8
Pierwszą rzeczą, jaką zauważył Harry kiedy wszedł do, na szczęście całkowicie pustego lobby, był fakt, że na zewnątrz deszcz zacinał wściekle. Ponieważ nigdzie w zasięgu wzroku nie było zarządcy hotelu, Harry zatrzymał się na środku pomieszczenia i spojrzał przez okno, ciężko wzdychając. On i Zayn planowali dzisiaj wybrać się na zwiedzanie Londynu (“Wiedziałeś, że Big Ben właściwie nie jest wieżą, ale wewnątrz zegarem?”), ale może będą musieli to przełożyć. Wprawdzie Harry nie miałby nic przeciwko. Dzisiaj po prostu nie był jego dzień, czuł to.
Stąpając na boso po zimnej podłodze, podszedł do drzwi na prawo od recepcji, z uwieszonym na nich znaczkiem toalety i wszedł do środka. Łazienka nie była tak klaustrofobicznie mała, jak w ich pokoju i naprawdę to doceniał. Początkowe zawroty głowy przechodziły, tak jak i chęć wymiotowania. Po opłukaniu twarzy wodą, poczuł się bardziej sobą niż zombie, który właśnie powstał z martwych. Chociaż wciąż wyglądał jak jeden z umarlaków. Ale, cóż, co mógł poradzić? Po wysikaniu się, Harry oparł się na chwilę o chłodną ścianę, rozważając wyjście na dwór, by skorzystać z deszczu jak z darmowego prysznica, ale zrezygnował, ponieważ jego włosy i deszcz wciąż nie dogadywały się najlepiej. Zamiast tego wciąż opierał się o ścianę, oddychając głęboko. Zamknął oczy i zaczął myśleć o czymś przyjemnym (zgadnijcie o czym) z zadowolonym uśmiechem na ustach. Właśnie kiedy miał wychodzić z łazienki i iść na górę, zobaczyć czy Zayn już wstał, usłyszał jak wejściowe drzwi się otwierają i zamarł. Usłyszał kroki na zewnątrz, po których nastąpiło ciche i niepewne:
- Halo?
Jednak Harry nie słyszał, by ktokolwiek odpowiedział.
Jęcząc cicho, Harry ponownie się pochylił, z twarzą przyciśniętą do ściany. Dlaczego ta nieznajoma osoba pojawiła się teraz, a nie pięć minut później? Cóż, Harry zorientował się, że musi po prostu poczekać, aż ta osoba wyjdzie, ponieważ będzie to dość niezręczne, jeśli wyjdzie na zewnątrz wyglądając tak, jak teraz. Nie mając nic do stracenia, Harry odsunął się od ściany i przycisnął ucho do drzwi, słysząc, jak druga osoba chodzi w kółko. W krótce usłyszał jak osoba, zdecydowanie mężczyzna sądząc po głosie, przemawia ponownie.
- Jest tu ktoś?
Ale na nieszczęście Harry’ego, wciąż nie było odpowiedzi.
Po tym nastąpiła cisza i Harry odsunął głowę od drzwi, osuwając się na podłogę, opierając się plecami o wejście. Siedział tak przez chwilę i nie był pewien jak długo, bo nie miał zegarka ani niczego innego, ale zabrakło mu cierpliwości. Tylko tyle czasu można spędzić, mając kaca i siedząc na zimnej podłodze w kiepskim hotelu, mając na sobie bielizne i t-shirt, zanim osiągnie się swój limit. I, tak, Harry osiągnął swój limit. Poza tym, przez chwilę nic nie słyszał, więc być może tamten mężczyzna już wyszedł. A jeśli nie, to nikt jeszcze nie umarł z odrobiny zażenowania.
Podniósł się, schwycił klamkę i otworzył drzwi powoli i tak cicho, jak to tylko możliwe, przygotowując się na to, cokolwiek za chwilę się zdarzy. Przygryzając dolną wargę, wysunął z wahaniem głowę zza framugi, zaskoczony widokiem, jaki go powitał. Okej, więc Harry nie był pewny czego dokładnie się spodziewał, ale widok niskiego chłopaka w szarych dresach i ciemnej bluzie z kapturem, która była podłożona pod jego prawym ramieniem na kontuarze i który wyglądał, jakby spał na stojąco, nie był tym, czego Harry oczekiwał. Unosząc brwi, zatrzymał się by zlustrować wzrokiem ciało chłopaka, które w jakiś sposób wyglądało dziwnie znajome, co było głupie. Może Harry wciąż był pijany lub coś. Otworzył szerzej drzwi, by móc wyjść i wtedy mimowolny chichot opuścił jego usta. Nie był nawet pewien dlaczego to zrobił; może ponieważ obecnie czuł się jak kiepski szpieg lub dlatego, że całe jego życie było żartem i czasami jego ciało decydowało się na śmiech bez jego pozwolenia. W każdym razie nie powinien tego robić, ponieważ w momencie, gdy to się stało, szok przebiegł przez ciało drugiego mężczyzny, a jego głowa gwałtownie podskoczyła i obrócił się, stając twarzą w kierunku Harry’ego. Przeklinając pod nosem, Harry opuścił wzrok, wpatrując się w podłogę, zanim zdobył się na odwagę by podnieść głowę i spojrzeć na obcego, który patrzył na niego intensywnie niebieskimi tęczówkami.
No
chyba
nie.
No chyba to się nie dzieje?
No i dlaczego Harry nie zwymiotował, kiedy miał szansę?
I to było jak… Tylko… Trudno wytłumaczyć, ale znasz to uczucie, kiedy wracasz do domu w piątkowy wieczór kompletnie nawalony i zaczynasz trzepać sobie w korytarzu i wchodzi twoja siostra? Tak, niezręcznie. Albo kiedy chodzisz nago po domu i przypadkiem wpadasz na swoją siostrę i już zaczynasz przewartościowywać całe swoje życie i wszystkie wybory, jakich dokonałeś, zastanawiając się co dokładnie zrobiłeś, by zasłużyć na taki los? Czy to przez ten jeden raz, gdy skłamałeś i powiedziałeś, że zjadłeś wszystkie warzywa, chociaż je wyrzuciłeś? Albo kiedy dostałeś nowe Play Station 2 na święta, ale nie doceniłeś tego w pełni, będąc małym rozpieszczonym bachorem, którym byłeś? Harry nie był pewien i prawdopodobnie nigdy się nie dowie, ale wciąż nie mógł przestać się zastanawiać, gdy stał tak w bieliźnie, wyglądajac na naprawdę skacowanego, wgapiając się w swoją sławną sympatię.
A może gdyby nie był nim tak zainteresowany, nie rozpoznałby go. Ponieważ stojący teraz przed nim facet, na pewno nie wyglądał tak, jak zwykle na sesjach zdjęciowych i podczas wywiadów, szczęśliwy i miły, w czystych ubraniach. Zamiast tego Harry widział przed sobą raczej zmęczonego Louisa, z szokiem wymalowanym na twarzy, który miał niewielki zarost, jakby nie golił się od kilku dni. Jego grzywka była nieco przetłuszczona, tak jak Harry’ego i miał na sobie beanie, jak Harry. I Harry nie wiedział, czy świat się zatrzymał, ponieważ na pewno czuł, że tak się stało, albo czy świat przestał istnieć, ponieważ tak też czuł. W każdym razie Louis Tomlinson stał przed nim i był najpiękniejszą osobą, jaką Harry kiedykolwiek widział. I nie miał absolutnie żadnego pomysłu, co zrobić.
Powinien uciec? Powinien ponownie wślizgnąć się do łazienki? Krzyczeć? Mówić? Zniknąć? Powinien paść na kolana, złapać w mocnym uścisku jego kostki i nigdy nie puszczać? Powinien oddychać?
To ostatnie wydawało się być najbardziej realne, wiec Harry wziął zduszony oddech i stał, nie ruszając się i nic nie mówiąc.
To Louis był tym, który przerwał ciszę. Potarł szyję, odkaszlując zanim przemówił niepewnym głosem, który brzmiał bardziej jak pytanie niż powitanie.
- Cześć.
Harry wciąż stał unieruchomiony, niezdolny do myślenia, niezdolny do czucia czegokolwiek. A może odrętwienie jest uczuciem? W każdym razie jego umysł wolno załapał, że początkowo oczekujący wzrok Louisa, zaczął przesuwać się po jego ciele. Jakoś, tylko Bóg wie jak, zdołał poruszyć ustami.
- Cześć.
Zamrugał kilka razy i na siłę odciągnął wzrok od twarzy Louisa, mając nadzieję na jakąś lepszą koordynację myśli, gdy będzie wpatrywał się w przestrzeń. Poszło dobrze. Miał tylko nadzieję, że jego wewnętrzy świr nie jest zbyt oczywisty.
- Uhh – wycedził, wycierając spocone dłonie o nagie uda, desperacko pragnąc wymyślić coś bystrego do powiedzenia.
Jego oczy ponownie spoczęły na Louisie, który wciąż patrzył na niego, jakby nie mógł uwierzyć w to, co właśnie miało miejsce. Tak, cóż, witaj w klubie. Nie myśląc, Harry poczuł potrzebę by się obronić i wyjaśnić się, więc podniósł ręce i powiedział z wyraźną desperację w głosie.
- To naprawdę nie jest tak, jak wygląda.
Na to Louis wybuchnął śmiechem, a wokół jego oczu pojawiły się zmarszczki i Jezu Chryste. Harry myślał, że to się dzieje tylko online, a nie w prawdziwym życiu. Ale nie. Najwyraźniej to była również ta rzecz, która zdarzała się także w rzeczywistości. I jasne, Harry był za tym w stu procentach. To wcale nie sprawiało, że jego żołądek się skręcał. Louis przestał się śmiać i spojrzał na Harry’ego z wielkim uśmiechem, co wciąż było w porządku. Opanowany. Zdolny. Obydwa idealnie odpowiednie i precyzyjne przymiotniki, aby opisać obecną sytuację Harry’ego. Żadna wielka sprawa ani nic, poważnie.
- Stary, nie jestem pewien jak to wygląda, jeśli mam być z tobą szczery.
- Cóż – odpowiedział niepewnie Harry, wciąż mając problemy ze skupieniem się na twarzy Louisa – ja też nie. Ale nieważne jak to wygląda, prawdopodobnie tak nie jest.
- W porządku. – Louis się zaśmiał, rozbawiony. – Cokolwiek powiesz.
I wtedy stało się coś nieoczekiwanego. Więc Harry był co najmniej super świadomy faktu, że był w bokserkach, a jego spodnie leżały porzucone na podłodze w pokoju nad nim. Nie mniej oczy Louisa były całkiem skupione na jego głupiej, oniemiałej twarzy. To znaczy aż do teraz. Bez żadnego ostrzeżenia wzrok Louisa przesunął się powoli po całym ciele Harry’ego, nie spiesząc się i powrócił z powrotem do góry z małym uśmiechem igrającym na ustach. I Harry mógł przysięgnąć, że zwlekał nieco dłużej przy, uhum, bardziej wyeksponowanych częściach. Rzecz w tym, że Harry wiedział, kiedy ktoś go obczaja. To zdarzało mu się dość często w przeszłości. I wtedy to w niego uderzyło.
Święta Boża Rodzicielko, czy Louis Tomlinson właśnie go obczajał?
Z figlarnych uśmiechem na ustach Louis szybko i sugestywnie poruszył brwiami.
- Niezłe nogi.
Święta Boża Rodzicielko, czy Louis Tomlinson właśnie z nim flirtuje?
- Um, dzięki.
Myśli Harry’ego biegły milion kilometrów na godzinę, krzycząc na niego to twoja szansa, też z nim flirtuj, idioto! I cóż, Harry się starał. Naprawdę. Ale był niezdolny to wymyślania skomplikowanych rzeczy.
- Ty też.
Harry się nienawidził. Poważnie. Gdyby mógł uderzyć się w twarz, nie wyglądając przy tym dziwnie, zrobiłby to.
Przynajmniej sprawił, że Louis znów zachichotał. Harry mógł tylko patrzeć z podziwem na scenę rozgrywającą się przed nim. Jakoś sprawił, że Louis śmiał się dwa razy w mniej niż dwie minuty. Oczywiście bardziej z niego niż z nim, ale to wciąż wygrana. Kiedy Louis zebrał się w sobie, spojrzał w dół na swoje luźne, szare i brudne spodnie.
- Oh, jestem skłonny się zgodzić. Te spodnie napewno pokazują to, co we mie najlepsze.
- Szary to zdecydowanie twój kolor. - Harry grał dalej.
- Podkreślają moje oczy - zasugerował Louis.
- Dokładnie - potwierdził. - Które także są ładne, jeśli mogę dodać.
Louis wciąż się uśmiechał się oślepiająco, ale jakoś Harry zdołał odzyskać kontrolę nad sytuacją.
- Cóż, dziękuję ci nieznajomy z toalety. Jak miło z twojej strony. Jesteś dość czarujący.
Po raz pierwszy Harry uśmiechał się głupkowato, wściekle się rumieniąc. To było całkiem śmieszne, naprawdę. Odpowiedział, wzruszając ramionami:
- Cóż, staram się.
- Założę się, że tak.
Nastąpiła mała przerwa w ich rozmowie, podczas której obydwoje patrzyli na siebie, starając się rozgryźć powód uśmiechu tego drugiego. Tak było do czasu, aż Louis nie skinął głową w stronę łazienki, z pytającym wyrazem twarzy.
- Więc… – przeciągnął, patrząc na Harry’ego wyczekująco, czekając na odpowiedź.
Jednak Harry nie miał pojęcia co powiedzieć i dlatego milczał. Louis zakaszlał, ciągnąc temat.
- Byłeś tam już od jakiegoś czasu, kolego.
- Tak, ja, uh… – Harry odpowiedział, elokwentny jak zawsze. – Tak jak powiedziałem wcześniej, to wciąż nie do końca tak, jak wygląda.
- I jak ja powiedziałem wcześniej – dodał Louis. – Wciąż nie wiem, jak to wygląda.
- Racja, więc… - Harry wciągnął głęboki oddech i zorientował się, że równie dobrze może przejść do rzeczy. – Zasadniczo byłem tam, bo cię unikałem.
- Unikałeś mnie? – Louis wykrzyknął oburzony, w dramatycznym geście przyciskając prawą rękę do piersi.
- Nie, nie, nie! – Harry szybko zaprzeczył. – Nie ciebie, jako ciebie. Ponieważ oczywiście nie wiedziałem, że to ty,więc dlaczego miałby unikać ciebie, rozumiesz?
Chociaż, gdybym wiedział, że to ty, prawdopodobnie nigdy bym nie wyszedł, Harry pomyślał, ale nie powiedział tego na głos. W każdym razie, był chaotyczny i to było żenujące i Harry był głupi, i dlaczego tak się dzieje. Louis uniósł brwi i pokiwał powoli głową przetwarzając informację.
- Racja.
- Jeśli mam być szczery, po prostu nie byłem zbyt chętny na pomysł wpadnięcia na kogokolwiek w moim obecnym stanie.
Louis zaśmiał się i wzruszył ramionami.
- Ups.
- Ups – powtórzył, kiwając głową z powagą.
- Jest jakikolwiek powód, dlaczego nie nosisz spodni o drugiej po południu?
Harry spojrzał na swoje długie, blade i gołe nogi, rumieniąc się ponownie.
- Cóż, zazwyczaj noszę, ale, um… To jak… Ja i mój przyjaciel imprezowaliśmy wczoraj, więc dopiero wstałem i po prostu nie byłem w nastroju, by ponownie je założyć – wytłumaczył, jakby miało to jakiś sens.
- Mogą być bardzo niewygodne – zgodził się Louis i otrzepał swoje spodnie. – Stąd te dresy.
- Dokładnie. – Harry uśmiechnął się szeroko, wdzięczny, że nie wyśmiał jego odpowiedzi.
A może to był jakiś subtelny, protekcjonalny sposób, ale Harry nie był pewien.
- Niestety dla mnie, nie wziąłem żadnych.
- Pech. Zdarza się to najlepszym z nas.
Okej, tak, Louis zdecydowanie sobie z niego żartuje. Jednak Harry nie mógł zmusić się do tego, by to go obchodziło. Nie, jeśli to oznaczało, że Louis mówił do niego, wyglądając na tak zadowolengo z siebie.
- Zdarza się, prawda?
- Osobiście ja wciąż czekam w strachu na to, kiedy to przydarzy się mi. Wydaje mi się, że to będzie niedługo.
- Uderza bez ostrzeżenia.
- Tak jak tsunami.
- I jest równie przerażające
- Mogę sobie wyobrazić. Powinni zrobić o tym horror.
Harry roześmiał się głośno i potrząsnął głową, ponieważ o czym do cholery oni rozmawiali? Czy wciąż mówili o nie noszeniu spodni? Czy nie? Harry nie mógł wymyślić sprytnego sposobu na poprowadzenie tej rozmowy, więc zdecydował się zmienić temat.
- Tak, dokładnie. – Harry wskazał głową na recepcję, o którą Louis nadal się opierał. – Więc, stoisz tu od jakiegoś czasu, kolego.
Louis dramatycznie przewrócił oczami, zanim zsunął swoje ramiona z kontuaru i spojrzał na Harry’ego dowcipnie.
- To naprawdę nie jest tak, jak wygląda.
Harry znów wybuchnął śmiechem, zanim tak naprawdę dotarły do niego te słowa. Zamierzał odpowiedzieć, że nie wie, jak to wygląda, kiedy uderzyło go, że on naprawdę nie miał pojęcia, jak to wygląda. Był tak pochłonięty faktem, że znalazł się w tak niesprawiedliwie żenującej sytuacji, że nawet nie kwestionował faktu, że międzynarodowej sławy gwiazda, z niezwykle popularnego boysbandu One Direction, Louis Tomlinson był sam, bez kolegów z zespołu i ochrony, w gównianym hotelu w Londynie. Chwila moment…
Czy One Direction nie występowało wczoraj w Nowym Jorku? Jak, do cholery Louis dostał się z Ameryki do Anglii tak szybko? I poważnie, gdzie są Liam i Niall? W głębi umysłu Harry rozważał fakt, iż Zayn wpadłby w szał, gdyby dowiedział się, że Louis był tutaj, a Liam nie. Prawdopodobnie by umarł. To byłaby tragiczna śmierć.
- W porządku? – zapytał Louis, wyrywając Harry’ego z zamyślenia. – Tak jakbyś zamarł.
- Tak, tak, tak. – Harry zapewnił szybko. – W porządku.
A to był moment, w którym Harry naprawdę potrzebował zatrzymać się pomyśleć.Oczywiście, rozważał to wcześniej, ale teraz, kiedy rzeczywiście przyszedł, musiał go rozwiązać. Zasadniczo było to podstawowe pytanie każdego żyjącego człowieka: jak przypadkowo (słowo „przypadkowo” w tej sytuacji jest bardzo ważne) powiedzieć komuś, że jesteście bratnimi duszami, bez przerażenia go faktem, że wiesz o nim absolutnie wszystko i spędzasz każdą minutę swojego dnia myśląc o nim?
Może Harry powinien odczekać chwilę, zanim da mu znać, że słucha jego śpiewu, gdy zasypia. Albo, że myśli o nim kiedy bierze długie prysznice, zważywszy na to, że nie chciał za daleko przesuwać swoich granic. Jednak jak ma dać znać Louisowi, że wie na pewno, że zdecydowanie mógłby, bez wątpienia być w miejscu o wiele lepszym od tego? Jak ma dać mu znać, że jest na bieżąco ze wszystkim, co on robi i dlatego wie, że nie powinien tu być?
- Ale poważnie, jak leci? – powiedział Harry, siląc się, by brzmieć normalnie.
Co naprawdę miał na myśli: co ty do cholery tu robisz? Zdawało się, że Louis jakoś dosłyszał niewypowiedziane pytanie Harry’ego i przez chwilę przypatrywał mu się z wahaniem. Kiedy odpowiedział, wydawało się to być raczej niechętne, bo poruszył się niespokojnie.
- Nie wiem. Czekam, aż ktoś się pojawi, żebym mógł wziąć klucz do pokoju.
Okej, więc Louis najwyraźniej również dąży do bycia na luzie i wyraźnie w najmniejszym stopniu nie odpowiedział na pytanie, które Harry naprawdę zadał. Powietrze było gęste, gdy chłopcy stali naprzeciwko siebie. W końcu Harry po prostu przytaknął, nie chcąc niciskać.
- Tak, w porządku.
Wydawało się, że Louisowi ulżyło, gdy wypuścił oddech i przesunął spojrzenie z Harry’ego na pustą recepcję.
- Zastanawiam się, gdzie do cholery wszysy są. Mam na myśli, nie szczególnie chcę czekać tu cały dzień. I potrzebuję miejsca do przespania się.
Harry spojrzał na Louisa, rozważając. To na prawdę była jego szansa i może tylko jedyna. Tylko dlatego, że nie powinnien naciskać na jedną rzecz, nie oznacza, że nie powinien naciskać na inną. Wziął głęboki oddech. Powinien to zrobić? Nie, tak, nie, tak, nie. Nie, zdecydowanie nie powinien. A może? Oh, w cholerę z tym, zrobi to. Poważnie, jak często życie stawia przed nim Louisa Tomlinsona szukającego miejsca na pobyt?
- Zawsze możesz zatrzymać się u mnie, jeśli chcesz.
Zszokowany, Louis odwrócił się by spojrzeć na Harry’ego i jeśli jego słowa nie wystarczyły, wygłodniały i oczywisty wyraz jego twarzy mówił za siebie. Nastąpiła chwila ciszy, jakby Louis rozważał propozycję i Harry wiedział, że nie powinien rozpalać w sobie nadziei, ale jego serce biło w piersi, mając swoje własne życie. Ale dla rozczarowania Harry’ego, chociaż nie było to niespodzianką, Louis tylko pokręcił głową i znów się roześmiał.
- Nie, myślę, że dam radę. Chociaż doceniam ofertę.
- W każdej chwili – pokiwał głową, starając się nie pokazać swojego rozczarowania.
Jak na zawołanie, drzwi frontowe się otworzyły, co spowodowało, że zarówno Louis, jak i Harry, odwrócili głowy. Wszedł do środka całkowicie przemoczony kierownik hotelu i Harry nie wiedział, czy był zadowolony czy rozczarowany tym nagłym przybyciem. Louis jednak wydawał się odczuwać ulgę. Kiedy starszy mężczyzna zauważył Louisa opierającego się o recepcję, pospiesznie podszedł.
- Przepraszam za nieobecność. Miałem kilka spraw do załatwienia – powiedział i zatrzymał się za kontuarem.
Jego oczy przeniosły się od Louisa do Harry’ego, obrzucając go szybkim spojrzeniem, zanim ponownie skupił uwagę na Louisie.
- W porządku – odpowiedział Louis, uśmiechając się, chociaż w jego głosie było słuchać nutę irytacji. – Chciałbym wynająć pokój.
I to był ten moment, w którym Harry zastanawiał się, czy może powinien wyjść. To jest to, co normalnie robisz, kiedy wpadasz na kogoś, prawda? Mieli krótką, przyjacielską pogawędkę, a nieznajomi zazwyczaj nie zostają i nie patrzą w krępujący sposób, kiedy druga osoba rozmawia z kierownikiem, prawda? Tak, Harry wiedział, że najodpowiedniejszą rzeczą byłoby po prostu wyjście i kontynuowanie swojego życia. Ale wiedział także, że nie to zamierzał zrobić. Dajcie spokój, jakby miał po prostu wyjść. Usprawiedliwił swoje zachowanie tym, że tak naprawdę nie byli obcymi, naprawdę, więc to było w porządku. Niektórzy mogliby nawet powiedzieć, że to romantyczne. Albo coś. Nieważne.
- Masz rezerwację?
- Nie.
- A twoje imię?
- William.
Zatem nie używamy swojego pierwszego imienia, co? Ani nazwiska? Harry zauważył, obserwując jak Louis kłamie nieświadomemu mężczyźnie. To było faktycznie jak rodzaj rozwinięcia w jakimś dziwnym, nieoczekiwanym detektywistycznym przedstawieniu. Poważnie, główna męska rola była na pewno wystarczająco gorąca, by być gwiazdą filmową. I Harry nie odnosił tego do siebie.
- W porządku – powiedział mężczyzna i odszedł, po czym popwrócił z kluczem. – Pokój 206 – stwiedził, podając klucz Louisowi i wow. To było naprawdę blisko do pokoju Harry’ego i Zayna.
Starając się nie wyglądać na zbyt zadowolonego z tego faktu, Harry natychmiast zwalczył cień uśmiechu, który groził pojawieniu się na jego twarzy.
- Dzięki – powiedział Louis i schylił się po bagaż.
Kiedy ponownie się wyprostował, spojrzał niepewnie na Harry’ego, jakby nie wiedział co dalej. Ale zanim miał szansę, by otworzyć usta, żeby coś powiedzieć, Harry przemówił nietypowo szybko.
- Mogę odprowadzić cię do pokoju, jeśli chcesz.
Louis jedynie wzruszył ramionami.
- Jasne.
- Wspaniale – odpowiedział szczęśliwy i podszedł do schodów, prowadząc Louisa. – Uwaga, klatka schodowa jest bardzo mała.
- Dzięki za uprzedzenie.
Weszli do ciasnej klatki schodowej i wszystko co działo się w umyśle Harry’ego było jak cholera jasna, idę z Louisem Tomlinsonem do jego pokoju, to jest szalone, on jest dosłownie tuż za mną, cholera jasna, jak to może być moje życie, o mój Boże, mógłbym się teraz po prostu odwrócić i on byłby tam i moglibyśmy totalnie…
I tak, to prawdopodobnie nie był tok myślenia, który powinien kontynuować, chyba, że chciał zawstydzić się jeszcze bardziej. Ponieważ niektóre rzeczy były już teraz niewygodne, więc mogły stać się jeszcze bardziej kłopotliwe. A Harry naprawdę tego nie chciał.
Kiedy dotarli do pokoju 206, Harry obrócił się i zobaczył Louisa wygladającego na zmęczonego i wyczerpanego. Wygląd, który według Harry’ego do niego nie pasował i to sprawił, że Harry chciał zrobić wiele rzeczy, jak na przykład mocno go uściskać, ugotować mu dobrą kolację z zapachowymi świecami, przekonać go do powiedzenia co jest nie tak, żeby mógł zrobić wszystko, by mu pomóc, a potem otulić go, żeby mogli spać razem. Ale Harry wiedział, że to się nie stanie. Zamiast tego oparł się o ścianę i uśmiechnął się nieśmiało do Louisa.
- Więc jesteśmy – powiedział, utrzymując spojrzenie na Louisie.
- Na to wygląda. – Louis podrzucił klucz w dłoni i zaśmiał się.
Harry obrócił głowę, spoglądając na drzwi po lewej stronie, rozważając inne rzerzy, które mógłby powiedzieć. Hej, Louis, może powienieneś zaprosić mnie do środka. Hej, Louis, może powinieneś rozważyć ofertę o zatrzymaniu się u mnie. Ostatecznie jednak pozostał przy nieco normalniejszym, ale wciąż istotnym.
- Swoją drogą jestem Harry.
- Harry. – Louis powtórzył, kiwając głową. – Cześć. Jestem Louis.
Bez kitu.
- Jasne.
- Ale już to wiesz, prawda? – powiedział, uśmiechając się porozumiewawczo, czym zbił Harry’ego z tropu.
Skłamać lub nie skłamać – oto jest pytanie. Ale nie, Harry nie był kłamcą.
- Tak – przyznał, czerwieniąc się i uśmiechając w stronę podłogi. – To aż tak oczywiste?
Na to Louis zaśmiał się głośno.
- Tak. Trochę – powiedział sarkastycznie, sprawiając, że Harry spojrzał na niego, czując się bardzo zażenowanym. – A może zastygasz w bezruchu za każdym razem, gdy na kogosz wpadasz?
Policzki Harry’ego naprawdę zaczęły płonąć.
- Nie, to prawdopodobnie tylko przy tobie. To był tylko szok, w porządku?
- Tak, tak, w porządku stary, nie masz się czym martwić. To się zdarza cały czas.
- Ale nie jestem jakimś szalonym prześladowcą czy coś. Przysięgam na Boga, nie wiedziałem, że tutaj będziesz.
Harry z technicznego punktu widzenia nie kłamał. Nie był szalony, nie wiedział, że Louis tu będzie i, dajcie spoók, kiedy powiedział Zaynowi, że powinni ich śledzić tylko żartował. Poważnie, to w najmniejszym stopniu nie było na poważnie. Tak, jakby miał to zrobić. Więc nie, nie był szalony i nie kłamał. Mimo to spojrzał na Louisa błagalnie. Jednak Louis tylko szybko pokręcił głową.
- Tak, wiem. Musiałbyś być medium, żeby to wiedzieć.
- Może jestem. – Harry uniósł brwi, poruszając nimi sugestywnie.
- Może jesteś. – Louis parsknał. – W takim przypadku docenię to, jeśli zachowasz swój talent dla siebie i nie powiesz nikomu gdzie jestem. – Louis spojrzał na Harry’ego. – Możesz to zrobić?
- Tak, oczywiście, że nikomu nie powiem – obiecał natychmiast, decydując, że Zayn nie zaliczał się do „nikomu”.
- Dobrze – powiedział, przeciągając się i wzdychając ciężko. – Cóż, tak jak cudownie tu być, myślę, że potrzebuję teraz prysznica. Miałem długi dzień.
- Tak, jasne – odpowiedział Harry, mając nadzieję, że nie brzmi na tak zawiedzionego, jak był. – To prawdopodobnie dobry pomysł, tak.
- Dlaczego? Mówisz, że aż tak źle pachnę?
- Nie, to nie to, co… – potrząsajac z zażenowaniem głową, spojrzał na Louisa, który miał taki wyraz twarzy, jakby wiedział co dzieje się w głowie Harry’ego. Jakby wiedział dokładnie, jak miesza w jego myślach, drażniac go. W związku z tym, Harry powiedział coś, czego nie powiedział nigdy wcześniej w całym swoim życiu. – Przestań tak na mnie patrzeć. Sprawiasz, że się denerwuję.
Louis uśmiechnął się zniewalająco i skończ się tak uśmiechać, nawet jeśli w jego żołądku pojawiły się niewygodne supły, chociaż w jakiś sposób były całkiem przyjemne.
- Okej, Harry. Postaram się.
- Dzięki.
Po uświadomieniu Louisa, odepchnął się od ściany i w wolnym tempie cofnął się, kierując do swoich drzwi.
- Um, jestem w pokoju 203, tak przy okazji. Jeśli byś chciał. No wiesz.
- Chciałbym co? – Louis zaśmiał się, ciągnąc temat.
- Wiesz, chciałbyś wpaść. Poznać się i takie tam.
Harry spojrzał prosto w oczy Louisa, mając nadzieję, że nie brzmi jak desperat lub coś. Jednak Louis nie odpowiedział, tylko patrzył niepewnie na niego.
- Mam na myśli, mogę nawet założyć spodnie, jeśli chcesz.
- Nie, właściwie wolę, kiedy ich nie masz. – Louis uśmiechnął się. – Ale, tak, zobaczymy. Może wpadnę.
- Może powinieneś.
- Może tak zrobię.
Przyjmując, że jest to prawdopodobnie tak dobre, jak tylko może być, Harry powoli obrócił się, po tym jak obdarzył Louisa ostatnim spojrzeniem.
- Zatem w porządku. Na razie, Louis.
- Pa.
Kiedy tylko Harry obrócił się całkowicie, idąc do swojego pokoju normalnym tempem, usłyszał jak Louis go woła.
- Harry?
Natychmiast się obrócił z ochoczym uśmiechem na twarzy.
- Tak?
- Tylko… – Louis uderzył palcami o ścianę, jakby był zdenerwowany i Harry pomyślał, że wygląda on prawie wrażliwie. Spojrzał na Harry’ego błagalnie. – Tak jak powiedziałem wcześniej, naprawdę bym docenił, jeśli nie powiedziałbyś nikomu, że tu jestem. Więc proszę, proszę nie rób tego.
Serce Harry’ego opadło nieco, widząc Louisa tak bezbronnego.
- Nie, oczywiście, że nie. Nie zrobię tego, obiecuję.
- Okej. – Louis wciąż bębnił placami o ścianę, ale nagle skończył i włożył klucz do zamka i spojrzał na Harry’ego surowo. – Zamierzam ci zaufać.
Harry uśmiechnął się i wzruszył ramionami.
- Zawsze możesz później wpaść i sprawdzić, czy dotrzymuję obietnicy.
Śmiejąc się, Louis otworzył drzwi.
- Jak powiedziałem wcześniej, może tak zrobię.
- Pokój 203 – powtórzył Harry i ponownie się obrócił.
Kiedy odszedł, usłyszał jak Louis zamyka za sobą drzwi. I usłyszał drugi trzask, jakby jego mózg zaczął odtwarzać to, co właśnie się stało. I jasna cholera, czy to było naprawdę, czy to tylko był sen? Czy podświadomie odgrywał rolę w Incepcji. Czy zaraz pojawi się Leonardo DiCaprio? Ponieważ to miałoby nieco więcej sensu niż fakt, że właśnie zaprosił Louisa Tomlinsona do swojego pokoju hotelowego. I czy on naprawdę się teraz rozbiera i bierze prysznic niedaleko niego?
Ale nie, świrowanie może poczekać. Po pierwsze Harry ma ważniejsze rzeczy do zrobienia. Na początek musi przyprawić Zayna o zawał.
8
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz