czwartek, 23 stycznia 2014

867

3


- Pociąga cię – stwierdził Zayn, a Louis natychmiastowo zrozumiał, że popełnił błąd, mówiąc swojemu najlepszemu przyjacielowi o swoim obecnym kłopocie.

- Wcale że nie – zaprotestował Louis, chociaż nie był pewien, czy zdoła tym przekonać kogokolwiek.

Minęły trzy dni od jego spotkania z Harrym w sklepie spożywczym. Od tego czasu nie mógł wyrzucić chłopaka z Cheshire ze swojego umysłu. To było tak, jakby był na krawędzi za każdym razem, gdy pokazywał się publicznie. Nigdy aktywnie nie wyszukiwał chłopaka, jednakże był w niewytłumaczalny sposób zawiedziony, kiedy przepracował całą swoją zmianę bez zobaczenia wysokiej postaci z burzą loków na głowie. Doszedł do wniosku, że posiada on łut szczęścia w spotykaniu Harry’ego; miał nadzieję, że zdarzy się to ponownie.

- A właśnie, kurwa, że tak – rzekł Zayn, w pełni wykorzystując drzemkę Rosie, by wyrazić, jak naprawdę się czuje. - Nie winię cię za to, kolego.

- Co… Nie?

- Nie – powiedział lekceważąco Zayn ze swojego miejsca przy kuchennym stole, popijając herbatę. - Ostatecznie jest on sławny. Lub, co najmniej, w połowie sławny. Nie wiem, jak nazywasz kogoś, kto został wyeliminowany z X Factor? W każdym razie, gdybym ja był gejem…

- Nie jestem gejem – wtrącił Louis ze znużeniem.

- Jak już mówiłem – naciskał Zayn – wiem, że jeżeli byłbym gejem albo biseksualistą, albo kimkolwiek, za kogo się uważasz, uznałbym go za bardzo atrakcyjnego, młodego mężczyznę. Jedynym problemem w tej sytuacji jest to, że bardzo wysoko stawiasz swoje standardy.

Louis zmrużył oczy.

- Co to ma znaczyć?

- Wiem, że powiedziałem ci, byś rozpoczął z kimś przypadkowy związek, ale nie sądziłem, że wpadnie ci w oko Harry Styles – oznajmił rzeczowo. - Nie jest on czasem nieosiągalny, będąc w jakiś sposób sławny i w ogóle? I, szczerze mówiąc, odnoszę wrażenie, że nie jest on ‘przypadkowym’ typem.

- Żartujesz sobie? - Louis przyłapał się na mówieniu. - We wszystkich tych magazynach, stronach internetowych i innych rzeczach zawsze pokazuje się z nową dziewczyną. Nie wydaje mi się również zobowiązanym typem. - Skrzywił się, wypowiadając te słowa; Zayn nie musiał wiedzieć, że czytał cokolwiek, co miało związek z One Direction, a szczególnie z Harrym.

Ale postanowił łaskawie zignorować ten temat.

- Zatem to może jest twoim problemem – zaoferował Zayn. - Powiedziałeś sobie: dziewczyny. Nie jesteś w jego typie, ze swoim penisem i resztą.

Louis poczuł, jak jego policzki się rumienią. Przez ostatnie trzy dni miał skryte wrażenie, że może Harry był nim zainteresowany. W przeciwnym razie gapiłby się na niego w sposób, w jaki to robił? Ostatecznie Louis doskonale wiedział, dlaczego on patrzył się na Harry’ego w sklepie spożywczym. Ale nie ośmielił się powiedzieć Zaynowi swojego przypuszczenia.

- Muszę go po prostu wyrzucić z mojego umysłu – przyznał po upiciu herbaty.

- Albo wziąć bardzo zimny prysznic – podrzucił Zayn, mrugając.

Louis jęknął nieszczęśliwie.

- To jest niedorzeczne. Nie powinienem nawet myśleć o tych rzeczach. Nie, kiedy mam Rosie, o którą mam się troszczyć.

- Okej, bez obrazy, stary, ale co ma wspólnego Rosie z twoimi sprośnymi myślami o Harrym?

Louis skrzywił się.

- W zasadzie nic, jeżeli tak to określimy. Ale Rosie zawsze powinna być moim priorytetem zamiast szukania sobie jednonocnych podrywów.

Zayn zaśmiał się.

- Jak powiedziałem wcześniej, trochę przypadkowego seksu jeszcze nikogo nie skrzywdziło. Jeżeli już, może ci to tylko wyjść na dobre. Wiesz, pozbędziesz się tego ze swojego organizmu, czy coś takiego. Potem możesz wrócić do bycia perfekcyjnym tatuśkiem. Po prostu wyświadcz sobie przysługę, zaliczając kogoś niebawem. I nie mam na myśli Harry’ego, ponieważ, spójrzmy prawdzie w oczy, jest on trochę poza twoim zasięgiem. Jestem pewien, że jest w pracy ktoś, kto miałby ochotę na miły, szybki numerek.

Louis wyśmiał pomysł spania z kimkolwiek z roboty. Nie chciał wspominać niczego o nie bardzo subtelnym zainteresowaniu Harry’ego jego harmonogramem pracy w restauracji. Ale było to coś, nad czym rozmyślał. Zresztą dlaczego ktoś miałby mówić, że chce zobaczyć cię w pracy, jeżeli nie miałby nawet intencji dotrzymać obietnicy i cię odwiedzić? To dokuczliwe uczucie zasiadło na tyłach jego umysłu. To przeczucie, że może właściwie zobaczy Harry’ego ponownie.

- Jakoś tak czuję się niestosownie, prowadząc tę konwersację – przyznał Louis. - To dziwne gadać o tym wszystkim jak napalony nastolatek, kiedy jestem ojcem.

- Napalonym ojcem, ale mimo wszystko ojcem – poprawił Zayn, skłaniając Louisa do rzucenia w niego zmiętą serwetką.

* * *

Louis nie lubił zasypiać z obrazem Harry’ego w swojej głowie, a także nie pochwalał budzenia się w podobnym stylu. To mogłoby być jedno, jeżeli byłoby to pewnego rodzaju zauroczenie na znanej gwieździe popu. Ale była to całkowicie inna sprawa; będąc dwudziestolatkiem z dziwnym zauroczeniem w piosenkarzu, którego rzeczywiście poznał. Coś w posiadaniu prawdziwej konwersacji z rzekomo ‘nieosiągalnym’ członkiem zespołu sprawiło, że cała ta sytuacja wydawała się nieco bardziej… wiarygodna.

Jakby mogłoby się to wydarzyć.

Ale Louis odsunął od swojego umysłu te myśli, godząc się z faktem, że przypadkowy kumpel od pieprzenia niekoniecznie był w interesie Rosie. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebował Louis, to kolejny nieznajomy do dezorientacji jego córki; nie chciał przywiązać jej do kogoś, kto nie zamierzał zostać na dłużej. Poza tym, w pierwszej kolejności, Harry prawdopodobnie nie był zainteresowany.

Jęknął z czystej absurdalności swoich roztargnionych myśli, zmuszając Rosie do spojrzenia na niego z podłogi w salonie, gdzie bawiła się swoimi zabawkami.

- Tati? - Maluch przechylił głowę na bok, a jej jasne, niebieskie oczy wpatrywały się z niepokojem w ojca.

Louis zsunął się z kanapy i przeciągle wyznaczył drogę na dywan, ponad Rosie, która porzuciła niepokój i, zamiast tego, zaczęła chichotać. Złapał ją w swoje ramiona i opadł do tyłu, kładąc się na podłodze, huśtając ją nad sobą, jakby była kimś w rodzaju ptaka, samolotu albo super bohaterki. Dziewczynka zapiszczała z radości.

- Kto lata? - Louis droczył się, używając tego wysokiego głosu, z którego korzystał tylko przy Rosie. - Kto jest tam na górze?

- Ja, ja, ja! - Rosie krzyknęła z zachwytem, wymachując rękami jak jakiś szalony motyl.

Po kilku kolejnych minutach wiszenia w powietrzu – było to coś, czego Rosie nigdy nie miała dość – Louis przysunął swoją córkę bliżej siebie, przytulając ją lekko, podczas gdy ona rozłożyła się na jego piersi. Zakręcił sobie na palec jeden z jej kasztanowych loków, w roztargnieniu zastanawiając się, kiedy ten czas tak szybko zleciał i jak duża stała się już Rosie. Wydawało się, jakby to było wczoraj, kiedy trzymał ją po raz pierwszy, na początku niepewny, jak utrzymać dziecko, ale w końcu zachęcony przez sposób, w jaki mała ślepo, ale świadomie chwyciła jego mały palec. Od tamtej pory obiecał sobie, że nigdy jej nie opuści.

- Co powiesz na wyprawę do księgarni? - zasugerował w końcu Louis, całując delikatnie czubek głowy Rosie. Nigdy nie znudzi mu się zapach tego malucha.

Rosie instynktownie poderwała się i popatrzyła na swojego ojca swoimi wielkimi, niebieskimi oczami.

- Książka? - spytała, zahipnotyzowana propozycją. Louis wiedział, jak bardzo lubiła książki z obrazkami. Jej twarz rozświetliła się w wielkim uśmiechu. - Książka!

Louis zachichotał.

- Zatem idziemy do księgarni.

Po narodzinach Rosie trochę czasu zajęło Louisowi przyzwyczajenie się do ubierania dwóch osób, zanim chciał gdziekolwiek wyjść, ale wreszcie stało się to dla niego rutyną. Pomagał mu też fakt, że Rosie była tysiąc razy bardziej współpracująca i chętna do ubrania się, gdy była podekscytowana miejscem, w które podążała. Księgarnia była czymś, czego potrzebowali; godzina czytania bajek dla Rosie z pewnością odsunie Louisa od jego nieprawdopodobnych fantazji.

Dotarli do księgarni w przeciągu czterdziestu pięciu minut i nawet Louis był pod wrażeniem ich tempa. Rosie praktycznie wyskoczyła z ramion Louisa, kiedy wskazywała odległy kąt sklepu, gdzie wiedziała, że książki z obrazkami na nią czekają. Cicho przypomniał jej, by mówiła szeptem, a ona zgodziła się z poważnym spojrzeniem i palcem przylegającym do jej ust.

Będąc w sektorze dla dzieci pozwolił Rosie pobiec i wybrać książkę, jaką chciała, by jej przeczytał. W ciągu kilku minut przyczłapała z powrotem do niego z dwoma książkami, każda w innej ręce. Uśmiechnął się, widząc, że jedna z nich ma na okładce jednorożca, a druga konia. Nawet bez możliwości przeczytania tytułów miała z pewnością konną fascynację.

- W porządku – wymruczał Louis, siedząc na cętkowanym dywanie, gdy Rosie wspięła się na jego kolana. - Tęczowy jednorożec, tak?

Rosie tylko wzruszyła ramionami i zatopiła się w ciepłym uścisku swego ojca, zerkając na kolorowe ilustracje, rozprzestrzeniające się w książce przed nią. Ilekroć Louis czytał dla niej, ona zawsze milkła. Często zastanawiał się, czy robi coś źle, ale jego lęki zawsze łagodniały przez oczarowanie na jej twarzy.

Byli w połowie drugiej książki, kiedy Louis usłyszał znajomy głos.

Rozejrzał się, próbując zachować zimną krew. Wyprostował się, wyszukując źródła tego głosu. Rosie wydawała się rozumieć, że Louis musi być w ciągu czegoś stosunkowo ważnego, więc nie zirytowała się, gdy przerwał w połowie zdania. W zamian siedziała cierpliwie na jego kolanach, kalkując rysunek w książce swoim palcem.

Louis wstrzymał oddech, czekając na usłyszenie tego głosu ponownie. To nie może być…

- … nie wiem, jaką chciałaby książkę – doszedł do niego odgłos gdzieś zza regału.

To nie był głos Harry’ego. Ale Louis pozostawał w pogotowiu, pewien, że miał już do czynienia z tym głosem wcześniej.

Instynktownie wiedział, komu się przysłuchuje, gdy drugi głos dołączył do konwersacji.

- Ona nie potrafi czytać! - rzekł drugi głos z wyraźnym, irlandzkim akcentem.

Oddech Louisa zatrzymał się, kiedy zrozumiał, że te głosy zbliżały się do miejsca, w którym siedział on i Rosie. Spojrzał w dół na swoją córkę w panice, ale ona tylko spokojnie głaskała konie w swojej książce.

Chryste, pomyślał Louis, rozglądając się dookoła w poszukiwaniu jakiejś ucieczki. Nie był pewien dlaczego, ale nie chciał być zauważony w tym momencie. Delikatnie zniósł Rosie ze swoich kolan, nie do końca wdzięczny, że zaczęła się irytować rozbieżnością w czasie ich czytania. Przysunął palec do swoich ust, mając nadzieję, że mała zrozumie sygnał. Ale ona tylko usiadła na podłodze w odmowie.

- Czytaj – rozkazała. Louis westchnął.

- To nie o to chodzi. – Louis usłyszał głos, który wiedział, że należy do Liama Payne’a. - Powinienem być dobrym wujkiem, prawda? I jakim wujkiem byłbym, gdybym nie… Louis?

Za późno.

Louis obrócił się, żeby zobaczyć Liama Payne’a i Nialla Horana stojących w tym samym sektorze dla dzieci, w tej samej księgarni w Londynie, do której nieszczęśliwie przyprowadził Rosie dzisiejszego popołudnia. Jedynym plusem całej tej sytuacji był fakt, że Harry nie był w pobliżu i Louis mógł oddychać nieco spokojniej. Choć spędził większość tamtego tygodnia na wyszukiwaniu trzeciego członka zespołu, nigdy tak naprawdę nie przemyślał, co zrobi, jeżeli spotkają się ponownie.

Niezręcznie położył rękę na karku, patrząc się na dwóch chłopaków przed sobą.

- Um, tak, cześć – powiedział melodyjnym głosem, zupełnie nieprzypominającym jego. Odchrząknął. - Zgaduję, że wy też mnie pamiętacie.

Liam wciąż się gapił, a Niall uśmiechnął się szeroko do niego.

- Jasne, stary! Kelner Louis! Harry wspomniał, że wpadł na ciebie następnego dnia i od tej pory nie może przestać o tobie… Auć! - Blondyn skrzywił się, kiedy Liam dał mu kuksańca w bok. – A to za co?

Liam wywrócił oczami, ale zaoferował Louisowi życzliwy uśmiech.

- Myślę, że wpadamy na ciebie po prostu wszędzie.

Louis wzruszył ramionami.

- Tak mi się wydaje. To księgarnia, do której zawsze przychodzę.

Liam wyglądał tak, jakby miał coś powiedzieć, ale zanim mógł to z siebie wykrztusić, nieznaczny głos zszokował ich wszystkich, odsuwając od konwersacji.

- Ta!

To nie było pytanie; było to żądanie o uwagę.

Louis obrócił się ze znużeniem i zerknął na Rosie, która wciąż siedziała na podłodze i machała książką ponad swoją głową w niecierpliwości. Jej wytrwałość, związana z tą sytuacją, widocznie się skończyła.

Kurwa, pomyślał Louis. Bycie nakrytym samemu w księgarni przez dwóch członków zespołu One Direction to jedna sprawa, ale zupełnie inną było zostanie przyłapanym ze swoją córką.

Ignorując spojrzenia, które z pewnością posyłali mu Liam i Niall, zagarnął Rosie w swoje ramiona. Zadowolona z uwagi, upuściła książkę i objęła swoimi drobnymi rączkami szyję Louisa, chichocząc w jego obojczyk.

- Um, stary? - spytał w końcu Niall, patrząc wyczekująco na Louisa. - To twoja siostra?

Poruszył się niespokojnie. Dlaczego znaczenie miało to, czy Rosie była jego córką, czy też nie? Nie musiał niczego ukrywać przed tymi dwoma chłopakami, których, teraz był pewien, prawdopodobnie już nigdy więcej nie zobaczy.

Rozsądek podpowiadał mu, że ta sytuacja była niczym więcej, jak tylko pewnym rodzajem zdarzenia.

- Um, okej – Louis powiedział powoli. Pocałował Rosie w czubek jej głowy. - To Rosie, moja córka.

Twarze Liama i Nialla jednocześnie rozświetliły się w zrozumieniu. Każde zmartwienie, jakie miał Louis, dotyczące negatywnej reakcji, natychmiast odpłynęły, kiedy obydwoje uśmiechnęli się powoli i przybliżyli, chcąc mieć lepszy widok na małą dziewczynkę, która spoczywała wygodnie na rękach Louisa.

- A nie mówiłem, że małe dziewczynki lubią czytać – rzekł Liam do Nialla triumfalnie, widocznie odwołując się do ich wcześniejszej konwersacji.

- Tak, ale twoja siostrzenica ma miesiąc, prawda? A ona… – Niall kuknął na Louisa. - Ile ona ma?

- Szesnaście miesięcy – odpowiedział pewnie Louis, nigdy wcześniej nie czując się bardziej jak ojciec, jak podczas tej rozmowy.

- Dokładnie, szesnaście miesięcy – dokończył Niall, zmuszając Liama do zmarszczenia brwi. Odwrócił się z powrotem do Louisa. - Stary, ona jest urocza. Rosie, tak?

Rosie rozejrzała się na wspomnienie swojego imienia i spędziła sporą ilość czasu na analizie dwóch twarzy, unoszących się w pobliżu. Louis prawie zaśmiał się, zauważając jej złączone w koncentracji brwi.

Ma minę podobną do tej, którą robi, gdy puszcza bąki, pomyślał rozbawiony Louis.

- Mam na imię Niall – przedstawił się miło Irlandczyk, wyciągając dłoń, z którą Rosie nie wiedziała, co ma zrobić. Ale kilka chwil potem dosięgła jej i chwyciła jego palec, śmiejąc się.

- Ni! - zapiszczała.

Niall tylko się uśmiechnął.

Liam doskoczył, chętny dołączenia do konwersacji.

- A ja jestem Liam – oznajmił, podając swą dłoń. - Bardzo miło cię poznać, Rosie.

Rosie odchyliła się od uścisku Louisa, potrząsając palcem Liama.

- Lyam – wymówiła pewnie, a w odpowiedzi na słodkiej buźce chłopaka pojawił się uśmiech.

- Ona jest czarująca – zdecydował Liam, wyglądając raczej na zadowolonego, kiedy Rosie ponownie zatopiła się w szyi swojego ojca. Jego twarz nagle spochmurniała, kiedy rozejrzał się dookoła. - Jej mama…

- Odeszła – przemówił instynktownie Louis, zaskoczony, jak łatwo mu to przyszło. - Zostawiła nas.

- Ach – Niall westchnął ze zrozumieniem, z oczami wciąż skupionymi na głowie Rosie, pełnej brązowych włosów. - Tak, więc, wydajesz się wykonywać świetną robotę z wychowywaniem jej.

Louis poczuł się skrępowany, kiedy uświadomił sobie, że Liam wciąż na niego patrzył, prawie tak, jakby go oceniał. Ale utrzymywał on swoją uwagę na komplemencie Nialla.

- Dzięki, stary. Radzimy sobie.

Niall skinął, a Liam, idąc jego śladem, zrobił to samo, kiedy skończył jakąkolwiek inspekcję charakteru Louisa, którą prowadził.

Nagle Louis przypomniał sobie, o czym wspominał Niall, zanim Liam mu przerwał.

- Um – zaczął niezręcznie. – Mówiłeś coś o Harrym… - Jego głos wypłynął z pewnością.

Ale Niall uśmiechnął się tylko do niego, coś jak rozbawienie zabłyszczało w jego oczach. Liam uniósł tylko brew.

Louis porzucił temat.

- Nieważne. Słuchajcie, powinienem już iść. Mała robi się śpiąca. - Skinął na Rosie, która, faktycznie, zaczynała zasypiać w jego ramionach. - Może spotkamy się jeszcze – dodał po namyśle.

Liam przytaknął, a Niall klepnął Louisa w bark.

- Jestem pewien, że tak – powiedział skromnie Irlandczyk, uśmiechając się. - Miłego dnia, Lou. Cudownie było cię poznać, Rosie!

Rosie drgnęła, lecz nie spojrzała na niego.

- Do zobaczenia – rzekł Louis, czując się głupio, gdy Liam i Niall odeszli alejką, okrążając ostatnią półkę z książkami. Rozejrzał się, będąc trochę zszokowany ubiegłym zajściem. Zauważył, że Rosie zasnęła, chuchając oddechem na jego skórę, zdecydowanie potrzebując drzemki. Przełknął ciężko ślinę, kiedy kolejne spostrzeżenie zmiotło go prawie tak, jakby dreszcze wstrząsnęły jego wnętrzem.

Harry mówił o nim.



3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz