13
- Czuję się jak Julia Roberts w Pretty Woman.
Louis okręcił się dookoła i parsknął niedowierzająco.
- Czy właśnie porównałeś się do prostytutki?
Cóż, to nie to Harry miał na myśli.
Harry miał na myśli to, że wszedł do wielkiego hotelu, dużo bardziej czarującego i luksusowego niż cokolwiek, co wcześniej widział i to było dość przytłaczające. Bardzo przytłaczające, ktoś mógłby powiedzieć.
Miał nawet faceta w garniturze, niosącego jego bagaże, na miłość Boską!
Który, no wiecie, prawdopodobnie nie był tak imponujący, jak kamienny lew zdobiący budynek lub drogie auta ustawione na parkingu. Ale wciąż!
Ale Harry mógł grać w tę grę. Mrugnął do Louisa.
- Dla ciebie, mogę być kimkolwiek chcesz.
Louis zaśmiał się głośno i krótko, zanim mruknął do siebie:
- O Boże.
Uśmiechając się, Harry szczęśliwie podążył za Louisem, który pokonał swoją drogę do masywnego wejścia. Kiedy byli w środku, Louis jeszcze raz obrócił się do Harry’ego.
- Byśmy mieli jasność, nie chcę, byś był prostytutką.
- Zbyt tandetne?
- Masz mnie. Muszę zachować moje cenne pieniądze nienaruszone. – Louis obrócił się do jednego z mężczyzn, niosącego ich torby. – Kiedy się zameldujemy, mógłbyś być aniołem i zamówić dla mnie najstarszą, najdroższą butelkę whisky?
- Oczywiście, panie Tomlinson. – Jeden z nich od razu odpowiedział. Jego głos był bardzo monotonny, a wyraz jego twarzy bez emocji. Prawie jak u robota.
- Dziękuję. – Louis uśmiechnął się w uznaniu.
Dwójka mężczyzn z ich torbami odeszła, Harry nie wiedział gdzie, podczas kiedy oni zatrzymali się. Harry mógł jedynie gapić się na Louisa, pragnienie przewrócenia oczami było niemal nie do zniesienia. Mógł się założyć, że on nawet nie lubił whisky.
- Teraz jedynie się chwalisz.
Louis udał szok.
- O czym ty mówisz? Powinieneś wiedzieć, że pijam jedynie najbardziej luksusowy trunek, nic innego nie jest wystarczająco dobre. To się nazywa mieć klasę.
Tym razem Harry nie mógł się powstrzymać. Przewrócił oczami.
- To się nazywa bycie diwą.
- Wypraszam sobie! – zawołał Louis i uderzył lekko Harry’ego w pierś. Harry zachichotał. – Poza tym, skoro jesteśmy przy tym temacie, założę się, że byłbyś naprawdę kosztowną prostytutką. Wiesz, z tymi włosami i tym wszystkim.
Harry skinął poważnie głową.
- Funt za lok. To byłoby motto mojego biznesu.
Louis roześmiał się głośno.
- Co za okropne motto. Chciałbym to zobaczyć na, na przykład, wizytówce.
- Nie wydaje mi się, by normalnie prostytutki obnosiły się z wizytówkami – powiedział Harry i szybko dodał – To znaczy, nie to, że wiem!
Louis uśmiechnął się pod nosem.
- Założę się, że ty byś to zrobił.
- Tak, może. – Zgodził się Harry, wzruszając ramionami. – Nie poświęcałem temu zbyt dużo myśli.
Louis dramatycznie wpatrywał się w nicość i przyłożył rękę do piersi.
- Mieć wizytówkę, czy jej nie mieć, oto jest pytanie.
Louis zaczął chichotać ze swojego, własnego żartu, a Harry uderzył się dłonią w twarz i jęknął:
- Jesteś taki dziwny.
- Hej! Jesteś jednym z tych, którzy ze mną rozmawiają. – Natychmiast odpowiedział Louis. Może miał rację.
- Może obaj jesteśmy dziwni – zaoferował Harry.
Louis poważnie skinął głową, zanim wyciągnął rękę.
- Uściśnijmy sobie po męsku dłonie za nie bycie normalnymi._
Harry natychmiast chwycił mniejszą dłoń Louisa w swoją, z uroczystym wyrazem twarzy.
- Ja, Harry Edward Styles, niniejszym zawiadamiam kraj Anglii, w obecności królowej…
- Czy ja mogę być królową? – Oczy Louisa się zaświeciły.
Harry znów przewrócił oczami.
- Nie, nie ty. Jezu. To, eh, ta starsza pani, o tam.
Wskazał głową w prawo, Louis podążył w tym kierunku i spojrzał na starszą kobietę w szykownych ubraniach i wyraźnym makijażu. Louis parsknął. Jej szminka była zbyt czerwona w kontraście z jej bladą skórą.
- Byłbym o wiele lepszą królową.
- Jasne, że tak. Teraz, jeśli pozwolisz mi skończyć.
- Och, tak, jasne. Przepraszam, przepraszam.
- … W obecności królowej, – kontynuował Harry, kiedy wskazał głową w prawo. – W pełni deklaruję siebie, jako nienormalnego.
- Świetnie. Teraz moja kolej. – Louis uśmiechnął się oślepiająco. – Ja, Louis William Tomlinson, niniejszym zawiadamiam kraj Anglii, w obecności mnie samego, w pełni deklaruję siebie, jako nienormalnego.
Dwójka chłopaków puściła swoje dłonie i uśmiechnęła się do siebie z zakłopotaniem.
- Mam wielką nadzieję, że nikt tego nie nagrał – powiedział Louis i zerknął z niepokojem przez ramię. – Nigdy więcej nie byłbym brany na poważnie.
Tak jakby zatrzymali się przy wejściu, zbyt pochłonięci rozmową, by ruszyć naprzód. Co za tym idzie, nie było wokół nich nikogo, by ich podsłuchać.
- Myślę, że jest dobrze. – Harry uśmiechnął się z ulgą. – Ale, uh, nie powinniśmy się zameldować czy coś? Czy będziemy tak tutaj po prostu stali?
- Och, racja, nie – zachichotał Louis i stanął obok Harry’ego, wskazując na mężczyznę stojącego przy recepcji. – Widzisz tam tego faceta? On wie, czego chcę i takie tam. Da nam znać, gdzie możemy iść.
Harry skinął głową. To idealnie normalne.
- Fajnie.
- Tak. – Louis opuścił ramię. – Mam nadzieję, że dostaniemy Jacuzzi.
Śmieszne rzeczy zadziały się w brzuchu Harry’ego. Przełknął ślinę.
- Jacuzzi byłoby miłe.
- Naprawdę miłe, tak. Dość relaksujące.
Harry podrapał się w tył głowy.
- Relaksowanie jest miłe.
- Naprawdę miłe.
Harry spojrzał na Louisa, który uśmiechał się do niego sugestywnie. Harry już chciał zrobić jakąś bezczelną uwagę, kiedy Louis go ubiegł.
- Och, skończył. – Harry spojrzał na mężczyznę w garniturze, który gestem ręki wskazywał, by podeszli. Louis pociągnął go za koszulkę. – Chodź, Curly.
Dwójka chłopców dostała swój klucz i powiedziano im, że ich bagaż będzie tam w każdej chwili. Harry został nazywany „Panem Stylesem”, co, jak myślał, było całkiem fajne. Chociaż preferował Curly.
Poszli do swojego pokoju i kiedy weszli, Harry musiał dosłownie złapać oddech, ponieważ pokój był ogromny. Był prawdopodobnie większy, niż jego własny dom. Okej, nie. Nie tak duży. Harry przesadzał. Ale wciąż.
Na środku było gigantyczne łóżko, które wyglądało bardzo zapraszająco. Louis wydawał się dzielić tę opinię i natychmiast podbiegł, rzucając się na nie. Harry uśmiechnął się na to i otworzył drzwi po swojej lewej, by zobaczyć, co tam się znajduje. Prowadziły do łazienki, której ściany były pomalowane na głęboki niebieski kolor, a nad wielką umywalką wisiało jasne, lśniące lustro. To było wspaniałe, jak dobrze była wyposażona. Miała tylko jedną wadę.
- Nie ma Jacuzzi – zauważył Harry.
- Co za szkoda – odpowiedział Louis, leżąc. – Ale chociaż ma prysznic, prawda?
- Tak. I wannę.
- Jak wyszukanie.
Harry zamknął drzwi i uśmiechając się, podszedł do Louisa. Położył się obok niego, jego brzuch był przyciśnięty do miękkiego materaca.
- Myślę, że cały ten hotel jest dość wyszukany.
- Myślę, że ty jesteś dość wyszukany – odparł Louis.
- Mogę z tym żyć – zachichotał Harry.
- Słodko.
Dwójka chłopców leżała, uśmiechając się do siebie i Harry mógł myśleć o tak wielu rzeczach, które chciał zrobić. Chciał przedyskutować to, jak uważał za odrażający i mizoginistyczny przemysł prostytucji; jak sądził, że obniża ludzką wartość zdolności seksualnej; chciał także nagrać teledysk do piosenek popowych z lat 90., gdzie skakali na łóżku i rzucali poduszkami oraz chciał także grać w Scrabble tylko po to, by zobaczyć, jakie słowa Louis ułoży i chciał zrobić znacznie, znacznie więcej i nie wiedział, od czego zacząć.
Na końcu usiedli, oglądając telewizję. I to było więcej niż wystarczająco dobre.
xx
Noc nadchodziła. Harry i Louis spędzili popołudnie oglądając maraton Americas Next Top Model, ponieważ było cholernie zabawne, dobra? Mieli splątane kostki między sobą i stale wymieniali spojrzenia i chichotali pomiędzy sesjami zdjęciowymi, a eliminacjami. Było zabawnie.
( - Wasze sesje zdjęciowe też tak wyglądają? – Zapytał Harry podczas jednej wyjątkowo dramatycznej sesji zdjęciowej, gdzie dwie dziewczyny skończyły, płacząc.
- Tak, Jezu Chryste – potwierdził Louis. – Liam zawsze mówi “Louis, musisz uśmiechać się oczami!”, a ja odpowiadam „Cóż, Liam, ty musisz uśmiechać się ustami”. A potem Niall mówi „Nigdy więcej się nie uśmiechnę, chyba, że dostanę teraz jedzenie”. A potem nie dostaje żadnego jedzenia, blablabla, a potem w grę wchodzą łzy.
Harry patrzył na niego.
- Więc są identyczne.
- Zasadniczo tak.)
Ale Harry robił się głody. Powiedziałby, że bardzo.
- Jestem głodny.
- Tak, ja też. – Louis wyskoczył z łóżka i rozciągnął ramiona. – Oglądanie Tyra Banks robiącej pozy naprawdę wyciąga z ciebie to, co najlepsze.
Harry także wstał.
- Z całą pewnością. Oglądanie maratonu lub przebiegnięcie maratonu to prawie to samo.
- Nie mógłbym tego lepiej powiedzieć.
- Więc, gdzie chcesz zjeść?
- Hm… – Louis wydał rozważający dźwięk i zmarszczył brwi. – Obecnie jestem w nastroju na McDonald’s.
Harry uniósł brwi.
- Co? Naprawdę?
- Nie.
- Och.
- I raczej nie pójdę nigdzie, gdzie jest zbyt publicznie. Wiesz, z tym całym „Łoo, to Louis Tomlinson, krzyczmy”.
Harry skinął poważnie głową.
- Chociaż chciałbym cię ochronić.
- Właściwie, stary, domyślam się, że byłbyś jednym z tych krzyczących.
- Nie krzyczałbym. – Harry roześmiał się głośno.
- Racja – powiedział powoli i sceptycznie Louis. – Ale, jednak, zakładając, że się nie znamy i spotkalibyśmy się w McDonald’s, co byś zrobił?
- Hm. – Harry wziął głęboki oddech i położył dłonie na biodrach. – Prawdopodobnie bym nie krzyczał, to nie bardzo w moim stylu. – Wzruszył ramionami. – Może zdjąłbym wszystkie swoje ubrania, by zdobyć twoją uwagę.
Louis zaczął się śmiać niedowierzająco.
- O, stary! Poważnie?
- To zdecydowanie jest możliwość – odpowiedział poważnie Harry.
Louis wciąż się śmiał.
- Jezu, w takim wypadku chyba życzę sobie spotkać cię w McDonald’s. Mam na myśli, zdecydowanie przykułbyś moją uwagę.
- Wspaniale. – Harry zarumienił się.
- Jednak, teraz się znamy, więc… – Louis wzruszył ramionami i oparł się o ścianę. – Będę nudny, jeśli zasugeruję restaurację na dole?
Harry uśmiechnął się. Poważnie, wszystko, co Louis by zasugerował, było by w porządku. McDonald’s byłby w porządku.
- Jasne.
xx
Po obiedzie Harry potarł brzuch. Był przyjemnie pełny po tym cudownym obiedzie w cudownej restauracji z cudownym towarzystwem. Miał miskę Spaghetti Bolognese z lampką białego wina do popicia. Louis z kolei cieszył się stekiem z puree i piwem. Oba posiłki były smaczne.
Po prostu wyszli z restauracji, która miała zaskakująco dużą ilość japońskich klientów. Louis zauważył to i zaczął opowiadać Harry’emu o czasie, w którym One Direction byli w Japonii. Harry słuchał uważnie, zapisując w pamięci każde słowo. Widział ich zdjęcia stamtąd, ale to była zupełnie inna sprawa usłyszeć to z pierwszej ręki, od Louisa, na przykład. Uśmiech nie opuszczał jego warg i postanowił też odwiedzić Japonię, pewnego dnia. Ale teraz był całkowicie zadowolony z tego, gdzie był.
- Hej, Harry? – Louis wyciągnął go z zadumy, uderzając lekko w ramie, by zwrócić na siebie jego uwagę.
- Tak? – Obie dłonie Harry’ego były w kieszeniach i spojrzał na Louisa.
- Wciąż jest dość wcześnie. Chcesz iść na drinka czy coś?
- Jasne – zgodził się, zanim sobie coś przypomniał. – Hej, nie zamawiałeś tej starej whisky?
- Tak, ale ble. – Louis zrobił grymas.
- Tak myślałem. – Harry przewrócił oczami. Louis był taki głupi.
- Tak, tak. – Louis zlekceważył to i wskazał ręką w stronę baru po drugiej stronie pomieszczenia. Obaj do niego podeszli.
Bar miał czerwonawe, przyćmione światło i kwiaty zdobiące ściany. Był to dość romantyczny bar, pomyślał Harry. Barmanka była młoda, atrakcyjna, w czarnej spódnicy i białej koszuli. Kiedy chłopcy usiedli na swoich krzesłach, natychmiast do nich podeszła, z jasnym uśmiechem na twarzy.
- Cześć, co mogę dla was podać?
Louis spojrzał na Harry’ego, z małym uśmiechem na ustach.
- Co byś chciał?
- Nie wiem. – Harry wzruszył ramionami. – Wezmę cokolwiek zamówisz.
- Hm. – Louis wydawał się to rozważać. Potem nagle wyglądał na bardzo zadowolonego z siebie. – Cóż, w takim razie wezmę jedną wódkę, jednego Jägermeistera* i, eh… – Louis spojrzał na Harry’ego, niemal wyzywająco – jedno appletini.**
- Ugh – jęknął Harry i wydał westchnięcie. Och, nie. – Zatem to samo dla mnie, zgaduję.
- Doskonale.
- Już się robi. – Dziewczyna uśmiechnęła się i odeszła, zanim powróciła kilka minut później z ich choro połączonymi drinkami. – Proszę bardzo.
- Dziękuję, kochanie. – Louis posłał jej oślepiający uśmiech, zanim odeszła, obsłużyć innego klienta.
Harry spojrzał w dół na ich drinki i czuł się, jakby jęczał głośno. Nie wyglądały zbyt apetycznie.
- Więc, jak się za to weźmiemy?
Louis wyciągnął ramiona i strzelił palcami.
- Podążaj za mną.
Harry skinął głową i trzy drinki później, w jego głowie kręciło się. Nie był pewien, czy pokój był jaśniejszy czy ciemniejszy, ponieważ mimo wszystko nagle trudniej było zrozumieć; rzeczy, które widział, były niemal obraźliwie jasne. Chociaż wiedział jedną rzecz.
- Hej, Lou? – Wycedził.
Louis obrócił głowę w jego stronę, wyglądając na zadowolonego z siebie.
- Tak?
- Wiesz, co sobie właśnie uświadomiłem?
- Nie.
Harry położył dłoń na blacie i przysunął się bliżej, tak, że teraz oddychał do ucha Louisa. Uśmiechnął się, kiedy usłyszał jego ciężki oddech.
- Nie pocałowałem cię od poranka.
Ręka Louisa powoli przesunęła po jego piersi, gdy odszepnął w odpowiedzi.
- Nie pocałowałeś.
Przygryzając wargę, Harry pochylił się, więc teraz byli twarzą w twarz, tylko kilka cali od siebie, zanim poczuł, jak dłonie Louisa go odpychają.
- I tego się trzymajmy – powiedział surowo Louis, kiedy Harry siedział z powrotem na swoim krześle.
- Co? Dlaczego? – Zapytał zawiedzony Harry, wzdychając.
Louis odwrócił się i wzruszył ramionami nonszalancko.
- Nie wiem, po prostu tego nie czuję.
Harry spojrzał na niego z niedowierzaniem.
- Nie czujesz? – Powtórzył powoli.
- Um. – Louis zmrużył oczy i zaczął pocierać w zamyśleniu brodę. – Nie? Naprawdę tego nie czuję. Bez obrazy, po prostu nie jesteś w moim typie. Jestem bardziej za chłopakami z prostymi włosami, więc.
- Proste włosy. Jasne. – Harry skinął głową, przyjmując to.
Louis wypuścił krótki śmiech, chichocząc w dłoń i spojrzał na Harry’ego.
- Nie, tylko żartowałem.
Harry przewrócił oczami. Co, poważnie, nie miał pojęcia.
- Nie jesteś zabawny.
- Ale spójrz. – Louis położył rękę na jego udzie i spojrzał mu w oczy. – Harry, ja chcę. Naprawdę, naprawdę chcę. Ale co z tymi wszystkimi ludźmi tutaj? Zauważą, a nigdy nie wiesz, co kto komu powie.
Harry rozejrzał się po zatłoczonym pomieszczeniu, mężczyźni w garniturach, kobiety w fantazyjnych sukniach. Wielu Japończyków. I tak, może Louis miał rację.
- Tak, tak myślę.
Louis zdjął dłoń i spojrzał na bar.
- To nie tak, że się wstydzę czy coś, ale… – Wzruszył ramionami. – Jest, jak jest.
- Tak. – Westchnął ciężko Harry.
Cisza zawisła w powietrzu, a Harry nie wiedział, co powiedzieć, aby ją złamać.
- Ale… – Louis w końcu powiedział.
- Ale? – Zachęcił Harry.
- Ale, –kontynuował Louis, teraz się uśmiechając – zawsze możemy kontynuować to bardziej prywatnie.
Wielki uśmiech pojawił się na twarzy Harry’ego.
- Podoba mi się to!
Z niecierpliwością Harry szybko zeskoczył z krzesła, co zakończyło się upadkiem na podłogę. Jakoś. Nawet sam nie był pewien.
- Ło – mruknął do siebie, próbując utrzymać równowagę.
Louis zachichotał i pochylił się by zaoferować mu swoją pomoc. Harry chwycił jego rękę, a Louis go podniósł.
- Spokojnie, Curly. Nie chcemy, byś się zranił.
Harry stał ponownie.
- Nie, to by było nieszczęście.
- Tak, nieszczęście – zgodził się Louis.
Harry czekał, aż Louis poprowadzi ich do pokoju, ale on stał nieruchomo, dopóki nie zakaszlał i nie wskazał w dół, na ich splecione dłonie.
- Och, racja! – Wykrzyknął zakłopotany Harry, kiedy uświadomił sobie, że wciąż trzyma jego dłoń. – Przepraszam.
- W porządku – powiedział Louis, kiedy Harry cofnął rękę. – Możemy?
Harry skinął głową i dwójka chłopców wjechała windą na ich piętro, gdzie weszli do pokoju. W głowie Harry’ego wciąż się kręciło, a w oparciu o leniwy uśmiech na twarzy Louisa, który nigdy chyba go nie opuszczał, zakładał, że i on przepadł nieco bardziej, niż pewnie miał ochotę się przyznać.
Louis potknął się, wchodząc do pokoju.
- Jak dobrze być w domu – powiedział i rzucił się na łóżko. Widocznie, była to rzecz, którą lubił robić.
Harry zamknął drzwi, zanim dołączył do Louisa na łóżku, ponownie łącząc ich dłonie. Louis uśmiechnął się do niego, gdy to zrobił.
- Cześć – powiedział nieśmiało Harry.
- Cześć – odpowiedział Louis i przysunął się bliżej.
Harry puścił rękę Louisa i zamiast tego położył dłoń na jego biodrze. Louis przysunął się jeszcze bliżej i wkrótce byli całkowicie twarzą w twarz, sekundę później, całowali się. Harry zamknął oczy i dał się ogarnąć uczuciu miękkich ust Louisa na swoich własnych. To było niesamowite. Przysunął się bliżej, a Louis zgodnie zarzucił jedną nogę na Harry’ego.
Trwali tak przez chwilę, tylko powoli, leniwie się całując, z ciałami poruszającymi się w synchronizacji. To było przeciwieństwo do ostatniej nocy, gdzie wszystko było zarówno pospieszne i intensywne, obaj starali się w pełni wykorzystać chwilę, zanim się wymknie. Może to alkohol ich zrelaksował, a może pokój, który miał przyćmiony, żółty kolor powodował, że Harry czuł się bardzo komfortowo, a może to po prostu wiedza, że ponieważ to działo się drugi raz, może być ich więcej i nie ma naprawdę potrzeby do pośpiechu. Jakikolwiek był powód, Harry miał zamknięte oczy i pozwolił sobie się tym cieszyć.
Dopiero około dziesięć minut później, Louis odsunął się i spojrzał na niego, nieco zamyślony.
- Hej, która godzina?
- Um. – Harry przesunął się nieco i wyjął telefon z kieszeni. – 9:30. Bo co?
- Bez powodu, tak tylko się zastanawiałem. – Louis wzruszył ramionami.
Harry’ego nagle ogarnęło dziwne uczucie, że o czymś zapomniał. O czymś ważnym. Zmarszczył brwi i zmrużył oczy.
- Wszystko okej? – Zapytał Louis, kiedy zauważył zamyślony wyraz Harry’ego.
- Tak, po prostu mam wrażenie, że o czymś zapomniałem.
- Cóż, w porządku. – Louis popukał palcami po jego klatce piersiowej. – Czy, um, myłeś dzisiaj zęby?
- Zauważyłbyś, gdybym tego nie zrobił – roześmiał się Harry.
- Wystarczająco prawdziwe –zgodził się Louis i spróbował raz jeszcze. – Dzwoniłeś do mamy?
- Tak! – Zawołał Harry, teraz stając się nieco zdesperowany.
Nienawidził tego uczucia, gdy wiedział, że brakuje czegoś ważnego i nie mógł się dowiedzieć, czego, ale wiedział, że ma to tuż przed sobą.
- Dzwoniłem do niej parę godzin temu. Wiesz, zaraz przed tym, jak wyszliśmy, a Zayn i chłopacy po prostu… – Zatrzymał się w pół zdania, nagle zdając sobie sprawę.
- Co?
- Zayn! – Zawołał i przesunął się tak, że teraz siedział prosto. – Nie zadzwoniłem do niego, ani nie napisałem, odkąd poszedł. Mam ma myśli, Jezu. Bóg wie, jak się trzyma.
- Cóż… – Louis przesunął się i usiadł obok Harry’ego. – Wątpię, by Liam i Niall zostawili go tak po prostu na ulicy, by umarł. Mam na myśli, to ja jestem tym nieodpowiedzialnym w grupie, a nawet ja bym tego nie zrobił.
Harry wypuścił krótki śmiech.
- Tak myślę. – Jeszcze raz wyciągnął telefon i celowo przesunął się tak, by mógł na niego spojrzeć bez Louisa widzącego siebie samego na tapecie. Niezręcznie. – Ale mimo to myślę, że powinienem do niego zadzwonić.
Louis z jakiegoś powodu prychnął.
- Nie musisz być taki tajemniczy z tym swoim telefonem, wiesz. Już widziałem twoją tapetę.
Uścisk Harry’ego wokół telefonu natychmiast się zacieśnił. Jego oczy zrobiły się duże, a policzki zarumieniły.
- Co?
- Słyszałeś mnie.
Chodziło o to, że Harry nie mógł sobie przypomnieć, by Louis, chociaż patrzył bezpośrednio na jego telefon. Chyba, że…
- Przeglądałeś mój telefon? – Zapytał wysokim głosem.
Louis prychnął z oburzeniem.
- Chciałem tylko sprawdzić godzinę, skąd miałem wiedzieć, że to było duże nie-nie?
- Ponieważ telefony są prywatne! – Krzyknął Harry, trzymając telefon jak drogie życie. Jakby był cennym, łamliwym drobiazgiem. – Poza tym, zdjęcie jest czarno-białe, więc jest bardzo artystyczne.
- Artystyczne –powtórzył powoli Louis. – Nawet hipsterskie.
- Dokładnie. Poza tym, lubię je. A ty powinieneś docenić komplement.
- Doceniam komplement! –Szybko nie zgodził się Louis. – Po prostu pomyślałem, że to trochę śmieszne, to wszystko. – Wtedy wydawało się, że o czymś myśli. – Hej, jeśli chcesz, zawsze możesz zrobić teraz nowe zdjęcie, może nieco bardziej osobiste niż, no wiesz, z Google.
- Och! Tak, zróbmy to! – Zgodził się szczęśliwy Harry i otworzył aplikację aparatu, skierował telefon na Louisa. – Gotowy?
Zamiast odpowiedzieć, Louis po prostu zrobił głupi wyraz twarzy i Harry zachichotał, robiąc zdjęcie.
- Tak, zrób pozę. – Harry zachęcił, gdy Louis zrobił kolejną minę. – Tak bardzo seksownie dla mnie, kochanie.
Louis zaczął się śmiać, a Harry opuścił telefon. Dostał to, czego chciał.
- Myślisz, że Tyra Banks byłaby dumna? – Spytał Louis, z błyskiem w oczach.
- Bardzo. Jesteś wysokiej klasy modelem.
- Nie, jestem zbyt niski. – Wzruszył ramionami.
Harry dokładnie zbadał go wzrokiem.
- Powiedziałbym, że można to zrekompensować w innych miejscach.
- Bezczelny drań! – Louis, rumieniąc się lekko, uderzył go delikatnie w pierś.
- Lubisz to. – Harry roześmiał się.
Louis przesunął się nieco i przewrócił oczami, ale nie zaprzeczył.
Harry spuścił wzrok, aby zmienić tapetę w swoim telefonie, zanim przypomniał sobie, co miał zamiar zrobić.
- Zamierzam teraz zadzwonić do Zayna – oznajmił.
- Możesz go włączyć na głośnik? – Zapytał Louis.
- Jasne – odpowiedział Harry, wzruszając ramionami. Nie widział powodu, by tego nie robić.
Wcisnął imię Zayna w kontaktach i czekał, aż odbierze. Spojrzał na Louisa, który także siedział, wpatrując się w telefon, czekając cierpliwie. Jednak, gdy była odpowiednia ilość dźwięków, a nadal nie było odpowiedzi, Harry zakończył połączenie. Spojrzał ponownie na Louisa, który wzruszył ramionami.
- Spróbujmy jeszcze raz – wymamrotał Harry, zanim ponownie nacisnął “Zadzwoń”.
Tym razem jednak zajęło to tylko kilka sekund, zanim połączenie zostało zerwane. Harry zmarszczył brwi.
- Dziwne – powiedział, gdy znowu wcisnął „Zadzwoń”. Ale znów minęło tylko kilka sekund, zanim został nagle rozłączony.
- Może unika rozmowy –zasugerował Louis.
Harry zastanowił się.
- Nie, nie wydaje mi się. Dlaczego miałby to robić?
Harry miał już wykonać kolejne połączenie, kiedy nagle dostał wiadomość. Otworzył ją i poczuł, jak Louis pochyla się, by także ją przeczytać.
Od: Zayn
Możesz przestać dzwonić, jestem w trakcie czegoś!!!
Harry przeczytał to kilka razy dokładnie, zanim spojrzał na Louisa, powoli stwierdzając:
- Wydaje się, jakby mimo wszystko mnie unikał.
Louis poklepał go pocieszająco po ramieniu.
- Trzymaj się, żołnierzu. To nie było nic osobistego.
- Ale dlaczego miałby to robić? – Harry pochylił się, przyciskając twarz do szyi Louisa, udając szloch. – Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi.
- Ci, ci. Jestem pewien, że jest tylko zajęty. – Louis potarł jego plecy.
Teraz Harry szlochał z fałszywą histerią.
- Co może być ważniejszego ode mnie?
- Nic nie jest ważniejsze od ciebie, Harry – uspokajał go Louis i Harry uśmiechnął się szeroko w odpowiedzi. Podobało mu się to, jak to brzmiało. Louis kontynuował: – Jesteś wybrańcem. Kto inny może pokonać Voldemorta?
- Myślę, że pomyliłeś mnie z innym Harrym. – Uśmiech Harry’ego osłabił się.
Louis odepchnął go, unosząc brwi.
- Mówisz mi, że nie jesteś uczniem Hogwartu, Szkoły Magii i Czarodziejstwa? Nie wysłał cię tutaj Dumbledore?
- Nie, jestem tylko Harry. – Harry wypuścił westchnięcie.
- Cóż, zatem, tylko Harry – powiedział cicho Louis, kładąc uspokajająco dłoń na jego kolanie. – Czy kiedykolwiek zrobiłeś coś niezwykłego? Coś, czego nie mogłeś wyjaśnić?
Wyraz twarzy Louisa był śmiertelnie poważny i spojrzał na Harry’ego głęboko, czekając na jego odpowiedź. Harry słyszał tykanie zegara w tle, gdy w zamyśleniu starannie próbował dobrać słowa. Kiedy spojrzał na Louisa, on wciąż patrzył na niego z takim samym, niewzruszonym wyrazem twarzy. Harry wziął głęboki oddech.
- Raz rozmawiałem z żabą.
Oczy Louisa zrobiły się duże i przez moment panowała kompletna cisza, zanim Louis nagle nie wybuchnął histerycznym śmiechem, ukrywając twarz w poduszce.
- Co zrobiłeś? – Krzyknął, ledwo słyszalny.
Harry spojrzał na niego i wzruszył ramionami.
- Cóż, nie było nikogo innego wokół i żaden z moich znajomych nie chciał się spotkać, więc…
To najwyraźniej nie mieściło się, jako odpowiedni pretekst dla Louisa, który tylko zaczął śmiać się jeszcze bardziej, ledwo oddychając. Harry podrapał się po karku. Może nie powinien był tego mówić.
- Cóż, w takim razie to ma idealny sens – stwierdził Louis, kiedy podniósł się; jego policzki były czerwone od śmiechu. Otarł dłonią czoło, jakby był spocony. – I co żaba na to?
- Nie wiem. – Harry wzruszył ramionami. – Okazuje się, że nie znam języka żab.
Louis zakrył twarz dłońmi i jęknął.
- Harry.
- Co? –Zapytał Harry z oburzeniem, z nieśmiałym uśmiechem na twarzy.
Zdejmując ręce z twarzy, Louis uśmiechnął się i pochylił do przodu, pocierając o siebie ich nosy.
- Jesteś po prostu zbyt słodki.
Harry był nieco zaskoczony tym nagłym obrotem sprawy i już miał coś powiedzieć, gdy nagle usłyszał znajome nuty „C’mon C’mon”, które wydobywały się z jego telefonu. Cholera, nigdy nie powinien pozwalać Zaynowi zmieniać swojego dzwonka.
Louis roześmiał się znowu i przysunął się do Harry’ego.
- Naprawdę jesteś czymś innym.
- To Zayn dzwoni. – Ignorując to, Harry spojrzał na ekran.
- Odbierz, zatem.
Robiąc to, co mu powiedziano, Harry uderzył w przycisk i włączył go na głośnik.
- Cześć? –Przywitał się ostrożnie Harry.
- Harry! – zawołał natychmiast Zayn, wysokim głosem. Zarówno Harry, jak i Louis drgnęli lekko w odpowiedzi. – Jezu Chryste, tak się cieszę, że zadzwoniłeś. Naprawdę, naprawdę potrzebuję kogoś do rozmowy, Boże.
- No cóż, to, dlaczego wtedy nie odebrałeś?
- Chciałem, ale nie chciałem, wiesz, przeszkadzać w czymś.
Louis i Harry wymienili rozbawione spojrzenia. Louis sugestywnie poruszył brwiami w górę i w dół. Harry roześmiał się.
- Mogłeś zadzwonić. Tylko oglądaliśmy Amirecas Next Tom Model – odpowiedział Zaynowi.
- Och. – To wydawało się zaskoczyć Zayna. – Który sezon?
Harry spojrzał pytająco na Louisa i zobaczył, jak unosi dziewięć palców.
- Dziewiąty – odpowiedział Harry. Najwyraźniej.
- Fajnie –odpowiedział Zayn. – W każdym razie, wracając do mnie. Więc, jestem w restauracji z Liamem i Niallem…
- Oooooch – przerwał mu Harry, uśmiechając się.
- Och, zamknij się, Harry. Po prostu nie. To znaczy, możesz. Po prostu nie. Mam na myśli. Ugh. – Zayn mamrotał chaotycznie, aż w końcu zawołał: - Po prostu się zamknij, dobrze?
Harry roześmiał się i zobaczył, jak Louis ukrywa swój śmiech, chowając twarz w dłoni.
- Okej, przepraszam, będę cicho. Proszę, kontynuuj.
- Dziękuję. – Zayn wziął głęboki oddech. – Więc, jak mówiłem, jestem w restauracji z Liamem i Niallem, co jest rodzajem czegoś wielkiego. Jak, mieliśmy chodzić po studiu cały dzień, robiąc jakieś rzeczy, wiesz. – Harry nie miał pojęcia, jakie rzeczy, ale trzymał buzię na kłódkę. – Jak, właściwie rozmawiałem z niektórymi i o mój Boże, nie powinienem, ponieważ to wszystko jest głupie, ale w każdym razie, może nie głupie, ale co tam. Wiec, potem, wiesz, około piątej, Liam powiedział „Chcesz iść na obiad” i Niall dodał „tak, powinieneś iść”, na co, oczywiście kurwa, nie mogłem powiedzieć nie. A potem zapytałem, dlaczego w ogóle mnie zaprosili i oni powiedzieli coś, że woleli iść w trójkę i że dopóki Louisa nie ma w pobliżu, będę, jako zastępstwo. – Harry spojrzał na Louisa, który miał obrażony wyraz twarzy. Harry uśmiechnął się i był cicho, gdy Zayn nadal chaotycznie opowiadał. – Dziwne wyjaśnienie, wiem. Ale ja powiedziałem „jasne”. A potem zjedliśmy i wszystko było fajnie. I wtedy zadzwoniłeś i ja byłem jak „cholera, to niegrzeczne, odbierać”, więc tego nie zrobiłem. Ale teraz jestem w łazience, więc pomyślałem, że dobrze byłoby porozmawiać.
Harry odczekał chwilę, by mieć pewność, że Zayn skończył, zanim powiedział:
- Wydaje się, że miałeś całkiem dobry dzień, Zayn.
- Mi to mówisz! Jest to jednocześnie najlepszy i najgorszy dzień w moim życiu, jak do tej pory. – Zayn mówił tak szybko, że wydawało się, że jest zdyszany. – Kurwa, cholera. Ja nawet nie. Boże.
Bez żadnego ostrzeżenia, Louis pochylił się i szepnął do ucha Harry’ego:
- Powiedz mu, żeby się uspokoił i wrócił do stolika, zamówił coś do picia i porozmawiał z Liamem o komiksach. Pokochają go.
Harry skinął głową, a Louis odsunął się.
- Um, Zayn, wiesz, co powinieneś zrobić?
- Nie, naprawdę nie –powiedział, nieco histerycznie Zayn.
Harry rzucił Louisowi pytające spojrzenie, a on tylko skinął głową zachęcająco.
- Powinieneś się uspokoić, wrócić do waszego stolika, zamówić coś do picia i porozmawiać z Liamem o komiksach. Wtedy będą cię kochać.
- To proste, co?
Louis skinął głową.
-To proste – potwierdził Harry.
- Dobrze.
Louis znowu się pochylił I wyszeptał do ucha Harry’ego.
- Powiedz mu, żeby skomplementował Nialla na temat jedzenia, bo zakładam, że on wybrał to miejsce. I powiedz mu, żeby zapytał Liama, czy kiedykolwiek surfował, to będzie miało sens później.
- I, um, Zayn –powiedział Harry, gdy Louis odsunął się. – Powinieneś prawdopodobnie skomplementować Nialla za jedzenie, ponieważ zakładam, że to on wybrał miejsce. Ponieważ on, wiesz, lubi jedzenie. I, eh, prawdopodobnie powinieneś spytać Liama, czy kiedykolwiek surfował.
Nastąpiła krótka cisza.
- Dlaczego miałbym zapytać Liama o serfowanie?
Harry poczuł, jak jego policzki robią się czerwone.
- Tylko, eh, to coś, o czym czytałem na Tumblrze. To będzie miało sens później.
- Och, dobrze. – Zayn wydawał się kupić to wytłumaczenie. – Cholera, Harry, jesteś w tym dobry. Polecasz coś jeszcze?
Harry spojrzał pytająco na Louisa, który wydawał się to rozważać. Potem uśmiechnął się szeroko i wskazał na swoje usta.
- Powinieneś… – Harry nie był pewien, czy zrozumiał to, co Louis miał na myśli – dużo się uśmiechać? – To wyszło jak pytanie. Louis skinął głową w potwierdzeniu.
- Okej, dzięki. Zrobię to – powiedział Zayn. – Zgaduję, że teraz należy po prostu się odlać i wrócić, co?
- To prawdopodobnie będzie najlepsze. –Potwierdził Harry. – Powodzenia!
- Dzięki. – Zayn wypuścił ciężkie westchnięcie. - I tobie też, tak myślę.
- Dzięki. – Harry już chciał się rozłączyć, gdy coś sobie przypomniał. – Och, I Zayn?
- Tak?
- Nie bój się zadzwonić w każdej chwili. Odbiorę.
Praktycznie mógł usłyszeć uśmiech Zayna.
- Dzięki. Zapamiętam to. Pa!
- Pa!
Kiedy rozmowa się zakończyła, Harry spojrzał na Louisa.
- Powiedziałbym, że poszło całkiem dobrze.
Louis skinął głową i poprawił grzywkę na czole.
- Tak, zdecydowanie. Myślę, że to najdłuższe zdania, które słyszałem, jak wypowiedział.
- Tak, tak myślę. – Harry uśmiechnął się. – Tak przy okazji, dzięki za pomoc. Tworzymy zgrany zespół.
Uśmiechając się szeroko w odpowiedzi, Louis podniósł rękę i Harry natychmiast entuzjastycznie przybił mu piątkę.
- Dobrze. – Powiedział Louis i potarł ręce, patrząc na Harry’ego z zadowoleniem. – Teraz, kiedy to mamy wyjaśnione, wierzę, że wspominałeś coś wcześniej o wannie?
- Niech pomyślę. – Harry zmrużył oczy i udawał, że myśli.
Oczywiście pamiętał, jak wcześniej ogłosił, że mają wannę; jego pamięć nie była taka zła. Ale lubił dawać konieczność myślenia, by sprawić, by Louis był niecierpliwy.
W międzyczasie jednak, jego umysł popłynął z powrotem do Pretty Woman i tego, jak wszystko, mimo wszystko, na końcu się rozwiązało. Teraz nie chciał dawać sobie nadziei, ale rzeczy szły niewiarygodnie dobrze. I być może, może, jeśli wszystko będzie szło tak, jak dla Julii Roberts, to może podziała również dla Harry’ego.
Ale Harry zorientował się, że to nie był czas na myślenie. Carpe Diem i to wszystko. Chwytaj dzień, żyj chwilą.
Harry uśmiechnął się do Louisa, a jego oczy błyszczały.
- Wierzę, że o tym wspominałem, tak.
* Jägermeister – likier ziołowo-korzenny z Niemiec. Zawiera 35% alkoholu.
** Appletini – owocowy koktajl alkoholowy. Jego skład do wermut, wódka i sok jabłkowy lub likier jabłkowy
13
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz