10
Idąc wzdłuż korytarzem, Louis czuł się jakby był w środku innej szkoły. To było bardzo nietypowe, niekomfortowe i powodowało dziwne dreszcze w dole jego kręgosłupa. Czuł się jakby szedł jakimś zakazanym lasem albo wewnątrz nawiedzonego domu. Coś było nie w porządku.
Czekał na uderzenie w głowę, przeważnie kulką papieru albo kawałkiem papieru – jeśli to jego pechowy dzień, jego ciało będzie zalane przez sok (lub co gorsza, przez śmierdzące siki, o których nie miał pojęcia skąd pochodzą), albo zostanie rzucona w niego ciężka książka albo metalowa obudowa z wypełniona rzeczami, żeby była ciężka. Wciąż, jego głowa była nienaruszona, jego ciało suche i nie było oznak jakiejkolwiek pułapki na jego drodze.
Żeby dodać do specyfikacji tej sytuacji, nikt nie krzyczał jego nazwiska, nie było echa słowa „F”, nie było krzyczenia żenujących rzeczy o nim i nie było hałaśliwego śmiechu, który pochwalałby kpinę.
To musiał być sen, pomyślał Louis. Wciąż był w swoim łóżku, śniąc i prawdopodobnie jest już spóźniony. Ale mimo wszystko czuł, że nie śpi. To było prawdziwe i surrealistyczne w tym samym czasie.
A teraz, każdy patrzył na niego albo uśmiechał się niezręcznie lub opuszczał głowę w dół.
Nie potrzebował zmysłów pająka, ale wiedział, że oczy wszystkich były zwrócone na niego. Podążali za jego każdym krokiem, obserwując jego plecy, szepcząc rzeczy, których nie mógł usłyszeć. Kiedy się zatrzymał w połowie drogi i ledwie odwrócił się, zobaczył jak tłum za nim rozpraszał się, udając jakby coś robili. Louis nie był głupi. Wiedział, że coś naprawdę jest nie tak.
I był pewien jak cholera, że to był najbardziej żenujący dowcip jego życia.
XXX
Ale gdy wszedł do sali lekcyjnej, oczekując innej atmosfery i traktowania, ale okazało się, że wszystko było takie same. Wszyscy po prostu patrzyli się na niego, a on udawał, że nie jest Louisem Williamem Tomlinsonem, chłopakiem, z którego wszyscy chcieli robić sobie jaja.
- Cholera, to musi być sen – mruknął, cofając się krok od drzwi, gdy jego plecy wpadły na coś.
- Właściwie, myślałem o tym samym.
- Niall! – Louis szybko odwrócił się, ciągnąc Nialla do miejsca, w którym siedzieli. – Co się do cholery dzieje?
- Na początku myślałem, że mogę być w złej szkole, ale to nie prawda! Wszystko się zmieniło - powiedział Niall, kładąc nogi na biurku. – Myślę, że się nas boją.
- Przerażeni? Dlaczego mieliby się nas bać? – Drgnął Louis.
- Harry Styles! Wszyscy wiedzą, że się z nim spotykasz. Widzieli jak wychodzisz z samochodu Harry’ego, Harry czekał na ciebie przed klasą. Nikt nie ośmieliłby się dotknąć nas Louis. I to samo tyczy się mnie. Jesteś moim najlepszym przyjacielem, a Zayn i ja robimy te same rzeczy, co ty i Harry – powiedział, niemal z podnieceniem.
Louis rozejrzał się ponownie, złapał kilka spojrzeń, ale dokładnie wiedział, że rozmawiali o ich dwójce. To było po prostu złe, wiedział o tym. Mógł poczuć to, jednak nie mógł nic z tym zrobić.
- Co się stało? Dlaczego nie jesteś szczęśliwy? – Niall zdjął nogi ze stołu, przyciągając swoje krzesło bliżej do Louisa. – Muszę powiedzieć, że naprawdę nienawidziłem wcześniej Harry’ego, ale to wszystko, jest dobre, dla naszej dwójki! Dla ciebie Louis! – Podkreślił, szturchając ramię Louisa. – Głowa do góry, stary. Nasze najgorsze czasy minęły.
Louis skinął głową ze względu na niego, nie chcąc więcej pytań od swojego przyjaciela. Spoglądając na niego, wiedział, że mu się to podoba, ale Louis miał mieszane uczucia. Wiedział, że coś pójdzie źle.
XXX
Dni zmieniły się w tygodnie, a Louis nadal spotykał się z tym samym traktowaniem. Pani Calder uśmiechała się do niego promiennie za każdym razem, kiedy widziała ich razem, nauczyciele witali go, pytając jak mija mu dzień, to było tak jakby cała szkoła była pod zaklęciem ‘Kochać Tomlinsona’.
- Nie mów mi, że wciąż się do tego nie przyzwyczaiłeś? - Zapytał go Harry, gdy obydwoje siedzieli z Niallem, Zayn i Niall jedli w stołówce sami. – To już tygodnie Louis.
- Wiem, ale to nie łatwe wiesz? Wszyscy są zbyt mili w stosunku do mnie, że to niekomfortowe.
Harry uniósł brew.
- Co masz na myśli? Nie lubisz tego?
Widząc wyraz twarzy Harry’ego Louis wiedział, że nie powinien mówić: „Tak, nie lubię tego”. Wiedział, że Harry zrobił to dla jego dobra, wiedząc jak był zastraszany lub był przedmiotem wszystkich wkrętów. To było słodkie, że robił to dla niego, ale Louis nie mógł znaleźć powodu, żeby to docenić. – Jaa.. Ja lubię, myślę, że to słodkie. Ale nie uważasz, że to za dużo?
Zayn zachichotał. – Za dużo? Nie powinieneś pytać, co wasza dwójka przeżywała przez ostatnie dwa lata spędzone tutaj? To jest zbyt wiele Louis. To jest normalny sposób.
Niall i Harry skinęli głowami w tym samym czasie, ale Liam był zbyt zajęty piciem soku, że nie wydawałoby się, że nie słyszał nic z tej rozmowy.
- Ja po prostu…
- Lou, próbuję cię chronić okej? Nie chcę żeby ktokolwiek cię zranił albo ktokolwiek robi sobie z ciebie jaja. Myślę, że biorąc pod uwagę to, że jesteśmy razem, oni nie mogą ci nic już zrobić.
- Ale nie uważasz, że to zbyt wiele Harry? Wszyscy są zmuszeni, żeby być dla mnie mili. Nie potrzebuje tego.
- Nie prosiłem, żeby to robili! – Powiedział. – Zrobili to, bo jestem Harrym a ty jesteś teraz moim chłopakiem, więc jest to rodzaj daru.
- Nie powinniśmy byli się ujawniać. – Louis prawie uderzył swoje usta, kiedy te słowa wyleciały z nich, widząc szok i złość na twarzy Harry’ego. – Nie… Nie miałem na myśli…
- Nie. Słyszałem to dość jasno Louis. Czy tego chcesz? Wrócić to szkoły, w której byłeś nikim? Tylko fotografem? A nawet, jeśli oni by cię pamiętali, będziesz Louisem Tomlinsonem, z którego będą robić sobie jaja! Nie jesteś zmęczony każdym dniem tamtego cholernego życia? – Harry uderzył pięścią w stół, nie czekając na odpowiedź Louisa, wyszedł z kawiarni. Liam cicho podążył za nim, a Zayn wytłumaczył się, zanim zrobił to samo.
Niall wetknął nietknięty chleb na talerz, zerkając na Louisa. – Co się stało Louis?
- Nie wiem Niall. Ja po prostu… Mam złe przeczucia. Nie miałem na myśli, że nie chcę, żeby nasz związek być oficjalny, ale… - Louis zatrzymał się patrząc na drzwi i chcąc, żeby Harry wrócił i żeby Louis miał szansę, żeby to wyjaśnić. – Ale mogłoby być lepiej, gdyby nic się nie zmieniło.
- Więc to, co Harry powiedział było prawdą? Wolisz być z powrotem przedmiotem każdego żartu? – Niall podniósł głos.
-Wszyscy nas nienawidzą Niall! To nie tak, że pytaliśmy ich o to, żeby byli dla nas mili. Myślę, co jeśli to wszystko wróci? Co jeśli byli mili z powodu Harry’ego wokół nas? Coś, jeśli będziemy sami i będzie gorzej, niż było do tej pory, bo myślą, że nasze związki z Harrym i Zaynem pozwalają nam rządzić wokół?
Niall odparł. – Nie robimy tego.
- Wiem! Ale czy oni wiedzą? Oczywiście, że nie. Co jeśli nie chcą tego typu akcji? Nigdy nie wiemy! I martwię się o ciebie, o Harry’ego. Co jeśli ludzie, którzy za nim podążają i są mu wierni odwrócą się od niego z mojego powodu?
Nareszcie Niall, załapał. Wyłamywał palce, a to był znak, że myślał i był nerwowy w tym samym czasie.
- Więc co proponujesz? Ogłosić wszystkim, że wasz związek był fałszywy?
Pytanie to uderzyło w Louisa. Nigdy naprawdę nie myślał, o następnej rzeczy, która powinna być zrobiona.
- Wiem, że jesteś zmartwiony tym, co może ci się przydarzyć, albo nam lub Harry’emu. Ale słyszałeś to od niego Louis, on będzie cię chronił. A ja myślę, że zanim coś zrobisz, powinieneś dać mu szansę i pozwolić mu zrobić to, co chce.
Z tym Louis nie był w stanie powiedzieć nic więcej, jego oczy przesuwały się po pustej kawiarni i zapytał siebie, czy naprawdę tego chciał.
XXX
- Słyszeliście to? Powiedział, że nie powinniśmy tego robić!- Harry zrzucił każdy papier z biurka, kiedy usiadł na krześle. – Nie powinniśmy ujawniać, że jesteśmy razem. Co to kurwa było?
- Uspokój się Harry. Może miał dobry powód, żeby to powiedzieć – powiedział spokojnie Zayn, zbierając razem z Liamem rzeczy.
– Może on naprawdę nie jest przyzwyczajony do takiego taktowania.
– Każdy, kto dostał ten rodzaj traktowania powinien się teraz cieszyć Zayn. Nie musi się o nic więcej martwić! A wszystko, o co pytałem to jego uznanie. Zamiast tego powiedział… powiedział… KURWA! Nie chcę tego słyszeć! – Ponownie Harry rozrzucił papiery, które Zayn położył na krawędzi stolika. Głowa Harry’ego pulsowała głośno, powtarzając słowa Louisa jak pieprzone taśmy w radio, a on słyszał to tak wyraźnie.
Nie powinniśmy byli upubliczniać naszego związku.
Dlaczego? To była jedyna rzecz, z powodu, której był dumny z siebie. Był w przyzwoitym związku z facetem, którego był gotów chronić i przysiągłby, że nikt nie położył palca na nim więcej. Poprosił swoich zwolenników, żeby donieśli na każdą osobę, która będzie mówiła ich nazwiska,śmiała się z tego, co zrobił, kpiła z niego…. Wszystko. Czy to było za dużo? Harry wierzył, że nie. To on, pokazując, że zrobi wszystko, co może, żeby Louis nie został ponownie skrzywdzony.
Czego chciał Louis? Aby oglądał te wszystkie rzeczy, przez które wcześniej przechodził, siedząc na kanapie i odpoczywać? To to, czego chciał? Albo może Louis żałował pomysłu chodzenia z kimś takim jak on?
- Harry – zawołał go Zayn, wyrywając go z rozmyślań. – Myślisz za dużo. To nie jest dla ciebie dobre, wiesz, że to może się skończyć drastycznymi rzeczami.
- Co sugerujesz? – Odpowiedział Harry, a niecierpliwość słyszalna była w jego głosie.
- Chcesz coś powiedzieć Li-Li? – Ta dwójka odwróciła się do Liama, który oparł się plecami o kanapę, cicho obserwując gniew Harry’ego, po czym skinął.
- Masz coś do powiedzenie? – Harry splunął, wciąż niedowierzając, że Payne miał opinię na tego rodzaju sytuację. Liam odwrócił się na chwilę, jakby myślał o czymś bardzo, jakby miał w pamięci słowa i jakby przypominając sobie pierwsze słowo, które chciał powiedzieć.
- Widzisz Harry. Myślę, że Louis martwi się o ciebie i o swojego przyjaciela Nialla. – Zaczął, a zanim Harry mógł coś powiedzieć, Liam kontynuował. – Myślę, że on wie, co inni będą o tobie myśleć.
- O mnie?
- Tak. Gdy wcześniej wasza dwójka się nie znała, każdy mógł robić z Louisem i jego przyjacielem to, co mu się podobało. Ale kiedy ujawniliście się, wszyscy czują się jakby nie mogli już tego robić, wiedząc, że możesz ich zranić albo wydalić ich ze szkoły. Ale to nie jest to, o co Louis się martwi.
- Liam przestań się bawić i powiedz mi, o co on się do cholery martwi.
Liam odchrząknął, jakby nie dostrzegł groźby w głosie Harry’ego.
- Każdy powinien być pod tobą Harry. Nie podoba im się pomysł posiadania kogoś na tej samej radze, co ty jesteś. A z tego powodu, dają upust swojej złości w kierunku Louisa. Oni chcą, żeby Lou zniknął. Chcą, żeby wrócił ich stary lider, a kto wie, ludzie mogą odwrócić się od ciebie, jeśli nie będą skuteczni.
Harry nie mrugnął, podobnie jak Zayn. Próbował coś powiedzieć, ale czuł, że wszystko utkwiło mu w gardle, tak głęboko, że żadna z nich nie była w stanie opuścić jego ust. Jego serce wściekle drgnęło, gdy wyobraził sobie Louisa bardziej zranionego z jego powodu. Jak mógł być aż taki głupi? Wszyscy byli zazdrośni o Louisa. Wszyscy chcieli ten rodzaj traktowania, a ze wszystkich ludzi, których mógł wybrać, wybrał tego, który nigdy nie istniał.
- Harry?
- Więc, mówisz, że jeśli Louis zostanie zraniony, ja… ja będę tego powodem?
- Liam – Zayn próbował zatrzymać Liama, przez powiedzeniem czegokolwiek, ale Liam skinął głową i Harry zacisnął szczękę. Nie mógł znieść myśli o tym.
Nie mógł tego zaakceptować.
Bez względu na to, co robił, Louis nadal może być tym, który może ponieść tego konsekwencje. Nie dbał o to, czy ludzie odwrócą się od niego, nie potrzebował ich. Louis był osobą, która sprawiała, że czuł się, jakby było coś więcej niż to, co robił, coś więcej, co dorastało i Harry był przekonany, że miał te wszystkie rzeczy, tak długo jak Louis był obok niego.
Ale jeśli był powodem, dla którego powinien odejść, wtedy, jaki rodzaj wyboru ma?
XXX
Louis szedł samotnie do domu tego popołudnia, obawiając się, że może być kolejnym powodem kłótni z Harrym. Wciąż naprawiał te słowa w swojej głowie, jak powie Harry’emu, że powinni działać tak, jakby nie byli razem w szkole a potem spędzali więcej czasu poza nią, w miejscu, w którym uczniowie ich nie zobaczą. Ale nawet Louis wątpił w te słowa. Lubił sposób, w jaki Harry czekał na niego przed drzwiami, uśmiechając się do niego i pytając się o to, jaki był jego dzień, coś, czego nigdy nie doświadczył podczas dwóch lat spędzonych w tej szkole.
A Harry sprawił, że poczuł wszystkie te rzeczy, sprawił, że czuł się wyjątkowo i nie mógł sobie wyobrazić stracenia go.
Ale nie mógł zmienić Harry’ego. On był lustrowany, szanowany, czuli przed nim strach a wszystko to mogło zniknąć z jego powodu. To było jakby wszystko, na co Harry pracował przez cały ten czas.
Chciał Harry’ego. Ale nie mógł z nim zostać. Każdy mógł zostać skrzywdzony z jego powodu.
Louis zacisnął pięść i zatrzymał się. Oddychając powoli, zdecydował, że nie będzie podejmował decyzji na własną rękę. Przedyskutuje wszystko z Harrym i upewni się, że go przekona, że Harry wysłucha go.
Miał ruszyć, gdy samochód zatrzymał się obok niego z piskiem opon. Kilku mężczyzn wysiadło i otoczyło łatwo Louisa.
- Cz…Czego chcecie? - Próbował uciec, ale wtedy dostrzegł coś za ich płaszczami – broń.
- Musisz wsiąść do samochodu Louis. Nie chcemy cię skrzywdzić. – Ich głosy były niskie, piskliwe a Louis zamarł, gdy zobaczył, kto siedział na miejscu pasażera – Josh. – Louis…
- Nie! N… Nie pójdę!
Louis musiałby podjąć się walki. Spróbował jednego chwytu, ale tylko cofnął się z powrotem. Ponownie, Louis nie poddawał się, unikając cisów i popychając niektórych, ale oni byli zbyt silny, a żaden z ataków nie dawał oczekiwanych rezultatów. Już miał uciec przez małą szparę między dwoma mężczyznami, gdy jego wzrok stał się nagle rozmyty, tkanina zakryła jego usta i nos i powoli, jego kolana zachwiały się, a ciało upadło.
Patrzył jak podnoszą go z chodnika, łatwo prowadząc go do samochodu, a jego torba spadła z jego ramion. W myślach wołał o pomoc, gdy odpływał w kierunku swojego snu, wyszeptał pod nosem „Harry”.
10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz