czwartek, 23 stycznia 2014

878

3

- Powiedział ci „cześć” jakby była to najnormalniejsza rzecz pod słońcem.

Niall wyrzucił ręce w powietrze, po wysłuchaniu opowieści Louisa o pierwszym spotkaniu z Harrym. Cóż, nie wspomniał wszystkiego, co tam się wydarzyło. Wciąż nie mógł przyznać się Niallowi, że choć Louis nienawidził Harry’ego za nie oddanie aparatu, nadal chciał, żeby przywódca gangu był jego modelem albo chociażby chciał go poznać.

Nie mógł przyznać się Irlandzkiemu chłopcu o uczuciach, które roiły się w jego ciele, gdy z Curly spoglądali na siebie. Było coś w Harrym spoglądającym na Louisa, co spowodowało, że jego kolana zmiękły, jeśli spoglądaliby na siebie sekundę dłużej, więcej by się o nim dowiedział.

- Myślę, że powinieneś dać sobie spokój z tym aparatem Louis. Harry jest zbyt wielkim problemem, żeby mieć z nim do czynienia.

Niall przysunął swoje krzesło bliżej Louisa. Wiedział, że te oświadczenie nic nie znaczy dla Tommy’ego, ale przynajmniej mógł spróbować. Tak czy siak znał Harry’ego bardziej niż ktokolwiek inny.

- Nie mogę się po prostu poddać Niall. Wiesz o tym. Ten aparat jest dla mnie wszystkim. A teraz pani Calder po prostu odrzuciła moją prośbę o pomoc. Jesteś jedyną osobą, która może mi pomóc, więc nie myśl o ucieczce. – Louis zarzucił włosami, zanim spojrzał na Nialla drwiącym spojrzeniem. Nie mógł pozwolić wymknąć się Horanowi i zostać z tym sam. – Pokaże wszystkim w tej szkole, że przynajmniej mogą próbować walczyć o coś.

- Wystawiasz się na męczeńską śmierć Lou.

- To lepsze niż nie robienie nic Nialler.

Oboje spoglądali na siebie, zanim uśmiechnęli się miękko do siebie. To wtedy zdali sobie sprawę, że ich nauczyciel od chemii się spóźnia. W klasie panował kompletny chaos. Referaty latały wszędzie, drzwi były otwarte, a chłopcy śmiali się. Wydawali cieszyć się, że dziewczyny stały skulone w kręgu, chichocząc o czymś, a czasami Lou złapał niektóre z nich na przyglądaniu mu się.

- Nie wierzę, że Pan Travis dzisiaj się spóźnił. On nigdy nie spóźnił się odkąd uczy w tej szkole. Nawet, jeśli nie mógł przyjść, pewnie nie chciałby, żebyśmy wszyscy na niego czekali, więc pewnie wysłałby kogoś, żeby nas zwolnić, prawda? – Powiedział do niego Niall, muskając spojrzeniem każdy zakamarek pomieszczenia, śmiejąc się z niektórych wybryków uczniów.

- Może coś się stało. – Louis założył ręce na piersi, pochylając klatkę piersiową i rozsiadając się wygodnie. – Hey Niall! - Blondyn natychmiast wrócił wzrokiem na swoje miejsce, patrząc na przyjaciela z uniesionymi brwiami, czekając na to, co powie. – Wciąż chcesz mi pomóc odzyskać mój aparat, prawda? Mam na myśli…Nawet, jeśli będziemy zmuszeni do konfrontacji z Harrym, czy coś w tym stylu.

Louis stukał nogą zdenerwowany, chcąc upewnić się, że jedyna osoba, której może zaufać i od której oczekuje pomocy, nie wystawi go.

Niall posłał mu uspokajający uśmiech, zanim przyciągnął Louisa bliżej do siebie.

- Oczywiście, że ci pomogę Lou. Ja po prostu naprawdę martwię się o ciebie. Muszę być szczery. Nigdy nie słyszałem, żeby Harry robił takie rzeczy dla kogoś i to jest denerwujące. Po prostu nie chcę, żebyś był blisko tego kolesia. On jest niebezpieczny i najwyraźniej za każdym razem ma jakiegoś asa w rękawie.

Niall pozwala Louisowi puknąć siebie w ramię, ale szatyn nie był tak ślepy, żeby nie zauważyć jak oczy Nialla wzdrygają się za każdym razem, gdy mówi coś o Harrym. To tak, jakby Niall znał go przez całe życie i tylko bardziej zaciekawił Louisa.

Był pewny, że Niall coś ukrywa. Coś, czego nawet on nie mógł się dowiedzieć albo po prostu zapytać. Czy Harry zastraszył Nialla wiedząc, że go nie znoszą?

- Obiecaj mi, że po odzyskaniu aparatu, nie zbliżysz się do Harry’ego czy kogokolwiek z nim powiązanego, dobrze? – Ton Nialla był bardziej wymagający, niż zwykłe pytanie. Patrzył na niego z powagą w oczach i Louis wręcz mógł pomyśleć, że Niall był starszy od niego.

- T… Tak. Nie będę rozmawiał z Harrym po tym. Obiecuje.

Louis uśmiechnął się do niego szeroko, ale czuł, że słowa po prostu wymknęły się z jego ust. Nie kłamał Niallowi. Zwłaszcza na temat tych rzeczy. Teraz był prawie pewny, że Niall coś przed nim ukrywa.

Hałas nagle przekształcił się w kompletną ciszę, gdy drzwi otworzyły się i do pomieszczenia wszedł wysoki, chudy mężczyzna w dopasowanym płaszczu i spodniach. Pan Travis był tu. Dwójka chłopców westchnęła wraz z resztą rozczarowana, dlatego, że spodziewali się, że to będzie ich szczęśliwy dzień.

Ale kto by pomyślał, że dzień dopiero się zaczął?

XXX

- Jesteś pewny? - Zayn oparł się o ścianę, krzyżując ręce na piersi patrząc na chłopaka przed sobą, który nie potrafił zatrzymać swoich emocji dla siebie. - Dlaczego mnie w to wciągasz? Możesz zrobić to sam - mruknął mulat rzucając Harry’emu nienawistne spojrzenie.

- Cóż.. Czasami powinieneś nauczyć jak się zamknąć Zayn. Robię przysługę dla nas obu. To nie tylko dla mnie, więc mógłbyś przynajmniej podziękować. - Bezczelny uśmiech Harry’ego wpłynął na jego usta i był skierowany do Zayna, który po prostu spojrzał na niego ponownie podczas tej rozmowy. - Czy nie widzisz tego, że gdy będę spędzał więcej czasu z Louisem, ty będziesz ze swoim Irlandzkim przyjacielem?

- Nie potrzebuje spędzać z nim czasu Harold. Umiem sam sobie poradzić. I przestań go tak nazywać. On ma imię.

Zayn odsunął się od ściany i zaczął naprawiać swoje włosy, co robił odkąd szli korytarzem.

- Awww. Czy mój najdroższy Zayn jest na mnie teraz zły? Nie martw się! Nauczę się jego imienia szybciej. To znaczy, jeśli będziesz spędzał z nim więcej czasu, tak myślę.

Harry uwiesił się ramieniem na Zaynie, powtarzając słowo “irlandzki” w kółko.

- Zostaw mnie! Pilnuj swoich spraw, dobra? To nie tak, że prosiłem cię o pomoc w sprawie Nialla. – Zayn popchnął go. – Powinieneś zabrać ze sobą Liama. On wie dużo o tym, kiedy się zamknąć.

- On mnie nudzi Zayn. Chce kogoś, kto wie, jak się kurwa mówi. Teraz przestać się tak marszczyć. Pan Irlandzki nie będzie szczęśliwy widząc cię takiego, wiesz o tym?

Harry śmiał się tak mocno z reakcji Zayna, na to, co powiedział, gdy znane mu osoby ostatecznie zasygnalizowały, że mają wejść do środka.

To będzie zabawne – pomyślał Harry, zanim pociągnął Zayna w kierunku drzwi.

XXX

Louis nie pamiętał, kiedy ostatni raz jego oczy rozszerzyły się ze zdumienia jak teraz, a jego szczęka opadła ze zdziwienia. Nie mógł ruszyć się z miejsca. Jego ręce splecione były na końcu biurka, stopy wbite w drewnianą podłogę, a pot pojawił się na końcówkach jego włosów.

Widział jak Niall powoli obraca głowę w jego kierunku, ale nie mógł znaleźć w sobie siły, żeby spojrzeć na niego i rzucić mu te same spojrzenie, którym teraz obrzucał go blondyn.

To nie możliwe. To po prostu nie może być kurwa możliwe.

- T… Tak. Więc dołączą do nas Pan Harry Styles i Pan Zayn Malik. J…Ja mam nadzieję, że się z nimi dogadacie – Pan Travis drżał jak diabli. Jego twarz lśniła od potu, który bez końca spadał z jego prawie łysej głowy. Jego chusteczka była tak wilgotna od ciągłego wycierania swojej twarzy. Wyglądało, jakby coś go rozłożyło.

Cała klasa nie śmiała się ruszyć, żeby nie przerwać ciszy. Wszystkie oczy skierowane były na dwóch chłopaków, którzy stali przed nimi, mając na ustach ich zwykły uśmiech przyklejony do twarzy.

Harry uśmiechnął się do siebie na to, jak łatwo ludzie kulą ze strachu, gdy stoi przed nimi. Zdawali sobie sprawę, że jeden fałszywy ruch i byliby skończeni. Ale on nie miał teraz czasu na gierki z nimi. Jego oczy rozglądały się w pomieszczeniu, szukając znajomej twarzy, znajomego wyglądu tych pięknych oczy, które nie pozwalały mu w nocy spać.

Utrzymywał kontakt wzrokowy z blondynem, w którym rozpoznał Pana Irlandzkiego, którego Zayn próbował chronić całe swoje życie, ale nie był na tyle głupi, żeby go nie zauważyć. Niall nie przemyślał dwukrotnie tego, gdy spojrzał na niego, ale Harry uśmiechnął się do niego, zanim przeniósł wzrok na chłopaka obok niego.

Harry spoglądał na Louisa, który starał się na niego nie patrzeć. Mrużył oczy odwracając, co chwilę głowę, bawiąc się bezmyślnie palcami, wszystko po to żeby zerwać ich kontakt wzrokowy, ale Harry wiedział ze on był po prostu zniewalający.

Powiedzenie Pani Calder, żeby zmieniła jego plan było zbyt proste. Przekonanie Pana Travisa, żeby on i Zayn mogli uczestniczyć w jego było jeszcze prostsze, ale przekonanie Louisa do tego żeby się poddał i oddał się całkowicie w ręce Styles’a na pewno będzie cięższe. Ale Harry’emu to nie przeszkadzało. Właściwie, nie przeszkadzało mu robienie tego przez cały rok. On nigdy nie znalazł kogoś tak interesującego jak Louis i po prostu nie mógł przestać. Chciał widzieć jak Lou będzie powoli zatapiał się w jego życiu, bez możliwości ucieczki. Będzie żałował dnia, w którym narodził się niebieskooki, który wysyła jego duszę w niepamięć. Ta skóra, którą miał ochotę dotykać dłońmi, zatopić w niej swoje palce i te usta, które wręcz krzyczały o swojej doskonałości.

Może powiedział na głos swoje myśli albo zaczął wyglądać głupio albo jakby był oszołomiony, dlatego Zayn kopnął go w nogę sygnalizując, że ma coś powiedzieć. On naprawdę nie chciał przestać gapić się na Louisa, nawet, jeśli musieliby spędzić cały dzień na tym, albo to byłoby zbyt oczywiste dla niego, nieprawda? Nie żeby zbytnio troszczył się o kogokolwiek w tym pokoju, kto nie przejmował się tym, co on chciał zrobić, ale Zayn przerwał mu jego rozmyślania.

- Więc… Jestem Harry Styles, ale zgaduje, że wszyscy o tym wiecie. A ten obok to Zayn. Nie próbujcie z nim zbyt dużo rozmawiać, bo jest bardzo nerwowy, no chyba, że jesteś Irlandczykiem, prawda kolego? - Harry odwrócił się do Zayna, który wręcz palił się ze wstydu lub złości.

Louis usłyszał to zbyt dobrze, że rzucił Niallowi ukradkowe spojrzenie. Wiedział, że Niall był jedynym Irlandczykiem w klasie, a Harry wyraźnie skierował te słowa w jego stronę. Czy Niall i Zayn znali się wcześniej? Louis strasznie chciał się o to zapytać, widząc jak Niall opuścił głowę pod wpływem słów Harry’ego. Był przyzwyczajony do tego, że Niall ciągle się rumieni: gdy się śmieje, gdy jest pijany, zawstydzony bądź zły. Ale spoglądał na swojego najlepszego przyjaciela… To było więcej niż zwykły rumieniec, a dzięki temu jego podejrzenia wydawały się prawdziwe.

- Cóż… Panowie powinniście zająć miejsca. Sprawdzę obecność i będę przydzielał partnerów w laboratorium na ten kwartał.

Pan Travis zwrócił się do nich bardziej odpowiednio niż faktycznie nazywał siebie. Wszyscy zauważyli jak jego ramiona napięły się, gdy Harry spojrzał na niego znaczącym uśmiechem, których znaczeń oni naprawdę woleli nie poznać.

Harry szedł między stołami, a jego płaszcz ocierał się o końce ławek, co wystarczyło, żeby każdy drgnął i wręcz odskakiwał do tyłu. Zayn podążał za nim z tyłu, a jego oczy, co chwila spoglądały na Nialla.

Usiedli w rogu pomieszczenia obok siebie, zaraz obok biurka Nialla i Louisa.

Louis czuł ciężką atmosferę przebiegającą po całym jego ciele i wiedział, że Niall czuje to samo. Teraz starał się zająć czytaniem książki, którą nigdy nie był zainteresowany. Nigdy nie widział tak szalonego Nialla, a myśl, że Zayn siedzi za nim, może być tego przyczyną.

Nie żeby był spokojny. Mrowienie rozprzestrzeniało się wzdłuż jego pleców i wiedział, że Harry wpatrywał się w niego. Jak mógł tego nie czuć? To uczucie było mu tak znajome, że mógł niemal tego dotknąć. Jak rzeczy zmieniają się w taki sposób?

- Horan, Niall James? – Zawołał głos Pana Travisa, a blondyn podniósł rękę, żeby potwierdzić swoją obecność. – Twoim partnerem będzie Pan Malik.

Usłyszał jak nasilające się brzęczenie rozprzestrzenia się po pomieszczeniu, niczym wirus. Niall spoglądał na Pana Travisa z szokiem na swojej twarzy, ale wiedział, że nie powinien narzekać.

Louis zaczął denerwować się o swojego partnera. Jeśli Niall został przydzielony do Zayna bez powodu, to mogło oznaczać tylko jedną rzecz.

- Panie Tomlinson? Pa.. Pańskim partnerem będzie Pan Styles.

~


3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz