sprawdził godziny, odkąd zostawił Zayna.

- Prawdę mówiąc, nie.

- Prawie północ – odpowiedział Louis, i tak. Zdecydowanie był zirytowany.

- Oh.

- Oh? – powtórzył, krzyżując ramiona i zamrugał. – Poważnie? To wszystko, co masz do powiedzenia?

Harry czuł rumieńce na policzkach, to naprawdę nie szło w sposób, w jaki miało iść. Może powinien to przemyśleć, może wtedy miałby właściwą odpowiedź.

- Cóż, no wiesz, jest sobota, więc to powszechne, że siedzi się do późna.

Jeśli Harry pomyślał, że to naprawi wszystko, bardzo się mylił.

- Siedzę do późna każdej nocy, nie czyni to tym bardziej w porządku.

- Tak, dobrze. – Harry przełknął ciężko, ignorując mordercze spojrzenie Louisa najlepiej, jak mógł.

Louis wypuścił rozdrażnione westchnięcie, przeciągnął palcami po grzywce, zanim ponownie zajłą się Harry’m.

- Czy to twój pomysł na propozycję seksu? Ponieważ jeśli myślałeś, że będę tym zainteresowany, jesteś w poważnym błędzie.

Harry spojrzał na wściekłą twarz Louisa, mrugając kilka razy.

- Co? Nie, ja…

- Oh, nie myśl, że nie widzę co się dzieje! – Louis kontynuował, jakby Harry nic nie mówił. – Jak, ooh, chodźmy pieprzyć gorącą gwizdę z pokoju obok, wszyscy moi przyjaciele będą myśleć, że jestem taki fajny…

- Co, nie…

- … i popularny, i cholera. Może po prostu wpadnę, a on po prostu…

- … to naprawdę nie…

- … pomyśli, że jestem super gorący i seksowny z powodu moich śmiesznych kręconych włosów…

- Przepraszam.

- …i absurdalnie zielonych oczu…

- Dobrze.

- …i głupiej osobowości.

- Huh.

- Tak, cóż, pozwól, że cię oświecę. – Louis wskazał palcem na Harry’ego, zmuszając go, by nieświadomie zrobił krok w tył, zanim kontunował, sycząc. – To się nie stanie!

Louis nadal patrzył na niego ostro, wyraźnie zdecydowany, by Harry poczuł się tak zakłopotany, jak to tylko możliwe. Biorąc ciężki oddech, Harry poczuł się źle za sprawienie, że Louis był taki zdenerwowany. To naprawdę nie było w jego intencji. Wstydliwie patrzył w ziemię i podrapał się po karku.

- To naprawdę nie jest to, o czym myślałem. Przykro mi, że masz takie wrażenie.

Kiedy spojrzał ponownie, Louis wydawał się być nieco zrelaksowany.

- Naprawdę? – zapytał niepewnie, nie do końca mu wierząc.

- Sto procent – potwierdził Harry, tym razem patrząc prosto w oczy Louisa. – Zaufaj mi, nigdy, przenigdy nie wykorzystałbym cię w ten sposób.

Louis ponownie skrzyżował ramiona, unosząc brwi.

- Naprawdę?

- Tak! – Harry nalegał, robiąc się coraz bardziej zdesperowanym, by Louis nie widział go jako pewnego rodzaju puszczalskiego kobieciarza, który chce się dostać do spodni ludzi. Już wystarczająco wielu ludzi tak myślało; nie może pozwolić, by Louis także tak myślał. – Naprawdę, nigdy nie zrobiłbym czegoś, czego ty nie chcesz. Poważnie, tylko wpadłem, ponieważ pomyślałem, że przydałoby ci się towarzystwo. A wcześniej dobrze się dogadywaliśmy, więc pomyślałem, że nie będzie ci to za bardzo przeszkadzać.

Nagle Louis opuścił ręce i pozwolił im luźno zwisać. Wyglądał, jakby żałował.

- Tak, dogadywaliśmy się. Chyba po prostu, eh, za bardzo się doszukiwałem.

- Nie, to w porządku, rozumiem, dlaczego doszło do tego nieporozumienia. Naprawdę. – Harry szybko go uspokoił. – Jednak, żeby to było całkowicie jasne, nie jestem tu po to, aby robić jakieś zabawne interesy. Tylko po to, żeby robić to, cokolwiek robią dwaj faceci, którzy ledwo się znają o północy w tanim hotelu.

Louis podniósł jedną brew. Harry zakaszlał.

- Mam na myśli, poza tym, co normalnie robią.

Louis nadal unosił brew. Harry zaczerwienił się.

- Powtarzam, moje intencje są czyste.

Louis pokręcił głową.

- Tak, nie, wierzę ci, przepraszam, jestem przewrażliwiony. Po prostu idę przez jakieś gówno, jestem w rozsypce, i tak. Przepraszam.

- Jest w porządku. – Po chwili milczenia Harry dodał, wskzując głową w stronę pokoju. – To znaczy, że mogę wejść?

Louis uśmiechnął się w odpowiedzi.

- Tak, myślę, że to znaczy, że możesz wejść.

Nie czekając na dalszą zachętę, Harry natychmiast ruszył naprzód i wszedł do pokoju, gdy Louis się odsunął. Pokój był tak mały, jak Harry’ego i Zayna, i ściany miały ten sam brzydki różowo-szarawy kolor. Zasadniczo, były identyczne.

- Twój pokój wygląda dokładnie tak samo jak nasz. – Skomentował Harry.

- Nie mów? – Louis odpowiedział sarkastycznie, gdy zamykał drzwi.

Ignorując ten komentarz, Harry postąpił na przód, gdzie leżała walizka Louisa. Była ona jednak prawie całkowicie pusta i wyglądało na to, że niemal wszystkie jego ubrania były porozrzucane po całej podłodze.

- Jest to również, jeśli mogę tak powiedzieć, bezzasadny bałagan biorąc pod uwagę fakt, że byłeś tu od dziesięciu godzin, a większość tego czasu spędziłeś w moim pokoju.

Louis przewrócił oczami, rozdrażniony.

- Cóż, przepraszam, mamo, nie spodziewałem się towarzystwa.

- W porządku.

- Poza tym… - Louis założył ręce na piersi i zmrużył oczy, patrząc na Harry’ego podejrzliwie. – Liczyłeś na ile godzin się tu zatrzymałem?

- Nie liczyłem, wiem tylko, że wpadłeś około drugiej, a teraz mówisz, że jest dwunasta, a dwanaście minus dwa równa się dziesięć, więc…

Louis zlustrował Harry’ego spojrzeniem.

- Huh.

- Tak.

- Cóż, myślę, że to wszystko ma sens – powiedział Louis, ściskając dłonie.

Harry pokiwał głową w zgodzie, zanim odwrócił się, by usiąść na łóżku, ale został zagrzymany przez dźwięk głosu Louisa, który brzmiał dziwnie gorączkowo.

- Czekaj, czekaj, czekaj!

Zszokowany, Harry zatrzymał się gwałtownie, aby spojrzeć na Louisa, marszcząc brwi.

- Co?

- Może – Louis skoczył do przodu, kładąc ręce na ramionach Harry’ego – usiądź tutaj.

Poprowadził Harry’ego prosto do lewego krańca łóżka, gdzie usiadł posłusznie, patrząc na Louisa szeroko otwartymi oczami.

- A ja – Louis podszedł do prawego brzegu łóżka, gdzie usiadł – usiądę tutaj.

Harry nadal wpatrywał się w Louisa, który siedział tam w dresie i okularach, wyglądając niego nieswojo.

- Um.

- Idealny układ – powiedział Louis z wielkim uśmiechem, który wydawał się być wymuszony.

Jego oczy zwykle się marszczyły, gdy naprawdę się uśmiechał, a tym razem tego nie zrobiły. Harry zauważał tego typu rzeczy.

- Racja – powiedział Harry, zatracając się w czymś innym. Idealnie, w rzeczy samej. Lubię dystans między nami. I to wcale nie jest tak, że chcę cię teraz przytulić.

- Tak – powiedział Louis, kładąc obie ręce na udach, zanim spojrzał na Harry’ego, wyglądając jakby był nieco zakłopotany. – Spójrz, Harry, czuję, że jest coś, co muszę ci powiedzeć. Wiesz, żebyś nie miał mylnego wrażenia lub coś.

- Okej. Strzelaj. – Zachęcił Harry, nie spuszczając wzroku z Louisa.

Louis wziął głęboki oddech i przemówił poważnie, patrząc w oczy Harry’ego.

- Nie jestem gejem.

To było jak cios w brzuch. Harry nie wiedział, co czuje, ani co powinien czuć. Prawdę mówiąc, brał za pewnik to, że Louis jest gejem, albo przynajmniej bi, zwłaszcza od wczorajszej rozmowy z Zaynem, kiedy w zasadzie gwarantował to Harry’emu. Ale, w końcu, co on wiedział? On nie znał Louisa, i najwyraźniej Harry także nie. Więc, oczywiście Louis był zdenerwowany, kiedy Harry wpadł, jeśli myślał, że on chce tylko uprawiać z nim seks. Oczywiście, że sprawiło to, że czuł się niewygodnie. Harry miał nadzieję, że ból i rozczarowanie nie są zbyt wyraźnie wymalowane na jego twarzy.

- Dobrze.

- W porządku?

- Tak, tak, jasne. – Harry starał się zignorować boleśnie obecny węzeł w jego brzuchu. – Tak, no wiesz, to nie tak, jakby mnie to obchodziło czy coś. Jak mówiłem wcześniej, nie dlatego wpadłem.

- Tak, mówiłeś – zgodził się Louis. – Chciałem się tylko upewnić.

- Rozumiem to. Poza tym, to nie tak , że, wiesz, też jestem gejem, więc…

Technicznie to nie kłamstwo, ponieważ był biseksualistą. Niezamierzony rym*. To wydawało się zaskoczyć Louisa. Jego brwi powędrowały w górę i spojrzał na Harry’ego niedowierzająco.

- Naprawdę?

- Tak – odpowiedział Harry, zdecydowany nie dać się, mimo sposobu, w jaki jego ręce drżały, a jemu chciało się płakać. – Tak trudno w to uwierzyć?

Louis zamrugał.

- Um. Cóż.

Harry kontynuował.

- Lubię dziewczyny. – Wciąż nie kłamstwo. Jego reputacja w szkole powinna to poprzeć. – Cycki są naprawdę fajne.

Louis prychnął i odgarnął grzywkę z twarzy, tak, jak robił to wcześniej.

- Tak, cycki są cholernie fantastyczne. – Jego głos cuchnął sarkazmem, ale Harry był obojętny.

- Też tak myślę. Ładna tekstura.

- Po prostu wspaniała. – Louis powiedział bezmyślnie.

- Dobrze wpasowuje się w ręce.

Louis zanucił wymijająco.

-Lub, cóż, mam dość duże dłonie, więc dla mnie muszą być duże cycki…

- Racja. – Louis przerwał mu, brzmiąc niecierpliwie.

Harry nie wiedział, co więcej powiedzieć, więc zachował ciszę. Z zirytowanego wyrazu twarzy Louisa odczytał, że nie chciał dołączyć do chwalącej cycki przemowy Harry’ego. W porządku.

- Więc… – zaczął Louis, ściskając dłonie.

- Więc… – kontynuował Harry, patrząc w obawie na Louisa.

- Więc.. – powtórzył Louis, wyraźnie starając się zmienić temat. – Jak się masz?

- Dobrze – odpowiedział Harry.

- Dobrze.

- A ty?

- Wspaniale.

- Dobrze.

Cisza.

- Więc, co chcesz robić? – spytał Louis po minucie rozdzierającej ciszy.

Harry spojrzał na twarz Louisa, na jego usta, które były zaciśnięte w wąską linię i jego niebieskie oczy, które wwiercały się w Harry’ego i nie mógł nic poradzić na uczucie, że było coś niedopowiedzianego wiszącego w powietrzu, jakby było coś, co powinien powiedzieć, by jakoś zadowolić Louisa. Tylko nie wiedział co. Dziwnie było tak myśleć, ponieważ tak świetnie się dogadywali kilka godzin temu.

- Nie wiem.

Umysł Harry’ego pędził: co robią dwaj normalni faceci, gdy się spotykają? Kiedy był z Nickiem, zazwyczaj myślał o tym, co powinien później powiedzieć Zaynowi, a kiedy był z Zaynem, mówił o tym, jak bardzo chciał pieprzyć Louisa. A zrobienie którejkolwiek z tych rzeczy teraz byłoby po prostu dziwne. Po chwili namysłu, Harry miał pomysł.

- Cóż, um. Myślę, że jest jedna rzecz, którą możemy zrobić.

- Jaka?

- Cóż, um. – Harry podrapał się po głowie. – Jest taka gra, w którą ja i mój przyjaciel często graliśmy.

Louis uniósł brwi.

- Tak? Która?

- Jest to gra na telefon, nie sądzę, byś o niej słyszał…

- Dlaczego? – przerwał mu Louis. – Tylko dlatego, że jestem sławny, nie znaczy to, że nie robię normalnych rzeczy. Także mam telefon, wiesz.

- Cóż, może zatem zgadniesz o którą chodzi.

- Angry birds? – Louis natychmiast zasugerował, nie marnując czasu.

- Nie.

- Temple run?

- Nie.

- Subway surfers?

- Nie.

- Candy crush?

- Nie.

- Ta, gdzie przesuwa się kawałki skał?

- Co?

- Okej, zatem nie. I tak jest nudna. Plants vs. zombies?

- Nie.

Louis wydawał się być pozbawiony dalszych sugestii.

- Um.

Uśmiechając się pod nosem, Harry starał się nie wyglądać na zbyt zadowolonego z siebie.

- Powiem ci, nie musisz znać każdej.

- Zamknij się, nie skończyłem – powiedział Louis, śmiejąc się.

Harry przewrócił oczami i westchnął ciężko, udając irytację.

- Poczekam.

Louis zakrył twarz dłońmi i jęknął.

- Cholera, powinienem to wiedzieć.

- Cóż, przynajmniej wiem, co robicie kiedy jesteście w trasie – kontynuował Harry uroczystym głosem, który brzmiał całkowicie zrozpaczenie. – Gracie w gry na swoich telefonach.

Śmiejąc się, Louis odsunął ręce z twarzy.

- Cóż, co innego mamy robić?

- Pamiętam stare dobre czasy – powiedział Harry, przyciskając dłoń do piersi – kiedy byłem młody, a celebryci wykorzystywali czas robiąc ważne rzeczy, takie jak odpowiadanie na listy fanów.

- Cóż, wybacz, stary Haroldzie, ale teraz używamy czegoś, co nazywa się technologią. Może o tym słyszałeś?

- Może gdzieś o tym czytałem.

- Dobrze dla ciebie. I widzisz, z tą całą technologią, możemy nawiązywać kontakt z fanami przez takie strony jak Twitter. Może też o tym słyszałeś?

- Moja córka mogła o tym wspomnieć.

- Racja. – Louis skinął głową z zainteresowaniem. – Ta, którą masz ze swoim platonicznym kumplem Zaynem, z którą także idziesz na nasz występ?

- To właśnie ta! – Harry potwierdził z uśmiechem. – Dobra z niej dziewczyna. Najlepsza w klasie.

- Tak, mogę sobie wyobrazić. – Louis dalej grał. – Jeśli ma choć jedną dziesiątą twojej inteligencji, musi być całkiem bystra.

Harry przerwał, mrugając.

- Nazywasz mnie głupim?

- Nie, oczywiście, że nie. Nigdy bym tego nie zasugerował.

Zwężając oczy, Harry odpowiedział:

- Dobrze.

- W każdym razie, mówiąc o technologii, pójdę teraz po mój telefon, ponieważ zamierzam dowiedzieć się o jakiej grze mówisz.

- Powodzenia.

Louis wstał i oczy Harry’ego podążyły za jego tyłkiem, gdy szedł. Pochylił się nad szufladą i otworzył tą, gdzie leżał telefon, jakby był schowany.

- Zawsze trzymasz tam swój telefon?

- Nie dokładnie – powiedział Louis, kiedy ponownie usiadł obok Harry’ego (lub może „obok” to trochę przesada, skoro nadal byli od siebie tak daleko, jak to tylko możliwe.) Włączył telefon. – I zwykle nie mam go wyłączonego.

Kiedy Louis zauważył zdziwione spojrzenie, które posłał mu Harry, wzruszył ramionami.

- To żadna wielka sprawa. Nie myśl o tym.

- W porządku. – Harry odpowiedział powoli, wciąż zmieszany.

Mógł jednak, bez wątpienia, pomyśleć o tym później, kiedy będzie sam. Może napisze później o tym postaa na Tumblra: „Dlaczego Louis Tomlinson trzyma swój telefon wyłączony i w ukryciu”. Haha. Nie. Nie zrobi tego. Nie jest szalony.

Światło telefonu oświetliło twarz Louisa, kiedy wpisywał pin. Kiedy telefon był włączony, Harry poczuł nieodpartą chęć do podkradnięcia się i zobaczenia, jaki ma obraz tła. Ale zamiast tego zrobić, postanowił skorzystać ze swojego głosu.

- Jaką masz tapetę?

Louis spojrzał na niego zaskoczony z nad telefonu.

- Huh?

- Twoja tapeta. – Harry powtórzył cierpliwie. – Na twoim telefonie. Co to?

- Oh. – Louis spojrzał na swój telefon, jakby rozważał swoją odpowiedź. – To, uh, kawałek lasagne.

- Poważnie? – zapytał Harry.

Nie wiedział, czego oczekiwał, ale na pewno nie tego.

- Taa. – Louis zachichotał. – Po prostu, moja mama robi najlepszą domową lasagne. Wierz mi, nie masz pojęcia. Mniam, mniam. – Louis poklepał się po brzuchu. Harry starał go nie zrobić “awww”. – W każdym razie, bycie w trasie i w ogóle sprawia, że bardzo tęsknisz za domem. Więc, zrobiłem to zdjęcie podczas moich ostatnich urodzin i teraz za każdym razem, gdy tęsknię, po prostu patrzę na domową lasagne i czuję się odrobinę lepiej.

Harry wpatrywał się w Louisa w zachwycie, kompletnie oniemiały. Louis wydawał się interpretować milczenie Harry’ego w niewłaściwy sposób, bo zaczął śmieć się nerwowo.

- Przepraszam, to prawdopodobnie brzmiało jak coś ekstremalnie żałosnego i głupiego…

- Nie, nie, nie. – Harry przerwał mu. – To nie brzmiało głupio. Wcale. Przyrzekam.

- Tak?

- Tak, to ma idealny sens. Poważnie, rozumiem. To urocze.

- Okej. – Louis uśmiechnął się niepewnie. Harry to odwzajemnił. – Zatem co ty masz na tapecie?

- Nie pamiętam. – Ciebie. – Często zmieniam. - Na inne twoje zdjęcia.

Akceptując to jako odpowiedź, Louis skinął głową i ponownie spojrzał na swój telefon. Harry nie mógł nie zauważyć zmartwionego wyrazu twarzy, który wcześniej nie był obecny.

- Wszystko okej? – zapytał.

- Tak. – Louis odpowiedział natychmiast, choc niezbyt przekonująco, patrząc na Harry’ego. – Dostałem po prostu wiadomość głosową od jednego z kumpli i prawdopodobnie powinienem, no wiesz, odsłuchać ją.

- Cóż, proszę. Nie mam nic przeciwko.

- Nie, dopóki nie dowiem się o jakiej grze mówiłeś, Harold. – Louis uśmiechnął się, ale nie dosięgnęło to oczu.

- Zatem wal.

- Cóż. – Louis przewinął ekran telefonu i Harry nie mógł nie zauważyć, że ma wiele aplikacji. Nic dziwnego, że chciał to rozgryźć. – Coś, w co grasz z przyjaciółmi. Więc, może taka, w której można konkurować z innymi, zgadza się?

- Tak.

- Okej, zatem. Ta gra jest dość stara, ale Draw Something?

Harry potrząsnął głową.

- Nie.

- Okej, w porządku. – Louis jęknął. – Poddaję się! Co to jest?

Uśmiechając się z zadolowaniem, Harry odpowiedział:

- Wordfeud.*

Nastała chwila ciszy. Harry patrzył na Louisa. Louis patrzył na Harry’ego. Harry czuł się skrępowany.

- Wordfeud? – Louis powtórzył z niedowierzaniem.

- Właśnie to powiedziałem.

- Czekaj, czekaj, czekaj. – Louis podniósł jedną dłoń i zamknął oczy. – Mówisz mi, że ty i twoi przyjaciele zazwyczaj siedzicie i gracie w wordfeud i to jest to, co myślisz, że też powinniśmy zrobić?

- Cóż, um. – Harry zarumienił się. – Może nie ja i moi przyjaciele. Bardziej jak ja i moja rodzina. Moja siostra jest w tym asem, ale moja mama nie bardzo. Wolałbym raczej nie oceniać siebie, skoro nie mogę wydać obiektywnej opinii. Ale jeśli mam być szczery, myślę, że jestem całkiem dobry, jeśli mogę tak o sobie powiedzieć. A kiedy mówiłem wordfeud, miałem na myśli scrabble.

- Wow. – Louis teraz otworzył oczy i wpatrywał się w Harry’ego z niedowierzaniem, z szeroko otwartymi oczami. – Naprawdę jesteś jak czterdziestoletni facet w przebraniu.

- Tak, często to słyszę – zachichotał Harry.

Oczy Louisa przesunęły się po ciele Harry’ego, przyglądając mu się. Może Harry powinien czuć się nieśmiało, ale tak nie było. Z jakiegoś powodu po prostu cieszył się uwagą.

- Jesteś w ogóle prawdziwy?

Oczy Harry’ego spotkały się z niebieskimi oczami Louisa i chciał zapytać go o to samo.

- Nie wiem.

Dalej wpatrywali się w siebie nawzajem, zanim Louis uświadomił sobie, że jest coś, co powinien zrobić.

- Racja! – wykrzyknął. – Moja wiadomość głosowa.

Zerwał się z łóżka, ale ponieważ pokój był niewiarygodnie mały, nie miał gdzie pójść, gdyby chciał prywatności. Może łazienka, ale Louis Tomlinson nie chciał odsłuchiwać wiadomości głosowej tam, gdzie załatwia swój interes. Może to była niepotrzebna zasada, ale nadal istniała. W związku z tym, po prostu oparł się o ścianę na przeciwko Harry’ego.

- Odsłucham teraz – wymamrotał do siebie i podniósł telefon do ucha.

Harry siedział cicho na łóżku, wpatrując się w Louisa jak zawsze. W pokoju było kompletnie cicho, dopóki nagle niski, stłumiony dźwięk nie wydobył się z telefonu. Harry oczywiście nie mógł powiedzieć, co dokładnie zostało powiedziane, ale mógłby przysiąc, że na linii ktoś wrzeszczał. A jeśli przytłumiony, wysoki dźwięk nie wystarczyłby, by utwierdzić w tym Harry’ego, zszokowany wyraz twarzy Louisa naprawdę to zrobił. Jego oczy były szeroko otwarte i szybko mrugał i odsunął telefon z dala od ucha, jakby chciał uchronić się przed głośnym dźwiękiem. Harry bardzo chciał wiedzieć, co się dzieje, ale ponieważ nie chciał niczego przerywać, siedział przyklejony do siedzenia z zamkniętymi ustami.

Louis nadal patrzył bezmyślnie w powietrzu, kiedy wrzaski nie ustawały. Ale potem, nagle, dźwięk został zatrzymany. Zajęło to jednak chwilę, zanim Louis to sobie uświadomił i opuścił telefon, odkładając go delikatnie do szuflady.

Harry wciąż nic nie powiedział. Louis nadal patrzył wszędzie, ale nie na Harry’ego, wydając się być całkowicie gdzie indziej.

- Um – powiedział Harry, czując się niekomfortowo.

Chciał zrobić coś, cokolwiek, by sprawić, by napięcie zniknęło i by Louis znów na niego spojrzał. I uśmiechnął się.

- Wszystko dobrze? – kontynuował delikatnym, ostrożnym głosem.

Louis wciąż na niego nie patrzył, jedynie skinął krótko glową, co nie było wcale przekonujące.

- Jesteś pewien? – zapytał Harry tak ostrożnie, jak tyko mógł. Nie chciał na nic naciskać i to było oczywiste, że Louis jest na krawędzi załamania. Ale wciąż musiał coś powiedzieć. – Nie wyglądasz dobrze.

- Jest w porządku. – Jego głos był szorstki i ostry.

Harry przełknął ślinę, ale wciąż odmawiał porzucenia tego.

- Jesteś absolutnie pewien? Ponieważ inaczej…

- Okej, do diabła. – Louis warknął i uderzył dłonią w szafkę. Teraz patrzył wprost na Harry’ego, który siedział spięty na łóżku, poniekąd żałując, że w ogóle cokolwiek powiedział. – Nie jest w porządku, okej? To chciałeś, żebym powiedział? Że czuję się teraz jak gówno?

To była ostatnia rzecz, którą Harry chciał, żeby powiedział, ale nie miał szans, by to zargumentować, zanim Louis znowu na niego krzyknął.

- Myślisz, że lubię, kiedy moi przyjaciele na mnie wrzeszczą? Myślisz, że lubię wiedzieć, że na to zasłużyłem, ponieważ jestem parszywym kawałkiem gówna, które nic nie potrafi zrobić dobrze?

Harry nie mógł oddychać. Nie czuł własnego ciała. Próbował się odezwać.

- Naprawdę nie myślę…

- Zamknij się! – Louis przerwał mu zgryźliwie, machając dłonią w powietrzu. – To prawda! Jestem do bani i jestem bezwartościowy i…

Harry nie mógł tak tego zostawić. Wstał, mierząc się z Louisem.

- Nie, to ty się zamknij! – krzyknął, niepewien skąd wziął się ten nagły przypływ pewności siebie. – Jezu, kurwa, Chryste, Louis, to nie jest prawda i masz się zamknąć w tej chwili.

- Co ty do cholery o tym wiesz? – Louis odpowiedział, z równie wielką pasją. – Nie znasz mnie. Uwierz mi, gdybyś znał, nie lubiłbyś mnie.

- Co sprawia, że to mówisz? – Serce Harry’ego biło z furią w jego klatce piersiowej. Wiedział, że powinien się uspokoić, ale to było fizycznie niemożliwe.

- Ponieważ nikt nie lubi! – wykrzyczał Louis i Harry mógł zobaczyć desperację w jego oczach. – Więc dlaczego ty miałbyś?

Harry był bardziej spięty niż kiedykolwiek wcześniej. Wiedział, że to wszystko bzdura, oczywiście. Wszyscy lubili Louisa, to było coś rodzaju wszystkim znanego swiatowego faktu. Harry wiedział, że to było niemożliwym go nie lubić. Co sprawiło, że Harry był zaskoczony, to fakt, że Louis wydawał się być tego taki pewien. To śmieszne.

- Naprawdę nie mam pojęcia o czym mówisz – zaczął Harry spokojniej tym razem, patrząc w wyraźnie smutne oczy Louisa.

- Dobrze, tak. Jasne, w porządku. – Louis westchnął ciężko.

Harry wciąż był oniemiały, nie mając pojęcia, co powiedzieć, by znów było dobrze. Nagle Louis wyglądał na wyjątkowo zmęczonego. Odwrócił się i spojrzał na drzwi.

- Cóż, drzwi są tam, jeśli chcesz, no wiesz.

Harry chciał płakać. To było głupie, co oczywiście miało sens, ponieważ on był głupi. Oto był tutaj, mając złotą szansę by w końcu zdobyć Louisa i to, co właściwie zdołał zrobić, to spieprzyć to. Wszystkie nagrody dla Harry’ego Stylesa; idioty roku, największe spieprzenie wieku. I to wszystko się kończyło z cóż, drzwi są tam, jeśli chcesz, no wiesz. Harry przeniósł wzrok z drzwi na Louisa, który wpatrywał się w ziemię.

- Chcesz, żebym wyszedł? – Harry nie mógł ukryć bólu w głosie.

Powoli Louis powoli podniósł wzrok z podłogi i spojrzał pytająco na Harry’ego.

- Nie chcesz wyjść?

Harry nie mógł kłamać. Zwłaszcza nie Louisowi.

- Nie.

- Oh. – Wydawało się, że to zaskoczyło Louisa. – Dlaczego? Mam na myśli, byłem dla ciebie totalną suką już dwa razy. Zrozumiałbym, jeśli chcesz wyjść. Nie winiłbym cię.

Harry czuł się kompletnie wyczerpany. Dziś był długi dzień. Zbyt długi. Zaledwie kilka godzin temu był bardzeij szczęśliwy niż kiedykolwiek w całym swoim życiu. A teraz, stojąc tu w środku nocy z najpiękniejszą osoba na świecie stojacą tuż przed nim, był bardziej przerażony, niż był kiedykolwiek w całym swoim życiu.

Ostatecznie, Harry zdecydował, że naprawde nie ma nic do stracenia. Nawet jeśli Louis nie był gejem, równie dobrze mógł postawić to wszystko na jedną kartę.

- Ponieważ myślę o tobie każdego dnia.

Głos Harry’ego był ściszony, ale brzmiał zbyt głośno w tym zbyt cichym pokoju. Spojrzał na Louisa, chcąc zobaczyć jego reakcję, ale on milczał, czekając, aż Harry będzie kontynuował. I on to zrobił.

- Porównuję każdą osobę, którą poznam z tobą i żadna nawet nie ma szansy.

To było to, Harry nie mógł nawet dłużej patrzeć na Louisa, czując się za bardzo wystawionym. Wiedział, że się rumieni i zaczął nerwowo kręcić rękoma, unikając kontaktu wzrokowego i kontynuował.

- Naprawdę zrobiłbym wszystko, tylko po to, byś zwrócił na mnie uwagę. Nawet napisałem do ciebie raz na Twitterze, ale nigdy nie odpowiedziałeś. To dlatego wcześniej skomentowałem odpowiadanie na listy fanów.

- Oh.

- Tak. I łapię, że to prawdopodobnie jest super dziwne. Ale po prostu musiałem to powiedzieć, żeby nie żałować tego później.

Harry odważył się spojrzeć na Louisa. Wyglądał tak, jakby nie oddychał. Harry znał to uczucie.

- Ale odpowiadając na twoje pytanie: nie. Nie chcę wyjść. Ale jeśli ty tego chcesz, zniknę w przeciągu sekundy i nie będziesz musiał się więcej mną martwić.

I to było to. Harry powiedział wszystko co mógł i teraz wszystko było w rękach Louisa. Zaległa cisza.

- Ale. – Głos Louisa był ledwo słyszalny.

Ale nie jest dobre. Głos w głowie Harry’ego panikował, ale zignorował to.

- Ale co?

- Ale powiedziałeś, że nie jesteś gejem i chcesz, żebyśmy zagrali w scrabble.

- Oh, racja. – Harry zachichotał z zakłopotaniem. – Cóż, jestem bi. Więc, technicznie nie gejem. I, daj spoój Lou, to nie tak, że naprawdę chciałem grać w scrabble.

- Ale. – Louis powtórzył.

Ale wciąż nie jest dobre. Nalegał głos w głowie Harry’ego.

- Ale co?

- Ale wyglądam jak gówno. – Louis powiedział w końcu, zaskakując Harry’ego.

I tak, jasne, miał na sobie szare dresy i luźny, niebieski t-shirt, który mógł nie być najbardziej pochlebnym strojem. I jeśli ma być szczery, jego okulary nie ukrywały w pełni worków pod oczami. Ale wciąż nie był nawet bliski słowa „gówno”.

- Myślę, że jesteś olśniewający.

Oczy Louisa rozbłysły nieco, ale wciąż wydawał się być bezzasadnie smutny. Chcąc to zmienić, Harry kontynuował, tym razem z uśmiechem.

- Można powiedzieć, że jesteś niepewny i nie mam pojęcia dlaczego.

Louis przewrócił oczami, ale nie mógł powstrzymać śmiechu.

- Ponieważ obracam głowę, kiedy wchodzę przez drzwi?

- Jestem całkiem zadowolony mogąc cię poinformować, że nie potrzebujesz makijażu, by coś pod nim ukryć, to kim jesteś wystarczy.

Zamiast odpowiedzieć, Louis ponownie się roześmiał. Jego oczy się zmarszczyły, zauważył Harry, co znaczyło, że to był prawdziwy śmiech. Harry był z tego zadowolony.

- Ale naprawdę, Lou, każdy w tym pokoju może to zauważyć. Co, wiesz, oznacza mnie. – Przyłożył dłoń do klatki piersiowej, jakby z wielką dumą. – Każdy z wyjątkiem ciebie.

Louis wciąż miał wielki uśmiech na twarzy.

- Więc, w zasadzie, co, mówisz mi, że rozświetlam twój świat jak nikt inny?

- Prawie. I powiedziałbym, że sposób, w jaki odgarniasz swoje włosy mnie rozbraja, ale nie wiem.*** Twoje włosy są dość krótkie, więc nie jestem zbyt pewien, czy to mnie rozbraja, jeśli mam być szczery.

- Jak możesz? – odpowiedział Louis, dysząc z przerażenia.

- Cóż, zawsze możemy się dowiedzieć, prawda? – Harry wzruszył ramionami.

Louis nie poświęcił chwili by się nad tym zastanowić, tylko schylił się natychmiast i zaczął potrząsać głową do przodu i do tyłu. Był w tym jakiś urok, musiał przyznać Harry. Tylko nie w seksualny sposób. Bardziej jak wow, spójrzcie na mnie, jestem uroczym głupkiem sposób. Louis zatrzymał się na chwilę i spojrzał w górę, na Harry’ego, z rękami na swoich kolanach.

- Już jesteś rozbrojony?

Widząc szczęście na twarzy Louisa było wystarczające dla Harry’ego.

- Oh, tak, cholera Louis, jestem całkowicie rozbrojony. – Nie zastanawiając się zbytnio, rzucił się na środek łóżka, chowając twarz w stosie poduszek. – Nie mogę oddychać, jestem zbyt rozbrojony.

Szczęśliwy śmiech Louisa rozniósł się echem po pokoju.

- Wiesz, naprawdę nie powinienem tego robić.

Serce Harry’ego zamarło. Poruszył lekko głową, by lepiej słyszeć.

- Robić czego?

Nagle łóżko podskoczyło i Harry poczuł dwie małe, ale natarczywe dłonie ściskające jego ramiona i przenoszące go tak, że jego plecy były oparte o łóżko. Nad nim był teraz Louis, siedząc okrakiem na jego biodrach, a jego dłonie wciąż ściskały ramiona Harry’ego. Spojrzeli na siebie z tysiącem słów wypowiedzianym jedynie przez patrzenie sobie w oczy.

- Tego – powiedział Louis, gdy pochylił się i przycisnął usta do warg Harry’ego.

Po początkowej sekundzie szoku, po której nastąpiło pospieszne niespójne zdanie składające się z: O mój Boże, czy dzieje się to, co się dzieje, Harry nie tracił czasu na wahanie się, co zrobić: to była jego szansa i chciał z niej jak najwięcej. Natychmiast położył obie ręce na plecach Louisa i przyciągnął go bliżej, gdy sam przysunął się do przodu na łokciach.

Dłonie Louisa puściły ramiona Harry’ego i jego prawa ręka przeniosła się na jego twarz, by lepiej go przytrzymać, kiedy druga powędrowała do włosów Harry’ego. Pocałunek był głęboki i pełen pasji i Harry pomyślał, że mógłby być tym, który praktycznie je Louisa, ale wydawało się, że Louis chce tego tak bardzo, gdy kontynuował całowanie Harry’ego tak wygłodniale i potrzebująco, przesuwając się nieco, by móc bezwstydnie przycisnąć do siebie ich penisy. Harry nie mógł na to nie jęknąć, łapiąc powietrze. Teraz był rozbrojony, co najmniej. Louis wziął to jako szansę by przesunąć swoje usta na gardło Harry’ego, gdzie zaczął wysysać malinki. Harry czuł, jakby miał eksplodować, jakby był fajerwerką w środku nocy, zamiast sobą.

- Wiesz… – Louis przestał na chwilę ssać, by mówić, patrząc na Harry’ego. – To naprawdę nie jest to, czego teraz potrzebuję.

Harry opadł na łóżko, jego głowa spadła na poduszki, kiedy Louis wrócił do działania. Harry wytrwale trzymał obie ręce na plecach Louisa, trzymając go blisko. Zamknął oczy. Nie było wystarczająco dużo powietrza w pokoju.

- Jesteś tego pewny, kochanie? Ponieważ wydaje się, jakbyś tego naprawdę potrzebował.

Kiedy Harry poczuł brak Louisa na swojej szyi, otworzył oczy, by zobaczyć go patrzącego na niego z odległości zaledwie kilku centymetrów.

- Pieprz się.

- Na pewno wydaje się, jakbyś próbował to zrobić. – Harry uśmiechnął się.

Na to Louis zaprzestał ocierania o siebie ich erekcji i podniósł się, mimo chęci Harry’ego, by zatrzymać go dokładnie tam, gdzie był. Teraz siedział na Harry’m, patrząc na niego i mrużąc oczy.

- Bezczelny drań.

Kiedy Harry tylko się uśmiechnął i poruszył do przodu, aby ponownie złączyć ich usta, został zatrzymany przez prawą rękę Louisa, który popchnął go z powrotem na plecy.

- Zdejmij koszulkę. I spodnie, wolę cię bez nich.

- Wszystko dla ciebie – powiedział Harry i natychmiast ściągnął koszulkę. W sekundzie po jej zdjęciu, ręce Louisa odnalazły brzuch Harry’ego i patrzył na niego w zachwycie.

- Cholera, jesteś gorący.

Harry uśmiechnął się szeroko, jego policzki zaróżowiły się, a oczy rozwarły.

- Myślisz?

Louis pochylił się, znowu przyciskając usta do warg Harry’ego, tym samym zamykając mu je.

- Tak.

Kiedy Louis opadł na niego, Harry przenioósł swoje ręce pod koszulkę Louisa, gdzie zaczął głaskać jego ciepłą skórę. Jednak nie mógł nic poradzić na to, że czuł się, jakby jego spodnie były niesamowicie ciasne. Odrywając się od pocałunku, powiedział:

- Nie to, żebym narzekał, ale raczej trudno ściągnąć spodnie, kiedy siedzisz tak na mnie.

- Racja – powiedział Louis i wycisnął szybki pocałunek na prawym policzku Harry’ego, zanim nagle przesunął się w dół.

Serce Harry’ego przyspieszyło.

- Pozwól mi się tym zająć, kochanie.

Louis wyciskał powolne, tęskne pocałunki na nagiej klatce piersiowej Harry’ego, kiedy dalej przesuwał się w dół, w stronę jego spodni. Przycisnął dłoń do jego krocza i Harry nie mógł zrobić nic, poza jękiem w odpowiedzi.

- Cóż, widzę, dlaczego są ciasne – Louis uśmiechnął się i spojrzał na Harry’ego wyzywająco.

- Po prostu je ściągnij – Harry jęknął z frustracją, nie zdolny do ułożenia bezczelnej odpowiedzi, kiedy Louis był między jego udami. Ledwo mógł myśleć.

- Jasne, kochanie.

Louis rozpiął zamek i zaczął ściągać je w dół, choć wymagało to trochę wysiłku, ponieważ były one bardzo obcisłe. Kiedy były całkowicie zdjęte, Harry odetchnął z ulgą, nagle czując się znacznie bardziej wolnym. Ale kiedy Louis zaczął ściągać także jego bokserki, nagle usiadł.

- Zaczekaj – powiedział, przez co Louis spojrzał na niego zaskoczony.

Harry musiał wziąć uspokajający oddech, by się uspokoić. Cholera, cholera, cholera. Dalej sapał, prawie niezdolny do tworzenia spójnych słów.

-Ja tylko… cholera, Louis…

Louis zaczął pocierać dłonią wybrzuszenie, co nie było pomocne, i powiedział niewinnym głosem, jakby dokładnie wiedział, co mu robi.

- O co chodzi?

- Cholera – przeklął Harry i przesunął się, odsuwając rękę Louisa od swojego krocza i kładąc dłonie na jego biodrach, przerzucając go na dół, więc teraz to on leżał na plecach, a Harry nad nim górował. Patrzył do góry, na Harry’ego, wyraźnie zaskoczony nagłą zmianą wydarzeń.

– Ja tylko… Jest coś, co zawsze chciałem zrobić.

Oczy Louisa przesuwały się między oczami Harry’ego, a jego ustami.

- Co takiego?

- Zobaczysz. – Harry uśmiechnął się. – Zdejmij koszulkę, a ja zdejmę twoje spodnie.

Obydwaj zajęli się tym od razu, nie marnując więcej czasu. Spodnie Louisa wisiały luźno na jego biodrach, więc nie był to tak wielki wysiłek, jak przy Harry’m. Choć nie było tak, iż nie był równie twardy, co Harry zauważył z dumą. Louis uniósł się na łokciach, patrząc na Harry’ego w oczekiwaniem. Jego ciało było spocone i Harry chciał to wszystko zlizać.

- Cholera, jesteś przepiękny – stwierdził Harry, zanim oderwał wzrok od idealnej twarzy Louisa, ponownie skupiając uwagę na jego twardym penisie w bokserkach, tuż przed nim.

Jego dłonie powoli odsunęły materiał i w przeciwieństwie do Louisa, nie zatrzymał się. Jego penis był intensywnie czerwony i Harry chciał zrobić temu zdjęcie i ustawić na tapetę w swoim telefonie. Chociaż nie zrobi tego, ponieważ a) to byłoby dziwne, b) zepsułoby to nastrój i c) miał teraz ważniejsze rzeczy do zrobienia.

- Chciałem to zrobić od tak dawna – wydyszał Harry i mógł usłyszeć, jak Louis sapnął w odpowiedzi.

- Harry… – Louis jęknął, ale przerwał mu Harry, oplatając ręką podstawę jego penisa, kiedy wsadzał główkę do buzi.

Harry zamknął oczy i zaczął ssać uważnie i wygłodniale, zdeterminowany sprawić jak najwięcej przyjemności Louisowi.

- Harry, kurwa. – Louis dyszał desperacko.

Gdyby usta Harry’ego nie były zajęte, uśmiechnąłby się. Po chwili ciągłego lizania i wielu sapaniach i jękach ze strony Louisa, Harry odsunął się, by złapać oddech, ale kontynuował pieszczenie penisa, który teraz był pokryty preejakulantem i śliną Harry’ego. Spojrzał na Louisa, którego czoło było pokryte potem, ale wciąż wyglądał niezaprzeczalnie przepięknie. I poważnie, Harry nie mógł uwierzyć w swoje pieprzone szczęście. Nie mógł uwierzyć, że to on był tym, który sprawiał, że Louis się tak rumienił; to wszystko było dla niego. I chciał z tego wziąć jak najwięcej.

- Możesz być głośniej? – zapytał. – Chcę cię słyszeć.

- Tak, dobrze – zgodził się Louis.

Skinając głową, Harry powrócił do swojego zajęcia. Jego własny penis domagał się uwagi, ale zignorował to i skupił całą uwagę na Louisie, który dotrzymał obietnicy i zaczął mówić.

- Cholera, Harry. Kurwa, to jest takie dobre. Harry. O mój Boże. Harry. Harry. – Z zachętną Louisa, Harry zaczął ssać nawet bardziej chętnie. – Cholera, cholera, cholera, Harry. Twoje usta zostały do tego stworzone, wiesz to, prawda? Cholera.

Harry odsunął się.

- Jesteś blisko?

- Tak. – Louis potwierdził i gdy tylko Harry chciał znów wziąć go w usta, został zatrzymany przez rozbity głos Louisa. – Czekaj.

Ręka Harry’ego wciąż była na jego penisie, ale już go nie pieściła.

- Co?

- Ja tylko… – Louis przesunął się i usiadł, biorąc głęboki wdech, jakby się uspokajał. Otarł swoje czoło i spojrzał w oczy Harry’ego. – Czy ty, mam na myśli, jak, czy moglibyśmy, no wiesz…

- Po prostu to wyrzuć, Lou. – Harry przerwał jego chaotyczną przemowę.

Louis przełknął ciężko.

- Czy byłoby w porządku, gdybym cię pieprzył? Ponieważ naprawdę, naprawdę tego chcę.

Louis spojrzał na Harry’ego błagalnie, który zaśmiał się bez tchu, ponieważ poważnie? Prosi o zgodę? To wszystko było tak nierzeczywiste, ale w najlepszy z możliwych sposobów.

- Tak. – Harry kaszlnął. – Tak, możemy to zrobić.

Louis pochylił się i zderzył się ustami z Harry’m. Harry entuzjastycznie odpowiedział na pocałunek. Kiedy Louis się odsunął, uśmiechał się jasno.

- Dziękuję.

- Przyjemność po mojej stronie.

Louis zeskoczył z łóżka i podszedł do swojej torby, gdzie schylił się i zaczął szukać. Harry patrzył na jego wspaniałe, nagie ciało i wiedział, że nie wytrzyma dłużej. Kiedy Louis wrócił na łóżko, miał ze sobą butelkę lubrykantu i prezerwatywę. Uśmiechnął się i wyglądał tak ładnie, że Harry nie mógł się powstrzymać i znów go pocałował. Louis usiadł okrakiem na jego biodrach i włożył dłonie w włosy Harry’ego.

- Robiłeś to wcześniej?

- Nie.

- Jestem twoim pierwszym? – Jego brwi powędrowały w górę.

- Pierwszym facetem, tak.

- Oh. Zgaduję, że w takim razie muszę być delikatny.

- Nie ma takiej potrzeby. – Nie zgodził się Harry.

- Zobaczymy. – Louis parsknął.

Pierwszą rzeczą, jaką zrobił, to zsunięcie bokserek Harry’ego mamrocząc coś, co brzmiało jak wow, duży. Harry nie mógł tego stwierdzić na pewno. Potem położył dłoń na ramieniu Harry’ego i popchnął go na łóżko, gdzie rozłożył jego nogi. Jedną ręką leniwie szarpał penisa Harry’ego, kiedy zapytał:

- Kiedykolwiek pieściłeś się palcami?

- Tak – potwierdził Harry, niezdolny by skłamać. – Myśląc o tobie za każdym razem.

Zaskoczony, Louis zatrzymał się i spojrzał na Harry’ego szeroko otwartymi oczami.

- Proszę, nie przestawaj. – Harry jęknął.

- Oh, tak, przepraszam. – Jego ręka znów się poruszyła i Harry jęknął, nie mogąc zachować ciszy. – Myślisz, że jesteś gotowy?

- Urodziłem się gotowy.

Louis uśmiechnął się i podniósł lubrykant, wylewając go na swoją rękę. Potem podniósł kolana Harry’ego, by móc wsadzić palec w jego dziurkę. Harry westchnął na ten dotyk.

- Oh, cholera jasna, Louis. Kurwa.

- Lubisz to, kochanie? – zapytał Louis, gdy wślizgnął się palcem nieco głębiej.

- Kocham to.

Louis poruszył palcem, rozciągając go, zanim powiedział:

- Mogę dodać jeszcze jeden?

- Proszę. – Błagał Harry, z zamkniętymi oczami.

Wiedział, że brzmi jak desperat, ale to prawdopodobnie dlatego, że nim był. Nie trwało długo, zanim Harry poczuł kolejny palec i zapłakał niezrozumiale.

- Cholera, Louis. Pieprzony Jezu, dobry Boże, Louis, Jezu…

- Louis wystarczy.

Harry mógł usłyszeć jego uśmiech w odpowiedzi, ale był zbyt daleko, by bezczelnie odpowiedzieć.

-Tak, nieważne, kurwa. – Harry otworzył oczy i został powitany przez widok niebieskich oczy Louisa, wpatrujących się w niego, rozszerzonymi źrenicami. – Możesz dodać jeszcze jednego?

- Oczywiście.

Nie zajęło długo, gdy Louis dodał trzeci palec i Harry był teraz tak bardzo rozbrojony, że nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Było lepiej, niż kiedykolwiek sobie wyobrażał. Zaczął oddychać szybko, ale został zatrzymany przez usta Louisa na swoich. Lizał on jego usta i Harry był bardziej niż szczęśliwy, mogąc się odwdzięczyć. Jego palce wciąż były w Harry’m, rozciągając go, gdy oni nadal całowali się wściekle, zdesperowani. To Harry był tym, który się odsunął.

- Jestem gotowy.

- Jesteś pewien? – zapytał Louis, oddychając w jego usta.

- Na sto procent. – Harry skinął głową, zdeterminowany.

- Dobrze – powiedział Louis, gdy wyciągnął palce.

Harry tęsknił za tym dotykiem, w sekundę po tym, gdy zniknął. Louis zaczął szarpać własnego penisa, zanim założył na niego prezerwatywę i pokrył go lubrykantem. Przygotował samego siebie, by móc wejśc w Harry’ego.

- Zaczynamy – powiedział.

- Proszę, zrób to. – Harry zamknął oczy, przygotowując się mentalnie.

- Będę ostrożny.

- Proszę, nie.

Niski chichot chichot Louisa był ostatnią rzeczą, którą Harry usłyszał, zanim poczuł, że jest całkowicie rozepchnięty. To było niesamowite. Bolało, tak, ale wciąż było niesamowite. Pasował idealnie.

-Jesteś taki ciasny. – Louis wysapał, gdy poruszał się wolno i ostrożnie.

- Tak.

- O mój Boże, Harry.

Zatrzymali się w tej pozycji przez chwilę, obaj dysząc desperacko, zanim Harry przemówił. Otworzył oczy i zobaczył Louisa zbliżającego się do niego, wyglądającego niepokojąco uderzająco jak zawsze.

- Lou?

- Tak?

- Proszę, rusz się.

Louis zrobił to, co mu powiedziano i zaczął kołysać się w Harry;m delikatnie.

-Mocniej. – Nalegał Harry.

Louis posłuchał.

Harry czuł się niesamowicie pełny i jego własny penis naprawdę zaczął błagać o uwagę. Przesunął rękę w dół, ale został zatrzymany, gdy ręka Louisa odepchnęła go.

- Nie, kochanie. – Nie zgodził się, nie zaprzestając się poruszać. – Chcę, byś doszedł w ten sposób.

Harry jęknął i wydął wargi. W odpowiedzi, Louis przycisnął usta do jego ust i złapał dłoń Harry’ego, przesuwając ją w stronę swoich pośladków, które Harry natychmiast ścisnął. Jego druga dłoń dołączyła po chwili z drugiej strony i pchnął Louisa nawet głębiej.

- Boże. – Louis jęknął. – Tak gorąco wokół mnie, Harry.

- Kurwa.

Harry czuł, że zbliża się do krawędzi; był szczerze zaskoczony, że zdołał wytrzymać tak długo.

- Dochodzę.

- Ja też.

Louis zaczął poruszać się jeszcze mocniej i to było to dla Harry’ego. Doszedł mocniej niż kiedykolwiek wcześniej w całym swoim życiu, wystrzeliwując swoją spermę na brzuch Louisa.

- Cholera!

Louis doszedł chwilę później, opadając twarzą w zagłębienie na szyi Harry’ego. Harry odgarnął spocone włosy z jego czoła i złożył tam pocałunek. Po chwili odsunął się od Harry’ego, tylko po to, aby się na nim położyć. Obaj byli spoceni i lepcy, więc było troche bałaganu. Chociaż żadnemu z nich jednak to nie przeszkadzało i leżeli w ciszy; jedynym dźwiękiem były ich ciężkie oddechy.

- To było nieoczekiwane – powiedział Louis, wciąż nie mogąc złapać oddechu.

- Można tak powiedzieć.

W głębi umysłu Harry zastanawiał się, czy ściany były tak cienkie, że Zayn mógł ich usłyszeć. Miał nadzieję, że nie. Chciał, żeby to było prywatne. Tylko on i Louis. Chociaż, przypomniał sobie, że to Zayn przekonał go, by tu przyszedł. Może mógłby mu dać autograf Louisa lub coś.

-Zgaszę światło – powiedział Louis i zszedł z ciała Harry’ego.

Podszedł do przełącznika światła w rogu i Harry leżał, ciesząc się widokiem. Louis atrzymał się także w łazience, gdzie szybko się oczyścił. Harry był zbyt zmęczony i obolały, by się poruszyć, by przypomnieć sobie, gdzie jest.

Kiedy Louis wrócił do łóżka, tym razem nie położył się na Harry’m, ale obok niego. Przesunął się i leżał twarzą do ściany. Harry patrzył na niego, zastanawiając się czy może przysunąć się bliżej. Jasne, właśnie uprawiali seks, ale Louis cały dzień zachowywał się dość dziwnie. Co, jesli chce, żeby wyszedł? Co, jeśli Harry był jedynie kolejną głupią jednonocną przygodą? Harry naprawdę nie chciał o tym teraz myśleć, ale nie mógł nic na to poradzić.

- Harry? – szepnął Louis, przywracając go do rzeczywistości?

- Tak? – Harry wyszeptał z niepokojem, nie mogąc pozbyć się niewygodnego supła w brzuchu.

- Jest zimno. Możesz mnie przytulić?

Duży uśmiech pojawił sięna twarzy Harry’ego. Nie musiał go prosić dwa razy.



*w oryginale się rymuje.
**nie tłumaczyłam tytułów gier, bo większość jest dość popularna. Wordfeud – jeśli ktoś by nie wiedział – jest to coś w stylu Scrabble.
***cała ta rozmowa jest nawiązaniem do piosenki One Direction – What Makes You Beautifu


11

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz