czwartek, 23 stycznia 2014

865

5

Wbrew swojej własnej woli, Louis poczuł, jak rozbudza się powoli z czegoś, co było bardzo przyjemnym snem. Jego wizje wciąż były niewyraźne, ale dostrzegł delikatny blask światła, skradający się przez okiennice i wpadający do jego sypialni. Zamknął ponownie swoje oczy, zanurzając się w poduszce, kompletnie ignorując fakt, że najprawdopodobniej musiał się ślinić w ciągu nocy. Zbyt kuszącą opcją było zostanie w łóżku cały dzień.

Dał sobie kilka minut na ostateczne wybudzenie się i pozbieranie myśli. Minęło sporo czasu, od kiedy spał tak, jak dziś, więc nie był przyzwyczajony do pięknej poświaty po nocy dobrego snu. Osunął się w dół, przez co pościel zakryła więcej jego ciała.

Tylko kilka minut więcej.

Westchnął z zadowoleniem, wdychając powietrze dookoła niego. Zastanawiał się, jak dużo czasu minie, zanim Rosie obudzi się i będzie zmuszony zwlec się z łóżka.

Rosie…

Nagle wszystko powróciło do umysłu Louisa, jak grom z jasnego nieba. Telefon Jacki, dodatkowa zmiana, pojawienie się Harry’ego…

Louis zerknął pod pościel, niezbyt zaskoczony faktem, że był nagi. Rozglądnął się po pokoju gorączkowo, jakby oczekując kędzierzawego chłopaka, nagle wyrastającego zza drzwi lub z wnętrza jego szafy. Ale chłód materaca tuż koło niego podpowiadał mu, że może jego późno wieczorny gość wyszedł chwilę temu, niewątpliwie wymykając się, by uniknąć niezręcznej konfrontacji na temat budzenia się razem po nocy pełnej gorącej, jednakże nieoczekiwanej pasji.

Jęknął w swoją poduszkę. To byłoby znacznie łatwiejsze, gdyby miał kaca. W zamian, wszystkie jego wspomnienia z zeszłej nocy ożywiły się w jego głowie. Sposób, w jaki Harry złośliwie przesuwał swoje palce wzdłuż jego ręki aż do ramienia, podczas gdy prowadził samochód, sposób, w jaki pociągał za bransoletki Harry’ego, otrzymując figlarnie złośliwe spojrzenie od młodszego chłopaka, sposób, w jaki praktycznie wpadli przez drzwi frontowe i opadli na dywan w salonie – to wszystko przekwitało w żywe obrazy. I nawet momenty, w których jego pamięć została zamglona przez porywczość związaną z tym wszystkim, pamiętał sensację swojej nagiej skóry naprzeciw Harry’ego, czy ciepło języka Harry’ego, gdy badał jego zarumienione ciało.

Nawet teraz Louis mógł poczuć, jak robi mu się gorąco pod pościelą. Jednak gdy pozwolił tym myślom ścieknąć z przodu jego umysłu, nie mógł nie przyznać, że tęsknił za seksem. I nie miało znaczenia, że był to jego pierwszy raz z innym facetem; sex był dobry i to liczyło się najbardziej.

Zerknął na swój telefon na szafce nocnej. Migające światełko wskazywało, że czeka na niego wiadomość.

Na szczęście, Zayn wysłał tylko jeden SMS. I nie był on nawet sprzed godziny.

rosie zaczyna się robić kapryśna. przyjdziesz za niedługo czy dalej się pieprzysz?

Louis zaśmiał się, nie mogąc się powstrzymać. Jak się spodziewał, Zayn zrozumiał jego tajemniczą wiadomość z poprzedniego wieczoru i wziął wszystko na siebie, wykonując obowiązki ojca chrzestnego. Nagle zrobił się bardzo wdzięczny, że Harry był na tyle przyzwoity, by wymknąć się w nocy i uratować Louisa od niezręczności wykopania piosenkarza ze swojego apartamentu, mogąc w ten sposób odebrać swoją córkę.

To była dziwna myśl. Louis przespał się z kimś sławnym. Jasne, Harry odrzucał tę etykietkę, ale Louis myślał przeciwnie. Ludzie wiedzieli, kim był Harry albo, ostatecznie, rozpoznaliby go, gdyby zauważyli go na ulicy. I to było tyle, co Louis mógł sobie powiedzieć. Zastanawiał się, jakie byłoby jego życie, gdyby Rosie się nie urodziła, jeżeli wylądowałby na przesłuchaniu do X Factor tak, jak zawsze chciał.

Ale Louis odrzucił te fantazje. Był bardziej niż zadowolony ze swojej rzeczywistości. I jeżeli kiedykolwiek zapomni, to powinien przypomnieć sobie o małym, pięknym robaczku, którego miał zaszczyt nazywać swoją córką.

I przypomnieć sobie także o fakcie, że ostatecznie nie musi być sławny, by przelecieć Harry’ego Stylesa.

* * *

Louis popijał herbatę, okazjonalnie zerkając na Zayna, którego wyraz twarzy nie zmienił się w ciągu ostatniej chwili.

Kiedy Louis powiedział Zaynowi, co zdarzyło się zeszłej nocy, szczęka mu opadła. Trochę dramatycznie, pomyślał Louis, ale ostatecznie była to jego szczera reakcja. Minęło trzydzieści sekund, zanim rysy jego twarzy wykrzywiły się w zmieszaniu, jakby stał na granicy zadania bardzo ważnego pytania. Zlekceważył nawet swoją herbatę, jajka i tosty. W końcu minęła kolejna minuta, aż twarz Zayna powróciła do zamyślenia i intensywnego skupienia, które właśnie miał na sobie.

Louis chwycił widelec pełen jajka i nakarmił nim Rosie, która wciąż ospale siedziała na jego kolanach. Trzymała się kieszeni na koszulce Louisa, sennie żując jedzenie, które jej podawał.

- Śpiący robaczek? - rzekł łagodnie Louis.

- Śijąci - potwierdziła Rosie, opierając główkę z długimi, brązowymi loczkami na jego piersi.

Louis spojrzał na Zayna, który teraz gapił się na parę ojca i córki w niedowierzaniu.

- Co? - spytał defensywnie. - Karmię tutaj moją córkę, jeżeli nie masz nic przeciwko.

Ale Zayn potrząsnął głową, lekceważąc ten komentarz i Louis zebrał się w sobie, ponieważ Zayn w końcu zaczął wyglądać tak, jakby był gotów zadawać pytania.

- Czekaj – zaczął powoli i Louis nie mógł się powstrzymać, tylko żachnąć się. Zamierzał skorzystać z wolnego, niepewnego podejścia. - Harry… Styles?

Na to Louis wywrócił oczami i przeniósł Rosie na kanapę, gdzie położył ją delikatnie, by mogła spać dalej. Dał jej leciutkiego całusa w czoło, zanim powrócił do kuchennego stołu Zayna, gdzie jego najlepszy przyjaciel wciąż patrzył na niego, jakby czekał na jakiś rodzaj wstrząsającego objawienia.

- Tak, Harry Styles – szepnął Louis ostrożnie, nie chcąc obudzić swojej córki. - O kim innym mógłbym mówić?

- Nie mam pojęcia! - odezwał się nagle Zayn, sprawiając, że Louis posłał mu ostrzegawcze spojrzenie, mówiące: Zamknij tę cholerną jadaczkę. Obniżył swój głos, kiedy odezwał się ponownie: - Co powinienem myśleć, kiedy jedyną rzeczą, jaką mi wyjawiłeś, było ‘Harry i ja przespaliśmy się ze sobą zeszłej nocy’? Kto, do kurwy, wyskakuje z czymś takim?

Louis nie przejął się tym, że Zayn przeklął; w końcu, Rosie spała. Wzruszył tylko ramionami, zakładając nogę na nogę.

- Myślałem, że wiedziałeś, że zaliczyłem kogoś zeszłej nocy.

- Tak, ale nie Harry’ego Stylesa – odparł, a Louis skinął głową ze zrozumieniem. Zayn westchnął, kontynuując: - Jak to się w ogóle zdarzyło? Tylko mi nie mów, że go prześladowałeś, ponieważ jest to przesada, nawet dla ciebie, Lou…

Louis kopnął Zayna w nogę pod stołem, zanim posłał mu groźne spojrzenie, ostrzegające go przed wytwarzaniem głośnych dźwięków. Zanurzył się z powrotem w swoim siedzeniu i powiedział:

- Oczywiście, że go nie prześladowałem, durniu. Pojawił się w mojej restauracji. Nawet nie planowałem wpaść na niego, prawda? To po prostu się… wydarzyło.

Coś w tej frazie pocieszyło Louisa, jakby wszystko było daleko poza jego kontrolą. I może tak było.

Zayn obserwował Louisa delikatnie, może jakby myśląc, że ma coś jeszcze do dodania. Ale po kilku chwilach ciszy, jego ramiona opadły i zaczerpnął głębokiego oddechu.

- W porządku – oznajmił powoli i Louis mógł zauważyć jego widoczne rozpracowywanie sytuacji. - Zatem, co to znaczy? Zobaczysz się z nim ponownie?

Louis zamrugał. Nie rozmyślał nad tym. Ale oczywistą odpowiedzią było donośne ‘nie.’ Jak on mógł? Nie miał nawet zamiaru kontaktowania się z nim i wyraźnie nie oczekiwał od Harry’ego ponownego pojawienia się w restauracji. Harry rzekł to wczoraj wieczorem:

„Byłeś w moim umyśle, od kiedy zobaczyłem cię w zeszłym tygodniu i naprawdę doceniłbym, gdybyś mógł z niego po prostu zniknąć. Więc po prostu zróbmy to i miejmy to za sobą.”

Więc to jest to. Zrobili to i mają to za sobą. Dlaczego potrzebowaliby widzieć się ze sobą ponownie?

Cicho godząc się z faktem, że Harry był poza jego organizmem, powiedział:

- Nie. Nie, prawdopodobnie nie.

Zayn zmierzył go podejrzliwie, bezgłośnie zastanawiając się, jak Louis może być tak spokojny odnośnie całej tej sytuacji. To nie było normalne. Ale jeżeli był on szczęśliwy – a co ważniejsze – uwolniony od swoich frustracji seksualnych, nie mógł narzekać, prawda?

- Okej – przyznał Zayn. - Zatem, myślę, że to oznacza, że możemy ruszyć do przodu.

- Tak, dziękuję bardzo. - Louis westchnął z ulgą.

- Może w końcu pomyślisz o znalezieniu kogoś… normalnego, następnym razem, jak będziesz chciał go przyzwoicie wypieprzyć. - Jego oczy ponownie zabłysły figlarnie.

Louis żachnął się. Kuknął do Rosie, która spała smacznie na kanapie. W takich momentach jak ten, był zaskoczony, jak bardzo przypominała ona Eleanor, nawet gdy nie była przytomna. To nie było tak, że koniecznie tęsknił za swoją byłą dziewczyną, ponieważ kto o zdrowym umyśle opuściłby swoją rodzinę, bez przyzwoitości pozostawienia długiego, wyjaśniającego listu? Nie, odkrył, że nie było już dłużej miejsca w jego sercu dla dziewczyny, która przyznała się do opuszczenia swojej siedmiomiesięcznej córki w wiadomości tekstowej. Od wtedy, Louis po prostu nie czuł się gotowy na nowy związek.

Ale nie oznaczało to, że był też niezobowiązanym typem, zwłaszcza po ostatniej nocy. Jak niezapomniane było jego przeżycie z Harrym, nigdy nie będzie zaliczane do niczego, jak tylko do anegdoty lub sprośnego wspomnienia na szczególnie samotne noce. Louis odkrył, że nie lubił budzić się w pustym łóżku, chyba że zasypiał samotnie. Nie mógł tego wytłumaczyć; to było po prostu to, kim był. I nie był pewien, czy znał kogoś wartego narażania tej pozycji w najbliższym czasie.

- Nie, prawdopodobnie nie będę tego robił ponownie – wymruczał Louis, mieszając herbatę łyżeczką. - To naprawdę nie w moim stylu.

* * *

Louis był w łóżku tego wieczora wcześniej, niż zazwyczaj. Nie mógł znaleźć programu w telewizji, który by mu się podobał, a Rosie usnęła w połowie czytania dobranocki. I od kiedy Zayn pracował dzisiaj wieczorem, zorientował się, że wczesne pójście spać nie było do końca złą rzeczą.

Nieobecnie przerzucał strony w książce, którą pożyczył od swojej mamy i obiecał zwrócić w zeszłe Święta. Dlaczego pomyślał, że dzisiejszy wieczór był odpowiedni, by w końcu ją skończyć?

Westchnął, sfrustrowany brakiem zmęczenia. Po jego ostatnim, błogim śnie, był prawie niechętny przed pójściem do łóżka, bardzo dobrze wiedząc, że nie byłoby to tak pokrzepiające, jak wyobraził to sobie w swoim umyśle. Więc leżał żałośnie na całym łóżku, czekając na sen albo inny, ciężki przedmiot, zmuszający go do nieprzytomności.

Jego uwaga została odwrócona od malowniczej plamy na ścianie, kiedy usłyszał wibrację telefonu na szafce nocnej. Uniósł się ku niej prawie zbyt ochoczo, podekscytowany, jakiego kontaktu ludzkiego ta wiadomość dotyczy. Ale nagle miał problemy z oddychaniem, kiedy przeczytał czekający na niego sms.

ukradłem twój numer zanim wymknąłem się dzisiejszego ranka. mogę do ciebie zadzwonić?

Louis był pewien, że jego serce ominęło kilka uderzeń, podczas których odczytywał tę wiadomość parę razy. Rozglądnął się głupio po pokoju, jakby spodziewał się kogoś sporządzającego intymny protokół, dotyczący jego obecnego dylematu. Ale kiedy ponownie spojrzał na sms’a, wciąż wymagającego odpowiedzi, niemądrze wystukał to, co pierwsze przyszło mu na myśl.

harry?

Oczywiście, że był to Harry. Ale to nie oznaczało, że nie mógł się upewnić dwa razy.

Kilka dręczących minut minęło, zanim jego telefon ponownie zaczął wibrować i omal nie uderzył się w twarz z podniecenia.

jesteś uroczy. mogę zadzwonić?

teraz?

nie pisałbym do ciebie teraz, jeżeli nie miałbym tego na myśli

um… jasne.

Ledwo minęła minuta, zanim jego telefon pobudził się do życia z tym samym nieznajomym numerem mrugającym na wyświetlaczu. Zawahał się, zastanawiając, czy odebranie połączenia naruszyłoby w jakiś sposób wewnętrzne porozumienie, jakie ze sobą miał. Ale tyle samo czasu zajęło Louisowi przekonanie siebie, że zachowuje się głupio i nacisnął klawisz ‘Odbierz’.

- S-Słucham. - Jego głos był szorstki, więc przeczyścił swoje gardło.

Po drugiej stronie rozbrzmiał cichutki chichot.

- Hej, Lou.

- Co tam? Znaczy, jak się masz? Znaczy… - Nie mógł powstrzymać się przed jękiem. - Cześć.

- Stary, czy kiedykolwiek wcześniej odbierałeś telefon? - Louis mógł usłyszeć rozbawiony ton Harry’ego.

- Zamknij się – odpowiedział Louis, trochę zbyt swobodnie. - Jest to coś, do czego powinienem się przyzwyczaić? Późne sms’y i telefony od obcych numerów?

- Nie będzie obcy, jeżeli zapiszesz go w swoich kontaktach – odparł zwyczajnie Harry. - Nie wiem. A powinieneś?

Jak, do cholery, można na to odpowiedzieć?

- Um… - zaczął, ale przerwał mu śmiech Harry’ego.

- Słuchaj, chciałbym cię znowu zobaczyć - powiedział Harry bez wstępu. - Czy to… Czy byłoby to w porządku?

W głowie Louisa znajdowało się tysiące potencjalnych odpowiedzi, ale tą, którą wybrał, było: - W sensie, przespać się ze sobą znowu? - Powinien się zabić.

- Ha, nie tak od razu – odpowiedział miłosiernie Harry. Ale po namyśle dodał: – To nie tak, że nie chciałbym tego zrobić ponownie. Ale byłoby miło zobaczyć cię w ciągu dnia, tak dla odmiany i nie w sklepie spożywczym. Nie przejmuj się, to nie jest randka, czy coś takiego. Tylko kawa. Znam miejsce, gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzał.

W tym momencie, bezsensowne wydawało się dyskutowanie, więc Louis westchnął z rezygnacją.

- Jasne – rzekł i pomyślał, że może usłyszał Harry’ego, wydającego dźwięk po drugiej stronie słuchawki, przypominający ulgę. - Jestem wolny jutro popołudniu, zaraz po mojej zmianie obiadowej, jeżeli ci to pasuje.

- Idealnie – odpowiedział Harry. - Napiszę ci, jak trafić na miejsce. Bądź pewien, że zapiszesz sobie ten numer.

Louis zachichotał.

- Będzie to pierwsza rzecz, jaką zrobię. Zatem, do zobaczenia jutro, Harry.

- Do zobaczenia jutro, Lou – rzucił, rozłączając się.

Prawie odruchowo, Louis gwałtownie rzucił swój telefon do stóp łóżka, patrząc na niego, jakby zdradził każdą obietnicę, jaką nadał sobie, by nigdy nie spotkać Harry’ego Stylesa ponownie.

* * *


5

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz