14
Harry rzucił się, by uprzątnąć stół, upuszając talerz do zlewu tak nagle, że spodziewał się, że rozbije się podczas uderzenia. W międzyczasie wszystko sprzątnął i ruszył z powrotem do salonu, gdzie Louis siedział na kanapie, z dużą, oprawioną w skórę książką na kolanach.
- Co to? – spytał Harry, marszcząc brwi.
Louis machinalnie przycisnął zniszczoną książkę do piersi.
- Album – odpowiedział, palcami głaszcząc gruby grzbiet. – Moja mama mi go dała.
- Och, tak, gdzie twoja mama? – zapytał, szybko tego żałując.
Co, jeśli jego mama zmarła czy coś? Czy właśnie nie sypnął solą na rany? Louis nie wydawał się być zbyt wzburzony tym pytaniem.
- Wszystko jest częścią historii. Usiądź – powiedział, poklepując poduszkę koło siebie.
Harry posłusznie opadł na kanapę, przysuwając się bliżej Louisa i zerkając przez jego ramię, by zobaczyć okładkę albumu. Louis pachniał naprawdę ładnie – uspokajająca mieszanka orzeźwiającego żelu pod prysznic i pikantnej wody po goleniu oraz trochę czegoś, co było po prostu Louisem. Harry zastanawiał się, dlaczego nigdy wcześniej tego nie zauważył, ale szybko zorientował się, że za każdym razem, kiedy był blisko Louisa, było to zaraz po tym, jak Louis był cały spocony po treningu (i seksie, choć osobiście Harry’emu podobał się zapach seksu, tak czy inaczej).
Louis otworzył okładkę książki i przerzucił kilka stron ze zdjęciami dzieci. Harry przyłapał się, że uśmiecha się na widok niektórych z nich, choć Louis przerzucał strony tak szybko, że trudno było mu się dobrze przyjrzeć. Zatrzymał się w połowie książki i wskazał na zdjęcie samego siebie – Harry zauważył, że wyglądał na jakieś jedenaście lub dwanaście lat – i dwóch małych dziewczynek.
- To dwie z moich sióstr, Lottie i Fizzy. To zdjęcie zostało zrobione zaraz przed tym, zanim urodziły się bliźniaczki, tak myślę – mruknął Louis, wskazując na każdą z dziewczyn, gdy wypowiadał jej imię.
- Nie wiedziałem, że masz siostry – powiedział Harry, jeszcze raz patrząc na różne oprawiona zdjęcia w pokoju i starając się znaleźć takie, które mógł przegapić – jakieś z którąś z sióstr Louisa.
- Technicznie są moimi przybranymi siostrami. Moi rodzice rozstali się, a moja mama ponownie wyszła za mąż po moim urodzeniu. Po tym, moja mama i mój ojczym mieli czwórkę dzieci – Lottie, Fizzy, Daisy i Phoebe – odpowiedział Louis, przeglądając książkę.
Po zaledwie kilku następnych stronach było kilka zdjęć dwóch noworodków owiniętych w różowe koce i Harry założył, że są to bliźnięta, które Louis wymienił wcześniej.
Louis wydawał się być pogrążony w myślach przez kilka chwil, gdy powoli przekładał strony, uśmiechając się smutno na widok swojej rodziny, razem i uśmiechniętej. Harry zostawił go w spokoju, wiedząc, że to nie miejsce, by skłonić Louisa do większej ilości informacji – w każdym razie nie teraz.
Louis otrząsnął się z zadumy, widząc fotografię samego siebie (Harry domyślił się, że miał około czternastu lat, choć nie był pewien) stojącego z całą rodziną na podjeździe, z kilkoma bagażami opartymi o poobijany samochód.
- Ale to było trudne dla mojej mamy, wychować piątkę dzieciaków. Mój ojczym próbował pomóc, ale to było trudne; pieniędzy było tak mało, że oboje potrzebowali pracować tak wiele godzin, jak tylko mogli, ale nie było ich, by się nami zajmować. Więc zdecydowałem się przenieść do Londynu i mieszkać z moim tatą, aby ułatwić to wszystko mojej mamie i dziewczynom – powiedział Louis, a jego głos i dolna warga drżała niebezpiecznie.
Zamrugał gwałtownie, jakby walcząc z łzami i Harry nie przegapił wilgoci na jego długich rzęsach, gdy trzepotały.
- Louis… – Harry wymamrotał, nieśmiało owijając ramię wokół talii Louisa i przyciągając mniejszego chłopaka do swojego boku. Louis odwrócił się i ukrył twarz w piersi Harry’ego i ten czuł jego oddech, gorący i drzący, gdy przesiąkał na jego skórę przez koszulkę.
Obydwaj milczeli przez chwilę, całkowicie zadowoleni z siedzenia i przytulania się do siebie, i Harry nie pozwolił sobie myśleć, jak wiele linii przekroczyli. Louis potrzebował kogoś, kto go utrzyma, a Harry potrzebował go trzymać. To było paliło jego skórę, ale ból był zadowalający, gdy miał obok Louisa – dotykając go, sprawiając, że się śmiał, próbując zdobyć jego uwagę.
Kiedy Louis w końcu przemówił, jego głos był zachrypnięty.
- To nie jest wielka sprawa, naprawdę. Tak jest lepiej; w każdym razie niedługo będę na uczelni, prawda?
- Nie wystarczająco szybko. Nadal utkniesz tu na kolejny rok, Lou. Jestem pewien, ze gdybyś powiedział swojej mamie, co twój tata robi, ona…
- Od razu sprowadzi mnie do domu i upewni się, że mój ojciec nigdy więcej nie znajdzie się w pobliżu mnie – dokończył ponurym głosem.
- Dokładnie – powiedział Harry, zdziwiony.
Louis oczywiście wiedział, co by się stało, gdyby starał się uzyskać pomoc, więc dlaczego wciąż ukrywał to przed swoją mamą?
- To jest dokładnie to, czego nie chcę. Nie chcę, żeby moja mama się dowiedziała, ponieważ wiem, że będzie się obwiniać – powie sobie, że nie powinna mnie tu puszczać lub że powinna widzieć znaki, lub znajdzie jaką inną gównianą wymówkę, ponieważ to jest to, co robi; próbuje wziąć na siebie całą odpowiedzialność, gdy tylko coś idzie nie tak. Nie chcę, żeby czuła się za to winna. Poza tym, jeśli zostanę z tatą, on zapłaci za moją naukę. Moją mamę nie stać na to, by wysłać mnie do szkoły, a ja nie mam nigdzie w pobliżu wystarczająco pieniędzy, aby zapłacić z własnej ręki. Muszę iść do szkoły, by dostać dobrą pracę i pomóc płacić za edukację dziewczynek, kiedy będą wystarczająco duże – powiedział chaotycznie, a słowa wychodziły z jego ust zbyt łatwo, jakby spędził rok, kompletując tę listę.
Harry jęknął i pokręcił głową. Mocniej zacisnął palce na ramionach Louisa, przuciągając go tak, że patrzył prosto w jego oczy.
- Nie, nie musisz. Wiem, że to trudne, patrzeć na zmagania swojej rodziny i wiem, że kochasz ją bardziej niż cokolwiek i chcesz im pomóc, ale nie możesz sobie tego robić.
- Nie jest tak źle, jak myślisz. On jest tylko zły, kiedy jest pijany. Kiedy wytrzyźwieje, czuje się naprawdę winny i przeprasza – powiedział Louis, starając się zrzucić ręce Harry’ego i uniknąć jego wzroku, ale Harry trzymał go w pewnym uścisku.
- A jak często pije? – zapytał cicho Harry.
- Po prostu… raz na jakiś czas. – Louis skrzywił się.
- Louis – ostrzegł go Harry.
Louis westchnął i zacisnął oczy z żalem.
- Każdej nocy – przyznał cicho.
Harry poczuł, jakby ktoś wbił mu nóż w pierś, a powietrze ucieka z płuc przy ostrym wydechu. Chciał coś powiedzieć, chciał znaleźć słowa, by naprawić te rzeczy, ale wszystko, co zdołał zrobić, to szepnchąć cicho „Och, Lou”, gdy jego ręce zaczęły kreślić kojące wzroy na plecach Louisa.
Louis wzruszył ramionami i spojrzał na swoje dłonie.
- Wszystko ze mną dobrze, w porządku? – powiedział, starając się wymusić uśmiech na twarzy.
- Wiesz, istnieje wiele opcji dla ludzi, którzy nie mogą sobie pozwolić na opłacanie szkoły na własną rękę; stypendia, pożyczki studenckie… Mogą pomóc tobie i twoim siostrom – powiedział Harry, a następnie po chwili namysłu dodał: - To nie należy do ciebie, by zajmować się wszystkimi.
Louis potrząsnął głową.
- Ale… – zaczął, ale Harry mu przerwał.
- To nie twoja odpowiedzialność – powtórzył. – Jesteś winien sobie tego, by spróbować i być szczęśliwym. Co, jeśli twoja mama dowie się o tym? Jak myślisz, jak strasznie będzie się czuć, kiedy się dowie, że jednym z głównym powódów, dla których z nią nie rozmawiałeś, było to, że nie chciałeś jej martwić? Nie sądzisz, że będzie to gorsze niż poczucie winy?
Louis zamilkł na chwilę.
- Tak… tak myślę.
- Po prostu… Po prostu porozmawiaj z trenerem. Proszę? Obiecuję ci, ludzie postarają się pomóc tobie i twojej rodzinie. Nie musisz rezygnować z wszystkiego, by inni byli szczęśliwi – naciskał Harry łagodnym głosem.
Czuł, że Louis rozmyślał teraz nad tym, starając się zobaczyć, czy rzeczywiście zasłużył na to, aby spróbować i być szczęśliwym i Harry był przerażony możliwością powiedzenia czegoś złego i ponownego wepchnięcia Louisa do jego skorupy.
- Nie wiem. Co, jeśli rzeczy się spierdolą? Co, jeśli jeszcze bardziej wszystko zepsuję? – mruknął.
- Bycie szczęśliwym niczego nie spieprzy – obiecał Harry. – Proszę, proszę zrób to, Lou.
Louis zerknął na Harry’ego nerwowo spod gęstych rzęs, oceniając jego minę, jakby chciał sprawdzić, czy Harry był szczery.
- Okej… tak, pomyślę o tym – powiedział, kiwając głową, ale zakłopotany uśmiech na jego twarzy pokazał, że nie tylko tak mówił – faktycznie to rozważał.
Harry zorientował się, że wpatruje się w usta Louisa, gdy te rozciągnęły się w idealnym uśmiechu, podziwiając sposób, w jaki jego oczy marszczyły się w kącikach i jego nos też nieco się marszczył. Pochylił się do przodu, z ręką na zagłębiu w dolnej części pleców Louisa, delikatnie przyciągając go bliżej, powolnie złączając ich usta. Czuł, jak klatka Louisa unosi się i opada niepewnie, a jego oddech uwiązł w gardle, widząc sposób, w jaki jego oczy rozszerzyły się nieco, zanim zamknął je i Harry także opuścił powieki, zanim ich usta zderzyły się ze sobą.
To było delikatne i niepewne; początkowe, nerwowe złączanie ust w pieszczocie. Usta Louisa były miękkie i małe pod wargami Harry’ego, wciąż smakujące bananami i syropem i Harry był świadom wszystkich tych miejsc, gdzie jego ciało naciskało na Louisa; od sposobu, w jaki jego rzęsy łaskotały policzki Harry’ego do sposobu, w jaki jego dłonie zacisnęły się na jego ramionach, jakby myślał, że Harry pomoże odpłynąć, jeśli go puści.
Po kilku chwilach (albo, jak pomyślał Harry, po nieskończoności), Louis zaczął powoli się odsuwać. Harry starał się utrzymać usta na Louisie, pochylony do przodu, aby przedłużyć pocałunek, chociażby na kilka sekund.
Kiedy ich usta się rozdzieliły i Harry otworzył oczy, policzki Louisa miały lekki odcień róży i przygryzał dolną wargę, w marnej próbie powstrzymania uśmiechu.
- Okej, teraz moja kolej.
- Co? – zapytał Harry, bo jego umysł wciąż działał mgliście. Miał nadzieję, że Louis miał na myśli kolejny pocałunek.
Louis uśmiechnął się złośliwie, a jego nagła zmiana nastroju sprawiła, że Harry powrócił do rzeczywistości.
- Teraz moja kolej, by zadawać pytania
14
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz