środa, 27 listopada 2013

119

Niebo Nibylandii było kocem szarości ponad czubkami głów, z widocznymi gdzieniegdzie lekkimi odcieniami pomarańczowego, jako że zbliżała się noc. Louis przechylał się nad brzegiem, tam gdzie kończyły się trawa i ziemia, a zaczynało nieruchome jezioro, dokładnie pośrodku Nibylandii. Przez krótką chwilę patrzył z góry na swoje odbicie, poczym zanurzył palec w chłodnej wodzie, oglądając rozchodzącą się od niego falami ciecz. Uśmiechnął się szeroko z powodu tego, jak ta czynność zdeformowała jego twarz, a następnie rozczapierzył palce, nadawszy swojej dłoni kształt gwiazdy, uderzając nią o wodę i krzywiąc się, kiedy małe kropelki uniosły się, żeby wylądować na jego buzi. Usłyszał zza siebie stłumiony chichot. Kiedy się obrócił, zobaczył obserwującego go z zafascynowaną miną Harry’ego, który zastanawiał się nad tym, jak coś tak głupiego mogło mu przynosić tak wiele radości. Następnie Harry pomyślał o tym, jak Louis zareagowałby w prawdziwym świecie. W jego rodzinnym mieście był dom luster - jak wiele zabawy chłopak miałby z nimi?

- Chodź - wymamrotał Louis, poklepując wilgotną ręką miejsce obok siebie.

Harry ruszył w jego kierunku, aż znalazł się obok niego na kolanach, również wpatrując się w wodę. Jednak Louis nie skupiał się już na własnym odbiciu. Wszystkim, co widział, była blada twarz skoncentrowana na nieruchomej, przejrzystej cieczy oraz głowa pełna loków, które nie były tak naprawdę zdefiniowane na obrazie.

- Nawet w wodzie jesteś ładny - skomentował, niemal zahipnotyzowany tym, że w wodzie Harry wyglądał prawie jak duch, choć nadal był bardzo, bardzo piękny.

Ciepło z dołu brzucha Harry’ego wzrosło do jego uszu, gdy chłopak poczuł, że ich czubki zaczynają palić, jak zawsze, kiedy był w pobliżu Louisa.

- Lou - przerwał ich chwilę Harry, spadając do tyłu na tyłek, przez co siedział teraz na trawie.

- Haz - odpowiedział Louis żartobliwie, wykorzystując okazję, żeby wspiąć się na kolana Harry’ego i przyjąć wygodną pozycję, dzięki czemu był perfekcyjnie usadowiony na jego skrzyżowanych nogach. Owinął ramię wokół szyi młodszego chłopaka, schylając głowę w dół, tak że skronią opierał się o własne podparte ramię. Wzniósł małą, wolną dłoń do naszyjnika Harry’ego, który znajdował się w jego rękach. Ścisnął okrągły kawałek plastiku pomiędzy palcem wskazującym i kciukiem, pozwalając opuszce kciuka pogładzić jego gładką teksturę.

Długie ramiona Harry’ego otuliły wsparte na jego podołku małe ciało, bezpiecznie trzymając je przy sobie, zanim Louis miał szansę się rozproszyć i jak zawsze go zostawić.

- Chcę z tobą o czymś porozmawiać.

Louis zamruczał, z oczami skupionymi na naszyjniku, który już go rozpraszał. Harry wziął jego rękę w swoją własną, odciągając jego uchwyt od biżuterii, dzięki czemu ich dłonie mogły się złączyć i Louis nie miał wyboru, jak tylko wysłuchać tego, co Harry miał do powiedzenia.

- Tam, skąd pochodzę, potrzeba o wiele więcej, niż po prostu… tego, co robiliśmy, żeby ktoś był nasz. W sensie, to nie czyni mnie oficjalnie twoim…

- Co? - Głos Louisa zaskrzeczał przy końcówce słowa. Jego ręka, która była owinięta wokół szyi Harry’ego, ścisnęła w panice materiał koszulki chłopaka. - Jesteś mój. Powiedziałeś, że jesteś mój. Jesteś mój - jeszcze raz wywalczył z siebie słowa, schylając się do przodu, żeby przycisnąć desperacko usta do spodniej strony podbródka Harry’ego, rozpoczynając w tamtym miejscu ssanie znaku. Ale chłopak zaprotestował, pochylając głowę w jego kierunku, przez co jego szyja skuliła się i Louis nie miał wyboru: musiał oderwać się od skóry.

- Cii, nie - wymamrotał Harry, przyciągając jego ciało bliżej siebie na kolanach. O ile było to możliwe. - To znaczy, tak. Jestem twój. W stu dwudziestu ośmiu procentach twój, kochanie. Po prostu chodzi o to, że zwykle, kiedy ludzie mają siebie nawzajem, nazywa się to umawianiem na randki.

- Więc umawiamy się na randki? - wybąkał Louis, wciąż niepewny przez to, jak Harry bez ogródek zaznaczył, że do siebie nie należeli.

- O to właśnie chodzi. Chcę się z tobą umawiać. Chcę, żebyś był moim chłopakiem. Oficjalnie.

- Chłopakiem - Louis powtórzył pod nosem nowe dziwactwo, rozluźniając uchwyt na materiale koszulki Harry’ego.

- Tak, chłopakiem. Jeżeli zaczniemy się ze sobą umawiać, będziesz moim chłopakiem. Nie kolegą, nie najlepszym kumplem. Po prostu… moim chłopakiem.

- Chcę być twoim chłopakiem - mniejszy chłopak praktycznie uciął jego zdanie, zanim Harry miał możliwość je dokończyć. - Ale „chłopak” nie brzmi miło.

Harry zmarszczył brwi, patrząc z góry na twarz, która była niemal wetknięta w jego szyję.

- Lubię nazywać cię najlepszym kumplem. Ale skoro to słowo nie wystarcza, będę mówił „mój całuśnik”. - Louis odsunął się od pocieszająco ciepłej skóry Harry’ego, żeby spojrzeć mu w oczy.

- „Twój całuśnik”?

- Poprzez całowanie pokazujemy sobie, że się kochamy, co nie? - zapytał, jakby Harry myślał w tym momencie w sposób konwencjonalny i nie zrozumiał. Pochylając się do przodu, złożył szybki pocałunek na ustach Harry’ego, tylko ze względów uspokajających. - Umawiamy się ze sobą. Ty jesteś moim całuśnikiem. Uważam, że to oznacza o wiele więcej, niż po prostu… chłopak. W każdym razie, to głupie słowo. Nie jesteśmy kolegami. Dlaczego miałbyś być moim chłopakiem?

Miał rację. Ale Harry się tym nie przejmował, ponieważ sposób, w jaki Louis patrzył na różne rzeczy był absolutnie uroczy i nadawał o wiele większego znaczenia sprawom, które liczyły się najbardziej. Louis tak to robił.

Niebo było teraz niebieskawoszare, choć wciąż raczej przyjemne. Niedługo miało być czarne jak smoła, jedynie ze światłem księżyca czyniącym wszystko widocznym, ale nie miało to nastąpić dopóki coś migotało przy czubku góry, gdzie rozbijał się okoliczny wodospad. Harry uniósł spojrzenie, widząc cały bok wzniesienia rozświetlony małymi pstryknięciami żółtych światełek. Nie wiedział, czy były to wróżki, czy jakieś inne stworzenie, które wędrowało przez krainę, ale widok był ładny i załatwiał całą romantyczną scenerię, na jaką miał sekretnie nadzieję Harry, gdyby przyszło mu poprosić chłopaka, w którym się zakochał, żeby był jego, oficjalnie. Oczy Louisa były nakierowane na bok jego twarzy, przez cały czas, w którym ten był zafascynowany widokiem, jaki Louis widział przez całe swoje życie. Pochylił się i złożył delikatny pocałunek w kąciku ust Harry’ego, zamykając oczy, gdy jego wargi weszły w kontakt z ciepłą skórą. To zdecydowanie zwróciło uwagę młodszego chłopaka. Nieznacznie przekręcił głowę, dzięki czemu ich sta były teraz w pełni na sobie osadzone, zamykając miękkie oddechy w środku działania miłości. Harry zmienił ich położenie, ostrożnie kładąc na chłodnej trawie mniejszego chłopaka, który w jego uścisku wydawał się naprawdę kruchy. Pozwolił sobie unosić się przez chwilę nad znajomym ciałem, patrząc z góry w niebieskie oczy, które przyjęły odbicie żółtych światełek, dochodzących ze wzniesienia. Harry nie sądził, aby coś mogło być idealniejsze, niż jego bratnia dusza. Zniecierpliwiony, Louis uniósł palce i zahaczył je o dyndający łańcuszek jego wisiorka, ciągnąc go do dołu, więc Harry był zmuszony znaleźć się bliżej jego twarzy. Ponownie złączył ze sobą ich usta, pozwalając im pozostać w tej pozycji przez moment, zanim poczuł, że było w porządku, aby pogłębić pocałunek. Pocałunek odbywał się poprzez delikatne ruchy, a sposób, w jaki ich usta tańczyły przy sobie wprowadzał ich w trans, dopóki Harry nie zdał sobie sprawy z tego, że Louis potrzebował czegoś więcej, niż po prostu całowania.

Większy chłopak ściągnął zielone rajtuzy, które były śliczne, gdy się na nie popatrzyło, ale stanowiły wrzód na tyłku, kiedy nie były dłużej potrzebne. Zsunął materiał w dół krótkich nóg, zdejmując je z jego stóp i odrzucając na bok od ich splątanych ciał. Przynajmniej raz Louis pozostał cicho, po prostu patrząc od dołu na chłopaka, który podpierał się nad nim, czekając na jego kolejny ruch. Harry posłał mu szybki uśmiech, zerkając na jezioro, które było tuż nad ich głowami. Wypchnął się do przodu, pozwalając swoim palcom zanurzyć się w zimnej wodzie, zanim powrócił do swojej poprzedniej pozycji.

- Co zamierzasz zrobić? - wyszeptał Louis, już bliski utraty oddechu, choć Harry nawet go jeszcze nie dotknął.

Harry wydął wargi, ukazując jedynie końcówki zębów, jak gdyby mówił „cii”, ale żaden dźwięk nie wyszedł na zewnątrz. Louis pokiwał powoli głową, z powrotem stykając ze sobą swoje rozchylone wargi, kiedy dostał polecenie od chłopaka z kręconymi włosami. Harry zaczekał, aż z jego palców przestało kapać, ale wciąż pozostawały one mokre i rozgrzane, poczym sięgnął ręką między rozchylone nogi Louisa i dotarł do ciasnego wejścia, które do tej pory było dotknięte tylko raz. Usta Louisa opuściło lekkie sapnięcie, gdy niewygodnie wygiął plecy w górę. Spróbował odnieść swoje uczucia z powrotem do sposobu, w jaki Harry kilka dni wcześniej zadowolił go przy pomocy swojego szatańskiego języka, ale to było naprawdę inne doznanie i nie tak delikatne, jak tamto.

Harry kontynuował przyciskanie opuszka swojego palca do pierścienia mięśni, dopóki nie zobaczył, że wyraz twarzy Louisa się uspokoił, chłopak zaczął się wyraźnie dopasowywać i pogodził się z nowym wrażeniem. Nie marnował więcej czasu: z pomocą wody z jeziora jako lubrykantu, pozwolił palcowi wskazującemu wśliznąć się bez trudu w wejście. Zmrużył swoje zielone oczy, gdy spróbował odczytać każdą minę na twarzy Louisa, kiedy ta zmarszczyła się w sposób, jakiego Harry nigdy wcześniej nie widział. Mniejszy chłopak utrzymywał powieki zamknięte, z plecami wciąż na trawie, gdy zacisnął się wokół dużego palca Harry’ego, nie do końca lubiąc uczucie bycia w ten sposób wypełnionym oraz zwyczajnie niewygodnym. Harry wyciągnął chłopca z jego kłopotliwego stanu i zagiął palec, przyciskając kostkę do ścian wejścia, czym spowodował, że Louis wypuścił zduszone „oh”, kiedy poczuł miękki, choć silny palec przylegający do nerwów w swoim wnętrzu, których istnienia nie był świadomy.

- Więcej? - zapytał Louis zdławionym głosem, z oczami ciasno zaciśniętymi.

- Będziesz musiał się dla mnie rozluźnić - wyszeptał blady chłopiec, uzmysławiając sobie, że przy tym, jak Louis reagował, nie było mowy, aby udało mu się dodać kolejny palec w ciasną przestrzeń.

Louis skinął głową, gdy wypuścił z ust długi oddech, a jego nieprzerwane westchnięcie uderzało w klatkę piersiową Harry’ego, kiedy lekko się rozluźnił.

- Dobry chłopiec - wymamrotał Harry.

Drugi palec ledwo się przecisnął, sprawiając, że Louis skręcił się w miejscu, niewątpliwie tworząc na zielonym materiale swojej koszulki plamy z trawy, które będą ledwo dostrzegalne. I raz jeszcze Harry zaczekał, aż poczuł, że było wystarczająco bezpiecznie, by powtórzyć swoje działania, które sprawiły Louisowi przyjemność, tylko odrobinę zginając palce. Teraz oba ugniatały nerwy Louisa, przyczyniając się do tego, że chłopak zaskomlał na dotyk, mocniej zaciskając powieki. Trzeci palec Harry’ego uniósł się, żeby również naprzeć na wejście i potrzeba było lekkiego wysiłku, zanim wszystkie trzy były skupione razem, wpasowując się w otwór, jakby były do tego stworzone. Co zaskakujące, Louis odpowiedział, samemu napierając na palce, które pozostawały nieruchome w jego wnętrzu, a jego usta rozchyliły się trochę bardziej, kiedy zmusił je do wsunięcia się głębiej. Uczucie nie było tak delikatne, jak przy użyciu języka, ale Louis nie wiedział, czy chciał teraz delikatności. Był przekonany, że potrzebował czegoś brutalnego, ponieważ o to właśnie krzyczał każdy nerw jego ciała.

- Więcej, więcej, więcej - wysyczał swoje żądania.

To ponownie zaskoczyło Harry’ego, ponieważ jeszcze nigdy nie widział, aby Louis tak potrzebował jego dotyku. Wiedział, że uczucie bycia pieprzonym palcami było wspaniałe, ale nawet jeszcze nie zaczął, a Louis już usychał żałośnie z potrzeby. Ale odepchnął na bok tę myśl, początkowo powoli wprowadzając i wyprowadzając palce, dając sobie samemu możliwość poczucia każdego milimetra Louisa, a Louisowi poczucia każdego milimetra siebie. Mimo to starszy chłopak był cicho, jak gdyby wszystkie odgłosy, które błagał o wydostanie się, zostały uwięzione w połowie jego klatki piersiowej, razem ze wszystkimi słowami, jakie chciał wykrzyczeć do chłopaka nad sobą. W tej chwili potrzebował tego wszystkiego. Ale nie było tak, dopóki końcówki palców Harry’ego nie trąciły jego wrażliwej prostaty, tak że Louis wykrztusił dźwięk, który nie brzmiał ludzko, zmuszając swoje oczy to otwarcia się, gdy z desperacją spojrzał w górę na Harry’ego.

Harry nabrał ostro powietrza; sposób, w jaki chłopak na niego patrzył był niemal nie do zniesienia. Jego niewinne spojrzenie zniknęło i zostało przejęte przez czystą żądzę. Przytaknął, jakby Louis poprosił o więcej, ponieważ wyraz jego twarzy praktycznie zrobił to za niego. Palce Harry’ego zaczęły skręcać się i wpadać do środka i na zewnątrz otworu, za każdym razem uderzając w ten określony punkt, gdy udoskonalił kąt, nad którym musiał popracować.

„Harry, Harry, nie, Harry” były jedynymi słowami, które wychodziły z ust Louisa, gdy ten wił się, krzyczał, piszczał i unosił się, ponieważ był tak bardzo obezwładniony i musiał to jakoś pokazać Harry’emu.

- Nie, nie, nie, prze-przes.. Harry - wykrztusił poprzez uwięzły w gardle oddech, całkowicie zmieszany. Nie wiedział, co się dzieje. Przyjemność, jaką czuł, była nie do zniesienia, prawie jak orgazm, ale Louis nawet jeszcze do niego nie doszedł. Z pełną uczciwością można powiedzieć, że był przerażony. Nie wiedział, dlaczego to sprawia taką przyjemność i nie wiedział, co ze sobą zrobić. - Nie chcę tego - zaczął się wyrywać, zasysając dolną wargę, żeby zapobiec drżeniu ust, mimo że cała reszta jego ciała się trzęsła.

- Kochanie - przerwał jego krzyki Harry, w sam raz zakrzywiając palce, gdy przestał nimi poruszać, co spowodowało, że Louis zaskomlał raz jeszcze. - Wszystko jest w porządku - powiedział łagodnym głosem, pochylając się do dołu, żeby złożyć miękki pocałunek na jego ustach, tylko żeby mu przypomnieć, że go kochał. - Wiem, że to sprawia przyjemność, ale musisz się uspokoić - przemówił, w czasie gdy Louis zaskomlał nieporadnie, z całych sił próbując się nie poruszać, ponieważ wtedy palce Harry’ego uderzyłyby we wrażliwe punkty.

- Po prostu czuć? - zapytał Louis pytającym tonem, a jego skomlenie uspokoiło się do cichych odgłosów niedosytu.

- Tak - uśmiechnął się Harry, składając kolejny pocałunek na jego ustach. - Po prostu czuj.

Louis skinął głową, dając Harry’emu sygnał do kontynuowania pracy palcami. I Harry kontynuował, wprowadzając palce w ten sam sposób, co poprzednio, żeby wysłać Louisa na skraj i nie słyszał już gorączkowych odgłosów, dopóki z nietkniętego penisa Louisa nie wyciekły na jego koszulkę białe smugi, a jego twarz nie zrelaksowała się po intensywnym orgazmie i wróciła do normalności. Wciągnął legginsy z powrotem na małego chłopaka, unosząc się nad nim, gdy obserwował, jak części jego ciała przestają drżeć.

- Bardzo dobrze się spisałeś - wyszeptał Harry, komplementując to, jak Louis zaakceptował przyjemność płynącą z nadmiernej stymulacji.

Oczy Louisa zatrzepotały, otwierając się, gdy wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu, dumny z samego siebie, ponieważ Harry był dumny z niego.

W ciszy, Harry zdjął naszyjnik, którym wcześniej bawił się Louis i umieścił go wokół szyi starszego chłopaka, zapinając mu go na karku i przyciskając białą muszelkę do jego skóry.

- Proszę. To będzie ci przypominało, że jestem twoim całuśnikiem, a ty moim.

Louis spojrzał w dół na naszyjnik i ścisnął go w swojej małej dłoni, gdy uśmiech na jego twarzy nieprawdopodobnie pojaśniał.

- Bardzo cię kocham - wymamrotał, wychylając się, żeby złożyć pocałunek na spierzchniętych wargach Harry’ego.

- Ja ciebie bardziej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz