Sobota 16
Louis nie był jakoś nadto ochoczo nastawiony na fakt, że idzie na zajęcia. Nie miał za wiele powodów, aby być podekscytowanym, jednak to nie zmieniało faktu, że w jego oczach widać było błysk, a radości były jakieś nadzwyczaj lekkie. Może to dlatego, że obudził się po ‘właściwej’ stronie łóżka. Nie wiedział. Nie miał powodów do bycia szczęśliwym, jednak wiedział, że jeżeli w tamtym momencie chciałby tryskać radością bez, problemu osiągnąłby ten stan.
Chociaż nie o to do końca chodziło. Przez te ostatnie dwa tygodnie czuł się- i zamierzał kontynuować do momentu, aż nie uprzątnie jakoś bałaganu jaki narobił- jakby wykonywał jakieś żmudne zadanie od momentu, kiedy się obudzi, aż do momentu kiedy zamknie swoje oczy wieczorem. A wszystko przez te kilka słów, które powiedział swoim przyjaciołom. Wiedział dokładnie, że te wszystkie ‘tortury’ były słuszne i że musi przez to wszystko przejść chcąc choć trochę spłacić to wszystko, co zrobił. Z tą myślą, starał się zrobić chociaż jedną rzecz poprawnie- w jego głowie zaś jedyną rzeczą jaką mógł zrobić poprawnie w tamtym momencie, to być załamanym. Dlatego właśnie zachowywał się jak nieszczęśliwy dupek, przynajmniej gdy był sam.
Pomijając fakt, że Louis nigdy nie był sam. Przynajmniej nie w szkole. Tam całkowicie pochłaniał go taniec. Kiedy tańczył nigdy nie czuł się jakby był sam, nawet jeżeli był środek nocy, a on właśnie włamał się do szkolnej sali baletowej, choć akurat to miejsce zawsze było porzucone. Zawsze był nie tylko ze swoimi myślami, ale również z tańcem. A to było już wystarczające, aby zachował swój rozsądek. Louis nigdy nie potrafił wytłumaczyć co znaczył dla niego taniec, jak czuł się tańcząc. Tego po prostu nie dało się wyjaśnić.
To nie było jakieś nadzwyczajne, że Louis aż tak bardzo ginął w tańcu. Wiele razy zdarzało się, że całkowicie oddawał się drążkowi i ścianie z lustrami. Zawsze, od kiedy tylko zaczął tańczyć – a to było jak miał około ośmiu lat?- wiedział że taniec jest jego wolnością. Już kiedy miał 4 lata i zdenerwował się na Christophera za to, że nakłamał do pani, że oszukuje na teście z prawidłowej wymowy, to właśnie on potrafił go uspokoić. Ludzie którzy go otaczali przywykli do tego i nie widzieli w tym niczego dziwnego i podejrzanego. Więc i tym razem nie reagowali na to dziwne.
Jednak w jakiś sposób dzisiejszy dzień był inny, a wszystko to co czuł ostatnio zamieniło się w kilka kropel potu, które spłynęły po jego szyi i zostały wchłonięte przez materiał podkoszulka. Może to dlatego, że ktoś zadzwonił do niego o 2 w nocy i powiedział, że ma dziś przyjechać do szkoły żeby zobaczyć się z Harley i Jordanem. Byli oni trochę podpici kiedy do niego dzwonili, ale z jakiegoś powodu Louis chciał im pomóc z krokami. Nie zdenerwował się nawet bardzo kiedy tak późno do niego zadzwonili, ponieważ sam nie mógł zasnąć, a ci dwaj mężczyźni byli jednymi z najmilszych chłopaków jakich spotkał, więc był bardzo pozytywnie nastawiony na spotkanie z nimi.
Lub był tak podekscytowany tym, że ma się spotkać ze swoim chłopakiem.
W porządku, może Louis rumienił się za każdym razem, kiedy mówił słowo ‘chłopak’ i śmiał się jak nastolatka za każdym razem, kiedy wracał do domu po wizycie z Harrym. Nigdy wcześniej tak bardzo nie ekscytował się posiadaniem ‘chłopaka’, a teraz za każdym razem kiedy go widział, czuł motylki w brzuchu. Choć Louis uważał, że to trochę dziwne, to przez te wszystkie sygnały jego ciało starało się jakby powiedzieć mu, że powinien znajdować się blisko Harry’ego i nie pozwolić mu odejść.
Nie mówił, że Harry jest ‘tym jedynym’ ponieważ , szczerze to Louis jeszcze nie kochał Harry’ego. Nie umawiali się jeszcze wystarczająco długo. Jednak to nie zmieniało faktu, że był dla niego kimś ważnym, a całe serce Louisa mówiło mu, żeby nie obawiał się tego.
Niestety jednak on musiał wszystko spieprzyć, a utrzymanie Harry’ego blisko siebie stanęło pod znakiem zapytania.
Jednak powracając do teraźniejszości, to na ustach Louisa wymalowany był uśmiech, kiedy przechodził przez recepcję. Pomachał Brendzie po czym udał się prosto do sali baletowej.
Pan Harbour na pewno zauważył zmianę jaka w nim zaszła, jednak wykorzystał to do tego, aby wycisnąć z Louisa tyle, ile się tylko dało. Sam Louis poczuł to po dzisiejszej sesji, kiedy ból jego nóg nie dawał mu spokoju, jednak nie przywiązał do tego większej uwagi. Wszystko o czym myślał, to aby jak najszybciej spotkać się z Harrym i usiąść obok niego przy pianinie.
Dlaczego aż tak bardzo był zachwycony myślą o spotkaniu chłopaka? Nie minęło przecież dużo czasu od momentu kiedy widzieli się po raz ostatni. Widzieli się zaledwie dwie noce temu. To było dziwne. Pisali ze sobą praktycznie non stop, a przestawali dopiero wtedy, kiedy musieli. Podsumowując, jednak było jeszcze wiele rzeczy których musieli się o sobie dowiedzieć.
Louis jedyne o co prosił, to aby to wszystko co zrobił, nie powstrzymało tego wspaniałego procesu dowiadywania się coraz to nowego detalu o młodszym chłopaku.
Louis zmierzał korytarzem, nie potrafiąc powstrzymać entuzjazmu jaki się w nim kotłował z powodu tego, że zaraz znajdzie się przy swoim chłopaku. Roztrzęsienie jego warg powstrzymała ręka, która chwyciła go za biceps. Chłopak nie chciał być niemiły nawet jeżeli osoba która teraz powstrzymywała go przed pójściem dalej miałaby skrócić jego wspólny czas z Harrym. Obrócił się z morderczym wyrazem twarzy jednak szybko zmienił go na normalny, kiedy zobaczył, że stoi tam pan Harbour.
-Zapomniałem cię zapytać. Mam wolny bilet na przedstawienie The Nutcracker, na które zabieram moją klasę i zastanawiałem się czy nie chciałbyś pojechać?
Louis rozmyślał nad tą ofertą w swojej głowie. The Nutcracker nie było jednym z jego ulubionych przedstawień, jednak nie było ono jakieś bardzo złe. Prawdopodobnie bilet nie kosztowałby dużo, ponieważ pan Harbour miał wtyki w teatrze i zawsze dostawał te tańsze. Jednak jechałby tam z jego klasą, która jakoś bardzo za nim nie przepadała, ponieważ uważała, że Louis jest specjalnie traktowany przez pana Harboura. Nie obwiniał ich za to, czułby tak samo jeżeli chodziłoby o Stacey albo Keeley. Dlatego właśnie nie był zbyt pewien czy chciałby spędzać czas z tymi ludźmi.
-Kiedy by to było?- Louis zapytał, nie chcąc tak szybko mówić nauczycielowi nie.
-We wtorek. Wiem, że trochę późno ci o tym mówię.- Starszy mężczyzna powiedział z grymasem na twarzy.
I właśnie to zdecydowało o wszystkim, a Louis poczuł ulgę. – Cholera, w poniedziałek wyjeżdżam więc nie będzie mnie tutaj. Przepraszam, ale dziękuję za ofertę. Z pewnością pojechałbym gdyby przedstawienie było w innym tygodniu.
-Jak chcesz to mogę zmienić termin wycieczki.
-Nie, nie. Nie ma takiej potrzeby. Niech pan jedzie z klasą. Bawcie się dobrze. – Louis przerwał mu. Był jego pupilkiem i co mógł powiedzieć, nauczyciel zrobiłby dla niego wszystko.
Z pokiwaniem głową I pożegnaniem, Louis podążył dalej korytarzem. Nic nie było teraz w stanie powstrzymać jego podekscytowania.
Z wielkim uśmiechem na twarzy Louis wpadł do pokoju z pianinem. Już chciał się witać, jednak zanim sylaby zdążyły się uformować i wydostać z jego ust, chłopak zdał sobie sprawę że, coś jest nie tak.
Harry’ego tam nie było.
Louis nie widział ciała które zazwyczaj siedziało na małym krześle przy pianinie. Nigdzie go nie było. Tancerz starał się nie zwracać szczególnej uwagi na to, że jego serce w tym momencie znajdowało się na dnie jego żołądka. Obszedł dookoła pianino starając się znaleźć chłopaka który możliwe, że chciał się zabawić w chowanego. Ta myśl sprawiła, że poczuł się jakiś spokojniejszy. Może Harry był tam śmiejąc się z niego. Niestety, Harry nie ukrywał się ani pod pianinem i na pewno nie było go w pokoju.
Na czole Louisa pojawiły się zmarszczki. To nie było normalne dla Harry’ego żeby się spóźniać, Zawsze był na czas, efektowny i przygotowany. Albo wszystko to było zasługą Anne, albo to był już zwyczaj Harry’ego, że się nie spóźniał. Louis jednak przypuszczał, że było to bardziej to drugie, ponieważ widział już, że zazwyczaj to Harry poganiał Anne, a nie na odwrót.
Wzruszając ramionami nonszalancko i przestając wyglądać tak zaborczo- bo przecież Louis nie był zaborczy – Louis przejechał swoimi palcami po klawiszach pianina, żeby jakoś oderwać się od sowich myśli. Harry pojawi się. Na pewno.
Harry nie pojawił się.
Louis siedział, czekając na Harry’ego przez dobrą godzinę, po czym zdał sobie sprawę z tego, że powinien zrobić coś z faktem, że Harry wciąż nie jest obecny przy nim. Był bardzo zdenerwowany faktem, że chłopaka nie ma w pokoju z pianinem. To było dziwne, ponieważ jeszcze jakieś kilka tygodni temu byłby zdenerwowany tym, że Harry jest w pokoju. Wszystko się zmieniło, choć Louis nie myślał nad tym za często.
Więc Louis grał na pianinie – co zdawało się być mniej zabawne kiedy czarno-białych klawiszy dotykała jedynie jedna ręka- i jednocześnie sięgnął do kieszeni bluzy po telefon. Wymruczał coś w stylu „cholerne legginsy które nie mają kieszeni” chcąc jakoś wypełnić ciszę w pokoju.
Wysłał krótką wiadomość w stylu “hej, skarbie, wszystko w porządku? Zastanawiam się tylko gdzie jesteś J xxxx” Louis miał nadzieję, że nie zabrzmiało to głupio. Jeżeli Harry tylko się spóźni, to chłopak wyjdzie na totalnego panikarza. Zazwyczaj Harry bardzo szybko odpisywał na wiadomości Louisa, więc chłopak dokładnie wiedział, że za niedługo dostanie wiadomość zwrotną. Kiedy czekał, siedział na ziemi a jego plecy opierały się o zimny tynk. Nie chciał kontynuować gry na pianinie dopóki nie pojawi się Harry.
Louis siedział, bawiąc się telefonem i myśląc. Pokój był cichy. Właśnie za to zawsze go kochał. Wszystko było spokojniejsze, bardziej pogodne niż po drugiej stronie budynku. Nawet studio taneczne nie było takie spokojne, jak właśnie pomieszczenie z pianinem, co było niespodzianką ponieważ taniec dla 21-latka był już i tak totalnym wyciszeniem. Louis zastanawiał się czy to możliwe, aby znaleźć coś, co jeszcze bardziej go uspokoi. Nigdy nad tym się nie zastanawiał. Nigdy nie potrafił określić emocji, jakie brały nad nim górę kiedy znajdował się w tym pokoju. Ale teraz z dodatkowym partnerem, stało się to dużo prostsze, a uczuć było o wiele więcej. Zalewały go one od stóp, po głowę i oddzielały go od zewnętrznego świata.
Kiedy Louis czekał tak na odpowiedź, swoją drogą już dwadzieścia minut, zdał sobie sprawę, że tak naprawdę nie ma czasu, aby myśleć. Oczywiście miał czas na to, aby myśleć o jakiś małostkowych i prostych rzeczach, ale nie miał czasu, aby naprawdę myśleć. Myślał, na przykład, o tym co robił dwa tygodnie temu, ale nie o to mu chodziło. Możesz myśleć i myśleć, jakkolwiek głupio to brzmi.
Powiedział sobie, że musi znaleźć czas na myślenie, nie ważne o czym miały by być to myśli, o Harrym czy też nie. To nie było ważne.
Wtedy sprawdził swój telefon chyba po raz bilionowy i zdał sobie sprawę, że to była jedna z chyba najbardziej ekstremalnych rzeczy jakie robił. Nie zamierzał przywiązywać się do domu Harrego i żądać zobaczenia go. Zamierzał jednak wziąć byka za rogi i spróbować dowiedzieć się gdzie ten mały drań się podziewa.
Wyszedł z pokoju i zaczął iść korytarzem, wypełniony ambicją i gwałtownością. Jego oczy przeskanowały lobby, gdzie studenci wyrywali sobie włosy z głowy, martwiąc się jak przed zdawaniem jakiegoś ważnego dla nich egzaminu, a matki starały się ich uspokoić. Louis nie widział wesołego uśmiechu Anne nigdzie. Z lekkim zawiedzeniem Louis popatrzył na główną scenę w poszukiwaniu. Koncert charytatywny miał odbyć się dziś po południu i wszystko wyglądało na to, że przygotowania idą według planu. Przy scenie postawione były bukiety kwiatów, a niezliczona ilość krzeseł stała gotowa na to, by poustawiać je w odpowiednich miejscach. Z tego co usłyszał, artyści z ich Uniwersytetu i dzieci, dla których ten koncert był organizowany, były już gotowe. Wszystko szło jak po maśle.
Koncert tego wieczoru oznaczał koniec charytatywnej pracy Anne. Oznaczało to koniec spotkań w sobotnie poranki. Oznaczało to ‘koniec czasu Harry’ego i Louisa’ w pokoju z pianinem. Teraz, jeżeli Harry będzie chciał kontynuować tradycję, będzie musiał prosić Anne o to, by specjalnie przywoziła go do uniwersytetu. To nie było tak, że nie zamierzali się już spotykać przez to, że już nie będą spotykać się w soboty. Harry i Louis i tak zawsze spotykali się w tygodniu, a w pokoju z pianinem mogli nadal się spotykać.
Jednak zbliżał się koniec Uniwersytetu dla Louisa, a Harry właśnie napisał swoje egzaminy, więc zaczynał swoje wakacje, a to wcale nie ułatwiało sprawy i oznaczało tyle, że będą musieli jednak większość wspólnego czasu spędzać poza budynkiem szkoły Louisa.
To było prawie jak koniec jakiejś ery, było to tak dramatyczne jak brzmiało. Louis i Harry kończyli pewien etap ich życia i to miało w jakiś sposób zmienić ich. Nie będzie już tyle tych wspaniałych spotkań w miejscu, w którym zazwyczaj się spotykali i w którym przeskoczyli ze zwyczajnej przyjaźni do związku. Nawet jeżeli od czasu do czasu będą mogli tu przyjść, to już nie będzie to samo. Jedno było pewne, Harry nie wytrzyma długo bez uczucia klawiszy pod swoimi palcami. Jednak fakt był taki, że wszystko w pewien sposób się zmieni, Louis był pewien.
Louis nie będzie kłamał. To było trochę przygnębiające, że Harry’ego nie było tu z nim żeby spędzić ich ostatni dzień w pokoju z pianinem razem. Nawet jeżeli pojawiłby się teraz, nadal istniałby ten żal nad tymi minutami, które im uciekły.
Kiedy Louis tak stał na palcach, a jego oczy skanowały audytorium, w końcu znalazł kobietę której szukał. Szybko udał się w jej kierunku z uśmiechem, zauważając, że przegląda ona kartki z nutami piosenek. Zanim cokolwiek powiedział, zauważył jednego ze swoich starych kumpli z klasy baletowej po drugiej stronie pokoju, jak rozciągał się na drążku. Pamiętał, że miał na imię Spencer. Był wysoki, szczupły, a na głowie miał ogromną ilość loków, które rozpraszane były we wszystkich kierunkach kiedy tańczył. Nie był jakoś bardzo atrakcyjny, a przynajmniej Louis nie uważał go za takiego. Louis miał wyższe standardy. Jednak kiedy popatrzył na niego od razu przypomniał mu się Harry.
Szybko potrząsł swoją głową i zakaszlał, aby pozbyć się tych myśli, jednocześnie nie chcąc powodować w swoich spodniach problemu. W końcu miał legginsy co nie ułatwiłoby sprawy. Zachowanie Louisa spowodowało, że Anne przykuła do niego swoją uwagę i odwróciła się do niego na pięcie.
-Hej! – Louis powiedział wesoło.
Anne popatrzyła na niego z pustką w oczach. Niezrażony Louis zadał pytanie zaczynając od ‘jak się masz?’, a kończąc na ‘czy przypadkiem nie wiesz gdzie podziewa się twój przystojny syn?’. Powiedział to z dużym uśmiechem na twarzy.
Louis spodziewał się jakiejś zuchwałej i delikatnie złośliwej odpowiedzi od Anne, może nawet wesołego klepnięcia w ramię połączonego z szerokim uśmiechem, jaki zawsze ma na twarzy, ale to się nie stało. Wszystko co zrobiła Anne, to wydymała swoje usta i zmarszczyła czoło, co można było zaklasyfikować jako zniesmaczenie. Nie powiedziała nic i obróciła się z powrotem do kartek z nutami.
Louis był zdziwiony jej reakcją. Zakaszlał czując się niekomfortowo i wyszeptał pytająco:
– Anne?
Nie otrzymał odpowiedzi. Odsunął się więc od niej o krok ze zmarszczonym czołem i kwaśną miną. Nie rozumiał dlaczego nie odpowiadała mu. To nie było przecież skomplikowane pytanie. Pomyślał, że może powodem było to, że była zestresowana. Może nie była teraz w stanie myśleć o niczym innym, jak tylko o koncercie. Jednak tak jak wspominał wcześniej, wystarczyłaby mu krótka odpowiedź. Więc jaki problem był w tym, aby mu powiedzieć?
Udał się z powrotem do pokoju z pianinem, zmieszanie i zmartwienie wypełniało jego niebieskie oczy. Nie chciał myśleć o tym, że może zrobił coś złego, szczególnie kiedy zgadywanie co takiego mógł zrobić, powodowało u niego jeszcze więcej bólu. Poza tym nic takiego nie zrobił, oprócz tego oczywistego, ale nie możliwe było, aby ktoś się o tym dowiedział. W czwartek był u Harry’ego i był sobą: był grzeczny i szczęśliwy. Nic nie poszło nie po jego myśli podczas tego spotkania, a przynajmniej tak myślał.
Anne zaprosiła Louisa na kolację w czwartek. Harry wręcz natychmiastowo napisał do niego wiadomość, w której powiedział, że jego mama chce zrobić dla niego jakieś pyszne danie i przedyskutować kilak spraw. Oczywiście Harry od razu zaczął myśleć o najgorszych z rzeczy, czyli o takiej „rozmowie” przed ich wspólnym wyjazdem do Włoch, dlatego uprzedził Louisa. Jednak, jak Harry powiedział mu wcześniej, Anne wiedziała, że nic takiego nie będzie miało miejsca. Oczywiście, że zdawała sobie sprawę, że Louis nie jest już prawiczkiem i że wie co robi. Delikatnie jednak Louis zasugerował, że pewnie chce z nimi porozmawiać o sprawach związanych z wyjazdem, który czekał ich już za pięć dni.
Anne była w stałym kontakcie z Louisem, mówiąc mu o wszystkich detalach zanim cokolwiek sfinalizowała. Szczerze to Louis był szczęśliwy, że ktoś inny się tym zajmuje. Był generalnie bardzo chaotyczną osobą, więc jeżeli miałby to organizować najprawdopodobniej skończyliby bez hotelu. Plus, Anne wiedziała jak Harry będzie czuł się najlepiej i najpierw o wszystko pytała Harry’ego, zanim zapytała Louisa. Najważniejszy podczas tych wakacji był Harry. Louis chciał, żeby wszystko było dla niego perfekcyjne. Chłopak jeszcze nie był gdzieś sam. Fakt, że ufał mu na tyle, by pozwolił mu zabrać się gdzieś poza swój kraj, był dla Louisa nieziemsko ważny, więc nie chciał, aby wszystko okazało się klapą.
Na początku kiedy Anne załatwiała pierwsze sprawy związane z wyjazdem, Louis miał moment zmartwienia. Czy wszystko nie dzieje się za szybko? Czy to nie za wiele? Ale ostatecznie stwierdził, że nie. Może niektórzy ludzie powiedzą, że to za szybko, ale dla nich wszystko było idealnie i chcieli tego, nikt nikogo do niczego nie zmuszał. Obydwie strony były gotowe na to, by wspólnie podróżować, obydwie strony chciały mieć trochę wspólnej prywatności. Nie chodziło o prywatność w tym znaczeniu. Chcieli po prostu pokazać wszystkim swoją niezależność jako para.
Pojawił się dość dobrze spóźniony, jednak wytłumaczył to tak, że wylał coś na swoje spodnie, i że musiał się przebrać- nie musieli wiedzieć co na nie wylał. Ale Anne nie była zła i otworzyła mu drzwi z miską w ręku. Usiadł na kanapie obok piszącej z kimś Gemmy, kiedy Harry zaczął zeskakiwać po schodach, a jego włosy rozwiane były we wszystkich kierunkach. Zatrzymał się kiedy zobaczył, że Louis jest już u nich w domu i wtedy na jego twarzy pojawił się najsłodszy ze wszystkich uśmiechów. Louis również uśmiechnął się zaraz po sekundowym przeskanowaniu outfitu chłopaka.
Harry nie był ubrany jakoś wyjątkowo. Niczego takiego nawet się nie spodziewał, ponieważ ostatecznie chłopak był u siebie w domu. Miał na sobie rdzawoczerwoną koszulkę, głęboko wciętą by pokazać jego delikatną i bladą skórę na klatce piersiowej. Louis musiał powstrzymać się, aby nie podskoczyć do niego i nie zostawić śladów swojej obecności na tych wspaniałych obojczykach. Jego nogi były wspaniale podkreślone przez czarne, obcisłe spodnie. Wyglądały tak szczupło i były takie długie. Nie można również zapomnieć o biodrach Harry’ego, które były takie wspaniałe.
Louis pokiwał do niego głową, aby pokazać mu, żeby do niego podszedł. Harry szybko to zrobił i stanął przed Louisem, który chwycił go za biodra i mocno przytulił. Kiedy to zrobił, Harry delikatnie się spiął, co było widoczne pomimo tego, że starał się to ukryć. A jego uśmiech zamienił się w grymas na kilka sekund. Louis odsunął się, przepraszając i zabrał swoje ręce z talii chłopaka.
Nie chciał, aby Harry czuł się niekomfortowo. Louis stanął więc przed Harrym, zostawiając jednak pomiędzy nimi małą przerwę i docisnął swoje usta do jego. Nie spodziewał się jakiejś wielkiej odpowiedzi, nie jakiejś szybkiej. Harry jednak zareagował szybko i docisnął również swoje z taka samą siłą, poruszając nimi z większą łatwością niż przedtem. To była miła niespodzianka. Louis nie miał na co narzekać. Ich oczy były zamknięte, nie widzieli więc jak Gemma oderwała wzrok od telefonu I popatrzyła na nich z wyrazem twarzy, którego nie dało się odczytać. Nie wiadomo czy była zniesmaczona, ponieważ to był jej brat, czy była pod wrażeniem, ponieważ to był jej brat, tego nie wie nikt. Odsunęli się od siebie z mlaśnięciem, i z rumieńcem na twarzy Harrey’go, kiedy Anne zawołała ich na obiad.
To był zwykły obiad, pełen śmiechu i rozmów. Louis czuł się naprawdę dobrze z tą rodziną. To było tak, jakby znał ich całe swoje życie, a nie tylko kilka miesięcy. Wspaniale było patrzeć na Harry’ego, który zachowuje się przy nich tak normalnie, kiedy na początku ich znajomości nie wyglądało to podobnie. Harry nie był w stosunku do swojej mamy fair, kiedy po raz pierwszy się spotkali, nie mieli tak silnych więzów, więc tym bardziej miło było na nich patrzeć. Może to dlatego, że Geamma była na obiedzie. W końcu była ona jego najlepszą przyjaciółką.
Po obiedzie Anne wyciągnęła kawałek papieru, broszury i usiadła z Louisem przy stole. Harry na początku też z nimi usiadł, ale szybko się znudził i poszedł oglądać telewizję z Gemmą. Louis usłyszał krzyk Gemmy i jakąś szamotaninę. Prawdopodobnie była to walka o pilota.
Anna jednak wróciła do podstaw: jak długo zamierzają zostać?- 5 dni- Gdzie zamieszkać? – Caorle- Jak się tam dostaną?- samolotem z Manchesteru- Kiedy wyjechać, kiedy wrócić?- Wyjechać w poniedziałek a wrócić w sobotę rano.- I jeszcze kilka pytań na temat hotelu i ogólnych wiadomości.
Po dobrych 45 minutach rozmów, Harry wszedł do pokoju I objął Louisa za szyję, a jego broda oparła się o jego ramię. Odetchnął ciężko, co spowodowało, że powietrze delikatnie zaświstało.
-Co się dzieje? – Louis zapytał, wysyłając Anne pytające spojrzenie. Mógł zauważyć jak potrząsa ona swoją głową na wygłupy Harry’ego jednak jej wzrok przekazywał coś więcej niż Louis potrafił odczytać. Louis stwierdził, że było to coś na granicy podziwu, zastanowienia i wielkiej dawki szczęścia. Harry jedynie westchnął dramatycznie i wyrzucił jego myśli z głowy wraz z gorącym oddechem na jego szyi.
-Hej. Nie wiem dlaczego narzekasz. Robimy to dla ciebie, paniczu!- Louis powiedział zabawnie, uderzając przedramię Harry’ego długopisem, który znajdował się luźno pomiędzy jego palcami. Harry jedynie zamruczał do ucha Louisa i docisnął swoje usta do jego policzka, jak gdyby chciał powiedzieć dziękuję. Szczerze, Louisowi to wystarczyło. Zainteresowanie Harry’ego względem jego osoby było wystarczające. Nawet jeżeli dałby mu najmniejszy dotyk na ziemi, to zawsze by wystarczyło.
-Tutaj. Ja to wszystko posegreguje, a ty idź zajmij się Harrym.- Anne zasugerowała. Louis mógł poczuć uśmiech na ustach Harry’ego i te dołeczki na jego policzkach po propozycji Anne.
Wzdychając dramatycznie, Louis ściągnął rękę Harry’ego ze swojej szyi i wstał z krzesła. Mówiąc krótkie – Chodź, biedactwo.- przez uśmiech, Louis obrócił się i poczochrał włosy Harry’ego, powodując, że Harry zamruczał uciekając od ręki Louisa, która chciała go połaskotać.
Louis spędził ten wieczór razem z Harrym w jego pokoju, nie robiąc niczego konkretnego. Włączyli laptop Harry’ego i siedzieli kilka godzin oglądając filmiki na You Tube. Oczywiście pomiędzy kolejnymi filmami- lub czymkolwiek co puszczali - zawsze pojawiała się niespodzianka od jednego z nich, niespodzianka powodująca erupcję motylków w brzuchu. Niespodzianką tą było nic innego jak pocałunki. To było dziwne, ale Louis mógł powiedzieć, że Harry wyglądał teraz na dużo bardziej pewnego siebie w tych sprawach. Całował dużo bardziej pewnie i z mniejszym zawahaniem niż przedtem. Nie mówił, że nie było go w ogóle, ponieważ skłamałby, ale nie o to chodziło. To było po prostu miłe, całować się tak po prostu bez zmartwienia ze strony Harry’ego.
Anne zapukała delikatnie i powiedziała Louisowi, że robi się już późno. Oczywiście stracili poczucie czasu i musieli być upomniani przez zamartwiającą się mamę. Louis wyszedł pożegnany naprawdę długim pocałunkiem od Harry’ego.
Z tego co wiedział, to Louis nie zrobił niczego złego. Anne pożegnała się z nim długim uściskiem, więc to definitywnie nie było nic, co zdarzyło się w czwartek. Minęło tylko dwa dni od tego spotkania, więc co takiego mogło się zdarzyć w przeciągu tego czasu?
Odpowiedź najprawdopodobniej nie dojdzie do Louisa w najbliższym czasie, więc postanowił to zignorować. Wmówił sobie, że może Anne była po prostu zestresowana koncertem i dlatego nie odpowiedziała mu. To jakoś pozwoliło mu się uspokoić.
Jednak jego pytanie do Harry’ego na temat tego gdzie jest, nadal nie dostało odpowiedzi. Zdążył znaleźć Anne podejść do niej i z powrotem wrócić do pokoju z pianinem, a odpowiedzi nadal nie dostał.
Może był chory? Louis sądził, że to możliwe. Jeżeli Anne była zestresowana koncertem, to myśl, że w domu ma chorego syna mogła jedynie pogorszyć jej samopoczucie. Ale przecież w domu była Gemma, więc mogła zająć się Harrym i ściągnąć przynajmniej trochę ciężaru z ramion kobiety. Wiadome było, że Harry nie lubił zmian w swojej rutynie. Soboty, które spędzali razem właśnie nią były i obydwoje nie wyobrażali sobie tygodnia bez tego czasu. Więc Harry raczej na pewno nie pozwoliłby jakiejś błahostce na to, by przeszkodziła mu w tym spotkaniu. A choroba przynajmniej w oczach Louisa nie była błahostką.
Louis zdecydował, że Harry na pewno jest chory. Nie powiedziałby mu tego i to tłumaczy brak odpowiedzi z jego strony. Prawdopodobnie jest teraz nafaszerowany środkami przeciwbólowymi i leży zawinięty w kokon na kanapie. Wyobraża sobie, jak Harry teraz leży z otwartymi ustami poddając się zmęczeniu. To było słodkie wyobrażenie, choć pewnie niektórzy ludzie uważaliby to za coś odrażającego. Louis wręcz chciał zaopiekować się Harrym. Trzymać mu włosy kiedy będzie wymiotował, podciągać mu kocyk pod szyję, wyłączać telewizor kiedy uśnie. Najzabawniejsze było to, że Louis wyobraża sobie jak robi to nie tylko w najbliższym czasie, ale już zawsze.
Chłopak z kręconymi włosami nie był tym, który lubił mówić głośno o swoich zmartwieniach i problemach. Lubił trzymać je w sobie do momentu, aż same z niego nie wyjdą. Nawet kiedy prowadzili jakieś poważne rozmowy, Harry powstrzymywał się od zbytniego wylewania swoich uczuć. Sądził pewnie, że Louis ma wystarczająco dużo problemów by dodawać jeszcze do nich ‘patetyczne’ Harry’ego. Jednak Louis nigdy nie uważał żadnego z problemów Harry’ego za patetyczny.
Więc z tym wyobrażeniem Harry’ego leżącego na łóżku, wyciągnął telefon i napisał do chłopaka wiadomość.
Do: Harry
Hej, domyśliłem się, że chyba nie czujesz się za dobrze, prawda? To po prostu twoje szczęście, że musisz złapać jakiegoś wirusa w pierwszy dzień swoich wakacji! Dobra. Domyśliłem się, że wirus, wszyscy dookoła teraz coś łapią. Jeżeli jesteś chory, to jestem pewien, że poczujesz się lepiej jeszcze dziś wieczorem. Pij dużo wody i nie oglądaj za dużo telewizji, w porządku? A tak w ogóle to napisz do mnie, że żyjesz bo inaczej umrę ze zmartwienia. Zdrowiej, kotku xxxxxxx
Było około za pięć siódma, kiedy Louis powrócił do Uniwersytetu. Wyszedł z pokoju z pianinem wcześniej niż zrobiłby to będąc z Harrym, stwierdzając, że może też powinien przygotować się do koncertu. Nie, żeby występował na nim. Nie. To było zajęcie pierwszaków. Jednak i tak musiał wyglądać na przygotowanego, szczególnie kiedy mógł usiąść obok Harry’ego, który będzie wyglądał jak zwykle spektakularnie w swojej koszuli i w swoich spodniach „combo”, które wysłał mu na zdjęciu, kiedy je kupował. Prawdopodobnie Harry nie ufał modowemu oku swojej mamy i potrzebował porady kogoś bardziej doświadczonego. Więc wysłał zdjęcie Louisowi, ponieważ jeżeli jemu by się nie spodobały, to Harry najprawdopodobniej nie wyszedł by tak z domu. Louis uważał, że to trochę głupie, ponieważ nie dbał o ubiór Harry’ego nawet gdyby ubrał się w kropki i paski jednocześnie- no dobra może trochę by go to poruszyło.
Więc Louis zrobił to co zazwyczaj robi jak ma gdzieś wyjść wieczorem: wziął prysznic, ogolił się, wysuszył włosy, ubrał się, wystylizował włosy, użył kremu po goleniu. Dla kogoś byłaby to z pewnością nudna rutyna, jednak dla 21- latka działała ona jak terapia. Może była odrobinę przesadzona, ale hello, był gejem. To zawsze była jego wymówka.
W jego rozklekotanym starym samochodzie, Louis udał się w kierunku Uniwersytetu. Mógłby po prostu tam pójść na nogach, jednak pomyślał, że może potem pojadą do Harry’ego by spędzić trochę czasu razem. To nie było dla niego nic nowego. Przebywanie z chłopakiem było czymś bardzo przyjemnym dla Louisa.
Hol był wypełniony ludźmi w każdym wieku, byli starsi i młodsi. To była rodzinna impreza, więc rozkrzyczane dzieci biegające w kółko były standardem. W ostatnim rzędzie znalazł miejsce dla siebie. Miał nadzieję, że Harry znajdzie go jak przyjedzie. Anne na pewno już tu jest, jednak sądził, że Harry mógł zostać zaciągnięty za scenę, by pomóc wszystko przygotować i z pewnością nie zajmie sobie krzesła przed koncertem. Louisa załamało trochę to, że nie porozmawiał dziś z Harrym i nie upewnił się, że jest na tyle zdrowy, by wyjść z łóżka. Jak coś, to zawsze mógł pojechać do niego i wtulić się w jego ramię, a to nawet byłoby lepsze niż siedzenie tam.
Więc Louis usiadł i czekał aż światła się przygaszą, a tłum usiądzie w swoich miejscach. Nagle zadzwonił dzwonek który obwieścił początek koncertu, co sprawiło, że atmosfera stała się przyjemna. Wszyscy byli tutaj aby pomagać i wspierać swoje dzieci. To było takie podnoszące na duchu.
Ale koncert zaczął się, a Harry’ego nadal nie było. Atmosfera była jedyną rzeczą jaka pomagała przetrwać Louisowi te kolejne minuty, kiedy nie było przy nim chłopaka. A potem minęło kolejne dziesięć minut, kolejne dziesięć minut i wreszcie pół godziny, a Harry nie pojawiał się. Rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu burzy loków jednak nie znalazł nic, co pasowałoby do jego chłopaka. Anne czekała przy scenie. Na jej ustach widniał dopingujący uśmiech skierowany do dzieci i do wykonawców. Ale Harry’ego nie było przy niej.
Dyskretnie- dobra, na tyle dyskretnie jak się dało w ciemnym pokoju- Louis wyciągnął z kieszeni telefon i odblokował ekran. Ukazało się na nim zdjęcie tyłu głowy Harry’ego. Jednak nie było żadnej wiadomości. Louis próbował powstrzymać ścisk w żołądku jednak to nie było proste zadanie. Wysłał chłopakowi kilka wiadomości typu: Mam nadzieję, że wszystko z tobą w porządku? I Żyjesz jeszcze, Misiaku? i Do zobaczenie, skarbie. od momentu kiedy wyszedł z Uniwersytetu, więc Harry musiał widzieć, że się o niego martwi i że próbuje się z nim skontaktować.
Jego wnętrzności mówiły mu że coś jest nie tak, jak być powinno. Szczególnie kiedy nie dostawał od Harry’ego żadnej wiadomości od 24 godzin. Nie chciał wyjść na jakiegoś natrętnego, ale to było martwiące kiedy rozmawiał z Harrym prawie każdego dnia. Jego myśli stały się monotonne i powtarzające się. Ale najbardziej istotne było to, że Harry zawsze odpowiadał na jego wiadomości, nawet jeżeli leżałby w połowie martwy. I wiesz co, Louis pomyślał, ja zrobiłbym to samo. Nauczył się już na swoim błędzie, a tak w ogóle, to chciałby wtedy napisać do Harry’ego. A może Harry już nie chciał do niego pisać. Może już znudził się nim i tym jaki jest pyskaty.
Ta myśl spowodowała, że jego żołądek ścisnął się.
Tomlinsonowi udało się przeżyć koncert bez zepsucia telefonu. Przez cały ten czas jego palce były ciasno zaciśnięte wokół niego, upewniając się, że jakby coś to wyczuje nawet najmniejszą wibrację. Nie chciał, aby emocje wyrwały się spod jego wodzy. Prawdopodobnie nic się nie działo, a on jak zwykle przesadzał. Przerwę spędził na poszukiwaniu Harry’ego w tłumie. Niestety poszukiwania nie udały się. Zaczął więc szukać Anne, przypominając sobie jednocześnie jej poprzednie zachowanie. Zauważył ją z jakąś grupką ludzi, ale kiedy już udał się w jej kierunku, stracił ją z pola widzenia.
Kolejnym razem kiedy ją zauważył, stała przy wejściu do holu z mikrofonem w rękach. Mówiła, że koncert zacznie się za sekundę. Przez tłum Louisowi udało się nawiązać z nią kontakt wzrokowy. Zaparło mu dech w gardle kiedy to zrobił i nie z powodu tego, że jej oczy były teraz nienaturalnie puste, ale z powodu tego, że tak bardzo chciał z nią porozmawiać. Louis nie chciał tracić okazji do porozmawiania z Anne. Wykrzyczał jej imię i zaczął przepychać się przez tłum, nie odrywając swojego wzroku od niej. Niestety kiedy już zbliżał się do niej, ona spojrzała na niego ze zniesmaczeniem. Zmarszczyła czoło i obróciła się na pięcie, udając się z powrotem do sali, w której odbywał się koncert.
Louis stał w miejscu, a jedynie sam Bóg wie ile zajęło mu to czasu. Lobby opustoszało. Louis Tomlinson stał na środku zastanawiając się, co właśnie się stało. Nigdy nie widział Anne, która zachowuje się tak ostro I nigdy nie widział jej oczu w innej postaci, jak tylko w tej wiecznie rozbawionej. Ale dziś wszystko się zmieniło. Louis był tak zmieszany, jak jeszcze nigdy w swoim życiu. To co stało się wcześniej połączyło się z tym, co stało się teraz, zostawiając Louisa w konsternacji.
Nie potrafił pozbierać swoich myśli wokół tego co się stało. Jego wnętrzności były wciąż zaciśnięte, wciąż kuły go jakby chciały coś przekazać Louisowi. Chłopak jednak nie chciał stawać z tym twarzą w twarz. Nie sądził, że to możliwe i nie sądziłby, że to możliwe do momentu, aż słowa z tym powiązane nie zostały wypowiedziane. Jak tajemniczo, Louis pomyślał do siebie.
Kiedy Louis wrócił do sali koncertowej, nie mógł wyrzucić ze swojej głowy tego przeszywającego spojrzenia. Jego wzrok zawiesił się na jakichś dwóch dziewczynkach, które tańczyły, jednak nie oglądał, ponieważ nieustannie zastanawiał się co miał oznaczać ten wyraz twarzy. Mógł oznaczać zniesmaczenie. Otrzymał ich kilka kiedy był ze swoimi poprzednimi chłopakami. Jeżeli chcesz wyrazić swój wstręt do kogoś, to najlepiej podnieś delikatnie jeden kącik swoich ust i zmarszcz nos.
Było jeszcze to zabawne spojrzenie, które wykonujesz kiedy żartujesz sobie z kimś. Było ono bardzo podobne do upokarzającego spojrzenia, które wykonujesz kiedy jesteś zmieszany albo coś. Możesz być zmieszany lub po prostu dobrze się z kimś bawić.
I zostawała jeszcze nienawiść. Louis nie mógł powiedzieć, że często dostawał takie spojrzenia. Może kilka razy, kiedy z kimś zrywał, albo kiedy mówił dziewczynie prosto w twarz, że jest gejem.
U Anne była to mieszanka spojrzenia pierwszego i ostatniego. Żadne z nich nie było zadowalające.
Koncert zakończył się długim aplauzem, a Louis wyraźnie poczuł nostalgię, która zawiązała się jak szal wokół jego szyi, trzymając go w miejscu i nie pozwalając mu się ruszyć. Przypomniał mu się koncert, na którym był poprzednim razem. Koncert, w którym wystąpił dzięki jego namową Harry. Oklaski dla niego nie były wywołane tym, że tak trzeba było zrobić żeby nikogo nie zasmucić. Oklaski dla niego były spowodowane tym, jak wspaniale grał na pianinie. To pokazywało tylko jak wielki talent posiada chłopak. Nawet jeżeli w życiu był odludkiem, to potrafił sprawić że cała widownia wstawała dla niego z miejsc.
Tamtej nocy był tak dumny z Harry’ego, że prawdopodobnie nie potrafiłby nawet tego wyrazić. Koncert charytatywny był tylko w jednej rzeczy podobny do tamtego koncertu. Pomagał ludziom, a wystąpienie Harry’ego pomogło właśnie jemu. Poczucie pewności siebie chłopaka wzrosło, nawet jeżeli nie pokazywał tego, ale gdzieś tam głęboko w nim tamtego wieczoru zasiane zostało nasionko poczucia siebie, a teraz, z dnia na dzień, roślinka stawała się coraz większa. Louis chciał być tym, który będzie ją podlewał i pozwoli jej na wydanie wielkiego kwiatu, jakkolwiek głupio to brzmi.
Wszystko było prostsze wtedy. Louis mógł przyznać, że wiele rzeczy zrobiłby inaczej, jednak jeżeli ma być kompletnie szczery, to nie chciałby wrócić czasu. Mógłby odkręcić tę sprawę ze swoimi przyjaciółmi i ze swoim zmyślonym chłopakiem, jednak zmienił by również status swojego związku. Możliwe, że nie byli by już z Harrym razem, i to przeważyło szalę na stronę tego by jednak nie cofać czasu.
Widownia zaczęła opuszczać salę, jednak Louis nadal tkwił w swoim świecie. Siedział na krześle, nie przejmując się ludźmi. Głowę miał pochyloną więc możliwe, że sądzili oni, że śpi, choć to byłoby naprawdę nie na miejscu. Jeżeli byłby wystarczająco odważny, pokazałby ludziom, że w tym momencie jego oczy szczypią, a łzy spływają strumieniami po twarzy. Louis nigdy nie był jednym z tych emocjonalnych ludzi. Emocjonalny stawał się dopiero po dwóch kieliszkach wina, kiedy był sam z filmem ‘Pamiętnik’, jednak nigdy nie potrafił rozpłakać się z powodu błahostki. Zawsze musiał być silny dla swoich sióstr. Musiał odgrywać rolę silnego ojca dla nich i to właśnie nauczyło go, by nie rozklejać się przy ludziach.
To prawdopodobnie stało sie dlatego, że zaczął myśleć nad tym, jak daleko już zaszli, jak daleko zaszedł Harry. Boże pozbieraj się, babo, Louis powiedział sobie z ironicznym chichotem.
Oderwał wzrok ze swoich kolan i popatrzył przed siebie mrugając kilka razy. Nie znajdował się tu długo, może jakieś kilka minut dłużej od całej reszty ludzi, jednak kiedy nie znajdował się tu nikt, łatwiej było dostrzec kobietę, która spowodowała u niego dziś taką mieszaninę emocji. Na ramieniu miała zawieszoną torebkę, kiedy odchodziła od grupy kobiet z małym uśmiechem na twarzy. Louis szybko wstał z krzesła i wykrzyczał imię Anne, mając nadzieję ze go usłyszy.
Szybko wbiegł po schodach, a jego małe Converse delikatnie uderzały w każdy stopień. Głowa Anne odwrócił się w jego kierunku w momencie, kiedy kobieta usłyszała swoje imię. Ale zamiast zatrzymać się, jak myślał, jeszcze bardziej przyspieszyła tempa i całą swoją uwagę skupiła na telefonie, który trzymała w prawej ręce. Matka jego chłopaka była od niego dość daleko i zanim zdążył wyjść przez drzwi prowadzące do holu, ona już wychodziła przez drzwi na ulicę.
- Anne! Anne! Poczekaj! – Louis wykrzyczał, biegnąc - bieganie w tych spodniach nie było proste, nawet jeżeli był to dżinsowy materiał, to były one tak obcisłe, jak te legginsy, które miał na sobie rano- w jej kierunku przez drzwi w zimną noc. Jak dla letniej nocy, to było naprawdę zimno. Wiatr szeptał mu do uszu, otulając jego ciało chłodnym kocykiem.
Jednak ten kocyk sprawił, że głos Louisa stał się cichszy i nie docierał do uszu Anne. Brunetka udała się w kierunku swojego samochodu, który zaparkowany był trochę dalej od szkoły, bardzo blisko miejsca w którym Louis zaparkował swój.
-Pani Cox! Anne! – Jego głos podniósł się o kilka tonów, mając nadzieję, że Anne go usłyszy. Teraz był jednak pewien, że go usłyszała, ponieważ jej głowa obróciła się delikatnie w jego kierunku, jednak po chwili jakby zrezygnowała z patrzenia na niego. –Dlaczego mnie ignorujesz? Chcę po prostu się o coś zapytać!- Głos Louisa nie był zdenerwowany, bardziej dociekliwy. Jej kroki przyspieszyły się, tak samo jak Louisa.
Anna unikała z chłopakiem jakiegokolwiek kontaktu, nawet nie popatrzyła na Louisa. Jakby nie to, że Louis desperacko chciał ją dogonić, to poczułby się delikatnie sfrustrowany i urażony tym. Ale nie, Louis chciał z nią porozmawiać. Chciał dostać odpowiedź na pytanie, dlaczego go unikała i gdzie jest Harry.
Włożyła rękę do swojej dużej torby w poszukiwaniu kluczyków i wtedy w końcu Louisowi udało się ją złapać. Był kilka kroków od niej, kiedy kobieta w końcu na niego popatrzyła. Drzwi jej samochodu były otwarte, a jej ręka spoczywała na ich górze. Louis zatrzymał się, nie wykonując najmniejszego ruchu i wzdychając z powodu jej pustego wyrazu twarzy.
-Powiedz mi tylko gdzie on jest, Anne.- Louis powiedział delikatnie. Wyszeptał „proszę” zaraz po tym jak ona potrząsnęła głową w sprzeciwie i weszła do samochodu. Odpaliła silnik i przejechała obok Louisa, nawet nie patrząc na niego, nie widząc jego przegranego i przygnębionego wyrazu twarzy.
-Po prostu chcę wiedzieć czy wszystko z nim w porządku. – Wyszeptał pod nosem. Przyglądał się jak odjeżdża, a jej tylne światła znikają w ciemności. Jego emocje zmieniły się w sekundzie z załamanego, na silnego kiedy zdał sobie sprawę z tego, że musi się dowiedzieć o co chodzi. Musi się dowiedzieć, co się stało. Musi się upewnić, że z Harrym wszystko w porządku. Nie zaśnie tej nocy, jeżeli nie dowie się tego, jakkolwiek potrzebująco to brzmiało.
I właśnie z tą myślą szybko przebiegł przez ulicę i wszedł do swojego samochodu. Z rykiem silnika, Louis powiedział sobie, żeby się uspokoił i skupił na drodze, starał się nie myśleć o tym, jak wszystko potrafi się spieprzyć w ciągu kilku godzin.
To była dla Louisa w pewien sposób walka z czasem. Wiedział on dokładnie, że Anne zdawała sobie sprawę, że pojedzie za nią do ich domu. Wszyscy którzy znali Louisa, wiedzieli dokładnie, że był uparty i dociekliwy. Jedynej rzeczy, której kobieta mogła o nim nie wiedzieć w tym momencie, to to, że był niesamowicie zraniony całą tą sytuacją. Został zignorowany, a to bolało. Jednak i tak bardziej bolało to, że zignorował go jego chłopak.
Jazda nie pochłonęła go aż do tego stopnia, żeby nie zatrzymywał się na czerwonym świetle i zachowywał się jak ‘Amber Garmbler’. Jednak nie był do końca ostrożny. No dobra przekroczył kilka razy prędkość i wyprzedził kilka samochodów, ale wszystko to robił w słusznej sprawie. Cały czas widział srebrny samochód i chciał go dogonić, ponieważ wiedział, że jeżeli Anne wróci do domu przed nim, to zamknie go na tym zimnym dworze.
I właśnie tak się stało. Dokładnie wtedy, kiedy miał ją wyprzedzać centralnie przed niego wjechał traktor. Wydał z siebie okrzyk frustracji i uderzył pięścią w kierownice, przeklinając kierowcę tego powolnego pojazdu.
W pewien sposób ten traktor był jakby zesłaniem od Boga. Dał on Louisowi czas na przemyślenie wszystkiego. Nie mógł do nich tak po prostu wpaść, jakby to on był właścicielem tamtego miejsca. Rodzina ewidentnie miała jakiś powód, żeby go ignorować, więc musiał to uszanować i podejść do tego ostrożnie. Louis miał nadzieję, że będzie potrafił to zrobić. Zawsze jeżeli chodziło o Harry’ego, zachowywał się bardzo poważnie, a to, że był tak bardzo oddany mu, wcale nie pomagało w opanowaniu się.
Podjechał pod rezydencję Stylesów. W domu było ciemno, jakby ktoś narzucił na niego koc. Cała góra nie była oświetlona, a jedynie mała lampka świeciła z okna pokoju Harry’ego. Salon miał zasłonięte zasłony. Dom miał wyglądać tak jakby nikogo w nim nie było.
Serce Louisa biło dramatycznie, a przepływającą przez jego żyły krew, mógł usłyszeć w uszach. Silnik samochodu zgasł, a cisza otoczyła go ze wszystkich stron. Jeżeli zamknęło się oczy, to ta cisz była wręcz upiorna. Wnętrzności go bolały, a żołądek zwinął się w kulkę. Louis wiedział, że coś jest nie tak, jednak jeszcze nie wiedział co.
Zaraz po tym jak wyszedł z samochodu, potrząsnął głową, starając się pozbyć z ciała tych wszystkich emocji. Podszedł do drzwi domu, do którego przychodził już od kilku dobrych miesięcy. Normalnie biło od niego bezpieczeństwem, ciepłem i rodzinnością, czego bardzo mu brakowało kiedy nie był w swoim rodzinnym domu. Był on jak jego trzeci dom: Dom w Doncaster, mieszkanie w Manchester i dom Harry’ego. Zawsze pachniał dla niego jak domowy chleb, świeżo upieczone ciasto i wieczory przy kominku. Nigdy nie czuł przy nim załamania, tego, że zaraz będzie musiał się z kimś skonfrontować.
Może Louis był przewrażliwiony. Czasami zachowywał się trochę jak „Drama Queen”. W pewnym stopniu to Louis miał nadzieję, że dramatyzuje, a to wszystko było tylko jednym, wielkim nieporozumieniem. Jednak nawet ta nadzieja nie sprawiła, że Louis poczuł się inaczej. Wszystko wokół niego pozostawało takie same. Dom nie stał się jaśniejszy, a wszystko było dokładnie takie samo jak minutę temu. Jeżeli by dramatyzował, na pewno poczułby coś w stylu „Boże, Louis, ale jesteś głupi” jednak nic takiego się nie stało.
Oddychał głęboko przez nos. Zamknął oczy na kilka sekund, aby się opanować i zapukał: raz, dwa, trzy. Odszedł odrobinę od drzwi, ściskając swoje ręce ze zdenerwowania. Starał się odrzucić od siebie myśli o déjà vu, ponieważ one naprawdę nie pomagały. Poczekał kilka minut na odpowiedź jednak nic się nie stało. Mając nadzieję, że po prostu go nie usłyszeli, zapukał jeszcze raz, tym razem mocniej.
Nic. Po następnych kilku minutach czekania, nic się nie działo. Ich plan, aby udawać, że w domu nie ma nikogo, nie działał, wszystko przez fakt, że Louis całą drogę śledził samochód Anne, który teraz znajdował się na podjeździe.
Zaraz po tym jak zapukał w drzwi po raz piąty, stwierdził, że to raczej nie jest najlepszy sposób, aby dostać pozwolenie do wejścia do domu. Boże, brzmiało to jak jakiś tekst z gry przygodowej, Louis pomyślał cierpko. To, dla niego było dalekie od jakiejkolwiek gry. Samo w sobie było to przerażające. Wszystko nie było już grą. (nie żeby kiedykolwiek było)
Niebieskie oczy Louisa prześledziły drzwi, szukając inspiracji do tego jak przykuć uwagę rodziny. Napotkały one kilka razy skrzynkę pocztową, po czym Louis wpadł na pomysł. Klęknął i przyłożył do jej otworu twarz, błagając Boga, by dało się przez nią cokolwiek zobaczyć.
Na szczęście, przynajmniej jedna rzecz tego wieczoru była po jego stronie. Podniósł klapkę, będąc w stanie zobaczyć wszystko. Czuł się z tym jak jakiś cholerny szpieg. W holu włączone były światła i mógł jednocześnie zobaczyć, że przez uchylone drzwi widać, że światła w kuchni również były zapalone. Jednak nie było tam śladu- dobra, jakkolwiek źle to zabrzmi- życia, pomijając buty, które leżały przy drzwiach. Mógł zobaczyć białe Conversy Harry’ego, które leżały na dnie ich sterty. Przypuszczał, że chłopak musiał nie opuszczać mieszkania.
Udając nonszalancję, Louis wykrzyczał przez skrzynkę pocztową w stronę drzwi:- Hej! To ja Louis, czy moglibyście otworzyć mi drzwi?
Nie otrzymał odpowiedzi.- Uhm… To tylko ja, wiem, że jest późno, ale obiecuję że nie jestem żadnym mordercą!
Poczucie humoru nie działało jednak. – Posłuchajcie, nie wiem czemu nie otwieracie mi domu, ale dokładnie wiem, że jesteście w środku.- Louis westchnął. – Czy przynajmniej powiecie mi co zrobiłem źle?
Kilka sekund, może minut późnej, Louis nadal nie dostał odpowiedzi. Z ciężkim westchnięciem, pozwolił, aby klapa skrzynki opadła, a sam Louis usiadł na schodach przy drzwiach. Przedramiona oparte miał na kolanach, a ręce swobodnie zwisały. Nie wiedział co teraz robić. Oczywiste było, że starali się go zignorować. A dokładniej, teraz już wiedział, że nie tylko Anna była na niego zła.
-Po prostu powiedzcie mi co zrobiłem źle.- Louis wymruczał do siebie, pozwalając na to, by jego głowa oparła się o drzwi. To wszystko sprawiało, że jego serce bolało i ścisnęło się gdzieś na dnie żołądka. Myśl o tym, że Harry był na niego zły, była ciężka do przełknięcia. Tak jakby była ona cała pokryta szpilkami, które wbijały się do jego gardła za każdym razem, kiedy próbował to połknąć. Starał się więc ignorować tę myśl. Czasem lepiej nie wiedzieć, prawda?
Siedział tam już jakiś czas, błądząc w swoich myślach. Nie wiedział jak długo tak siedział, więc kiedy poczuł, że drzwi za nim otwierają się, był lekko zszokowany. Szybko podskoczył i stanął na nogi, kiedy drzwi ze skrzypnięciem otworzyły się delikatnie, gotowy, aby zmierzyć się z kimkolwiek, kto znajdzie się po drugiej stronie. Twarz Anne powoli pojawiła się zza ich framugi, jednak kiedy zobaczyła Louisa, szybko na powrót je zamknęła. Ewidentnie myślała, że sobie poszedł i chciała jedynie sprawdzić, czy się nie myli. Jednak dla Louisa to nie wchodziło w rachubę. Mógł czekać na Harry’ego wieczność. Chyba tego nie wiedziała.
Reagując szybko, ręka Louisa zatrzymała szybko drzwi przed ponownym zamknięciem się.- Anne, proszę, porozmawiaj ze mną.- Louis błagał nie zwracając uwagi na to jak zdesperowany był jego głos. Anne zawahała się i przestała dociskać drzwi. Louis odebrał to jako chęć porozmawiania z nim. Jednak to nie było tego powodem. Możliwe, że był trochę naiwny, ale kiedy tylko odsunął rękę, przewidując, że kobieta otworzy drzwi, ona, wręcz przeciwnie, zamknęła mu je przed nosem.
-Co?!- Louis powiedział w konsternacji I złości. – Nie rozumiem co zrobiłem! Dlaczego wszyscy mnie ignorują?
Znów z brakiem odpowiedzi, Louis zaczął mówić jakieś nieprzemyślane słowa.-Nie rozumiem co do cholery zrobiłem! Wyrywam sonie włosy z głowy, myśląc o tym co to takiego, a to, że nie chcesz mi podpowiedzieć, nie pomaga!
Pięść Louisa uderzyła w drzwi, a on wydał z siebie jęk frustracji. – Musisz ze mną porozmawiać! Znaczy, za kilka pieprzo- cholrnych dni wyjeżdżamy, więc musisz i tak ze mną porozmawiać! Nie możesz przestać rozmawiać z chłopakiem, który zabiera twojego syna do innego kraju! Ja nie widzę-
Louis staną bliżej drzwi w momencie kiedy te szybko się otworzyły. Louis z wrażenia prawie się przewrócił, więc musiał oprzeć się o ścianę. – Co-
-Nigdzie nie zabierasz mojego syna.- Anna powiedziała zaciskając usta.
Oczy Louisa powiększyły się dramatycznie na jej ton i słowa. Jak jedno tak i drugie brzmiało ostro.- Co- dlaczego nie?!
Anne jedynie zmarszczyła nos i podniosła wzrok na Louisa. Jednak nadal mu nie odpowiedziała. Louis nadal nie wiedział co zrobił źle. Wiedział jednak, że musiało to być coś poważnego, ponieważ przez błahostkę Anne nie zabroniłaby Harry’emu wyjeżdżać z Louisem. Harry był zachwycony myślą o wyjeździe, dlatego właśnie Louis wiedział, że Anne nie zabrałaby mu tej przyjemności bez powodu.
-Nie możesz po prostu powiedzieć mi, że nie mogę nigdzie z nim jechać i nie powiedzieć dlaczego! To tak nie działa!- Louis starał się kontrolować swój głos i nie krzyczeć , co, wbrew pozorom, było ciężkie do wykonania przy tak wielu myślach przelatujących przez jego głowę.
-Nie możesz po prostu złamać czyjegoś serca, a potem uważać, że wszystko powinno być jak wcześniej! To nie działa również w ten sposób.
Oczy Louisa wbiły sie w drzwi za Anne, obawa zaczęła bić od nich, a jego żołądek zachowywał się, jakby utknął w nim jakiś ciężki kamień. Jego oddech zatrzymał się w tym samym momencie, kiedy słowa zostały wypowiedziane, a jego usta stały się jakby cięższe, niż normalnie. Zwyczajnie Louis zastanawiałby się, dlaczego to zawsze przytrafia się jemu, jednak tym razem jego mózg zamarł. Czuł jak krew odpływa z jego twarzy, a jego oczy zaczynają piec.
-O- o czym ty mówisz? – Louis wydusił z siebie. Jego głos był słaby, wysoki i roztrzęsiony.
-Sądzę, że powinieneś sobie już pójść.- Anna powiedział silnym głosem. Obróciła się w stronę drzwi, ale wtedy automatycznie ręka Louisa chwyciła ją za ramię. Popatrzyła na nią, a potem zrzuciła, marszcząc czoło ze zniechęceniem.
-O czym ty mówisz Anne?- Louis zapytał słabo. Ton jego głosu malał z każdym razem, kiedy mówił coś do niej.
-Wiesz o czym mówię i nie graj przede mną głupca.- Anne odpowiedziała. Jej tęczówki jarzyły się nienawiścią i odrazą, kiedy patrzyła na młodego mężczyznę. Cała wręcz biła nienawiścią do niego.
-Nie-nie mam pojęcia, Anne…- Louis wymruczał słabo. Anne nie odpowiedziała, a jedynie nadal patrzyła na niego tym spojrzeniem, pod którym Louis chciał się schować i zwinąć w kulkę. –Mogę go zobaczyć?- Zapytał cicho i z nadzieją.
Anne zachichotała kpiąco.- Spodziewasz się, że pozwolę ci się z nim zobaczyć? Po tym co mu zrobiłeś? Chyba sobie ze mnie żartujesz!
Louis westchnął ciężko jednak jego głos stał się jakby stabilniejszy.- Jak mam się dowiedzieć co zrobiłem, kiedy nie mogę go zobaczyć?
Spojrzenie Anne nie zmieniło się, jednak żadne słowo nie opuszczało jej gardła. Stała tam w ciszy, na nic nie odpowiadając.
-Proszę cię tylko pozwól mi go zobaczyć, Anne.
- Trzymanie mnie z dala od niego nie pomoże w niczym.
- Musze z nim porozmawiać. Muszę wytłumaczyć co zrobiłem źle, pomimo tego, że nadal nie wiem o co chodzi.
- Nie oddzielaj mnie od mojego chłopaka. Powinienem chyba wiedzieć co zrobiłem źle i czym go wkurzyłem.
-Nie odejdę, dopóki nie dowiem się co się stało.
-Muszę mu pomóc, ja-
-Dobrze.- Anne przerwała mu jego wywody.- Ale tylko ze względu na Harry’ego, na tym co ty czujesz mi nie zależy.
Louis nie zagłębiał się zbytnio w to co powiedziała w ostatnim zdaniu, a jedyne na czym się skupił to na tym, że będzie mógł porozmawiać z Harrym. Myśl o tym była przerażająca, zastraszająca i trochę odstraszająca.
Kiedy szedł po schodach powoli i ostrożnie, jedyne o czym mógł myśleć, to niesamowity ból serca spowodowany tym, że skrzywdził w jakiś sposób Harry’ego. Właśnie ta myśl spowodowała, że chciał w tym momencie obrócić się na pięcie, pobiec do swojego domu i upić się butelką jakiegokolwiek alkoholu.
Ale nie. Louis musiał zmierzyć się z problemem, cokolwiek zrobił i jakkolwiek bardzo niszczyło go to od środka. Cokolwiek sprawiło, że Harry zdenerwował się na niego, zabijało go od środka, jednak musiał znać odpowiedź na pytanie, co to było i naprawić to.
Musiał wiedzieć co zrobił, że zranił swojego Harry’ego, jednak gdzieś w głębi swojej głowy, Louis wiedział o co chodziło, jednak nie chciał w to uwierzyć, dopóki nie dowie się tego osobiście.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz