sobota, 25 stycznia 2014

914

15

Harry skrzywił się i przełknął nerwowo, a jego mięśnie natychmiast się napięły.
- W porządku, skończmy z tym – wymamrotał, a jego dłonie były gorące od nerwowego potu.
Louis zamilkł na chwilę efektownie z zamyślonym wyrazem twarzy, stukając palcem w brodę, gdy próbował wybrać pytanie.
- Ulubiony film?
Harry zamrugał.
- Co?
Pewnie coś źle usłyszał; z wszystkich pytań w umyśle Louisa, nie mogło być możliwe, aby to było najpilniejsze.
- Ulubiony… film – powtórzył powoli, starannie wymawiając każdą sylabę z drwiącym wyrazem twarzy.
Harry przewrócił oczami.
- Er… Titanic, jak sądzę – powiedział niepewnie, a jego umysł działał szybko, by dowiedzieć się, do czego to zmierza.
- Poważnie? – Louis uniósł brew.
- Cóż, mam na myśli… Również bardzo lubię Pamiętnik – zaoferował.
- Titanic i Pamiętnik. – Louis zauważył głośno z uśmieszkiem. – A ty myślałeś, że jesteś hetero.
- Jestem… – Harry przyłapał się na krótko przed dokończeniem zdania.
Nie musiał bronić się tutaj; jeśli Louis znalazł odwagę by mówić o swoim maltretującym ojcu, Harry pewnie powinien mieć jaja, by przyznać się, że nie był pewien co do swojej seksualności.
- Jestem zdezorientowany – dokończył.
Louis uśmiechnął się do niego, wyglądając na bardzo zadowolonego z tego, że Harry przynajmniej uznał kwestię swojej seksualności, a nie tylko ignorował problem.
- Cóż, mam Pamiętnik na Blu-Rayu, jeśli chcesz zostać i obejrzeć ze mną.
- Myślałem, że masz do mnie kilka innych pytań – powiedział Harry, zdziwiony.
- Och, uwierz mi, mam – powiedział Louis z pewnością kiwając głową, bezpiecznie umieszczając kule pod ramionami, zanim pokuśtykał do telewizora, grzebiąc w rzędach płyt DVD. – Potrzebuję kilka minut, aby je przemyśleć, żebym niczego nie zapomniał. – Wyjął Pamiętnik, trzymając go z triumfalnym uśmiechem.
- Och, wspaniale. – Harry jęknął z sarkazmem.
- Myślę, że w kuchni są jakieś chipsy – zaszczebiotał Louis, zabierając się do odtworzenia filmu.
- Dopiero co zrobiłem ci śniadanie! – zauważył zdziwiony Harry.
- I było pyszne, ale dorastający chłopcy potrzebują po porannej przekąski – powiedział Louis, zerkajac przez ramię, aby posłać Harry’emu bezczelny uśmiech i, cholera jasna, Harry nie mógł powiedzieć „nie”. Wstał i ruszył w stronę kuchni, grzebiąc w szafkach, zanim znalazł zapas chipsów. Nie był pewien, który smak Louis preferuje, więc naturalnie postanowił wziąć całe naręcze każdego smaku. Rzeczy, które zrobiłby dla tego chłopaka…

-x-


Harry spędził resztę dnia na krawędzi. Po tym, jak skończyli oglądać Pamiętnik, Louis zdecydował się puścić Grease – mimo, że spowodowało to, że on i Harry kłócili się o to, czy było to w porządku, czy nie, że Sandy zmieniła w sobie wszystko, by uszczęśliwić Danny’ego, a ta dyskusja pożarła dobrą część popołudnia. Harry ciągle czekał, aż Louis zada bezkompromisowe pytanie, ale on nigdy tego nie zrobuł. Zamiast tego wstrzymywał film co pięć minut, aby zadać losowe, łatwe pytania („Jaki jest twój ulubiony kolor?”, „Kiedy masz urodziny?”, „Jaki jest twój ulubiony zespół?” i tak dalej) i mimo, że Louis całkowicie przerywał film i rozpraszał go, Harry’emu podobało się to. Może chodziło o sposób, w jaki Louis promieniał za każdym razem, kiedy Harry odpowiadał na pytanie, posyłając mu zadowolony uśmiech, zanim odwracał się do ekranu i po naciśnięciu „play” na pilocie, przytulał się do piersi Harry’ego tylko po to, by wstrzymać film kilka minut później.
To było stosunkowo spokojne popołudnie, dopóki ojciec Louisa nie wrócił do domu wcześniej i Louis musiał wypuścić Harry’ego tylnymi drzwiami, choć jego próba ukradkowego wymknięcia się Harry’ego przez dom była zepsuta przez niewygodne kule, które go spowolniły.
Harry nie chciał zostawiać Louisa samego z jego tatą, nie wyszedł, zanim nie podał mu swojego numeru telefonu i wymusił na nim obietnicę, by zadzwonił do niego, jeśli coś się stanie.
- Tak, w porządku, zadzwonię do ciebie, jeśli będę cię potrzebował – obiecał Louis, pochylając się, by wycisnąc szybki pocałunek na policzku Harry’ego. – Teraz uciekaj! – syknął, trzaskając tylnimi drzwiami by je zamknąć, gdy Harry usłyszał jak frontowe drzwi się otwierają.
Harry przesuwał się przy ścianie domu i wymknął się tylnią bramą, upewniając się, że ominie każde okno, gdy wybiegł na jezdnię i pognał w dół ulicy, nie zwalniając, dopóki nie był przecznicę dalej. Wciąż czuł usta Louisa na swoim policzku i odruchowo podniósł rękę, by nacisnąć palcami na to miejsce. Irytująco duży uśmiech wtargnął na jego policzki, nie opuszczając jego twarzy, zanim nie pokonał całej drogi do domu.
- Oh, Harry, jesteś! Zaczynałam się martwić – powiedziała mama Harry’ego, Anne, kiedy wszedł do kuchni.
- Przepraszam, coś mnie zatrzymało. Co na kolację? – powiedział Harry, sprawdzając szybko telefon, by upewnić się, że Louis nie dzwonił.
- Lasagna i sałatka Cezara. Wyjmiesz dla mnie parmezan z lodówki? – spytała Anne, dolewając nieco oliwy do sałaty, któryą przygotowywała.
Harry skinął głową, zgarniając telefon z kieszeni i ponownie go sprawdzając. Moze powinien włączyć dzwonek – tyllko po to, by upewnić się, że nie przegapi połączenia. Otworzył drzwiczki i schwycił shaker, wypełniony serem, włączając dzwonek.
- Proszę, mamo – wymamrotał, stawiając pojemnik na ladzie i niechętnie odkładając telefon do kieszeni.
- Um, kochanie… to ketchup. – Wskazała Anne, trzymając butelkę z niepewnym wyrazem twarzy.
Harry skrzywił się.
- Ups. Przepraszam, odłożę to – wymamrotał, chwytając pojemnik i wracając do lodówki.
- Myślisz o czymś? – powiedziała Anne z uśmiechem, gdy Harry wrócił z właściwym składnikiem.
- Dlaczego tak mówisz? – zapytał Harry, choć brzmiało to nieco zbyt defensywnie, aby uniknąć podejrzeń.
- Och, nie wiem, może dlatego, że jesteś bardzo rozkojarzony, nie możesz przestać sprawdzać swojego telefonu i cały czas się uśmiechasz – zauważyła Anne. Przerwała na moment, obserwując wyraz twarzy Harry’ego, zanim szybko dodała: - I rumienisz się!
Harry starał się wzruszyć nonszalancko ramionami, ale jego usta z powrotem wygięły się w ten sam uśmiech, z którym walczył przez resztę dnia, skutecznie zdmuchując jego przykrywkę.
- Lasagna ładnie pachnie – powiedział.
- No dalej, kim jest ta osoba, która tak cię wkurzyła? – naciskała Anne, żartobliwie szturchając Hary’ego łokciem.
Harry pokręcił głową i zacisnął usta, a loki opadły mu na czoło. Nie chciał mówić mamie, że podoba mu się inny chłopak, zanim sam nie zdoła wszystkiego uporządkować. Poza tym, nawet nie wiedział co powiedzieć.
Anne westchnęła z rozczarowaniem.
- Okej, cóż, może przynajmniej daj mi jakieś szczegóły. Byliście już na prawdziwej randce?
Harry zarumienił się; nie wziął tak naprawdę Louisa na prawdziwą randkę, ale pieprzył się z nim i obciągał mu wcześniej. Czy to liczyło się jako odpowiednik randki? Doszedł do wniosku, że w każdym razie byli w o wiele bardziej intymnej sytuacji, niż dwójka osób, która była na jednej randce.
- Nie na prawdziwej, nie.
- Ale na nieoficjalnej tak? – powiedziała Anne z chytrym uśmiechem, wyłapując lukę w wypowiedzie Harry’ego. – To tam byłeś dzisiejszego popołudnia.
Nigdy nie przestało zadziwiać Harry’ego, jak dobrze jego matka go znałą.
- Tak. Oglądaliśmy filmy i trochę rozmawaliśmy. Myślę, że wy dwoje dogadalibyście się całkiem dobrze, naprawdę.
Anne wyciągnęła rękę, aby uścisnąć dłonie Harry’ego, kciukiem głaskając wierzchnią część.
- Cieszę się, że jesteś szczęśliwy, Harry. Ostatnio wydawałeś się dużo bardziej… żywy. Ktokolwiek to jest, powiedz mu, że dziękuję za to, że moje dziecko się uśmiecha – zagruchała Anne, puszczając jedną z dłoni Harry’ego, by uszczypnąć jego policzek.
Harry zaskrzeczał i odepchnął dłoń Anne.
- Mamo! – jęknął, ale nie mógł powstrzymać się od uśmiechu.
Był zdziwiony, że przetrwał całą rozmowę bez konieczności używania zaimków konkretnej płci, ale modlił się, by móc zatrzymać to szczęście, aż wszystko sobie poukłada.
Głośny dzwonek przedarł się przez kuchnię i Harry natychmiast chwycił telefon, wyjmując go z kieszeni. To nie było połączenie, ale wiadomość:

(18:43) 020 782 7643: dzięki za wszystko, jestem ci wdzięczny :) xxxxx - L

Harry wziął dolną wargę między zęby, nagle chcąc niczego więcej, niż zadzwonić do Louisa i porozmawiac z nim, mimo że nie miał tak naprawdę nic do powiedzenia; po prostu chciał usłyszeć jego głos.
- Moje dziecko jest takie słokie, kiedy jest zakochane – zaśpiewała radośnie Anne, gdy zobaczyła sposób, w jaki Harry wpatrywał się w swój telefon.
Klasnęła z radości w dłonie, opatulone kuchennymi rękawicami, zanim nachiliła się, by wyciągnąć lasagne z pieca.
Harry starał się wyglądać na zirytowanego przez to, że matka traktowała go jak maminsynka, ale był w zbyt dobrym nastroju, by się tym przejąć. Zamiast tego powrócił do swojego telefonu, spędzając kilka następnych minut, by wymyślić doskonale bezczelną odpowiedź, zanim Anne wyjmie telefon z jego rąk, by zjadł kolację


15

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz