sobota, 25 stycznia 2014

896

15

Perspekywa Louisa:
Od: Louis
Przyjdziesz niedługo? Robię się niecierpliwy.

Od: Harry
Nie pisz do mnie, kiedy jestem w łazience, ew.

Od: Louis
Bardziej, jak nie odpisuj mi, kiedy jesteś w łazience, podwójne ew.

Od: Harry
Bardziej, jak nie pisz do mnie wcale, potrójne ew.

Od: Louis
Bardziej, jak dlaczego wciąż mi odpowiadasz, setki ew.

Od: Harry
Bardziej, jak dlaczego wciąż do mnie piszesz, milion ew.

Od: Louis
Bardziej, jak dlaczego wciąż istniejesz, nieskończoność ew.

Od: Harry
I w tym momencie przysięgam, że byliśmy ew.

Od: Louis
Co?

Od: Harry
-.- Będę za minutę.

Od: Louis
Dobrze. Pospiesz się, sunshine!!! :)

Od: Harry
Jasne, sweetcheeks xx

Uśmiechając się, Louis schował swój telefon do kieszeni I oparł się o ścianę areny. Wiatr był raczej chłodny, wiejąc prosto w kości Louisa, więc otoczył się ramionami, chcąc zachować jak najwięcej ciepła. Jutro miał być dzień wielkiego występu i chłopcy właśnie skończyli swoją ostatnią próbę. I jak zwykle, Louis zaczął robić się głodny. A głód plus zimno równowało się zirytowanym Louisem. Niecierpliwie uderzył stopą w ziemię, gdy wpatrywał się w drzwi. Tekst Harry’ego: „cholera, muszę siku, zaraz wrócę” z pewnością zajęło dłużej, niż oczekiwał. Louis nie był pewien, czy Harry zna znaczenie słów „zaraz wrócę”. Z kolejnym rozdrażniony westchnięciem znów wyjął telefon i napisał kolejną wiadomość.

Od: Louis
Minuta minęła.

Jak na zawołanie, drzwi gwałtownie się otworzyły i wyszedł Harry z tymi jego długimi nogami, szalonymi włosami i generalnie niesprawiedliwie atrakcyjną chwałą. Wyglądał, jakby brakowało mu tchu, jak gdyby biegł i Louis poczuł się nieco źle. Nie aż tak źle, ponieważ wciąż było zimno, jak cholera, ale trochę. W jego brzuchu było to małe, niekomfortowe uczucie, które można by opisać jako winę.

Harry zatrzymał się, kiedy dostał wiadomość Louisa. Wyciągnął telefon i przewrócił oczami po tym, jak przesunął wzrokiem po ekranie.

- Nie zdawałem sobie sprawy, że jesteś tak dosłowny, jeśli chodzi o czas – powiedział, gdy podszedł do Louisa.

Louis odepchnął się od ściany, ale wciąż pocierał dłońmi ramiona.

- Zazwyczaj nie, ale kiedy jest tak zimno, robię wyjątki.

- Zmarzłeś? – Zielone oczy Harry’ego przeskanowały Louisa od góry do dołu.

- Tak – powiedział Louis, patrząc na szare niebo. – Nie powinno być tak zimno w marcu. Jest wiosna, do cholery jasnej. Ale to jedna z tych rzeczy, które mówisz każdego roku, ponieważ po prostu nie możesz zaakceptować tego, że jest zimno w marcu.

Harry nadal na niego patrzył, marszcząc brwi.

- Dlaczego nie nosisz kurtki?

Louis spojrzał w dół na swoją czerwoną bluzę.

- Cóż, Niall zapomniał swojej z domu, bo zaspał, więc zaoferowałem mu swoją, kiedy wychodził.

Harry nadal na niego patrzył, nic nie mówiąc, więc Louis szybko dodał:

- Mam na myśli, odda mi ją jutro. To nie tak, że Niall ma moją kurtkę na stałe. Nie jestem aż tak hojny.

Kiwając powoli głową, Harry utrzymywał skupione spojrzenie na Louise, który kontynuował swoje mamrotanie:

- Cóż, z Niallem jest tak, że on bardzo szybko łapie przeziębienie, a ty czujesz się tak źle, ponieważ jego policzki są całe czerwone i w ogóle, i chcesz po prostu rozpalić w kominku i zrobić mu filiżankę ciepłej herbaty. Ale pomyślałem, że danie mu swojej kurtki będzie nieco bardziej efektowne.

- Ale teraz ty marzniesz. – Harry zauważył powoli.

- Tak, cóż… - Louis wzruszył ramionami.

Bez dalszych ceregieli, Harry skinął głową i zaczął ściągać swoją własną kurtkę. Nosił pod nią szarą, trykotową koszulkę.

- Oh, nie, nie, nie… – Louis zaczął natychmiast.

Machał rękami, zatrzymując Harry’ego. Harry jednak zignorował narzekania Louisa i ściągnął ją, podając Louisowi, by ten ją wział.

- Zmarzłeś. Bierz ją – powiedział prosto.

- Ale wtedy ty zmarzniesz – odpowiedział Louis.

- Poradzę sobię. – Harry obstawiał przy swoim. – Bierz ją.

- Odmawiam.

- Odmawiam tego, że odmawiasz.

- Wciąż tego nie akceptuję.

Dwójka chłopców patrzyła na siebie, obaj zdeterminowani, by się nie poddać, dopóki Harry nie westchnął i wzruszył ramionami.

- W porządku – powiedział.

- Dobrze. – Louis uśmiechnął się, usatysfakcjonowany.

Ale zamiast założyć ją z powrotem, Harry pochylił się i zaczął odpinać swój plecak, który leżał na ziemi. Louis zmarszczył brwi.

- Co robisz?

- Jeśli tego nie założysz, to ja też nie – odpowiedział po prostu i wcisnął kurtkę do torby.

Louis westchnął.

- Harry – jęknął.

Zamykając torbę, Harry wstał i zarzucił plecak na plecy.

- Możemy?

Odkąc Harry powiedział Louisowi, że pracował w piekarni, Louis uparł się, że powinien mu coś upiec, na co Harry chętnie się zgodził. Dlatego też zdecydowali, że dzisiaj po pracy będzie idealny dzień, by wpaść do sklepu i kupić to, co niezbędne.

- Jasne, chodźmy. – Louis zgodził się.

Harry skinął głową i ruszyli. Jednak szli tylko przez jakieś dziesięć sekund, kiedy kolejny silny, mroźny wiatr zawiał, wywołując u Louisa nadmierne dreszcze. Harry zatrzymał się.

- Louis – powiedział, powodując, że Louis odwrócił się, by na niego spojrzeć.

- Co?

- Po prostu weź moją kurtkę – powiedział niemal desperacko. Spojrzał na Louisa błagalnie. – Proszę. Chcę, byś ją wziął.

Po rozważaniu tego przez kilka sekund, Louis w końcu się poddał. Mimo wszystko, jeśli to było to, czego Harry chciał, to powinien to dostać.

- W porządku. Daj mi tę kurtkę.

Harry rozpromienił się, podając mu kurtkę.

- Proszę bardzo.

- Dziękuję – powiedział Louis, gdy wsunął ją na siebie.

Była na niego o wiele za duża, rękawy sięgały daleko za jego palse, więc w pełni chroniła go od lodowatego wiatru. Była już ciepła, ponieważ Harry używał jej wcześniej i nawet nim pachniała. Louis uśmiechnął się, gdy powąchał kołnierz.

- Dobrze na tobie wygląda – zauważył Harry, brzmiąc na zadowolonego.

- Wygląda lepiej na tobie. – Sprzeciwił się Louis.

Harry przesunął oczami w dół i w górę, uśmiechając się, zanim powiedział:

- Nie.

Louis był prawie pewny, że kurtka wygląda na nim całkiem śmiesznie, ponieważ była dużo za duża, ale nie zamierzał kłócić się na ten temat z Harry’m. Jeśli Harry chciał być uprzejmym dżentelenem i go skomplementować, on naprawdę nie miał z tym problemu.

Supermarket nie był daleko od areny, więc Louis zasugerował, że powinni pójść pieszo, a potem wziąć taksówkę do domu (“domu” będącym ich hotelem). Kiedy szli, rozmawiali o występie i o tym, jak Louis się z tym czuł. Louis powiedział mu, że jest nieco zdenerwowany, a Harry, oczywiście, powiedział, że jest perfekcyjny i nie ma się czym martwić.

Kiedy dotarli do supermarketu i weszli, Louis nie mógł powstrzymać nadziei, że nie będzie zbyt tłoczno. Nie chciał robić scen. Harry wziął koszyk.

- Więc, gdzie?

- Ty jesteś szefem. Ty decyduj – powiedział Louis.

- Hm. – Harry podwinął rękawy i Louis udawal, że nie zauważył gęsiej skórki na jego ramionach. – Dobrze, sądzę, że zawsze możemy zacząć od znalezienia mąki.

- Prowadź, o potężny znalzco mąki.

Harry roześmiał się i rozpoczęli poszukiwania. Lub Harry zaczął poszukiwania, a Louis za nim podążał, celowo trzymając nisko głowę, tak na wszelki wypadek.

- Prawdopodobnie tutaj – ogłosił Harry i skręcili w prawo, w alejkę zawierającą takie rzeczy jak cukier, mąka i inne składniki do pieczenia.

Stali przed sekcją z mąkami, kiedy Louis usłyszał dziewczęcy głos .

- Przepraszam?

Obracając się, Louis zauważył dwie nastolatki, wyglądające na niewiarygodnie zdenerwowane.

- Hej – powiedział i uśmiechnął się w nadziei, że sprawi, iż poczują się nieco bardziej komfortowo.

Jedna dziewczyna spojrzała na niego szeroko rozwartymi oczami, jakby zobaczyła ducha.

- O mój Boże, to ty – powiedziała w kopletnej dezorientacji.

- Tak! – Louis wzruszył nieśmiało ramionami.

Druga dziewczyna nagle uśmiechnęła się tak szeroko, że Louis martwił się, czy to nie przetnie jej twarzy na pół.

- O mój Boże! To najfajniejsza rzecz, jaka kiedykolwiek mi się przydarzyła! – zawołała, wyglądając na absolutnie przejętą. – Prosimy, prosimy, możemy zrobić sobie z tobą zdjęcie?

Louis zachichotał i zaczął podświadomie poprawiać włosy.

- Tak, jasne.

- Jej! – Dziewczyna wykrzyknęła I wyciągnęła telefon z torebki. Kiedy to zrobiła, wyglądała na nieco niepewną.

Louis wyciągnął rękę i chwycił go, zwracając się do Harry’ego.

- Um, mógłbyś?

Harry pokiwał chętnie głową i chwycił telefon.

- To takie niesamowite – powiedział radośnie.

Louis stanął między dziewczynami i objął je rękoma.

- Gotowi? – zapytał Harry.

Obie dziewczyny i Louis skinęli głowami i uśmiechnęli się szeroko do aparatu. Po zrobieniu dwóch zdjęć, Harry opuścił telefon. Jednak podekscytowana dziewczyna po lewej stronie Louisa jeszcze nie skończyła.

- Mógłbyś, proszę, proszę, zrobić sobie zdjęcie tylko ze mną? – zapytała, patrząc na niego błagalnie.

- Tak, jasne. – Louis zgodził się z łatwością.

Ta druga, cicha dziewczyna odsunęła się z pola widzenia i Harry znów podniósł telefon.

- Dziękuję, dziękuję, dziękuję – powiedziała dziewczyna i mocno objęła bok Louisa. Harry zrobił kolejne zdjęcie, a Louis znowu zrobił swój specjalny uśmiech do zdjęć.

Kiedy zdjęcie zostało zrobione, Louis obrócił się do cichej dziewczyny, pytając:

- Też chcesz jedno?

Twarz dziewczyny natychmiast zrobiła się czerwona jak pomidor, ale niepewnie pokiwała głową.

- Okej – powiedział i stanął obok niej. Harry zrobił kolejne zdjęcie.

Kiedy skończyli, Harry podał telefon tej podekscytowanej dziewczynie. Ona wzięła go i zapytała, a jej oczy się zmrużyły.

- Kim jesteś?

- Jestem Harry, przyjaciel Louisa – odpowiedział, uśmiechając się.

- Nie jesteś sławny, prawda?

- Niestety nie. – Harry zachichotał.

- Chociaż niedługo będzie – dodał Louis, patrząc wprost na Harry’ego. – Jest niesamowitym piosenkarzem.

- Dzięki, stary. – Uśmiech Harry’ego nawet się powiększył.

Podekscytowana dziewczyna znowu dołączyła do rozmowy.

- Po prostu się zastanawiałam, bo wyglądasz na takiego, kto powinien być sławnym.

- Wygląda, prawda? – Louis zgodził się. – Kiedy stanie się sławny, właściwie zamierzamy współpracować; One Direction z Harry’m Stylesem.

- Harry Styles z One Direction – poprawił go Harry.

- Nigdy, nawet za milion lat. – Louis parsknął i spojrzał na Harry’ego niedowierzająco.

Podekscytowana dziewczyna roześmiała się i powiedziała:

- Cóż, powinnyśmy już iść. Ale miło było was poznać. – Nagle zaczęła skakać, wrzeszcząc: - Czy mogę, proszę, proszę, przytulić cię?

- Jasne. – Louis roześmiał się.

- Dziękuję! – wykrzyknęła i rzuciła się na Louisa, obejując go ciasno. – Jesteś najlepszy, Louis, jesteś słońcem w moim wszechświecie. Kocham cię tak bardzo mocno.

- Dziękuję, też cię kocham. – Louis poklepał ją niezręcznie po plecach.

Kiedy zwolniła swój uścisk, absolutnie błyszczała szczęściem. Louis obrócił się do jej przyjaciółki i rozłożył w zapraszającym geście ramiona.

- Uścisk?

Zachichotała cicho i podeszła, dając mu szybki uścisk, zanim wymamrotała:

- Dzięki.

- Nie ma za co.

- Powinnyśmy iść. – Powiedziała podekscytowana dziewczyna do swojej przyjaciółki. – Pa Louis i Harry!

Louis pomachał, a Harry powiedział: „Pa, trzymajcie się!”

- Będziemy! – Dwie dziewczyny zaczęły odchodzić, zanim ta podekscytowana odwróciła się ostatni raz. – Och, i Louis, następnym razem, jak będziesz gadał z Niallem, powiedz mu, że go kocham i że powinniśmy się pobrać.

- Jasna sprawa, kochanie – odpowiedział Louis, śmiejąc się.

Zastanawiał się, jak wiele propozycji małżeństwa Niall otrzymał do tej pory. Może powinien wziąć sobie żonę. Może tym sposobem nie zapominałby swojej kurtki. Po tym, jak pokazały Louisowi uniesione kciuki, dziewczyny odeszły, szepcąc do siebie.

Louis obrócił się do Harry’ego, który wciąż sie uśmiechał.

- Po prostu kolejny dzień w zwyczajnym życiu Louisa Tomlinsona.

- Ta dwójka była naprawdę miła – zauważył Harry.

- Tak – zgodził się Louis. – Większość jest.

Harry skinął głową i kontynuowali zakupy. Po tym, jak wzięli mąkę, poszli szukać jajek i innych rzeczy, które Harry uważał za niezbędne. Louis czuł się jak idiota, więc dodał pieprz i sól, kiedy Harry powiedział mu, by wziął cukier, które poźniej Harry wyjął z koszyka, dramatycznie przewracając oczami. Spotkali jeszcze jednego fana w alejce z mlekiem i Louis zrobił kolejne zdjęcie. Albo raczej Harry zrobił zdjęcie. Ten fan był nieco starszy niż tamte dziewczyny, może nawet starszy od Louisa, trudno było powiedzieć.

Stali w kolejce, rozmawiając o tym, co Harry zamierza upiec, kiedy grupa nastoletnich chłopaków stanęła za nimi. Louis zauważył ich natychmiast, ponieważ nie zachowywali się cicho, rozmawiając głośno o szkole i zadaniach domowych, których nie mieli zamiaru robić. Louis domyślił się, że są w wieku, w którym po prostu muszą być tak głośni i nieznośni, jak to tylko możłiwe, co było okej; pomyślał, że też taki był w jakimś momencie. Dlatego zignorował ich i skupił swoją uwagę na Harry’m, który zaczął opowiadać historię o tym, jak pewnego razu przypadkowo spalił mufinna w piekarni i jeden z jego współpracowników powiedział, że jeśli spali kolejnego, pójdzie do muffinowego piekła. Historia sama w sobie nie była specjalnie interesująca, ktoś mógłby nawet się kłócić, że była nieco bezcelowa, ale sposób, w jaki Harry ją opowiedział, jakby była to najważniejsza rzecz, która kiedykolwiek mu się przydarzyła, sprawiła, że Louis skupił uwagę i uśmiechał się przez cały czas. Został jednak wyciągnięty z opowiadania, kiedy jeden z kolesi za nim nagle krzyknął.

- O, kurwa!

Harry natychmiast zamilkł. Louis obrócił się nieznacznie i zobaczył chłopaka, szesnastolatka lub siedemnastolatka, patrzącego na niego dużymi, niebieskimi oczami. Jego tłuste blond włosy wystawały spod czapki i nosił szare brudne dresy zestawione z luźną czarną bluzą ze słowem „BADASS” wypisanym na piersi.

- Cześć? – powiedział Louis niepewnie.

Nagle chłopak odwrócił się i spojrzał na przyjaciół, śmiejąc się histerycznie.

- O mój Boże, to ten koleś z tej gejowskiej grupy, którą moja mała siostra ciągle słucha – powiedział, wskazując na Louisa, który czuł się przytłoczony chęcią do zatrzymania swojej egzystencji.

- Nie ma mowy! – powiedział drugi chłopak, ten z sięgającymi ramion brązowymi włosami i wysunął się na przód, by dobrze przyjrzeć się Louisowi. – Kurwa, cholera. Wygląda nawet bardziej gejowsko w rzeczywistości.

Louis westchnął ciężko. To było śmieszne.

- Dzięki – powiedział sucho.

- Jezu, jeszcze raz, jak nazywa się twoja grupa? – Brązowowłosy chłopak udał, że myśli. – To Gay Direction czy One Gay?

Wszyscy chłopcy zaczęli się śmiać.

- Ha. Ha. Ha. – Louis powtórzył bez humoru, przewracając oczami i obrócił się, więc dłużej na niego nie patrzył.

W zamian stanął twarzą w twarz z Harry’m, który nagle zrobił się naprawdę spięty. Jego usta były zaciśnięte w cienką linię, a brwi złączyły się razem, gdy gapił się na śmiejących chłopców. Od kiedy Louis go znał, co nie było długo, ale jednak, nigdy nie widział go innego niż szczęśliwego i opanowanego, więc zmartwił go nieco widok wyraźnie smutnego Harry’ego. Louis położył rękę na jego ramieniu.

- Harry.

Zanim on nawet mógł spojrzeć w dół, na Louisa, blondwłosy chłopak znów się odezwał.

- Kto to? Twój chłopak? – Co zdobyło kolejną salwę śmiechu od jego paczki.

Na to Harry przysunał się bliżej gangu, jego oczy patrzyły uważnie na blondyna z pragnieniem mordu.

- Zamknij się.

- Oooh – powiedział blondyn, uśmiechając się szeroko, podczas gdy objął ramieniem bruneta. – Dotykające. Co zamierzasz z tym zrobić? Uderzyć nas w twarz różowym dildo?

Usta Harry’ego się otworzyły i Louis natychmiast ścisnął jego ramię uspokajająco. Wiedział, że lepiej nie zwracać uwagi na takich idiotów.

- Harry – wyszeptał – po prostu ich zignoruj. Nie rób scen.

Harry zrelaksował się nieco i przeniósł spojrzenie z blondyna na Louisa, jego zielone oczy były niemal zmieszane.

- Proszę.

Przełykając, Harry skinął głową i Louis puścił jego ramię. Harry zaczął wyładowywać ich towary na ladę, a Louis wypuścił westchnięcie ulgi, chociaż napięcie nigdy tak naprawdę nie opuściło ramion Harry’ego. Blondyn nadal rzucał swoimi głupi komentarzami.

- Zamierzacie mieć teraz romantyczną kolację, a potem pieprzyć się nawzajem w tyłek?

Ignorując go, Harry nadal wyładowywał zakupy, jego postawa była jeszcze bardziej napięta i oddychał ciężko. Louis wciąż odmawiał sobie dania im tej satysfakcji z obrócenia się i spowodowania sceny. Zamiast tego spojrzał na dziewczynę przy kasie, która słyszała każde wypowiedziane słowo i była całkowicie zdezorientowana. Rzucała spojrzenia między Louisa a gang, gdy obsługiwała klienta przed nim i Harry’m.

- Nie potrafisz mówić? Twoje gardło za bardzo boli od robienia zbyt wielu lodów?

Louis zamknął oczy i skupił się na oddychaniu. Mimo wszystko, to nie było nic, czego nie słyszałby wcześniej i poza tym, to byli tylko idioci, zachowujący się jak idioci. Nic więcej niż to. To w porządku.

Teraz był czas Harry’ego, by zapłacić i Louis stał obok niego w ciszy. Normalnie nalegałby, aby zapłacić, ale tak naprawdę nie miał w tej chwili do tego gowy. Miał wrażenie, że Harry i tak by mu na to nie pozwolił.

-W każdym razie, jak miał na imię? To Liam czy Louis? – Usłyszał, jak brunet za nim powiedział, jakby on wcale nie stał przed nimi.

- Louis. – Potwierdził blondyn i Louis mógł usłyszeć zadowolony uśmiech w jego głosie. – To on jest tym bez talentu i ciągnie pozostałą dwójkę w dół. Moja siostra to powiedziała.

Louis przełknął ciężko. Gejowskie dopwcipy go nie obchodziły, nie bardzo, ale to akurat bolało. To akurat naprawdę bolało. Louis pozostał w ciszy i patrzył w dół na podłogę, wiercąc się.

- Tak – kontunuował blondyn, chichocząc – moja siostra pokazała mi jego występ w XFactor i to ssało tak bardzo, że było cholernie zabawne. Przysięgam na Boga, totalnie zepsuł piosenkę.

Utrzymując spojrzenie na podłodze, usłyszał jak blondyn zaczyna śpiewać refren „Hey there, Delilah” szyderczym, piskliwym głosem. Louis chciał rzygać. Reszta gangu śmiała się głośno i blondyn skończył, także się śmiejąc.

- A ja zrobiłem to lepiej!

To było to. Szybko, nie myśląc o tym dłużej, Louis odszedł z kolejki i od Harry’ego, nie patrząc za siebie. Czuł, jak jego serce biło szaleńczo w piersi i robił co w swojej mocy, by odciąć się od czegokolwiek, co chłopcy krzyczeli za nim. Część niego desperacko chciała wrócić i dać im wszystkim nauczkę, może przez uderzenie ich w twarz, ale także druga część niego chciała się położyć na podłodze i płakać, i wzywać mamę, ponieważ wiedział, że jego casting był okropny, ale usłyszeć, że spieprzył to tak bardzo, naprawdę sprawiło, że nie mógł złapać oddechu.

Kiedy dotarł do wyjścia, zimne powietrze było miłą zmianą po ciepłym, duszącympowietrzu wewnątrz. Poszedł w lewo i oparł się o ścianę, spoglądając tęsknie na wyjście.

Kiedy Harry w końcu wyszedł z budynku, sapał, jakby biegł i Louis parsknął, ponieważ to drugi raz, gdy mu się to dzisiaj przydarzyło. Kiedy zauważył Louisa, podbiegł do niego i zatrzymał się przed nim, rzucając dwie torby na ziemię. Jego oczy były duże, gdy patrzył ostrożnie na Louisa, wyraz jego twarzy sympatyczny. Louis natychmiast zaczął zmieniać swoją pozycję, czując się niewygodnie z tą intensywną uwagą.

- Wszystko w porządku? – zapytał Harry, wyglądając na szczerze zmartwionego.

Ale było też coś innego w jego oczach, coś zbliżonego do litości. A jeśli jest jedna rzecz, której Louis absolutnie nie zniesie, to jest to litość. Louis zakaszlał, unikając kontaktu wzrokowego.

- Mam się dobrze.

Harry wciąż patrzył na niego dokładnie, nieprzekonany.

- Jesteś pewien?

- Tak – powiedział krótko, chcąc, by Harry to po prostu zostawił.

- Mówię tylko, że gdybym był tobą, byłoby mi naprawdę przykro.

- Mam się dobrze. – Louis powtórzył stanowczo.

- Ale naprawdę, te rzeczy, które powiedzieli były niesamowicie niegrzeczne i nie mieli prawa…

Louis warknął.

- Jezu Chryste, Harry, powiedziałem, że jest w porządku! – wykrzyknął, przerywając mu. – Mógłbyś proszę po prostu to zostawić i wezwać taksówkę lub coś? Jezu.

Harry stał zupełnie nieruchomo, mrugając. Minęło kilka sekund, zanim wydawał się załapać wiadomość Louisa. Spuścił głowę i skinął.

- Przepraszam. Ja, um, zrobię to.

Przełykając, Harry wyjął telefon i zaczął wybierać numer. Louis poczuł coś nieprzyjemnego w żołądku.

- I odejdźmy stąd na wypadek, gdyby wrócili – powiedział cicho, a Harry przytaknął, unikając jego wzroku.

Louis podniósł torby i przeszli na drugą stronę parkingu; Harry rozmawiając przez telefon i Louis marząc o tym, by wiedzieć, jak może po prostu zniknąć z planety, bez bycia podejrzanym. Kiedy się zatrzymali, Harry zakończył połączenie i nie było tam nic prócz zimnego wiatru i ciszy wokół nich. Louis ścisnął uchwyt toreb w pięści.

-Taksówka powinna być w każdej chwili – powiedział Harry, niemal niesłyszalnie, po kolejnej minucie ciszy. Louis skinął głową.

Stali tak, nie odzywając się i nie patrząc na siebie, dopóki taksówka nie przyjachała. Weszli do środka i usiedli po przeciwnych końcach. Louis powiedział kierowcy gdzie ma jechać, ale zachował ciszę przez resztę drogi, po prostu patrząc na ludzi i budynki za oknem.

Kiedy dojechali, Louis zapłacił kierowcy i weszli do wielkiego hotelu, wciąż w ciszy. Louis utrzymywał wzrok przed sobą, ale czuł, jak Harry okazjonalnie rzuca mu spojrzenia.

Jazda windą była najgorsza. Normalnie stawali instynktowanie obok siebie, ale teraz stali po przeciwnych kątach, mając między sobą tak dużo wolnej przestrzeci, jak to tylko możliwe. To było tak, jakby Louis mógł fizycznie sięgnąć i dotknąć grubego napięcia swoimi palcami. Trwał w ciszy, tak jak Harry.

Kiedy weszli do swojego pokoju, Louis był mieszanką pragnienia utopienia się w wannie i pragnienia podpalenia się. Domyślając się, że prawdopodobnie nie powinien robić niczego z tych rzeczy, zdjął z siebie kurtkę Harry’ego i rzucił ją na podłogę,zanim podszedł do łóżka i zaczął podduszając się poduszką. Sekundę później poczuł, jak łóżko podskoczyło, a reka zaczęła poruszać się w górę i w dół na jego plecach.

- Jest dobrze. – Usłyszał głęboki, pocieszający głos Harry’ego.

I w tym momemcnie Louis był zły. Ponieważ nie potrzebował pocieszenia, nie potrzebował nikogo, by go podnosić n duchu, nie potrzebował niczyjej sympatii, naprawdzę nie potrzebował niczyjej litości i zdecydowanie nie potrzebował nikogo, by do cholery głaskał go po plecach. Nie był smutny, miał się dobrze.Nie potrzebował niczyjej, ani Liama czy Nialla, ani swojej rodziny, ani przyjaciół, ani zarządu, a na pewno nie Harry’ego pomocy. Było w porządku.

Uderzył dłoń Harry’ego i uniósł się na łokciach, patrząc wprost na Harry’ego po raz pierwszy od czasu, który wydawał się jak godziny.

- Która część „mam się dobrze” jest tą, której nie zrozumiałeś? – Louis syknął, mrużąc oczy.

Harry poprawił się na łóżku i spojrzał niecierpliwie na Louisa.

- A której części „nie masz się dobrze, możesz przestać kłamać” ty nie rozumiesz?

Louis poszurał nogami.

-A skąd do cholery możesz o tym wiedzieć?

Harry milczał przez chwilę, po prostu patrząc ostrożnie na Louisa, zanim odpowiedział ostrożnie głosem.

- To dość oczywiste.

- Cóż, mam się dobrze, więc się pieprz. – Louis zaczął pocierać swoimi dłońmi o kolana.

- Jasne, że tak. – Harry wziął głęboki oddech.

- Mółbyś przestać udawać, że wiesz lepiej niż ja, jak się czuję?

- Myślę, że to ty jesteś tutaj tym, który udaje.

Louis nadal siedział nieruchomo, patrząc w dół na swoje dłonie.

- Szczerze, jeśli masz zamiar taki być, to równie dobrze możesz wyjść.

- Zatem mnie wykop – odpowiedział Harry, nonszalancko wzruszając ramionami.

Louis spojrzał na Harry’ego, który także patrzył na niego. Nagle Louis poczuł zimno i czuł kłucie w oczach.

Miał się dobrze.

-Okej. – Jego głos się załamał. – Wyjdź.

Nastąpiła chwila ciszy, zanim Harry obrócił głowę i spojrzał na Louisa ostrożnie.

- Nie zamierzam.

Louis wypuścił oddech, który nieświadomie wstrzymywał.

- W porządku. Nie ważne. Patrz, jak mnie to obchodzi.

- Obchodzi cię to, więc nie rozumiem, dlaczego podkreślasz, że tak nie jest.

- Nie obchodzi mnie to.
- Obchodzi.
- Nie.
- Tak.

Louis nie wiedział, co więcej powiedzieć, więc tylko wzruszył ramionami i uniknął wzroku Harry’ego.

- Ja tylko nie rozumiem, dlaczego pozwalasz, by to aż tak cię dotknęło – powiedział Harry po długim milczeniu.

Louis wciąż nie odpowiedział, tylko wpatrywał się bezmyślnie w powietrze.

- Mam na myśli, wszystko co oni powiedzieli to jedno wielkie kłamstwo.

Czy aby na pewno? Louis zachował ciszę. Tym razem Harry uniósł jego brodę, zmuszając Louisa, by spotkał się z jego oczami.

- Zgadzasz się, że wszystko to kłamstwo, prawda, Louis?

Przełykając, Louis wciąż nic nie powiedział. Jego serce biło szybko.

- Louis? – Głos Harry’ego był teraz silniejszy, gdy patrzył uważnie w oczy Louisa. – Chcę usłyszeć, jak mówisz, że to był tylko stek kłamstw.

Louis otworzył usta, by mówić, ale nic z nich nie wyszło. Pozostał przy małym wzruszeniu ramion. Harry zmarszczył brwi w dezorientacji i puścił jego brodę.

- Co masz na myśli?

- Mam na myśli – głos Louisa był cichy – że może było w tym trochę prawdy?

Harry wciąż był uroczo zdezorientowany i wyglądał jak kotek.

- Nie, nie było.

Louis znów wzruszył ramionami. Z jakiegoś powodu nie był już zły, tylko zmęczony. Tylko bardzo, bardzo zmęczony. Mógł poczuć, jak Harry łapie jego dłoń i ściska ją pocieszająco.

- Naprawdę nie było, Lou. W ogóle.

Louis nie uwolnił się od dotyku Harry’ego.

- Nie wydaje mi się byś rozumiał, Harry.

- Masz rację. – Harry siedział tak blisko, że Louis czuł ciepło emanujące z jego ciała. – Nie rozumiem. Wcale. Chciałbym, żebyś mi to wyjaśnił.

- Nie wiem, czy potrafię.

- Spróbuj. – Harry znów ścisnął jego dłoń.

- Cóż, okej. To jest jak… – Louis wziął głęboki oddech, zastanawiając się jak do cholery mógł wyjaśnić to Harry’emu, kiedy ledwo potrafił wyjaśnić to sobie – jak bycie sławnym jest naprawdę dziwne, wiesz?

Harry skinął głową z szeroko otwartymi oczami, wyraźnie starając się zachęcić Louisa, by kontynuował.

- I okej, prawdopodobnie nie wiesz tego, dopóki nie jesteś sławny, ale. Okej. Ale, jak, kiedy jesteś sławny, stajesz się dwoma osobami, jeśli wiesz, co mam na myśli?

Harry zmarszczył brwi i potrząsnął powoli głową.

- Cóż, um, mam na myśli, jesteś kim jesteś. Tym kim byłeś, kim jesteś w tym momencie i tym, kim zawsze będziesz, prawda? Nie ważne czy jesteś sławny, czy nie. Ale potem jesteś także wizją tego, kim inni ludzie myślą, że jesteś?

Harry skinął głową.

- Co, okej, tak jest ze wszystkimi. Każdy jest w jakiś sposób kimś w oczach innych. Ale, tak jakby, kiedy jesteś sławny – Louis uśmiechnął się słabo – to tak samo, tylko razy milion. Mam na myśli, ludzie będą stwarzać blogi i inne takie, na podstawie tego, co myślą o tobie, prawda? Ale nie o tym, kim naprawdę możesz być.

Harry znowu skinął głową. Louis wypuścił krótki, świadomy śmiech.

- Przepraszam, to prawdopodobnie nie na miejscu i nie ma żadnego sensu, i…

- Nie, to ma sens. – Harry przerwał mu, ściskając dłoń. – Proszę, kontynuuj.

- Dobrze, cóż, okej, wracając do tematu. – Louis ciągnął. – Myślę tylko, że to takie przerażające, ponieważ ludzie mogą wystawiać te popieprzone opinie. I być ich naprawdę pewnymi. Jak, nie wydaje mi się, że bycie sławnym koniecznie zmienia to, kim jesteś, ale to potęguje. To jak, jeśli ktoś ogólnie jest miły i zabawny, ludzie będą jak „oh, wow, ta osoba jest najlepszą osobą na świecie, kocham go tak bardzo”. Ale potem, jeśli zrobisz jedną pomyłkę, nie ważne co, ludzie po prostu zaczną cię natychmiast osądzać i nienawidzić. Jak „oh, stary, Louis Tomlinson zrobił to, co za niegrzeczny dupek, nie zasługuje na to, by być w One Direction”. Po prostu, to mogła być tylko jedna normalna rzecz i gdyby wydarzyła się w normalnym życiu, ludzie nie pomyśleli by, że to duża sprawa, ale jeśli jesteś sławny, wtedy to ogromna sprawa.

- Rozumiem. – Harry powiedział cicho.

Louis skinął głową.

- Tak, cóż. Chodzi o to, że jestem bardzo przerażony jeśli chodzi o to, co ludzie o mmnie myślą, co jest złe, ponieważ mam tendencję do pieprzenia rzeczy. Nie chcę tego, tylko czasami to jest po prostu za dużo i nie wiem, jak sobie radzić z tymi rzeczami. A ludzie będą myśleć o tych złych rzeczach, nawet jeśli niekoniecznie są prawdą i to jest niemal jak diabelne koło. – Louis wziął głęboki oddech. – A nawet czasami chcę, żeby ludzie myśleli wyłącznie o złych rzeczach, ponieważ inni ludzie umieszczają cię na piedestale i myślisz, ze jesteś taki świetny, a ja czuję, jakby oni po prostu mieli być nieuchronnie rozczarowani, jeśli poznają mnie w prawdziwym życiu.

Harry otworzył usta, by się odezwać, ale Louis szybko kontynuował, przerywając mu.

- Mam na myśli, to tak, jakbyś był przedmiotem, zamiast człowiekiem i ludzie nawet sobie tego nie uświadamiają. Oni myślą, że będziesz cały idealny i w jakiś sposób inny, niż wszyscy chodzący po tej planecie. Ale prawda jest taka, że mam tyle wad i nieprawidłowości, jak każda inna osoba. To tak, jak kiedy ludzie gloryfikują miasta, jak myślą, że trawa zawsze jest bardziej zielona po drugiej stronie. Ale kiedy pojedziesz tam, uświadamiasz sobie, że miasto jest tak samo gówniane jak to, skąd pochodzisz. – Louis wziął kolejny głęboki wdech, mając nadzieję, że to przynajmniej ma jakiś sens. – Mimo to uważam, że ciągnę zespół w dół z moim stałym zamartwianiem się i przemyśleniami, i moim czasem złym zachowaniem, które potem staje się największą sprawą na świecie. Więc naprawdę chciałbym móc to jakoś zrekompensować, być doskonałym, jedynym w swoim rodzaju piosenkarzem. Ale tak naprawdę nie jestem i to jest do bani, mieć to potwierdzone. Zwłaszcza przez grupę jakichś głupich nastolatków z Tesco.

Harry wpatrywał się w niego, ledwie mrugając, a Louis naprawdę nie wiedział, co więcej powiedzieć. Nigdy wcześniej nie odsłonił się tak przed nikim, a bycie tak odsłoniętym wywołało u niego zawroty głowy i poczucie dyskomfortu. Mógł poczuć dowcip czający się na końcu języka, potrzebę, by to wszystko wyśmiać, jakby nie było to nic ważnego, ale wiedział, że Harry i tak by mu nie uwierzył. Pocierając jego dłoń, Harry zaczął mówić.

- Cóż, okej – zakaszlał. – Po pierwsze, rozumiem to. Naprawdę.

- Ale? – Louis uśmiechnął się.

- Ale – Harry przeciągnął – w ogóle się z tym nie zgadzam. Rozumiem, że dużo o tym myślisz, czy cokolwiek, ale dlaczego czujesz potrzebę zrekompensowania za nic – to jest dla mnie nie do pojęcia.

- Ja tylko…

- Nie, pozwól mi skończyć. – Przerwał mu Harry. – Myślę, myślę, że to, co się tutaj dzieje, to ty, próbujący z jakiegoś powodu zepchnąć się w dół. Mam na myśli, jestem w stu procentach pewien, że jeśli rozmawiałbym z Niallem i Liamem, oni nie powiedzieliby nic o byciu niżej czegokolwiek. Nie powinni, ponieważ to śmieszne.

- Ale może…

- Nie skończyłem, Lou. – Harry znów mu przerwał. – Mówię tylko, to jest to, co sam powiedziałeś, wszyscy mają wady i niedoskonałości, tak jak ty. Tylko dlatego, że jesteś sławny, nie oznacza to, że powinieneś czuć się źle, mając je, nie powinieneś czuć się źle, nie będąc w stu procentach idealny. Myślę, że fakt, iż tak jest, pokazuje wady naszego społeczeństwa, nie twoje.

Louis pozostał cicho, niepewny, czy Harry skończył, czy nie. Zaskakująco, Harry zachichotał.

- Mam na myśli, kiedyś spaliłem muffina, więc tak to jest.

- Biedny muffin. – Louis zachichotał wbrew sibie.

- Wiem – powiedział Harry. – Ale wracając do tematu. Mam na myśli, szczerze, z wszystkich rzeczy, które myślałem, że możesz mi powiedzieć, to nie było to. Bo ja naprawdę myślę, że jesteś jedynym w swoim rodzaju, doskonałym piosenkarzem. I myślę, że to tak oczywiste, że nim jesteś, że nawet nie rozważałem tego jako opcję.

- Um. – Louis zaczął. Nie był pewien, co powiedzieć.

- Jak, poważnie – Harry mamrotał dalej – bądźmy szczerzy, myślałem, że będziesz bardziej obrażony o tę gejowską sprawę, ponieważ osobiście nic nie wkurza mnie tak bardzo, jak homofobia.

- Tak. – Louis powiedział cicho.

- To absolutnie nie ich sprawa, więc dlaczego ich to obchodzi?

- Cóż, to jest to, co powiedziałem wcześniej. Ludzie robią z tego ich własny interes. – Louis przełknął. – A gdy robisz to co ja w życiu, ludzie po prostu przyjmują założenia, nieważne, co robisz.

Harry skinął głową.

- I to po prostu sprawia, że czuję się tak niekomfortowo. – Louis spojrzał w duże, zielone oczy Harry’ego, który patrzył na niego uważnie, jak zawsze. – Ponieważ to jest najbardziej osobista część w moim życiu. Najbardziej intymna i nawet nie należy do mnie. – Louis westchnął. – Czasami po prostu czuję, że nie nadaję się do tej „sławnej” rzeczy.

Harry nie odwrócił wzroku. Zapadła długa cisza, zanim Harry w końcu przemówił.

- W zasadzie, to co mówisz, to to, że nie podoba ci się to, że nie kontrolujesz własnego życia.

Louis nic nie odpowiedział, ale to nie było tak, że nie był boleśnie świadomy tego, że był maniakiem kontroli. Nagle Harry zerwał się z łóżka i stanął, z rękami założonymi na biodrach.

- Wiem dokładnie, co powinniśmy zrobić.

- Tak? Co? – Louis skrzywił się.

- Zobaczysz. – Harry uśmiechnął się.

Kiedy Louis nie odpowiedział, tylko patrzył na Harry’ego podejrzliwie, ten wyciągnął rękę, by Louis ją chwycił.

- Chodź – powiedział, a jego oczy lśniły. – Zaufaj mi.

Louis przełknął ślinę, ale złapał jego dłoń.

-x-

- Nie jestem tego pewny, Harry.

- Naprawdę, nie masz o co się martwić. Wygooglowałem to i jest całkowicie bezpieczne, i wszyscy to polecają.

- Cóż, to nie o to się martwię.

- Daj spokój, Lou, będzie fajnie.

- Może dla ciebie, ale wyobrażam sobie, że to będzie bolesne tylko dla mnie.

- Tak, cóż, z takim nastawieniem.

- Mam na myśli, nie mam nic przeciwko, by inni to robili. To po prostu nie jest coś, czym sam jestem zainteresowany.

- Dlaczego nie? Masz do tego ciało.

- Co to w ogóle miało znaczyć?

- To miało znaczyć, że musisz mi po prostu zauwać.

Louis westchnął. Nie pisał się na to gówno. Przeniósł wzrok z Harry’ego na mały, przerażający, zastraszający, pokryty graffiti budynek przed nim.

- Harry, po raz ostatni, nie zamierzam robić pieprzonego tatuażu.

- Ale myślę, że to będzie dla ciebie dobre – żachnął się Harry.

Louis znów westchnął.

- W jaki sposób stały atrament w mojej skórze może być dla mnie dobry? To nawet nie wygląda dobrze.

- Cóż, po pierwsze, to wygląda dobrze. Mam na myśli, daj spokój.

Louis przewrócił oczami.

- Po drugie, nie sądzę, że to atrament jest tutaj ważny, tylko to, co reprezentuje.

- Co reprezentuje? – Louis parsknął i uniósł brew.

- Tak, Louis, to, co reperezentuje – powtórzył Harry. – Ponieważ, jak powiedziałeś wcześniej, nie lubisz tego, że nie kontrolujesz własnego życia. Więc pomyślałem, jaki jest lepszy sposób na kontrolowanie własnego ciała, nić zrobienie tatuażu?

Kiedy Louis tylko zmarszczył brwi, Harry dodał.

- Mam na myśli, nie możesz naprawdę kontrolować tego, co inni ludzie myślą o tobie. To niemożliwe. Jedyną rzeczą, którą naprawdę możesz kontrolować, to twoje ciało i to, co z nim zrobisz. Myślę, że zrobienie tatuażu jest dobrym zaprezentowaniem ciebie, należącym tylko do siebie i nie będącym przedmiotem.

Louis zaniemówił. Można by pomyśleć, że Harry myślał o tym przez wieki, jakby wiedział, co Louis zamierza mu powiedzieć, zanim to się jeszcze stało.

- Nadal nie jestem pewny – przyznał z wahaniem.

- Okej, dobrze. – Harry wzruszył ramionami i zaczął kierować się do środka, zostawiając Louisa stojącego samego, wpatrującego się z niedowierzaniem w jego plecy.

- Harry – powiedział, ale nie otrzymał odpowiedzi. – Haz? Hazza? Hazzie?

W końcu Harry odwrócił się, uśmiechając się pod nosem.

- Nazywanie mnie uroczymi ksywkami nigdzie cię nie zaprowadzi.

- Po pierwsze, doprowadzi mnie wszędzie – odparował Louis. – Po drugie, nie wiem, wciąż nie jestem tego pewny. To po prostu wydaje się być jedną z tych rzeczy, które najpierw musisz przemyśleć.

Harry wsadził dłonie do kieszeni.

- Żeby było jasne, nie chcę cię do niczego zmuszać. To i tak musi być twoja decyzja, by zrobić sobie tatuaż, jeśli to ma dobrze wyglądać.

- Okej.

- Mimo to, ja wciąż chcę, więc… – Harry wskazał głową na budek.

- Oh. – Louis powiedział, zaskoczony i pospieszył do Harry’ego. – Przepraszam, nie wiedziałem, że chcesz.

- Jak myślisz, dlaczego wygooglowałem to miejsce? – Harry uśmiechnął się.

Louis tylko wzruszył ramionami. Weszli do małego budynku i Louis natychmiast zachwycił się ścianami, pokazującymi nieskończoną ilość rysunków i szkiców. Niektóre z nich zapierały dech w piersiach. Na pierwszy rzut oka, Louis pomyślał, że są oni tutaj jedynymi klientami, ale szybko zauważył dość starego mężczyznę na tyłach sklepu, robiącego sobie tatuaż na ramieniu. Kiedy tuatuażystka zauważyła, że Harry i Louis weszli, odwróciła się i uśmiechnęła do nich.

- Cześć, witajcie – powiedziała.

- Cześć! – Harry uśmiechnął się do niej.

Louis odwrócił się i zaczął ostrożniej oglądać ściany, urzeczony ich urokiem. Słyszał, jak Harry i dziewczyna rozmawiają za jego plecami.

- Więc, co mogę dla was zrobić?

- Chcę tatuaż.

- Wiesz, co to ma być? Masz jakiś szkic ze sobą?

- Um, nie szkic, ale wiem. Tak jakby. Detale zostawię tobię.

- Cóż, zatem wrócę, jak skończę. Nie powinno to potrwać długo.

- Nie ma pośpiechu.

Louis odszedł od Harry’ego i podszedł bliżej ściany, gdzie zaczął delikatnie dotykać jeden z rysunków palcami.

- Na co patrzysz? – spytał Harry.

Przesuwając swoje palce po obrazie, Louis odwrócił twarz do Harry’ego, który patrzył na niego uważnie.

- To kompas.

- Nie wierzę! – Zaskakująco, Harry rozjaśnił się na to.

- Co masz na myśli?

- Ponieważ ja chcę statek. – Harry przyłożył dłoń do piersi.

- Oh.

Louis odwrócił się, by znów spojrzeć na obraz, jego brwi złączyły się, gdy się skoncentrował. Po minucie lub dwóch, poczuł dłoń na swoim ramieniu i ciepłe ciało za sobą.

- Podoba ci się? – zapytał Harry, a jego usta były blisko ucha Louisa.

- Cóż, tak – powiedział Louis, relaksując się na dotyk. – Podoba mi się. Nie kopiuję tego, co powiedziałeś, ale myślę, że to będzie dobrze prezentowało, czy cokolwiek, mnie, zawsze odnajdującego drogę powrotną.

Nastała chwila ciszy, w czasie której Louis nadal patrzył na obraz przed sobą. Nagle poczuł, jak Harry składa delikatny pocałunek na jego lewym policzku.

- Myślę że jest idealny.

Louis uśmiechnął się, jego policzki były ciepłe. Wyrwali się z ich prywatnego świata, kiedy tatuażystka zawołała do Louisa:

- Ty też chcesz tatuaż?

Nie wiedząc, co na to odpowiedzieć, Louis obrócił się i spojrzał na nią pytająco. Chciał?

- Um.

- Ponieważ jeśli tak, mój kolega jest na magazynie, a wiem, że jest wolny w tej chwili.

- Um. Cóż. – Louis podrapał się po karku.

Nie był pewien dlaczego ten pomysł już go tak nie odpychał. To było tak bardzo do niego niepodobne.

- Nie musisz robić niczego, czego nie chcesz – powiedział Harry, stojąc za nim. Louis obrócił się i zobaczył, że Harry wzrusza ramionami. – Mam na myśli, odmawianie zrobienia sobie tatuażu także jest sposobem na kontrolowanie swojego własnego ciała. To też może dobrze się prezentować.

Louis rozważył to.

- Chociaż nie będzie tak mocne.

- Może nie – zgodził się Harry. – Ale wszystko zależy od ciebie.

Louis westchnął. Przez podejmowanie decyzji robił się nerwowy i niespokojny. Raz jeszcze spojrzał na szkic.

- To będzie w ogóle wyglądać dobrze?

- Będzie.

Louis pozostał nieprzekonany. Harry położył dłoń na jego ramieniu i szepnął do jego ucha.

- Tylko wyobraź sobie, jak wchodzisz jutro na scenę z nowym tatuażem. Wyobraź sobie, co wszyscy pomyślą. Mogę zagwarantować, że majtki wszystkich dziewczyn po prostu opadną na podłogę. Nie, żeby i tak się tak nie stało, ale mimo wszystko. – Głos Harry’ego był głęboki. – Wiedz, że moje spadną.

- Zamierasz założyć majtki?* - Louis nie mógł powstrzymać uśmiechu.

- Mógłbym, jeśli mnie o to poprosisz.

Louis odwrócił głowę i uśmiechnął się, potrząsając nią niedowierzająco.

- Ale poważnie, Lou, to będzie wyglądać dobrze – powiedział Harry z iskierką w oczach i podszedł do tatuażystki, która już prawie skończyła.

- Jeszcze raz, gdzie mówiłaś, że jest twój kolega?

-x-

Louis nie był pewien, jak się czuł lub raczej jak powinien się czuć w tym przypadku. Było trochę bólu w jego prawym ramieniu, ale przewyższała to adrenalina, która zainspirowała go do podskoku z podniecenia. Opuścili salon tatuażu jakąś godzinę temu, kiedy było już właściwie ciemno na zewnątrz. Louis wciąż nie był pewien, czy ostatnie cztery godziny naprawdę miały miejsce, czy to wszystko było tylko snem.

- Jesteś pewien, że to nie boli? – zapytał Harry, siadając naprzeciw niego, jedząc tajskie jedzenie z pudełeczka na wynos.

Louis zachichotał, przez przypadek sprawiając, że kilka klusek wyleciało z jego ust na podłogę.

- Ups – powiedział nieśmiało i włożym je z powrotem do pudełka. Spojrzał na Harry’ego i uśmiechnął się. – Nie, żadnego bólu. Jest w porządku.

- To mnie cieszy. – Harry uśmiechnął się.

- Co z tobą, Curly? Żadnego bólu?

- Jak na razie nie.

- Cieszę się.

Louis przestał jeść i patrzył, uśmiechając się, gdy Harry bez wdzięku próbuje wyjąć ryż z pudełka. Nalegał na użycie pałeczek, wyglądając na urażonego, kiedy Louis powiedział mu, że mają widelce w szufladzie. I taki był rezultat. Połowa ryżu wypadła z pudełka, a Harry pochylił głowę, by wziąć to, co zostało na patyczkach. Louis przewrócił oczami, ale miał ciepłe uczucie w całym swoim ciele. Wkładając swoje własne pałeczki z powrtoem do pudełka, podczołgał się do przodu i położył dłonie na prawym policzku Harry’ego, wyciskając delikatny pocałunek na ustach Harry’ego, gdzie mógł wyczuć smak ryżu.

- Dziękuję.

- Za co? – Harry zmarszczył brwi, gdy Louis się odsunął.

Louis wzruszył ramionami. Naprawdę nie znał odpowiedzi na to pytanie. Wszystko, co wiedział, to to, że po prostu chciał pocałować Harry’ego niezliczoną ilość razy, dziękując mu milion razy.

- Nie wiem. Za nic. Za wszystko.

Harry znowu miał ten swój uroczy, zdezorientowany koci wyraz twarzy.

- Cóż, okej. Nie ma za co, tak myślę. – Wrócił do nieudolnego próbowania wydostania ryżu. – Wszystko dla ciebie.

To był tak ulotny komentarz, że Louis ledwo zwrócił na niego uwagę. Ale on uśmiechnął się, kiedy jadł swój makaron, ponieważ jakoś nie uderzyło to w niego, jako niemożliwe. Może on rzeczywiście mógłby zrobić wszystko dla Louisa.

Kiedy skończyli, Louis położył się na łóżku i zamknął oczy. Tajskie jedzenie jakoś go uspokajało. Nagle poczuł, jak Harry gładzi dłonią bandaż na jego tatuażu. Louis otworzył oczy, odnajdując Harry’ego wpatrującego się w bandaż, uśmiechającego się z zadowoleniem.

- To wygląda tak gorąco – powiedział.

- Tak, mówiłeś to parę razy. – Louis zachichotał.

- Ponieważ to prawda! – Uśmiechając się, Harry spojrzał na Louisa. – Nie mogę uwierzyć, że przekonałem cię do tego. Teraz nie będziesz mógł spojrzeć na to, nie myśląc o mnie.

- Tak myślisz? – Louis uniósł brew.

- Tak – powiedział Harry, przysuwając twarz do szyi Louisa, gdzie zaczął ją ssać. – Chciałbym, żeby nie było to zabandażowane, żebym mógł porobić ci wszędzie malinki.

Oddech Louisa przyspieszył.

- Podoba mi się to.

- Chciałbyś tego? – Harry praktycznie siedział teraz na nim okrakiem.

- Tak – wysapał Louis.

Harry przestał ssać jego skórę i obrócił się, by spojrzeć mu głębo w oczy, jego tęczówki były łagodne.

- Pozwolisz mi się sobą zająć?

Louis skinął ostrożnie głową, nie pewny, o co dokładnie Harry pyta. Jako odpowiedź, Harry uśmiechnął się i pochylił do przodu, przyciskając swoje pełne wargi do Louisa. Louis otworzył niepewnie usta, dając mu lepszy dostęp i mógł posmakować słodkiego ryżu, coli i czegoś, co było najwyraźniej Harry’m, co było też najprawdopodobniej najlepszym smakiem na świecie.

Harry położył dłoń na policzku Louisa i dodał trochę siły, pogłębiając pocałunek. Zrobił to z takim zamiarem, że Louis był pewien, że próbował przesłać wiadomość. Położył dłonie na szerokie plecy Harry’ego i przyciągnął go jeszcze bliżej, gdy Harry wydał zadowolony dźwięk. Nagle Harry cofnął swoje wargi i położył dłonie na tyłku Louisa, ponodsząc go i umieszczając go na łóżku. Louis prychnął.

- Mogę sam się poruszać, wiesz.

- Tak, ale powiedziałeś, że pozwolisz mi się sobą zająć, więc to jest właśnie to, co robię.

- Oh, okej – powiedział Louis. – To miałeś na myśli.

Harry skinął i przycisnął Louisa do łóżka, podążając za nim. Zaczął znów go całować, z czym Louis nie miał żadnego problemu, a jego ręce dotykały tak wiele skóry, ile zdołał, pod koszulką Louisa. Kiedy się zatrzymał, odchylił się i spojrzał Louisowi głęboko w oczy.

- Zdejmij koszulkę.

Robiąc to, co mu powiedziano, Louis szybko ściągnął ją z siebie i rzucił na podłogę. Harry natychmiast położył dłonie na jego nagiej skórze i zaczął wszędzie całować. Louis zrelaksował się i cieszył się wrażeniem bycia docenionym, nie musząc robić nic w zamian, po prostu być. Kiedy Harry zatrzymał się, spojrzał na Louisa, a jego oczy były tak niewinne, jakby Louis był tutaj jedynym, który podejmuje wysiłek. To było spojrzenie, które można określić jedynie jako czysta adoracja.

- Jesteś tak cholernie wspaniały. – Harry powiedział, zdyszany.

- Przestań. – Louis zarumienił się.

- Ale to jest prawda. – Harry stwierdził, nadal doceniając jego ciało swoimi ustami. – Chciałbym móc robić to każdego dnia na zawsze.

Louis zanucił zadowolony; to nie było nic, czemu chciałby się sprzeciwić.

Harry zatrzymał się przy pasku jego spodni i zaczął je rozpinać. Louis spojrzał w dół i ujrzał zdeterminowany wygląd Harry’ego. Spuścił spodnie w dół, przed wyciśnięciem delikatnego pocałunku na szczycie bokserek Louisa, co wywołało jego uśmiech. Potem pocałował wewnętrzną część jego ud, zanim znów spojrzał w górę, gdy pocierał je dłońmi. Widząc takiego Harry’ego między swoimi nogami – to na pewno pobudziło Louisa.

- Lubię twoje nogi – powiedział rzeczowo Harry.

- Um, dzięki. – Louis odpowiedział niezręcznie.

Harry skinął głową i jeszcze raz poklepał jego uda, zanim wspiął się nieco wyżej. Louis z niepokojem czekał na moment, kiedy zacznie czuć się nieswojo, będąc praktycznie nagim, podczas gdy Harry był w pełni ubrany, ale ten nigdy nie nadszedł. Tam było po prostu coś dziwnie spokojnego, jeśli chodzi o Harry’ego i jego obecność.

- Hej, Lou?

- Tak?

Harry położył głowę na brzuchu Louisa.

- Okej, nie zrozum mnie źle, wiesz, że uważam, że jesteś genialny i w ogóle, ale powiedział wcześniej coś bardzo głupiego.

- Och, naprawdę? – Louis parsknął.

- Tak, naprawdę. – Harry natychmiast spojrzał na Louisa z tak czystym, szczerym wyrazem twarzy, który sprawił, że Louis wstrzymał oddech. – Powiedziałeś, że nie chcesz, aby ludzie, którzy mają pozytywną opinię o tobie, poznały cię w prawdziwym życiu, bo myślisz, że byliby nieuchronnie rozczarowani.

Louis przełknął. Przypomniał sobie, że rzeczywiście coś takiego powiedział. To była myśl, która stale przebiegała przed jego umysł przez ostatnie kilka miesięcy.

- Tak?

- Więc, to było trochę głupie z twojej strony – powiedział Harry – ponieważ mogę przypomnieć ci, że naprawdę lubiłem cię, zanim cię poznałem i jestem w stu procentach pewien, że teraz lubię cię bardziej.

- Um. Naprawdę? – Louisowi brakowało tchu.

- Zdecydowanie.

Oczy Louisa rozszerzyły się, gdy wpatrywał się w młodszego chłopca. Uśmiechnął się lekko.

- Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia co zrobiłem w moim przeszłym, obecnym lub teraźniejszym życiu, że zasłużyłem na ciebie. – Louis przełknął. – To musiało być coś naprawdę wielkiego.

- Prawdopodobnie, tak. – Harry wyszeptał w jego brzuch. – Myślę, że byłeś po prostu sobą.

Oczy Louisa zrobiły się wilgotne. Tego było za wiele. Po prostu za wiele. Wydał z siebie zduszony chichot.

- Mógłbyś przestać?

Uśmiechając się, Harry podczołgał się do przodu, tak, że byli twarzą w twarz, zaledwie kilka centymetrów od siebie.

- Nie. Czy ty możesz przestać?

- Co ja zrobiłem?

- Nie wiem. Co ja zrobiłem?

Louis żachnął się.

- Jesteś zbyt miły. Nie zasługuję na to.

Marszcząc brwi, Harry powiedział:
- Nie sądzę, że słuchałeś tego, co mówiłem wcześniej.

- Nie, słuchałem cię.

- No, to chcę, byś powtarzał po mnie. – Harry nagle wyglądał na bardzo zdeterminowanego. – Ja, Louis Tomlinson, jestem dobrą osobą, która zasługuje na wszystko, co dobre w życiu. Szczęśliwy Louis czyni szczęśliwym Harry’ego, co czyni szczęśliwym wszystko. A ja zasługuję na to, by być szczęśliwym.

- Nie ma mowy, bym to powiedział. – Louis uniósł brew.

- Nie, musisz to powiedzieć! – Harry roześmiał się. – No dalej!

Louis mocno pokręcił głowa.

- Musisz! – Harry podjął swoją najlepszą próbę groźnego spojrzenia. – Jeśli nie, opuszczę to łóżko.

Louis zmrużył oczy.

- To groźba?

- To, mój drogi przyjacielu, obietnica.

Patrzyli na siebie uważnie przez chwilę, zanim Louis wreszcze wybuchnął śmiechem.

- Przykro mi, nadal tego nie powiem.

- Cóż, zatem… – Harry powiedział od niechcenia i zaczął odsuwać się od Louisa.

- Nie! – Louis zawołał natychmiast i złapał Harry’ego, odmawiając mu udania się gdziekolwiek. – Nie pozwolę ci.

- Cóż, zatem musisz to powiedzieć. – Harry roześmiał się.

Louis puścił Harry’ego i westchnął dramatycznie.

- Dobrze. Ugh, jesteś taki wymagający.

- Po prostu chcę tego, co jest najlepsze dla ciebie. A teraz mów.

Louis jęknął.

- Ugh, jak to szło, um…

- Ja, Louis… – pomógł Harry.

- Okej, um. Ja, Louis Tomlinson, jestem dobrą osobą, która zasługuje na dobre rzeczy. Um.

- Szczęśliwy Louis…

- Szczęśliwy Louis czyni szczęśliwym Harry’ego, co czyni szczęśliwym wszystko.

Harry skinął głową zachęcająco, wyraźnie starając się bardzo mocno nie rozpromienić się jak idiota. Louis wziął głęboki oddech, zanim wymówił ostatnią część.

- A ja zasługuję na to, by być szczęśliwym.

Harry rozpromienił się jak idiota.

- Dobrze – powiedział, jakby Louis był pięciolatkiem, który właśnie skończył swoje zadanie domowe.

- Nie zrobię tego nigdy więcej. – Louis przewrócił oczami.

- Raz to wystarczająco – powiedział Harry. Nagle jego oczy pociemniały, a on miał zadowolony wyraz twarzy. – Właściwie myślę, że zasługujesz na jakiś rodzaj nagrody za to.

Louis nagle przypomniał sobie, jak twardy był.

- Tak?

Harry zdjął własną koszulkę i rzucił ją na ziemię, obok koszulki Louisa.

- Tak.

Powoli, Harry przesunął się do krocza Louisa i zdjął spodnie. Louis wypuścił głeboki oddech, oczekując tego, co miało nadejść. Ostatnie cztery razym, kiedy Harry robił mu loda, były niesamowite, więc nie oczekiwał niczego mniej tym razem. („Jeden lód dziennie, trzyma lekarza z daleka ode mnie**” było najwyraźniej życiowym mottem Harry’ego. Szczerze, Louis słyszał gorsze motta).

- Piękny jak zawsze – skomplementował Harry, gdy penis Louisa wyskoczył i natychmiast zaczął gładzić go leniwie.

- Złośliwy jak zawsze – odpowiedział Louis.

- Niecierpliwy jak zawsze. – Harry uśmiechnął się.

Podniósł członka Louisa i polizał spód, i szczerze, Louis nie mógł poradzić sobie z tym, na jak zadowolonego wyglądał, jakby miał czas swojego życia, zadowalając Louisa w ten sposób. Jakby cały jego dzień, albo raczej życie, prowadziło do tego właśnie momentu, kiedy ssał penisa Louisa. Jakby przed chwilą odliczał minuty dla niego, by dostać się do jego interesu. Louis zebrał się w sobie, ściskając materac, gdy Harry wsadził całą długość w swoje obsceniczne usta.

- Boże, naprawdę dla tego żyjesz, prawda? – wydyszał Louis.

Harry pokiwał powoli głową, nie tracą skupienia, ale jego oczy były szeroko otwarte z determinacją i szczerością.

- Jesteś aniołem zesłanym z nieba, mam nadzieję, że to wiesz.

Harry zatrzymał swoje działania na moment, by zachichotać i Louis mógł przyciąc, że zamruczał. Włożył swoje dłonie w loki Harry’ego.

- Tak dobrze, Harry, tak dobrze.

Harry prawie nie zareagował, ale Louis dostrzegł mały uśmiech na jego wargach. Trwali tak przez chwilę, Harry nadal ssał penisa Louisa, podczas gdy Louis zasypywał go komplementami i zachętami, które sprawiały, że Harry pracował ciężej. To było dość zaskakujące dla Louisa, kiedy Harry przestał i spojrzał w górę, a niego, z czerwonymi i spuchniętymi ustami. Cienka warstwa potu zraszała jego czoło. Jeśli Harry tak wyglądał, Louis nie chciał wiedzieć, jak on wygląda.

- Hej, um, mogę cię o coś zapytać? – spytał Harry.

- Tak, jasne – sapnął Louis.

- Um. – Harry podrapał się po karku i zmarszczył brwi, patrząc na Louisa z wahaniem. – Czy ty kiedykolwiek, um, byłeś na dole?

Louis znieruchomiał. Spośród wszystkich rzeczy, których się spodziewał, tego nie było na liście. Harry patrzył na niego uważnie, czekając na reakcję.

- Um – jego dłonie wysunęły się z włosów Harry’ego – nie?

Harry pokiwał głową, jakby spodziewał się takiej odpowiedzi.

- Okej. Dlaczego nie?

- Cóż, ja… – Prawdę mówiąc, Louis nigdy nie poświęcał dużo czasu tej myśli. To nie było coś, co przychodziło mu naturalnie. – Nie wiem, naprawdę.

- To dlatego, że lubisz być tym, który kontroluje?

Sugestia Harry’ego zaskoczyła Louisa. Głownie dlatego, że to pasowało. Miało sens. Jak, tak. To rzeczywiście prawdopodobnie było przyczyną.

- To może być to, tak. – Louis szybko dodał, chichocząc: - Masz zamiar powiedzieć jakieś głębokie główno o moich preferencjach seksualnych, będących metaforą mojego życia, czy coś?

Harry uśmiechnął się, zakłopotany.

- Być może – wyznał. – Po prostu czuję, że byłoby dobrze dla ciebie, puścić trochę kontroli i, tak jakby, zaufać komuś innemu. Nie zawsze musisz być tym, który dba o rzeczy.

Louis spojrzał na Harry’ego, rozważając to.

- Mówisz, że chcesz być na górze?

- Może tak –powiedział Harry, głaszcząc łagodnie ramię Louisa w miejscu, gdzie był tatuaż ukryty pod bandażem. – Myślę, że to będzie dla ciebie dobre.

Louis milczał.

- Plus, naprawdę podoba mi się pomysł bycia w tobie – kontynuował Harry. – Mam na myśli. Wow.

Uśmiechając się lekko, Louis rożważał to. W teorii nie był przeciwny temu pomysłowi, ale w praktyce sama myśl o tym przyprawiała go o zawroty głowy i dyskomfort.

- Chcę. – Louis przyznał słabo. – Ale nie wiem. To trochę przerażajace.

- Może zaten nie powinniśmy tego robić. Nie chcę, byś robił coś, z czym czujesz się nieswojo.

- Nie, chcę – stwierdził Louis, chociaż jego donie drżały lekko. – Też chcę, żebyś był we mnie.

Harry przeniósł wzrok z ramienia Louisa i w zamian spojrzał głęboko w jego oczy, odsłaniając swoją twarz.

- Ufasz mi?

Louis spojrzał na niego, a jego łagodne i cierpliwe oczy sprawiły, że natychmiast poczuł się zrelaksowany. Odpowiedź była boleśnie oczywista.

- Tak.

Harry uśmiechnął się, zanim pochylił się, składając pocałunek na ustach Louisa.

- Dobrze. Zatem pozwól mi się sobą zająć.

Louis zamruczał w odpowiedzi. Harry odsunął się od niego i zaczął zdejmować te same, absurdalnie obcisłe czarne spodnie, które nosił na sobie każdego dnia, od kiedy Louis go spotkał. Louis czekał w milczeniu, ale czuł, jak jego ciało zaczęło trząść się w oczekiwaniu na to, co miało nadejść, gdy nagi Harry uklęknął na kolanach między jego nogami. Czy naprawdę był na to gotowy? Jego oddech zaczął przysieszać, ale nie w ten sam sposób co wcześniej, kiedy Harry był niemalże w tej samej pozycji.

- Zrelaksuj się – szepnął Harry i pogładził boki ud Louisa.

- Przepraszam – powiedział Louis, chcąc, by jego ciało po prostu przestało wariować. Obiektywnie, wiedział, że nie ma czym się martwić, więc dlaczego reaguje w ten sposób?

- Nie przepraszaj. – Harry pocałował prawe udo Louisa. – Po prostu daj mi znać, jeśli nie będziesz tego chciał. Zatrzymam się. Będzie dobrze.

- Nie, chcę tego. – Louis stwierdził szybko, zamykając oczy. Mógł to zrobić.

- Dobrze.

Czuł, jak Harry rozkłada jego nogi i zgina je w kolanach. Louis przełknął i skupił się na swoim oddechu.

- Rozciągałeś się kiedykolwiek?

- Cóż, tak, ale. – Louis nie dokończył.

- Ale nigdy nikt nie zrobił tego dla ciebie?

- Dokładnie.

Harry wycisnął pocałunki na obu jego nogach.

- Będę ostrożny. Obiecuję.

Trzymając swoje oczy zamknięte, Louis słyszał, jak Harry podchodzi do szuflady i wyciąga coś, prawdopodobnie lubrykant i prezerwatywę, zanim wrócił, zaczynając znowu głaskać jego uda.

- Wspominałem, że kocham twoje nogi?

- Wierzę, że wspominałeś, tak.

- Nie można powiedzieć tego zbyt wiele razy.

Louis zanucił i nagle usłyszał otwieranie lubrukantu i natychmiast zesztywniał.

- Zamierzam dodać teraz jeden palec, dobrze, kochanie? Jesteś gotowy?

- T-tak. – Louis zająknął się. Przygotował się na to, ale w zamian usłyszał, jak Harry się rusza.

- Hej, Lou, otwórz oczy.

Robiąc to, co mu kazano, Louis zobaczył Harry’ego tuż przed sobą. Przełknął ślinę.

- Tak?

- Jeśli mamy to zrobić, musisz się zrelaksować. Możesz to zrobić?

Louis skinął głową, ale jego dłonie nadal były spocone i czuł się cały zesztywniały.

- Wciągaj powietrze nosem, a wydychaj ustami – polecił Harry i sam to zrobił, biorąc długi, ciężki oddech. Louis poszedł w jego ślady. – Dobrze. Bardzo dobrze. Teraz miej oczy otwarte i patrz na mnie przez cały czas, dobrze?

- Tak.

Harry odczołgał się i pokrył lubrykantem swój palec, gdy Louis patrzył na niego, wdychając powietrze nosem, a wydychając ustami.

- Zamierzam dodać teraz jeden palec. Dobrze, kochanie?

Nie ufając własnemu głosowi, Louis tylko skinął głową.

- Zaczynamy.

Pomimo wcześniejszego przygotowania na to, łagodny dotyk zaskakuje Louisa, Jego biodra podskakują lekko w odpowiedzi, a Harry natychmiast go ucisza.

- Już, już, jest dobrze. Po prostu się zrelaksuj. Patrz na mnie. Jest w porządku.

Louis wciąga powietrze nosem, a wypuszcza je ustami, wpatrując się w Harry’ego.

- T-tak.

- Nigdy bym cię nie skrzywdził, wiesz o tym.

- Wiem. – Louis zdobył sie na uśmiech.

Palec Harry’ego zagłębił się w dziurce Louisa, zmuszając go do wciągnięcia kolejnego pospiesznego oddechu. Zaniepokojony, Harry spojrzał mu uważnie w oczy.

- Wszystko dobrze?

- Mhm.

- Spodoba ci się bardziej, jeśli się zrelaksujesz.

Louis zwalczył parknięcie, ponieważ, cóż. Łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Harry włożył więcej siły, a Louis czuł się powoli rozciągany. Kiedy Harry uprzejmie zapytał, czy jest gotowy na kolejny palec, Louis z wahaniem skinął głową, powtarzając sobie w myślach: wdychaj przez nos, wydychaj przez usta. Patrz na Harry’ego. Ufaj Harry’emu.

Louis nie mógł zaptrzeczyć, że to bolało trochę, kiedy Harry dodał kolejny palec. Bolało bardziej, niż się spodziewał, ale pozostał skupiony na oddechu i próbował cieszyć się z ekscytującego uczucia posiadania Harry’ego zajmującego się nim. To było warte bólu. Trzymał jęk wewnątrz siebie, nie chcąc, aby Harry się martwił. Jednak, po chwili, oddech Louisa stał się dość nieregularny, gdy dyszał niekontrolowanie, mimo podejmowanych prób wzięcia głębszych oddechów.

- Być może możesz dodać teraz kolejny palec – wydyszał Louis.

- Zaczynasz się z tego cieszyć? – Harry uśmiechnął się.

- Nie wiem. Może.

Po kilku kolejnych zapewnieniach, że jest dobrze i że to zniesie, Harry zdecydował się i dodał kolejny palec, a rzeczy stały się od teraz bardziej naglące. Zamiast Harry’ego, mówiącego mu, by się zrelaksował, był Louis, mówiący mu, by wchodził głębiej.

- Jesteś pewien, że sobie z tym poradzisz? Nie chcę, byś…

- Tak, jestem pewien – powiedział Louis. – To wciąż było dość bolesne, ale zablokował to. – Po prostu… Więcej…

- Radzisz sobie tak dobrze, Lou, naprawdę jestem z ciebie dumny.

Louis był całkowicie spocony.

- Jestem prawie pewny, że to ty jesteś tym, który radzi sobie dobrze, ale dzięki.

- Być może obaj sobie radzimy.

Louis skinął głową. Czuł się tak, jakby całe jego ciało zdrętwiało, tylko jedna część, w której dotykał go Harry, była nadwrażliwa.

- Myślę, że jestem gotowy.

Palce Harry’ego się zatrzymały.

- Jesteś pewien? Nie chcę, byś do czegokolwiek się zmuszał.

- Cóż, mam na myśli, nie będę mógł jutro chodzić, ale co tam. To przecież nie tak, że mam jutro ważny występ czy cokolwiek, który wymaga ode mnie zdolności do poruszania się.

Harry uniósł brwi, a w jego oczach pojawiły sie iskierki paniki.

- Cholera, zupełnie o tym zapomniałem! Tak mi przykro.

- To nie twoja wina – powiedział Louis. – Poza tym, nie ma mowy, bym teraz zrezygnował.

Harry skinął głową i wyjął palce, a Louisowi natychmiast brakowało dotyku. Przesuwając się lekko, Louis patrzył, jak Harry zaczął poruszać reką na swoim penisie w górę i w dół, i Louis przełnął na ten widok. Ponieważ to było ogromne. Oczywiście, to nie był pierwszy raz, kiedy Louis widział twardego penisa Harry’ego, ale wiedząc, że ma on być wewnątrz niego… To dawało inny punkt widzenia. Wcześniej było po prostu gorąco; teraz było gorąco i przytłaczająco. Penis Harry’ego był przytłaczający. Harry miał jakby jakiś szósty zmysł w łóżku, dzięki któremu mógł poczuć, że Louis znów się zamartwia, więc pochylił się nad nim, zamykając przestrzeń pomiędzy nimi, całując go delikatnie.

- Będzie dobrze, kochanie, zaufaj mi.

- Ale jesteś taki wielki – jęknął Louis, brzmiąc żałośnie.

Harry, ten drań, wyglądał na zadowolonego.

- Wiem. – Pocałował zarost Louisa. – Ale poradzisz sobie.

Louis chiałby być tak pewny, jak Harry wydawał się być. Ale nie było już odwrotu. Jeśli umrze, do cholery, zamierza umrzeć z absurdalnie wielkim penisem Harry’ego wewnątrz siebie. Naprawdę, jest jakiś bardziej szlachetny sposób by umrzeć, niż to?

- Dobrze – powiedział Harry i wyprostował się, a nogi Louisa były owinięte wokół niego. Louis próbował się zrelaksować, naprawdę, ale to było trudne, kiedy widział, jak Harry zakłada prezerwatywę i dodaje lubrykant. Spojrzał na Louisa. – Gotowy?

- Tak.

- Ufasz mi?

Louis spojrzał głęboko w zielone oczy Harry’ego, oddychając. Wystarczyło jego spojrzenie, by Louis natychmiast poczuł się bardziej swobodnie.

- Ufam ci.

I tak po prostu, Harry wsunął się ostrożnie w Louisa, który wziął gwałtowny wdech powietrza. Harry położył ręce na biodrach Louisa, by utrzymać na miejscu jego lub siebie, Louis nie był pewny. Kiedy wszedł w niego cały, zatrzymał się, nie ruszając i Louis nie sądził, że jest zdolny do mówienia, nawet, jeśli by próbował. Nawet Harry wydawał się być oszołomiony, z rozszerzonymi źrenicami i otwartymi oczami. Jego grzywka przykleiła się do czoła.

- O mój Boże – mruknął niemal niedosłyszalnie, wpatrując się bezmyślnie w powietrze, jakby doznawał jakichś doświadczeń poza ciałem. Następnie wydawało się, że coś sobie przypomniał i spojrzał z zaniepokojeniem na Louisa. – Wszystko w porządku?

Czy Louis był w porządku? Hary był tak duży, jak myślał, a wypełnienie go spowodowało zarówno intensywną sensację, jak i bolało w tym samym czasie. W końcu Louis skinął głową, ponieważ tak bardzo, jak było to przerażające i nowe, było o wiele za daleko, by to powstrzymać.

- Tak. Możesz się ruszyć. Ostrożnie.

- Dobrze.

Robiąc, co mu kazano, Harry poruszył się powoli, świadomie poruszając biodrami. Jego ręce zaczęły trzęść się słabo, prawie niedostrzegalnie, ale Louis wiedział, że trudno było mu utrzymać to wolne tempo. Mimo to, jego twarzy miała wygląd nieskanalnej wytrwałości i skupienia, jakby dla dobra świata nie mógł ruszać się szybciej.

- Możesz poruszać się szybciej, jest w porządku.

Harry niezłomnie pokręcił głową.

- Nie chcę cię skrzywdzić.

- Nie, Harry, chcę, żebyś poruszył się szybciej. Proszę.

Jakby w określeniu, czy Louis mówi prawdę, Harry studiował uważnie jego twarz, zanim zebrał się w sobie, wchodząc i wychodząc z Louisa nieco szybciej. W jednym momencie wszystko, co Louis mógł słyszeć, to charakterystyczny dźwięk dyszącego Harry’ego, unoszącego się nad nim i jedyne, co mógł czuć, to jego ciepło w swoim ciele. To było tak, jakby całe ciało Louisa płonęło, jakby był wielkim stosem niekończącej się energii, która prosi o uwolnienie.

- Tak, Haz, to jest to. To jest, kurwa, to. Jasna cholera.

Harry zwiększył tempo jeszcze bardziej, wchodząc i wychodząc energicznie. A jeśli Harry odliczał minuty, by zrobić Louisowi loda, to jest to, do czego odliczał Louis. On po prostu nie był tego wcześniej świadomy. Ale oni po prostu pasowali do siebie. Jak dwa kawałki puzli. Po prostu pasowali.

- Hej, Lou, wspominałem już, że kocham…

- Że kochasz moje nogi? – Louis dokończył za niego, a pot skapywał mu z czoła. – Tak, wspominałeś o tym.

- Nie, to nie jest to, co miałem zamiar powiedzieć – wydyszał Harry. – Chciałem powiedzieć, że kocham twoje ciało.

- Tak?

- Tak. Ono jest po prostu, nie wiem, idealne do tego. – Harry zbadał całe jego ciało, biorąc głęboki wdech. – Idealne do wszystkiego.

- Zamknij się.

- Kochasz to.

Louis uśmiechnął się. Tak naprawdę nie mógł zaprzeczyć.

- Pasujemy do siebie, prawda?

Usmiechając się szeroko, Harry spojrzał na niego, a jego oczy błyszczały.

- Tak. Pasujemy.

Louis stracił po tym wyczucie czasu. Harry znalazł właściwy kąt i właściwy rytm, sprawiając, że Louis bezwstydnie krzyczał z rozkoszy, więcej niż jeden raz. Kiedy był blisko, powiedział Harry’emu, a on natychmiast chwycił jego penisa i zaczął gładzić go leniwie. Louis wsunął dłoń pod jego brodę i przyciągnął go bliżej, spotykając się w natarczywym pocałunku, który był zarówno mokry i powolny, ale nikomu to nie przeszkadzało. Kiedy Harry się odsunął, Louis wiedział, że nie wytrzyma dłużej.

- Hej, Lou, czy wspominałem…

- Szczerze, jeśli zaserwujesz mi jeszcze jeden cholerny komplement, zamierzam… – Louis przerwał, rozważając – cholera, nie wiem co, ale. Tak, coś. Zamierzam zrobić coś.

Harry spojrzał na niego drapieżnie i podkręcił tempo swoich bioder i ręki. Tak, Louis był blisko. Louis był naprawdę blisko. Harry pochylił się, by szepnąć mu do ucha.

- Hej, Louis, czy wspominałem już, że uważam, że jesteś najpiękniejszą osobą na świecie?

To było własnie to, dlaczego Louis znosił wszystko, co wydarzyło się przez cały dzisiejszy dzień – stres na ćwiczeniach, ból od obelg chłopaków z Tesco, ból związany z tatuażem, dreszcz robienia czegość nowego - wszystko to spadło na niego na raz i doszedł w dłoni Harry’ego, nawet nie starając się powstrzymać jęku, który przyszedł razem z tym. Wydawało się, że to było też zbyt dużo dla Harry’ego, który doszedł chwilę później, chowając twarz w szyi Louisa, gdzie nie tak dawno wyssał malinkę.

Pozostali w tej pozycji, obaj dochodząc do siebie po szczytowaniu, nie odzywając się. Po złapaniu powietrza, co wydawało się trwać godzinami, Harry w końcu podniósł się z Louisa i położył się obok niego. Louis instynktownie przysunął się bliżej i położył głowę na jego piersi. Zamknął oczy i owinął rękę wokół brzucha Harry’ego, nie troszcząc się o to, że obaj byli lepcy od potu i spermy.

- Hej, Haz?

- Tak?

- Wspominałem już, że jestem bardzo zadowolony, że cię spotkałem?

Harry nie powiedział nic przez chwilę, ale Louis czuł, jak przeczesuje palcami jego włosy, więc niezbyt mu to przeszkadzało.

- Nie. – Głos Harry’ego był jednocześnie cichy i głośny w ciemnym pokoju. – Ale jestem szczęśliwy, że tak uważasz. Ja też cieszę się, że cię spotkałem.

Louis przytulił się do piersi Harry’ego, zadowolony.

- Chociaż szkoda, że nic nie upiekliśmy.

- Możemy to zrobić innym razem, kiedy nie będziemy mieć żadnych tatuaży rozpraszających nas.

- Tak – powiedział Louis, ziewając.

Harry nadal przeczesywał palcami jego lepkie włosy, a Louis wciąz się uśmiechał.

Może, mimo wszystko, miał się dobrze.



*w oryginale: panties – czyli typowe majtki dla dziewczyn, stąd pytanie Louisa.
**w oryginale: “A blowjob a day, keeps the doctors away”; nie miałam pojęcia, jak to przetłumaczyć, bo każda wersja sprawiała, że tekst tracił swój rym, urok i humor, dlatego też dziękuję za pomoc w tłumaczeniu tego zdania mojej zacnej Alex.x (po czym okazało się, że to przysłowie: „An apple day, keep doctor away”


15

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz