sobota, 25 stycznia 2014

906

3

Kiedy Harry zwlókł się z łóżka następnego ranka, czuł się jak wrak. Jego sen byłniespokojny, pełen większej ilości snów o pieprzeniu Louisa. Obudził się z najgorszym zwodem, jaki kiedykolwiek miał, choć nie zabrało mu zbyt wiele czasu by zająć się tą kwestią, gdy przypomniał sobie swoje marzenia z zeszłej nocy. Założył słuchawki i próbował pozbyć się myśli boleśnie głośnią muzyką, choć myśli o Louisie zostały w głębokich zakamarkach jego umysłu przez cały dzień.
Zayn wydawał się zauważyć, ze coś było nie tak, ale Harry był wdzięczny, ze nic nie powiedział, kiedy szli przez korytarz, by sprawdzić spis do piłki nożnej.
- W ogóle obchodzi cię to, czy dostaniesz się do drużyny, czy nie? – Zayn zapytał w końcu, nie mogąć znieść ciszy.
Harry uświadomił sobie, że Zayn prawdopodobnie myślał, iż Harry był taki cichy, ponieważ był zdenerwowany treningami footballu.
- Nie bardzo – przyznał, wzruszając ramionami.
Zayn westchnął, oddychając z ulgą.
- Och, to dobrze.
- Dlaczego? – Harry zapytał, marszcząc brwi, nagle podejrzliwy.
- Er… Bez powodu – skłamał.
- Już widziałeś wyniki, prawda? – Harry mruknął,choć Zayn nie musiał odpowiadać. – Oczywiście, że tak, jesteś kapitanem drużyny. Prawdopodobnie pomagałeś ją przygotować. Więc co, nie dostałem się, czy coś? – Harry wzruszył ramionami.
- Nie, ty… Uh, dostałeś się. – Zayn wyjąkał nerwowo.
- Więc… o czym ty mówisz? – W Harrym rosła obawa, a winny wyraz twarzy Zayna jedynie to pogłębiał.
- Er… Zobaczysz. – To było wszystko, co Zayn powiedział, gdy zbliżyli się do drzwi od sali gimnastycznej.
Mały tłum chłopców zebrał się wokół drzwi, próbując zerknąć na listę. Harry słyszał podekscytowane szepty i rozczarowane jęki pochodzące od różnych chłopców, gdy widzieli swoje miejsce na liście.
Harry zanurknował między chłopakami na przód tłumu, a jego oczy przekanowały listę, odszukując swoje imię.
- Chłopiec od wody? – powtórzył z niedowierzaniem.
Odwrócił się, próbując spojrzeć na Zayna, ale znalazł się twarzą w twarz z Louisem, gdy niższy chłopak starał się zerknąć na listę nad ramieniem Harry’ego. Usta Louisa były lekko rozchylone ze zdumienia, a wszystko, o czym Harry mógł myśleć , było to, jakby się czuł, gdyby te usta przesuwały się po jego penisie, tak jak w śnie z zeszłej nocy.
- Z drogi – mruknął Harry, przepychając Louisa i chowając dłonie w kieszenia, desperacko próbując ukryć wyprzuszenie, które zaczęło naciskać na dżinsy.
- Spójrz, Harry, przykro mi z powodu tego „chłopca od wody”. – Zayn westchnął, automatycznie przypisując zirytowanie Harry’ego do wyników drużyny piłkni nożnej.
Harry był zadowolony, ze Zayn nie widział jego reakcji na Louisa.
- Co? Oh, nie, w porządku. To nie tak, że naprawdę mam się pokazać czy coś, prawda? – Roześmiał się, szturchając Zayna lekko łokciem pomiędzy żebra.
- Co? Musisz się pokazać! Czy wiesz, jak bardzo musiałem błagać trenera, aby dał ci miejsce w drużynie? – Zayn nie wydawał się rozbawiony.
- Najwyraźniej nie bardzo, bo nie jestem w drużynie – wypalił.
Nie chciał brzmieć niewdzięcznie – wiedział, że Zayn naprawdę się starał, aby załatwić Harry’emu miejsce w drużynie – ale nie było mowy, że będzie siedział na boisku i oglądał Louisa pieprzonego Tomlinsona, paradującego dookoła w krótkich spodenkach piłkarskich i podawał mu wodę, gdy mały drań się spoci.
- Trener powiedział, ze pozwoli ci oglądać mecze i brać udział w treningach, a jeśli się poprawisz, może przeniesie cię na miejsce w drugim składzie. – Zayn przerwał, rzucając okiem na Louisa, jakby wiedział, czego Harry tak się obawiał. – Nie wiem o co chodzi między tobą a Louisem, ale jeśli chcesz go prześcignąć, nie może pokonać cię to, że jesteś chłopcem od wody.

Harry zmarszczył nos, próbując wymyślić jakiś inny godny pretekst oprócz „nie chcę”, ale nic nie przychodziło.
- W porządku, zrobię to. Ale nie mów, że nigdy nic dla ciebie nie zrobiłem.
Zayn prychnął, zastanawiając się, jak błaganie trenera, by pozwolił Harry’emu grać zmieniło się w Harry’ego robiącego mu przysługę, ale nie przeginał ze swoim szczęściem.

-x-

Football okazał się być zupełną katastrofą. Harry nie mógł nawet patrzeć na Louisa bez rozpamiętywania swoich snów z poprzednich nocy i widział innych graczy chichoczących z niego, kiedy siedział na ławce, rozdając wodę i ręczniki, i ustawiał słupki do ćwiczeń.

Nawet Louis wydawał się powstrzymywać śmiech. Harry nie był pewien, czy po prostu czuł się na boisku jak w domu, czy po prostu radowało go cierpienie Harry’ego, ale był znacznie bardziej pewny siebie od kiedy zaczął grać. Na przykład, nie zerkał z dala za każdym razem, gdy Harry miał zamknięte oczy i nie garbił się, kiedy Harry podawał mu wodę, choć jeszcze nic nie powiedział; jedynym znakiem był sposób, w jaki jego cienkie usta wyginały się w górę w małym uśmiechu.

Do czasu, kiedy treningi trwały, Harry czuł, jakby ktoś go kopał. Uśmiechał się niemal do wszystkich – nawet Zayn został obdarzony zadowolonym uśmiechem – i nawet teraz, kiedy wszyscy gracze poszli, on został, zbierając ich przepocone ręczniki i puste butelki po wodzie z boiska.

- Widzimy się w poniedziałek, w porządku, stary? – Zayn powiedział, gdy Harry pochylił się by zebrać jeszcze kilka ręczników.
Poklepał lokowatego uspokajająco po plecach, zanim pobiegł do kolegów z drużyny, którzy śmiali się i żartowali, wyglądając na tak bardzo zgranych.
Harry spiorunował spojrzeniem oddalającą się sylwetkę Zayna, zaciskając dłonie wokół ręcznika, który trzymał.

• Styles! Dobrze, że wciąż tu jesteś. – Trener burknął, wyciągając zatyczkę i drapiąc się nią po łysinie. – Spójrz, zanim pójdziesz, jest kilka rzeczy, które trzeba zrobić. Słupki muszą być zebrane i umyte, piłki trzeba sprawdzić i napompować, jeśli jest taka potrzeba, butelki muszą byc umyte i ponownie napełnione, i schowaj je do lodówki. Ręczniki złóż w moim biurze, a szatnia chłopców musi być wyczyszczona i zamknięta.

- Co? – Harry poczuł, że się czerwieni.
- Cóż, chyba nie myślałeś, że wszystko, co będziesz robił, to podawał chłopakom troche wody, prawda? – Trener parsknął śmiechem.
- No myślałem, że bycie chłopakiem od wody jest dość oczywiste. – Harry mruknął, patrząc na bałagan na boisku.
Trener zmarszczył nos na złośliwy ton Harry’ego.
- Ruszaj się, Styles. Pozamykaj wszystko i nie zgub ich – powiedział, rzucając mu klucze do szatni.

Harry skrzywił się, marząc, by nigdy się o to nie starać. Miał zamiar zabić Zayna za wpakowanie go w taką gównianą robotę.



-x-



Dwie godziny zajęło Harry’emu, by to wszystko skończyć. Prawdopodobnie nie zajęłoby mu to tak wiele czasu, jeśli nie byłby tak zajęty dąsaniem się i użalaniem nad sobą przez cały czas, ale wciąż nie mógł uwierzyć, że utknął przy wykonywaniu takich czynności dla sługusów. Czy to nie jest zadanie dla trenera i kapitana zespołu? Przynajmniej mogliby mu pomóc.

Było już ciemno, kiedy wyszedł z szatni, zamykając za sobą drzwi. Skrzywił się i wciągnął kaptur na loki, chowając ręce w kieszeniach, kiedy szedł przez bieżnię. Ta część szkolnego podwórka była ciemna i oddalona, przez co prawie przerażająca; było tu kilka wielkich dębów, które odcinały tą niewielką ilość światła, które zdołało przedrzeć się na tę stronę boiska, chociaż najbliższe lampy były po drugiej stronie bieżni, tak więc nie było tu wiele światła.

Harry zadrżał, chociaż nocne powietrze było ciepłe; ciasnej owinął się swetrem i poszedł na skróty. Po minięciu największego drzewa na boisku, kątem oka wychwycił niewielką postać. Odwrócił się i zobaczył Louisa, siedzącego u podstawy drzewa, przyciągającego kolana do klatki piersiowej.

- Co jest, dziwaku? – Harry zamruczał kpiąco, zatrzymując się u stóp Louisa.
Louis westchnął.
- Wiesz, z wszystkich głupich przezwisk, jakie słyszę, „dziwak” jest jednym z najgorszych. Nie wspominając o tym, że najmniej kreatywny – powiedział, patrząc przez grubą zasłonę rzęs, byb spotkać wzrok Harry’ego.
Harry nie oczekiwał, że Louis w ogóle odpowie, a tym bardziej w tak złośliwy sposób, ale nawet nie mógł być zły; był zbyt zafascynowany sposobem, w jaki światło księżyca, przedostające się przez liście, tworzyło bladozłote wzory na jego policzkach. Chciał tylko wplątać palce w jedwabiste włosy Louisa, przyciągając jego twarz bliżei i… nie.

- Co do mnie powiedziałeś?

- Nie boję się ciebie, Harry. – Jadowicie syknął jego imię. – Zdarzały mi się gorsze rzeczy, niż jakieś głupie przezwisko – powiedział sucho.

Harry gwałtownie wyciągnął rękę, chwytając ramię Louisa i ciągnąc go do przodu. Louis niespodziewanie natknął się na jego kolana, wyrzucił ręce do przodu by złapać równowagę i wylądował na udach Harry’ego, zaciskajac palce dookoła jego nóg. Harry złapał oddech, gdy uświadomił sobie, że wzrok Louisa był na poziomie jego penisa, a wszystko, czego chciał, to pieprzyć jego małe, idealne usta i opryskać jego ładną twarz spermą.

Tak szybko, jak uświadomił sobie, o czym myśli, nie mógł się powstrzymać od zadania mocnego ciosu w okolicach kości policzkowej. Louis z impetem padł do tyłu, ciężko lądując pod drzewem. Jego głowa opadła bezwładnie do przodu i skrzywił się, podniósł dłonie do twarzy, oczekując dalszych ciosów. Ponownie przyciągnął kolana do klatki piersiowej i przysunął się bliżej drzewa, osłaniając się od Harry’ego najlepiej, jak potrafił i czekając, aż atak się skończy.

Było coś zbyt praktycznego w sposobie, w jaki Louis zwinął się w kłębek i czekał, by przyjąć kolejne ciosy. To wyglądało tak, jakby przywykł do tego i znalazł najlepszy sposób na to, by zminimalizować obrażenia. Harry nagle zdał sobie sprawę z tego, co właśnie zrobił i potrząsł w bólu pięścią.

Po kilku długich chwilach oczekiwania na kolejny cios, Louis odważył się rzucić okiem na Harry’ego.
- Dlaczego nic nie robisz? – zapytał cicho.
Harry nie odpowiedział, więc Louis naciskał dalej.
- Uderz mnie, kopnij, zrób coś i miejmy to kurwa z głowy!
Harry zacisnął pięść na koszulce Louisa i postawił go na nogi; ten skrzywił się ponownie, przygotowany na to, że Harry coś dla niego przygotował, ale zamiast uderzenia, poczuł pewne dłonie chwytajace go za brodę. Harry podniósł jego twarz, a pełne i miękkie wargi zgniotły jego usta w miażdżącym pocałunku. Wargi Harry’ego zmusiły jego własne do otwarcia, gorący oddech napełniał jego usta, kiedy jego język lizał podniebienie.

Ręce Harry’ego wydawał się być wszędzie; zawędrowały pod koszulkę Louisa, muskając wrażliwą skórę bioder, szarpnęły spodenki piłkarskie, a potem bawiły się guzikiem własnych dżinsów. Nawet nie zatrzymał się, by zobaczyć, czy Louis czuł się z tym dobrze; wiedział, że jeśli by przerwał, zaczął by myśleć o tym, jak cholernie złe to jest i wiedział, że zaszedł za daleko, by myśleć, kiedy spodenki i bokserki Louisa opadły na trawę.
Harry wziął penisa Louisa w dłoń, odciskami na palcach gładząc go po całej długości i sprawiając, że chłopak skomlał prosto w jego usta. Harry pozwolił zawirować kciukowi na główce penisa, rozprowadzając preejakulant, by ułatwić tarcie, a przez to Louis wydawał się topnieć w jego ramionach.

Louis był pierwszym, który przerwał pocałunek, głęboko zasycając powietrze przez spuchnięte usta. Harry wykorzystał tę okazję, pozwalając swoim ustom wytoczyć szlak w dół szczęki chłopaka, zatrzymując się, by z dumą wyssać siniaka na jego delikatnym obojczyku. Uśmiechnął się lekko nad czerwonym znakiem, wiedząc, że każdy, będzie mógł zauważyć go na następny dzień i będą wiedzieć, że Louis jest zajęty. Ponownie pojawiła się ta dziwna myśl w umyśle Harry’ego, że Louis nie powinien być jego; Harry powinien robić to z jakąś laską z dużymi piersiami i długimi nogami, i niskim IQ, ale uciszył tę myśl przez naciśnięcie dwoma palcami drżących ust Louisa.
- Ssij – rozkazał surowo.
Oczy Louisa były ciemne i zmysłowe, i po prostu nie ośmielił się sprzeciwić. Rozchylił lekko wargi, biorąc palce Harry’ego w usta. Jego język śmigał, zalotnie liżąc opuszki jego palców, zanim pochylił głowę w dół, do podstawy długich palców chłopaka. Harry przygryzł wargi, jęcząc, starając się nie wyobrazać, jak by to było czuć idealne usta Louisa na – teraz boleśnie twardym – penisie. Louis wpatrywał się w oczy Harry’ego, milion niewypowiedzianych słów pływało w przeszklonych niebieskich tęczówkach, ale Harry po prostu patrzył z zapartym tchem, jak ssał jego palce, podziwiając sposób, w jaki usta przesuwały się po bladej skórze.

- Starczy – powiedział, a tym razem jego głos był miękki; bardziej pochwalał, niż wydawał polecenie.
Obrócił Louisa i złapał go za ramiona, kładąc ręce na drzewie i pochylając go do przodu, wystawiając jego tyłek. Palce, które przed chwilą Louis ssał, zaańczyły wokół jego pomarszczonego wejścia, zdobywając iche westchnięcia i drżenie, a Harry opuścił drugą rękę, głaszcząc i ugniatając pośladki Louisa.

Harry wcisnął palec wskazujący wewnątrz Louisa, najpierw powoli, nie zatrzymujac się dopóki nie wszedł cały. Louis wziął gwałtowny oddech, sycząc przez zaciśnięte zęby, a Harry dostrzegł jego ręce zaciskające się na korze drzewa, gdy próbował powstrzymać inne odgłosy. Styles nie dał mu szans na odpoczynek – chciał, żeby Louis był głośno, postanowił więc wyciągnąc palec i ponownie go wsunąć. Kontynuował płynnymi ruchami, powoli rozciągając Louisa, zanim zgiął palec, z łatwością trafiając w prostatę Louisa. Nauczył się tej techniki, oglądając więcej gejowskich filmów pornograficznych, niż mógłby się przyznać, ale był zadowolony, widząc, ze to działa, a kolana Louisa zadrżały pod nim niebezpicznie, gdy z pomiędzy jego ust wyleciał szept:
- Cholera.
Harry uśmiechnął się, zadowolony z siebie, gdy wyciągnął palec, tym razem wślizgując się również środkowym. Louis załkał głośniej, napierając tyłkiem na rekę chłopaka. Harry był zaskoczony tym, jak mało przygotowania Louis potrzebował; nie wydawało się, żeby bolało go nagłe dodanie drugiego palca, rozciągającego go. To sprawiło, że był podekscytowany, by zobaczyć, jak jego penis znika w tyłku Louis, więc pozwolił swoim palcom zwijać się wewnątrz chłopaka.
Louis niemal upadł na ziemię, jego paznokcie ryły w korze, gdy desperacko próbował utrzymać się na nogach, jakby bał się, że Harry się zatrzyma, jeśli nie będzie mógł utrzymać się w pozycji pionowej. Harry nadal go rozciągał, dopóki nie był pewien, że mniejszy chłopak mógłby dojść tylko za pomocą jego palców, jeśli by tego nie zatrzymał, a kiedy nagle całkowicie wyciągnął palce z Louisa, usłyszał rozczarowany jęk niższego chłopca, który rzucił mu przez ramię zdezorientowane spojrzenie.
Uśmieszek zatańczył na ustach Harry’ego, gdy uświadomił sobie, jak posłuszny Louis był.
- Zdejmij je – polecił, wskazując na swoje dżinsy.
Jego penis nieprzyjemnie naciskał na niego, a choć odpiął już guzik i zamek, to niewiele zrobił, by uwolnić go z ograniczającej tkaniny.

Louis niepewnie posłuchał, zciągając ciemne dżinsy w dół nóg Harry’ego, razem z bokserkami. Wziął penisa Harry’ego do ręki, głaszcząc go przez kilka sekund, zanim pochylił głowę i polizał główkę.
Ręka Harry’ego wystrzeliła, chwytając za podbródek Louisa i podnosząc go.
- Nie tym razem – wymamrotał, wiedząc, że nie będzie w stanie wytrzymać długo, widząc, jak Louis go ssie.
Louis posłał mu zdezorientowane spojrzenie, próbując domyśleć się, co Harry planował zrobić, ale miał mało czasu na ogłoszenie swojego zmieszania, gdyż Harry postawił go do pionu, zakładając jego nogę dookoła własnego pasa. Małe dłonie Louisa zacisnęły się na ramionach Harry’ego, próbując utrzymać równowagę, jego czoło spoczęło na piersi Harry’ego, a kędzierzawy chłopak ustawił się przy wejściu Louisa. Był tak podniecony, że mógł mieć tylko nadzieję, że było wystarczająco preejakulantu na czubku jego penisa, by go nawilżyć – nie chciał przerywać, by znaleźć inną alternatywę.

Louis dyszał, gdy Harry powoli wszedł w niego.
- Cholera – syknął nisko, brzmiąc desperacko.
Harry poczuł, jak jego penisa ogarnia aksamitne ciepło Louisa, ale nie chciał wydać z siebie żadnego dźwięku; chciał po prostu słyszeć Louisa. By się uciszyć, schował twarz w szyi Louisa, opieczętowując tą gładką, doskonałą skórę.
Zapadła cisza, gdy Harry próbował złapać oddech, pozwalając przyzwyczaić się Lou do rozciagania, ale trwało to tylk kilka sekund, zanim zaczął porszać biodrami, potrzebując jeszcze większego tarcia. Harry nie mógł sobie wyobrazić jak Louis mógł już być aż tak rozciągnięty, chyba że… Nie pieprzył się wcześniej z żadnym chłopakiem, prawda?
Ta myśl sprawiła, że Harry był wściekły i przycisnął władczo kciukiem jeden z siniaków na obojczyku Louisa, sprawiając, że ten przygryzł drżącą dolną wargę. Złapał go za ramiona, przyciskając nad jego głową nadgarstki, gdy zaczął poruszać się rytmicznie, karząc go, wchodząc niemiłosiernie głęboko w drgające ciało Louisa.
- Mój. – Harry warknął, a jego oczy wyglądały okrutnie.
Nawet nie wiedział, co jest z nim do cholery nie tak – przecież tylko pieprzył Louisa; dlaczego Louis musi być jego? A jednak nie mógł zaprzeczyć głębokiegomu pragnieniu, by chłopak należał do niego i tylko do niego.

Louis wydawał się być zbyt pochłonięty przez rozkosz, by zwracać uwagę na niestosowną, zaborczą postawę Harry’ego. Wiedziałl dokładnie, co Harry chciał usłyszeć i z zapałem skinął głową.
- Twój, tylko twój – zgodził się, wyginając plecy, próbując docisnąć swoje ciało jeszcze bliżej Harry’ego.
Zmianiając kąt, Harry uderzył prosto w prostatę, a on nie odpowiedział, zbyt zajęty rozkoszą, by zwrócić większą uwagę na słowa Harry’ego. Jego palce zacisnęły się w pięści, paznokcie wbiły się w skórę, prawdopodobnie ją przebijając, a jego głos był coraz bardziej potrzebujący, gdy wyrzucał z siebie w kółko:
- TaktaktaktakkurwatakHarry.
Usta Harry’ego ponownie wróciły do ust Louisa, jedną ręką puszczając jego nadgarstki, by dostać się do jego penisa. Złapał go mocno, przeciągając po całej jego długości, dopasowując się do rytmu, w jakim go posuwał.

- Kurwa… – Louis wyszeptał ochryple, a Harry był zadowolony odkryciem, jak sprośne mogą być małe usta Louisa, gdy był pieprzony.
- Dojdź dla mnie – mruknął, bardziej rozkazując niż cokolwiek innego, choć jego głos był miękki.

To nie trwało długo, by Louis był posłuszny. Ciepła, lepiąca się sperma wystrzeliła prosto na jego własną klatkę piersiową i rękę Harry’ego, i Harry zastanawiał się, czy Louis czekał na jego pozwolenie.
Harry nadal wchodził w Louisa przez jeszcze kilka chwil, chociaż mniejszy chłopak wydawał się być zbyt odurzony swoim orgazmem, by zauważyć coś jeszcze, ale nie trwało długo, zanim Harry napełnił go swoim nasieniem, wgryzając się w ramię Louisa i jęcząc jego imię.

Ramiona Louisa opadły w uścisku na Harry’ego, zamykając się luźno wokół jego ramion, gdy obydwaj upadli na ziemię w bałaganie spoconych kończyn. Przez kilka błogich chwil po prostu leżeli na trawie, opierając się o drzewo i łapiąc oddech. Harry zastanawiał się, jak bardzo spieprzył sprawę, ale był zbyt wykończony, by zająć się tym tak, jak powinien.

- Powinienem iść. – Louis mruknął po chwili, podnosząc się na drżące kolana.
Wciągnął na siebie ubrania, nie zadając sobie nawet trudnu by wytrzeć spermę z brzucha i z tyłka, ignorując fakt, że ciekła po jego udach. Tak szybko, jak się ubrał, przebiegł w dół bieżni, przesuwając palcami przez swoje właśnie-się-pieprzyłem włosy. Zatrzymał się po kilku krokach, odwracając się do lokowatego chłopca i zawołał ostrożnie:
- Do zobaczenia jutro, Harry.
I po raz pierwszy od długiego czasu Harry poczuł prawdziwy uśmiech na ustach


3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz