Niedziela 8
Harry zaczął iść w kierunku drzwi, jednak zatrzymał się zaraz przed tym jak już miał wychodzić z pokoju i odwrócił się w kierunku Louisa patrząc na niego z niepewnym wyrazem twarzy.
Louis myślał, że jego serce eksploduje w tamtym momencie.
Jego prawa ręka zaciśnięta w pięść przecierała oko, a druga wyciągnięta była w jego kierunku. Palce zginały się w powietrzu jakby chciał nimi pochwycić Louisa.
Chłopak z rozmierzwionymi włosami myślał, że rozpłacze się albo zrobi coś równie emocjonalnego. Nigdy nie sądził, że zobaczy coś równie słodkiego w swoim życiu, ponieważ, kurwa, nie dało się porównać do tego chłopaka i do tego jak wyglądał w tamtym momencie, nikogo. Jego kraciasta piżama i wszystkie rzeczy, które robił były wykonywane w taki sposób, że chłopak przypominał mu małe dziecko, które stara się zwrócić uwagę swojej matki. To było definicją uroku osobistego.
-Chcesz żebym poszedł z tobą?- Louis wyjąkał.
Harry pokiwał bardzo wyraźnie (oczywiście, że był zmęczony, ale energia, jaką włożył w ten gest była wręcz zadziwiająca) potem oderwał rękę od swojego oka i zamrugał kilkakrotnie.
- W porządku.- Louis starał się opanować jakoś swoje emocje. Wiedział, że raczej nic się nie stanie jednak i tak sypialnia był dość prywatnym miejscem i to, że Harry pozwolił mu tam wejść, to było coś. Pokazywało to na pewno, że chłopak czuje się z nim dobrze i komfortowo. Louis poczuł, że oblewa go fala dumy i niesamowitego szczęści, kiedy wstawał z kanapy i maszerował w kierunku chłopaka.
Harry poprowadził Louisa przez korytarz, przeciskając się obok jego mamy, która wciąż siedziała na schodach. Kiedy Anne zobaczyła spokojny wyraz twarzy swojego syna i brak zmartwienia na Louisa, na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, który był delikatnie zamglony przez zmęczenie.
Louis zatrzymał się w momencie, kiedy przechodzili obok Anne. Jej uśmiech zamienił się na ciekawość, kiedy Harry zatrzymał się, aby poczekać na Louisa w połowie drogi na schodach. – Emm Harry zapytał czy mogę iść do jego… sypialni z nim. –Louis masował tył swojej głowy w momencie, kiedy to mówił. – W porządku?
Chłopak usłyszał zdramatyzowane westchnienie Harrego jednak zignorował go skupiając się na Anne, której oczy rozszerzyły się w lekkim zdziwieniu.
- On to zrobił?
- Tak… Mam na myśli, że jeżeli nie chcesz to ja to zrozumiem, ale nie zamierzam niczego tam robić- z nim.
- Nie oczywiście, że nie mam niczego przeciwko, jestem w szoku po prostu.- Anne powiedziała nie ukrywając swojego uśmiechu.
-Tak, tak wiem…- Louis wymruczał.
Od strony schodów Louisa usłyszał dźwięk, który roztrzęsione skomlenie. Popatrzył na Harrego, który stał tam, jego górne zęby przygryzały golną wargę o między jego oczami pojawiła się maleńka zmarszczka. Nie dało się ukryć, że Harry bardzo się niecierpliwił i chciał, aby Louis się pospieszył.
- Już idę, idę. Boże bardzo nalegasz. – Louis zachichotał, w momencie, kiedy prześlizgał się obok Anne, która szybko wstała na równe nogi by wyszeptać do ucha Louisa. –W momencie, kiedy się uśpi przyjdź do kuchni żeby ze mną porozmawiać, okej?
Louis pokiwał głową, po czym zaczął podążać za Harrym po schodach do jego pokoju. Pomieszczenie, które należało do młodszego chłopaka było typowym pokojem nastolatka; z wyjątkiem braku w połowie rozebranych kobiet na ścianach i bałaganu na podłodze, którego tutaj nie dało się zauważyć (no nie był jednak do końca typowy). Był dość zwykły i nie można było znaleźć w nim niczego ekstrawaganckiego. Jego łóżko usytuowane było w rogu pokoju pod oknem. Harry wdrapał się na niego natychmiastowo, sprawiając, że Louis zachichotał w momencie, kiedy chłopak położył swoją jakby pozbawioną życia twarz na poduszce.
- Skarbie połóż się wygodnie. –Louis zaczął mamusiować. Podszedł bliżej do łóżka, aby móc delikatnie przesunąć Harrego i okryć go lepiej jego kołdrą. Młodszy chłopak zachowywał się jakby był martwy w momencie, kiedy Louis podnosił go. W końcu umieścił Harrego wygodnie w jego łóżku. Kołdra była podciągnięta pod samą jego szyję, a końcówki jego palców wystawały nieznacznie poza materiał pościeli, aby przypadkiem się nie odkryć i nie pozwolić na to by wydostała się spod niej ani odrobina ciepłego powietrza. Jego oczy zamknęły się, aby mógł w końcu odpłynąć do krainy snów.
Louis odwrócił się, aby wyśliznąć się niezauważony, jednak nagle poczuł rękę na swojej nodze. Odwrócił się i zobaczył, że zielone oczy znowu stanęły mu na drodze i patrzyły na niego błagalnym wyrazem.
-Co się stało Harry?- Louis zapytał delikatnie, kucając na łóżku chłopaka.
Harry westchnął, wyciągając jedną ze swoich rąk spod ciepłego kokonu i klepiąc miejsce obok siebie na łóżku. Jego oczy były szerokie pełne głębokiej zieleni, która biła błagalną potrzebą.
-Chcesz żebym został?- Louis zapytał a jego głos stał się wysoki.
Harry pokiwał głową w odpowiedzi.
- W porządku- Louis wyszeptał zanim położył swój tyłek i ręce na materacu. Harry westchnął zanim zamknął oczy. Louis siedział tylko cierpliwie i patrzał jak chłopak odpływa, a jego oddechy robiły się coraz głębsze. Siedział głaskając Harrego kciukiem, w jakiś sposób łącząc się z nim i przypominając sobie o wszystkim, co się zdarzyło.
Kiedy był pewien, że Harry śpi, powoli podniósł się na własne nogi. Pochylił się nad łóżkiem, rękę wsunął w jego włosy – które swoją drogą były niesamowicie delikatne, jak gdyby pokryte jedwabiem- i zbliżył się do spokojnej twarzy chłopaka.
-Przepraszam, Haz. Naprawdę nie chciałem tego. Przysięgam. Zostałem po prostu złapany I byłem głupi, proszę wybacz mi. – Louis wyszeptał swoją małą spowiedź śpiącemu chłopakowi. Zanim wyprostował się, rozważał chwilę nad tym czy na prawdę złe byłoby to gdyby delikatnie pocałował chłopaka w czoło. Harry nigdy się nie dowie, a Louis wręcz nie mógł się powstrzymać. –Tak mi przykro.- Wymruczał, po czym wbił się nieznacznie swoimi ustami w jego brązowe loki, po czym obrócił się i zaczął kierować się do kuchni.
Anne podała Louisowi filiżankę herbaty i usiadła na krześle obok niego. Chłopak pozwolił na to, aby ciepła ciecz przeleciała przez jego przełyk, a na jego twarzy pojawił się spokój. Chwile siedzieli w odprężającej ciszy pijąc swoje napoje.
-Więc- Anne zaczęła.
Te słowo sprawiło, że Louis wydostał się ze swojego spokojnego nastroju i pozwolił znowu wydostać się swojej winie. – Ja nawet nie potrafię wyrazić jak bardzo mi przykro, Anne. Za wszystko. Po pierwsze za problemy z Harrym i za to, że sprawiłem, że aż tak bardzo się martwił. To sprawiło, że nie spał i teraz będzie niewyspany rano. I ty też będziesz, ponieważ musiałaś być cały czas z nim, a to wszystko przeze mnie. Ja powinienem być tutaj. I-
-Louis- Anne przerwała mu. –Przestań przepraszać, wszystko jest w porządku.
-Ja wiem ale-
-Nie ma żadnego, ale. Nie wiedziałeś, że Harry tak się zachowa, więc zachowywałeś się normalnie. Masz przecież własne życie, Louis, a przyjaźń z Harrym nie ma prawda go zmieniać.
- Ale Harry jest teraz częścią mojego życia…
-Nie Louis. Ja mówię o twoim poprzednim życiu. Życiu, jakie prowadziłeś przed poznaniem Harrego. Wszystko musi być tak jak przedtem, Harry nie jest twoim jedynym przyjacielem.
- Ja wiem, ale popatrz gdzie nas to zaprowadziło tym razem. Nie zamierzam przestać się z nimi spotykać albo widywać się, ponieważ są moimi przyjaciółmi i kocham ich, ale popatrz na niego teraz, Anne, popatrz na to, co narobiłem.
-Nie zrobiłeś niczego złego. Harry nie może wypominać ci tego, że są jeszcze inni ludzie, o których się martwisz. Dokładnie wie, że masz jeszcze jakieś życie oprócz niego. On tylko chciał wiedzieć czy wszystko z tobą w porządku. Następnym razem po prostu mu odpowiedz, nawet, jeżeli będzie to krótka wiadomość. Powiedz mu, co robisz, że jesteś zajęty i porozmawiasz z nim jak tylko będziesz mógł. Po prostu nie pozwalaj mu czekać.- Anne zaczęła.
Słowa kobiety sprawiły, że Louisowi delikatnie ulżyło. Przestał odczuwać już ciążącą na nim dotychczas winę i ogólnie poczuł, że może żyć swoim życiem resztą przyjaciół nawet z problemami Harrego. Prosta wiadomość mogła załatwić wszystko, a Louis wiedział, że poradzi sobie z tym.
-Bądź pewna, że tak zrobię. Nie popełnię tego błędu znowu. – Louis zaczął. – Ja tylko rozmyślałem nad tym czy- czy Harry zawsze był taki? Czy zawsze aż tak bardzo przejmował się ludźmi?
-Przez większość swojego życia, tak. Bardziej o ludzi, którzy są w podobnym do niego wieku. Zawsze niesamowicie martwi się o Gemmę. Znaczy Harry nie ma przyjaciół, więc nie ma wielu powodów do tego żeby się martwić, ale kiedy na przykład przyjeżdżają jego kuzyni i zostają u na przez jakiś czas a potem wyjadą, jest mu bardzo ciężko poradzić sobie z tym i przyjąć zmiany. Wydaje mi się, że to, dlatego że są w podobnym wieku do jego własnego a on sam chce żeby poczuli troskę drugiej osoby, jakiej sam potrzebuje. A jedyny sposób, w jaki może to pokazać to właśnie te swoje załamania.
-Myślisz, że ciężko mu z tym?
- To zależy od siły tego. To czasami jest frustrujące, że nie mogę nic zrobić w związku z tym. A tak bardzo chce mu pomóc. Kiedy przechodzi przez to zachowuje się jak dziecko. To jest tak jakby jego mózg został przeniesiony o jakieś dziesięć lat wstecz. Wiem, że wtedy odpowiednim byłoby, aby podejść do niego przytulić i pozwolić się odprężyć, ale to niesamowicie trudne, ponieważ on nie słucha.
- To bardzo dołujące.- Louis przerwał.
- Dokładnie. I również bardzo ciężkie. Kiedy wychodzi z tego swojego nastroju, nie zdaje sobie sprawy, że był taki okropny dla wszystkich dookoła, a mnie osobiście bardzo ciężko jest znowu przenieść się do rzeczywistości. Nie wie dokładnie, co mówił i co myślał. Staje się niesamowicie humorzasty, więc jeżeli zostaniesz na noc- zostaniesz prawda?- przekonasz się. A to tylko takie małe ostrzeżenie. Nie jest aż tak źle, ale to jest trochę jak chodzenie po skorupkach z jajek, do momentu aż znowu nie poczuje się lepiej.
Miał zostać? Nie wiedział. Nie chciał sprawiać wrażenia jakby za bardzo panoszył się w domu Anne. Bo co jeżeli on w ogóle nie chciał mu wybaczyć. Ale jeżeli tak było to musiał albo porozmawiać z Harrym i wyjaśnić sobie, że pomiędzy nimi nie ma już niczego lub spróbować z całych sił jeszcze pozyskać przebaczenie. Jednak z tego, co powiedziała Anne, Harry nie do końca nie pamiętał swoich myśli. One zostawały, jeżeli ich właściciel chciał tego, jednak Louis wiedział, że niegrzecznie żeby wręcz wymagał tego po tym wszystkim, co zrobił.
-Mogę?
-Oczywiście, Louis. Zawsze jesteś tutaj mile widziany. Wiem, jakie są studia, trzeba się męczyć żeby zdobyć pieniądze a w lodówka świeci pustkami, więc jeżeli tylko czegoś potrzebujesz to po prostu przycho-
Nagle można było usłyszeć jakiś hałas na piętrze. Był to odgłos mocnego stąpania po podłodze wyższej kondygnacji budynku. Anne i Louis popatrzeli na siebie z ciekawością i zmieszaniem. Uderzanie stało się coraz głośniejsze jak gdyby coś zbiegało po schodach i zaraz po tym drzwi do kuchni otworzyły się z impetem.
Harry wszedł do pomieszczenia cały roztrzęsiony, jego ciało popchnęło drzwi w momencie, kiedy wchodził do kuchni. Jego oczy były szerokie a włosy rozczochrane. Jedna z dłoni trzymała garść włosów w udręce. Ciężko dyszał. Jego oczy rozbiegane były po całym pokoju do momentu aż nie utkwiły na postaci Louisa.
W momencie, kiedy zobaczył starszego chłopaka jakby cały stres zniknął. Szybko podbiegł do niego i rzucił mu się na kolana w uldze. Oczy Louisa szeroko się otworzyły, kiedy Harry wtulił się w niego jakby już nigdy nie chciał go puścić. Palce wbiły się w jego ramiona chwytając cienki materiał jego bawełnianej koszulki. Policzek Harrego przyległ do jego własnego, a sam chłopak oddychał głęboko. Kurwa jego skóra była taka delikatna, że było to nawet niemożliwe i Jezusie jego oddech właśnie muska swoim ciepłem moją pieprzoną szyję, ja pierdole, chyba zaraz- tak, na całym dosłownie ciele Louisa pojawiły się ciarki. Po chwili starszy chłopak trochę się zrelaksował w tamtej pozycji.
-Wszystko w porządku skarbie? Louis zapytał delikatnie, podnosząc swoją rękę do głowy Harrego, aby uspokoić go, choć o odrobinę.
Harry pokiwał głową słabo, po czym podniósł głowę a ich twarze znalazły się w jednej linii. Jego oczy wbiły się gdzieś głęboko w czarne drzwi, które prowadziły do ogrodu, po czym rozluźnił troch swój uścisk by pokazać na nie palcem. Na jego twarzy malował się smutek- który swoją drogą dodawał mu uroku- w momencie kiedy starał się zakryć zmartwienie.
-Drzwi? – Louis zapytał zmieszany.
Hary pokiwał, przechylając głowę do boku starając się pokazać coś w stylu gestu opuszczenia pokoju.
-On… Myślałeś, że sobie poszedłem? – Louis powiedział zaraz po tym jak rozgryzł, dlaczego Harry ma panikę wyrysowaną na twarzy. Pokiwał zgadzają się.
-Nie chcesz- Nie chcesz żebym wychodził?
Harry potrząsł swoją głową z determinacją, jakby to była najbardziej oczywista rzecz w jego życiu.
-Chcesz żebym został? – Głos Louisa był wysoki. Był bardzo zdziwiony zachowaniem chłopaka. Tym jak bardzo chciał żeby został. Harry pokiwał z równą wcześniejszej determinacją. Na jego twarzy wymalował się szeroki uśmiech.
-W porządku- Louis wyszeptał tak cicho, że prawie sam tego nie usłyszał. To było tak jakby jego usta wykonały gest wypowiedzenia tych słów.
Harry szybko zeskoczył z kolan Louisa i stanął za nim wyciągając w jego kierunku swoją rękę. Louis zachichotał w momencie, kiedy chwycił te długie palce, aby wstać z miejsca. Dłoń Harrego była delikatna i gładka, żelaźnie chwyciła jego dłoń pomimo tego, że był od niego starszy. Louis lubił ciepło, którym obdarowywał go Harry. To było przyjemne.
Panika zaczynała powoli znikać a zastąpiona została przez zmęczenie. Stopy Harrego wręcz szurały po ziemi, kiedy prowadził Louisa na górę. Chłopak z rozmierzwionymi włosami usłyszał jak Anna grucha w momencie, kiedy kończyła swoją herbatę, a w momencie, kiedy Louis obrócił się i pokazał jej język dla żartów zobaczył, że jej twarz rozświetlona była aż miłością i zaufaniem. To sprawiło że przez serce przepłynęła mu fala rozkoszy. Jej akceptacja dla jej syna i jego przyjaźni sprawiała, że Louis czuł się niesamowicie.
Louis pozwolił Harremu pociągnąć się za sobą po schodach i do jego sypialni. Chłopak z lokami natychmiast wdrapał się na łóżko i wkopał się w pościel, wtulając się jej ciepło ponownie. Oczy, które na moment zamknął otwarły się szybko, kiedy Louis nie odstępował na krok łóżka Harrego. Jego czoło było zmarszczone i usta zaciśnięte w jedną linię jakby właśnie nad czymś intensywnie myślał.
Jego ręka chwyciła nadgarstek Louisa I pociągnęła go w swoim kierunku. Ten gest sprawił, że Louis potknął się, prawie przewracając się na łóżko i Harrego. Zanim chłopak mógł powiedzieć cokolwiek na akcję Harrego, chłopak poklepał miejsce na materacu obok siebie.
Louis popatrzył na niego ostrzegawczo. –Chcesz żebym się… położył? Z tobą?
Harry pokiwał z entuzjazmem, dobra, przynajmniej z tak wielkim entuzjazmem, jaki może stworzyć osoba, która właśnie szykuje się do spania.
-Jesteś pewien? Nie sądzę, że to dobry pomysł, Harry…- Tak bardzo jak chciał tego nie chciał nie chciał korzystać z tego, w jakim dziecięcym stanie był. Oczywiste, że nic nie miało prawa się zdarzyć, jednak i tak nadal było to coś bardzo intymnego.
Oczy Harrego połączyły się z jego a Louis, choć bardzo się starał nie potrafił się im przeciwstawić. Skończył tak, że szybko zaczął ściągać ze swoich stóp buty- w między czasie sprawdzając czy Harry, aby nie zmienił zdania. Ściągnął swoje obcisłe dżinsy i położył się obok zmęczonego chłopaka. Delikatnie wpełzł pod lekką kołdrę i położył się wygodnie. Nie chciał zbliżać się do Harrego za bardzo, ponieważ nie chciał, aby się wystraszył. To i tak był już duży krok.
Decyzję podjął za niego Harry w momencie, kiedy pochwycił w swoją dłoń Louisa oplótł sobie wokół pasa. Na samym początku chłopak z rozmierzwionymi włosami czuł jak jego ciało drętwieje w dziwny sposób, zszokowane tą akcją, po czym po momencie zrelaksował się w cieple ciała Harrego i przytulił go do siebie mocno. Młodszy chłopak wtulił się w jego ciało westchnął zabawnie. Usnął spokojnie wręcz natychmiast.
Popatrzył na spokojny wyraz twarzy Harrego, upijał się jego perfekcyjnym wyglądem i ciężarem jego głowy jakby już zawsze miała tam pozostać.
Louis znał to uczucie.
Motylki w swoim brzuchu, które pulsowały do jego serca, po czym rozchodziły się po całym ciele.
To działo się zawsze, kiedy zaczynał myśleć o chłopaku, ten niepochamowany i euforyczny podmuch emocji, który zaczynał płynąć w jego żyłach z każdym spojrzeniem na niego.
Louis lubił Harrego.
Bardziej niż przyjaciel powinien.
Ale zadziwiająco nie przejmował się tym.
Podobało mu się to.
I z tą myślą poszedł spać w nadzwyczajnym spokoju, wtulając młodszego chłopaka w swoje ramiona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz