czwartek, 23 stycznia 2014

870

11

Harry spędził resztę popołudnia wyglądając za okno i myśląc o tym, co będzie odpowiednie do powiedzenia Louisowi, gdy się spotkają ponownie. Spojrzał na swój zegarek, myśl o tym, że Louis wracał do domu samotnie, sprawiała, że coś ściskało go w piersi. Nawet odkąd chłopak zgodził się, żeby podwoził go do domu, bez znaczenia jak wkurzony był Harry, to wszystko łagodziło się. Po prostu słyszenie śmiechu Louisa, albo widzenie jego uśmiechu albo zmarszczek przy jego oczach było wystarczające, żeby mógł zapomnieć o wszystkich rzeczach, o których myślał wcześniej.

Co jeśli, to co powiedział Liam było prawdą? Harry mógł nawet tego pojąć, nie mógł zostawić Louisa. Nie chciał tego. Po prostu wyobrażając sobie dni bez Louisa, sprawiały, że czuł jakby coś rozrywało go na pół. Czy był inny sposób na to, żeby byli razem, bez ranienia Louisa?

Nagle usłyszeli walenie do drzwi. Trójka chłopaków krzyknęła na swoich siedzeniach, Liam wstał, a Zayn prawie wylał swoją kawę na kolana, przeklinając pod nosem, ale Harry zignorował to. Musiał być to jeden z jego świty, który był podekscytowany czymś co osiągnął. Niektórzy z nich byli jak dzieci, które mówią rodzicom o wynikach ich egzaminów.

- HARRY! Otwórz te cholerne drzwi. Zayn! Jesteś tam? Otwórzcie je, proszę!

Nie musieli czekać na kolejne stukanie do drzwi, zanim rozpoznali, kto to był. Harry odwrócił krzesło w kierunku drzwi, gdy Zayn otworzył je, odsłaniając bardzo wyczerpanego Nialla przed nimi.

Jego włosy spadały na jego twarz, jego policzki były czerwone, a Harry nie był głupi, żeby nie zobaczyć śladów łez na jego twarzy. Ledwo oddychał, a on trzymał coś – gdy spojrzał w dół, brzuch Harry’ego wywrócił się – to był plecak Louisa.

- C… Co się stało? – zapytał go Zayn, którego ręka spoczywała na plecach Nialla. Harry napiął swoje mięśnie, urywane dźwięki oddechu Nialla zabijały go – gdzie do cholery był Louis, dlaczego trzymał jego plecak, dlaczego płakał? Przez chwilę myślał, że poczuł na sobie znaczące spojrzenie Liama. Nie. Nie. Nie patrz na mnie jakbym wiedział co się dzieje Liam. Bo Harry był pewien, że nie chciał, żeby to o czym myślał było prawdą. Nie mogło być.

- Louis… On… Ja… Ludzie widzieli go… Boże Zayn. – Niall wykrztusił większość słów, niewystarczająco by złożyć zdanie. Zayn chciał go zapytać, gdy Niall zachwiał się i upadł w jego ramiona. Harry podniósł się na nogi i stanął przed Niallem, gdy Zayn pomagał mu usiąść na kanapę, a jego głowa opadła na zagłówek.

Harry wziął torbę Louisa i uniósł ją przed Irlandczykiem. – Niall… Musisz powiedzieć mi co się stało Louisowi. Proszę. – Chwycił ją mocniej, ale Harry nie był w stanie ukryć drżenia rąk, jego wargi drżały, a kolana były jakby miały miały się pod nim zarwać. – Co się stało?

Niall pokręcił głową, chowając twarz w dłoniach i zaczynając płakać. – Louis…on, on powiedział, że pójdzie sam do domu… Pozwoliłem mu, bo myślałem, że może potrzebować trochę czasu w samotności po waszej kłótni – urwał, oddychając. – A potem, gdy wyszedłem za bramę, zobaczyłem niektórych z kolegów z klasy…Rozmawiali o czymś, pokazując coś na drodze… Chciałem to zignorować, gdy zawołali mnie, a wtedy…a wtedy…

- A wtedy co? – Harry niemal krzyknął. – Co ci powiedzieli?

Niall uniósł głowę, spoglądając na Harry’ego, gdy powiedział: - Ktoś go zabrał Harry. Sześciu facetów, tak powiedzieli. Louis został otoczony. On…On walczył, ale coś, oni coś zrobili… a następną rzeczą którą widzieli było to, jak Louis był prowadzony do samochodu. Jego torba….Upuścił swoją torbę.

Harry upuścił torbę i cofnął się, jego oczy nadal wbite były w Nialla. Zayn i Liam spojrzeli na niego z niepokojem, ale pozostali na swoich miejscach. Dopiero, kiedy Harry wpadł na krawędź stołu z głośnym dźwiękiem i spojrzał na… Louis został porwany. Został porwany w jego własnym mieście, miejscu, w którym myślał, że rządzi, gdzie sądził, że Louis będzie chroniony

- Harry…

- Wiem kto to zrobił. Jest tylko jedna osoba w tym mieście, która mogłaby to zrobić. – Harry podszedł do biurka i otworzył małe pudełko i wyjął srebrny klucz. – Zabije go. Zabije Josha. – Przekręcił klucz w małej szufladzie i wyciągnął broń – coś czego nie używał odkąd poznał Louisa. – Rozerwę mu ten cholerny łeb. – Jego palce niemal dotknęły spust, chcąc zastrzelić kogoś w złości. Nie mógł zobaczyć nic poza widokiem Josha Devine błagającego o litość, błagającego o życie.

Ku zaskoczeniu Harry’ego, Loczek został odepchnięty na krzesło z dużą siłą i zobaczył przed sobą Liama.

- Zejdź mi z drogi Payne.

- Powinieneś się uspokoić – powiedział Liam, jego oczy przeskakiwały z Zayna na Harry’ego. – Nie możesz tak po prostu pojechać do ich kryjówki bez planu.

Harry starał się wyrwać, ale Liam położył rękę na jego ramieniu, przyciskając go do krzesła tak, że aż zaczęło boleć.

- Kurwa Liam! Jak mam się kurwa uspokoić? Ci skurwiele mają Louisa… LOUISA! Do kurwy nędzy, puść mnie! – Harry kopnął, wyrzucając ramiona, ale to nic nie dało. Nie mógł go odepchnąć, jego ramiona były jakby niosły ciało, jego nogi nie przestawały się trząść, a jego ręce nie mogły zacisnąć się w pięść. – Muszę go ocalić…

Liam skinął głową, wyrywając mu broń z rąk i umieszczając ją w bezpiecznej odległości na biurku. – Uratujesz go Harry. Ale musimy wymyślić plan, zanim zadzwonią, prawdopodobnie pytając o ciebie, samego.

Mimo protestów, Liam miał rację. Jeśli pójdzie tam i zacznie strzelać do każdego, którego zobaczy, Louis będzie bardziej skrzywdzony, a Harry nie mógł na to pozwolić. Spojrzał na Zayna, który kiwnął głową. Zobaczył swoją rękę na Niallu, a po drugie wszystko czego chciał Harry to wszystko co chciał Louis.

XXX

Louis obudził się na dźwięk rozmów wokół niego. Zamrugał, otwierając oczy i zobaczył szeroką przestrzeń przed sobą, słabo oświetloną przez sufitowe lampy. Było gorąco i wilgotno, a dało się tam wyczuć zapach opuszczonych pomieszczeń. Zastanawiał się która jest godzina, bo nie widział żadnej smugi światła wpadającej przez okno. Gdzie był? I co się stało?

Usłyszał słaby śmiech i Louis odwrócił głowę dookoła, próbując się ruszyć, chcąc wiedzieć kto to był, tylko uświadamiając sobie, że jego ręce były ciasno związane za plecami, na szczęście, jego nogi nie. Próbował wyciągnąć i przesunąć nadgarstki, ale tylko pogorszył to wszystko, bo każdy ruchu powodował otarcia na jego skórze, a on krzywił się z bólu – Jak długo był tutaj?

Zanim zdążył przekonał się, że to jest kolejny realistyczny sen, Louis zobaczył, że to naprawdę się zdarzyło. Był otoczony, skorumpowany przez facetów, których skóra wykonana była ze stali, a ostatnią rzeczą, którą pamiętał, było to, że coś otumaniło go, aż stracił przytomność. Został porwany.

To przyszło powoli, ale gdy Louis zrozumiał sytuację w której się znalazł, jego kolana i ręce drżały, jego oddech zaczął być niepewny, jego oczy nie mogły się powstrzymać od patrzenia w każdym kierunku w strachu, że coś może po prostu wyjść z ciemności i zjeść go. Nawet jeśli Louis zamknął oczy, jego serce biło szybko. Przygryzł dolną wargę i myślał o tym, czy ktoś mógł go zobaczyć i powiedzieć o tym Harry’emu.

Louis opuścił swoją głowę przez myśli o Harrym – czy wiedział co się mu stało? Co jeśli nikt go nie widział? Co jeśli nikogo to nie obeszło?

- Och, nasz drogi Louis już nie śpi.

Głos był zbyt dobrze znany Louisowi, aby być w szoku, ale widok Josha, który wyszedł skądś za nim zaskoczyła go. Zostało kilka kroków, które nastąpiły po nim, ale oni nie pokazali siebie.

Josh skrzyżował ramiona na piersi, jego usta zmieniły się w diabelski uśmieszek, który stawał się większy, im dłużej Louis się na niego gapił. Jeśli nie byłby przerażony, może zastanowiłby się, skąd pochodzą siniaki na twarzy Josha.

- Jak na kogoś kto został porwany, myślę, że jesteś całkiem spokojny – pochwalił go Josh, a kilka ludzi za nim zachichotało. – Jesteś pewny, że twój kochanek ocali cię, prawda?

- Czego chcesz? – zapytał Louis, ignorując pytanie, gdy spojrzał na niego. – Nie jesteśmy bogaci, więc nie jestem warty okupu.

Josh zaśmiał się. – Jesteś zakładnikiem, tak, ale nie – nie dla okupu. Potrzebujemy czegoś w zamian.

- C…Co masz na myśli?

- Wymieniłem to przed chwilą. Twój chłopak przyjdzie tutaj, żeby cię ocalić. To jest to czego chcemy.

Louis zamarł – Harry – chciał Harry’ego? Nie powinien być po jego stronie? Ostatni raz Josh zastraszał go, bronił reputacji Harry’ego i nawet groził mu w zakresie ochrony Harry’ego na jego przyjacielu. Więc co to miał oznaczać? Josh odwraca się przeciwko Harry’emu?

Patrząc na to zorientował się, o czym myślał Louis, Josh ukląkł przed nim, łapiąc jego spojrzenie. – Zastanawiasz się, dlaczego to robię? Z twojego powodu. Twoje istnienie osłabia Harry’ego. Jesteś teraz jego słabością. Nie rozumiesz? Wszystko stało się chaosem, kiedy się pojawiłeś. Żyliśmy i robiliśmy co chcieliśmy, ale potem Harry zainteresował się tobą, że zapomniał o tym kim był. Był naszym liderem. A on miał być tym silnym – powiedział Josh, zaciskając zęby z frustracją i złością na jego twarzy.

Louis nie mógł uwierzyć w to co usłyszał. Miał rację. Komuś tam nie podoba się sposób, jak on i Harry skończyli. Ale wszystko to wydawało się być niemożliwe, bo jak szybko mogli odwrócić się od niego i mogli się zemścić.

- A…Ale… Jeśli to moja wina, wtedy dlaczego potrzebujecie tu Harry’ego? Dlaczego po prosu mnie nie zranicie w zamian? – powiedział Louis, pochylając ciało do przodu.

- Żartujesz sobie ze mnie? Jeśli ponownie cię zranimy, wtedy Harry po prostu może zrobić to nam… mnie, ponownie. – Josh odwrócił nieco twarz i pokazał Louisowi dużego, purpurowego sikana na jego policzkach, było kilka cięć i po prostu ten widok sprawił, że Louis wariował. – Yeah, zrobił to swojemu, wiernemu zwolennikowi.

Louis otworzył usta, ale Josh przerwał mu. – Nie mogę uwierzyć, że zapomniał o tym, kim był i to z twojego powodu. Ogranicza nas od robienia czegoś wewnątrz kampusu. Nie bierze już udziału w walach, a to wszystko z powodu twojego istnienia. – Josh zacisnął pięści i Louis był pewien, że Josh miał zamiar go uderzyć, ale zamiast tego, wstał, odwrócił się plecami do niego. – Zamierzamy dać mu nauczkę. Jeśli nie zmieni zdania, musi po prostu zrezygnować z pozycji.

- Nie! Proszę… Josh! Nie krzywdź go! Ja… Odejdę! Będę udawał, że nie istnieję albo że go nie znam, po prostu… po prostu nie rańcie go proszę! – błagał Louis i prawie krzyknął, czując ciepło łez na policzkach. Nie mógł pozwolić im zranić Harry’ego z tego powodu, że żyje. Niall przeszedł już przez to, zanim… Nie pozwoli, żeby to się wydarzyło ponownie. – Proszę!

- Zrobisz to? – zapytał Josh, a zaciekawienie pojawiło się w jego głosie.

Nie było czasu na myślenie, pomyślał Louis. Skinął głowę, tak żarliwie jak tylko potrafił, zagryzając usta od środka. Za nim rozległ się gwar, a zwolennicy decydowali czy powinni zaufać jego słowom czy nie.

Josh podszedł bliżej, zanim jego postać nie wynurzyła się z cienia. – Jak mogę być pewien, że mówisz im prawdę? – zaprotestował jeden facet, ale Josh szybko go uciszył. – Nie kłam Louis. Wiesz, że mogę zranić Harry’ego jeśli nie mówisz mi prawdy.

Louis pokręcił głową. – Nie. Masz moje słowo. Wyjadę dzisiaj wieczorem. Nie podam mu mojego miejsca pobytu, nawet moim przyjaciołom. Powiem rodzinie, żeby nie mówiła mu nic. Obiecuję.

- A szkoła? Wciąż będziesz tam chodził?

- Rzucę szkołę – wymyślę powody – powiedział Louis, starając się ukryć drżenie jego głosu, gdy przypomniał sobie szkołę, która nigdy go nie kochała, ale on ją kochał. To było miejsce, gdzie zaczęła się jego miłość do fotografii, gdzie spędzał całe dnie ze swoimi najlepszym przyjacielem i gdzie spotkał Harry’ego. Ale musiał to zrobić.

- Nigdy nie sądziłem, że tak będzie, ale to lepsze niż oczekiwałem. Będziesz miał nowe życie tam, dokąd do cholery pojedziesz, a my będziemy mieli z powrotem Harry’ego. To uczciwy układ – powiedział Josh, uśmiechając się szeroko i poklepał ramiona Louisa, doprowadzając chłopaka do obrzydzenia. – Zadzwonie Harry’ego i powiem mu, aby czekał na ciebie w miejscu, gdzie cię wysadzimy.

Louis po prostu skinął głową, gdy Josh i jego towarzysze odeszli. Patrzył na swoje spodnie, wilgotne od jego łez, gdy upadał. Musiał opuścić uniwersytet, rodzinę, przyjaciół – a to wszystko dla dobra Harry’ego. Zrobił mu tyle szkód i to jego wina, dlaczego niektórzy z jego zwolenników prawie odeszli od niego. Josh miał rację. Jego istnienie przynosiło niebezpieczeństwo na karierze Harry’ego.

Powinien posłuchać Nialla, gdy mówił mu, żeby nie angażować się z Harrym. Powinien po prostu zabrać aparat i radzić sobie z kłopotami później, to nie tak, że Harry traciłby czas na coś takiego jak on. Powinien zignorować swoje uczucia do Harry’ego. Nie powinien kochać go w pierwszej kolejności.

A te myśli, były najbardziej bolesne ze wszystkich.

XXX

Harry rzucił się na przystanek autobusowy w chwili, gdy Josh wspomniał, że to będzie miejsce, gdzie powiedzieli, że Louis wysiądzie. Byli zaskoczeni nagłym obrotem spraw, gdy Josh przeprosił i powiedział że to był błąd i to miała być zemsta o to co Harry mu zrobił, ale zdali sobie sprawę, że nie powinni tego robić. Wszyscy zgodzili się, że to pułapka. To nie tak, że oni po prostu porwali Louisa, a potem zdali sobie sprawę, że nie powinni tego robić i przepraszać za to – rzeczy tak nie działały.

Ale potem Louis rozmawiał z nim przez telefon, mówiąc mu, że nic mu nie jest i nic mu nie zrobili. Nawet z nim nie rozmawiali, Louis zapewniał go o tym. Mimo to, Harry poprosił Nialla i Zayna o zostanie w kawiarni naprzeciwko, żeby mieli oko na to czy nic podejrzanego nie dzieje się wokół nich, a Liam był po drugiej stronie ulicy, stojąc na przystanku i na jeden sygnał, będzie strzelał do każdego, kto będzie próbował porwać Harry’ego albo z powrotem Louisa.

Kiedy Harry zobaczył reflektory autobusu, rzucił szybkie spojrzenie Liamowi, który wstał i oparł się o słup, jego dłonie były gotowe, żeby wyjąć broń spod płaszcza.

Autobus nie blokował Liama, więc Harry stał kilka metrów od drzwi, na uboczu. Spojrzał wewnątrz autobusu, szukając znajomych grzywki albo beżowej skóry i nareszcie – serce Harry’ego podskoczyło – zobaczył Louisa wstającego ze swojego siedzenia i podążającego za ludźmi wychodzącymi z autobusu.

Harry nie czekał, aż Louis dotknie stopą betonu, gdy chwycił jego talię i wyciągnął Louisa z autobusu, prowadząc go w stronę budki. Przytulił go tak mocno jak potrafił, zanim mógł mówić, jego długie ramiona owinęły się wokół ciała Louisa, a Harry nigdy nie czuł się tak szczęśliwy, ponownie wąchając słodki zapach Louisa, te uczucie jego włosów na twarzy Harry’ego i jego ust na jego skórze.

- Przepraszam, że musiałeś przez to przechodzić…Tak mi przykro… Obiecuję, że to nie zdarzy się więcej, ja…

- Harry postaw mnie, ludzie na nas patrzą – wymamrotał Louis w jego ramię, jego ręka traci kontrolę nad jego ciałem. Harry’ego nie obchodziło to, ale wiedział, że Louis był nieśmiały, zaśmiał się, pocałował go w policzek i postawił go na ziemię.

- Wszystko w porządku? Nie zranili cię? – Harry zerknął szybko na ciało Louisa, a jego oczy dosytzegły coś na jego nadgarstku. – Związali cię?

Louis nieświadomie uniósł rękę, otarcia były zaczerwienione. – To nic.

- Jak to może być niczym? Myślałem, że nic ci nie zrobili? Dlaczego cię związali? Co innego ci zrobili? – Harry krzyknął. – Nie mam zamiaru im tego wybaczyć…

- Harry proszę. Uspokój się.

- Jak mam…

- Walczyłem w samochodzie, oni… Oni musieli mnie związać – powiedział Louis, jakby próbował powiedzieć mu, że powinien po prostu pozwolić mu odejść. – Tak to jest.

- Zostałeś porwany Lou…

- Wiem – powiedział Louis, odwracając wzrok. Było coś innego w jego głosie, ale Harry nie mógł powiedzieć co to było. Wiedział, że jeszcze coś tam się stało. Louis zachowywał się bardzo nieswojo, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie mógł. – Nie rób tego więcej.

- Co masz na myśli mówiąc „Nie rób tego więcej”? Mówisz mi, że powinienem o tym zapomnieć? – warknął Harry.

- Oni nic nie zrobili w porządku? Chcieli mnie tylko przestraszyć albo coś, nie rób z tego wielkiej afery.

Szczęka Harry’ego upadła, nie wierząc w to co Louis właśnie powiedział. – Nie rób z tego wielkiej sprawy? Zostałeś odurzony przed wyjściem Louis? Jak mogłeś to powiedzieć? Porwali cię, mogli ci coś zrobić i ty chcesz, żebym zapomniał o tym, że cała ta rzecz się zdarzyła?

- Przyznali się do błędu w porządku? I czuje się dobrze! Jaki będzie pożytek z polowania na nich?

- Nie rozumiesz…

- Dobrze! Naprawdę nie rozumiem. Nie rozumiem co czasami dzieje się w twojej głowie Harry. Myślisz, że wszystko rozwiążesz poprzez przemoc! Myślisz, że to tylko wciąga ludzi w niebezpieczeństwo? – Louis zacisnął wargi, odpychając go. – Zobacz co się stało! Zobacz, to właśnie chciałem ci powiedzieć! Z powodu twojej ochrony, twoi zwolennicy zwrócili się przeciwko tobie.

Harry potrząsnął głową. Nie miał pojęcia, że będą spierać się po tym co przytrafiło się Louisowi. – Nie obchodzi mnie to Louis. Chce się upewnić, że oni cię nie zranią…

- Spójrz gdzie mnie to zaprowadziło! –Słowa Louisa uderzyły Harry’ego, jakby ktoś wbił mu nóż prosto w pierś. – Zobacz co zrobili twoi wierni zwolennicy. Nie widzisz tego Harry? Zwracając się przeciwko tobie z mojego powodu, z naszego powodu! – zdenerwował się Louis, wycierając łzy z kącików oczu.

- Nie! To nie twoja wina! – twierdził Harry, wyrzucając ręce do góry, zwracając na to uwagę.

- I kogo powinienem winić? Ciebie? Że nie byłeś tam, gdy wychodziłem ze szkoły? Będziesz obwiniał siebie za niewystarczające chronienie mnie? I co? Będziesz na nich polować, bo zostałem porwany, bo mogli mnie skrzywdzić? A co jeśli okaże się na odwrót? Co jeśli nie będziesz w stanie mnie ocalić? Co jeśli cię zranią? Co jeśli pobiją cię na śmierć?

- Nie obchodzi mnie to tak długo jak…

- MNIE TO OBCHODZI HARRY! Jezu czy to tak trudno zrozumieć? Problemem nie jest twoja pieprzona ochrona, to ja! To wszystko z powodu, że pojawiłem się w twoim życiu, a ty zapomniałeś o tym, kim jesteś i czego ludzie od ciebie oczekują! Josh i ktokolwiek z nim jest, twój wierni zwolennicy, którzy są za tobą przez wszystkie twoje walki zaplanowali pobić cię, dopóki nie dostaniesz swojej lekcji z mojego powodu! Nie sądzisz, że coś jest z tym nie tak?

- A ty myślisz, że ja tego nie wiem? – w Harrym wrzało, a on zrobił krok do przodu. – Myślisz, że nie wiem, co oni myślą o mnie? Wiem Louis! Ale zdecydowałem się ignorować to, bo cię kocham! Kocham cię wystarczająco, żeby nie przejmować się tym co oni o mnie myślą, tak długo jak jesteś szczęśliwy! Kocham cię tak bardzo, że jestem gotów oddać wszystko – każdą pieprzoną rzecz, którą posiadam – żeby upewnić się, że jesteś szczęśliwy, żeby upewnić się, że jesteś bezpieczny! A jeśli to oznacza, że muszę zrezygnować z pozycji…

- I stracić całą ciężką pracę, którą w to włożyłeś? Nie bądź śmieszny Harry. Nie jestem typem osoby, która będzie ciągnęła kogoś w dół do tej samej sytuacji w której jestem – powiedział Louis, ocierając łzy rękawem koszuli. Wziął głęboki oddech, a wszystko czego chciał Harry to powstrzymać go od mówienia. Chciał go przytulić i zapomnieć o tym o co się pokłócili i porozmawiali, gdy się uspokoją. Nie chciał tego kończyć, bo bez względu na to gdzie to stawia, wie, że Louis stara się to zrobić.

- Louis… - Harry zrobił krok do przodu, chwytając palcami kciuk Louisa.

Louis zadrżał pod wpływem dotyku. Czuł jak pali go skórka, najmniejszy dotyk, niebezpieczeństwo odwrócenia się od tego co planuje, więc wyrwał swoją rękę. – Po…Powinniśmy to zakończyć.

Harry zamrugał. Dopiero przy kolejnym mrugnięciu, poczuł pieczenie na policzkach, ślady łez z kącików jego oczu. Louis spoglądał na niego jakby nie mógł uwierzyć, że to widzi. Kiedy płakał ostatni raz? Kiedy ostatnio czuł ten wstrząsający ból, pulsujący ból w brzuchu, ucisk klatki piersiowej – kiedy ostatni raz tak się czuł?

Czekał na to, aż Louis coś powie, odwróci te słowa i przeprosi za to co powiedział. Powie mu, że to co usłyszał było czymś co po prostu wymsknęło się z jego umysłu i nie miał tego na myśli. A Harry pozwolił temu odejść, nie pytałby o to. Zapomniałby o wszystkim, po prostu jakby zapomniał o tym, że cała ta rozmowa istniała. Czekał i obserwował, jak Louis odwrócił głowę, gdy próbował podtrzymać jego wzrok.

Czekał, ale wszystko co powiedział Louis to ‘żegnaj’. Stał nieruchomo, obserwując jak odwrócił się do niego plecami, na wszystko, tak po prostu i odszedł od niego. Tak jak wszyscy inni.



11

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz