sobota, 25 stycznia 2014

888

5

Perspektywa Louisa

Dla kogoś z zewnątrz mogło się wydawać, że Louis Tomlinson był szczęśliwy. Kiedy się o tym pomyśli, czy on nie wyglądał jak definicja dla słowa „szczęśliwy”? Stale się uśmiechający, zawsze opowiadający kawały i, to prawdopodobnie najważniejsze – żyjący w pełni swoim marzeniem. Nie każdemu była dana szansa, by jechać na światową trasę lub by występować na żywo przed tysiącami krzyczących fanów, którzy zajmowali całą arenę w Nowym Jorku; tak, jak Louis miał każdego wieczora. Ale znów, nie wszyscy byli zmuszani do ukrywania swojej orientacji seksualnej. Nie wszyscy musieli być z dala od swojej rodziny, która była dla nich całym światem i nie musieli spędzać każdej minutę każdego dnia z dwójką ludzi, z którymi nie dogadywali się zbyt dobrze. Nie wszyscy wiedzieli, jak to jest czuć się, jakby się było uwięzionym w klatce, z której nie ma ucieczki, nie ważne jak bardzo by się chciało. I mieć miliony ludzi, patrzących na ciebie w międzyczasie.
To nie było tak, że Louis nie lubił Nialla i Liama. Ponieważ lubił. Właściwie, nawet bardzo. Oczywiście, oboje byli naprawdę dobrymi ludźmi, więc jak mógłby ich nie lubić? Louis mógłby być pod groźbą śmierci, a wciąż nie powiedziałby nawet jednego złego słowa na ich temat. Nie zasłużyli na to. Jednak to nie znaczyło, że świetnie się dogadywali. W zasadzie, aby podsumować, nie łatwo było mieć do czynienia z Louisem, czego był świadomy. Nie tylko bywał obrzydliwie głośny i nieodpowiedzialny, ale także bezczelny w momencie, w którym ludzie zaczęli czuć się urażeni słowami, które mówił. Ostatnio rozwinął zwyczaj rozpoczynania kłótni z innymi gwiazdami na Twitterze. Louis może i pomyślał, że był w tej chwili mądry i dowcipny, ale to zawsze skutkowało nieprzyjemną rozmową z innym członkiem zespołu i managementem, mówiącym mu, że powinien zachowywać się bardziej odpowiedzialnie, by nie niszczyć image’u zespołu itd. Pełny skruchy, Louis zgadzał się i obiecywał, że nie zrobi tego więcej. Problemem było jednak to, że jeśli nie wyżywał się na ludziach online, w zamian wyżywał się na ludziach z jego otoczenia. To mógł być ktokolwiek z osób przeprowadzających wywiad, przez management, ale ostatnio także, niestety, byli to członkowie jego zespołu, Liam i Niall. Zazwyczaj zaczynało się od mówienia mu, by pozmywał, posprzątał lub coś ugotował. A wtedy Louis mówił „nie”. Nie mógł znaleźć w sobie energii, więc tego nie robił. Proste. To jednak skutkowało tym, iż Liam i Niall zirytowani niedojrzałym zachowaniem Louisa. I nawet jeśli bardzo starali się tego nie pokazywać, było to raczej oczywiste. A poza tym, właściwie nie miało znaczenia to, czy pokazywali swoje uczucia – Louis był zły na siebie wystarczająco za nich trzech.
Siedział właśnie w pustym pokoju, wypełnionym porozrzucanymi po podłodze ubraniami. One Direction miało dzisiaj swój ostatni występ w Ameryce i to była wielka sprawa. Louis był już ubrany, tak jak Niall i Liam, ale zwlekał nieco dłużej niż pozostali, którzy poszli już by zrobić włosy i makijaż. To zabawne, jak praktycznie nosi te same ubrania, ale wciąż kończyli z stosami ubrać na podłodze. Poważnie, gdzie tu logika?
Potrząsając głową w zamyśleniu, Louis wziął głęboki oddech i cieszył się tymczasową ciszą. Nawet nieśli Louis mógł być definicją ekstrawertyka, to nie oznaczało, że nie doceniał czasu tylko dla siebie. Oczywiście, uwielbiał współpracować z chłopakami, ale czasami cisza była korzystna. A kiedy był sam, mógł robić rzeczy, o których nawet nie myślał będąc z innymi ludźmi. Nie myśląc wiele podniósł telefon i wybrał numer, który znał już na pamięć. Telefon dzwonił tylko przez kilka sekund, zanim kobieta po drugiej stronie odebrała.
- Cześć, kochanie! – zawołała jego matka, Jay. Louis mógł praktycznie usłyszeć jej uśmiech przez telefon, ten jeden, który zawsze był obecny, gdy dzwonił. Louis lubił to. Lubił to bardzo, aby być całkowicie szczerym.
- Cześć, mamo. – Na szczęście Jay także mogła usłyszeć jego uśmiech przez telefon.
- Cieszę się, że zadzwoniłeś! – Jej głos był szczery i uśmiech Louisa urósł. Jego mama zawsze była niezawodnym źródłem szczęścia, gdy czuł się źle.
- Dzwoniłem do ciebie wczoraj. – Louis zachichotał w odpowiedzi.
- Do czego zmierzasz?
Wzruszając ramionami, choć Jay nie mogła tego widzieć, odpowiedział:
- Do niczego. Tylko mówię.
- Cóż, gdybym mogła, rozmawiałabym z tobą co najmniej dwa razy dziennie. Wiesz, że umieram, by wiedzieć co u ciebie. – Louis czuł dokładnie to samo, ale nie wiedział jak powiedzieć to głośno, bez łamiącego się głosy. Nastąpiła chwila przerwy, zanim Jay dodała: - Dziewczyny także.
Coś pomiędzy poczuciem winy, smutkiem, miłością i tęsknotą wygięło się głęboko wewnątrz brzucha Louisa. Desperacko próbował to stłumić, gdyż nie był to dokładnie ten rodzaj uczucia, którego potrzebowałby właśnie teraz.
- Wiesz, że możesz dzwonić do mnie kiedy tylko chcesz – wymamrotał dziecinnie do telefonu.
Coś pomiędzy poczuciem winy, smutkiem, miłością i tęsknotą wygięło się głęboko wewnątrz brzucha Louisa. Desperacko próbował to stłumić, gdyż nie był to dokładnie ten rodzaj uczucia, którego potrzebowałby właśnie teraz.
- Wiesz, że możesz dzwonić do mnie kiedy tylko chcesz – wymamrotał dziecinnie do telefonu.
Było oczywiste, że westchnęła po drugiej stronie linii. Brzmiała smutno i najwyraźniej się martwiła i Louis pomyślał, że zabrzmiało to źle w każdy możliwy sposób.
- Wiesz, że nie mogę tego robić. Jesteś zawsze zajęty.
- Tak. – Louis przyznał niechętnie. Przełykając, ukrył twarz w dłoni. – Tak, wiem.
- Ale heej! – Głos Jay nieco się podniósł. Z roztargnieniem Louis zastanawiał się, czy Jay mogła wyczuć, że się załamywał instynktem macierzyńskim lub czymś podobnym. – To nie o tym powinniśmy rozmawiać! Powinniśmy rozmawiać o tobie! Co porabiasz w tej chwili? Czy to nie dzisiaj twój wielki występ?
Louis odsunął rękę od twarzy i usiadł prosto.
- Tak, jest – potwierdził. – Właściwie będziemy na żywo za jakieś dwie godziny.
- Oh, to takie ekscytujące! – Jay odpowiedziała i nagle Louisa olśniło, że słychać było wiele dźwięków w tle. Brzmiał to jak jeżdżące auta, podmuchy powietrza, rozmawiający ludzie i inne głosy, które zazwyczaj się słyszy, wychodząc na dwór. (Albo, by być bardziej konkretnym; to, co zwyczajni ludzie słyszą, gdy wychodzą na zewnątrz. Kiedy Louis wychodzi, zazwyczaj słyszy nastoletnie dziewczyny krzyczące, jak bardzo go kochają i chcą dostać się do jego spodni. Więcej osób pyta go o małżeństwo niż o to, jak mija u dzień. Jakkolwiek, Louis był pewien, że to nie wyglądało tak w przypadku większości ludzi. Zwłaszcza dla jego mamy. Dobry Boże, to byłoby zbyt dziwne).
- Tak, więc, co robisz? – spytał. – Jesteś na zewnątrz? Mam nadzieję, że w niczym nie przeszkodziłem.
- Nie, nie, nie! Wcale! – Szybko go zapewniła. – Oczywiście, że nie. Właśnie idę odebrać dziewczynki ze szkoły.
- Och, tak? – Louis ponownie się uśmiechnął.
- Tak, i czekaj, aż to usłyszysz: urządzamy dzisiaj pidżama party! Myślę, że na noc zostanie około dwadzieścia dziewczyn! – Jay zaśmiała się. – Poważnie wątpię w to, czy dzisiaj zasnę.
- Brzmi jak koszmar. – Louis także się roześmiał. Ale koszmar czy nie, chciałby tam być.
- Kochanie, koszmarem jest mieć cztery dziewczynki w tym domu. Dwadzieścia to niczym piekło.
- Słusznie. – Zgodził się. – Nie kupuj za dużo cukierków – nie chcemy, by stały się zbyt aktywne.
- Będę o tym pamiętać, Louis. Ponieważ właśnie planowałam kupić cały stos Milkwayów w Tesco, ale teraz, gdy dałeś mi tą wnikliwą wskazówkę, może lepiej będę o tym pamiętać.
- Nie bądź sarkastyczna, mamo – Louis odparł, uśmiechając się.
- Nie, oczywiście, że nie. Ty już zająłeś tę rolę. Proszę, wybacz mi moje wcześniejsze ignoranckie oświadczenie, nie wiedziałam, co mówię.
- Ha! – Louis prychnął. – Myślisz, że jesteś zabawna, prawda?
- Być może. Albo… - Jay przerwała w połowie zdania i przeklęła nagle. – Oh, a niech to!
Nagła zmiana w rozmowie sprawiła, że Louis zmarszczył brwi, zdezorientowany.
- Coś nie tak? Co się stało?
- Nie, nic, to tylko… - Jay westchnęła ciężko. – Tylko zaczęło padać. Nie musisz się martwić. Jednak, prawdopodobnie powinnam się rozłączyć, zanim mój telefon będzie całkowicie mokry.
- Oh, w porządku. Rozumiem. – odpowiedział, choć chciał powiedzieć: Kupię ci nowy.
- Ale porozmawiamy wkrótce, tak? Obiecujesz zadzwonić po występie?
- Zadzwonię. – Skinął głową. – Nie mogę przegapić tego, jak narzekasz po kolejnym obejrzeniu “Pamiętnika Księżniczki”.
- Oh, z całą pewnością będę. – Jay zaśmiała się głośno i Louis mógł usłyszeć wściekle zacinający deszcz w tle. – Naprawdę muszę kończyć. Pa, kochanie!
Louis już otwierał usta, by odpowiedzieć, kiedy Jay odezwała się pierwsza.
- Och, czekaj! – zawołała.
- Eh, tak? – Louis zapytał powoli, nie widząc potrzeby by krzyczeć.
- Pomyślałam tylko że powinnam zapytać kiedy mam szansę. Zdecydowałeś już, czy przyjeżdżasz do domu na Wielkanoc?
- Oh. – Coś napięło się w brzuchu Louisa.
Chciał krzyknąć „tak, tak, zdecydowanie tak, oczywiście, że przyjadę, naprawdę musiałaś pytać?” Chciał po prostu zdjąć ten ciężar z ramion i usłyszeć jak jego mama uśmiecha się szeroko ze szczęścia. Jednak nie był pewien, czy mu się uda. A jeżeli istniała jedna rzecz, której Louis chciał uniknąć, było to składanie obietnic, których nie mógł dotrzymać.
- Nie jestem jeszcze pewien. Ja… Ja naprawdę chcę, sama wiesz, ale…
- Ale nie wiesz, czy ci się uda. - Jay dokończyła za niego, a w jej głosie słychać było zawód.
- Dokładnie. - Zgodził się z ciężkim westchnięciem.
- Cóż, tak to już jest. - Jay podsumowała smutnym głosem, a potem szybko dodała: - Ale muszę już kończyć. Pa!
Zanim Louis zdążył odpowiedzieć, raz jeszcze został uprzedzony, ale tym razem przez ciche “beep”. Siedział sztywno na krześle, słuchając “beep”, które powoli wypełniało ciszę, odwalając brudną robotę zastępowania jego matki. Nacisnął przycisk “Zakończ” i wszystko zniknęło. I nagle był tylko Louis ze stosami ubrań, tak jak wcześniej.
Z westchnięciem wstał z krzesła i bez celu krążył po pokoju. Zatrzymał się na wprost wielkiego lustra i spojrzał na siebie. Bez dłuższego rozmyślania obrócił się, ponieważ bądźmy szczerzy - to jego najlepsza czść. Spodnie ciasno opinały tyłek, sprawiając, że wyglądał tak pociągająco, jak tylko mógł. Dziewczynom się spodoba, stwierdził. Nie, żeby specjalnie obchodziło go to, co dziewczyny lubią, ale musiał udawać, że tak jest. Louis skinął głową w zamyśleniu, kiedy damski głos wyrwał go z zadumy.
- Gotowy? - Zaskoczony, Louis obrócił głowę i zobaczył fryzjerkę, Sarę, stojącą w drzwiach i uśmiechającą się do niego. Nagle jego wielki uśmiech powrócił. Bo jeśli była jedna rzecz, którą Louis mógł zrobić, to dać innym ludziom to, czego pragnęli. Jeśli czuł, że tak jest, tak było.
- Tak, jestem gotowy - potwierdził i podszedł do niej.
Wciąż się uśmiechając, położyła rękę na jego ramieniu i delikatnie popchnęła go do większego pomieszczenia, gdzie Liam i Niall byli już obecni, szykując się na wieczorny występ.
- Cześć, chłopacy. - Louis powitał ich, wchodząc.
Ktoś ostrożnie nakładał podkład na twarz Liama, który nagle zignorował to i odwrócił się do Louisa:
- Cześć, stary. Gotowy na występ?
Liam wyglądał tak autentycznie szczęśliwie, jak zawsze, co sprawiło, że Louis był już nieco bardziej szczęśliwy.
- Tak. Jestem podekscytowany.
Jego oczy przeszukały pokój, dopóki nie zatrzymały się na Niallu, zmuszonym do siedzenia z zamkniętymi oczami, kiedy makijażystka nakładała… eh, cóż, nakładała coś. Louis nie był makijażystką, okej? Nie musiał dokładnie wiedzieć, co miał na twarzy. Wiedział, co to jest podkład i to by było na tyle. Tylko dlatego, że był gejem, nie oznaczało to, że był kobiecy, dziękuje bardzo. Nie wspierał tego rodzaju stereotypów. (Jednak, zapisał sobie wcześniej w myślach o tym, że powinien zmienić krem nawilżający, jego skóra była bardzo przesuszona. Ale twoja cera jest ważna, kiedy jesteś gwiazdą popu, okej?)
- Niall, jesteś napalony?
Niall nie wydawał się podzielać entuzjazmu Liama.
- Tak, będzie świetnie - powiedział. - Nie mogę się doczekać późniejszego piwa.
- Och, na Boga, Niall! - zaśmiał się Louis.
Niall otworzył oczy, pomimo, iż makijażystka westchnęła z oczywistą irytacją i spojrzał na Louisa, marszcząc brwi.
- Co?
Louis, który wciąż był ciągnięty przez Sarę, podszedł do własnego krzesła i zwrócił oczy na Nialla. Naprawdę chciał rzucić jakąś sarkastyczną uwagę, ale rozmyślił się, nie chcąc nikogo nieświadomie urazić przed wielkim występem takim jak ten.
- Nic. Tylko pamiętam Chicago, kiedy poszliśmy na drinka po występie i nieświadomie zjadłeś im całe zapasy frytek.
Niall wybuchnął głośnym śmiechem.
- Tak, pamiętam to! Nie sądzę, bym kiedykolwiek był tak dumny z siebie w całym swoim życiu.
- Do teraz trudno mi zrozumieć - powiedział powoli Liam - jak mogłeś przez przypadek zjeść cały zapas.
- Ups? - Niall obojętnie wzruszył ramionami.
- Dobre czasy. - Louis powiedział, siadajac na krześle.
- Dosłownie. - Niall uśmiechnął się zadowolony i ponownie zamknął oczy.
Louis wciąż na niego patrzył, kiedy makijażystka zaczęła ostrożnie nakładać, tak, cóż, coś na twarz Nialla, ale został rozproszony przez Sarę, która zakaszlała, wyraźnie po to, by zwrócić na siebie jego uwagę. Z przepraszającym uśmiechem także zamknął oczy i pozwolił, by transformacja się zaczęła.


xxx


Występ poszedł bardzo dobrze. Było tak szalenie, jak zawsze, jeśli nie bardziej. Louis będzie tęsknił za trasą: będzie tęsknił za adrenaliną, którą czuł zawsze, gdy wchodził na scenę, za krzykami, które sprawiały, że czuł, jakby mógł eksplodować w każdy możliwy sposób. Czasami Louis lubił po prostu przez chwilę pogapić się na tłum i uśmiechnąć, przypominając sobie, dlaczego to robił. Ich ostatni występ był siedem dni temu, w tym samym miejscu, gdzie trasa się zaczęła – w Londynie. Byli tam kilka dni, biorąc pod uwagę, że wciąż mieli jakieś niedokończone sprawy do załatwienia tutaj, w USA. Jednak Louis naprawdę nie mógł się doczekać. Tęsknił za Anglią tak bardzo, że to aż bolało. I, szczerze, z utęsknieniem wyczekiwał końca trasy. To wszystko po prostu stało się ostatnio zbyt przytłaczające. Jednak teraz Louis był szczęśliwy. Z wielkim uśmiechem na twarzy wszedł do pokoju, gdzie Niall i Liam już serdecznie rozmawiali, wyraźnie zadowoleni z dzisiejszego występu.
- Byłeś tak dobry w „Kiss you”! – Niall komplementował Liama. – Stary, przyrzekam, że widziałem z przodu dziewczynę, która dosłownie mdlała.
- Wątpię w to . – Liam wyśmiał to, zażenowany.
- Nie, mówię ci! Ta stara i brunetka? – Niall spojrzał na Louisa. – Widziałeś?
Louis podszedł do Nialla i poklepał go pocieszająco po ramieniu.
- Obawiam się, że to przegapiłem. Szkoda. Muszę zobaczyć kogoś innego niż siebie samego, mdlejącego przez talent Liama.
- Zamknij się. – Niall roześmiał się i zrzucił dłoń Louisa ze swojego ramienia.
- Nie mogę uwierzyć, że został jeszcze tylko jeden występ – powiedział Liam nieco przybity, patrząc na swoje dłonie. – Czas tak szybko leci.
- Taak. – Louis zgodził się. – To szalone.
- Naprawdę szalone – dopowiedział Niall.
Ziewając, Louis poczuł, jak adrenalina opuszcza jego ciało i uświadomił sobie, jak zmęczony był.
- Chłopaki, jestem wykończony. Myślę, że pójdę do łóżka.
- Co? – Niall wykrzyknął, z przerażeniem wymalowanym na twarzy. – Myślałem, że wszyscy pójdziemy na drinki. Świętowanie i takie tam.
- Tak, ale… – Louis wziął głęboki oddech. Naprawdę, mógł iść z nimi, nie był aż tak zmęczony. Filiżanka kawy i czułby się w porządku. Problemem było to, że naprawdę nie chciał iść. – Jestem pewien, że wy dwaj poradzicie sobie beze mnie.
Niall obdarzył Louisa długim spojrzeniem, ponieważ spójrzmy prawdzie w oczy – to była prawda. Oni dwaj faktycznie częściej wychodzili sami, czasami dlatego, że Louis nie chciał dołączyć, a czasami dlatego, że oni nie zawracali sobie głowy, by go spytać. Louis starał się nie brać tego do siebie, naprawdę się starał, ale czasami był tylko człowiekiem. Przynajmniej nigdy tego nie pokazywał.
- Ale… – Niall zaczął niepewnie. – Chcemy, zebyś poszedł.
-Tak, cóż, ja nie chcę iść. – Louis odparł, prawdopodobnie zbyt defensywnie, niż wymagała tego sytuacja
- Dlaczego? – Niall wciąż się w niego wpatrywał, marszcząć brwi.
- Ponieważ! – Louis zawołał, brzmiąc desperacko. – Tak jakby mamy jutro wywiad i inne takie. Może potrzebuję odpoczynku? Pomyślałeś o tym?
Niall przełknął, zrywając kontakt wzrokowy i w zamian spojrzał w dół na swoje ręce. Powoli pokiwał głową, przetrwarzając informację, mając jednocześnie taki wyraz twarzy, którego Louis nie mógł rozszyfrować.
- W porządku.
- Ale… – Liam powiedział powoli, skupiając na sobie uwagę Louisa. Jego oczy były wielkie i pełne nadziei, jakby wszystko, czego chciał, to naprawić sytuację. Louis chciał, żeby się nie przejmował. – Jeśli pójdziesz z nami, będziemy mieli co jutro opowiedzieć. Jestem pewien, że będziesz miał mnóstwo czasu by się wyspać w następnym tygodniu.
To była niewinna propozycja, ale Louis warknął tak czy inaczej, nie ważne, czy Liam wyglądał jak szczeniak, czy nie.
- Cóż, jeśli tak lubię pracować, Liam, to zależy ode mnie, okej? Więc jeśli zamierzasz użyć tego przeciwko mnie, opuść zespół.
Z zbolałym wyrazem twarzy, Liam odwrócił głowę i zaczął wpatrywać się bez celu w coś za Niallem. Louis czuł, jak wina ciąży w jego brzuchu; naprawdę chciał uścisnąć Liama i wyszeptać: „to nie ty, to ja” i naprawdę mieć to na myśli, ponieważ faktycznie – to niestety była prawda. Cisza stawała się krępująca. Niall uniósł głowę i spojrzał na Louisa, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie otworzył ust. To nie miało znaczenia, ponieważ tym razem Louis mógł z łatwością odczytać wyraz jego twarzy: może to ty powinieneś opuścić zespół. I to naprawdę wystarczyło. Louis chciał po prostu uciec.
- Przepraszam – wyszeptał ledwo słyszalnie. – Pójdę. Ja, eh, ja zaraz wrócę.
Nie dając im czasu na odpowiedź, Louis szybko obrócił się i wyszedł z pokoju, do którego wszedł przed chwilą, gdy był znacznie szczęśliwszy. Nie zamierzał „zaraz wrócić” i nie oczekiwał, że Niall i Liam uwierzyli mu. W zamian przeszedł długi korytarz, który zaprowadził go prosto do wyjścia, gdzie czekały samochody. Louis ledwo myślał, gdy nogi prowadziły go naprzód. Mógł tylko myśleć o tym, czego chciał. A to, czego chciał, to uciec. I być z rodziną. Ale to, czego Louis chciał bardziej, niż czegokolwiek innego, był ktoś, kto by go znosił; speciajlnie wtedy, gdy sam miał z tym kłopot.
Nacisnął klamkę i wyszedł w późną, piątkową noc. Nowy Jork był głośny, zimny i chaotyczny, i Louis mógł praktycznie poczuć energię buzującą w powietrzu. Dostrzegł swoją prywatną taksówkę za rogiem i ruszył do niej, ignorując wszystkie zaciekawione spojrzenia, które otrzymywał od obecnych ludzi.
- Nie pytaj – powiedział zdeterminowanym głosem, siadając na tylnim siedzeniu.
Kierowca obcrócił się ze zmieszanym wyrazem twarzy, ale milczał tak, jak został poproszony.


xxx


Można by pomyśleć, że ludzie śpią o drugiej nad ranem, ale nie. Najwyraźniej Nowy Jork naprawdę jest miastem, które nigdy nie śpi. W zasadzie, ludzie otaczali Louisa zewsząd, gdy stał sam ze spojrzeniem skierowanym w podłogę, starając się w yglądać tak normalnie, jak tylko mógł. Założył duży kaptur na głowę, w towarzystwie czapki i okularów. Ludzie patrzyli na niego rozbawieni, ponieważ dlaczego, kurwa, nosisz okulary przeciwsłoneczne w marcu? Jest cholernie zimno na dworze, idioto! Coś, co Louisa nie mogło obchodzić mniej, ponieważ potrzebował przebrania i to było najlepsze, co mógł wymyślić. A chociaż było kilka rzeczy, z których Louis cieszył się bardziej niż ze spotkania z fanami i robienia zdjęć, nie było to coś, co mógł robić właśnie teraz. Ludzie zadawali by mu pytania, a on nie byłby w stanie odpowiedzieć. Jeżeli nie umiał wyjaśnić swojego postępowania samemu sobie, jak zatem mógłby wyjaśnić je komuś innemu? Przed nim była kolejka, posuwajaca się nieznośnie wolno, co sprawiało, że Louis był bardzo niecierpliwy. Postukał nogą w podłgoę nieco histerycznie, kiedy poczuł wibracje w kieszeni. Wyciągnął telefon, przeczytał wiadomość i szybko wpisał odpowiedź, zanim mógłby się rozmyślić. Po wciśnięciu „Wyślij”, wyłączył telefon, więc nikt nie będzie próbował ponownie się z nim skontaktować.



Od: Niall
Stary, gdzie jesteś?

Od: Louis
Na lotnisku. Lecę do Londynu.


5

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz