czwartek, 23 stycznia 2014

875

6

- Na Boga Harry. To jest małe miasto. Nie musisz jechać tak szybko. – Louis spojrzał groźnie na niego, gdy patrzył na uliczne światła, które stawały się wręcz smugami z powodu prędkości. Mocno trzymał się swojego pasa, jedyną rzeczą, która mogłaby ocalić go w razie wypadku z powodu tego, jak lekkomyślny był Harry.

- Daj spokój Louis. Nie musisz się bać. Nie dostałem prawa jazdy po to, żeby zabić siebie albo ciebie – powiedział Harry. Chłopak nie przegapił takiego jak małe ręce Louisa trzymały się pasa bezpieczeństwa. Jak facet może mieć tak małe dłonie? Potrząsnął głową, uwalniając się od myśli trzymania dłoni Louisa i powiedzenia mu, że wszystko będzie w porządku – za szybko dla Harry’ego, ale był pewny, że zatrzyma to w swoim mózgu.

Louis westchnął z niedowierzaniem. Nie powinien był się zgadzać na tą wycieczkę w pierwszej kolejności…chwila…on naprawdę się z tym nie zgodził. Był zaciągnięty, być może, porwany przez lidera gangu, który nie wiedział jak usłyszeć to, gdy ktoś mówi ‘nie’ albo ‘nie chcę z tobą nigdzie iść kutasie’.

Kto przy zdrowych myślach pozwoliłby tej niebezpiecznej osobie kupić sobie pary jakiś spodni tylko, dlatego, że na twoich są niebieskie smugi? Nawet nie zrozumiał tego, jak złe i permanentne to było, gdy Harry zwrócił na to uwagę, ale to było w porządku – naprawdę – nie potrzebował nowej pary spodni, a oni nie potrzebował być blisko z Harrym.

Spojrzał na Harry’ego. Mimo, iż nienawidził pomysłu Harry’ego obok siebie, nie był w stanie oprzeć się pokusie sprawdzenia tego. Nigdy nie był blisko niego, a teraz jego umysł zauważał każdy aspekt, który robił Harry Styles. Przypomniał sobie tatuaż gwiazdy – Co to znaczy? Miał więcej tatuaży, których nigdy nie widział pod szarym płaszczem, który Harry miał na sobie? Dlaczego miał tatuaże i dlaczego wybrał gwiazdę? Dlaczego nie smok, który może byłby lepszy, ale Louisowi by się nie podobał, ale szczerze mówiąc gwiazda była słodka – Cholera. Dlaczego myśli w ten sposób? Spojrzał na Harry’ego, aby upewnić się, że ten nie zauważył.

Oczywiście, że zauważył.

- Chcesz mnie o coś zapytać? – Zapytał Harry.

Louis poczuł się upokorzony. Harry zobaczył, jak go sprawdzał i jak teraz Louis kręcił się na swoim siedzeniu, chcąc zniknąć, wyskoczyć przez okno, albo zniknąć na zawsze. Wyglądał, jakby nie chciał tu być, ale zamiast tego, wyglądał jakby, chociaż trochę się z tego cieszył.

- N…Nie, jak tylko – nieważne.

Louis uciekł spojrzeniem i przygryzł wargę z zakłopotaniem. Harry był o mały krok od hamowania i rzucenia się w kierunku Louisa, bo to była jedna z najgorętszych rzeczy, które widział przez cały dzień. Lustrował Louisa spojrzeniem – jego włosy, jego oczy, jego ruchy, sposób, w jaki chodził i sposób, w jaki wymawiał każde słowo. Poważnie, jest więcej rzeczy, których Harry nie wiedział o Louisie i które sprawiłyby, że jego żołądek przewracałby się w każdej chwili?

Harry zwolnił, gdy stanęli w korku.

- Poza tym naprawdę przykro mi z powodu twoich spodni. Świetnie bawiłem się chemikaliami – powiedział Harry.

- Widziałem to wyraźnie. - Pamiętając jak śmiech Harry’ego był niemal nieskończony, tylko, dlatego że wysadził całe laboratorium tym małym eksperymentem. – Czy to był pierwszy raz, kiedy trzymałeś chemikalia?

Harry przytaknął.

- Po prostu zrobiłem to, co widziałem w telewizji. Nie wierzyłem, że to prawda, ale cholera – to było naprawdę świetne.

- Wiesz, że te pokazy wymagają obecności osoby dorosłej, prawda?

- Yeah, ale nigdy nie wiedziałem, jakie to uczucie, jak to nazywasz ‘kontrolą rodzicielką’, bo moich rodziców nigdy nie ma w domu – powiedział Harry.

Louis mógł go o coś zapytać, ale nie powinien pytać go o jego życie osobiste, a w zamian tego po prostu zacisnął usta i milczał. Wyjrzał przez okno, oglądając smugi światła, bo Harry znowu przyspieszył.

- A jak jest z tobą? Brzmisz już jak ojciec, skarciłeś mnie z powodu zbyt szybkiej jazdy i zachowania na lekcji. Czy ty jesteś tym, który kieruje swoimi rodzicami?

Harry obserwował jak Louis obrócił głowę w jego kierunku.

- Mam cztery siostry i dziecinnych rodziców. Karcenie leży w mojej naturze.

- Musi być zabawnie.

Harry wyobraził sobie Louisa z siostrami – Charlottle, Felicity, Daisy i Pheobe. Zapamiętał ich imiona, bo nie przestał czytać ich informacji, co noc. Oglądał Louisa zabawiającego siostry i rozśmieszającego je. Louis musiał być dobrym opiekunem. Harry przypomniał sobie jak Louis był zmartwiony, gdy Hazza był na podłodze niemal turlając się ze śmiech, gdy Louis go szukał. Chciał, żeby Louis się nim zaopiekował.

Wjechali na parking centrum handlowego, które mieściło dużo drogich sklepów i restauracji. Louis nigdy nie myślał o wejściu do jednego z nich.

- Byłeś tu wcześniej? – Zapytał Harry.

- Uhm, yeah. Byłem tu wcześniej z Niallem, - to imię sprawiło, że Harry drgnął. Słyszenie imienia tego Irlandczyka sprawiło, że zobaczył jak ta dwójka była tak blisko siebie i myśl o osobie lubiącej Louisa, nie sprawiła, że poczuł się dobrze. – Ale nigdy nie wróciliśmy.

- Dlaczego?

Harry skręcił w prawo i rozglądał się w poszukiwaniu wolnego miejsca.

- Wiemy, że te centrum handlowe ma najlepsze sklepy w mieście i zdecydowaliśmy, że oszczędzimy pieniądze, żeby coś kupić. Wtedy moglibyśmy wejść do środka i wrócić, z co najmniej dwoma siatkami w obu rękach, – Louis odpiął pas. – Ale skończyliśmy z niczym. Nawet najmniejszym.

- Hm, łapię.

Harry bardzo starał się brzmieć na zainteresowanego, ale nie mógł – nie chciał. Był egoistą, jeśli chodziło o te rzeczy. Nie chciał, żeby Louis rozmawiał o kimś innym, kiedy był z nim – nie chciał, żeby jego wysiłki, w poznaniu Louisa, skończyły na tym, że Lou wróciłby do swojego irlandzkiego przyjaciela.

- Więc wiesz już gdzie chcesz kupić nowe spodnie?

Louis przełknął ślinę.

- Nie wiem, ty decydujesz.

- Super.

Harry uśmiechnął się szeroko, gdy wchodzili do centrum handlowego i Louis pomyślał przez chwilę – to nie jest rodzaj randki prawda?

XXX

- D&C? Nie możemy po prostu pójść gdzieś indziej, gdzie są tańsze rzeczy? – Louis starał się przekonać Harry’ego, żeby nie wchodził do tego sklepu, ale Harry udawał, że tego nie słyszy. - Tu musi być pewien rodzaj nadwyżki.

- Louis dałeś mi prawo decydowania gdzie pójdziemy, więc teraz podążasz za mną jasne?

Louis przewrócił oczami i westchnął ciężko. Harry wygrał tą rundę.

Nie było nikogo w środku sklepu, kiedy weszli do środka i każdy – włączając tych, którzy byli na zewnątrz gapili się na Harry’ego. Oczywiście, że tak – pomyślał Louis. Jest wysoki, ma mleczną skórę i wyróżnia się, może z powodu ubrań albo stylu? Zauważył dwie chichoczące sprzedawczynie, które robiły telefonem zdjęcia Harry’emu – mój, jeśli tak łatwo było zrobić mu zdjęcie.

Co przypomniało mu o jego aparacie – jak mógłby zapomnieć? Mógł teraz zapytać o to Harry’ego, żeby potem nie musiał przez to więcej przechodzić. Może zanim pojadą do domu, dowie się o tym i nie zapomni informacji, które chciał wiedzieć o Zaynie.

- Co tam stoisz Louis? Chodź tu! – Harry zawołał go, stojąc pewnie przy stojakach ze spodniami w różnych kolorach. – Zobacz, te są dobre, chyba, że chcesz ciemniejsze?

Został bez wyboru, ale po prostu wybrał jedne.

- Te po prawej są lepsze.

- Idealnie, jaki masz numer? – Zapytał od niechcenia Harry, gdy spojrzał w dół na pas Louisa. Louis otworzył usta i po prostu chwycił wieszak i odepchnął Harry’ego od stojaka.

- Wynoś się stąd. Sam sobie poradzę.

Louis pochylił głowę, a Harry patrzył na niego z takim rozbawieniem, gdy zobaczył zaczerwienione policzki Louisa.

XXX

Harry skończył kupując trzy różne pary spodni i dwie koszule w paski.

- Proszę. – Kobieta w kasie stała rozpromieniona na Louisa w tak dziwny sposób, że zaczął się zastanawiać, dlaczego to robi. Gdy uśmiechnął się do niej, zabierając dwie papierowe torby, kobieta powiedziała ponownie – ma pan naprawdę fajnego chłopaka i wyglądacie razem świetnie. Jestem zazdrosna.

- Dlaczego? Nie… Odbierasz to w zł…

- Kochanie wszystko w porządku? – Harry zabłysnął czarującym uśmiechem do kasjerki, a potem do Louisa. – Musimy iść. Robi się późno, a nasze dzieci są głodne.

Louis gapił się na niego

- Ach, więc wasza dwójka żyje razem? Przepraszam.

Kobieta wyglądała na speszoną, a Louis słyszał chichot.

- Jesteśmy małżeństwem. Teraz wybacz, ale musimy iść.

Harry złapał rękę Louisa i wyciągnął go ze sklepu. Nie był w stanie powiedzieć niczego, co mogłoby wyjaśnić ‘aww’ i ‘gratulacje’.

- Zrób to jeszcze raz i przysięgam, że cię zabije – powiedział Louis w chwili, gdy wracali do samochodu.

Nie mógł uwierzyć, że Harry zrobił to przed personelem sklepu, które myślały, że są razem i do tego po ślubie.

- Aww, to tylko żart. - Harry uruchomił silnik. Nie mógł zetrzeć uśmiechu z twarzy, przypominając sobie, jak Louis był zawstydzony, że nawet nie protestował czy walczył, gdy wychodzili ze sklepu. – Ale naprawdę to kupiły. Naprawdę myślały, że jesteśmy po ślubie, przypuszczam, że wyglądamy dobrze razem, co?

- Zamknij się. – Louis odwrócił się. – Nie powinienem iść tutaj z tobą – warknął.

Harry może poszedł za daleko.

- Dobra, przepraszam! Nie wiedziałem, że nie lubisz tego typu żartów.

Nie ruszył samochodem. Nie zamierzał zrobić nic, dopóki nie był pewny, że Louis nie jest już na niego zły.

- Pozwól mi iść do domu.

To nie to, co zdarzyło się w sklepie, sprawiło, że Louis nagle poczuł się zły w stosunku do Harry’ego. To był strach, że własnymi uczuciami, jak wtedy, gdy Harry trzymał jego dłoń – nie powinien czuć się szczęśliwy z tego powodu albo czuć jak jego serce przyspieszyło dwukrotnie. On po prostu poszedł z nim, bo chciał dowiedzieć się czegoś o Zaynie i chciał przede wszystkim dostać z powrotem swój aparat. Musi wziąć radę Nialla do serca i unikać Harry’ego. Nie mógł pozwolić sobie na zakochanie – nie w takim kimś jak Harry. A teraz – był zakłopotany przed tymi ludźmi, bo nie był do tego przyzwyczajony.

- Spójrz Lou. Nie chciałem cię zawstydzić.

I tym razem Harry był poważny.

- Ach tak? Nie jesteś w tym dobry Harry? W zawstydzaniu publicznie ludzi?

Louis spojrzał na Harry’ego, którego szczęka opadła.

- To był żart.

- Wszystko jest żartem, jeśli chodzi o ciebie – Louis mruknął pod nosem. Chciał być miły – po prostu poprosić o zwrot swojego aparatu i może dowiedzieć się czegoś, co stało się między Niallem i Zaynem. – Ruszysz tym pieprzonym samochodem?

Harry puścił kierownicę i spojrzał na Louisa.

- Lou, ruszę ten pieprzony samochód, jeśli powiesz mi, co jest naprawdę nie tak.

- Powiem ci, co jest nie tak. Masz mój cholerny aparat. Sprawiłeś, że mój najlepszy przyjaciel czuje się tak cholernie nieszczęśliwy, bo wprowadziłeś Zayna do jego życia i teraz ta cała sprawa z zawstydzaniem ludzi! Teraz, jeśli nie ruszysz tego cholernego samochodu, wysiądę.

Louis stracił ją. To była jego jedyna szansa, żeby dowiedzieć się wszystkiego i odzyskać aparat w najbardziej pokojowy sposób jak to możliwe, ale wiedział, że zawalił sprawę. Odpiął pas i próbował otworzyć drzwi.

- Kurwa!

Louis uderzył pięścią w drzwi.

- Jest wiele rzeczy, które musisz wiedzieć Louis – powiedział spokojnie Harry.

- Nie chcę wiedzieć żadnej z nich. Teraz mógłbyś otworzyć mi te cholerne drzwi?

Louis zacisnął zęby. Nie uderzy Harry’ego, nie uderzy go. Nie chce skończyć, jako ten zły.

Harry potrząsnął głową. Wiedział, że nie jest to zły czas na wyjaśnienia czegokolwiek Louisowi, ale widząc jak chłopak reaguje, nie było mowy, że pozwoli mu uciec, nie poznając prawdy.

- Nie byłem tym, który prosił ich o twój aparat – zaczął Harry.

- To, dlaczego po prostu mi go nie oddasz? Dlaczego musiałeś paradować z nim przez całą stołówkę.

Louis spiorunował go wzrokiem.

- Bo to jedyna rzecz, która trzyma mnie bliżej ciebie.

- Co? – Louis zapytał niepewnie. To nie była odpowiedź, której spodziewałby się od niego.

- Jesteś wyjątkowy Louis. A ja nie pozwalam odejść wyjątkowym osobą z zasięgu mojego wzroku. Jeśli mam wyglądać głupio, żeby zwrócić na siebie twoją uwagę, zrobię to. Bo taki właśnie jestem. – Harry spojrzał głęboko w oczy Louisa, które wyglądały na zdezorientowane. Wiedział, że w tym samym czasie, miał szansę – Louis zapraszał go – te głębokie spojrzenie niebieskich oczu, które były jak ocean i Harry chciał je. Chciał całego Louisa. – Jeśli oddałbym ci aparat, wtedy wszystko jest skończone. Nie będziesz blisko mnie, opuścisz mnie, będziesz mnie unikał, a ja nie chcę tego.

- J…Ja nie rozumiem… - wyszeptał Louis, odwracając wzrok od spojrzenia Harry’ego. Wiedział, że to przyniesie mu więcej kłopotów.

- Nie musisz. Po prostu pozwól mi udowodnić, że wszystkie te rzeczy, które o mnie wiesz, są kłamstwem. - Harry nachylił się bliżej, a Louis nie był w stanie się poruszać, czując jak jego oddech był coraz bliżej. – Mówiłem, że jest wciąż dużo rzeczy, których nie wiesz Louis, musisz dać mi szansę.

Louis odwrócił wzrok, ale nie zmieniło to faktu, że Harry był wciąż blisko niego.

- Dlaczego ja? Dlaczego ze wszystkich ludzi wybrałeś mnie?

Harry miał ochotę uśmiechnąć się tym razem. Miał nadzieję, że Louis zrozumie, że próbował to powiedzieć i nie chce powtarzać tego jeszcze raz, bo poważnie – nigdy nie wyobrażał sobie, że kiedykolwiek wypowie te słowa.

- Mówiłem ci, że jesteś inny, wyjątkowy i jesteś wyjątkiem.

Gdy Harry to mówił, pomyślał, że te słowa mogłyby zostać doskonale uzupełnione lekkimi pocałunkami, które składałby na skórze Louisa. Szatyn zaczerwienił się.

Louis westchnął, a Harry zaakceptował tą porażkę i och po prostu Louis powinien pozwolić Harry’emu zrobić, co chciał.

- No, i Louis?

Szatyn odwrócił głowę, żeby spojrzeć na Harry’ego.

- Ja nie byłem tym, który cię wybrał. Ty byłeś tym, który chciał mnie sfotografować. Ty byłeś tym, który przyciągnął moją uwagę na siebie.

Harry w końcu podniósł ręce i położył je z powrotem na kierownicy. Przygryzł wargi, powstrzymując się przed powiedzeniem najbardziej głupiej rzeczy, która chciała wymknąć się w tej chwili z jego ust.

Bo jeśli nie przeznaczenie, wtedy nie wiem jak inaczej to nazwać.

~


6

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz