Zayn siedział na końcu kanapy Harry’ego przez dziesięć minut, a Harry siedział na krześle na przeciwko niego, nikt z nich nie odezwał się ani słowem, ani nawet nie nawiązali kontaktu wzrokowego. Było bardzo niezręcznie, tak jak przypuszczał.
Wnętrze domu Harry’ego nie było tak tragiczne jak na zewnątrz, miał całkiem miłe wnętrze. Oczywiście wydał cześć swoich pieniędzy mądrze, lecz było ono w pewnym sensie brudne. Wyglądało jakby Harry zapomniał, jak powinien o nie dbać.
Harry był, więc Harry nie wyglądał tak jak go Zayn zapamiętał. Był teraz chudy, bardzo chudy, nie miał już mięśni, jego ramiona były pokryte gdzieniegdzie tatuażami. Wyglądał na zmęczonego, nie, wyglądał na naprawdę wykończonego, jakby nie spał z tydzień, a pod jego oczami znajdowały się ciemne, opuchnięte kręgi.
Jego włosy urosły, aż za bardzo, były o wiele dłuższe niż zapamiętał. Harry był rok młodszy od Zayna, ale teraz wyglądał na około dziesięć lat starszego, tak, Harry zdecydowanie zapomniał jak dbać o siebie.
- Co tu w ogóle robisz? - zapytał Harry, wreszcie przerywając ciszę, a Zayn spojrzał na niego. Wzrok Harry’ego patrzył przez okno, nie na starszego chłopaka.
- Więc, przyszedłem cię zobaczyć oczywiście.
Harry prychnął i przewrócił oczami, przesuwając się niezręcznie na krześle.
- Minęły cztery lata, a ty jak grom z jasnego nieba przychodzisz, żeby mnie zobaczyć? Na pewno moja mama przysłała cię tutaj, prawda?
- Minęło półtora roku właściwie, wpadłem na ciebie na imprezie.
Harry zwężył oczy, próbując sobie przypomnieć i sprawdzić, czy pamięta spotkanie, ale nie pamięta już zbyt wiele z tego, co działo się na imprezach. Dobrze przyjrzał się Zaynowi, siedział tam, ubrany jakby był naprawdę kimś, jego torba od Gucci’ego leżała na kolanach, nie chcąc położyć jej gdzieś na dole – Harry właściwie nie winił go za to. Nie czuł nic, oprócz zazdrości, Zayn osiągnął coś. Harry chciałby być nim.
- Lub moja mama cię tu przysłała.
- Jak chcesz Harry, potrzebujesz pomocy.
- Od ciebie? Taa, nie dzięki.
- Słuchaj, odłożyłem całe życie dla ciebie. Mogłem teraz pracować, żyć moim życiem, bawić się, czekać na coś, mieć wszystko na skinięcie palcem i brak zmartwień – to może robić ze mnie snobistycznego dupka, ale to właśnie to, co mogłem teraz robić, ale nie, wziąłem pierwszy samolot i przyjechałem aby ci pomóc, potrzebujesz tego.
- Czemu w ogóle się martwisz? Nienawidzisz mnie, zawsze mnie nienawidziłeś.
- Nie Harry, kochałem cię, byłeś moim najlepszym przyjacielem i mogłem spodziewać, że tak wszystko się skończy. Wiedziałem to, ale nie chciałeś słuchać, nie chciałeś słuchać mnie, Louisa, nikogo. Zrujnowałeś to co mieliśmy i to mnie dobijało, to że stawałeś się kimś, kim nie jesteś, to dobijało nas wszystkich. Nie mogłem już zgadzać się na twoje zachowanie, nie mogłem patrzeć, jak cały zespół się rozpada. Myślałeś, że wszyscy są przeciwko tobie, kiedy tak naprawdę nie chcieliśmy, żeby to po prostu się stało.
Harry siedział cicho przez kolejne dziesięć minut, pozwalając Zaynowi wypowiedzieć się.
- Wyglądasz naprawdę gejowsko.
- Powiedział ten, który nagrał gejowską seks taśmę.
- Nieważne.
———
Było ciemno, kiedy Zayn skończył czyścić schody w domu Harry’ego, wcześniej wyszorował podłogi, odkurzył, pomył naczynia, podniósł śmieci, wyprał i wyprasował ubrania, zamówił artykuły spożywcze przez Internet oraz wezwał kogoś, żeby naprawił okno, a teraz pozostało mu tylko zmierzyć się z nim.
Niestety znalazł jeszcze kilka igieł, których Harry nie pozbył się, poza tym jeszcze żyletkę, która była pobrudzona krwią, ale o tym porozmawia z Harrym później. Teraz był zbyt wykończony, żeby znów się z nim kłócić.
- Wow - usłyszał przy drzwiach, Harry rozglądał się po o wiele czyściejszym miejscu, stojąc ubrany całkiem przyzwoicie, w jeansy, koszulkę i bluzę, wcześniej wykąpał się i ułożył włosy, wyglądał o wiele lepiej.
- Gdzie wychodzisz?
- Na zewnątrz.
- Tak, ale gdzie?
- Do klubu.
Zayn zacisnął zęby, Harry nie chciał powiedzieć mu, gdzie wychodzi, ale Zayn wiedział, że był to kod, w którym oznajmia mu że wychodzi naćpać się, upić i pieprzyć kogoś nieznajomego, a Zayn nie mógł mu na to pozwolić.
- Idę z tobą.
Harry ściągnął brwi i zaśmiał się.
- Nie.
- Powstrzymasz mnie? - Zayn rzucił wyzwanie, podchodząc do młodszego chłopaka i pochylając głowę w jego stronę.
- Jak chcesz - wymamrotał, odwracając się i wyłączając światło. Zayn zauważył, że Harry często używa tego słowa, jakby stało się tematem jego życia.
To właściwie bolało Zayna, a nie był tu nawet całego dnia. Harry był w o wiele gorszym stanie, niż przypuszczał. To będzie trudne.
———
Zayn spojrzał na zegarek, przejechał palcami po otoczce szkła, Harry poszedł do łazienki piętnaście minut temu. Próbował iść z nim, ale Harry stwierdził, że nie potrzebuje nikogo, aby trzymał jego rękę, zniknął na zbyt długo. To był błąd, powinieneś pójść z nim, Zayn mówił, dobijając siebie jeszcze bardziej.
Minęło kolejne pięć minut, a on patrzył na tłum na parkiecie, Harry był tam, śmiejący się, nie mógł prawie ustać na nogach, a jakiś koleś był przyczepiony do jego szyi.
Kurwa, zjebałeś. Od razu wiedział, że chłopak coś wziął i to wszystko było jego winą, nie był wystarczająco wymagający i stanowczy, kiedy nie poszedł z nim do łazienki.
Harry nawiązał kontakt wzrokowy z Zaynem i uśmiechnął się, odwracając głowę i wkładając język jeszcze głębiej chłopakowi do gardła, chłopakowi, który wstrzyknął mu właśnie coś, czego potrzebował. Czuł jak narkotyki zaczynają działać, to był jedyny raz, kiedy cieszył się życiem, zapomniał o wszystkim i skupił się tylko na tym jak działają na niego narkotyki, jak sprawiają, że jest chciany przez tego nieznajomego. Teraz nie czuł nic poza tym.
Nie spodziewał się jakiejś ręki, która boleśnie go obejmie za nadgarstek i szarpnie to tyłu, syknął kiedy palce Zayna nadusiły na cięcia, które były świeże, sprzed paru godzin. Nie zamierzał dać za wygraną, odciągnął Harry’ego z dala od nieznajomego mężczyzny i przyciągnął do siebie.
- Co do kurwy Harry?
- Co do kurwy Zayn? - zripostował, próbując uwolnić się z ucisku, ale Zayn przyciągnął go jeszcze mocniej, tym razem Harry właściwie wyszeptał.
- Spójrz na siebie - powiedział zaciskając zęby, jedno spojrzenie na przekrwione oczy Harry’ego, a w żołądku poczuł młodości, nigdy wcześniej nie widział kogoś w takim stanie, zwłaszcza kogoś, o kogo troszczył się do tego stopnia, jak dbał o Harry’ego.
- Wyglądam lepiej niż ty.
Zayn głośno się zaśmiał i potrząsnął głową.
- Nie, ty wyglądasz jak gówno. Wyglądasz jak żałosny, cholerny ćpun, tak właśnie wyglądasz.
Harry powoli zamrugał, nikt wcześniej nie był dla niego tak samo ostry i prawdomówny zarazem, jak Zayn, a jego słowa uderzyły w Harry’ego jak ciężkie ciosy w brzuch, nagle nie był już tak naćpany, wszystko co czuł to ból. Wszystko, co czuł to bezwartościowość.
- Czemu mnie nienawidzisz?
- Dlaczego do cholery ty nienawidzisz siebie? Jesteś o wiele więcej warty niż to, daj mi kluczę, chcę wrócić do twojego domu.
Harry nic nie odpowiedział, ani nie poruszył się, żeby dać Zaynowi klucze, więc Zayn przekopał kieszeń Harry’ego, aby je znaleźć i wyszedł z baru, nawet na niego nie spoglądając.
———
Zayn przysiągł sobie, że nie będzie czekał na Harry’ego, że pościeli sobie kanapę i zaśnie, ale nie potrafił. Zrobił sobie łóżko, ale potem usiadł na krześle, oglądając telewizor z wyłączonym głosem. Potrzebował wiedzieć, że Harry wróci bezpiecznie do domu. Nawet kiedy był na niego wkurzony, jak teraz, miał w głowie głosy, które mówiły mu, że gniew do Harry’ego i do samego siebie nie złagodnieje, dopóki chłopak nie wróci cały do domu.
Około godziny później Harry wrócił do domu, cicho zamykając drzwi za sobą. Nie słyszał żadnych głosów, chichotania ani niczego, co sygnalizowało, że Harry wrócił do domu sam – dobrze, to mały kroczek w dobrym kierunku, pomyślał Zayn.
Harry otworzył delikatnie drzwi do salonu, a jego oczy się rozszerzyły. Myślał, że Zayn będzie spał. Nikt nigdy nie czekał na niego, nigdy nikt nie siedział, żeby upewnić się, że wróci bezpiecznie do domu, czuł gule rosnącą w gardle, wiedząc że Zayn musiał się martwić o niego, ale szybko ją przełknął.
- J-Ja zamierzałem iść spać, a – ale możesz wziąć moje łóżko, ja – ja mogę spać na kanapie - jąkał się, myląc się w słowach, chęć płakania pawie go przełamała. Zayn poczekał na jego mały i prosty akt rozpaczy, ale Harry nie był już taki sam jak przed laty.
- Wolałbym spać tutaj, przynajmniej wiem, że jest czysto.
- Moja sypialnia jest czysta, ja – ja nigdy nie zaoferowałbym Ci jej gdyby – gdyby była brudna. Przyrzekam, że nigdy nie ćpałem tam - wyszeptał ostatnią część i przygryzł wargi, widząc że Zayn marszczy brwi, jego wzrok spadł na podłogę, czekając aż Zayn znowu powie, że woli spać na kanapie, niż gdziekolwiek gdzie wcześniej leżał Harry.
Ku jego zdziwieniu, Zayn zgodził się i wyłączył telewizor. Podniósł się i otrzepał ubrania, przeszedł przez pokój i zatrzymał się przy wyższym chłopaku, głowa Harrego lekko się opuściła, więc spojrzeli sobie w oczy.
- Dobranoc - powiedział prosto Zayn, nie słysząc odpowiedzi od Harry’ego, kiedy znikał za schodami.
Na piętrze było brudno, prawdopodobnie brudniej niż na dole. Pokój na końcu korytarza należał do Harry’ego, więc Zayn popchnął drzwi. Był zdumiony, widząc że pokój był…więc był nieskazitelny. Nie był taki jak reszta.
Usiadł na łóżku i przygryzł wargę, kiedy otworzył szafkę obok. Bał się tego, co może tam znaleźć, spodziewał się narkotyków, może żyletki, o czym musiał jeszcze porozmawiać z chłopakiem w loczkach. Był ciekawy, co Harry trzyma najbliżej siebie. To co zauważył na samej górze, to zdjęcie obrócone tyłem.
Podniósł je i odwrócił, oddech utkwił w nim, kiedy zobaczył co na nim było. To był zdjęcie zespołu, jedno z ostatnich, które zrobili sobie przed tragicznym końcem. Wiele kosztowało Zayna, żeby nie rozpłakać się, jedno zwykłe zdjęcie, a przywróciło tyle wspomnień, dobrych i złych, tak wiele, o których próbował zapomnieć.
Odłożył zdjęcie z powrotem do szafki i zamknął ją. Przejechał drżącymi dłońmi przez włosy i wziął parę głębokich wdechów, próbując doprowadzić trochę tlenu do płuc, próbując rozpaczliwie odepchnąć wszystkie myśli i wspomnienia, piątki chłopaków razem, zwłaszcza kiedy byli jeszcze nastolatkami, które do niego wracały. Odwrócił się od lampki i zakopał się pod pierzyną. Bleu de Chanel przeszło przez jego nos i nie mógł powstrzymać się od lekkiego uśmiechu, Harry nadal używał tego samego płynu po goleniu – nie wiedział czemu, ale dało mu to w pewien sposób coś na kształt komfortu. To była przynajmniej jedna rzecz, która pozostała taka sama.
Harry leżał na prześcieradle, wpatrując się w sufit. Nie mógł sobie przypomnieć ostatniego razu, kiedy położył się do łóżka nie będąc naćpanym lub spitym lub przynajmniej z kimś w łóżku. Te trzy rzeczy powstrzymywały go przed myśleniem w nocy, dwie pierwsze sprawiały, że zwykle zasypiał od razu, kiedy tylko jego głowa dotknęła poduszki, ostatnia sprawiała, że czuł się w końcu czegoś warty, że ktoś go chciał, chociaż tylko na jedną noc.
Harry nie lubił rozmyślać wieczorami, myślenie zawsze prowadziło go do złości. Przypominał sobie wtedy, jak bardzo spieprzył swoje życie, jak mogłoby ono wyglądać, jak stracił wszystkich, którzy tak wiele dla niego znaczyli. Te myśli prowadziły do tego, że zaczął się ciąć i oglądać jak krew spływa po jego nadgarstkach, to była jedyna rzecz, która wydawała się ułatwiać ten ból.
Odwracając się, zamknął oczy i pierwszy raz od lat, Harry zaczął płakać, aż zasnął.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz