sobota, 25 stycznia 2014

900

18
Kiedy Harry się obudził, natychmiast wcisnął przycisk drzemki i schował twarz w poduszce, jęcząc. Szkoła. Nie, dziękuję. Obowiązki. Fuj. Interakcje z ludźmi. Bardziej jak… interakcje z poduszką. Ha.

I Harry ponownie zasnął.

Kiedy budzik zadzwonił drugi raz, Harry nawet nie otworzył oczu, aby go wyłączyć.

Za trzecim razem musiał – skoro chiał wstać z łóżka, a biorąc pod uwagę jego koordynację (lub raczej jej brak) mógłby upaść i się zranić, jeśli nie otworzyłby oczu. A to nie wystarczyłoby, aby być zwolnionym ze szkoły; oznaczałoby to jedynie, że przeklinałby i nienawidził wszystko w przeciągu dziesięciu intensywnych sekund, a potem ludzie przewracaliby oczami i wzdychali, jeśli by narzekał. Więc Harry otworzył oczy i pozostał w jednym kawałku.

Harry nie był zwykle tak przykładny, jeśli chodzi o chodzenie do szkoły (tak, był) (lub, przynajmniej był w zeszłym miesiącu), ale dzisiaj był naprawdę najgorszym z najgorszych. Coroczne talent show. Świetnie.

Harry nie był nawet pewien, dlaczeto tak bardzo narzeka. Ale, to zawsze było to samo. Jakiś utalentowany dzieciak grał na pianinie, inny rapował i, oczywiście, najgorsze było, gdy nauczyciele wybierali jakąś żałosną piosenkę i śmiewali ją, a potem byli jak „oh, wow, patrzcie na nas, jesteśmy tacy zabawni i nowatorscy w odróżnieniu od innych nauczycieli – nie bierzemy życia za poważnie! Chodź z nami! Duch nauczcieli!”Albo nie, Harry nie miał tego na myśli. Kogo w ogóle chciał oszukać? Najgorszcze było to, że nigdy nie miał sam odwagi, by wysątpić. Nie ma sensu zaprzeczać – to był dla niego wielki policzek.

Wzdychając, Harry opuściłl pokój i zszedł na dół, gdzie jego mama siedziała, pijąc herbatę i czytają poranną gazetę. Spojrzała na niego, gdy wszedł.

- Dzień dobry. – Przywitała się.

Harry podszedł do blatu i nalał sobie herbaty.

- Dobry.

- Dobrze spałeś?

- Mhm.

Po zrobieniu sobie dwóch kanapek, Harry usiadł przy stole, naprzeciwko mamy.

- Podekscytowany dzisiejszym dniem? – spytała Anne, opierając brodę na dłoni.

Harry westchnął. Nie był ani podekscytowany, ani nie chciał o tym rozmawiać.

- Nie bardzo.

Anne zmarszczyła brwi, a jej twarz była mieszanką zmieszania i niepokoju.

- Nie rozumiem, dlaczego nie chcesz wystąpić, Harry. Jesteś taki utalentowany. – Kiedy Harry nie odpowiedział, kontynuowała, patrząc na niego wymownie. – Jesteś taki utalentowany, że nawet nie narzekam, kiedy budzisz mnie, śpiewając na cały głos o drugiej nad ranem.

- Przepraszam za to – zachichotał.

- Nie przepraszaj. – Anne uśmiechnęła się smutno. – Nie mam nic przeciwko. Jestem dumna, słysząc cię. Sprawiasz, że moje serce puchnie.

- Oh – powiedział Harry, patrząc na nią, biorąc łyk herbaty. – Naprawdę?

- Oczywiście – powiedziała Anne z poważnym wyrazem twarzy. – Brzmisz tak pięknie, że to jest niewiarygodne.

- Dziękuję. – Harry zarumienił się i odstawił kubek.

- Słysząc cię wczoraj w radio… to było niesamowite. Myślę, że to jest to, po co się urodziłeś – powiedziała Anne, a jej oczy błyszczały w przyćmionym świetle. – Myślę, że możesz zrobić, cokolwiek chcesz.

Harry spojrzał na swój tatuaż „Things I can’t” i przełknął ciężko.

- Może.

- Nie „może”, Harry – powiedziała Anne i Harry spojrzał na nią bezradnie. Chwyciła go za rękę i ścisnęła delikatnie. – Możesz. Możesz zrobić absolutnie wszystko, co chcesz.

xxx

Kiedy Harry spostrzegł swoją szkołę, pierwszą rzeczą, jaką zrobił, to wypuścił obowiązkowe westchnięcie, a potem wszedł i obowiązkowo jęknął. A dzisiaj będzie gorzej, niż zazwyczaj. Harry nie doszedł jeszcze tak daleko, by krzyczeć bezradnie z rozpaczy w otchłani piekła, ale był blisko. Pomimo zachęcających słów mamy, wciąż wiedział, że nie wystąpi. Nie miał nic zaplanowane i nie zapisał się, więc i tak było za późno.

Zauważył Nicka i podszedł do niego. Opierał się o ścianę i uśmiechnął się szeroko, gdy zobaczył, że Harry nadchodzi.

- Harry! – zawołał i przyciągnął go do ciasnego uścisku. – Koleś, byłeś szalnie dobry wczoraj! Wszyscy w stacji byli w tobie zakochani, kiedy wyszedłeś.

- Ach tak? – Hary uśmiechnął się.

- Oczywiście – powtwierdził Nick, odrywając się od niego, ale wciąż się uśmiechając. – Będziesz wzbudzał emocje. Czuję to w kościach.

Harry podrapał się po karku.

- Cóż. Nie, nie wydaje mi się.

-Jasne, że tak! – Niezgodził się Nick.

Obróciłsię, by spojrzeć na ścianę, gdzie wisiało wiele motywujących plakatów, specjalnie na tę okazję. Nick uśmiechnął się.

- Spójrz na ten – wskazał na jeden z nich, mówiący: „Live your dream!”.

Nick zaśmiał się ponuro, przewracając oczami i spojrzał znacząco na Harry’ego.

- Gdybym żył swoimi marzeniami, nie sądzę, bym tu był.

Unosząc brwi, Harry skinął głową.

- Prawda, prawda.

Nagle rozległ się głos za nimi.

- A co z tym. – Harry odwrócił się i zobaczył Perrie, stojącą tam, wskazującą na inny plakat. – „Live while you’re young” – zacytowała. – Czy to nie z piosenki One Direction?

- Wydaje mi się, że to „Live while we’re young” – odpowiedział Nick. – Ale tak, dość blisko.

- Tak czy inaczej - Perrie wzruszyła ramionami – jeśli to były zamierzone: żałosne. Jeśli nie: żałosne.

Harry odwrócił się i spojrzał na nią. Nie patrzyła na niego, ale jej spojrzenie było utkwione w plakacie naprzeciwko niej.

- Nie wydaje mi się, że to jest żałosne, cytowanie czegoś, co wielu ludziom się podoba.

- Oh, um. – Odwróciła się i spojrzała na Harry’ego, jakby oniemiała. – To nie to, co miałam…

Harry przerwał jej.

- Mam na myśli, tylko dlatego, że wielu ludzi, głownie dziewczyny, cieszą się i lubią coś, nie oznacza automatycznie, że to jest głupie, żałosne, czy cokolwiek. Jeśli już, to może oznacza to, że jest to ważne i powinno być docenione.

Perrie wpatrywała się w Harry’ego, który szczerze oczekiwał, że parskie śmiechem w odpowiedzi, ale ona pochyliła głowę i wymamrotała:

- Nie o to mi chodziło.

Spojrzała na Nicka z rozdrażnieniem w oczach. Nick trącił ją lekko łokciem, z małym, zachęcającym uśmiechem na ustach. Harry zmarszczył brwi w zmieszaniu, patrząc na ich dwójkę. Perrie odwróciła się i lekko dotknęła jego ramienia. Kiedy przemówiła, jej głos był ledwie słyszalny, a ona patrzyła na podłogę.

- Um, Harry, mogę z tobą porozmawiać przez chwilę?

- Um, tak – powiedział Harry, wciąż zdezorientowany.

Perrie skinęła głową w prawo i zostawili Nicka, który zaczął bawić się telefonem. Być może sprawdzał Instagrama lub coś. Kiedy się zatrzymali, Harry natychmiast złapał delikatnie ramię Perrie i spojrzał na nią szeroko rozwartymi oczami.

- Co jest?

Perrie przewróciła oczami, zanim spojrzała nieśmiało w ziemię.

- Nic się nie stało – powiedziała, nie bardzo wiarygodnie.

- Okej. – Harry powiedział powoli. – Zatem o czym chciałaś pogadać?

Perrie odchrząkneła.

- Um, więc, słyszałam cię wczoraj w radio.

- Oh – Harry uniósł brwi – i?

- Byłeś naprawdę dobry. – Perrie uśmiechnęła się niepewnie. – Jak bardzo, bardzo dobry.

Harry wciąż gubił się w słowach.

- Oh. Dziękuję.

- U, um. – Perrie wzięła głęboki wdech, zdając się szukać odpowiednich słów. – Chciałam, um. Chciałam przeprosić?

- Za? – zapytał Harry, marszcząc brwi.

- Za bycie dupkiem dla ciebie – jęknęła, brzmiąc na zmartwioną. – Powiedziałam kilka wrednych rzeczy i byłam niegrzeczna, i bardzo przepraszam.

- Oh. – Harry zamrugał. – Jest w porządku.

- Nie, Harry, nie jest w porządku. – Niezgodziła się, patrząc w prost na Harry’ego. – Nie powinnam tego robić. Nie zasługujesz na to.

- Zatem dlaczego to zrobiłaś? – Harry zmarszczył brwi.

- Nie wiem, myślę, że chciałam, żebyś mnie zauważył lub. – Zaczęła mrugać szybko i Harry widział, że woda zaczyna wypełniać jej oczy. – Ja po porstu. – Przełknęła i spojrzała na niego. – Wiesz, jak to jest, kiedy chcesz czegoś tak bardzo, ale każdy dzień przypomina ci, że nie możesz tego mieć.

Harry skinął głową. Wiedział, co to znaczy.

- To jest tak, jakby mnie tu nawet nie było. Albo ciebie. Zawsze byłeś gdzieś indziej i nigdy nie spojrzałeś na mnie po raz drugi. Jakbyś nawet mnie nie widział. Czasami nawet nie mogłam spaść w nocy, powieważ to było jedyne, o czym mogłam myśleć. To tak, jakbym czasem nawet nie mogła oddychać.

Harry wypuścił oddech. Dokładnie wiedział, jak to jest. Wiedział, jak to jest leżeć w łóżku późno w nocy, czując, jakby w twojej piersi była duża, pusta dziura. Jak, kiedy płaczesz, jedyną rzecząktóra została, to płakanie dalej i pozbycie się wraz z tym reszty organów. I gdy dusisz oddech, zamiast oddychać, starając się nie obudzić mamy.

To był jeden z jego najgorszych koszmarów, sprawić, by ktoś inny też się tak czuł.

- Rozumiem.

- I źle to znosiłam. – Perrie brnęła dalej, nie zwracając uwagi na to, co Harry powiedział. – Nie wiem, myślę, że po prostu nie wiedziałam, co robić. Domyśliłam się, że raczej wolę, byś mnie nie lubił, niż w ogóle nie dostrzegał. Nie wiem. Po prostu historia mojego życia, tak sądzę.

- Przykro mi. – Harry uśmiechnłą się tak pocieszająco, jak mógł. Nie wiedząc, co zrobić, pochylił się i objął ją mocno. – Nie wiem, co powiedzieć. Naprawdę mi przykro.

- Nie powinno być – wymamrotała w jego szyję. – To nie twoja wina.

Harry puścił ją i spojrzał na nią uważnie.

- Znajdziesz kogoś. Wiem, że tak będzie.

- Ty też. – Perrie uśmiechnęła się lekko.

Harry westchnął i spojrzał w bok.

- Tak. Być może.

Nastąpiła chwila ciszy, gdy żadne z nich nie wiedziało, co powiedzieć. Chwila byla tak krucha, że pozostawiła Harry’ego w niepokoju. Rozejrzał się po korytarz, dostrzegając, że Nick patrzy na nich z zaciekawieniem. Kiedy zauważył, że został przyłapany, natychmiast uniósł telefon i zaczął coś pisać. Harry odchrząknął i spojrzał na Perrie.

- Może powinnaś spróbować z Nickiem. Bylibyście dobrą parą.

- Nick? – powtórzyła Perrie. – Tak, gdyby miał to do mnie.

- Dlaczego miałby nie mieć?

Perrie prychnęła i przewróciła oczami.

- Bo jest gejem.

- Co? – Harry zmarszczył brwi?

- Co? – spytała Perrie, wyraźnie zmieszana. – Nie wiesz?

- Nie? – Harry zrobił krok do tyłu i co. Co? Rzucił okiem na Nicka, który wciąż był zajęty telefonem. – Jezus. Od jak dawna wiesz?

Perrie wzruszyła ramionami.

- Od jakiegoś czasu, tak sądzę. Mam na myśli, on mówi dużo o dziewczynach i o tym, z nimi robi, ale nigdy z żadną go nie zobaczysz.

Harry zamrugał.

- Teraz, gdy o tym wspomniałaś – powiedział z roztargnieniem.

- Tak – Perrie kontynuowała – tydzieć temu byliśmy na drinkach i był bardzo pijany i zaczął gadać o tym, jak sądzi, że Louis z One Direction jest gorący. T było całkiem zabawne.

Harry po prostu gapił się na Perrie. Co.

- Uh.

- Jestem bardziej jak dziewczyna Nialla, ale jasne. – Kiedy dostrzegła zmieszanie Harry’ego, szybko dodała. – Ale potem zajął się czarnowłosym chłopakiem, więc tak. Zdecydowanie gej.

Harry był w szoku.

- Huh.

- Tak – powiedziała z roztargnieniem. – W każdym razie, muszę teraz iść. Spotykam się z Danielle.

- Oh, okej. – Harry przyciągnął ją do szybkiego uścisku. – Dzięki za powiedzienie mi, tak przy okazji.

- Przepraszam za bycie suką.

- Hej, nic z tych rzeczy! – Harry zmarszczył brwi. – Naprawdę, jest okej. Poradzę sobie.

Perrie odsunęła się i spojrzała na swoje buty.

- Tak. Dobrze. Zobaczymy się później.

Harry skinął głową, a ona odeszła tylko kilka metrów dalej, zanim obróciła się jeszcze raz, spoglądając na niego z lekkim uśmiechem.

- Wiesz, powinieneś uczestniczyć w tym talent show. Jesteś bardziej utalentowany niż cała ta szkoła razem wzięta.

Harry zmusił się do uśmiechu.

- Dzięki. – Choć to mało prawdopodobne.

Perrie skinęła głową raz jeszcze i odeszła.

xxx

Siedzieli w auli i Harry chciał umrzeć. Nie dosłownie, ale wystarczająco blsiko. Był już w szkole parę rodzin i był prawie pewien, że to dobiega końca. Może to nawet był nawet ostatni akt. Był pewien, że tak było.

Dziewczyna na scenie grała „Rivers flows in you” Yurima i była dobra. Jednak Harry był zdeterminowany, a by być dzisiaj w złym nastroju i nie zamierzał się załamywać. Bez względu na to, czy ktoś wykonywałby prawdziwą magię.

Kiedy skończyła, Harry zasypiał, a dyrektor, którego imienia Harry nawet nie znał, wszedł na scenę. Miał na sobie ciemnoszary garnitur i uśmiechał się, a Harry westchnął, oczekując nudnej mowy o motywacji, inspiracji lub o czymś równie bezużytecznym.

- Witam! – Przywitał się, z wciąż o wiele za dużym uśmiechem na twarzy. – Mam nadzieję, że wszyscy dobrze się bawili!

Kilka osób zaklaskało. Prawdopodobnie nauczyciele.

- Cóż, dotrwaliśmy do końca, ale jestem zadowolony, wiedząc, że mamy dla was niespodziankę!

Harry jęknął. Jeśli niespodzianką nie było to, że mogą iść do domu, nie był specjalnie zainteresowany.

- Mamy specjalnego gościa, który dołączył do nas dzisiaj.

Harry jęknął. O ile gościem nie była jego siostra ubrana w zabawny kostium, robiąca z siebie idiotkę nie był szczególnie zainteresowany.

- Prawdopodobnie wiecie kto to jest. Dwa lata wcześniej wystąpił na konkursie dość podobnym do tego i teraz jest znany na całym świecie. A dzisiaj – dyrektor uśmiechnął się tak szeroko i czysto, że Harry był pewien, że spala się ze szczęcia – jest z nami!

Harry na to nie jęknął. Zamiast tego siedział w całkowitym bezruchu w fotelu, zastanawiając się, co jeszcze ma nastąpić. Nagle był czujny, ponieważ to nie było to, czego oczekiwał. To nie brzmiało jak jakiś profesor Bóg wie skąd czy coś. Atmosfera w pomieszczeni zrobiła się napięta i niecierpliwa.

Po uśmiechaniu się przez kolejną chwilę, wyglądając na bardzo dumnego z siebie, dyrektor powiedział:

- Z dumą przedstawiam państwu Louisa Tomlinsona z One Direction!

Całe powietrze uszło z Harry’ego.

Po tym wszytstko działo się szybko i Harry nie nadążył nad śledzeniem tego.

Ludzie zaczęli krzyczeć; nawet Nick zaczął podskakiwać na swoim siedzeniu, a ktoś wszedł na scenę ubrany w czarne spodnie i koszulkę Adidasa i czerwone vansy.

I Harry rozpoznał tego kogoś bardzo dobrze. Przytulał tego kogoś, pocałował i kochał się z nim. Harry nie mógł oddychać. To się nie dzieje. To sen. To było jedyne wytłumaczenie.

Krzyki stały się głośniejsze i Louis uśmiechał się całą swoją twarzą. Dyrektor podał mu mikrofon, który Louis przysunął do ust.

- Cześć – powiedział Louis, nieco zakłopotany.

- Cześć, Louis – powiedział Louis, niemal niedosłyszalnie dla każdego, oprócz Harry’ego, kto krzyczał i klaskał w dłonie. – Miło, że do nas dzisiaj dołączyłeś.

- Cieszę się, że tu jestem. Holmes Chapel jest miejscem, w którym chce się być.

Harry uszczypnął się, ale się nie obudził. Dziwne.

- Nie powiedziałbym tego lepiej. – Dyrektor zachichotał. Zachichotał. On jest jak, co, starożytny. – W każdym razie, rozumiem, że zaśpiewasz dla nas dzisiaj.

- Tak. – Louis uśmiechnął się. – Naprawdę chciałem zaśpiewać piosenkę z Grease lub High School Musical, ale potem odrzuciłem ten pomysł. W zamian zamierzam zaśpiewać piosenkę, która jest bardzo, jak to się mówi, istotna dla mnie w tym momencie.

- Dobrze.

- Nie będzie to piosenka One Direction, przepraszam – dodał szybko. – Nie mogę zrobić tego bez Liama i Nialla.

Niektórzy ludzie wiwatowali, a jedna dziewczyna krzyknęła: „Kocham cię, Louis!”

- W porządku. Jesteśmy po prostu szczęśliwi, że tu jesteś – powiedział mężczyzna na scenie, a jego uśmiech nie podważył tego zdania.

- Wspaniale – powiedział Louis, nie całkiem pasując do jego entuzjazmu. – W każdym razie, puiosenka, którą zaśpiewam, jest moją ulubioną. Nazywa się „Look after you” The Fray.

Ciało Harry’ego bylo otępiałe w tym momencie, nie wiedział, co zrobić.

- W porządku, zatem cię zostawię. – Dyrektor poklepał Louisa po ramieniu, prawdopodobnie by go rozluźnić, ale Harry domyślił się, że chciał mieć po prostu pretekst, by dotknąć gwiazdy, zanim zejdzie ze sceny.

Stojąc tam sam, Louis odkaszlnął i rozejrzał się po publiczności, jego oczy szukały.

- Chcę to zadedykować komuś, ale jestem zbyt nieśmiały, by powiedzieć komu. Na szczęście, ta osoba będzie po prostu wiedziała.

Cholera. Harry spojrzał na otaczających go ludzi, którzy wpatrywali się w Louisa rozgwieżdżonymi oczami. Harry wiedział.

Rozległo się intro pianina, Harry wstrzymał oddech, a Louis zaczął śpiewać.

“If I don’t say this now I will surely break

As I’m leaving the one I wanna take

Forgive the urgency but hurry up and wait

My heart has started to separate

Oh oh oh, oh oh oh, be my baby

Oh oh oh, oh oh

Oh oh oh, oh oh oh, be my baby

I’ll look after you”

Louis chodził po scenie swoim zawodonym krokiem, ale wystąpienie wciąż miało specjalną wskazówkę w sobie.

"There now, steady, love, so few come and don’t go

Will you, won’t you be the one I’ll always know?

When I’m losing my control the city spins around

You’re the only one who knows how to slow it down”

Harry nie mógł oddychać. Piosenka trwała i kiedy zbliżała się do końca, Louis zaczął śpiewać na całe gardło.

“It’s always have and never hold

You’ve begun to feel like home, yeah

What’s mine is yours to leave or take

What’s mine is yours to make your own”

Harry chciał płakać, ponieważ to było zbyt skomplikowane. Nie wiedział, co się dzieje. Dlaczego Louis tu był. Dlaczego to śpiewa? Dlaczego zadedykował to jemu? Dlaczego, dlaczego, dlaczego? Jednak wszystko, co mógł zrobić, to usiąść prościej i patrzeć na pięknego chłopaka przed nim. Nie mógł czekać. Chciał cieszyć się tym, nawet jeśli tylko przez kolejną minutę.

“Oh oh oh, oh oh oh, be my baby

Oh oh oh, oh oh

Oh oh oh, oh oh oh, be my baby

Oh oh oh, oh oh”

Piosenka się skończyła.

Widownia wiwatowała, a Louis się ukłonił.

- Teraz - powiedział, uśmiechając się. - Wiem, że wśród publiczności jest ktoś bardzo utalentowany. Jest znacznie lepszym piosenkarzem niż ja, szczerze.

Instyktownie, Harry pochylił głowę, obsuwając się na siedzeniu.

- I chcę, by ta osoba weszła na scenę, teraz.

Harry przełknął. Cholera. Może mówił o Nicku. On jest dobry w… mówieniu.

- Dalej, Curly, wiem, że tam jesteś.

I cóż. To było to. Louis zdecydowanie mówił o nim, co zakładał od jakiegoś czasu, ale tak. I nie był tym, który go zostawi.

Harry wstał i Nick spojrzał na niego z szeroko rozwartymi oczami, absolutnie zmieszany.

- Znasz go? - syknął, wskazując na Louisa.

Harry wydał lekceważący dźwięk.

- Nie wiem. Tak jakby? - A potem odszedł, zostawiając Nicka, wpatrującego się w jego plecy.

Kiedy szedł przez duże przejście, Louis go zauważył. Jego twarz się rozświetliła.

- Pan Harry Styles! - krzyknął do mikrofonu, a cała szkoła wiwatowała.

Policzki Harry’ego paliły z gorąca i trzymał opuszczoną głowę, gdy pospiesznie podchodził do scceny, gdzie stał Louis.Kiedy tam dotarł, zatrzymał się i wskazał Louisowi, by podszedł, co zrobił i opadł w dół, na kolana, więc był na poziomie oczu Harry’ego.

- Co jest? – Louis szepnął radośnie, mikrofon leżał na ziemi obok niego.

- Co ty do cholery robisz? – syknął Harry, patrząc na niego w oszołomieniu. – Poważnie. Dlaczego, kurwa, tutaj jesteś i co to, kurwa, jest?

- Jezu, dzięki za ciepłe powitanie. – Louis przewrócił oczami. – Zatrzymaj się, zanim zrobisz się zbyt emocjonalny. Fuj.

- Lou – jęknął Harry, brzmiąc jak rozdrażniony dzieciak – cała szkoła patrzy.

Louis rzucił mu zdziwione spojrzenie.

- I?

- I – powiedział Harry, a jego policzki wciąż były zaciekle ciepłe, a oczy zaczynały łzawić - cholera, nmie wiem. Nie chcę tego robić.

- Dlaczego nie? – spytał Louis, dostrzegając desperację w głosie Harry’ego. – Totalnie rzucisz na kolana wszystkich w tym pomieszczeniu.

Zabawne, jak rzucę wszystkich na kolana w tym pomieszczeniu, skoro nie udało mi się to z tobą.

- Prawdopodobnie.

- Bardzo prawdopodobne, Harry. – Nalegał Louis. Potem wzruszył ramionami i dodał. – A może nietego dupka, twojego najlepszego przyjaciela. Mam dziwne uczucie w brzuchu, jeśli o niego chodzi. – Louid drgnął.

Harry zmarszczył brwi.

- Kto? Masz na myśli Nicka?

- Tak, Nick – potwierdził Louis. – Słuchałem audycji radiowej i byłeś taki niesamowity. I przyszedłem tu, no wiesz, żeby powiedzieć ci to, ale potem przypomniałem sobie, że Nick wspominał coś o talent show i po prostu zorientowałem się, że to było najbliższe mojemu marzeniu o byciu muzykiem. Mam na myśli, że to zbyt piękne, aby się oprzeć. Przeznaczenie, jeśli wolisz.

Harry patrzył się na niego.

- Racja.

Louis też na niego patrzył, jakby miał mnóstwo innych rzeczy do powiedzenia, gdy nagle męski głos za Harrym krzyknął:

- Stary, masz zamiar śpiewać, czy co?

Marszcząc brwi, Louis odrzyknął zirytowanym głosem: „Jedną sekundę!”, a potem znów spojrzał na Harry’ego, napotykając jego oczy.

- Spójrz, pamiętasz pierwszy raz, gdy rozmawialiśmy? Nie ten, kiedy byłeś na kacu i bez spodni, i ukrywałeś się w hotelowej łazience, i rumieniłeś się na dosłownie wszystko, co powiedziałem i próbowałeś ukryć swój wzwód. Ale ten czas, jakąś godzinę później, kiedy rzeczywiście usiedliśmy na łóżku i rozmawaliśmy?

Po prostu wszystko, co mówiłeś, jak pachniałeś, jak blisko siedziałeś, jak siedziałeś i po prostu wszystko inne też.

- Coś mi dzwoni.

- Tak, cóż, pamiętasz, jak powiedziałem ci, że chcę dostać twój autograf, bo wiedziałem, że będziesz sławny?

- Uh-huh.

- Miałem to na myśli – powiedział Louis, patrząc Harry’emu w oczy. – Masz coś specjalnego, Harry i mogłem to powiedzieć od razu. Po prostu wiedziałem. I chcę, by więcej ludzi, niż tylko ja, było w stanie to zobaczyć. Począwszy od tych ludzi tutaj.

- Nie wiem… – Harry przełknął ślinę.

- Czego się boisz?

Harry otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale żadne słowo nie wyszło. Patrzył tylko na Louisa, zirytowany.

- Ufasz mi? – zapytał Louis, kiedy Harry milczał.

Harry spojrzał na Louisa, zanim pokiwał głową. Mimo wszystko, ufał mu.

Uśmiechając się, Louis wstał i wyciągnął do Harry’ego rękę, by mógł ją chwycić.

- No, to chodź.

Przełykając, Harry schwycił dłoń Louisa i wskoczył na scenę. Publiczność zaczęła wiwatować. Harry wpatrywał się w Louisa.

Louis podszedł bliżej i szepnął mu do ucha:

- Po prostu zaśpiewaj „Isn’t she lovely” Steviego Wondera, tak, jak zrobiłeś to dla mnie. Będziesz niesamowity. Zaufaj mi.

Uśmiechając się, Louis wycofał się i nagle każde uczucie trafiło Harry’ego naraz. Louis był tutaj. Louis słyszał go w radio. Louis pojawił się, by go zobaczyć. Louis zadedykował dla niego piosenkę. Widownia klaskała. Louis uśmiechał się.

Harry poczuł się odważny. Odwzajemnił uśmiech.

- Okej.

Louis schylił się, by podnieść mikrofon z podłogi, zanim wstał ponownie.

- Przedstawiam wam teraz – powiedział do mikrofonu, uśmiechając się. – Harry’ego Stylesa!

- Uh, cześć – powiedział Harry. – Jestem Harry. Którego prawdopodobnie już wszyscy znacie.

- Wyjdź za mnie, Harry! – krzyknął Josh.

Harry przeszukał tłum, i znalazł Josha w pierwszym rzędzie, wyglądającego na zadowolonego z siebie.

- Um, nie, dziękuję. – Odmówił grzecznie. – Um, ale mam zamiar zaśpiewać „Isn’t she lovely” Steviego Wondera.

Josh zagwizdał w odpowiedzi. Harry odwrócił się w prawo i zobaczył stojącego tam Louisa, rozpromienionego, z błyszczącymi oczami. Harry odwzajemnił uśmiech i oczyścił gardło, zanim zaczął śpiewać.

"Isn’t she lovely

Isn’t she wonderful

Isn’t she precious

Less than one minute old

I never thought through love we’d be

Making one as lovely as she

But isn’t she lovely made from love”

Kiedy skończył, publiczność zaczęła klaskać, ale Harry natychmiast spojrzał w prawo, by zobaczyć reakcję Louisa. Ku jego zaskoczeniu, biegł do niego. Harry wciąż stał, gdy Louis dotarł do niego i objął go w ciasnym uścisku, a Harry rozskoczował się ciepłem, które krążyło po całym jego ciele.

- Zrobiłeś to dobrze. – Louis szepnął mu do ucha.

Harry przyciągnął go bliżej.

- Dziękuję.

Po tym, co wydawało się być jedną milisekundą, ale prawdopodobnie trwało dłużej, Louis odsunął się i Harry zauważył, że dyrektor także wszedł na scenę. Cudownie.

Wziął mikrofon z ręki Harry’ego.

- Dziękuję bardzo za to wystąpienie – powiedział. – I to był koniec dzisiejszego show. Mam nadzieję, że się wam podobało.

Louis chwycił nadgarstek Harry’ego i szybko pociągnął go ze sceny, gdzieś za kulisy. Kiedy się zatrzymali, Louis posłał mu zaniepokojone spojrzenie.

- Przygotuj się. To będzie szaleństwo – powiedział.

Harry zmarszczył brwi.

- Um, co masz na my… – zaczął, ale przerwały mu otwierające się drzwi i cztery dziewczyny, które ledwo rozpoznawał, weszły, wrzeszcząc z podnieceniem, jakby po raz pierwszy widziały Świętego Mikołaja.

- Oh, chłopie – szepnął Louis, a jego oczy się rozszerzyły.

- Cześć!

- Hej!

- O mój Boże!

- Jezu!

Louis uśmiechnął się niepewnie.

- Hej!

Harry odsunął się nieznacznie, dając im trochę miejsca. Miejsca, którego nieszczególnie chciał dać, ponieważ chciał być tak blisko Louisa, jak to tylko możliwe. Ale sytuacja nie dała mu wielkiego wyboru.

Louis rozpoczął podpisywanie jakichś rzeczy, zeszytów i takich tam, ale wciąż patrzył na Harry’ego, jakby chciał się upewnić, że on wciąż tam jest. Harry nidy nie przesunął się choć troszeczkę.

- Um, przepraszam – powiedział Louis, odsuwając się od dziewczyn w stronę Harry’ego. Kiedy stali naprzeciw siebie, Louis szepnął – Hej, znasz jakiś sposób, by się stąd wydostać? Bez ściągania na nas zbyt wielkiej uwagi?

Harry uśmiechnął się na użycie słowa „nas” i powiedział:

- Tak, chodź za mną.

Louis pomachał na pożegnanie dziewczynom, zanim on i Harry przeszli przez drzwi awaryjne, które prowadziły prosto z budynku do pustej pracowni. Przynajmniej tak się przez chwilę wydawało, aż kolejne drzwi się nie otworzyły i wyszedł z nich Nick, Perrie, Danielle i Josh. Harry przeklął.

- Harry! – krzyknął Nick i zaczął biec w ich kierunku. – Poczekaj.

Harry spojrzał na Louisa z rozdrażnieniem.

- Przysięgam, że ich nie znam! – wypalił.

Louis uniósł brew, nieprzekonany. Cała czwórka zatrzymała się przed nimi. Nick i Perrie wpatrywali się w Louisa, zszokowani, a Danielle podskakiwała z podniecenia. Josh był jedynym, który pozostawał spokojny.

- Hej! – powiedział Nick i wyciągnął rękę do Louisa. – Jestem Nick. Jestem wielkim fanem.

- Oh. Więc ty jesteś Nick? – spytał Louis, potrząsając jego dłonią.

Harry chciał się uderzyć.

- Tak, to właśnie powiedziałem – powiedział Nick, uśmiechając się. – Słuchaj, jestem gospodarzem we własnej audycji radiowej i zastanawiałem się, czy może będziesz zainteresowany…

- Nie – pprzerwał mu Louis.

- Um, nie? – Nick wydawał się być zaskoczony.

- Nie – powtórzył Louis.

Nick patrzył na niego, zszokowany, ale uwaga Louisa została przerwana przez Perrie, obejmującą go.

- Kocham cię tak bardzo, Louis – powiedziała. – Jesteś moim ulubionym.

Harry prychnął.

- Zamknij się, Perrie, twoim ulubieńcem jest Niall.

Louis spojrzał na niego, uśmiechając się z zadowoleniem.

- Skąd możesz to wiedzieć, skoro ich nie znasz?

- Uh. – Harry patrzył między Perrie a Louisem. – Bo chodzi cały czas w koszulne „Kocham Nialla”. Jak, ciągle.

- Tak, tak jakby – powiedziała Perrie i odsunęła się od Louisa, ale jej lewe ramię wciąż pozostało na jego ramieniu, ku przerażeniu Harry’ego.

- No cóż, miło cię poznać, Perrie – powiedział Louis, obejmując ramieniem jej talię.

- Jestem Danielle! – Danielle wykrzyknęła z nikąd, wysokim głosem.

- Ach – powiedział Louis. – Ciebie też miło poznać, Danielle.

- A ja jestem Hosh! – wykrzyknął Josh, naśladując głos Danielle.

Harry przewrócił oczami. On naprawdę miał najgorszych, najbardziej żenujących przyjaciół wszechczasów. Jednak, zamiast atakować Louisa, Josh rzucił się na Harry’ego i zaczął potrząsać jego ramieniem.

- Jestem twoim największym fanem w historii, Harry! Wyjdź za mnie! Chcę mieć z tobą dzieci z kręconymi włosami!

Harry prychnął i odepchnął Josha.

- Odwal się, Josh.

- Ale ja cię kocham. – Josh zaczął udawać, że płacze.

Harry westchnął, rozdrażniony, i spojrzał na Louisa, który obserwował ich rozmowę z skonsternowanym wyrazem twarzy.

- Tak, cóż, to nie jedt odwzajemnione, więc.

Josh sapnął w obrazie.

- Ugh, tak bardzo cię nienawidzę. – Podszedł do Nicka i objął go. – Widzisz? Już cię zastąpiłem.

- Mogę z tym żyć – powiedział Harry, patrząc na nich. – Tworzycie uroczą parę.

- Dziękuję – powiedział Josh. – Też tak myślę.

- W każdym razie – przerwał im Louis, zdejmując rękę z talii Perrie – tak bardzo, jak urocze to było, ja i Harry musimy teraz wyjść.

Ciało Harry’ego się rozgrzało. Ja i Harry. Ja i Harry musimy iść.

- Jak do cholery wasza dwójka w ogóle się zna? – Nick, nie tak bardzo wymownie, zapytał.

Harry i Louis wymienili spojrzenia.

- Jesteśmy, eh, zapoznani – powiedział w końcu Louis, nie do końca odpowiadając na pytanie.

- I nigdy nie pomyślałeś, by nam powiedzieć? – spytał Nick, patrząc na Harry’ego, który w odpowiedzi tylko wzruszył ramionami. Ponieważ, cóż, nie?

- Nic nam nie powiedział. – Josh powiedział do Louisa. Harry naprawdę chciał, by przestał już mówić. – Był ostatnio humorzastą ciotą, siedząc sam i w ogóle, i nawet nam nie powiedział dlaczego. Prawdopodobnie myślał, że nie zauważyliśmy.

Louis przestał się uśmiechać.

- Och.

- Może tobie uda się to z niego wyciągnąć.

Louis spojrzał na Harry’ego i po raz pierwszy od czasu, gdy wrócił, wyglądał na prawdziwie smutnego.

- Mam taką nadzieję.

Harry miał dość tej rozmowy.

- Cóż, um, jak Louis powiedział, to było urocze – powiedział i ruszył do przodu, chwytając Louisa za ramię, biorąc go ze sobą. – Ale musimy już iść. Żegnajcie, nieznajomi.

- Pa! – zawołał Louis, gdy odchodzili.

Pokonali tylko kilka metrów, kiedy Harry usłyszał, jak jego przyjaciele krzyczą za ich plecami.

- Rozważ moją ofertę! – krzyknął Nick.

- Kocham cię, Louis! – krzyknęła Danielle.

- Powiedz Niallowi, że powinniśmy wziąć ślub! – krzyknęła Perrie.

- Wyjdź za mnie, Harry! – krzyknął Josh. – Przysięgam, że to z Nickiem to był tylko romans! Będę wierny na zawsze!

Harry przewrócił oczami.

- Przysięgam, nie znam ich. Przeklęci stalkerzy.

- Stalkerzy, co? – powtórzył Louis, chichocząc. – Jestem pewien.

Harry otworzył usta, by coś powiedzieć, ale skończył wzruszając jedynie ramionami, ponieważ jego mózg nie funkcjonował tak, jak powinien. To było jak jeden z tych moemtów, kiedy tak bardzo potrzebujesz, by twój mózg działał, a to w ogóle nie wychodzi. Jak kiedy podchodzisz do test, który chcesz zdać, ale na pierwsze pytanie jesteś jak „uh, co” i nie możesz wymyślić jednej rzeczy do powiedzenia. Ale to było gorsze, ponieważ to był Louis, nie jakiś głupi test. To był test jego życia.

Chodziło o to, że to było takie absurdalne. Jak, absurdalne tego nawet nie pokrywało. To było jak sen, ale taki dziwny sen, kiedy się budzisz, jesteś jak „co, do cholery”, a potem mówisz przyjaciołom, jak bardzo absurdalne to było. A potem dodajesz do tego jakiś absurd.

Ponieważ nie było możliwości, by Louis rzeczywiście tu był i szedł obok niego. Nie było możliwości, że właśnie występował przed szkołą Harry’ego. Nie było możliwości, żeby przekonał Harry’ego, by wystąpił przed swoją szkołą. Nie było możliwości, by poznał jego przyjaciół. I nie było możliwości, by Louis rzeczywiście tu był i szedł obok niego.

Harry spojrzał w prawo, ale on wciąż tu był. Jego twarz wydawała się być nieco pozbawiona zwyczajnej beztroski i zadowolonego wyglądu, który zawsze miał. Pojawiła się za to skupiona linia pomiedzy brwiami i patrzył w dół, pod nogi.

Harry poczuł niepokój. Jasne, Louis był tutaj, ale dlaczego? Najwyraźniej usłyszał go w radio – ale co to znaczyło? Harry nic nie wiedział.

- Więc, uh – zaczął, patrząc niepewnie na Louisa – co, mam na myśli, co chcesz teraz robić?

Louis spojrzał na Harry’ego.

- Myślałem że moglibyśmy po prostu porozmawiać przez chwilę.

- Tak, oczywiście – powiedział Harry. Rozejrzał się dookoła. – Um, jest tutaj park. Moglibyśmy gdzieś usiąść. Zazwyczaj nikogo tam nie ma, więc nie powinniśmy wpaść w zasadzkę czy coś.

- Brzmi świetnie – odpowiedział Louis.

Szli w ciszy do parku, w którym Harry spędził wiele z dziecięcych wspomnień. Wskazał na miejsce, osłonięte przez drzewa i krzewy, gdzie usiedli. Harry zauważył, że Louis rozgląda się wokół nich, ale byli jedynymi ludźmi.

- Jesteśmy – powiedział Louis, nieco niezręcznie.

- Uh, tak – odpowiedział Harry, prawdopodobnie brzmiąc jeszcze bardziej niezręcznie.

Spojrzeli na siebie niepewnie. Cisza się rozciągała.

- Więc, szkoła, do której uczęszczasz jest fajna. – Louis powiedział w końcu, patrząc na ziemię. Zaczął zbierać trawę prawą dłonią. Harry zastanawiał się, czy był zdenerwowany. Prawdopodobnie nie, ponieważ dlaczego miałby być?

- Myślisz? – odparł Harry, unosząc brew.

Louis wzruszył ramionami.

- Eh. Mam na myśli, jak na standarty szkoły, tak sądzę. – Spojrzał na Harry’ego nieśmiało. – Chociaż nie bije Hogwartu.

- Nadal czekam na mój list o przyjęciu, jeśli mam być szczery.

Louis zaśmiał się cicho, ale uśmiech nie dosięgnął jego oczu.

- Mam to samo.

Harry skinął głową.

Znów zapadła cisza i dla Harry’ego było to uciążliwe. Jako dla osoby, która zazwyczaj łatwo nawiązywał rozmowy. Był z natury otwartą osobą i nigdy nie miał problemów z brakiem komfortu przy innych ludziach.

A nawet przy Louisie. Dotarli do tego w momencie, gdy spojrzeli sobie w oczy. Ale teraz, Harry czuł dyskomfort w całym swoim ciele.

Myśli Harry’ego wróciły do ich ostatniej wspólnej nocy. Koncert i ostatnie słowa Louisa. To nie będzie tego warte i to nie tak, że rzeczywiście myślałeś, że to wyjdzie, prawda? Słowa, które powtarzały się w jego głowie przez ostatni miesiąc, ponieważ tak. Tak, myślałem że to wyjdzie i ta, myślałem, że będzie warto. Ty byłbyś tego wart.

Jego brzuch bolał, ale musiał zapytać.

- Dlaczego tu jesteś? – Jego głos był cichy, ledwo słyszalny.

Czuł się niekomfortowo, mówiąc to na głos, bojąc się tego, jaka może być odpowiedź. Może zapomniał czegoś z Londynu i Louis przyjechał to oddać, i zdecydował się to zrobić tak dramatycznie, jak to możliwe. Harry nie chciał mieć nadziei.

- Ja, um – powiedział Louis, niezdecydowany. – Po prostu potrzebowałem z tobą porozmawiać.

- Okej. O czym?

Louis roześmiał się z zażenowaniem i ponownie zaczął wyrywać trawę.

- To głupio zabrzmi.

- Nie, Lou – powiedział Harry, marszcząc brwi. – To nie zabrzmi głupio. Wcale.

- Tak, zabrzmi.

- Proszę, przestań – poprosił Harry, trochę zniecierpliwiony w tym momencie. – Po prostu mi powiedz.

Louis spojrzał w górę, a jego niebieskie oczy spotkały się z oczami Harry’ego. Wyglądali smutno. Louis przełknął ślinę.

- Czy kiedykolwiek czułeś się tak głupio, że po prostu chciałeś przywalić sobie wielokrotnie w twarz? A potem rzucić się z mostu? A potem uderzyć się ponownie?

- Coś w tym stylu - powiedział Harry, wciąż marszcząc brwi.

- Okej, więc, ponieważ to właśnie ja, mam na myśli… – Louis przerwał sobie i spojrzał na Harry’ego z wahaniem. – Haz, mogę cię o coś spytać?

- O wszystko.

- Po koncercie, wiesz…

- Tak?

Louis spojrzał na niego ostrożnie.

- Zraniłem cię? Mam na myśli, kiedy powiedziałem te rzeczy, które powiedziałem – zraniłem cię?

Oczywiście, że tak. Harry nie widział sensu kłamać.

- Tak. Tak, zraniłeś mnie. Całkiem mocno. Mam na myśli, po prostu zdenerwowałeś mnie, zawodząc mnie całkowicie i w ogóle nie wydawałeś się być tym przejęty.

Louis spojrzał na niego niedowierzająco.

- Tak, to jest to, co ja, um. – Położył dłonie na kolanach. – To nigdy nie było moją intencją.

- Wiem. – Harry wiedział.

To tak samo, jak on nigdy nie chciał zranić Perrie, w ten sam sposób Louis nie chciał zranić jego. Nieunikniony bół był po prostu naturalną częścią życia i Harry to wiedział.

- To dlatego tu jesteś? By przeprosić?

- Tak sądzę. – Głos Louisa był słaby i odległy.

Harry nie mógł nic poradzić na uczucie rozczarowania. Nie oczekiwał epickiej mowy o miłości, wiedział, by powstrzymać swoje nadzieje, ale wciąż musiał mrugać oczami, by były suche.

- Okej, cóż. Nie musisz tego robić. Poważnie, mam się dobrze. Mam siędobrze. Nie musisz czuć się źle.

- Nie, powinienem. – Kłócił się Louis. – Naprawdę powinienem i to zrobię. Ale, myślę, że chcę to także wyjaśnić? Jak, dlaczego zachowałem się tak, jak to zrobiłem?

- Dobrze – wycedził Harry.

Był prawie pewien dlaczego Louis powiedział to, co powiedział, ale jeśli da mu to jakiś rodzaj zamknięcia sprawy, kim był Harry, żeby mu odmówić?

- Strzelaj.

Louis wziął głęboki oddech.

- Cóż, po pierwsze, to głupia wymówka, ale po koncercie, myślę, że byłem wypełniony adrenaliną i podekscytowaniem, że w ogóle nie myślałem. Byłem gotowy na imprezowanie, szczerze mówiąc.

Harry pomyślał o tym, jak spędził całą noc na zimnym dworcu kolejowym.

- Okej.

- I, um. – Louis spojrzał na Harry’ego przez moment, zanim wypalił: - Kurwa, Harry, wyglądasz tak smutno.

Harry zarumienił się i spuścił wzrok, nieswój.

- Mam się dobrze. Proszę, kontynuuj.

Louis zakrył twarz dłońmi i jęknął.

- Czuję się okropnie.

- Nie, po prostu, nie. – Harry trącił go nogą. – Po prostu kontynuuj.

Louis wziął kolejny głęboki wdech.

- Myślę, tak jakby, jeśli mam to porządnie wyjaśnić, muszę cofnąć się nieco w czasie.

- W porządku.

Louis znów roześmiał się z zakłopotaniem.

- To będzie brzmieć głupio.

- Przesta tak mówić. Niebędzie.

- Chodzi o to, co powiedziałem ci już kiedyś. Tuż przed tym, jak zrobiliśmy tatuaże, powiedziałem ci jak uwięziony czułem się w mojej branży. Jakk nie do zniesienia jest to, że twoja wolność jest ograniczana i posiadanie najbardziej istotnych elementów, jeśli samemu jest się tłumionym, tylko po to, by być jakiś produktem ku uciesze innych ludzi.

- Tak. Pamiętam. – Harry zamrugał.

- Co jest zabawne, ponieważ jesteś jedyną osobą, której to powiedziałem.

- Okej. – Harry nie wiedział, co jest w tym śmiesznego.

- I, uh. – Louis skrzywił się. – Mam takie wrażenie od czasów X-Factora. Nawet zanim staliśmy się tacy wielcy. Jak, zawsze miałem to nieprzyjemne, niespokojne uczucie ciążące na moich wnętrznościach. I czasami po prostu czułem się taki samotny, że nie potrafiłem oddychać. Myślę, że zawsze chciałem kogoś, kto byłby obok, co było raczej trudne, kiedy robisz to, co robię. I myślę, że zawsze odpychałem ludzi przez instynkt, ponieważ zawsze wiedziałem, że to i tak by nie wyszło.

Harry skinął głową, zachęcając Louisa, by kontynuował.

- I myślę, że po prostu nie chciałem odkładać swoim problemów na ciebie. Nie chciałem, byś dostał moje problemy. I nie sądzę, by to było warte tego, by przeciągać cię w moim gównie, tylko dlatego, że chciałbyś się ze mną spotykać.

Harry’emu brakowało tchu.

- Och.

- I myślałem, że to zrozumiesz, skoro już tak jakby ci o tym mówiłem. To było mniej więcej podane. Ale może nie zrozumiałeś.

- Nie. – Harry potrząsnął głową. – Nie zrozumiałem.

- Jednak, nadal czuję się w ten sposób. Wciąż nie chcę targać się w to wszsytko. Nie chcę, byś musiał ukrywać swoje uczucia i zawsze musiał spoglądać przez swoje ramię. – Louis westchnłą, patrząc na niego z wahaniem. – Chcę, byś mógł mieć otwarty związek, Harry. I dlaczego czuję się niesamowicie samolubnie z tym, co mam ci do powiedzenia.

Powietrze było gęste.

- To znaczy? – zapytał Harry, po rozdzierając ciszy.

- Myślę, że zorientowałem się, dlaczego byłem taki zagubiony.

- I?

- Jak, podczas X-Factora, naszej pierwszej i naszej ostatniej trasy. A to było tak obecne w ostatnim miesiący, że było boleśnie oczywiste.

Chłodne powietrze wytworzyło gęsią skórkę na skórze Harry’ego, a on robił głębokie wdechy, starając się utrzymać się, przygotować do tego, co może nadejść. Louis spojrzał na niego uważnie, jakby szukał odpowiedzi na niezadane pytanie. Harry odwzajemnił spojrzenie, jego ciało było zimne. Słońce sprawiało, że skóra Louisa świeciła. Co było zabawne, ponieważ niebo było zachmurzone.

Harry wpatrywał się w Louisa. Louis wpatrywał się w Harry’ego.

W końcu Louis się odezwał.

- Myślę, że jesteś elementem układanki, którego zawsze brakowało.

Usta Harry’ego były otwarte, ale on milczał.

Louis przerwał kontakt wzrokowy i spojrzał w dół, mrugając. Przypływ sympati przesunął się po ciele Harry’ego. Nie mógł się powstrzymać, wyciągnął prawą rekę, by dotknąc twarzy Louisa, pochylając jego głowę, by spotkać jego oczy. Żaden z nich nic nie powiedział; a jednak milczenie nie było uciążliwe, ale pozostawiało komfortowe uczucie w głębi wnętrzności Harry’ego.

- Nie nienawidzisz mnie? – spytał Louis z ostrożnym uśmiechem i smutnymi oczami.

- Nie potrafiłbym, Lou – szepnął Harry.

Jego dłoń przesunęła się z brody Louisa na gardło, a potem na obojczyki. Harry chciał po prostu go dotykać.

Oczy Louisa nigdy nie opuściły twarzy Harry’ego, ale przysunął się bliżej, więc byli teraz tylko centymetry od siebie. Położył obie dłonie na biodrach Harry’ego, a jego oczy niosły pytanie.

Harry zerknął za jego ramię, by upewnić się, że wciąż są sami, zanim odpowiedział na niezadane pytanie Louisa i zamknął przestrzeń między ich ustami, delikatnie przyciskając swoje wargi do tych Louisa, chcąc przekazać każde najdrobniejsze uczucie, które płonęło wewnątrz jego skóry w tym momencie.

Usta Louisa były tak delikatne, odwzajemniając jego pocaunek, otwierając się, by dać Harry’emu dostęp. Umysł Harry’ego wrócił do ostatniej wspólnej nocy. To nie będzie tego warte. Louis mówił o sobie. Harry odsunął się.

- To będzie tego warte. – Ręka Harry’ego ponownie dotknęła jego brody. – Jesteś wart wszystkiego, Lou.

- Gdzie byłeś całe moje życie? – Louis zamrugał.

- Właśnie tu. – Harry wskazał na park, gdzie siedzieli. – Dosłownie tutaj. Całe moje życie.

Louis uśmiechnął się ponuro.

- Wiesz w co się pakujesz?

- Nie – przyznał Harry. – Nie mam pojęcia.

- Niewiedza jest błogosławieństwem. – Louis zmarszczył nos.

- Ale cokolwiek to jest, jakkolwiek popieprzone to będzie, będzie warto. Przynajmniej warto spróbować.

Louis uśmiechnął się i uśmiech w końcu dosięgnłą jego oczu, które się zmarszczyły. Serce Harry’ego przyspieszyło na ten widok.

- Tak sądzę.

- To cholernie jasne. – Harry pochylił się i szepnął mu do ucha. – Poza tym, jeśli prywatność jest tym, czego chcesz, mam całkowicie prywatną sypialnię, która nie jest zbyt daleko stąd. Z doskonale prywatnym łóżkiem.

Śmiejąc się, Louis go popchnął.

- Bezczelny drań.

- Co? – zawołał Harry ze śmiechem. – Po prostu pomyślałem, że jeśli zamierzamy utrzymać sekret o tej sprawie z związkiem, może publiczny seks nie jest sposobem na to, by to rozpocząć.

- Wow, ależ jesteś rozważny. – Louis przewrócił oczami.

- Tylko dla ciebie, kochanie. – Harry uśmiechnął się szeroko. – Moja mama może być w domu, więc możesz na nią wpaść.

- Nie mogę doczekać się tego przedstawienia. – Louis zmienił ton głosu. – „Cześć, tu Louis, znany członek One Direction. Znamy się tydzień, ale zdecydowaliśmy się dać temu szansę, nawet jeśli to prawdopodobnie da nam obojgu dużo mentalnej niestabilności i stresu”.

Harry zmarszczył brwi.

- Brzmi to torchę dziwnie, kiedy tak to przedstawiasz. – Potem wzruszył ramionami. – Chociaż, nieważne. Ona jest otwarta.

Louis spojrzał na niego.

- Reszta świata nie będzie.

Dzielili długie spojrzenie, zanim Harry w końcu wzruszył ramionami.

- No cóż, zmiana społeczna pochodzi od pasji osób fizycznych.

- Margaret Mead, prawda?

- Tak.

Louis milczał przez chwilę, zanim powiedział:

- Myślę, że powinniśmy iść do twojego domu. Naprawdę chcę usłyszeć resztę twoich piosenek. Słyszem cię w radio i byłeś niesamowity. To druga rzecz, którą chciałem ci powiedzieć, kiedy tu przybyłem. Miałem ciarki na całym ciele.

Po ciele Harry’ego rozlało się uczucie ciepła.

- Dziękuję. I, tak, chodźmy.

Wstali. Louis szturchnął Harry’ego łokciem.

- Nie myśl, że zapomniałem o naszej współpracy.

Harry roześmiał się i szli w kierunku jego domu.

- Oczywiście nie. Zamierzam w pełni z tego skorzystać.

- One Direction z Harrym Stylesem.

- Harry Styles z One Direction – uśmiechnął się.

- Louis i Harry. – Louis uśmiechnął się.

- Harry i Louis.

Louis nadal się uśmiechał, jego twarz praktycznie świeciła.

- Jeśli chcesz, mogę dać ci numer do kilku ludzi. Jeśli chcesz podpisać umowę.

Harry zatrzymał się. Oczywiście, że tego chciał.

- Możesz to zrobić? Mam na myśli, nie chcę cię wykorzystywać czy coś.

- Nie, to żaden problem. – Louis machnął lekceważąco dłonią. – A jeśli przyjdzie najgorsze, będe po prostu mógl wspomnieć o tobie w wywiadze czy coś.

Harry przyciągnął go do ciasnego uścisku.

- Jesteś najlepszy.

Louis poklepał go po plecach.

- Jestem tego świadomy.

Odsuwając się, Harry przewrócił oczami.

- Dupek.

Telefon Louisa zaczął dzwonić. Wyjął go z kieszeni i spojrzał na ID dzwoniącego, uśmiechając się.

- To Niall – powiedział, zadowolony. – Powinienem skłamać i powiedzieć, że jestem w Nowym Jorku lub Sydney?

Harry zastanowił się.

- Tokio.

- Tokio to jest to. – Louis odebrał telefon. – Konichiwa!

Kiedy Louis odszedł, mamrotając coś o zachciankach Hello Kity, Harry wyjął swój włąsny telefon. Otworzył Tumblra i napisał posta.
Mam go.

mine #happy #hes an idiot though #dont know why I bother #kidding hes the best im so lucky #and hes extremely attractive I must say #im thinking about dropping out of school and pursuing a music career #mum says I can do anything #maybe I can #maybe I will

Harry uderzył w “Publikuj”, gdy usłyszał, jak Louis go woła.

- Hej, Haz!

Harry schował swój telefon i podszedł do Louisa, czekającego na niego.

- Tak?

- Po prostu, gdyby Nial się zastanawiał, powiedz mu, że pojechaliśmy na spontaniczną wycieczkę do Japonii, bo masz dziwny fetysz na temat Hello Kitty i chciałeś mieć odpowiednie uszy.

Harry parsknłą śmiechem.

- On nigdy w to nie uwierzy.

- Warto spróbować.

Harry prychnął.

- Tak, warto spróbować, kiedy to nie ty jesteś tym, który musi kłamać o żenującym fetyszu uszu.

- Cóż, by być uczciwym, to trochę niepokojące, wiedzieć, że tój najlepszy przyjaciel może sobie wyobrażać ciebie z kocimi uszami.

Na to, Harry nagle wyobraził sobie Louisa na kolanach przed nim, patrzącego do góry z niewinnymi oczami, spod swoich długich rzęs, mającego kocie uszy wystające z pomiędzy brązowych włosów. Harry miał przerąbane.

- Um, teraz, kiedy o tym myślę, być może powinniśmy udać się na spontaniczną podróż do Japoni. – Harry uśmiechnął się, poruszając sugestywnie brwiami.

- Może innym razem. – Louis sięroześmiał. – Ale teraz…

- Tak?

Louis uśmiechnął się, a Harry musiał się powstrzymać, by nie zcałować tego zadowolonego wyglądu z jego twarzy. Wiedział, że to była rzecz, której nie mógł tutaj zrobić, nie na ulicy. Ale to było w porządku. Ponieważ mógł całować każdy centymetr jego ciała, kiedy dotrą do domu. A także, ponieważ Louis jest to wart.

Oni są tego warci.

Louis podszedł bliżej i przesunął dłonią wzdłuż ramienia Harry’ego, patrząc na niego z błyszczącymi oczami.

- Zabierz mnie do domu.




Od autorki: Hej! Chciałam tylko podziękować każdemu za czytanie, ponieważ szczerze doceniam każdego z was bardzo mocno. To opowiadanie zabrało dużo czasu i energii, i nie zrobiłabym tego bez waszego niesamowitego wsparcia, więc, raz jeszcze, dziękuję!
Całusy i uściski dla Ciebie, jeśli to czytasz, jesteś wspaniały.♡



Od tłumaczki: Poważnie. Kiedy zobaczyłam, że Vicky dodała rozdział, moja reakcja była mniej więcej taka: „Coooo?! Już?! Przeciez tyle co skończyłam tłumaczyć poprzedni rozdział! Chyba sobie ze mnie jaja robisz!”. Ale przeczytałam i dobrnęłam do końca, gdzie pojawiła się powyższa notka od niej i po prostu… No nie wierzę. Po prostu nie mogłam w to uwierzyć, że to już koniec, dlatego postanowiłam olać wszystko i przetłumaczyć ten rozdział dla Was, ponieważ w pełni zasłużyliście na to, by dowiedzieć się, jak kończy się ta historia. Wasze wsparcie, Wasze komentarze… To było niesamowite. To jest niesamowite. Nie wiem czym sobie na to wszystko zasłużyłam – czym zasłużyłam sobie na Was – ale bardzo Wam dziękuję.



I tak kończy się One Way Or Another I’m Gonna Getcha. Będziemy tęsknić!xx (A przynajmniej ja będę!)


18

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz