16
Tygodnie upływały z tą samą świadomością i z tym zanikającą nadzieją, że poczują jeszcze to napięcie między nimi, kiedy zostali zmuszeni do pracowania razem w próbach, w odcinkach na żywo i w innych wydarzeniach, gdzie musieli przybywać jako sędzia i uczestnik. Pozwoliłoby im ono na związanie się powtórnie razem tak silnym i ożywionym węzłem, który aż nie pozwalałby im oddychać. Dla publiczności- głownie w telewizji- nie byli nikim więcej jak tylko Harrym Stylesem i Louisem z X-Factora lub Harrym Stylesem z jego członkiem zespołu gwiazdą Louisem! Wiedzieli dokładnie, że ludzie nie byli świadomi tego napięcia, które między nimi panowało i wypełniało ich serca bólem, z każdym nawet najmniejszym spojrzeniem, którym się dzielili- szukali ulgi. Spokój, jaki czuli, kiedy byli jeszcze w stanie wyjść ze studia po ciężkim i męczącym dniu, porozmawiać z zupełnie obcym człowiekiem z drugiego końca kraju, ponieść swoją duszę do osoby, której mogli zaufać i po prostu porozmawiać jak z najlepszym przyjacielem.
Ale to wszystko, co robili kiedyś było tylko niewyraźnym i dalekim wspomnieniem od kiedy zostali popychani do tych wszystkich rutynowych cotygodniowych prób i sesji, spotkań i innych wydarzeń. Już nie było „loczkizcheshire” i „zjedzmojamarchewke”. Zamiast nich był człowiek, którego zachwycały cztery ściany programu telewizyjnego i to, że właśnie tam mógł zacząć swoją karierę oraz Harry, który z całkowitym oddaniem i nieukrywanym pożądaniem przyglądał się jego losom w nadziei, że go nie straci.
X
Nieustannie, czubki jego białych converse’ów uderzały o podłogę długiego, na pozór nigdy niekończącego się korytarza. Harry zgubił się w swoich emocjach. W jego głowie wszystkie uczucia utknęły jakby w korku ulicznym, wjeżdżały w siebie- zderzając się do momentu, kiedy nie zostało z nich nic więcej jak tylko drobne kawałki, jednak był pewien, że w ciągu następnych kilku minut się odbudują i znowu zaatakują jego umysł. Był już przyzwyczajony do bolesnych bólów głowy i do tych samych myśli od jakiś kilku zeszłych tygodni. Działo się tak od momentu, kiedy złapał Lou na romansowaniu z jakąś dziewczyną, choć dokładnie wiedział, że Louis wcale nie był zainteresowany tą płcią.
To naprawdę był żałosne, że Harry w ogóle wymyślił sobie, żeby spotkać się z nim w jego przebieralni, mając świadomość, że chłopak nigdy nie pojawia się tam przed nim. Przesłuchania byłyby szybkie i na pewno bardziej profesjonalne gdyby Harry po prostu spotkał się z nim na dole i razem wybrali piosenkę do następnego odcinka. Wciąż myśl o tym, że mógłby traktować Louisa jak wszystkich innych zawodników przyprawiała go o ciarki. Wiedza, że Louis w rzeczywistości miałby być taki jak cała reszta sprawiała, że cała dusza Harrego cierpiała. Jego mięśnie napięły się, a zęby zazgrzytały dokładnie tak jakby chciał kogoś zaatakować. Jednak tak naprawdę walczył tylko w jednej bitwie. Bitwie niesamowicie wykańczającej i gwałtownej. Bitwie z sobą. Akceptacja tego, że teraz Louis nie był nikim więcej jak tylko następnym kimś była nie do przyjęcia. To było ostatnie zdanie, które Harry powiedział do siebie, kiedy po raz kolejny uderzył głową w ceglaną ścianę. Jego oczy skupione były właśnie na niej, nie chcąc, aby opalony chłopak napotkał go wpatrującego się w niego, kiedy w końcu pojawił się zza rogu i bezsłownie podążył w jego kierunku przez pozostałą długość korytarza.
Minuty upływały czubki butów Harrego zaczęły uderzać o ziemię coraz głośniej. Jeszcze raz jego głowa zaczęła ścigać się z niecierpliwością. Palcami zaczął stukać w krawędź krzesła jak w bębenek i uderzył po raz kolejny głową w ceglaną ścianę. Louis, chłopak, od którego tak bardzo chciał się odłączyć, jednak okropnie przerażała go przytłaczająca bezsilność, którą odczuwał w momencie, kiedy stawał twarzą w twarz z myślą, że ma spotkać się z nim w jednym pokoju. Wrażliwy, to jedyne słowo, którym można było opisać Harrego, pomijając to, że to przecież on złamał serce chłopakowi z Doncaster, a nie na odwrót. Wszystko stawało się coraz bardziej trudne i męczące i z dnia na dzień, z minuty na minutę tracili relację, którą kiedyś posiadali. Ich światy coraz bardziej się od siebie oddalały, z każdym tygodniem, który Louis spędzał w programie. Harry powoli tonął w świecie pełnym podniecenia i zmartwień. Nie mógł powstrzymać się i analizował każdy ruch i każde oddziaływanie pomiędzy nim i Louisem. Wiedział, że nawet najmniejszy ruch, jaki wykonywał chłopak, kiedy zbliżał się do niego sprawiał, że wyprowadzało go to z jego dotychczasowej równowagi i wrzucało w otchłań zapomnienia. Bezsilnie starał się wydostać z tego przerażenia i bólu, który był stworzony przez te wszystkie dni, które włóczyły się bez żadnego postępu.
„ Haz.” Wypowiedź Louisa był zwięzła, słowa wydostawały się z jego ust nieznośnie szybko, podczas gdy zakopywał swoją rękę coraz głębiej w kieszeni, otwierając się i czując potrzebą schowania się w kąt w momencie, kiedy czekał na odpowiedź młodszego chłopaka. Widział, że był on w tym momencie uwięziony we własnym świecie, a jego oczy wpatrzone były w głęboko w ścianę, która znajdowała się przed nim. Najwyraźniej nie zamierzał odpowiedzieć. Zdrobnienie wciąż bardzo znajome bardzo łatwo wydostawało się z jego ust i nawet na myśl mu nie przyszło, żeby je odwołać w momencie, kiedy stanął Harremu przed oczami, nie będąc w stanie znieść bolesnej separacji, którą odczuwał, za każdym krokiem wykonywanym w stronę chłopaka. „Ja- czy zamierzamy gdzieś iść? Czy wpatrujemy się razem w przestrzeń?”
Obracając głowę w kierunku Louisa. Czuł, że napłynęło do jego ciała niesamowite zadowolenie, kiedy jego oczy w końcu dotarły do oczu Louisa- ten odcień błękitu był taki hipnotyzujący i oszałamiający. Harry starał się stłumić dźwięk przełykanej śliny. Wstał z miejsca, na którym siedział. Starał się utrzymać na swoich i tak już trzęsących się nogach i utrzymać odpowiedni dystans pomiędzy nimi. Nie mógł sobie pozwolić na to, aby stanąć zbyt blisko mężczyzny, chociaż cały jego umysł aż krzyczał, aby to zrobił. „Ja tylko…ja- em…- Przepraszam nie zauważyłem cię.”
„Nie ma problemu,” głos Lou był taki wesoły, że aż biło od niego szczęście, chociaż głęboko w jego oczach można było zobaczyć smutek i ból. Zatrzymał się na moment, po czym obrócił się na pięcie i podążył za Harrym. Ten niesamowity zapach włosów chłopaka sprawił, że nie mógł powstrzymać bólu, który tlił się w nim. „ Musimy tylko wybrać dla mnie piosenkę, prawda? Znaczy wiesz jesteś moim sędzią i tak dalej… Więc moglibyśmy, prawda?”
„Prawda…” Harry krótko wymruczał, obracając się w kierunku holu. Jego stopy z gracją stąpały po panelach wyłożonych na podłodze, jednak w głębi siebie czuł jakby chodził po płytkach, które kruszą się pod nim, tworząc nieziemski hałas. „Sądzę, że… wybierzemy piosenkę.”
Pomimo tego, że obydwoje toczyli niesamowitą walkę ze sobą by zakończyć tą niesamowicie dręczącą sytuację, żaden nie wykonał nawet najmniejszego kroku w kierunku tego by przerwać tą ciszę, która ciągnęła się za nimi do momentu aż nie zmusili się do tego, aby przedyskutować temat piosenki na ten tydzień. To było jak niewypowiedziany układ między nimi, w którym pozwolili sobie na wędrowanie po korytarzach w agonii do momentu, aż nie zmusili się do muzycznej kłótni na temat piosenki, jaką wybiorą na nadchodzący weekend.
X
Stopy uderzały na przemian w czarno-białą winylową podłogę- zaśmieconą pustymi opakowaniami po kanapkach i lakierach do włosów- kiedy usłyszał dźwięk dzwonka. Zadzwonił przez głośniki informując wszystkich za sceną, że właśnie zaczęła się przerwa reklamowa. Pięć występów tego wieczora tylko trzy mogły wygrać. Serce Louisa zaczęło bić coraz szybciej, gdy moment jego wyjścia na scenę zbliżał się nieubłaganie. Czuł zwykłą dominację i wyższość w stosunku do ludzi, przed którymi miał występować. Czas do jego występu coraz bardziej się skracał. Louis nie mógł powstrzymać oddechu, który również z minuty na minutę coraz bardziej drżał, kiedy kontynuował chodzenie po małym, dziwnym pokoju, w którym dane mu było przebywać.
„Dziesięc minut i wchodzisz Tomlinson,” głos, nieznajomy i zmęczony jak gdyby znudzony był już swoją pracą, udało mu się usłyszeć przez drzwi, kiedy siedział sobie na oparciu kanapy. Jego stopy ze zniecierpliwienia uderzały o krawędź stolika do kawy, który wykonany był ze szkła. „Upewnij się, że jesteś gotowy.”
„Kurwa” Louis powiedział głośno, wiedząc, że w końcu jest sam i nic co powie teraz nie zostanie nadane w telewizji. Teraz wygląda to trochę jakby moment, który mógł spędzić przed wyjściem na scenę był jedynym momentem, który mógł spędzić, nie będąc obserwowany przez kamery. W końcu to były wciąż tylko przesłuchania, i oczywiście były ważniejsze rzeczy, które można było pokazać- na przykład innych zawodników, który występują na scenie niż Louisa który siedział za sceną a nerwy wręcz wyjadały z jego organizmu całą energię.
Po całym jego mózgu rozchodziły się przeróżne emocje- mgła przerwanych myśli i niewypowiedzianych sekretów- kiedy szybko wstawał z kanapy i zaczął przechodzić przez pokój, wiedząc, że zamiast tych wszystkich rozmyślań powinien teraz robić jakieś wokalne ćwiczenia, których Harry tak uporczywie próbował go nauczyć przez cały tydzień na ich prywatnych lekcjach. Jednak jak zwykle Louis postanowił zignorować jego słowa namowy i czułości. Rana wciąż jeszcze była świeża i dawała o sobie znać w nieznośnym bólu, za każdym razem kiedy zaczynał rozmowę z młodszym chłopakiem. Rozmowy nie ważne jak bardzo by przygnębiały, były czymś, za czym Harry z dnia na dzień coraz bardziej tęsknił, jednak wciąż nie wykonywał żadnego ruch w kierunku naprawienia szkody jaką wyrządziły nakładające się na siebie sekrety. Dlatego właśnie zamiast znosić ciszę w własnych światach wolał już dzielić się z nim przynajmniej takim samym bólem.
W przypadku Louisa, to został on jakby uwięziony we wciąż trwającej rywalizacji bez wsparcia od chłopaka, którego tak bardzo pragnął.
Jego uwagę przyciągnął zegarek, który wisiał w prawym kącie pomieszczenia. Było go bardzo dobrze widać, ponieważ był czarny, a ściana biała. Louis zauważył, że dochodziła już dziewiąta. Tylko siedem minut pozostało do jego występu. Fala emocji przeszła przez jego mózg, a nerwy skłębiły się głęboko w jego żołądku i zwijały się coraz bardziej, wraz z tym, jak chodził po małym pokoju.
Czy ta piosenka była odpowiednia?
Może powinien więcej rozmawiać z Harrym na jej temat, niż tylko pracować z nim nad swoim głosem?
Czy Harry był na niego przez to zły?
Naprawdę powinien powiedzieć Harremu…
Powinien przedyskutować z Harrym swój wybór…
Może powinien o tym wszystkim porozmawiać z Harrym- nie tylko o piosence… ale o wszystkim?
Powinien mniej się denerwować i porozmawiać z nim, pozwolić mu się kochać?
Powinien… powinien powiedzieć Harremu, że…
„Boże, tak bardzo za nim tęsknię…”wymruczał do siebie. Jego głos był ledwie słyszalny. Zatrzymał się. Jego wzrok znowu wbił się w pustą ścianę przed nim- jedyną trasę jego życia, która pokryta była dwuletnim plakatem od poprzednich uczestników x-factora. Wszyscy stali uśmiechnięci, zadowoleni, że dostali swoją szansę w tym biznesie. Uśmiechnięci dlatego, że zamierzali osiągnąć sukces. Nie myśleli o tym, że mogą odpaść, że mogą zostać wyrzuceni z programu po najbliższym odcinku.
„Za mną?”
Grobowy głos wciąż był za nim, bardzo zachrypnięty. Do uszu Louisa dobiegł dźwięk otwierania drzwi, wrzucając go z powrotem do brutalnej rzeczywistości, w której znajdował się w pomieszczeniu bez zamka i bez żadnej prywatności. Świeże powietrze dotarło do jego płuc, a całe jego ciało uległo temu uczuciu jak gdyby brak powietrza, który potrafił znieść powoli go dusił i porzucił go z powrotem w upiorną ciszę, która rozchodziła się po całym pokoju.
Przekleństwo wydostało się z jego ust, jego oddech wciąż był roztrzęsiony, kiedy chłopak próbował zachować spokój, nie chcąc obracać się i spotykać twarzą w twarz z-o boże- tak znajomą głową pełną loków, która bez wątpienia stała za nim z nieznośnie pięknym zmieszanym wzrokiem, a jego szmaragdowe oczy będą szukały szafirów Louisa żądając tylko jednego- odpowiedzi. Louis dokładnie wiedział, że Harry będzie chciał wiedzieć dlaczego siedzi samotnie w swojej przebieralni mrucząc pod nosem, że tęskni za kimś kto najprawdopodobniej był nim samym. „ Nie powinieneś… nie powinieneś teraz być w studio i wiesz, sędziować?”
„Przed twoim występem puścili charytatywne video.” Harry szybko wyjaśnił. Jego głos wcale się nie zmieniał, kiedy jego ciało instynktownie zbliżało się do starszego mężczyzny. Niezaprzeczalnie chciał przytulić go, kiedy wręcz wszystko pchało go(jak gdyby zmuszało go do podejścia) w stronę chłopaka, jednak tylko go wyminął. Jego ciało jak zwykle chciało być bliżej człowieka, którego adorował. „A tak poza tym to jesteś moim zawodnikiem, prawda? Więc pomyślałem, że nie zaszkodziłoby przyjść do ciebie i życzyć ci szczęścia.”
„ Dobra w porządku, ale nie potrzebuje abyś życzył mi szczęścia i przychodził za scenę, aby mnie zobaczyć Haz.” Louis odpowiedział zirytowany. Był mimowolnie pochylny w obecności Harrego, obrócił się, kiedy ciało chłopaka przesunęło się w kierunku jego własnego- zmuszając go do myślenia tylko o soczyście brązowych włosach i nieziemskim zapachu szamponu. To niesamowicie torturowało Lou i sprawiało, że wracał myślami do tamtej nocy, kiedy wtulał się w niego z pożądaniem. Teraz sprawiało mu to okropny ból, którego nie dało się opisać słowami. „ Nie musiałeś tu przychodzić. Po prostu traktuj mnie jak całą resztę, dobra? Po prostu zostaw to. Nie przejmuje się tym.”
„Ale Lou.” Harry zawahał się próbując uspokoić swój głos. Wyciągnął rękę w jego kierunku, desperacko pragnąc znaleźć jakąś nadzieję, że Louis i on przejdą jakoś przez to i pewnego dnia- ewentualnie- zostaną tym kim byli: przyjaciółmi. „Ty nie jesteś jak wszyscy inni i dokładnie wiesz, że-”
„Naprawdę Harry.” Louis powiedział, jego słowa wypłynęły szybko z jego ust. Panowało między nimi coś jakby zamknięte napięcie, które teraz eksplodowało w szaloną furię, uwalniając wszystkie emocje. Słowa szybko wydostawały się z jego gardła wpadając do zanieczyszczonego przez złość powietrza, które dusiło ich obu zmuszając ich do tego, aby wściekłość się uwolniła. „ Jak do cholery mam zobaczyć, że nie jestem jak wszyscy inni tutaj? Traktujesz mnie dokładnie jak traktujesz Maxxiego lub całą resztę tych facetów w naszym zespole. Nie jestem inny. Jestem dokładnie taki sam jak wszyscy inni tutaj-”
„-Ale Lou-”
„-Nie to nie jest fair w stosunku do mnie Harry. Jestem tutaj uwięziony. Każdego dnia udaje, że nie cierpię jak huj, kiedy ty traktujesz mnie jak każdego innego człowieka na tej pieprzonej ziemi i wrzucasz do jednego worka wraz z całą resztą uczestników jakbym nie był nikim innym jak tylko częścią twojej jebanej pracy. To- Jestem kimś więcej Harry, Boże a ty o tym wiesz!” źrenice Louisa powiększyły się ciemniejąc z wściekłości, kiedy zawahał się i wyciągnął swoją rękę w kierunku Harrego wkomponowując swoje palce między palce chłopaka i dzięki temu prostemu gestowi dzieląc z nim swoje emocje. „ Wiesz, jakie samolubne było to, że powiedziałeś mi taką rzecz przez wiadomość Harry, i to jeszcze wtedy, kiedy byłem tak bardzo zły! Wiedziałeś, że to zaboli… Powiedziałeś mi, że mnie kochasz po tym jak przez miesiące mnie okłamywałeś! Jak miałem na to zareagować? Ja- ja nie mogłem po prostu rzucić się na ciebie i udawać, że wszystko jest w porządku!”
„Lou, nie wiedziałem co mam robić.” Młodszy chłopak starał się nie zrujnować swojego pięknego makijażu wiedząc, że dosłownie za kilka minut ma pojawić się z powrotem w studio. „Ignorowałeś mnie. Ja- Jak miałem przyciągnąć twoją uwagę? Potrzebowałem żebyś wiedział, a ty nie odpisywałeś! Czy wiesz, jakie to było uczucie kompletnie zakochać się w kimś, a potem tak po prostu pozwolić mu odejść zaraz po tym jak dowiedział się prawdy? Potrzebowałem żebyś wiedział… Potrzebowałem żebyś zrozumiał jak się czuje…”
Napięcie wciąż unosiło się po pokoju, kiedy siedzieli uwięzieni w ciszy. Dopiero głos Harrego przerwał tą nieznajomą ciszę, słowa jednak załamały się, kiedy łzy pojawiły się w jego oczach i zatopiły go w niewyobrażalnej winie- zjadając go od środka i osadzając się głęboko w jego duszy. Zacisnął mocniej swoje palce wokół palcy starszego chłopaka wbijając się mocno w opaloną skórę chłopaka jak gdyby nie robiąc tego miał stracić wszystko, co posiadał.
„Proszę.” Wymruczał cicho. Jego głos był drżący, a jego wzrok wbił się głęboko w ziemię. „Proszę musisz mnie zrozumieć Louis. Musisz zrozumieć, dlaczego ci nie powiedziałem. Dlaczego nie mogłem ci powiedzieć.”
„Po prostu nie rozumiem jak mogłeś być taki nieczuły… Taki pozbawiony troski.” Louis pozostał niewzruszony, gdy nadal utrzymywał kontakt z chłopakiem poprzez zaciśnięcie jego dłoni, nie chcąc przerywać tego idealnego momentu, w którym się znajdowali. To było oczywiste, że byli dla siebie kimś więcej niż tylko sędzią i uczestnikiem programu i od samego początku dało się to zauważyć. A teraz po raz pierwszy Harry był tak podatny i taki niepewny przez ten prosty gest, który rozpoczął Louis. Nie mógł znieść tego, że aż tak bardzo się od siebie oddalili. „Potrzebowałem czasu Haz! Musiałem sobie to wszystko poukładać, a ty tak po prostu wyjechałeś z tym, że mnie kochasz-”
„Daj spokój Lou-”
„-Nie, Harry, potrzebowałem czasu po tym jak ujawniła się aż tak wielka rzecz! Wyobrażasz sobie jak głupio się czułem? Czułem się upokorzony! Jak mogłeś mi to zrobić?
Wstrzymując ruch Harry pozostał oniemiały. Oczy Louisa wędrowały po jego twarzy w momencie, kiedy on nadal kontynuował delikatnie ściskać jego dłoń, rozpaczliwie szukając ponownej pewności, że nie ważne, jaką kłótnię teraz przechodzili pewnego dnia wszystko znowu będzie w porządku i będą mogli połączyć się niezniszczalnym związkiem. „Proszę Lou… Musisz zrozumieć, to po prostu zjadało mnie od środka. Kocham cię i nie potrafi nadal trzymać tego w sobie, musisz to zrozumie, prawda?”
„ Tak, ja rozumiem. Pewnie.” Louis wyszeptał odrywając swój wzrok od Harrego i przerzucając go na zegarek, który wisiał na ścianie i wystukiwał każdą sekundę sprawiając, że chłopak jeszcze bardziej się denerwował. Pozwalając się swoim palcom rozplątać z uścisku Harrego, Louis zaczął wiercić się w miejscu i powoli wycofywać się z pokoju coraz bardziej oddalając się od chłopaka. Zacisnął zęby i wycedził słowa. „Wiesz jak ja to rozumie? Czy ty wiesz jak ja to rozumie?”
„Jak?” Harry wymruczał delikatnie głosem wystraszonym I niezdecydowanym.
„Ponieważ Harry,” chłopak z Doncaster przerwał. Jego głos stał się ostry, kiedy odsuwał się od młodszego mężczyzny i zbliżał się do drzwi, które wciąż były zamknięte. Objął palcami złotą klamkę i pociągnął drzwi w swoim kierunku i trzymał otwarte kierując Harrego do wyjścia. „Teraz również to zjada mnie?”
X
„Louis Tomlinson.”
Głos prezentera wręcz wybuchnął przez głośniki, sprawiając, że publiczność zaczęła piszczeć i klaskać, podczas kiedy delikatne dźwięki jego piosenki wypływały przez głośniki znajdujące się w studio sygnalizując początek występu Louisa. Drzwi prowadzące na scenę otwarły zostawiając Louisa w centrum uwagi. Scena oświetlona była tylko jednym światłem skierowanym na drżące i roztrzęsione z nerwów ciało Louisa stojącego naprzeciwko publiczności.
Delikatne dźwięki muzyki rozeszły się po całej widowni, którą ogarnęła przerażająca cisza. Muzyka zapanowała nad mózgiem Louisa i odurzyła go emocjami. Zatracił się na chwilę w nutach swojej piosenki do momentu aż nie usłyszał znajomej przerwy, która sygnalizowała, że już ma zacząć śpiewać. Słowa wypływały z jego ust bez najmniejszego wysiłku, kiedy kierował się do przodu, obejmując dłonią statyw mikrofonu i wsłuchując się w piosenkę która właśnie wychodziła przez jego rozchylone usta.
Przed nim cała widownia siedziała w kompletnej ciszy, nawet oklaskami, nie będąc w stanie opisać tego jak wspaniale głos Louis zespolił się z piosenką. Chłopak otworzył oczy i pozwolił im znaleźć drogę oczu Harrego. Jedna z mniej popularnych piosenek Katy Perry, Not Like the Movies, wciągnęła jego mózg w ciemność i zamknęła go w jego własnym świecie, kiedy kontynuował wyciąganie wysokich dźwięków.
„Jest dobry.” Sędzia siedzący obok Harrego wyszeptał, jego głos załamał się w podziwie uśmiech pojawił się na jego policzkach, wchłaniając wspaniały sposób, w jaki głos Louisa rozchodził się po widowni, hipnotyzując pomieszczenie jakby emocje przechodzące przez każde jego słowo pociągały wszystkich głęboko do jego mózgu. „ I jeszcze te żyły, które zarysowały się na jego szyi. To pokazuje jak ta piosenka jest dla niego ważna.”
„Tak, wiele znaczy.” Harry wyszeptał. Jego wzrok wciąż wpatrzony był w Louisa. Delikatnie się uśmiechnął. Nie był w stanie oderwać go od niego i przerwać tą znajomą bliskość, którą w tym momencie posiadali, pomimo odległości jaka ich dzieliła. „ On wybrał tą piosenkę… Wie, co jest na tyle emocjonalne dla niego, że pozwoli mu przejść przez występ.”
Z kiwnięciem głową, sędzia z powrotem powrócił do oglądania występu Louisa, pozwalając myślą Harrego odpłynąć. Harry błagał tylko o to, aby chłopak przełamał swoją barierę emocjonalną, którą zbudował przed nim i przeszedł przez granicę, którą ich od siebie oddzielił. Hary tak bardzo chciał żeby Louis wczuł się w ten występ i wyrażał siebie przez każde słowo, które powie. I to proste zakrzywienie ust- tworzący ten uśmiech, który chłopak ukrywał przed nim od kilku dobrych tygodni- sprawiło, że wszystko w Louisie aż zawrzało. Cofając się bardziej w tył sceny, załamał się w pół i zaczął śpiewać głośniej, robiąc z siebie zwycięskiego artystę, a nie tylko nieśmiałego zawodnika programu.
“Cause I know you’re out there,”
“And you’re, you’re looking for me, oh,”
Oczy Louisa wręcz przyklejone były do oczu Harrego, kiedy pozwalał sobie jeszcze bardziej utonąć w słowach piosenki. Nie mógł się powstrzymać od podkładania jej znaczenia pod swoje życie. Na Harrego twarzy nadal zarysowywał się dumny uśmiech, kiedy Louis nadal śpiewał. Jego ciało było wulkanem emocji. Słowa mieszały się w jego głowie i sprawiało to, że jego głos stawał się jeszcze głębszy. Starał się odrzucić od siebie wszystkie głębokie uczucia, jakie w sobie trzymał, odnajdując się w braku słów jak gdyby znaczenie i doniosłość tych słów kompletnie go obezwładniła.
“It’s a crazy idea that you were made perfect for me,”
“You’ll see.”
Słowa, które wydostawały się przez roztrzęsione usta Louisa można było odebrać jak gdyby się jąkał. Louis poczuł, że do jego oczu zaczynają napływać niechciane łzy. Zamrugał oczami sprawiając, że zaczęły one spływać po jego rzęsach i dalej w dół po policzkach. Napad niewyjaśnionej ciszy zaatakował całą salę, kiedy Louis upuścił swój mikrofon na ziemie z głośnym hukiem. Nie potrafił powstrzymać jęku, który wydostał się przez jego lekko rozchylone usta- usta, które teraz pokryte były łzami i zniszczyły początki kariery o jakiej marzył od zawsze.
Pokój wciąż zatopiony był w ciszy, kiedy Louis nadal stał na środku sceny, a zespół, który grał za sceną powoli zaczynał grać coraz ciszej. Łzy bezsilnie spływały po jego twarzy. Louisowi kompletnie odebrało głos. Jego oczy zaczęły szukać Harrego, jednak nie znalazł w tych szmaragdowych oczach nic więcej, jak tylko załamanie.
„Louis.” Jeden z sędziów zaczął. Jej głos był delikatny- jak gdyby przepraszający. Dała mu ciepły uśmiech, zakładając swoje włosy za ucho. Położyła z powrotem obie ręce na stole, zapominając w ogóle o notatkach, jakie sobie napisała. „ Byłeś dzisiaj totalnie spektakularny. Twój głos jest fenomenalny i sądzę, że wszyscy o tym wiedzą. Ale kochanie… Za tą piosenką kryło się zbyt dużo znaczących dla ciebie rzeczy. Wszyscy w tym pomieszczeniu na pewno czuli te momenty, kiedy twój roztrzęsiony głos próbował znaleźć odpowiednie słowa… do momentu aż się nie załamałeś. I szczerze, to może bardzo źle na ciebie dzisiaj podziałać. Nie mniej jednak dobra robota. Twój głos był nieskazitelnie czysty jak zwykle.”
Roniąc kolejną niechcianą łzę, Louis wytarł ją palcem. Louis mógł jedynie uśmiechnąć się delikatnie. Nie był w stanie odpowiedzieć. Wszyscy właśnie zapewniali go w jego największej obawie. Sposób, w jaki nie mógł wydusić z siebie ani słowa wkurzał go. Nie był w stanie powstrzymać narastających w nim emocji i po prostu pozwolił im z siebie wypłynąć.
„Przyjacielu, dzisiejszy występ był „filmowy” Drugi z sędziów zaczął poprawiając się na swoim siedzeniu z rękami za głową, zrelaksowany jak gdyby Louis właśnie w tym momencie nie zniszczył sobie wszystkich swoich życiowych marzeń- nie, no ale przecież dla niego nie miało to znaczenia. „ I szczerze jestem dumny, że ty i Harry zdecydowaliście się na tak śmiałą piosenkę. Ta piosenka w rzeczywistości nie jest o filmach, jak moglibyśmy przypuszczać po tytule, i znaczy ona dla ciebie bardzo dużo. Czy właśnie, dlatego zdecydowaliście się ją wybrać?” uciął w momencie obracając się na krześle i skupiając swoją uwagę na chłopaku z kręconymi włosami który wciąż wpatrzony był w Louisa ze zmartwieniem, nie chcąc widzieć że jego jedyny, ukochany skarb był aż tak zrujnowany.
„Lou chciał zaśpiewać tę piosenkę i kim bym był gdybym mu na to nie pozwolił?” Odpowiedź Harrego była prosta nadal wpatrując się w scenę nie chcąc stracić kontaktu wzrokowego z Louisem. „ Tej nocy Lou podjął decyzję i szczerze nigdy nie byłem bardziej dumny.”
Mały uśmiech zarysował się na twarzy Louisa, gdy po raz kolejny stłumił szloch w gardle. „ Dziękuję Haz.”
„ Tak, dobrze… Na dzisiaj to już tyle Lou. Wzruszanie się przez tekst piosenki jest czymś, co nie powinno się pojawiać w pewnych występach.” Drugi z sędziów kontynuował, oczywiście- jak reszta pomieszczenia- do zakochanych spojrzeń wymienianych przez Harrego i Louisa, kiedy chłopak z kręconymi włosami wychwalał go. „ Więc Louis to byłby wstyd gdybyś dzisiaj przez to wrócił do domu, co jest bardzo możliwe. Wzruszanie się podczas takich piosenek… Widzisz do czego prowadzi. Przykro mi.”
“Dziękuję…” Louis wymruczał, chociaż jego słowa były ledwo słyszalne dla publiczności, ponieważ jego mikrofon nadal leżał na scenie.
X
Ściany były białe i puste, kiedy Louis spacerował znajomym korytarzem, którym kierował się do pomieszczenia, które od ostatnich miesięcy był jego domem. Wszystko było niewyraźne przez łzy, które nadal spływały z jego oczu. Nadal kontynuował poruszanie się po korytarzach za sceną- rozpaczliwie poszukując czegoś, czegokolwiek, w czym mógł znaleźć pocieszenie. Oczywiście, budynek był znajomy, prawie rodzinny, jednak te ściany cały czas przypominały mu o tym, że dosłownie kilka minut temu jednym gestem zniszczył wszystkie swoje marzenie. Przypominały mu o tym jak daleko zaszedł i o tym, jaką klęskę poniósł.
Pukając w ścianę, kiedy skręcał na rogu korytarzy, Louis czuł, że jego obawy stawały się jeszcze większe, kiedy przesuwał się w coraz głębsze zakamarki budynku. Rozpaczliwie chciał być sam z dala od spojrzeń innych tak aby mógł pozwolić swoim łzom spływać po twarzy bez obawy że zostanie zbombardowany kamerami , które pokarzą to w późniejszym Xtra- factor. Był już i tak zbyt zawstydzony i nie potrzebował żeby jeszcze cały kraj widział jak płacze po sowim okropnym występie.
Pozwalając sobie opaść bezsilnie w najbliższym kącie opierając się o ceglaną ścianę i wtulając mocną w siebie swoje kolana, łzy zaczęły spływać ciężko po jego twarzy, a z jego ust wydostawał się załamany szloch. Było mu siebie szkoda.
Nie powinienem wybierać aż tak osobistej piosenki.
Harry będzie teraz wiedział, że była o nim. Na pewno wie.
Jak mogłem zrobić coś tak głupiego i dać Harremu coś w rodzaju aluzji, że wciąż mi zależy?
Przez mózg Louisa przebiegały niewypowiedziane myśli w momencie, kiedy uderzył swoją głową w ceglaną ścianę, która znajdowała się za nim. Nienawidząc się za to, że pokazał przed wszystkimi jak bardzo jest rozerwany. Nienawidząc się za to, że zniszczył swoją szansę na dostanie się do finału, dla którego wyprowadził się z Doncaster i tego, że kiedyś mógł stać się kimś więcej, kimś bardziej wpływowym. Mógł być… Jak on mógł zrujnować taką szansę? Proste, ponieważ jak nastolatek zakochał się w celebrycie-
„Lou” załamany głos za nim wyszeptał, jego wzrok był lodowaty, kiedy siadał obok opalonego chłopaka. Wyprostował nogi wpatrując się w ścianę przed nimi. Nie odważył się obrócić głowy w kierunku Louisa wiedząc bardzo dobrze, że i tak już graniczył z tym że złamie obietnicę w której powiedział że będzie traktował Louisa jak każdego innego uczestnika programu. „Lou wszystko w porządku?”
„Ja… ja zrujnowałem swoją szansę Harry.” Cicho wymruczał. Przez jego głos przechodził niesamowity ból, a jego słowa przebijały się przez szloch, jakich wydostawał się z jego gardła, nie mogąc powstrzymać krzyków rozpaczy. „ Mogłem stać się kimś więcej… Jestem wystarczająco dobry Harry. Wiem to.”
“Oczywiście, że jesteś Louis.” Harry zapewnił go, jego oczy nadal były przyklejone do ściany przed nim, wiedząc, że gdyby tylko popatrzał na chłopaka, który siedział koło niego- wystarczająco blisko aby poczuć oddech Louisa zmieszany z własnym- nie wytrzymałby i bez pytania rzuciłby się na niego w przytulił do siebie.
„Jesteś wspaniały. Miałeś małe problemy dzisiaj. Zasłużyłeś żeby przejść, ale-”
„Zasłużyłem, ale nie przejdę, prawda?”
Harry obrócił się, nie będąc w stanie oprzeć się sposobowi, w jaki słowa Louisa wypływały z jego ust i tego jak blisko teraz znajdował się jego ciała- ciało, które potrzebowało komfortu po wszystkich tych doświadczeniach. Chcąc czegoś więcej niż mógł dostać. Chcąc uznania i sukcesu. „Sądzę, że to jest prawie pewne, przykro mi Lou.”
Zachichotał mieszając go z przytłumionymi łzami. Louis również obrócił się w jego kierunku, pozwalając sobie popatrzeć na młodszego chłopaka. Popatrzeli na siebie tym samym spojrzeniem pełnym podziwu co kilka dni wcześniej. Teraz jedynie zmieszany był on cierpieniem, które próbowało się z nich wydostać… Wydostać się z nich i zostawić ich w szczęściu, a nie w winie.
„Lou. Przykro mi że to się zdarzyło-”
„Nie, nie bądź.” Louis powiedział delikatnie, wyciągając dłoń w kierunku chłopaka i kładąc ją ja jego dłoni po raz kolejny opierając głowę o ścianę. Zamknął oczy czując, że palce Harrego zaczepiły się o jego. Pozwoliło mu to choć na chwilę się odprężyć. „To nie twoja wina. Nie zrobiłeś niczego. To byłem ja.”
Cisza ogarniała parę powoli, pozwalając im obojgu na rozpłynięcie się w komforcie, kiedy ich ciała przybliżyły się do siebie. Przestrzeń pomiędzy nimi przestała istnieć. Pozwolili sobie przechylić swoje ciała w swoim kierunku do momentu aż ich zaplątane dłonie nie znalazły się na kolanie Harrego ściskając się delikatnie i łagodząc ból.
„ Więc… Tak myślę, wracam do Doncaster.” Louis wymruczał delikatnie kołysając swoją głową pozwalając jej oprzeć się o głowę pełną kręconych włosów, która zanim jeszcze to zrobił przysunęła się w jego kierunku. „Przepraszam, że cię zawiodłem…”
„Nie zawiodłeś mnie Lou, wiesz to.” Harry odpowiedział, mocniej ściskając dłoń Lou i przybliżając się bliżej do jego ciała łapiąc spojrzenie chłopaka w swoje. „Ty… ty sprawiłeś, że byłem taki dumny. Wszystko co robisz… Zawsze sprawiasz że jestem dumny. Sprawiasz, że… sprawiasz, że cię kocham.”
„Po tym wszystkim wciąż mnie kochasz?” Louis wymruczał, naśladując zachowanie Harrego i ściskając jego dłoń mocniej. Zaczął swoim kciukiem delikatnie zakreślać kółka na dłoni Harrego, kiedy oderwał od niego swój wzrok i spojrzał na ich złączone palce. Mały uśmiech pojawił się na jego ustach.
„Oczywiście… Nie mógłbym po prostu przestać cię kochać, skarbie. Jesteś… Wciąż cię kocham, cały czas.”
Louis chwilę nie przerywał ciszy jaka ich ogarnęłą. Było słychać tylko ich ciężkie oddechy I bijące serca, które wybijały równy rytm słyszalny w całym cichym holu. Louis analizował słowa Harrego jedno po drugim, wciąż nie wierząć, że ktoś tak wspaniały mógł go pokochać.
„Ja… Czy możesz złamać teraz swoją obietnicę?” Louis wymruczał rozpaczliwie pragnąc wyznać swoją miłość młodszemu chłopakowi, wciąż nie mogąc znaleźć odpowiednich słów żeby to zrobić. „ Czy możesz traktować mnie jak mnie, zamiast jak wszystkich innych?”
„Dlaczego?” Harry wyszeptał, wyciągając swoją wolą rękę i chwytając nią podbródek Louisa do momentu aż starszy chłopak nie popatrzał mu w oczy. Ich twarze były jedynie kilka centymetrów od siebie, tak bisko, że nawet mrugając mogli dotknąć się swoimi rzęsami. „Dlaczego chcesz żebym tak cię traktował, a nie jak wszystkich innych?”
„Ponieważ.” Louis powiedział. Jego wzrok wbił się w idealnie różowe usta Harrego, po czym oblizał własne, wystraszony o to żeby nie dotknąć Harrego, kiedy to robił. „Też cię kocham.”
16
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz