sobota, 25 stycznia 2014

902

16

Harry wziął głęboki oddech, a czas się zatrzymał. Ona patrzyła prosto przez niego, przez jego ciało, wszystko było przed jej lodowymi, bezlitosnymi niebieskimi oczami. Harry chciał być silny, niezmienny, ale jego dłonie trzęsły się, a rzęsy były tak wypełnione wodą, że ledwo mógł zobaczyć ją, stojącą przed nim. Ale czuł ją.

- Co ty sobie w ogóle myślałeś? – spytała Perrie.

Harry wzruszył ramionami. Nie wiedział. Nie wiedział gdzie jest, dlaczego płacze, o co ona pyta, co powinien odpowiedzieć. Harry nic nie wiedział.

-W ogóle nie myślałeś, prawda? – Perrie prychnęła.

- Ja…

- Poważnie, po prostu mi cię żal.

Harry otarł oczy i zobaczył Perrie nieco lepiej. Żałował tego. Ponieważ ona się uśmiechała. Dlaczego się uśmiechała?

-To nie tak, że naprawdę myślałeś, że cię lubię, prawda?

Słowa Harry’ego utknęły w gardle. Nie mógł nawet niczemu zaprzeczyć. Perrie żachnęła się.

- Biedny Harry, myślał, że ktoś się nim zaopiekuje – roześmiała się, a piskliwy dźwięk uderzył prosto w brzuch Harry’ego. – Ulegasz złudzeniu, mam nadzieję, że zdajesz sobie z tego sprawę.

Harry skinął głową i poczuł słoną wodę na swoich ustach.

- Przepraszam.

- Nie jestem tą osobą, którą powinieneś przepraszać.

- Zatem kogo? – Głos Harry’ego załamał się na koniec, rozbity. Chciał to naprawić, mimo, że nie wiedział, co zrobił źle.

Perrie wpatrywała się w niego przez dłuższą chwilę, zanim w okońcu odpowiedziała bezbarwnym głosem.

- Siebie.

Harry zamknął oczy, a kiedy je otworzył, jej nie było. Był sam na wąskim mostku wykonanym z cegieł, a kiedy zrobił krok do przodu, powstało długie pęknięcie. Nie było poręczy, nie było czego się przytrzymać. Harry upadł na kolana i spojrzał w dół, na gwałtowną, niekontrolowaną wodę pod nim, uderzającą energicznie o brzeg. Wziął głęboki oddech, most załamał się, a on spadł.



Jasne światło poranka wzięło Harry’ego z zaskoczenia. Musiał zamrugać kilka razy, aby jego oczy się przyzwyczaiły. Właściwie czuł się tak, jakby wziął zimną kąpiel, ponieważ całe jego ciało było odrętwiałe i oblane potem, a uczucie duszenia się było przytłaczające. Kiedy jego oczy były całkowicie otwarte, pierwszą rzeczą, jaką zauważył, były znane karmelowobrązowe włosy, tylko kilka centymetrów od jego twarzy.

- Co… – powiedział, jego głos był szorstki od snu.

Przesunął się nieco, by móc przyjrzeć się scenie pod nim. Zasadniczo, Louis leżał na nim, trzymając się jego ciała jak drogiego życia, używając jego piersi jako poduszki. Co, okej, tłumaczyło odrętwienie. I pot. Uhum. Jednak Harry potrzebował dwóch rzeczy. Potrzebował wody i powietrza. A aby dostać te dwie rzeczy, musiał się ruszyć.

- Hej, Lou – powiedział cicho, trącając go deliaktnie w ramię – pobudka, pobudka. Czas wstawać.

W odpowiedzi, Louis wydał tylko mały dźwięk dezaprobaty i ścisnął go mocniej.

- Tak bardzo, jak urocze to jest, Loubear – powiedział Harry, tym razem masując dłonią włosy Louisa – muszę iść siku i otworzyć okno. W tym pokoju nie ma powietrza.

Pomieszczenie było pogrążone w absolutnej ciszy przez chwilę, zanim Louis odezwał się po raz pierwszy, z wciąż zamkniętymi oczami.

- Nie.

- Nie? – Harry zachichotał.

Otwierając oczy, Louis poruszył głową, by spojrzeć sennie na Harry’ego.

- Jest powietrze w pokoju. Żyję i oddycham. – Louis wziął dwa głębokie wdechy, zanim spojrzał dosadnie na Harry’ego. – Widzisz? – Zamykając oczy, wrócił do poprzedniej pozycji. – Nie ma powodu, by się ruszyć. Możesz zostać, jest dobrze. Nie umrzemy.

- Cóż, martwy czy żywy, wciąż muszę sikać, więc… – Harry uśmiechnął się słabo.

- Możesz wstrzymać. Wierzę w ciebie. – Louis poklepał go po brzuchu.

- Louis. – Harry powiedział to tak surowo, jak tylko potrafił.

- W porządku. – Wypuszczając ciężki oddech, Louis odsunął się od Harry’ego. – Te rzeczy, które dla ciebie robię.

Kiedy Harry mógł swobodnie się poruszać, wstał i rozciągnął ramiona.

- Zaraz wrócę.

Kiedy odchodził, usłyszał, jak Louis narzeka:
- Lepiej, żebyś wrócił.

Pierwszą rzeczą, jaką Harry zrobił po wejściu do łazienki, było spryskanie twarzy zimną wodą. Jasny obraz śmiertelnego spojrzenia Perrie i dzikiego morza, które groziło zjedzeniem go w całości, było wciąż boleśnie obecne i musiał się tego pozbyć. Jego ciało wciąż lekko drżało, a on trzymał się umywalki, by się wyciszyć. Ta część z drewnianym mostem (dop. tł. Czy to nie był ceglany most? Och, autorko…) nie była niczym nowym, właściwie było to dość powtarzające się, ale Perrie-część już nie. Harry nie wiedział co to znaczyło, nie, żeby był szczególnie ciekawy, by się dowiedzieć. Po zrobieniu kilku ciężkich oddechów spojrzał w lustro i zobaczył nieco maniakalną wersję siebie. Jego policzki były zaczerwienione, a włosy dzikie. Zamrugał kilka razy, wziął jeszcze kilka oddechów, zanim w końcu wziął się za sikanie i wyszedł z pomieszczenia.

Kiedy był na zewnątrz, zobaczył Louisa siedzącego na lóżku, opartego plecami o ścianę, prawdopodobnie czekającego na jego powrót.

- Miałeś rację, w pokoju jest raczej gorąco – powiedział.

- Mówiłem ci – odpowiedzial Harry, gdy ruszył się, by otworzyć okno.

Nie trzeba było wiele, ponieważ powietrze na zewnątrz było naprawdę zimne. Po tym usiadł blisko Louisa na łóżku.

- Która jest godzina? – zapytał Louis.

- Prawie ósma – odpowiedział Harry, po tym, jak spojrzał na telefon. – Kiedy spotykasz się z chłopakami?

- O jedenastej.

- Dobrze. Chyba wtedy złapię Zayna. – Odkładając telefon na materac, Harry odwrócił głowę by spojrzeć na Louisa. – Zdenerwowany?

Louis uśmiechnął się i szturchnął go żartobliwie w ramię.

- Nie z moim fanem numer jeden w pierwszym rzędzie.

Harry natychmiast uśmiechnął się szeroko. Uroki znania gwiazdy show.

- Zrobię plakat i wszystko.

- Lepiej, żeby były dobre. Nie „pozwól mi ssać swojego penisa” albo coś. Byłem tam, zrobiłem to.

- Hej! Lubisz, jak ci obciągam. – Harry udał, że się obraża.

- Nigdy nie powiedziałem, że nie, kolego – powiedział Louis, klepiąc udo Harry’ego. – Nigdy nie powiedziałem, że nie.

- Dobrze – powiedział Harry, mrużąc oczy. – Tylko dlatego, że jesteś bogaty i w ogóle, nie oznacza, że możesz być taki wymagający w stosunku do mnie.

- Wymagający – zadrwił Louis, śmiejąc się. – Nie jestem wymagający.

- Tak. I zostańmy przy tym, dobrze?

- Oczywiście. – Louis zgodził się, zanim wziął głęboki oddech. – Teraz, kiedy mamy to załatwione, w pełni spodziewam się, że przygotujesz mi pięciogwiazdkowe śniadanie gwiazdy, w tym naleśniki, gofry z rogalików – twój wybór, herbata, świeżo wyciśnięty sok, jakiś jogurt byłby miły i miałbym ochotę…

Podnosząc poduszkę, Harry zaczął uderzać nią Louisa, przerywając jego mamrotanie.

- Dupek!

Chichocząc, Louis odskoczył, wymachując rękami, by się ochronić.

- Przestań.

- Jeśli przestaniesz być idiotą – powiedział Harry, obniżając poduszkę.

- Hej! Lubisz idiotów.

- To nawet nie ma sensu. – Harry posłał Louisowi znaczące spojrzenie. – Nie przypominam sobie, bym dodał „idiotów” jako preferencję na match.com.

- Masz konto na match.com? – prychnął Louis.

- Nigdy go nie używałem. – Harry zaczerwienił się, mówiąc nieśmiało, patrząc na swoje ręce. – Poza tym, nie ma w tym nic złego. Trudno jest znaleźć kogoś w tych czasach.

- Aw – zagruchał Louis, przysuwając się bliżej, tak, że usiadł na kolanach Harry’ego, układając dłonie na jego ramionach. – Jest. Wiem.

Kładąc dłonie na talii Louisa, Harry rzucił mu pytające spojrzenie.

- Wiesz, nie mogę stwierdzić, czy sobie ze mnie żartujesz, czy faktycznie się ze mną zgadzasz.

- Tak. Rozumiem to – powiedział Louis, wzruszając ramionami.

Kiwając głową, Harry zaakceptował to jako odpowiedzieć, mimo, że to w rzeczywistości nie była odpowiedź na jego pytanie. Jak. Wcale. Jednak, zamiast skomentować to, sunął dłońmi w górę nagiego ciała Louisa, jednocześnie przesuwając się tak, że siedział wyprostowany, z twarzą kilka centymetrów od twarzy Louisa. Rozumiejąc zaproszenie, Louis przysunął się bliżej i przycisnął do niego usta. To był krótki, niewinny pocałunek, ale kiedy Louis się odsunął, uśmiechał się.

- Więc, hej, mówiąc o ostatniej nocy. Właściwie jestem trochę obolały.

Harry zamarł.

- Boli cię? – Harry przesunął dłonie powoli, ostrożnie do góry i w dół, wzdłuż boków Louisa. – O cholera, tak mi przykro. Powinienem być bardziej ostrożny.

- Nie martw się – powiedział Louis, jakby niezrażony. – To po prostu oznacza, że będziesz musiał zrobić mi śniadanie.

Harry przewrócił oczami, zanim spojrzał na Louisa, który uśmiechał się tak szeroko, że jego oczy się marszczyły. Były niebieskie w jasnym świetle poranka, nie zimne czy przerażające. Były turkusowe, jak Morze Śródziemne, jak morze na południu Hiszpanii, gdzie Harry zwykł chodzić z mamą i Gemmą, gdy był młodszy. Były ciepłe i przytulne, i Harry chciał w nich pływach.

- Okej. Zrobię ci śniadanie.

xxx

Słońce świeciło jasno na niebie, kiedy Harry przyjechał na miejsce, gdzie miał spotkać się z Zaynem. Zayn napisał do niego wiadomość, że będzie w każdej chwili – dziesięć minut temu. Harry miał już pisać do niego, pytając czy będzie tu wkrótce, kiedy zobaczył znajomą sylwetkę przechodzącą przez ulicę. Podchodząc bliżej, Harry zobaczył, że to rzeczywiście Zayn, w niedbałej elegancji, z papierosem w ustach. Harry uśmiechnął się.

- Zayn! – zawołał, by zwrócić na siebie jego uwagę.

Zayn rozejrzał się dookoła, zanim zauważył Harry’ego i odkrzyknął.

- Harry!

- Jak się masz? – krzyknął Harry, podchodząc bliżej.

- Dobrze.

- Świetnie! – Harry zatrzymał się przed nim.

- Dlaczego krzyczymy?! – Zayn uśmiechnął się.

Harry zaczał podskakiwać, powodując, że kilka osób wokół nich rzuciło mu rozbawione spojrzenia. Coś, o co Harry nie mógł dbać mniej.

- Bo jestem taki podekscytowany! – Złapał ramiona Zayna i zaczął nim potrząsać, przez co papieros wyleciał mu z ust. – A ty nie jesteś podekscytowany?

Ku wielkiej uciesze Harry’ego, Zayn zignorował papierosa i zaczął z nim podskakiwać, zarzucając mu ręce na szyję.

- Jestem tak podekscytowany!

- Wiih! – Teraz ludzie na pewno patrzą na nich z rozbawieniem. – Jesteśmy takimi kretynami!

- Jesteśmy największymi idiotami na planecie!
- Wiem!

- Robimy z siebie osłów!

- Wiem!

- Kocham to!

- Ja też!

Nagle Zayn zatrzymał się i zaczął rozglądać wokół siebie uważnie, zanim ponownie obrócił się do Harry’ego.

- Okej, dobrze, wystarczy. Wejdźmy do środka.

- Tak. – Harry również zamarł.

- Chodźmy.

Weszli do małej kawiarenki, która miała ciepłą i przytulną atmosferę. Zanim się rozsiedli, Harry zamówił karmelową chai-latte z cynamonową drożdżówką do tego, a Zayn wziął czarną kawę z bułeczkami. Usiedli koło okna, mając przyjemny widok na plac na zewnątrz.

Harry podmuchał w swój napój, zanim wziął mały łyk gorącego, ciepłego trunku, uważając, by się nie oparzyć.

- Mh, dobrze smakuje.

- Miło. – Zayn zaczął odrywać fragmenty swojej bułeczki.

Odkładając filiżankę, Harry uśmiechnął się szeroko.

- Hej, pamiętasz pierwszy raz, gdy się spotkaliśmy? W Starbucksie?

- Jezu, Harry, nie wiem. – Zayn zmarszczył brwi w sztucznym zastanowieniu. – To było siedem dni temu. Nie wiem, czy mogę sięgnąć pamięcią tak daleko wstecz.

- Zamknij się – wymamrotał wstydliwie Harry, wpatrując się w stół.

- Ale tak, pamiętam. Wydaje się to teraz tak dawno, prawda?

Harry skinął głową. Jeśli porównałby swoje życie teraz, do tego, jakie było jeszcze tydzień temu, to było zdecydowanie inne. A tą jedną różnicą był Louis.

- Nie mogę w to uwierzyć.

Zayn nagle miał bardzo zadowolony z siebie wyraz twarzy i Harry wiedział, co zamierza powiedzieć, zanim jeszcze to zrobił.

- Mówiłem ci, że…

- Że masz numer telefonu Liama?- Harry dokończył za niego.

- Tak.

- Jezu, Zayn, nie wiedziałem! – Harry zmarszczył brwi w sztucznym zmieszaniu. – Wspominałeś o tym jedynie jakieś dwadzieścia razy. I nie wiem, czy mój mózg pamięta rzeczy bez ciągłego przypominania o nich.

- Zgaduję, że na to zasłużyłem. – Zayn uniósł brwi i pokiwał powoli głową.

- Tak, zasłużyłeś.

- Jednak – wycedził Zayn – to nie to, co chciałem ci powiedzieć.

- Więc nie zamierzałeś powiedzieć niczego, co jest związane z Liamem? – Harry uniósł brew.

Zayn odchrząknął i znów zaczął rozdzierać swoją bułeczkę.

- Tego nie powiedziałem.

- Po prostu to wyduś, Zayn.

Powoli twarz Zayna rozjaśniła się, a on podniósł swój telefon.

- Chciałem ci tylko powiedzieć, że napisał do mnie wczoraj wieczorem…

- Oooooch. – Harry wtrącił się.

- Tak. – Zayn zarumienił się lekko, najwyraźniej próbując pohamować swoje podniecenie. – I zapytał się, czy chcę nadrobić zaległości w ten weekend. Ponieważ zdaje się, że mają trochę czasu teraz, po koncercie.

- Rozumiem. – Harry uśmiechnął się znacząco. – Więc, zgaduję że to oznacza, że zostaniesz w Londynie trochędłużej?

- Tak myślę. – Zayn wzruszył ramionami.

- Fajnie. – Umysł Harry’ego odpłynął.

On i Louis tak naprawdę nie dyskutowali o tym, co zrobią po dzisiejszej nocy, ale chcieli nadal się widywać, co było oczywiste. Jak, nie robisz sobie pasujących tatuaży (nawet, jeśli to był przypadek. Ale Harry był tym, który przekonał go, do zrobienia sobie chociaż jednego, więc to musi się jakoś liczyć!), nie uprawiasz seksu i nie mówisz tego całego „och, Harry, jestem taki zadowolony, że cię spotkałem, pozwól mi użyć swojego ciała jako łóżka!”, a potem przestajesz się widywać. I jasne, być może Harry’ego już nieco poniosło, ponieważ spędził całą jazdę autobusem do kawiarni, zastanawiając się, jakie będzie ich małżeństwo. (Zayn będzie drużbą na ich weselu i zagrają tak wiele słodkich, sentymentalnych piosenek podczac ceremonii, że Louis będzie narzekał cały czas, ale potajemnie będzie się cieszył. I zamiast obrączek wytatuują je sobie na palcach, tak, aby nie musieć ich nigdy ściągać. I nie zatrzymają się na tym, tylko zrobią dopasowane tatuaże we wszystkich możliwych miejscach, jakie można sobie wyobrazić. Kiedy będą robić razem zakupy, fani będą podchodzić i prosić o zdjęcie z nimi dwoma, a oni będa potajemnie trzymać się za ręce. Na Boże Narodzenie będą oglądać Love Actually i Harry będzie śpiewał „All I want for Christmas is Lou”. Uhum. Okej, Harry musi przyznać, że trochę go poniosło. Ale może rozegrać go na luzie. Może. Dobrze.)

- Fajnie – powtórzył, nie będąc pewnym, co w ogóle Zayn powiedział.

Zayn uśmiechnął się, jakby dokładnie wiedział, o czym Harry myslał.

- Co z tobą i Louisem?

- Um. – Rozegraj to na luzie, rozegraj to na luzie, rozegraj to na luzie. – Jak, tak. Jest, um, idzie dobrze. Zmierza w dobrym kierunku.

- A co to za kierunek?

- Hm. – Harry rozważał to, podnosząc kubek i biorąc łyk. – Właściwy?

Kiwając głową Zayn wydawał się przetwarzać tą informację, tak jak gdyby Harry powiedział coś cennego.

- Tak. Ja tylko… – On także zatrzymał się, by wziął łyk kawy, a jego brwi złączyły się w głębokim zamyśleniu.

- Co?

- Ja po prostu – Zayn wzruszył ramionami, wyraźnie starając się znaleźć odpowiednie słowa – po prostu mam nadzieję że wiesz co robisz, to wszystko.

- Co masz na myśli? – zapytał Harry, odkładając kubek na stół.

- Chodzi mi o to – Zayn przemówił powoli – że dbałeś o Louisa tak bardzo już za nim go poznałeś. To było właściwie trochę przerażające. Jak, pamiętasz ostatnią sobotę, kiedy siedzieliśmy na tej ławce, a ty całkowicie świrowałeś, ponieważ myślałeś, że on cię zostawił i nie pamiętał?

- Nie świrowałem – mruknął Harry, odwracając wzrok.

- Byłeś blisko – powiedział Zayn. – To, co próbuję powiedzieć, to to, że jeśli zależało ci na Louisie już wtedy, nie mogę sobie nawet wyobrazić, co dzieje się w twojej głowie w tej chwili.

- Dobrze? – Harry nadal patrzył w bok.

- I jestem pewien, że masz wszystko pod kontrolą – dodał szybko. – Ja po prostu. Po prostu mam nadzieję, że wiesz, co robisz, to wszystko. – Kiedy Harry spojrzał na Zayna, ten uśmiechnął się ostrożnie. – Bo nie chcę widzieć cię zranionego.

Harry skinął głową. Więc to była klasyczna „nie chcę widzieć cię zranionego”-mowa. On doceniał troskę Zayna, naprawdę, ale to było trochę nie na miejscu. Miał wszystko pod kontrolą. Był wyluzowany.

- Okej. Ale szczerze, mam wszystko pod kontrolą. – Uśmiechnął się. – Jest w porządku.

- Jesteś pewien?

- Tak.

Zayn pozostał niezdecydowany, aż wziął łyk kawy, uwalniając ciężki oddech.

- Jeśli tak mówisz, wierzę ci.

- I tak mówię.

- Zatem ci wierzę. – Odstawiając kawę, Zayn spojrzał na Harry’ego z powagą.

- Dobrze.
Harry wziął gryza swojej bułeczki. Wciąż przeżuwając, zapytał:
- Więc, kiedy idziemy?

- Myślę, że tak szybko, jak zjesz swoją bułkę. – Duży uśmiech wykrzywił twarz Zayna.

Harry zjadł tak szybko, jak potrafił.

xxx

Stojąc na zewnątrz, patrząc na arenę, Harry nie był pewien, czy nie pospieszyli się za bardzo. Było już dużo ludzi, ale poważnie, koncert nie zacznie się aż do kilku godzin, a Zayn i Harry nie mogli dzisiaj wejść na backstage, jak byli tam innego dnia. Ostatecznie, skończyli chodząc przez kilka godzin bez żadnego celu. Chociaż to było zabawne. Nie ma to jak dobry spacer, by oczyścić swój umysł i duszę.

Kiedy wrócili, około szóstej, było naprawdę tłoczno. Towary One Direction były sprzedawane na kilku sanowiskach, wszędzie były dziewczyny z imionami napisanymi na czołach, t-shirtach, ramionach i tak dalej. (Najwyraźniej Niall był najbardziej ulubiony. Z czym obaj nie mieli nic przeciwko.) Niektórzy przyszli z rodzicami, ale większość przyszła w cztero- lub pięcioosobowych grupach. Jedną wspólną rzeczą było to, że wszyscy byli bardzo szczęśliwi i podekscytowani. Harry podejrzewał, że było tak przed każdym koncertem, ale nie mógł nic poradzić na to uczucie, że to było coś specjalnego.

Kilka godzin później, kiedy w końcu zostali wpuszczeni, Harry dosłownie trząsł się z podniecenia. Nie był pewien dlaczego, ponieważ widział już kilka razy ich próbę i nawet z nimi rozmawiał; kurwa, rozmawiał z nimi nagi pod łóżkiem. Ale wciąż, czuł to tak, jakby każda jego żyła była w ogniu. Podskakiwał lub uderzał Zayna bez żadnego powodu, po prostu dlatego, że musiał pozbyć się nieco energii. Zayn mógł być nieco zirytowany, ale trzymał to wewnątrz siebie i po prostu posłał Harry’emu cierpliwi uśmiech, ponieważ był dobrym przyjacielem.

Kiedy znaleźli swoje miejsce, usiedli i mieli hiper aktywne dziewczyny po obu stronach, dyszące zaciekle, z emocjonalnymi załamaniami. („Będą tam!”, „Wiem!”, „Tak blisko!”, „Wiem!”, „Umrę!”, „Ja też!”) Chociaż Harry i Zayn nie byli dużo lepsi.

Zanim koncert się rozpoczął, grano muzykę na wielkich ekranach, taką jak Little Mix i Justin Bieber, a Harry i Zayn śpiewali razem do „How Ya Doin’?”, którą puszczano wielokrotnie. Ale kiedy muzyka ucichła i wreszcie puszczono otwierający klip chłopców budzących sięw przypadkowym domu, cała arena wypełniła się podnieconymi krzykami, wywołując ból ucha u Harry’ego, co nie mogło obchodzić go mniej. Trzeba przyznać, że prawdopodobnie 90% wszystkich, którzy znajdowali się w budynku, widziało już ten klip w złej jakości na YouTube, ale to było coś zupełnie innego. Jak, to było właśnie tu. Przed nimi. Na żywo. W prawdziwym życiu. I wszyscy mieli straszną świadomość tego, co się stanie, kiedy będzie po wszystkim.

A potem było po wszystkim. Harry wziął głęboki wdech i sekudnę później wstęp do „Up all night” się zaczął i Harry nie sądził, że to możliwe, ale hałas się zwiększył, a kiedy Liam zaczął śpiewać, było jeszcze nawet głośniej. Dziewczyna obok niego zdawała się osiągnąć jakiś punk kulminacyjny i skakała w górę i w dół, krzycząc tak bardzo, że Harry chciał wylać na nią wiadro zimnej wody. Nawet Harry był zdyszany, choć mogło to być spowodowane faktem, że Zayn właśnie uderzył go dość mocno w brzuch. Harry rzucił mu złe spojrzenie, ale Zayn tylko uśmiechał się promiennie, wskazując na scenę jak idiota.

- Spójrz, spójrz, spójrz! – krzyknął, jakby Harry nie był świadomy faktu, że koncert się rozpoczął.

- Tak, wiem!

Wciąż uśmiechając się jak idiota, Zayn wydawał się kompletnie przegapić to, co powiedział Harry. Przewracając oczami, Harry zwrócił swoją uwagę na scenę i wtedy go zobaczył, nie tak daleko od siebie. Miał na sobie czarne spodnie i zwykły t-shirt i uśmiechał się. Harry stał nieruchomo, po prostu patrząc na niego. Zaczął śpiewać refren i poruszać się po scenie. Oczy Harry’ego nie opuściły go, nawet prawie nie zauważał, co jeszcze dzieje się na scenie. Była tylko jedna ważna rzecz w jego wizji i śpiewał na całe gardło, wyglądając tak niesamowicie wspaniale, że Harry nie wiedział, co ma ze sobą zrobić.

Kiedy piosenka się skończyła, Liam krzyknął do mikrofonu:

- Jak się masz, Londynie?

Odpowiedzią był ogłuszający krzyk, który był prawdopodobnie tym, co Liam chciał osiągnąć. Louis stanął obok niego.

- Dobrze jest być z powrotem w Londynie, prawda, Li-Li? – powiedział, kładąc dłoń na ramieniu Liama.

- Zdecydowanie.

Niall podszedł bliżej.

- Naprawdę dobrze jest być tu z powrotem.

- Wiesz, co najbardziej lubię po powrocie do Anglii, po pobycie w Ameryce? – zapytał Louis, patrząc na Nialla.

- Nie – odpowiedział Niall. – Proszę, podziel się swoją mądrością, Tommo.

- Herbata – odpowiedział Louis, zdobywając kolejną rundę wrzasków na Sali. – Mówię ci, w Stanach jest przerażająca.

- Ty i twoja herbata. – Niall roześmiał się, przewracając oczami.

- Co? To ważne! – Argumentował Louis.

- Tak. – Niall roześmiał się. – Nie możesz iść to łóżka, bez filiżanki herbaty, prawda? W przeciwnym razie mówisz przez sen? Nie myśl, że nie słyszałem cię w busie!

Publiczność krzyczała i Louis podrapał się po karku.

- Tak, naprawdę śpiewam o sobie. Przyłapany. Jak niezręcznie.

- W każdym razie – powiedział Liam, zmieniając temat – to jest nieco emocjonalne dla nas, ponieważ to ostatni koncert naszej trasy. – Publiczność krzyczała, a Liam podniósł głos. – Więc potrzebujemy, byście byli tak głośno, jak to możliwe, byśmy mogli skończyć tę trasę czując się dobrze!

Publiczności nie trzeba było powtarzać. Uszy Harry’ego bolały. Występ trwał tak, jak Harry myślał, że będzie; dużo energii od chłopców i publiczności. A kiedy zaczęła się część, której wszyscy oczekiwali najbardziej, pytania z Twittera, Harry cuchnął z podniecenia.

- Okej, zaczynamy – powiedział Niall.

- Przysięgam na Boga, jeśli dostaniemy kolejne pytanie o ludzką piramidę, będę musiał odmówić – powiedział Louis, zanim ekran rozświetlił się jasnym, błękitnym światłem i pojawiło się pytanie.

Od: Niam_loves_1D_Louis_is_a_sexy_carrot
Jeśli mogllibyście być każdym zwierzęciem na świecie, czym chcielibyście być??? :))))
Harry parsknął na nazwę użytkownika, zanim zwrócił swoją uwagę na chłopców.

- Mogę być człowiekiem? – spytał Louis.

- Nie, to nudne – roześmiał się Niall.

- W porządku. Cóż, zatem czym byś był, Niall?

- Och, to takie trudne. – Niall wydawał się być pogrążony w myślach. – Sądzę, że oczywistą odpowiedzią byłby lwe, ale zawsze miałem słabość do wilków. A wtedy moglibyśmy być jak wataha wilków.

- Nie, nie, nie. – Louis potrząsnął głową i stanął obok Nialla, z dłonią na jego ramieniu. – Tak bardzo, jak podoba mi się teoria watahy, ty, mój stary, dobry, Irlandzki przyjacielu, jesteś albo golden retriverem, albo wiewiórką.

Niall roześmiał się głośno, a publiczność krzyczała z aporbatą.

- Cóż, zatem wybieram golden retrivera. Nie mam ochoty być wiewiórką.

- Dobry wybór.

- Zatem kim ja jestem, Tommo? – Uśmiechnął się Liam.

- Hm. – Louis zmrużył oczy i otaksował spojrzeniem Liama. – Cóż, albo złotą rybką… – Niall roześmiał się, a publiczność krzyknęła – albo niedźwiedziem. Nie jak straszny niedźwiedź, bardziej jak przytulaśny miś.

- Cóż, zatem mam zamiar być złotą rybką. Mimo wszystko, zawsze chciałem mieszkać w misce. - Liam skinął poważnie głową.

Publiczność wrzasnęła, a Harry poczuł nagle, jak ktoś ciągnie go za ramię.

- On jest taki doskonały! – pisnął Zayn, ledwo słyszalny ze względu na hałas na arenie.

- Wiem – odpowiedział Harry, utrzymując spojrzenie na Louisie.

Wiele metrów od nich, trójka chłopców kontynuowała rozmowę.

- Dobra decyzja, Liam – powiedział Louis. – Jeśli kiedykolwiek dokonam reinkarnacji, mam nadzieję, że też skończę jako złota rybka. Ale w tym życiu, zgaduję, że jestem, nie wiem. Może lisem? Ponieważ jestem sprytny i w ogóle.

Niall roześmiał się i spojrzał na Louisa.

- To właściwie świetnie, ponieważ szczerze mówiąc, naprawdę wyglądasz jak lis! Mam na myśli, z tymi włosami i wszystkim. Mówię poważnie!

- Dziękuję, Niall. To miło z twojej strony. – Usta Louisa utworzyły linię.

- Nie ma za co – powiedział Niall z głupkowatym uśmiechem na twarzy.

- Złota rybka, golder retriever i lis – powiedział Liam. – To jest mordercze połączenie.

- Alternatywnie: wiewiórka, niedźwiedź i lis – powiedział Louis. – Ale tak, twoje ma lepszy wydźwięk.

- Za cholerę nie jestem wiewiórką – stwierdził Niall, unosząc brew.

- Ty – powiedział Louis, wskazując na Nialla z poważnym wyrazem twarzy – jesteś wiewiórką. Po prostu to zaakceptuj.

Niall położył ręce na biodrach i posłał Louisowi mordercze spojrzenie, gdy tłum szalał.

- Nigdy.

- Dobrze, dobrze, nie walczmy. – Przerwał Liam, kładąc dłonie na klatkach piersiowych Louisa i Nialla. – Nikt nie jest wiewiórką, dopóki nie chce nią być.

- Dobrze – zgodził się Louis – zobaczmy kolejne pytanie.

- Tak.

Harry miał duży uśmiech na twarzy, kiedy ekran rozświetlił się z kolejnym pytaniem.

Od: Curly
Kiedykolwiek zastanawialiście się nad tatuażem? Wyglądałby na was dobrze!x
Publiczność wszasnęła, a Harry zamarł. To zostało wysłane z jego konta na Twitterze. Stał nieruchomo, próbując zrozumieć dlaczego to zostało wysłane z jego konta, dopóki nie przypomniał sobie, że to on był tym, który to wysłał. Racja. Po prostu kiedy Zayn powiedział mu, że dostał bilety, Harry pomyślał, dlaczego nie i wysłał to. Nigdy nie wyobrażał sobie, że rzeczywiście zostanie wybrany.

Na scenie, Louis wpatrywał się w pytanie, jakby oniemiały. Niall zaśmiał się i spojrzał na Louisa.

- Proszę, proszę, proszę. Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się nad tatuażem? Dobrze by na tobie wyglądał.

Z uśmiechu na twarzy Nialla, Harry mógł się domyślać, że Louis opowiedział im o wydarzeniach z wczorajszej nocy.

- Um – zaczął Louis. – Nie wiem, jak wielu z was rzeczywiście zauważyło, ale… – Krzyki na widowni wzmocniły się, ponieważ tak, zauważyli. – Właściwie zrobiłem sobie wczoraj jeden. – Pokazał ramię w kierunku kamery i tatuaż został pokazany wyraźnie na wielkim ekranie. – I podoba mi się.

Serce Harry’ego napuchło tak badzo. Nie mógł tego wyjaśnić, to nie było racjonalne. Ale, ten tatuaż był o tam, to była jego sprawka. On sprawił, że Louis go zrobił. Cała arena wpadła w szał i to wszystko dzięki niemu. Zayn jakby wyczuł jego myśli, obrócił się do Harry’ego z uśmiechem na twarzy.

- Wygląda na nim dobrze, tak?

- Tak. – Harry uśmiechnął się szeroko, jego policzki zabolały. – Jestem w nim tak zakochany. – Tuż po tym, jak to powiedział, jego uśmiech załamał się, zdając sobie sprawę z tego, co powiedział. – Czekaj, mam na myśli…

Jego uśmiech zniknął, Zayn posłał Harry’emu zdziwione, ale zainteresowane spojrzenie.

- Um, Harry…

- Nie, nie, nie, wiem. – Harry przełknął ślinę i zmarszczył brwi, unikając wzroku Zayna. – Po prostu udawajmy, że nic nie powiedziałem, dobrze?

Kiwając powoli głową, Zayn zwrócił uwagę na to, co działo się na scenie, gdzie rozmawiali trochę o tatuażach – Liam mówił coś o tym, że to rozważa, a Niall mówił coś o tym, że to nie jego rzecz. Harry nie zwracał uwagi. Mógł myśleć tylko o tym Jestem w nim tak zakochany, Jestem w nim tak zakochany. Dlaczego to powiedział? Jak, nie. Nie, nie był. To nie było w ogóle logiczne. Znali się sześć dni. Trzeba przyznać, że to było sześć intensywnych, idealnych dni, ale to wciąż sześć dni. To nie było racjonalne. Nie był w nim, kurwa, zakochany. To było szalone. A Harry ni ebył szalony, bardzo dziękuję.

Z drżącymi rękoma i niepewnym oddechem, Harry zwrócił swoją uwagę z powrotem na scenę, gdzie Liam mówił.
- Co z tobą, Lou? Chętny na więcej tatuaży?

- Um. – Louis zmrużył oczy. – Odpowiadając na pytanie Curly, myślę, że tak, na pewno chcę więcej tatuaży.

- Tak?

- Tak. Myślę, że są dobrym sposobem na utrzymanie swojej indywidualności w stanie nienaruszonym. – Louis uśmiechnął się szeroko, jakby był dumny z tego, co powiedział i Harry nie mógł powstrzymać sentymentu, który go dopadł.

Zasadniczo, Harry uśmiechał się zanim jeszcze zrozumiał, co robi. Ale poważnie, był teraz taki szczęśliwy. Wszystko, co chciał zrobić, to dostać się na tą scenę, przytrzymać Louisa i powiedzieć mu, jak dumny z niego jest. I pocałować jego tatuaż, pocałować jego twarz, pocałować jego usta, pocałować jego wszystko. I pieprzyć to. Może to było irracjonale, nierozsądne, a nawet absurdalne. Może Harry był szalony. Ale był też szalenie zakochany w Louisie Tomlinsonie. To był fakt w tym momencie. Harry byłna pewno szalony. Ale nieważne. Był szczęśliwy. Tylko to się liczy.

- Spodziewam się „Kocham Nialla” na twojej klatce piersiowej, stary – powiedział Niall, a publiczność dopingowała głośno.

- Nie chciałbym zawodzić twoich nadziei – powiedział Louisa, a Niall się żachnął.

Koncert był kontynuowany jak zwykle. Grali swoje piosenki, a podczas Little Things Louis nawet posłał Harry’emu mały uśmiech, który z radością odwzajemnił. I’m in love with you. Kiedy nadszedł czas na ich ostatnią piosenkę „What Makes You Beautiful”, tłum dopingował głośniej, niż kiedykolwiek wcześniej, z Harrym i Zaynem włącznie. Liam, Niall i Louis skakali po scenie, kolorowe światła podążały w różnych kierunkach, a na ostatnim refrenie konfetti spadło z sufitu na tłum.

- Dziękujemy, Londynie! – Liam krzyknął,kiedy piosenka się skończyła, a odpowiedź była tak głośna, że Harry przysłonił uszy dłońmi.

Krzyki trwały jeszcze przez jakiś czas aż Liam, Niall i Louis nie zeszli ze sceny na dobre, a ludzie uspokoili się. Harry i Zayn spojrzeli na siebie, uśmiechając się. Nie musieli nawet nic mówić. Obaj po prostu wiedzieli. Harry poczuł, że jego telefon brzęczy w kieszeni.

Od: Louis
Hej Curly! Wpadniesz na backstage?:)

Od: Harry
Zaraz tam będę!!

Harry spojrzał na Zayna, przesuwając się na swoim miejscu w podekscytowaniu, nie mogąc usiedzieć na miejscu.

- Więc, um, idę spotkać się z Louisem.

- Idź. Zobaczymy się później. – Zayn po prostu posłał mu cierpliwy uśmiech.

- Tak! – Harry rzucił się do przodu i dał Zaynowi szybki uścisk, zanim uciekł. – Do zobaczenia wkrótce!

Harry biegł przez tłum, dopóki nie znalazł drzwi prowadzących na backstage. Louis podał mu kod niezbędny do wejścia, który wprowadził. Ochroniarze posłali mu rozbawione spojrzenia, ale rozpoznali go, więc wszystko było dobrze.

Na backstage’u było niemal tak samo szalenie, jak na zewnątrz, jeśli nie bardziej. Harry szybko przeszedł przez tłum, ogromną ilość ludzi robiących Bóg wie co. Harry wiedział, gdzie Louis, Liam i Niall zwykle spędzali czas; w garderobie, więc tam się udał. Kiedy otworzył drzwi, został powitany widokiem samego Louisa, siedzącego na krześle. Kiedy zauważył, że Harry wszedł, szybko wstał i uśmiechnął się szeroko.

- Harry! Udało ci się!

- Oczywiście, że tak – powiedział Harry, kiedy zbliżył się do Louisa.

- Tak, cóż, nie wiedziałem, czy będziesz wiedział gdzie się udać w tym labiryncie. Nie powiedziałem ci, gdzie jestem.

- Domyśliłem się. – Harry wzruszył ramionami.

Stojąc tuż przed nim, Louis przyciągnął Harry’ego do ciasnego uścisku.

- Cieszę się.

Harry odwzajmnił uścisk, trzymając blisko Louisa. Czuł zapach potu i coś jeszcze, może perfumy. Chowając głowę w włosach Louisa, zamknął oczy. Kiedy Louis odsunął się, Harry puścił go niechętnie, pozwalając opaść ramionom luźno po bokach.

- Więc, co myślisz? – Uśmiech Louisa był odurzający, wypełniając żołądek Harry’ego motylami.

- Byłeś taki dobry! – zawołał, machając ramionami.

- Tak?

- Tak! – powtórzył Harry, uśmiechając się szeroko. – Szczerze, jeden z lepszych występów na żywo, jakie kiedykolwiek widziałem!

- Naprawdę? – Louis podrapał się po karku, uśmiechając się ciepło.

- Zdecydowanie. Mam na myśli, kiedy śpiewałeś Little Things, to było jak magia.

- Tak, tak, ta jedna zawsze wychodzi dobrze na żywo. – Louis skinął głową w zamyśleniu. – Ale zgaduję, że ma to dużo wspólnego z publicznością. Ponieważ śpiewali razem i takie tam. Sprawia, że jest to nieco bardziej intymne czy coś takiego.

- Możliwe, ale powodem, dla którego śpiewają razem, jesteście wy, więc myślę, że powinieneś być też z tego trochę dumny.

- W porządku, skoro tak mówisz. – Louis wzruszył ramionami, chichocząc.

- Tak.

- To naprawdę cud, że udało nam się wystąpić, zważywszy, że cały tydzień zakłócałeś nasze próby. – Louis uśmiechnął się.

- Co? – zawołał Harry. – To ty jesteś tym, który zmuszał mnie do przyjścia!

- Może. Jesteś po prostu zbyt uroczy, by nie zaierać się ze sobą.

Harry uśmiechnął się, zarumieniony.

- Hej, tak przy okazji, podobało mi się pytanie o tatuaże – powiedział Louis, mrugając.

- Szczerze, nie wiedziałem, że to się pokaże. – Harry roześmiał się.

- Ach tak? – Louis położył dłonie na biodrach, rzucając Harry’emu podejrzliwe spojrzenie. – Bo coś mi mówi, że to był twój plan od początku.

- O, cholera, przyłapany. – Harry wypuścił z irytacją westchnięcie. – Rzeczywiście zostałem zatrudniony przez management, by przekonać cię do zrobienia tatuażu, a potem pokazać go na scenie. Niezręcznie.

- Zamknij się. – Śmiejąc się, Louis uderzył Harry’ego w ramię.

- Więc, gdzie Niall i Liam? – Uśmiechając się, Harry rozejrzał się po pustym pokoju.

- Oh, oni po prostu robią jakieś, nie wiem, ważne rzeczy. – Louis machnął lekceważąco ramionami, jakby to było nieważne.

- Dobrze – powiedział Harry, kiedy dźwięk telefonu Louisa ogłosił, że dostał wiadomość.

Po przeczytaniu wiadomości, Louis schował telefon i spojrzał na Harry’ego.

- O wilku mowa, wydaje się, że mimo wszystko potrzebują mnie przy tych ważnych rzeczach.

- Och, w porządku – odpowiedział szybko Harry. – Rób, co musisz robić.

Po skinięciu głową nastąpiła cisza, gdzie Louis rozglądał się po pokoju bez wyraźnego powodu. Kiedy spojrzał na Harry’ego, wziął głęboki oddech i włożył ręce do kieszeni.

- Dobrze, cóż. Więc, myślę, że to jest to?

- Co? – Harry zamrugał.

- Wiesz. – Louis machnął dłonią, pomiędzy sobą, a Harrym.

Harry zmarszczył brwi. Louis mówił bez większego sensu.

- Co, masz na myśli trasę?

- Nie, nie trasę. – Louis zachichotał, a potem szybko dodał: - Lub, trasę też, tak myślę. Oczywiście.

- W porządku – wycedził Harry. – Więc co masz na myśli?

Znów zapadła krótka cisza. Kiedy Louis odpowiedział, mówił cicho, patrząc ostrożnie na Harry’ego.

- Miałem na myśli ciebie i mnie.

- Co masz na myśli, mówiąc ciebie i mnie?

- Mam na myśli – Louis mówił powoli, wyraźnie wymawiając każde słowo – że to jest to. Pomiędzy tobą, a mną.

- Um. – Uczucie przenikliwego zimna przebiegło w dół jego kręgosłupa, kiedy Harry przetwarzał to, co Louis właśnie powiedział, dopóki, oh. Oh. Serce Harry’ego opadło. Nagle Harry nie mógł nawet na niego patrzeć, ale trzymał wzrok przyklejony do podłogi. Zamrugał. – Och.

- Tak – powiedział Louis, brzmiąc nieco niezręcznie.

Ciało Harry’ego było odrętwiałe. To się nie dzieje.

- Um.

- To nie tak, że ty… – Louis powiedział, zatrzymując się w pół zdania. Powoli, Harry spojrzał na Louisa, który obserwował go z wahaniem, jego oczy były zmrużone, a usta lekko otwarte. Louis kontynuował. – To nie tak, że ty rzeczywiście myślałeś, że to wyjdzie, prawda?

Tak.

- Nie?

Louis rzucił mu zdziwone spojrzenie. Harry nie wiedział, co powiedzieć.

- Przepraszam?

- Och, nie, nie, nie, nie przepraszaj. Jezu. – Louis podszedł bliżej, robiąc małe, nieśmiałe kroki. – Spójrz, Harry. Szczerze, doceniam wszystko, zrobiłeś dla mnie tak wiele. Nie masz pojęcia. Naprawdę, jestem ci tyle winien. Nie mogłeś być bardziej doskonały przez cały ten tydzień. Poważnie.

Harry skinął głową. Nie mógł mówić. Nie mógł oddychać. Louis spojrzał mu głęboko w oczy.

- I nie zamierzam wyjeżdżać z tym całym to nie ty, tylko ja. Ale bardziej, jak: to nie ty, to moja branża. – Louis wziął kolejny głęboki oddech. – Po prostu. To nie bedzie tego warte. Zaufaj mi. Równie dobrze może to się zakończyć teraz, zanim ktokolwiek zostanie skrzywdzony.

To nie będzie tego warte.

- Dobrze.

- Dobrze, um. – Louis skinął powoli głową, zanim wymusił uśmiech. – Więc, to jest to! – Położył dłoń na ramieniu Harry’ego. – Uważaj na siebie, dobrze? A ja, um. Po prostu uważaj na siebie, stary, okej?

Harry skinął głową w milczeniu i Louis zdjął rękę wciąż się uśmiechając. Podszedł do drzwi, gdy nagle zatrzymał się gwałtownie, jakby coś sobie przypomniał. Obrócił się.

- Czekaj… – powiedział, marszcząc lekko brwi.

Bicie serca Harry’ego przyspieszyło. Może, może, może.

- Tak?

Louis położył rękę na biodrze.

- Wiesz, jak się wydostać, prawda? Główne wejście będzie zamknięte, więc będziesz musiał użyć tego na prawo. Jeśli będziesz potrzebował pomocy, możesz po prostu zwrócić się do ochrony, a oni ci pomogą.

Oddech Harry’ego uwiązł w gardle.

- Dobrze.

- Okej, dobrze. – Louis nacisnął klamkę, a Harry śledził każdy jego ruch, nie mogąc oderwać wzroku. Kiedy drzwi się otworzyły, spojrzał ostatni raz, posyłając Harry’emu ostatnie spojrzenie, a jego usta wygięły się lekko do góry. – Zatem, pa.

Harry nic nie powiedział, kiedy obserwował, jak Louis przechodzi przed drzwi i odchodzi. Na dobre.

Kiedy był sam, Harry zauważył, jak nagle wszystko było ciche. Skupiając się na miejscu na ścianie przed nim, powtarzał w myślach wszystko, co Louis właśnie powiedział. To nie tak, że rzeczywiście myślałeś, że to wyjdzie, prawda? Harry poczuł mdłości.

Kiedy Harry w końcu przeniósł swoje ciało, czuł się tak, jakby utknął w jakiejś sennej mgle. Jakby był w zimnym, lodowatym oceanie, paraliżującym całe jego ciało, uniemożliwiając oddychanie. Po prostu chciał się wydostać



16

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz