9
Kiedy Harry otworzył drzwi swojego hotelowego pokoju, został powitany widokiem Zayna, siedzącego na brzegu łóżka, z twarzą ukrytą w dłoniach. Na dźwięk wchodzącego do środka Harry’ego, podniósł głowę, by zobaczyć, co się dzieje. I najwyraźniej Harry i Louis nie byli jedynymi osobami, które wyglądają dzisiaj jak gówno. Czarny quiff chłopaka, który wczoraj był idealnie wystylizowany, teraz był w totalnym nieładzie. I w przeciwieństwie do Harry’ego, który wyglądał raczej uroczo z nieokiełznanymi włosami, Zayn wyglądał dziwnie. Oczywiście, wciąż był irytująco atrakcyjny i w ogóle, ale szczerze, zajęłoby mu cholernie długo czasu, by tak nie wyglądać. Prawdopodobnie mógłby przetrwać koniec świata, wydostać się z dziury i wciąż wyglądać dość dobrze. Ale powiedzmy, że tak daleko, jak sięgały standardy Zayna, prawdopodobnie nie zrobił by sobie zdjęcia i nie opublikowałby go na Tumblr, ani nigdzie indziej.
Trzęsącymi się rękoma Harry zatrząsnał drzwi, pod wpływem tego, co właśnie się stało, powoli i coraz bardziej dochodził do punktu, w którym ciężko było mu prawidołowo oddychać. Kiedy odwrócił się, by spojrzeć na Zayna z oszołomionym wyrazem twarzy, po prostu zamarzł w miejscu przy drzwiach, gapiąc się na chłopaka. Po chwili ciszy Zayn zebrał wystarczająco energii, by użyć głosu.
- Gdzie byłeś? – zapytał, a jego głos był ochrypły od spania.
- Uh – zaczął Harry, prawie całkowicie tracąc zdolność mówienia. – Ja, uh. Na dole.
- Okej. – Głos Zayna był sceptyczny. – Dlaczego?
- Nie wiem, źle się czułem i potrzebowałem trochę przestrzeni.
- Wiesz, mogłeś mnie obudzić. Już prawie trzecia.
Trzecia? Poważnie, jak długo Harry był w tej łazience?
- Oh. Cóż, pomyślałem, że powinienem dać ci się wyspać.
- Prawdopodobnie dobry pomysł. – Zayn upadł do tyłu i rozłożył się wygodnie. – Nigdy więcej nie zostawię tego łóżka.
Harry przełknął ślinę.
- Właściwie, jest coś o czym muszę z tobą pomówić.
Zayn, zaalarmowany, podniósł głowę, która leżała zakopana na poduszkach i spojrzał na niego z niepokojem wypisanym na twarzy.
- Co się dzieje?
- Uh. – Harry zaczął się pocić. Z jakiegoś powodu jego ciało sprawiało, że bezzasadnie trudne okazało się dla niego powiedzenie tego głośno. Potrząsnął głową i wziął głęboki oddech. – Ja, uh.
Zayn zaczął wyglądać na coraz bardziej zmartwionego, gdy ponownie przesunął się do pozycji siedzącej. – W porządku, Harry? Wyglądasz, jakbyś zobaczył ducha.
Na to Harry powoli podniósł dłonie do klatki piersiowej i zaczął śpiewać dramatycznie niskim głosem, patrząc tęsknym wzrokiem w przestrzeń. – A ghost you say… A ghost maybe. He was just like a ghost to me. One minute there, then he was gone!
Kiedy Harry ponownie przeniósł wzrok na Zayna, ten uniósł brwi.
- Co, do cholery?
- Widziałeś Les Miserables? – zapytał Harry.
- Nie.
- Cóż – Harry spojrzał wstydliwie w dół, na podłogę – zgaduję, że dlatego tego nie rozpoznałeś. To piosenka z tego musicalu.
Kiedy spojrzał do góry, żayn patrzył na niego, jakby oszalał. Może tak było.
- W porządku. Ale Ziemia do Harry’ego, co miałeś mi powiedzieć?
- Cóż. Ja. Uh. – Serce Harry’ego biło nadzwyczaj szybko i czuł sie, jakby całe jego ciało miało eksplodować, ale wciąż nie mógł zmusić się, by powiedzieć to na głos. Jednak Zayn zaczął się nieznacznie irytować.
- Jezu Chryste, wyrzuć to z siebie! Albo dlaczego zacząłeś mówić o Nędznikach? Czy to twój dziwny sposób, by poruszyć temat musicali, abyśmy skończyli na rozmowie o tym, jak to ostatnia scena Grease jest najlepszym kawałkiem filmowego geniuszu, jaki kiedykolwiek widziałeś i zakończyli to dyskusją o niedocenianych zdolnościach wokalnych Louisa? Ponieważ jeśli to jest to, czego chcesz, po prostu to kurwa powiedz.
- Nie! – wykrzyczał Harry, upadając na kolana, by w końcu znaleźć się twarzą przy podłodze, będąc kompletnie rozdartym. – To nie wszystko, czego chcę! Nie wiesz, o czym mówisz! Gdybyś tylko wiedział to, co ja wiem, nie mówiłbyś takich rzeczy! – Przesunął się, chwytając mocno kostki Zayna i potrząsnął nimi desperacko. – Pomóż mi, Zayn! Nie mógę oddychać. Umieram. Umieram!
Przestał potrząsać kostkami Zayna, a zamiast tego ukrył w nich twarz. Okej, może to nie Zayn był tym, który miał zawał serca, może to był on.
- Harry?
Harry poruszył głowę na ostrożny głos Zayna, więc spojrzał do góry, prosto na chłopaka, który miał taki wyraz twarzy, jakby nie mógł uwierzyć w to, że wybrał się do Londynu z tym idiotą.
- Tak?
- Przerażasz mnie.
- Racja. – Harry zdjął ręce z Zayna. – Przepraszam.
- Powtórzę. Możesz mi powiedzieć co się dzieje?
Harry wziął głęboki oddech, starając się uspokoić, zanim spojrzał błagalnie na Zayna.
- Musisz mi obiecać, że nie zwariujesz.
Zayn już otwierał usta, kiedy Harry przerwał mu, machając ręką jakby się nagle rozmyślił.
- Oh, nie kłopocz się. I tak zwariujesz. Nie składaj obietnic, których nie dotrzymasz.
- W porządku. Po prostu powiedz mi w końcu.
- Okej. – Harry wziął kolejny głęboki oddech i zamknął oczy. Nadchodzi bomba. – Na dole wpadłem na Louisa.
Po tym, jak Harry zamknął oczy na odpowiedni okres czasu, aby ta scena była tak dramatyczna, jak tylko to możliwe, otworzył je powoli, by zobaczyć reakcję Zayna. Oczekując, że ten będzie miał jakiś rodzaj emocjolnego załamania, Harry był dość zaskoczony, widząc, jak Zayn po prostu przewraca oczami.
- Naprawdę oczekujesz, że w to uwierzę? – Brzmiał bardzo arogancko.
- Co? Tak! – Harry zawołał natychmiast. – Czy ja bym cię okłamał? To prawda, przysięgam na Boga!
Harry spojrzał na Zayna błagalnie, ale on tylko westchnął ciężko.
- Harry, daj spokój.
- Co?! Nie, ale poważnie. – Harry odepchnął się od podłogi i usiadł na łóżku, obok Zayna, gdzie położył obie ręce na jego ramionach, ściskając mocno. – Spójrz mi głęboko w oczy, Zayn.
Kiedy Zayn nie posłuchał, a unikał wzroku Harry’ego, patrząc prosto przed siebie z zirytowanym wyrazem twarzy, Harry potrząsnął nim.
- Zayn, to jest poważne! Spójrz na mnie!
- W porządku. Co? – Zayn powiedział niecierpliwie, gdy odwrócił się i spojrzał Harry’emu prosto w oczy.
- Spotkałem. Louisa. Na dole. – Harry powiedział powoli, kładąc nacisk na każde słowo, ale Zayn w dalszym ciągu prawie nie reagował. – Miał na sobie dresy i bluzę, i wyglądał na bardzo zmęczonego. I to było dość krępujące, ponieważ nie miałem na sobie żadnych spodni, ale on był bardzo kochany, jeśli o to chodzi, więc było w porządku. I nie pytaj mnie co, do choelry, on tu robi, ponieważ nie mam pomysłu. Wszystko, co wiem, to to, że mieszka dziesięć metrów od nas i jestem zaledwie dwa kroki od śmierci.
- Wciąż jesteś pijany? – zapytał Zayn, rozważając, że ta jedna rzecz może być prawdopodobna.
- Nie! Słuchaj, Zayn. Nie jestem pijany i nie kłamię. Naprawdę.
- Następną rzeczą, którą mi powiesz jest to, że Liam również był na dole, tańcząc macarenę.
- Nie, to ta dziwna część. Nie ma tu ani Liama, ani Nialla. Jest tylko Louis. Jeśli mam być szczery, trochę się martwię.
Harry i Zayn spojrzeli sobie w oczy na chwilę przed tym, nim Zayn przemówił powoli.
- Myślę, że możesz mnie już puścić.
- Zrobiłbym to, gdybym mógł. Myślę tylko, że potrzebuję przytrzymać się czegoś, by mieć pewność, że to rzeczywistość, a nie jakiś sen.
Ręce Harry’ego trzęsły się, gdy desperacko mocno trzymał się Zayna. Nagle Zayn przełknął ślinę i spojrzał na Harry’ego z czymś zbliżonym do horroru, czającym się w oczach.
- O mój Boże. Nie żartujesz, prawda?
Na to Harry wziął głęboki oddech i zamknął oczy.
- Zayn?
- Tak?
Kiedy Harry ponownie otworzył oczy, Zayn patrzył na niego z oczekiwaniem.
- Czy kiedykolwiek udało mi się zrobić dobry żart?
To widocznie było wszystko, czego Zayn potrzebował, by się przekonać. Nagle uwolnił się z uścisku Harry’ego i zeskoczył z łóżka. Całe jego zmęczenie znikło i nagle był bardziej czujny, niż Harry kiedykolwiek go widział. Chodził bez celu w kółko, zanim obrócił się do Harry’ego, a jego oczy świeciły mieszaniną zdumienia i czystej paniki.
- Nie, nie, nie - jąkał się, panikując, ale Harry skoczył na nogi i przerwał mu.
- Tak, tak, tak.
Oczy Zayna były niedorzecznie szeroko rozwarte, gdy patrzył prosto na przyjaciela.
- Nie.
- Tak.
- Ale, ale… – Zayn przytrzymał dłoń przy ustach, a potem ponownie ją opuścił. – Co?
- Wiem. – Harry przysunął się do Zayna. – Jezu pieprzony Chrystusie, wiem.
- To się dzieje teraz.
Harry miał tak wiele energii w swoim ciele, której nie wiedział, jak użyć, więc po prostu zaczął wyrzucać ramiona w powietrze.
- Nie, kurwa, to się nie dzieje! Pomijając fakt, że to rzerzywiście, kurwa, właśnie się dzieje. I cholera jasna, nie wiem co mam ze sobą zrobić. – Potem zatrzymał się gwałtownie i szepnął dramatycznie. – O mój Boże, Zayn. Może powinniśmy być ciszej. Co, jeśli on nas słyszy? Nie sądze, by te ściany były aż tak grube.
- Tak, masz rację – odszepnął Zayn. – To byłoby żenujące. Uciszmy się.
Nastąpiła chwia ciszy, kiedy obydwaj westchnęli ciężko, zamiast krzyczeć, chociaż obaj tego chcieli.
- Więc wyjaśnijmy to sobie – powiedział Zayn, opanowując się na tyle, by móć myśleć. – Poszedłeś na dół, by mieć trochę przestrzeni czy cokolwiek i wpadłeś na Louisa. Samego. Bez nikogo innego.
- Bez Liama.
- Oh.
Zayn wyglądał na zawiedzionego, więc Harry szybko dodał:
- Ale jestem pewien, że niedługo przyjedzie! Jeśli mam być szczery, nie wydaje mi się by Louis mógł tak dobrze znieść samotność.
- To prawda. Dobre założenie. – Zayn pokiwał głową. – Ale, Jezu Chryste, co, jeśli przyjedzie? Ja umrę. Naprawdę.
Harry zaśmiał się histerycznie.
- Tak, cóż, witaj w klubie.
- Przynajmniej zdołałeś z nim pogadać, prawda? I jak widać wciąż oddychasz.
- Ledwo.
- W każdym razie twoja siła mnie zadziwia.
- I nie tylko z nim rozmawiałem.
Policzki Harry’ego stały się gorące, gdy nagle coś sobie przypomniał.
- Co jeszcze zrobiłeś?
- Mogłem, lub nie, zaprosić go do naszego pokoju.
Oczy Zayna stały się śmiesznie wielkie, kiedy nagle uderzył Harry’ego w ramię i zawołał:
- Co zrobiłeś?
- Ow – mruknął Harry, pocierając miejsce, w które uderzył go Zayn. Potem spojrzał prosto na przyjaciela. – Ucisz się.
- Racja, przepraszam. Ja tylko… – Zayn syknął, przerywając. Potem machnął ręką w swoim kierunku. – Po prostu spójrz na mnie. To nie w porządku!
- Cóż, ni cholery nie jest to w porządku. Spójrz na mnie! – Harry wskazał na siebie. – Nawet nie mam na sobie żadnych spodni.
- Oh, to prawda.
Po raz pierwszy tego popołudnia Zayn wybuchnął śmiechem, patrząc na długie, nagie nogi Harry’ego.
- Miejmy tylko nadzieję, że Louis ma jakiś dziwny fetysz odnośnie nóg.
- Nie pomagasz.
- Przepraszam. – Zayn zachichotał i wcale nie brzmiał, jakby było mu przykro.
Przewracając oczami, Harry zdecydował rozwiązać inny problem.
- Chociaż zobacz. Teraz, kiedy znaleźliśmy się w tej niemiłej sytuacji, czuję się, jakbym potrzebował zrobić coś oczywistego.
- Co to jest? – Zayn odwrócił się natychmiast, poważniejąc.
Równie poważnie, Harry spojrzał mu głęboko w oczy.
- Jeśli podbijesz do Louisa, przysięgam na Boga, że cię zabiję. Dosłownie.
- Oh.
- Jestem poważny.
Zayn przetworzył to, co Harry właśnie powiedział, zanim wybuchł śmiechem.
- Poważnie, nie sądzę, byś musiał się o to martwić.
- Jesteś pewien? – Harry zmarszczył podejrzliwie brwi.
- Tak! – zaczął Zayn. – Mam na myśli, nie będę zdolny by z nim flirtować, bez myślenia o tym, że jego kumple z zespołu może powjawić się w każdej chwili, więc nie. Byłbyś zdolny do flirtowania z Liamem, gdybyś wiedział, że Louis może się pojawić?
- Nie – wyznał Harry.
Ale znowu, nie mógł porównywać Louisa z Liamem. Jasne, Liam był miły i w ogóle, i jasne; mógł wyglądać naprawdę dobrze w tej koszulce, którą nosił w zeszłym tygodniu, ale wciąż nie był konkurencją dla Louisa.
- Dokładnie.
Harry przez chwilę wciąż spoglądał na Zayna podejżliwie, zanim wskazał na niego.
- Zamierzam ci teraz zaufać!
Zayn westchnął.
- Powinieneś. Poza tym, to nie ty byłeś tym, który prosił mnie o pomoc… kiedy to było? – Udał, że się zastanawia, po czym uniósł palec, jakby to nagle w niego uderzyło. – Oh, jasne! Wczoraj?
- Ale wczoraj to było jak wieki temu, teraz tak wiele się dzieje – powidział Harry, jakby to miało sens.
- Mówisz, że nie chcesz mojej pomocy?
- Nie, oczywiście, że nie! Naprawdę jej potrzebuję.
- Domyśliłem się. – Zayn przewrócił oczami. – Zobacz, mogę ci teraz, a potem, kiedy pojawi się Liam, ty pomożesz mi, w porządku?
Bez żadnego namysłu Harry wysunął rękę do przodu, a Zayn nią potrząsnął.
- Umowa.
- Umowa – powtórzył Zayn.
Po zawarciu porozumienia, Zayn zaproponował, że pierwszą rzeczą, jaką Harry powinien zrobić, to wziąć prysznic i Harry zgodził się z nim natychmiast. Kiedy wziął prysznic, wyszedł czując dużo bardziej czystym, niż wcześniej. Zayn z aprobatą pokiwał głową, zanim samemu wszedł do łazienki. Zauważając swoje ciemne spodnie na podłodze, Harry od razu je założył, nieobecnie przypominając sobie komentarz Louisa, odnośnie tego, iż woli go bez spodni, ale zdecydował nie przetwarzać tej informacji. Nie. Zamiast tego otworzył swoją walizkę i zaczął szukać jakiejś koszulki. Wiedział, że prawdopodobnie powinien poczekać, aż Zayn wyjdzie, żeby mógł mu pomóc, ale jego palce po prostu nie mogły się powstrzymać. Znalazł t-shirt Ramones, który miał na sobie tej nocy, kiedy pokłócił się z Perrie, oraz wtedy, kiedy Zayn powiedział mu, że ma bilety na ich występ o pomyślał, że to dobry wybór. Zayn niewątpliwie go poprze. Po użyciu ręcznika, by wyszuć włosy, stanął przed lustrem, obserwując swoje odbicie.
I tak, prysznic mu pomógł. Nie miał już worków pod oczami, a chociaż jego włosy wciąż były wilgotne, przynajmniej nie były tłuste jak wcześniej. Wszelkie dowody na to, że był na imprezie wczoraj wieczorem, zostały skutecznie zmyte. Aby było jasne: wyglądał dobrze.
Harry obrócił głowę w lewo, tęsknie spoglądając na drzwi, mając nadzieję, że chudy, opalony, niebieskooki chłopak o karmelowych włosach wpadnie. Jak powiedział Zayn: nie umarł ostatnim razem i nie umrze następnym.
Ponownie obrócił się do swojego odbicia i tak – tym razem zdecydowanie będzie gotowy.
xxx
Perspektywa Louisa
Kiedy Louis zamknął za sobą drzwi, rzucił torbę na ziemię i oparł się o drzwi. Poważnie, potrzebował trochę czasu do pomyślenia, ponieważ musiał to zrozumieć.
W porządku, więc miał kłótnie ze swoimi kumplami z zespołu, ponieważ ma problemy ze swoją seksualnością, a to sprawia, że jest chumorzasty. Woli chłopaków, niż dziewczyny, nikt nie poże wiedzieć, i tak dalej, i tak dalej. Wciążto samo. Więc, potem wystarczająco niedojrzały decyduje się uciec od problemów i samemu udać się do Londynu. I na szczęście dla Louisa, nie wpada na żadną osobę, która by go rozpoznała, chcąc zdjęcia lub czegoś innego. Ktoś mógłby powiedzieć, że to nesamowite szczęście, biorąc pod uwagę to, jak odbywały się jego poprzednie loty. A potem, w Londynie, Ed przekonuje go, że zna miejsce, gdzie nikogo nie będzie. Idealnie.
Tak więc, w zasadzie, udało mu się pozostać nierozpoznanym przez całą drogę do rzekomo całkowicie pustego hotelu w Londynie, ponieważ niestety woli chłopców od dziewczyn, a następnie, kurwa z nikąd, wychodzi najseksowniejszy facet, którego Louis kiedykolwiek widział. Brązowe kręcone włosy, wysoki, z szerokimi ramionami i dużymi, zielonymi oczami. Oh, i czy wspomniał o tym, że nie miał na sobie spodni i praktycznie zaprosił go na noc? I czekaj, co?
Louis spoliczkował się i jęknął głośno i zaszlochał kłamliwie, ponieważ to nie było to, co miało się stać. Miał mieć trochę czasu dla siebie. Czasu, by pomyśleć. Oczyścić umysł. A jak ma to zrobić, kiedy naprawdę gorący facet, znany także jako Harry, był zaledwie kilka metrów dalej? Właściwie to, przed czym Louis uciekał, było blisko i idealnie chętne. Nie, żeby Louis zamierzał dalej uciekać czy coś. Poważnie, był głupi, ale nie był aż tak głupi.
Wzdychając ciężko, Louis rzucił się na łóżko. Po tym, jak opadł i ukrył głowę w poduszce, kontynuował, uzasadnione według siebie, użalanie się nad sobą. Dlaczego Louis nie mógł mieć jednej nocy takiej, jak inni? Jak, daj spokój, to było tak dawno. Leżąc tak przez chwilę, zdecydował się zrobić coś, co prawdopodobnie powinien zrobić już dawno. Napisać do Nialla.
Od: Louisa
Tak, jestem w Londynie. Jestem ciotą, wielka wiadomość. Daj mi znać, gdy już tu będzicie. Przepraszam za wszystko.
Po napisaniu szybkiej wiadomości do mamy, uspokajając ją, że wszystko w porządku, ponownie wyłączył telefon. Wciąż był raczej nieodpowiedzialny, też mi nowość. Poza tym, nie chciał się zmieszyć z gniewem Nialla. Na koniec dnia wiedział, że nie powinien się zachowywać w tej sposob, nic go nie usprawiedliwiało, nie miał sposobu, by się obronić, co sprawiło, że wszystko było znacznie gorsze. Całkowicie zawiódł kolegów z zespołu i mogli być źli i to mogło boleć, wiedział, że mogło. Choć mógłby udawać, że tak nie jest, że można się tylko śmiać.
Potrzebując zrobić coś innego, niż myślenie, zmusił się do wstania z łóżka. Pamiętając o swoim niskim poziomie higieny, wszedł do łazienki, która była zaskakująco obrzydliwa. Trzeba przyznać, że był całkiem rozpieszczony w hotelach, w których ostatnio bywał, ale był pewien, że łazienki, z których korzystał zanim był w One Direction, nie były tak okropne. Jednak wszedł pod prysznic, pozwalając, by gorąca woda uderzyła go w twarz. Jeśli miał być szery,to było coś w rodzaju cudu, że Harry był nim zainteresowany, biorąc pod uwagę, ze obecnie wygląda jak zupełne gówno. Musiało tak być, bo jestem znany, zorientował się Louis. Każdy chce spać z celebrytą.
Kiedy Louis skończył prysznic, szybko znalazł się z powrotem na łóżku, z ręcznikiem owiniętym wokół bioder, patrząc się w sufit. W pokoju było zupełnie cicho, jedynym dźwiękiem był jego oddech. Po leżeniu tak przez chwilę, Louis stał się dość niespokoju. W pokoju nie było telewizora, nie miał ze sobą żadnej książki i oczywistym było, że nie może wyjść na zewnątrz. Zasadniczo został uwięziony i Louis nigdy nie był tak samotny. I powoli, krok po kroku, jego umysł zaczął gonić, myśląc o rzeczach, o których nie chciał myśleć. Zasadniczo, po prostu chciał jakąś pieprzoną firmę. Czy to zbyt wiele?
W głębi umysłu pojawił się szept o pokoju 203. Ale potem rozsądniejsza część jego mózgu poinformowałą go, że już był wystarczająco nieodpowiedzialny. Ale tak, Louis nigdy nie postępował zgodnie z rozsądkiem. Ostatecznie postanowił iść na kompromis z samym sobą. Więc, mógł iść do tego faceta, Harry’ego, ale tylko gdyby nie miał nic lepszego do roboty. Naprawdę, Harry wydawał się być wystarczająco miły, mieli miłą rozmowę, więc to ma sens. Jednak nie, absolutnie nie zrobi z nim nic zbliżonego do seksu. Tylko dlatego, że wyglądał jak chodzący seks i Louis miał zdolność do zdenerwowania z jakiegoś niezgłębionego powodu, nie oznacza to, że może skorzystać z sytuacji. Miał już wystarczająco kłopotów jak do tej pory, a spadnie z fanem, jeśli nim był, nie polepszyłoby jego sytuacji. Poza tym, jak Louis zorientował się wcześniej, Harry prawdopodobnie był zainteresowany tylko dlatego, ponieważ był znany, więc gdyby przypadkiem go odrzucił, prawdopodobnie nie będzie przez to zbyt rozdarty.
Dochodząc do tego wniosku, Louis szybko podszedł do swojej torby, która nadal leżała przy drzwiach. Nie zabrał ze sobą zbyt wielu rzeczy, ale teraz było za późno. Miał nadzieję, że Liam weźmie resztę jego ubrań z Nowego Jorku. Tak, Liam prawdopodobnie to zrobi.
W każdym razie Louis przeszukał torbę i znalazł dwie pary spodni, które wziął ze sobą. I tylko dlatego, że wybrał te najbardziej obcisłe i je założył, nic nie oznacza. To po prostu znaczy, że są jego ulubionymi. A dakt, że układał włosy przed lustrem dłużej, niż zwykle przed wyjściem, także nic nie oznacza. To wszystko wciąż było bardzo ścisle platoniczne. Oni po prostu odbętą prostą, przyjazną rozmowę na przykład o pogodzie. Albo o czymkolwiek, kto wie?
Przynajmniej to było to, co sobie powiedzaił, kiedy w końcu zamknął drzwi od swojego pokoju i wyszedł na pusty korytarz, stając przed pokojem 203.
*piosenka z musicalu Les Miserables “Red and Black”; w oryginale użyto “she”, Harry zmienił na “he”.
9
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz