sobota, 25 stycznia 2014

913

6

Harry zmarszczył nos, gdy podniósł mokre od potu ręczniki z pustego boiska, starając się zignorować dźwięk cichego szurania dobiegający zza pleców, gdzie Louis robił to samo. Minęło dwadzieścia minut, od kiedy trening się skończył i wszyscy poszli, a jak na razie Harry i Louis nie mieli wiele kontaktu wzrokowego. To było tak krępujące, ze graniczyło z fizycznym bólem, jednak Hharry nie mógł wymyślić co zrobić, by przełamać to napięcie.
Jak się okazało, Harry nie musiał wymyślać sposobu; obrócił się, by podnieść inny ręcznik i przypadkowo nadepnął na piłkę. Jego stopa poślizgnęła się, a kostka zakołysała niebezpiecznie, gdy machnął rękoma w powietrzu, lądując płasko na tyłku, na przeciwko Louisa.
Louis rzucił wszystkie ręczniki, które trzymał, aby przycisnąc dłoń do ust, powstrzymując śmiech.
- Wszystko… wszystko w porządku? – zdołał wykrztusić pomiędzy stłumionym chichotem.
Harry skrzywił się.
- W porządku – mruknął, podnosząc się na nogi, ze złością kopiąc piłkę przez całe boisko.
Patrzył z satysfakcją, jak piłka unosi się w powietrzu i ląduje po drugiej stronie ulicy za szkołą, ale to zadowolenie szybko zniknęło i grymas malował się na jego ustach, gdy uświadomił sobie, że teraz musi przejść całą tą drogę, by odzyskać piłkę.
Louis teraz niemal rechotał, kiedy patrzył na coraz większe tarapaty Harry’ego, a jego ramię ścisnęło bolący brzuch.
- Ja… ja po to pójdę – wyjąkał.
Harry westchnął i upadł na wznak na trawę, krzyżując ręce pod głową, czekając, aż Louis wróci. Część niego chciał być zła na Louisa za śmianie się z niego, ale druga część chciała śmiać się razem z nim, ponieważ jego śmiech był tak zaraźliwy i wspaniały. Ponieważ nie mógł się zdecydować której części posłuchać, postanowił po prostu nie robić nic.
Louis powrócił kilka chwil później, z piłką w rękach, z policzkami nadal zarumienionymi i ustami wciąż wykrzywionymi z wsześniejszego śmiechu.
- Dalej, nadal mamy całą lisę do skończenia. – Louis mruknął, wyławiając listę z zadaniami z kieszeni.
- Nie – powiedział stanowczo Harry. – Nie mam na to ochoty.
Oczekiwał, że Louis powie mu, żeby wstał i pomógł, więc był zaskoczony, kiedy Louis po prostu opadł na trawę koło niego, z kolanami przyciągniętymi do piersi, gniotąc listę w kulkę. Przez kilka następnych chwil nastąpiła gęsta cisza, kiedy Harry patrzył w niebo, a Louis bawił się trawą po jego bokach, ale w końcu przemówił, przełamując napięcie.
- Więc, zamierzamy porozmawiać o tym, co stało się wczoraj? – mruknął cichym głosem.
Harry prychnął.
- Kurcze, jesteś taką dziewczyną – powiedział, ale jego głos był jasny i pozbawiony jakiegokolwiek jadu. – Dlaczego mamy o tym mówić?
- Bo ja bardzo chciałbym wiedzieć, jeśli masz zamiar walnąć mnie w twarz lub od teraz walić mój tyłek. – Głos Louisa był teraz nieco ostrzejszy.
Harry westchnął i spojrzał w górę na Louisa, starając się odczytać wyraz jego twarzy, czując powietrze uciekające z jego płuc. Promienie słońca łączyły się z głębokimi, niebieskimi oczami Louisa i jego dolna warga znalazła się między zębami, a gładka skóra jego szyi wciąż była naznaczona przez malinkę Harry’ego, jak znak własności. Harry czuł, jak jego determinacja ucieka, a umysł stara się znaleźć sposób, by ponownie obrazić Louisa. Jeśli jedynym sposobem na utrzymanie Louisa patrzącego na niego tak jak teraz było obrażenie go, Harry będzie musiał to zrobić.
- Więc, jesteś gejem – powiedział Harry i skrzywił się, gdy uświadomił sobie, jaki temat podsunął mu umysł.
On naprawdę nie miał nic przeciwko homoseksualistom i naprawdę nie chciał stawać się homofobicznym dupkiem.
Louis skinął głową, a jego oczy błyszczały z dziwną determinacją.
- Tak, jestem – powiedział stanowczo, nie wstydząc się tego ani trochę.
Harry podziwiał go za jego pewność i otwarcie na ten temat, ale przełknął to uczucie.
- Domyśliłem się. – Było wszystkim, co mógł powiedzieć.
- To raczej nie jest sekret – powiedział Louis z krótkim, pozbawionym poczucia humoru śmiechem, którego Harry nie mógł odczytać. – Dlaczego wciąż twierdzisz, że jesteś hetero?
- Jestem hetero. – Harry warknął, podnosząc się do pozycji siedzącej i mierząc Louisa wyzywającym spojrzeniem.
Louis po prostu uśmiechnął się porozumiewawczo.
- Heteroseksualny chłopak, który lubi pieprzyć innych chłopców – zastanawiał się głośno.
Harry nie mógł nawet być zły na Louisa, nie ważne, jak bardzo chciał być.
- Pracuję nad tym – mruknął.
- Nad czym, nad twoją seksualnością? Czy nad pieprzeniem chłopaków? – Louis dokuczył, ale Harry mógł dosłyszeć ciepły ton w jego głosie.
Kiedy nie odpowiedzaił, Louis westchnął i przemówił ponownie sympatycznym tonem.
- To trudne, rozgryźć swoją seksualność.
- Tu nie ma nad czym się zastanawiać. Jestem hetero – powiedział Harry, ale nawet on słyszał brak przekonania w własnym głosie.
- Ah, rozumiem. To jest to, co mówisz sobie, kiedy wpychasz swojego penisa w mój tyłek? – Louis powiedział lekko, unosząc brwi i pozwalając kącikom ust wykrzywić się w uśmiechu.
Grymas Harry’ego powrócił.
- Słuchaj, ty pieprzony, głupi…
- People in glass houses* - Louis zaśpiewał, z łatwością przerywając Harry’emu.
Harry z powrotem opadł na trawę z pokonanym westchnięciem, kryjąc twarz w dłoniach.
- Zamknij się – jęknął, wiedząc, ze Louis miał rację, że bez względu na to, jakiej jest orientacji, jest to dużo bardziej skomplikowane niż „po prostu hetero”, ale nie chciał o tym myśleć.
Nagle Harry poczuł dłoń na swoim kroczu, dotykającą jego penisa przez dżinsy i jego oczy otworzyły się szeroko.
- Co robisz? – zapytał, a jego głos załamał się niepewnie.
- Spokojnie – nakazał Louis miękkim głosem, ingorując pytanie Harry’ego.
Harry rozluźnil nieco mięśnie, choć trzymał oczy otwarte, obserwując twarz mniejszego chłopaka. Wyraz twarzy Louisa wzrósł w zadowoleniu, gdy penis Harry’ego zrobił się twardy pod jego dotykiem, napierając na jego dłoń przez materiał spodni.
- Jesteśmy na środku boiska piłkarskiego. Jeśli ktoś wciąż tu jest, może przyjść i nas zobaczyć – zauważył Harry szorstkim głosem, gdy starał się nie zatracić w tej chwili.
Był twardy przez prawie cały dzień, tylko poprzez wspomnienie jak poprzedniej nocy pieprzył Louisa do nieprzytomności, a teraz Louis dotykał go znowu i to było takie łatwe dla Harry’ego, by pozwolić to.
- Wiem gdzie jesteśmy – powiedział Louis, oblizując z roztargnieniem wargi i powodując, że penis Harry’ego drżał w jego ręce.
- To dość odważne z twojej strony. – Harry oddychał, unosząc sceptycznie brew.
Louis wzruszył ramionami.
- Nie martwię się o ciebie. Nawet jeśli byś spróbował i zrzuciłbyś wszystko na moją głowę, trwalibyśmy w impasie; potrzeba dwóch do seksu – przypomniał mu.
Myśli Harry’ego krążyły wokół nagłej zuchwałości Louisa i nie mógł sobie już przypomnieć, dlaczego to jest złe. Sięgnął w dół, zaplatając palce wokół karku Louisa i przyciągając jego twarz, by złączyć ich usta. Wargi Harry’ego były dzikie, wygłodniałe i natarczywe wobec Louisa, z silnym językiem i ostrymi zębami. Jego palce wykręcały się i plątały w włosach Louisa, gdy drugą ręką przesunął wzdłuż pleców Louisa, zderzając ich pachwiny i uniósł się, wychodząc na przeciwko biodrom Lou, powolnym, płynnym ruchem.
Louis dyszał wprost w usta Harry’ego i jego biodra poruszyły się w odpowiedzi, szukając większego tarcia. Harry wygiął plecy i zacisnął rękę wokół talii Lou, praktycznie miażdżąc ich miednice. Jego myśli traciły spójność, gdy gęsta mgła pobudzenia zasłoniła jego umysł, dławiąc wszelkie inne myśli.
Harry sięgnął jedną ręką pod gumkę piłkarskich szortów Louisa, z niecierpliwością wyciągając jego penisa. Tak naprawdę nie wiedział, jak obciągnąć innemu chłopakowi; starał się wrócić myślami do porno, które oglądał, by się tego nauczyć, ale jego umysł był pusty. Próbował sobie przypomnieć, co zazwyczaj robi sobie samemu, ale jego technika była raczej dość niechlujna i zbyt szybka.
Z wahaniem, Harry zacisnął palce dookoła podstawy Louisa i przeciągnął wzdłuż powolnym ruchem. Louis jęknął zachęcając w usta chłopaka i Harry zrozumiał dokładnie, jak napalony musiał być Louis, by jęczeć po jednym dotknięciu. Pozwolił swojemu kciukowi przejechać eksperymentalnie po główce penisa, ślizgając się po wydzielinie, która się tam zebrała i spływała na jego dłoń, jako (co prawda cienka) wartwa lubrykantu.
Oddech Louisa uwiązł w gardle, gdy Harry przejechał po jego penisie, mocno go ściskając i ostro skręcając nadgarstek. Całe ciało Lou wyszło na spotkanie ręce Harry’ego, powodując, że kędzierzawy pęczniał z dumy, gdy uświadomił sobie, że to on wywował taką reakcję u drugiego chłopaka.
Harry zostawił w spokoju usta Louisa, przenosząc pocałunki wzdłuż jego zarośniętej szczęki i wysysając malinkę na jego skórze, znacząc jego szyję tuż obok siniaka, który pozostawił tam wczoraj – tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś miał jakieś wątpliwości, że Louis jest zajęty. Harry poczuł zabawne ukłucie żołądka przy tym słowie – zajęty, pośród wszystkich innych; Louis nie był zajęty, zwłaszcza nie przez Harry’ego – ale nie pozwolił sobie rozwodzić się nad tą myślą, gdy Louis wciskał się w jego dłoń.
- S-szybciej. – Louis wymamrotał niepewnie.
Między jego brwiami pojawia się zmarszzka, gdy zamknął oczy i oddchylił głowę do tyłu z satysfakcją. Harry posłuchał, zwiększając tempo i zaciskając nieco mocniej palce. Wirował kciukiem wokół końcówki, poruszając ostro i przesuwając się ustami do obojczyka Louisa, który na to połączenie drżał i jęczał. Jedna z jego dłoni zaciśnięta była w pięść wokół trawy, wyrywając ją z podłoża,a druga zaciśnięta na ramieniu Harry’ego, aż przycięte paznokcie wbijały się w jesgo porcelanową skórę.
Harry nie mógł nic poradzić, gdy noga Louisa docisnęła się do jego boleśnie twardego kutasa. Własną nogą oplótł udo Louisa, pzyciągajac do siebie ich biodra i mógł poczuć rytm poruszania się, gdy jego własna przyjemność przejęła nad nim kontrolę, gdy ostry jęk uciekł przez jego rozchylone wargi.
Louis był pierwszym, który doszedł; ciepłe, lepkie nasienie sączyło się z palców Harry’ego i przeciekało przez ubrania chłopców. Harry nadal, przez kilka chwil głaskał kutasa Louisa, ledwo świadomy białej cieczy na swojej dłoni, zanim Louis delikatnie chwycił jego nadgarstek, zatrzymując go przed nadmiernym stymulowaniem jego biednego, oklapniętego penisa.
Harry podniósł rękę, wyrywając się z uśkisku Louisa i przytrzymując swoją zalaną spermą dłoń przy ustach Louisa. Jego oddech uwiązł w gardle, gdy język Louisa wysunął się natychmiast, zlizując nasienie z jego dłoni, nawet tego nie kwestionując i Harry musiał przygryźć wargę, by nie jęknąć przez uswiadomienie sobie, jak uległy był Louis nawet teraz, gdy starał się mieć kontrolę.
Louis wylizał palce Harry’ego do czysta, nie przerywając kontaktu wzrokowego, choć jego oczy były szczególnie intensywne, gdy przełykał własną spermę. Harry nie mógł stłumić jęku, który opuścił tym razem jego usta i Louis promieniał z dumy, zanim zaczął schodzić w dół ciała Harry’ego, zatrzymując się tuż nad wybrzuszeniem w dżinsach. Jego palce zręcznie rozpięły spodnie, zsuwając je z wąskiej talii Harry’ego na tyle, by uwolnić boleśnie naprężonego penisa i Harry czekał na to, aż ręce Lou zamknął się wokół jego twardego ciała, ale w zamian poczuł gorący oddech na swoim penisie.
Miękkie usta, śliskie od śliny i spermy, otoczyły ciasno czubek penisa Harry’ego, a szorstki język Louisa przejeżdżał powoli i gorąco przez szczelinę, zlizując kropelki nagromadzonego tam płynu. Zatrzymał się na chwilę, po prostu drażniąc go, zanim w końcu dalej zacisnął usta, otaczając całą jego długość w bezpiecznym, gorącym i wilgotnym wnętrzu jego ust, zasysając go, gdy uderzył w tylną ściankę jego gardła.
Harry odrzucił głowę do tyłu, rozchylając usta, gdy wydyszał chrapliwym głosem:
- Kutas.
A to wydawało się zachęcąć Louisa. Połknął niemal całą jego długość, zasysając policzki, poruszając głową w przód i w tył, w stałym rytmie, językiem dociskając grubą żyłę na spodzie penisa Harry’ego.
- Cholera, Lou… czuję się tak dobrze…
Harry odetchnął z uznaniem, a jego palce odnalazły drogę do włosów Louisa, zaciskając się w pięści, ale Louis nie potrzebował żadnych wskazówek; a jeśli już, było to tylko po to, by dać Harry’emu coś do trzymania.
Biodra Harry’ego uniosły się, by spotkać usta Louisa, wciskając nos chłpaka w brzuch Harry’ego, ale on się tym nie przejął, po prostu wziął całą jego długość. Wydał z siebie jęki, gdy Harry w końcu szarpnął go ostro za włosy, a wibracje przeszły po penisie Harry’ego i to popchnęło go do krawędzi. Wysunął się z niego z zapartym tchem, powtarzając niczym mantrę:
- Choreracholerachoreratakkurwa.
A widok Louisa, patrzącego na niego tak niewinnie, z spermą Harry’ego zdobiącą jego policzki była wystarczająco gorąca, iż Harry wiedział, że będzie o tym śnił przez następne kilka tygodni.
Obydwoje leżeli przez kilka chwil. Louis milczał, gdy Harry próbował złapać oddech. Styles przyłapał się na tym, że z czułością wplątał dłoń w włosy Louisa, okręcając na palcu jedno z pasm i Louispraktycznie mruczał, doceniając to, gdy przytulił twarz do brzucha Harry’ego. W poorgazmowym szczęściu Harry nie mógł nawet przypomnieć sobie żadnego z jego wcześniejszych zastrzeżeń; ale im bardziej się uspokajał, tym bardziej uświadamiał sobie, że to rzeczywiście było popierzonego: znów skoczył w bok z Louisem.
Harry westchnął i schylił się, by podnieść spodnie i wstając na nogi, próbując zetrzeć głupi uśmieszek z twarzy.
- No cóż, mam… hm… muszę uciekać – wyjąkał. – Przy okazji, to się nigdy nie może powtórzyć. Nigdy.
Louis mrugnął, patrząc zdezorientowany jak Harry odchodzi. Zielonooki chłopak zdążył zrobić ledwie trzy kroki, zanim odwrócił się i zawołał przez ramię:
- A jutro przynieś lubrykant!



* People in glass houses – zostawiłam w oryginale, bo w tłumaczeniu i tak nie miałoby większego sensu. Cała fraza to: „People who live in glass houses shouldn’t throw stones”, a mówi się to, kiedy rozmawia się z hipokrytą. Harry obraża Louisa za bycie homoseksualistą, choć sam nim jest, a Lou dobrze o tym wie i dlatego właśnie to mówi


6

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz