sobota, 25 stycznia 2014

901

17

Harry miał ten problem. Bardzo chciał płakać; chciał wypłakać oczy, sprawić, by jego widzenie było rozmyte i potwierdzić fakt, że nie było z nim dobrze – że zasłużył na to, by płakać. Jednak była ta niewielka komplikacja.Płacz przychodził z jakimiś ubocznymi skutkami, takimi jak czerwone oczy, cienie i spuchnięte usta. Znane także jako cechy widoczne dla osób z zewnątrz. Harry nie przejmował się tym, co pomyślą inni pasażerowie pociągu, ale był jednak zaniepokojony tym, co powie jego mama, kiedy odbierze go ze stacji za godzinę. Chodziło o to, że będzie ona zadawać pytania – pytania, na które Harry nie miał szczególnej ochoty odpowiadać. Ale jeśli by nie odpowiedział, czułby się głupio i jego mama czułaby się głupio, i to wszystko byłoby po prostu głupie. A może to nawet nie byłoby głupie, ale wydawałoby się głupie; co, w zasadzie, było tym samym, naprawdę. A kiedy Harry czuł się głupio, chciał jeszcze bardziej płakać. Płakać nad swoją głupotą.

Więc, to było trochę jak błędne koło. Płakać czy nie płakać – oto jest pytanie.

Ostatecznie Harry nie zdecydował się, nawet jeśli łatwiej jest powiedzieć, niż zrobić. Trudno jest to utrzymać w środku, kiedy całe twoje ciało błaga, by to uwolnić. Jedyną rzeczą, jaką Harry mógł zrobić naprawdę, było wpatrywanie się w okno i robić wszystko, co w jego mocy, by się rozproszyć, od myślenia o błędnym kole, niebieskich oczach i jego własnej głupocie.

Kiedy dotarł na swój przystanek, złapał torbę i wyszedł z pociągu. Dzień był pochmurny, a poranne słońce jeszcze nie wyszło w pełni. Z torbą przewieszoną przez ramię, poszedł w stronę parkingu, gdzie wiedział, że będzie czekała jego mama.

Kiedy dotarł, zobaczył ją, opierającą się o samochód, uśmiechającą się szeroko, kiedy go zauważyła. Harry zdobył się na słaby uśmiech.

- Kochanie! – wykrzyknęła i podeszła, by wziąć go w ciasny uścisk.

- Cześć mamo. – Harry wymamrotał w jej włosy.

Kiedy się cofnęła, wciąż się uśmiechała.

- Jak się masz? Dobrze się bawiłeś w Londynie?

Harry chciał zwymiotować.

- Tak, było, um. Fajnie.

- Tak? Co robiłeś?

- Ja, um. Cóż. – Harry wziął głęboki wdech chłodnego, porannego powietrza. – Um.

Anne posłała mu zmartwione spojrzenie, kiedy delikatnie dotknęła jego ramienia.

- Hej, wszystko w porządku? Wyglądasz jak duch.

- Dzięki – prychnął Harry.

- Nie miałam tego na myśli. Po prostu, nie wyglądasz za dobrze.

- Nie spałem całą noc, więc jestem trochę zmęczony. – Harry spojrzał na swoje stopy.

- Och, oczywiście. Chodźmy do domu, żebyś mógł odpocząć. – Anne podeszła do samochodu, otwierając bagażnik, by Harry mógł wrzucić do niego torbę.

Kiedy Harry pozbył się bagażu, usiadł w fotelu, a Anne ruszyła. Kiedy tylko zamknął oczy, usłyszał, jak jego mama zaczyna mówić.

- Więc, ciężka noc, co?

- Mhm – wymruczał, mając zamknięte oczy.

- Byłeś na imprezie?

- Nie do końca.

- No to co robiłeś?

Och, cóż, mamo, widzisz – jest ten facet, na punkcie którego miałem obsesję przez kilka miesięcy, ponieważ byłem pewny, że był moją bratnią duszą. A potem go spotkałem i był nawet bardziej idealny, niż to sobie wyobrażałem. Więc spędziliśmy jeden tydzień razem, zakochałem się w nim, a ostatniej nocy powiedział mi, że nigdy więcej nie powinniśmy się spotkać, ponieważ nie jestem wart kłopotów.Więc poszedłem na dworzec i czekałem sam pięć godzin, aż przyjedzie pierwszy pociąg do domu. Potem napisałem do ciebie, żebyś mnie odebrała. Zabawna noc!

Wzdychając, Harry otworzył oczy i zobaczył te same szare, stare budynki za oknem, które widział niezliczoną ilość razy.

- Nie zrozumiesz.

- Nie? – Anne zachichotała. – Zbyt stara, by zrozumieć co wy, młodzi ludzie robicie w dzisiejszych czasach?

- Tak. – Harry gapił się przez okno.

- Czy to ma coś wspólnego z tym, że jesteś w domu wcześniej?

- Można tak powiedzieć – powiedział Harry matowym głosem.

- Nie brałeś narkotyków, prawda? – Anne rzuciła mu spojrzenie pełne obawy.

Harry, wbrew sobie, przewrócił oczami i uśmiechnął się.

- Nie.

- Dobry chłopiec – powiedziała Anne, poklepując go po ramieniu.

Harry skinął głową i nadal patrzył przez okno. Anne wydawała się zauważyć „nie chcę rozmawiać” aurę, która go otaczała, więc przez resztę drogi panowała wzajemna cisza.

Kiedy dotarli do domu, pierwszą rzeczą, jaką zrobił Harry, było pójście do swojego pokoju, nawet nie zawracając sobie głowy, by zjeść śniadanie. Rzucił się na łóżko, gdzie w końcu zasnął, potajemnie życząc sobie, by nigdy się nie obudzić.

xxx

Kiedy Harry wszedł do klasy w poniedziałkowy poranek, został powitany przez uśmiechającego się do niego Nicka.

- Harry! – powiedział, gdy Harry usiadł obok niego. – Dawno cię nie widziałem. Jak się masz?

- Um, dobrze. – Harry zaczął kręcić swoimi książkami.

- Tak? – Nick przesunął się, kładąc łokieć na biurku. – Jak było w stolicy Anglii?

- Tak, tak, dobrze – powiedział Harry, patrząc na biurko przed nim, mając nadzieję, że niedługo przyjdzie nauczyciel. – Było zabawnie.

- Tak? W jakim sensie zabawnie? Przeleciałeś jakieś dziewczyny?

- Um – Harry przygryzł wargę – nie?

- Nie? – Nick uniósł brwi, zanim uderzył dłonią w biurko. – Racja! Przepraszam. Byłeś z Eleanor, prawda?

Dopiero po chwili Harry uświadomił sobie, o czym on mówił. Racja, Eleanor. Jego „powód by jechać do Londynu”. Racja.

- Dokładnie.

Nick przysunął się bliżej, by móc szepnąć do ucha Harry’ego.

- Tak więc, w jakiej pozycji to zrobiliście? Myślisz, że miałaby ochotę na anal?

Harry zamarł. Jego policzki płonęły czerwienią, ale jego ciało było bardzo zimne.

- Nie, my, uh. El jest świetna, ale jesteśmy tylko przyjaciółmi, więc.

Odsuwając się, Nick wzruszył ramionami.

- Skoro tak mówisz. Tylko, jeśli dobrze pamiętam, była bardzo gorąca.

- El jest świetna, tak.

Harry spojrzał na zegar wiszący na ścianie. Nauczyciel naprawdę powinien tu już być. Jak na zawołanie, drzwi się otworzyły. Harry chciał już dziękować Bogu, kiedy zobaczył, że to nie wszedł nauczyciel, tylko Josh. Josh zauważył jego i Nicka, i usiadł naprzeciw nich.

- Hej, jak tam Londyn? – zapytał, patrząc na Harry’ego.

Czy ludzie mogą przestać o to pytać?

- Dobrze.

- Jak Eleanor? Wciąż gorąca?

-Woah, muszę cię tutaj zatrzymać – przerwał Nick, powodując, że Josh zwrócił na niego swoją uwagę. – Widzisz, Harry i Eleanor są tylko przyjaciółmi, więc nie robili razem nic seksualnego.

- Co? – krzyknął Josh, patrząc pomiędzy Harrym i Nickiem, zanim skupił wzrok na Harrym. – Stary, gdybym był tobą, przeleciałbym ją ostro.

Harry przełknął ślinę.

- Ja też! – powiedział Nick. – Ta dziewczyna jest gorąca. Jezu, rzeczy które bym z nią zrobił! Jak, możesz sobie wyobrazić…

- Um, chłopaki, możecie się wstrzymać? –powiedział Harry, zanim zdążył się powstrzymać. Jego policzki były wciąż gorące i patrzył w dół, na swoje dłonie. – Mam na myśli, ona nie jest przedmiotem. Jest w niej coś więcej, niż tylko ciało.

- Och, drażliwy temat! – zaśmiał się Josh. – Jesteś pewien, że się nie pieprzyliście?

- Nie, jesteśmy tylko przyjaciółmi. – Harry pokręcił głową.

Nick otoczył ramieniem Harry’ego.

- Zostaw biednego Harolda w spokoju. Jeśli woli swoją prawą rękę, to zależy od niego.

- Dobrze, księżniczko. Zamknę się. – Josh uśmiechnął się i poklepał Harry’ego po dłoni.

Wzdychając, Harry znów spojrzał na zegar. Wreszcie wszedł nauczyciel. Harry dziękował Bogu.

Zostały przydzielone zadania, o które Harry nie mógł troszczyć się mniej, nawet gdyby spróbował. Zamiast tego otworzył swojego Tumblra, którego nie używał od ponad dziesięciu dni, co musiało być jakimś rekordem, naprawdę. Harry powrócił myślami do tych ostatnich dni, do tego, co robił, ale również, co ważniejsze, do tego, w czym zawiódł. Wzdychając, napisał posta.

Jak myślicie, co jest gorsze: bycie rozczarowanym czy bycie rozczarowaniem

#mine
Osobiście, własna odpowiedź Harry’ego była boleśnie obecna w każdej komórce jego ciała.

xxx

Od: Zayn

Hej Harry!!! Jak się masz? Po prostu wyjechałeś w ten piątek, trochę się martwiłem, aha ;/ wszystko dobrze? Dlaczego twój telefon nie jest włączony?

Rozmawiałeś z Louisem? Przepraszam, że cię przesłuchuję, jestem po prostu ciekawy.

Pa, dbaj o siebie xx odpisz wkrótce, proszę?

Od: Harry

Heeej. Tak, przepraszam, padła mi bateria, a potem rzeczy się popierdoliły w hotelu, więc wróciłem wcześniej do domu. Mam nadzieję, że nie zmartwiłem cię za bardzo!

Rozmawiałem z Louisem i zdecydowaliśmy się wyluzować na chwilę. Mam się dobrze, obiecuję. :)

Paa x

To było właściwie bardzo dziwne, jak wszystko toczyło się tak, jak zwykle. Jak wszystko się zmieniło, ale w tym samym czasie nie zmieniło się nic.

Interakcje w szkole były takie, jak zawsze, naprawdę; przyjacielskie pogawędki i żarty, nigdy żadnego prawdziwego znaczenia za nimi. Chodziło o to, że dla Harry’ego już nic nie było zabawne. Miał po prostu to ciągłe silne uczucie, że to nie tutaj powinien być, że to nie z tymi ludźmi powinien być i nie to powinien robić. To nawet nie było prawdziwe uczucie; to był fakt. Po prostu tak mocno, jak Harry wiedział, że jest człowiekiem, że oddycha, że nie był szczęśliwy – tak zażarcie wiedział, że to nie tutaj powinien być.

To było jak klaustrofobia; uczucie ciągłego uwięzienia w rzeczywistości, do której nie należysz. Rzeczą, którą Harry zazwyczaj robił, kiedy był zdenerwowany, było wyobrażanie sobie różnych scenariuszy, gdzie wszystko było lepsze. Ale za każdym razem, gdy robił to teraz, wszystko co mógł zobaczyć to niebieskie oczy, opalona skóra i karmelowe włosy; i starał się stłumić te wyobrażenia tak bardzo, jak tylko mógł. Harry zakładał, że wszystko poprawi się w jakimś momencie; ale teraz tego nie czuł.

I Harry wiedział, że prawdopodobnie powinien porozmawiać z kimś o tym wszystkim; po prostu wydawało się to logiczne, rozsądne. Wiedział, że Zayn, Gemma lub jego mama na pewno byliby dla niego, by go wysłuchać, jeśli by o to poprosił. Zwłaszcza Zayn, ponieważ wyraźnie pytał, jak Harry się trzyma. Harry po prostu nie chciał tego zrobić. Ponieważ A) nie chciał ich litości, współczucia, empatii – jakiegokolwiek słowa, które by pasowało. B) Nie zrozumieliby. Uśmiechnęliby się, powiedzieli „rozumiem”, może nawet mieliby to na myśli; ale nie zrozumieliby. Nie naprawdę.

Szczerze, Harry prawdopodobnie mógł wymyślić milion wymówek, gdyby próbował. Na końcu i tak wszystko sprowadzało się do strachu przed byciem podatnym na zranienie. Przecież Harry był poniekąd samozwańczym ekspertem odnośnie tego, co się dzieje, kiedy to zrobisz. Ostatecznie, było po prostu łatwiej powiedzieć, że masz się dobrze i to zostawić.

Więc Harry zrobił jedyną rzecz, którą wiedział, jak zrobić: spisał to. Ponieważ nie chciał wypowiedzieć swoich myśli na głos, złożył je na skrawku papieru. Gdziekolwiek się udał, nosił ze sobą swój dziennik, a gdy w jego głowie pojawiała się myśl, spisywał ją. Nie był pewien, jak dobre to jest, ale to było coś. To nie była prawdziwa ucieczka – nie naprawdę. To nie było to, na co miał ochotę, nie to, czego chciał i nie to, czego potrzebował; ale czasami musisz po prostu wziąć to, co masz i wyciągnąć z tego jak najwięcej. Więc Harry pisał. Czasami to bolało, ponieważ przywoływało niechciane wspomnienia, ale w takim przypadku używał bólu jako paliwa i pisał więcej.

Trzy tygodnie po wydarzeniu w Londynie, Harry usiadł na podłodze z gitarą na kolanach i mnóstwem kartek wypełnionych słowami i akordami rozsypanymi przed nim. Skóra na czubkach jego palców była szorstka i twarda po godzinach prób dopasowania odpowiedniego akordu to każdego zdania jego piosenki, a potem grania ich wielokrotnie. Kiedy Harry spojrzał w dół, na papiery przed nim i uświadomił sobie, że ma wystarczająco piosenek, by wypełnić całą płytę – i nawet trochę więcej – uśmiechnął się szczerze po raz pierwszy od trzech tygodni.

xxx

- Ugh, ten dzieciak, Greg, jest taki dziwny. Mam na myśli, kto to w ogóle jest? – wymamrotał Nick, ustami pełnymi jedzenia.

Harry podniósł wzrok z nad talerza. Siedzieli właśnie na stołówce: on, Nick, Josh, Danielle i nawet Perrie tym razem. Perrie, która nie powiedziała słowa do niego, od Bóg wie jak dawna.

- Mam na myśli, czasem przyłapuję go na gapieniu się na mnie. Ale to nie jest jak szybkie spojrzenie, ale długie wpatrywanie się, które może trwać do pięciu minut. Jest taki dziwny. – Nick spojrzał na Harry’ego. – To znaczy, Harold tutaj jest trochę dziwny, ale ten facet jest prawdziwy dziwak.

Harry wzruszył ramionami, zawstydzony, patrząc na swoje jedzenie.

- Może jest miły w środku.

- To nie tak, że wątpię w „on jest miły w środku”, Harold. Założę się, że w środku jest pieprzonym świętym. – Nick przewrócił oczami.

Danielle uniosła palec.

- Cytując Racher z Batman Begins: „Nie to, kim jesteś pod spodem, tylko to, co robisz cię określa.”

- Dokładnie – zgodził się Nick.

- Maniacy – prychnęła Perie.

- Hej! – Danielle zawołała z niedowierzaniem. – Seria Batmana do dzieło szuki! Plus, Christian Bale jest super gorący.

Perrie upuściła widelec.

- Mówiąc o gorącym, w ostatni weekend spotkałam faceta w klubie i dziś wychodzimy. – Spojrzała przez stół. – Wspominałam już, że był wspaniały?

Nick poklepał ją po ramieniu.

- Dobrze dla ciebie.

Harry spojrzał na nią i uśmiechnął się słabo. Mimo wszystko, chciał dla niej szczęścia. Chciał. Ale jego umysł po prostu automatycznie wrócił do Louisa i ich idealnego wspólnego tygodnia, i to było jak policzek. Zastanawiał się, czy Louis znalazł kogoś innego. Prawdopodobnie. Prawdopodobnie w tym momencie był już po Harrym, prawdopodobnie nawet go nie pamiętał. Dlaczego miałby? Harry był po prostu starym Harrrym, podczas gdy Louis był Louisem. Nawet jeśli to było do bani, Harry poniekąd chciał, by Louis kogoś miał. Jeśli ktokolwiek zasługiwał na szczęście, to był to Louis. To nie jego wina, że Harry nie był wystarczająco dobry, by utrzymać jego zainteresowanie.

Mrugając, Harry starał się myśleć o czymś innym, co robił zawsze, gdy jego myśli wchodziły na ten tor. Tylko, kiedy byłeś szczęśliwy – naprawdę, prawdziwie szczęśliwy, to było okropne, kiedy zostało ci to odebrane. I Harry wiedział, że zasługiwał na szczęście, nawet jeśli nie z Louisem. Wierzył, że każdy zasługiwał. Nawet Perrie. Więc uśmiechał się do niej, kiedy ona dalej mówiła.

- Tak, ma na imię Alex. Jest wysokim, seksownym blondynem. – Westchnęła z rozmarzeniem. – Jest doskonały.

- Brzmi jak ideał – powiedział Josh, siedzący obok Harry’ego.

- Jest – potwierdziła Perrie. Nagle spojrzała na Harry’ego, uśmiechając się arogancko. – A ty, Harry? Ktoś szczególny w twoim życiu?

- Uh – wycedził Harry, rozglądając się po stoliku i widząc, że każdy patrzy na niego uważnie, oczekując odpowiedzi – nie?

- Nie? – powtórzyła Perrie i ponownie zwróciła uwagę na jedzenie, uśmiechając się z zadowoleniem. – Szkoda.

- Tak. - Harry skinął głową.

Dziękuję bardzo za wyciągnięcie tego bolesnego tematu. Skoro już przy tym jesteś, dlaczego nie potniesz mnie papierem i polejesz to sokiem z cytryny?

- Cóż, ja mam dobre wieści, którymi, jak myślę, powinienem się z wami podzielić – powiedział Nick, uśmiechając się szeroko.

- Tak? – zapytała Danielle. – Co to?

Harry objął się. Jeśli Nick także miał „kogoś specjalnego” w swoim życiu, on będzie, em. Cóż, nic. Będzie zazdrosny.

- Mam pracę! – powiedział Nick, a jego oczy błyszczały z dumy.

Harry wypuścił oddech ulgi. To nie było tak źle.

- Naprawdę? Gdzie?

- W radio! – uśmiechnął się. – To nic stałego, będę tam pracował tylko jako zastępstwo przez kilka tygodni, w weekendy.

Harry uniósł brwi.

- Więc, będziesz miał swój własny program?

- Tak. – Nick położył dłoń na klatce piersiowej. – Nie mogli się oprzeć mojej uroczej osobowości.

- To świetnie! – powiedziała Perrie entuzjastycznie.

- Dzięki – odpowiedział Nick, uśmiechając się do niej.

- Proszę bardzo – powiedziała, zanim, po raz kolejny, odwróciła wzrok w stronę Harry’ego. – A co u ciebie, Harry? Coś fajnego dzieje się w twoim życiu?

- Um, ja – myśli Harry’eg powróciły do ostatniego wieczora, do rozrzuconych papierów i bólu palców – mam tak jakby napisany album?

Stół ucichł. Wszyscy spojrzeli na Harry’ego, który wił się pod nagłą uwagą. Nick zmarszczył brwi.

- Co masz na myśli mówiąc, że napisałeś album?

-To znaczy, że napisałem wystarczająco piosenek, do stworzenia całego albumu.

Nick wciąż patrzył na niego w szoku.

- Kiedy to zrobiłeś?

- Teraz? – Harry wzruszył ramionami.

- Hej – powiedziała Danielle, uśmiechając się – to dlatego zawsze nosisz ze sobą dziennik? By pisać teksty?

- Tak jakby.

- Dlaczego? Chcesz być piosenkarzem czy coś? – parsknęła Perrie.

- Tak sądzę? – Harry wzruszył ramionami.

Jej usta tworzyły cienką linię, a głos był bezbarwny, gdy powiedziała:

- Nie sądzę, że masz to coś, jeśli mam być szczera.

Ignorując ból w brzuchu, Harry skinął głową starając się zachować zwykły wyraz twarzy.

- Nie, chwileczkę – powiedział Nick, patrząc na Perrie. – Nie bądź złośliwa dla biednego Harolda. Zmartwiłaś go.

- Po prostu mówię prawdę. – Perrie przewróciła oczami.

Spojrzenie Harry’ego przesuwało się między Nickiem a Perrie.

- Hej, Haz – powiedział Nick, patrząc na niego. – Nie słuchaj jej; to brzmi odjazdowo.

- Oh. – Harry spojrzał na niego z otwartymi ustami. – Dzięki.

- Spójrz, możesz zagrać piosenki, które napisałeś? Są skończone?

Harry przytaknął skwapliwie.

- Tak, mam akordy do wszystkich i w ogóle. Są skończone.

Kiwając głową, Nick przetwarzał informację. Spojrzał na Harry’ego, rozważając.

- Słuchaj, szukam gościa, który towarzyszyłby mi w następny weekend. Jeśli się na to piszesz, może mógłbym zrobić z tobą wywiad, a potem mógłbyś zagrać piosenkę czy dwie? – Nick wzruszył ramionami. – Mam na myśli, musiałbyś je najpierw zaśpiewać przede mną, żebym wiedział, że nie są kompletnym gównem i nie stracę całej mojej wiarygodności w karierze radiowej, ale…

- Z wielką mocą przychodzi wielka odpowiedzialność – dodała Danielle.

- Dokładnie.

Perrie ponownie przewróciła oczami. Harry wciąż patrzył na Nicka. Harry? W radio?

- Naprawdę?

- Tak. To znaczy, jeśli chcesz.

- Wow, to naprawdę, um. – Harry rozejrzał się po stole i nagle poczuł się lżejszy, niż czuł się przez długi czas. Spojrzał na Nicka, uśmiechając się. – Właściwie to brzmi naprawdę świetnie.

Perspektywa Louisa:
Louis choć raz był zorganizowany. W końcu. Nie robił bałaganu, nie zaczynał kłótni. On, Niall i Liam byli najlepszymi kumplami niż kiedykolwiek. Jego zarząd nie był na niego zły. W zasadzie, był zorganizowany. Był szczęśliwszy niż kiedykolwiek. Właśnie dlatego miał problem z wytłumaczeniem sobie, dlaczego miał to stałe, niespokojne uczucie, że czegoś brakuje.

Uczucie było wyjątkowo mocne jednego dnia w tourbusie, kiedy pozostawał zupełnie nieświadomy. Został przywrócony do życia przez Nialla, potrząsającego delikatnie jego ramieniem, z zainteresowanym wyrazem twarzy.

- Stary, w porządku?

- Eh, tak. – Louis rozejrzał się, zdezorientowany. – Tylko, zapomnieliśmy o czymś? Czuję się, jakbyśmy zapomnieli.

- Nie. Co by to miało być? – Niall rzucił mu zdziwione spojrzenie.

- Liam? – Louis wzruszył ramionami, z szeroko rozwartymi oczami.

Odpowiedź nadeszła milisekundę później.

- Jestem dosłownie za tobą, Louis – jęknął Liam.

Louis odwrócił się i zobaczył, ze Liam rzeczywiście był za nim, z telefonem w ręku.

- Tutaj jesteś.

- Dobrze wiedzieć, że przynajmniej zauważyłbyś, gdybym zniknął – powiedział Liam, przewracając oczami.

Louis pominął ten komentarz.

- Z kim piszesz?

Liam zacieśnił uścisk na telefonie i nagle wydawał się być bardzo skrępowany.

- Z Zaynem.

- Ach – powiedział Louis, uśmiechając się i odwracając – przyjaciel Harry’ego. Mam nadzieję, że wszystko u niego w porządku.

- Ma się dobrze, tak.

Louis warknął nagle, marszcząc brwi.

- Naprawdę? Skąd wiesz? Rozmawiałeś z nim?

- Eh, właśnie ci powiedziałem, że z nim piszę. – Liam uniósł brew.

Marszcząc brwi, Louis zastanawiał się, kiedy on stał się taki bezczelny. Potem przypomniał sobie zajęcia „Sass 101”, które dał mu rok temu i racja. Może powinien obwiniać samego siebie. Dobrze, że Niall wciąż był taki kochany.

- To nie o niego mi chodziło. – Louis znów obrócił się na swoim siedzeniu. – Ale myślę, że mam nadzieję, że z nim także wszystko okej.

Niall przekręcił się, więc patrzył w twarz Louisa.

- Jeśli chcesz wiedzieć, jak ma się Harry, to ty powinieneś do niego napisać, wiesz.

- Tak – Louis rozważał to – ale nie.

- Dlaczego nie? Liam pisze z Zaynem.

- Prawda, ale – Louis splótł dłonie – widzisz, Liam jest zorganizowany. Jest stabilny. Godny zaufania. Może robić, co chce.

Louis usłyszał głos Liama za sobą.

- Więc to nie ty byłeś tym, kto mówił przez całą godzinę w ostatni piątek o tym, jak to nagle twoja dusza stała się całością i jak zadowolony jesteś, że w końcu się odnalazłeś?

Louis westchnął. Miał dość bezczelnego Liama.

- To prawda. Ale myślę, że to dlatego, że po prostu nie widzicie mojego gówna. Założę się, że czai się gdzieś w kącie, gotowy do ataku w każdej chwili.

- Jestem gotowy walczyć, by zobaczyć, co to ma wspólnego z Harrym – powiedział Niall.

- Wszystko jest związane z nim, ponieważ ten chłopak miał do czynienia z większym gównem w jednym tygodniu, niż większość ludzi w ciągu jednego roku. I to nie jest w porządku, ponieważ Harry jest aniołem. Nie zasługuje na to, aby być przeciągany w moim gównie. – Louis wzruszył ramionami. - Nie chcę być odpowiedzialny za zrujnowanie jego życia, zanim jeszcze naprawdę się zaczęło.

- Wow. Dużo dramatu, Lou? – prychnął Niall i przewrócił oczami. – Brzmisz jak ten koleś ze Zmierzchu.

Louis westchnął. Nie był Edwardem pieprzonym Cullenem.

- Zamknij się.

- Przysięgam, jesteście identyczni.

- Och, daj spokój! – wykrzyknął Louis, rozdrażniony, patrząc na Nialla. – Mam na myśli, realistycznie,

Wyobraź sobie tą całą nienawiść, którą by otrzymał, gdyby się ze mną umawiał. Byłoby tego dużo.

Plus, ten facet jest bardzo wrażliwy, więc to by go na pewno zabiło. Wybacz mi, że nie chcę mieć tego na sumieniu. I to nie jest książka o nastoletnim romansie, gdzie wszystko ułoży się przez siłę miłości. Nie jestem wart tego, by spieprzył całe swoje życie. Więc lepiej, bym do niego nie pisał. Zostawił go z jego życiem – powiedział Louis, machając dłońmi, aby pokazać swój punkt widzenia. Kiedy ani Niall ani Liam nic nie powiedzieli, Louis kontynuował: - Plus, to już trzy tygodnie, więc wyobrażam sobie, że i tak znalazł sobie kogoś innego.

Ostatecznie Niall wzruszył ramionami i posłał Louisowi gniewne spojrzenie.

- Skoro tak mówisz.

- Tak, więc koniec dyskusji. – Louis wstał i zaczął wędrówkę po busie. – Przysięgam na Boga, że czegoś brakuje. Czuję to w mojej duszy.

Niall odwrócił się na kanapie.

- Może to twój mózg?

Wzdychając, Louis położył dłonie na biodrach.

- Bardzo zabawne. Wiesz, jestem tutaj, myśląc o tobie same dobre rzeczy, a wszystko co robisz, to obrażanie mnie.

- Wybacz, Lou. – Niall uśmiechnął się. – Jednak jestem pewien, że niczego nie brakuje. Możesz usiąść.

- Nie mogę tego zrobić, amigo – powiedział Louis, a Niall patrzył na niego z niedowierzaniem. – Muszę to znaleźć.

Louis zaczął chodzić po tourbusie, przeszukując każdy pokój, nawet nie wiedząc po co. Miał nadzieję że będzie po prostu wiedział, kiedy znajdzie.

xxx

Po zakończeniu trasy, to stało się czymś w rodzaju rutyny dla ich trójki, by spędzać weekendy w mieszkaniu Nialla; jeść jakieś jedzenie i oglądać telewizję.

Tej niedzieli, siedzieli na kanapie, oglądając telewizję, kiedy okazało się, że następnym programem będzie America’s Next Top Model. Louis uśmiechnął się.

- Wiecie, że…

- Że ty i Harry spędziliście całe popołudnie oglądając to? Tak, dzięki Lou, wiemy. – Niall dokończył za niego.

Louis klepnął go w ramię.

- Nie to chciałem powiedzieć, ośle.

- Nie? Proszę, zatem kontynuuj.

Louis odchrząknął i próbował wymyślić coś sprytnego do powiedzenia, ponieważ to było dokładnie to, co chciał powiedzieć.

- Um, zamierzałem powiedzieć, że, uh, moja siostra Lottie chciała wziąć w tym udział. – Załatwiony.

Liam posłał mu zainteresowane spojrzenie.

- Nie jest na to za młoda?

- Eh – Louis wzruszył lekceważąco ramionami. – Nie myśl, że faktycznie miała zamiar to zrobić.

- Racja – powiedział Liam i zwrócił uwagę na telewizor.

Bez żadnego ostrzeżenia, Niall pochylił się i chwycił pilota.

- Nie wiem jak wy, chłopacy – powiedział, wyłączając telewizor – ale ja jestem zmęczony oglądaniem. Chcę zrobić coś zabawnego.

- Ale oglądanie telewizji może być zabawne. – Kłócił się Louis.

- Nie wystarczająco zabawne.

- Więc, co proponujesz zrobić?

Niall uśmiechnął się.

- Mówię, że wychodzimy na piwo.

- Jest czwarta po południu! – zawołał Liam. – I jest niedziela!

- Więc? – Niall wzruszył ramionami.

Jednocześnie, Liam i Louis rzucili mu spojrzenie.

- Dobrze. – Niall zgodził się z westchnięciem. – Ale wciąż możemy wyjść. Iść na film, coś zjeść, albo nie wiem. Zrobić coś.

Louis instynktownie zdrzemnął się na kanapie, rozkładając ręce i nogi, przybierając senny wyraz twarzy.

- Zbyt leniwy na interakcje między ludzkie i rzeczy, które zmuszają mnie do ruszenia z tego miejsca.

- A co z tobą, Liam? – westchnął Niall.

Naśladując Louisa, Liam położył się na kanapie.

- Myślę, że jestem za Louisem, jeśli o to chodzi.

Uderzając się dłonią w twarz, Niall zapytał:

- Dlaczego się z wami przyjaźnię?

Ze swojego miejsca, pół-siedząc, pół-leżąc, Louis odpowiedział:

- Ponieważ zgłosiłeś się do telewizyjnego show jako solowy artysta, ale jacyś ludzie, którzy myśleli, że wiedzą lepiej od ciebie co przyniesie ci sukces, zdecydowali wrzucić cię do grupy z naszą dwójką i teraz utknąłeś z nami, ponieważ to my jesteśmy tymi, którzy naprawdę rozumieją twój nienormalny tryb życia.

- Racja – powiedział powoli, zanim uniósł prawą pięść, wpatrując się w sufit, przybierając zły wyraz twarzy. – Niech cię szlag, Simonie Cowell!

- Haha! – roześmiał się powoli Louis, kładąc dłoń na kolanie Nialla. – Kochasz nas.

- Tak, cóż – powiedział Niall i położył dłoń na tej Louisa. – Wciąż chcę coś zrobić.

Louis przesunął się, tak więc teraz siedział w pozycji pionowej; Liam powtórzył jego ruch.

- Osiągnęliśmy porozumienie.

- Co proponujesz? – zapytał Niall.

- Hm… – Louis zamyślił się. – Nic, co wymaga ode mnie ruchu. Ale, nie wiem, może pijacką grę?

Twarz Nialla się rozjaśniała, ale Liam przemówił, dopóki miał czas, by powiedzieć cokolwiek.

- Czy muszę wam przypominać, że wciąż jest czwarta po południu?

- Cóż, nie musimy pić nic mocnego. Sok pomarańczowy lub coś da radę.

- Jakie ekscytujące – powiedział Niall płaskim głosem. – W każdym razie, w jaką pijacką grę będziemy

grać?

- Powiem, że zrobimy ekskluzywną, dramatyczną, emocjonującą, jedyną w swoim rodzaju One Direction-drinking game! – powiedział Louis. – Dun dun dun!

- Tak? – powiedział Liam. – A jaka to gra?

Louis zamarł, by pomyśleć.

- Włączamy radio, przełączamy kanały i pijemy, gdy ktoś zagra nasze piosenki lub wspomni coś związanego z nami. Zgoda?

- Wow. To brzmi niezwykle narcystycznie i egocentrycznie – powiedział Niall. Potem wstał, uśmiechając się. – Pójdę po rzeczy!

Kiedy wrócił, Liam włączył już radio i cała trójka była gotowa, by rozpocząć grę. Przełączali kanały, kiedy pojawiła się pierwsza wzmianka o nich; żeński głos mówiący:

- Najgorętszy boy band na świecie właśnie zakończył swoją światową trasę i…

- Za najgorętszy boy band na świecie! – Niall podniósł kieliszek.

- Tylko trójka normalnych chłopaków! – powiedział Louis.

- To jest głupie – powiedział Liam.

Kiedy Louis przęłknął napoój, miał nieodparte wrażenie, że znów czegoś brakuje. Coś było nie tak. Rozejrzał się po pokoju i zobaczył, że Liam posyła mu zdziwione spojrzenie. Louis uśmiechnął się słabo.

- Przełączmy kanał! – powiedział Niall i Louis skinął głową.

Włączyli kolejny program, gdzie grali „Kiss you”, więc wypili kolejnego drinka. W ciszy przełączyli kilka kolejnych kanałów, aż niezatrzymali się na jednym. To nie miało absolutnie nic wspólnego z nimi, to był tylko jakiś facet imieniem Nick, który gadał o tym, jak bardzo

przereklamowana była Wielkanoc. Jednak, Niall najwyraźniej myślał, że jest zabawny, zważając na to, że śmiał się z co drugiej rzeczy, którą powiedział Nick. Louis jednak nie był całkowicie kupiony. Jak dla niego, był on nieco zbyt arogancki.

- Możemy przełączyć? – spytał Louis znudzonym głosem.

Niall posłał Louisowi spojrzenie, zanim wzruszył ramionami i pochylił się by chwycić pilota. Tymczasem Nick kontynuował swoje mamrotanie irytującym głosem.

- Teraz czas na przerwę, ale nigdzie nie odchodźcie, ponieważ zaraz dołączę do nikogo innego, jak mojego najlepszego przyjaciela z Cheshire, wschodzącą gwiazdę, Harry’ego Stylesa!

Louis zamarł, marszcząc brwi. Z pewnością się przesłyszał. Nie ma mowy, by usłyszał to, co myślał, że usłyszał.

- Cześć! – powiedział wyjątkowo znajomy głos.

Nick powiedział coś, czego Louis nie mógł wyłapać, ponieważ nagle zerwał się na nogi i odwrócił się w stronę Nialla i Liama.

- O kurwa, Boże! Wszyscy mają być cicho!

Niall otworzył szeroko oczy.

- Nie powiedzieliśmy dosłownie nic w ciągu dziesięciu minut…

- Zamknij się Niall! – warknął Louis i chwycił pilota do ręki, pogłaśniając.

Było jednak za późno, ponieważ jedyną rzeczą, która wyszła z głośników, był denerwująco głośna melodia radiowa, na którą nalegała każda stacja, a po niej odezwał się głos, informujący, której stacji właśnie słuchali, jakby tego jeszcze nie wiedzieli. Jakby nie powtarzali tego co dziesięć sekund.

Biorąc ciężki oddech, Louis obniżył poziom głośności, zanim usiadł na kanapę, pomiędzy Niallem i Liamem. Jego puls był absurdalnie wysoki.

- Jezus. Harry jest w radio?

Nikt nie odpowiedział.

- To szaleństwo. O mój Boże. – Louis spojrzał pomiędzy Niallem i Liamem, którzy wciąż trzymali swoje usta zamknięte. – Możecie teraz mówić.

- Dobrze dla niego. – Było tym, co w końcu powiedział Niall.

Louis natychmiast obrócił się i spojrzał na niego, zaalarmowany.

- Wiedziałeś o tym? – Kiedy Niall posłał mu tylko zdezorientowane spojrzenie, Louis odwrócił się do Liama. – A ty?

- Skąd miałem wiedzieć? – zapytał Liam z niedowierzaniem.

- Nie wiem, nie jesteś w kontakcie z Zaynem?

Liam wzruszył ramionami.

- Cóż, nic nie powiedział. Może sam nie wiedział.

- Bzdura – powiedział Louis. – Jest najlepszym kumplem Harry’ego. Musiał wiedzieć.

- Najwyraźniej Nick jest najlepszym przyjacielem Harry’ego – powiedział Niall.

- Nie, nie jest! – zawołał Louis. – Jakby Harry miał być najlepszym kumplem takiego dupka!

Niall spojrzał na niego wymownie.

- Może wiedziałbyś, gdybyś do niego napisał.

Louis wpatrywał się w radio naprzeciwko niego. Trwała właśnie irytująca reklama o samochodach. Louis przełknął ślinę.

- Zamknij się.

Siedzieli w ciszy, słuchając głupich reklam, dopóki Louis poczuł, jak Liam kładzie dłoń na jego

prawej nodze. Kiedy Louis odwrócił się do niego, Liam już na niego patrzył zaniepokojonymi oczyma.

- Spokojnie, Lou.

Louis spojrzał w dół, na swoją nogę, która najwyraźniej zaczęła podświadomie podskakiwać. Po prostu nie mógł usiedzieć na miejscu. Miał zbyt wiele energii buzującej w ciele.

- Jestem spokojny. – Skłamał.

- Po prostu oddychaj, dobrze?

- Oddycham! – wykrzyknął. – Nie jestem martwy, prawda?

Liam przewrócił oczami.

- Spokojnie – powtórzył.

- Ty możesz się uspokoić.

Liam nie odpowiedział; zamiast tego, cała ich trójka znów siedziała w ciszy i po prostu czekała, aż skończą się reklamy. Kiedy to w końcu nadeszło i melodyjka poinformowała ich, której stacji radiowej słuchają, Louis natychmiast zgłośnił.

- Cholera, Lou, nie jesteśmy głusi – jęknął Niall.

Louis odwrócił się do niego i syknął „Cicho!”, zanim obrócił się, by spojrzeć na głośniki. Rozbrzmiewał z nich głoś Nicka. Louis siedział nieruchomo.

- Cześć i witamy z powrotem! – powiedział. – Jestem waszym zastępczym gospodarzem radiowym w tym tygodniu, Nick Grimshaw, a mój dzisiejszy gość to mój stary dobry kumpel, Harry Styles.

- Cześć – powiedział Harry.

- Cześć, Harry! – powiedział Nick. – Więc, co ty na to, by powiedzieć nam trochę o sobie, zważając na to, że nasi słuchacze nie mają pojęcia, kim jesteś.

- Tak, oczywiście. – Harry zakaszlał. Louis mógł wyobrazić go sobie, siedzącego nerwowo w fotelu, wyciągającego grzywkę z oczu. – Nazywam się Harry. Jestem z Cheshite. I ja, uh, lubię muzykę.

- Lubisz muzykę? – powtórzył Nick. – Ja też lubię muzykę.

Harry zachichotał.

- Szczerze mówiąc, myślę, że większość ludzi lubi.

- Cóż, zatem co różni cię od większości ludzi, Harry? – zapytał Nick.

- Um, myślę, że to, że tworzę swoją własną muzykę – powiedział Harry, a jego głos był tak samo głęboki i mówił tak samo powoli, jak Louis to zapamiętał i z jakiegoś powodu to sprawiło, że jego klatka piersiowa zabolała.

Niall przysunął się do niego.

- Nie wiedziałem, że on…

Louis kazał mus ię przymknąć, przykładając dłoń do jego ust.

- To bardzo imponujące – powiedział Nick. – Chciałbym tworzyć własną muzykę.

- Może możesz, ale nigdy nie próbowałeś?

- To rzeczywiście przypomina mi, Harold – powiedział Nick, a Louis przewrócił oczami na to przezwisko – że kiedyś napisałem piosenkę.

- Tak?

- Tak, kiedyś poszedłem potańczyć i zdecydowałem się napisać o tym piosenkę – ale nie miałem ochoty wykonywać ją sam, więc sprzedałem ją artyście. Być może nawet ją słyszałeś.

- Och, naprawdę? – spytał Harry. – Która to?

- „My hips don’t lie”, Shakiry – odpowiedział mu Nick i Louis słyszał przez głośniki, jak bardzo jest z siebie zadowolony.

W odpowiedzi, Harry roześmiał się głośno do mikrofonu, tak jak i Niall. Nawet Liam uśmiechnął się, odnajdując w tym coś śmiesznego. Louis prychnął.

- On nawet nie jest zabawny – mruknął.

Był pewien, że on sprawiał, że Harry śmiał się dużo głośniej.

- Teraz, gdy o tym wspomniałeś, ja faktycznie napisałem piosenkę „My curls don’t lie” – powiedział Harry.

Louis roześmiał się. Widzicie, to jest humor.

- Um, może powinienem to wyjaśnić – kontynuował Harry – widzicie, mam kręcone włosy.

Louis uśmiechnął się. On już to wiedział.

- Tak, wyglądasz trochę jak laska*, prawda? – powiedział Nick.

Louis przewrócił oczami. To także już wiedział.

- Cóż, myślę, że to zależy od tego, co uważasz za atrakcyjne – powiedział Harry, skromny drań.

- Nie bądź zbyt skromny – powiedział Nick. – Przynajmniej, jeśli komuś podobają się tatuaże, jesteś naprawdę gorący.

Przynajmniej, jeśli komuś podobają się ładne rysy twarzy, miła osobość i ładne wszystko, jesteś gorący. Louis chciał go poprawić.

- Być może. Mam na myśli, nie mam tak wiele tatuaży – zachichotał.

- Ale może mógłbyś opowiedzieć słuchaczom o tym, które masz, skoro nie mogą ich zobaczyć.

- Oczywiście – powiedział Harry. – Pierwszy jest statek, na moim lewym ramieniu. Zasadniczo reprezentuje utrzymywanie się zakotwiczonym. Mam na myśli, życie może czasami być nieco jak ocean, szalone i przerażające, i w ogóle. Więc zasadniczo chodzi o to, by nie słuchać za bardzo co mówią inni ludzie, i nie ważne, co się dzieje, po prostu iść dalej. Lub, to chyba główna myśl. Jak, nie poddawać się.

- W porządku – powiedział Nick po tym wyjaśnieniu. – A następny? Ten, który zrobiłeś w tym tygodniu?

Następny? Louis natychmiast znienawidził fakt, że to odbywa się w radio, bo chciał zobaczyć nowy tatuaż Harry’ego. Cholera, chciał zobaczyć Harry’ego.

- Właściwie, to dwa tatuaże – powiedział Harry. – Po jednym na każdym ramieniu; jeden to Things I can, a drugi Things I can’t. Generalnie, to tylko przypomnienie, że zawsze będą jakieś rzeczy, których nie możesz zrobić. Bez względu na to, jak bardzo chcesz.

- Muszę przyznać, że to znacznie bardziej głębszy opis, niż się spodziewałem – powiedział Nick, a Louis skinął głową w zgodzie. – Ale doceniam to, że mieliśmy wgląd w twój tajemniczy mózg.

- Dzięki, czy coś. I nie ma za co, tak sądzę.

- Zatem ktoś mógłby wyciągnąć wniosek, że lubisz tatuaże? Planujesz zrobić sobie kolejne?

- Tak, zdecydowanie.

- Jak myślisz, dlaczego tak bardzo to do ciebie przemawiają?

- Um – powiedział Harry i wziął głęboki oddech – myślę, że są takie indywidualne, jakby stają się częścią ciebie i myślę, że to jest fajne. Po prostu to jest ta część ciebie, którą sam możesz wybrać, w przeciwieństwie do wszystkiego innego. I to jest też ekscytujące, ponieważ czasami po prostu naprawdę nie wiesz, co tatuaż dla ciebie znaczy, dopóki sobie go nie zrobisz.

Po chwili milczenia Nick powiedział:
- Racja.

Harry zachichotał.

- I myślę, że dobrze wyglądają, oczywiście.

- Oczywiście – roześmiał się Nick. – To odpowiedź, której szukałem. Tak jak twoje loki, które przypominają mi – zagrasz dla nas „My curls don’t lie”? Nie zamierzam kłamać, ta piosenka mnie intryguje.

- Och, nie mogę, widzisz, um. – Harry zająknął się. – Mam już jedną zaplanowaną. I naprawdę chcę ją zagrać, więc.

- Zatem następnym razem.

- Następnym razem – powtórzył Harry.

- Więc, Harry, powiedz nam jaki rodzaj piosenek piszesz, kiedy nie piszesz o swoich włosach – powiedział Nick, zmieniając temat.

- Cóż, um – powiedział Harry powoli – tak jakby piszę, kiedy czuję, że mam pisać.

- Okej, ale to nie jest prawdziwa odpowiedź – powiedział Nick i Louis chciał go kopnąć, ponieważ to była odpowiedź. – Chodzi mi o to, że nie wiemy co czujesz, gdy piszesz.

Harry zakaszlał.

- Cóż, robię akustyczne piosenki z moją gitarą i piszę rzeczy zainspirowane prawdziwymi wydarzeniami. Tak jakby. Gdy coś czuję, spisuję to.

- Tak, ale… – powiedział Nick, ale przerwał mu śmiech Harry’ego.

- Chodzi o to, że to trudne to wytłumaczenia! Nie wiem, jakiej oczekujesz odpowiedzi!

- Nie, nie, to w porządku. – Nick także się roześmiał. – Zasadniczo, mógłbyś powiedzieć, że piszesz pretensjonalną, hipsterską muzykę? Tak jakby?

Harry jęknął.

- Nie, nie poszedłbym tak daleko. Nie jestem pretensjonalny.

- To mówią wszyscy. Więc, nie powiedziałbyś, że jesteś muzycznym snobem?

- Co? – krzyknął Harry. – Nie!

- Och, naprawdę? – spytał Nick, nie brzmiąc na przekonanego. – W takim przypadku, co sądzisz o Britney Spears?

- Lubię Britney. Jest w porządku – odpowiedział Harry. – Jest ikoną.

- Tak – zgodził się Nick. – A co z One Direction?

Louis zamarł. Co. Czy to naprawdę się stało?

- Um, cóż, uh, oni też są dobrzy. – Harry zająknął się z zażenowaniem.

Nick zaczął się śmiać.

- Harry, wszystko w porządku? Zacząłeś się rumienić.

- Nie, wcale nie! – Harry odpowiedział natychmiast wysokim głosem. – Ale, uh, tak, mam się dobrze.

- Dobrze, dobrze – powiedział Nick, brzmiąc na rozbawionego zakłopotaniem Harry’ego – jeśli lubisz One Direction – który z nich jest twoim ulubionym?

Pomieszczenie wypełniła cisza, czekając na odpowiedź Harry’ego. Louis wstrzymał oddech. To Nick był tym, który przerwał ciszę, znów się śmiejąc.

- Widzisz? Znów się rumienisz!

- Nie, wcale nie – mruknął Harry. – Zamknij się.

- Nie trzeba się wstydzić. Po prostu powiedz nam, kto jest twoim faworytem.

Znów była chwila ciszy, zanim Harry odpowiedział:
- Nie mam takiego.

Serce Louisa odpadło. Co było głupie. Naprawdę głupie.

- Och, daj spokój! – Kłócił się Nick. – Każdy ma. Po prostu powiedz nam, który to.

Harry westchnął.

- Okej, dobrze –powiedział, brzmiąc na pokonanego. Kontynuował grobowym, cichym głosem: - To, um, Louis. Louis Tomlinson.

Z jakiegoś powodu, Louis nie poczuł się lepiej.

- Louis? – Nick zapytał, brzmiąc na zaskoczonego. Co, tak. Sam się pieprz. – Nie domyśliłbym się. Dlaczego on?

Nastąpiła kolejna chwila ciszy, zanim Harry odpowiedział.

- Naprawdę nie chcę o tym mówić, jeśli mam być szczery.

Coś wewnątrz Louisa warknęło. Harry był smutny. Jak naprawdę smutny. I jeśli był na świecie ktoś, kto nigdy nie zasługiwał na bycie smutnym, to był właśnie on.

To było tak, jakby był intruzem, słuchając tej rozmowy. Louis nie był pewien, czy wolno mu tego słuchać; to wydawało się być zbyt prywatne, zbyt kruche i nagle całe pomieszczenie wydawało się być duszne. Nie, zdecydowanie nie powinien tego słuchać.

- Może powinniśmy to wyłączyć – wymamrotał Louis, patrząc na swoje dłonie.

- Nie, chcę usłyszeć, co jeszcze powie – powiedział Niall.

Wbrew sobie, Louis pozostał na swoim miejscu.

- W porządku, drażliwy temat. – Nick roześmiał się. – Zostawmy boy bandy i skupmy się na tobie. Powiedziałeś, że zaśpiewasz własną piosenką, zgadza się?

- Tak, zgadza się.

- Fajnie – powiedział Nick. – Powiesz nam jej tytuł i dlaczego ją wybrałeś?

- Tak – powiedział Harry. – Piosenka, którą wybrałem by dziś ją zaśpiewać, nazywa się „Don’t let me go” i wybrałem ją z kilku powodów. Raz, myślę, że jest jedną z tych najmocniejszych utworów, jakie napisałem. Dwa, po prostu myślę, że jest dla mnie istotna, osobista w tej chwili. Po prostu, jeśli mogę zaśpiewać tylko jedną piosenkę w radio, chcę zaśpiewać tą.

- To piękne, Harry.

- Dzięki.

- Zanim zaczniesz – powiedział Nick – chcę ci podziękować za przyjście i widzimy się jutro w szkole.

- To była dla mnie przyjemność – powiedział Harry. – I widzimy się. – Następnie dodał: - Do widzenia i dziękuję każdemu, kto słucha. Mam nadzieję, że piosenka się wam spodoba!

Kiedy Harry odszedł, Nick kontynuował:
- Teraz, kiedy Harry wyszedł, by przygotować swoją gitarę, myślę, że również powiedzieć wam, że szkoła, do której chodzę, urządza coroczny talent-show w poniedziałek. Więc, chcę, żeby nasi słuchacze zadzwonili i powiedzieli mi, czy powinienem twerkować czy dać próbę mojego beatboxu. Zrobię to, co dostanie najwięcej głosów, a potem opublikuję to na naszej stronie dla waszej przyjemności. – Nick przerwał na sekundę. – Zostałem właśnie poinformowany, że nasz gość jest gotowy do występu. To jest Harry Styles z „Don’t let me go”.

Louis wziął głęboki oddech. Nie był pewien, czego oczekiwać, zwłaszcza, że Harry nigdy wcześniej nie śpiewał mu żadnego ze swoich oryginalnych utworów. Ale wiedział, że Harry jest niesamowitym piosenkarzem, więc oczywiście, że da czasu. I najwyraźniej, ta piosenka była istotna dla niego w tym momencie – nie, żeby Louis wiedział, co to znaczy, skoro nie ma pojęcia, co jest istotne dla Harry’ego w tym momencie. Szkoła? Chociaż Louis wątpił, by śpiewał o pracy domowej.

Kiedy pierwsze uderzenie o gitarę przeszło przez głośniki, Louis chwycił mocno prawą ręką kanapy, przygotowując się na to, co będzie dalej. Wstęp nie był szczególnie długi, a kiedy Harry w końcu zaczął śpiewać, to było, jakby prąd przeszedł przez ciało Louisa.

“Now you were standing there right in front of me

I hold on it’s getting harder to breathe

All of a sudden these lights are blinding me

I never noticed how bright they would be”

Louis nie mógł oddychać. Jego ciało było lodowate i nigdy nie słuchał niczego tak uważnie, jak robił to w tej właśnie chwili.

“I saw in the corner there is a photograph

No doubt in my mind it’s a picture of you

It lies there alone in its bed of broken glass

This bed was never made for two”

Refren nadszedł i Louis zdecydowanie miał zawał. Albo jakoś umarł. Przyczyna nieznana.

“Don’t let me

Don’t let me

Don’t let me go

'Cause I'm tired of feeling alone”

Jakoś nie umarł. Cud, naprawdę, sądząc po tym, że nie mógł oddychać i czuł się, jakby całe jego ciało mogło eksplodować w każdej sekundzie. Może umarł i doświadczał tego jako duch. To by wyjaśniało, dlaczego czuł się jakby poza ciałem.

A piosenka trwała.

“Seems like these days I watch you from afar

Just trying to make you understand

I’ll keep my eyes wide open yeah”

Louis się trząsł. To było zbyt wiele. To mogło oznaczać tylko jedno. To zdecydowanie nie było zadanie domowe. Dłoń zaczęła delikatnie pocierać jego plecy. Ledwo to czuł. Świat zewnętrzny nie istniał.

Refren nadszedł ponownie.

Kiedy muzyka zrobiła się cichsza, Louis mógł powiedzieć, że piosenka dobiega końca. Kiedy Harry śpiewał ostatnią część swoim niezwykle ochrypłym, głębokim głosem, Louis czuł dziwną ochotę by się rozpłakać. Zamknął oczy.

“Don’t let me

Don’t let me go

'Cause I'm tired of sleeping alone”

Gdy piosenka się skończyła, Louis otworzył oczy i wyciągnął rękę po pilota i wyłączył radio. Pokój utonął w martwej ciszy, żaden z nich się nie odzywał. Mógł Louisa był całkowicie pusty.

Powoli, Louis spojrzał na swój tatuaż kompasu – jego tatuaż reprezentował odnalezienie drogi powrotnej, kiedy sprawy się pokręcą. Nagle wszystko stało się krystalicznie jasne. Wiedział, czego brakuje. Wiedział, gdzie to znaleźć. Wstając, czuł na sobie spojrzenia Nialla i Liama.

- Muszę iść.

*looker – oznacza bardzo atrakcyjną osobę, odnosi się zwłaszcza do młodych dziewczyn; często właśnie tłumaczone, jako „laska”.


17

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz