środa, 22 stycznia 2014

848

3

Niall przyszedł następnego dnia do szkoły sam. Liam zadzwonił wieczorem, przepraszając że go nie podwiezie, ponieważ po ich piątkowym kąpaniu się w jeszcze zimnym jeziorze rozchorował się i leży w łóżku. Horan nie miał z kim gadać na lekcjach, nie żeby robił to często, ale zawsze lubił towarzystwo Payne’a niż pustej, zimnej ławki. Nie chciał narzekać, ale wyobraził sobie, jak wpada do mieszkania Liama i żali się na to, że nudziło mu się. Zawsze tak było pod nieobecność któregoś z nich.

Pogoda nie była najgorsza, było ciepło, może i nawet trochę cieplej niż w piątek. Niebo było równie błękitne jak jego oczy, a przyjemny lekki wietrzyk muskał spokojnie jego twarz i roztrzepywał blond włosy, które gilgotały tego czoło i zasłaniały oczy, jednak za żadne skarby świata nie ściąłby ich.

Zajęcia fizyczne były ulubioną lekcją Nialla. Nie robił kompletnie nic, z powodu zwolnienia rocznego, a raczej mamy Liama, która jest jego lekarką rodzinną i naprawdę nie mogła już patrzeć jak blondyn nieporadnie się porusza. Siedział na ławeczce i z zamkniętymi oczami wchłaniał słońce, które muskało delikatnie jego bladą twarz.

Po kilku lekcjach, zdał sobie sprawę że Zayna nie ma nigdzie. Nie przyszedł do szkoły a Niall mógł być pewny, że to było spowodowane ich niemiłą rozmową, która była cholernie popierdolona, ale to już inna sprawa. Nie potrafił pozbyć się jej z głowy. Analizował sposób w jaki osiemnastolatek wypowiadał słowa, starał się przypomnieć jaki wyraz miała jego twarz i jakie emocje ukazywały jego oczy.

Niall nie miał obsesji..

No może troszeczkę..

Ale to już naprawdę nie była jego wina.

Po zakończeniu zajęć, nawet nie głowił się by wrócić do domu tylko od razu pogalopował do Liama. Specjalnie tylko dlatego pisał co dyktowali nauczyciele, by Liam spisał temat, jego przyjaciel kujon zapewne marudziłby gorzej, niż jego matka na temat jego ocen i tego, że od szkoły zależy jego przyszłość. Ale Liam dobierał takie argumenty, że blondyn odchodził ze spuszczoną głową do swojego pokoju od razu siadając przy książkach. Bez pukania wszedł do jego domu, wiedział że rodziców Payne’a nie będzie więc bezproblemowo po prostu wszedł.

- Co tam chorowitku ? – Spytał złośliwie uśmiechając się słodko. Liam leżał na łóżku, z zaczerwienionym nosem, policzkami i z mokrą koszulą na czole. Zakryty był kilkoma kocami i jedną kołdrą a NIallowi przyszedł na myśl naleśnik.. Zjadłby naleśnika.. Momentalnie zaburczało mu w brzuchu przez co zarumienił się lekko.

- Umieram. – Jęknął a Niall zaśmiał się.

- Nie umierasz, jesteś po prostu chory. – Mruknął i zachichotał widząc mordercze spojrzenie należące do jego przyjaciela. - Dam ci lekcje.

- Yh.. – Jęknął zrezygnowany starając się ruszyć. - Tak.. Nie.. Idź sobie, jeszcze się zarazisz.

- Oh, martwisz się ? Jak słodko. – Zachichotał.

- Nialler idź sobie. Już ktoś się mną zajmuje. – Powiedział pośpiesznie a Niall mógł oddać głowę, że twarz jego przyjaciela była jeszcze bardziej czerwona. Zmrużył oczy przez co wyglądał jak żmija.

- Wiedziałem że nie będziesz się martwił jak chodzi o to, czy się zarażę. Wziąłeś ją na litość ? – Spytał wrednie.

- Jak wstanę, to skopię ci tyłek. – Mruknął Liam a Niall powstrzymał wybuch śmiechem. W prawdzie Liam mógł i parę razy już skopał mu tyłek, jak to ujął ale bardziej dla zabawy. Nigdy nie walnął Nialla mocno, ani tak by miał siniaka dłużej niż trzy cztery dni. Były to po prostu przyjacielskie przepychanki, które zaczynały się najczęściej gilgotkami a kończyły łzami wykończonego Nialla, który błagał by Liam przestał go łaskotać.

- Ciekawe jak wstaniesz.

- Wymyśle coś..

- Jak ma na imię ? – Spytał po dłuższej chwili ciszy jednocześnie siadając z boku łóżka. Nie potrafił powstrzymać lekkiego uśmiechu. Cieszył się, że przyjaciel znalazł sobie kogoś, kto by się nie cieszył ? A Niall jak każdy najlepszy kumpel, miałby okazję by go ośmieszyć i powiedzieć kilka żenujących faktów z jego życia.

- Danielle. – Wyszeptał Liam, jakby było to najpiękniejsze słowo, jakie kiedykolwiek zostało wypowiedziane. Niall uśmiechnął się szerzej i zachichotał cicho. Liam się zakochał.

- Powiesz coś o niej więcej ?

- Ma kręcone długie loki..

- Loki zwykle są kręcone. – Zauważył śmiejąc się.

- Zamknij się. - Mruknął speszony. - Jest w naszym roczniku. Zwykle kręci się z Perrie i Lee. – Liam zamilkł gdy do jego pokoju ktoś delikatnie zapukał. Po chwili pojawiła się w nim śliczna, wysoka, długonoga mulatka w czerwonych spodniach trzy czwarte, białej dość długiej koszulce na ramiączka i czarną marynarką do łokci. Uśmiechała się dyskretnie w stronę chłopców. Wtedy Niall spostrzegł, że oczy Liama wyglądały jakby najpiękniejsze stworzenie na świecie pojawiło się przed nimi. Ugryzł się w język przed powiedzeniem czegoś kompromitującego na temat przyjaciela (zawsze mógł wspomnieć o czymś później) i czym prędzej wycofał się udając przerażenie przed ochrzanem od mamy.

Do końca tygodnia Liama nie było w szkole, Zayna też nie więc Niall postanowił zrobić coś głupiego. A przynajmniej takie to mu się wydawało, lecz nie potrafił dać sobie rady bez widoku Malika, prawdą był to, że zauroczył się w nim. W jego tajemniczym spojrzeniu, w tym jak się zachowywał. W jego głosie i niesamowitym akcencie.

Wybłagał od kuzyna Liama zdania, które miała właśnie tamta klasa i szybkim krokiem ruszył przez połowę miasta, by dotrzeć do domu Zayna. ( oczywiście musiał jakąś wziąć jego adres więc włamał się do sekretariatu i przeszperał jego akta.. To wcale nie było prześladowanie)

Nie spodziewał się że będzie to jeden z najstarszych domów w mieście. Była to spora Villa z ciemnej cegły, co dawało budowli lekko mroczny wygląd. Okna były porozmieszczane prawie wszędzie, było ich mnóstwo, ale wcale nie można się dziwić. Dom ten został zbudowany w 1860 roku i ani razu nie był remontowany. Dziwnym sposobem stał spokojnie i należał do najstarszej rodziny w tym mieście. Do samego założyciela miasta z przedsionka piekła. A ich dzieci zawsze mieszkały w tym oto domu. Więc Zayn pochodził z rodziny założyciela miasta. Robi się coraz ciekawiej.

Niepewnie wszedł po skrzypiących drewnianych schodach i nacisnął dzwonek. Zaczął nerwowo klaskać w dłonie jednocześnie rozglądając się na boki. Gdy kroki rozniosły się obok drzwi Niall czuł, jak zimny pot spływa mu po plecach.

- Słucham ? Coś się stało młodzieńcze ? – Spytała starsza kobieta. Na oko wyglądała na 70 lat. Dość niska i przygrubawa z gęstym kokiem siwych włosów na głowie i z dużymi okrągłymi okularami z białymi oblamówkami wokół szkiełek. Wydawała się sympatyczna.

- Ja do Zayna.. Przyniosłem mu lekcje. – Uśmiechnął się uprzejmie do kobiety która zmierzyła go od góry do dołu i odwzajemniła lekko uśmiech, ukazując dość wyraźną sztuczną szczękę. W jej spojrzeniu jednak było coś niepokojącego. Niall skrzywił lekko brwi i przeszedł przez próg gdy kobieta zrobiła mu miejsce.

Dom urządzony był w starym stylu, niektóre meble równie dobrze mogłyby pamiętać pierwszych domowników. Wielkie dywany zakrywające podłogi były tu najprawdopodobniej od początku. Lampy nie wyglądały na stare, w porównaniu do kanap, które aż emanowały starą modą we wzory w kratkę.

Kobieta ruchem dłoni wskazała na wysokie schody, na które Niall bał się stanąć. Co jeśli się załamią ?

- Pierwsze drzwi. – Powiedziała cicho i minęła młodego Irlandczyka kierując się do salonu. Usiadła na jednej z kanap i wpatrywała pusto przed siebie. Niall pokręcił głową i niepewnie stanął na pierwszym schodku. Nic się nie stało. Teraz drugi schodek i tak ciągle. Gdy dotarł na sam szczyt odwrócił się na chwilę by po raz ostatni spojrzeć na stopień, na którym prawie się wywalił przez jego krzywe drewno i poszedł usatysfakcjonowany tym, że wciąż żyje w stronę pierwszych drzwi.

Niepewnie zapukał, a gdy nie usłyszał odpowiedzi otworzył je żwawo i wszedł do pokoju. Zayn leżał znudzony na łóżku wpatrując się w sufit. Kolor ścian przypominał czerń pomieszaną z fioletem. Pomieszczenie było ciemne, jedyne źródło światła to okno i kilka małych lampek porozmieszczanych w różnych kątach. Meble były ciemnobrązowe.

Łóżko, na którym leżał mulat było duże, umiejscowione w kącie pomiędzy dwiema ścianami. Obok niego była niska, trój-poziomowa etażerka. Na najwyższej półeczce był zamknięty srebrny laptop i czarny telefon, niżej kilka książek a na samym dole małe radyjko i kilka płyt. Naprzeciwko łóżka było duże okno z szerokim parapetem na którym leżała paczka Marlboro a na nich srebrna zapalniczka Zippo.

Obok okna, było ułożone na skos duże brązowe biurko, na którym były książki i zeszyty a przy nim już przylegając do ściany była szafka z książkami i innymi płytami. Naprzeciw wielka szafa, która zajmowała prawie całą ścianę.

Podłoga odzwierciedlała się jasną barwą.

- Cześć.. – Powiedział cicho Niall. Zayn odwrócił głowę a na jego ustach zagościł figlarny uśmiech.

- Cześć. – Powtórzył i wstał szybko zamykając drzwi za blondynem. Dopiero teraz można było poczuć zapach tytoniu i dymu unoszący się w powietrzu a także przyjemne perfumy które Niall polubił od razu.

- Przyniosłem ci lekcje. – Mówił ostrożnie, wciąż przyciszonym głosem. Zayn zaprowadził Nialla do łóżka, gestem ręki każąc mu usiąść, a sam spoczął na środku zakładając nogi po turecku.

- Specjalnie brałeś lekcje od osób z mojej klasy by mi je przynieść ? – Zapytał, a policzki Nialla automatycznie przybrały kolor ciemnego różu. Zayn zaśmiał się cicho jednak nie był to śmiech w stylu ‘’jesteś żałosny’’ ale śmiech jakby radosny. – Pragniesz mnie. – Stwierdził po chwili a Niall nie wiedział jak znalazł się tak blisko niego.

- Co? – Pisnął czując zażenowanie daną sytuacją. – Nie.. Ja nie.. Nie.. Ja… Nie..

- To dobrze. – Wyszeptał tuż przy jego ustach. Niall wpatrywał się tylko w jego spierzchnięte malinowe usta. – Bo ja, też pragnę.. Ciebie. – Niall nie był w stanie zareagować na jego słowa, nawet nie był w stanie ich dokładnie zrozumieć. Gdy wargi Zayna subtelnie dotknęły jego usta Niall poczuł się, jakby zaznał nieba. Usta mulata idealnie pasowały do jego a przez ciało szesnastolatka przechodziło tysiące dreszczy i impulsów. Pocałunek był lekki, delikatny subtelny lecz długi a Niall, nie potrafił sobie wyobrazić lepiej swojego pierwszego wielkiego pocałunku. Miał wciąż zamknięte oczy gdy Zayn odsunął się od niego, lecz nie czując jego ust przy swoich szybko je otworzył. Tak bardzo pragnął poczuć jego wargi na swoich ponownie.

Zayn uśmiechał się lekko a w jego oczach były małe iskierki, jednak zniknęły razem z uśmiechem zdecydowanie za szybko. Zdawał się teraz zmartwiony a Irlandczyk poczuł jak skręca mu żołądek.

- Przepraszam że cię w to wciągam. – Wyszeptał mulat. Niall spojrzał na niego pytająco gdy nagle znikąd nad ich głowami pojawiła się książka, która obracała się wokół własnej osi i zamiast spadać, wciąż wisiała w powietrzu, jakby tam było jej miejsce. Po około minucie Niall zdał sobie sprawę że tak całkowicie nie powinno być. Wstał z łóżka obserwując skupionego mulata.

- Jak..? Co ..? Nie.. Jak..? – Mówił szybko zszokowany gdy Zayn zamknął oczy a obok niego zaczęły wirować różne przedmioty. Niall był przerażony, wybiegł z domu Zayna, nawet nie zabierając swojego plecaka. Przeżył swój pierwszy pocałunek z kimś, kto nie był do końca człowiekiem. Czyli co ? Nagle magia okazała się prawdziwa ? A może Zayn był kosmitą ? W tej chwili każde wytłumaczenie wydawało mu się dobre, nawet to, że Zayn urwał się z Harry’ego Pottera, albo innych fantastycznych książek.


3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz