niedziela, 24 listopada 2013

47

Niedziela 14

Język Louisa był ciężki i szorstki jak papier ścierny. Jego głowa bardzo bolała, a kiedy podniósł się, ból zdezorientował go. Wszystko widział jak przez mgłę. Ból pleców powiedział mu , że najprawdopodobniej nie spał dziś w łóżku. Tej nocy jego łóżkiem była podłoga w kuchni, która sama w sobie była brudna i lepiąca.

Przetarł oczy wierzchem dłoni, ponieważ wewnętrzna część była okropnie brudna. Popatrzył dookoła. Słońce oślepiło go na chwilę gdy znajdował się w kuchni. Było tak jak normalnie, pomijając jakąś substancję wylaną na ziemi i dwie puste butelki, poczekaj, co to było?- wódka. Nie chciał przypominać sobie co doprowadziło go do takiego stanu. Jednak wszystko powróciło w momencie kiedy gorąca kawa spłynęła w dół jego przełyku.

Robienie tej kawy było pełne potknięć i przekleństw, jednak ostatecznie udało mu się zrobić ją i usiąść na najczystszym krześle z kubkiem przed sobą. Zapach powoli budził jego zmysły. O Boże dziękuję ci że nareszcie normalnie widzę.

Gorący napój przeleciał przez jego gardło. Ostry smak pomieszał się ze smakiem alkoholu. Nie starał się zbytnio na niczym skupiać, ponieważ wiedział, że cokolwiek złego zrobił poprzedniego dnia, to wszystko wróci do niego samo. I tak się stało, gdy wstał.

Gdy powoli każdy detal powracał do jego głowy, razem z nimi przychodził też żal, który skumulował się w jego gardle. I wtedy Louis zaczął rozmyślać nad wszystkim, co zrobił, aż do momentu kiedy poczuł żar gdzieś na samym dole swojego żołądka. Jeżeli przedtem mógł nazwać to bólem i irytacją, teraz już nie dał rady. Szybko wstał z krzesła i podbiegł do zlewu. Pochylił nad nim głowę i zwymiotował całą zawartość swojego żołądka. Może to wszystko przez alkohol który wczoraj skonsumował. Nie, Louis nie był głupi. Jego ciało reagowało tak na to wszystko co wczoraj zrobił.

Po tym jak przepił ten fatalny smak w swoich ustach wodą, Louis pochwycił w dłonie swoją głowę. Jego oczy były mocno zaciśnięte, jak gdyby chciał wyrzucić z głowy to wszystko co zrobił. Nie powstrzymując się, Louis wyszeptał pod nosem krótkie przekleństwo, „Kurwa”

Nie mógł zachowywać się jak tchórz. Musiał stanąć twarzą w twarz z tym co się zdarzyło. Nie mógł udawać, że to się nie wydarzyło, przynajmniej nie mógł okłamywać siebie. Musiał to przemyśleć, być może spróbować zrozumieć dlaczego do cholery powiedział te wszystkie głupie rzeczy.

Zaraz po tym jak wyszedł z mieszkania Zayna, a zrobił to wcześniej niż przypuszczał, dowlókł się do swojego mieszkania i usiadł w salonie, pozbawiony jakiegokolwiek ruchu przez dobre 20 minut. Po prostu tam siedział, przyglądając się, oddychając w ciszy, odrętwiały. Nie potrafił skupić się na czymkolwiek co się stało. Wszystko widział jak przez mgłę.

Czy naprawdę właśnie powiedział, że jego chłopakiem jest Aiden pieprzony Grimshaw? Czy właśnie zaprzeczył że umawia się z Harrym? Czy naprawdę jest aż takim dupkiem?

Odpowiedź brzmiała tak.

I właśnie to sprowadziło go do mieszkania Aidena, któremu miał powiedzieć, że teraz są razem w związku. Brzmiało prosto, prawda?

Może nie.


Louis musiał wiele wyjaśniać chłopakowi który otworzył mu drzwi w piżamie, z wełniastą czapką na głowie, z szalikiem na szyi i rękawiczkami które ubrane były na ręce trzymające kubek gorącej zupy. Louis zdecydował, że nie będzie o to pytał i wszedł do mieszkania zdając sobie sprawę z tego, że ciepły ubiór był konieczny. Ogrzewanie zepsuło się, więc Aiden musiał chodzić jak – cytuję - „pieprzony miś polarny zawinięty w innego misia który ubrany był w kurtkę z zebry”.

Jego pierwszym zadaniem było przedyskutowanie całej sprawy z Aidenem. Nie chciał powiedzieć, że to właśnie jego imię zostało wypowiedziane. Aiden na początku był trochę zmieszany i nie zbyt pewny co powiedzieć. Jednak bardzo szybko zrozumiał o co chodzi.

Z czasem rozmowa stała się głębsza, a Louis stał się jakby bardziej… emocjonalny? Jeżeli do emocji można zaliczyć roztrzęsiony oddech, który stawał się załamanym szlochaniem, to tak, emocjonalny było właściwym słowem. Nie przestawał mówić jak zły jest na siebie, jak nienawidził się za to wszystko. Powiedział Aidenowi co zdarzyło się wcześniej , jak nie wiedział czemu to wszystko zrobił. Chłopak jedynie słuchał. Był jak gąbka. Pochłaniał wszystkie słowa, które wypowiadał i wszystkie łzy, które wylewał, a kiedy Louis potrzebował pocieszenia, wyciskał z siebie filozoficzne słowa.

Nie był zły kiedy Louis powiedział, że to właśnie Aiden ma być jego udawanym chłopakiem. Był spokojniejszy niż wydawało się Louisowi. Wydawało mu się, że powie mu żeby spieprzał ponieważ nie chce znów udawać, że się z nim spotyka. Jedyne co powiedział Aiden to, że wszystko jest w porządku. Zachował się jakby chciał spłacić swój dług w stosunku do Louisa.

Jedyne co go interesowało to jak przetrwa to związek Louisa I Harry’ego. Oczywiście Louis nie zamierzał niczego powiedzieć Harry’emu, ponieważ musiałby również powiedzieć o tym jak bardzo chłopaki go nie lubią, więc to nawet nie wchodziło w rachubę. Aidena najbardziej gnębiło poczucie winy. Wiedział, że prędzej czy później to wszystko pożre Louisa. To nie było tak, że będą musieli robić coś więcej jak tylko zachowywać się jak para, więc nie można nazwać tego zdradą, prawda? Aiden musiał zdać sobie sprawę z całego tego ryzyka, które stoi przed Louisem, aby sprawić żeby jego przyjaciele byli szczęśliwi i musiał poinformować o tym chłopaka. Powiedział mu, że jeżeli Harry się dowie, to to będzie koniec. Wiedział, że Louis nie mógłby- nie potrafiłby- wybierać pomiędzy jednym a drugim, ponieważ tak przyjaciele jak i Harry znaczyli dla niego więcej niż życie, ale i tak musiał być pewien, że chłopak zdaje sobie sprawę z konsekwencji.

Rozmowa z Aidenem wcale nie pomogła. Oczywiście ustabilizowała trochę sprawę, jednak nie pomogła chłopakowi z winą, która przepływała przez jego żyły. Oczy miał czerwone, a policzka mokre od stale spływających po nich łzach. Wyglądał żałośnie. Dla Aidena miarka przebrała się w momencie kiedy Louis zaczął z rozpaczą wręcz wykrzykiwać jak bardzo chce umrzeć. Ledwo co poradził sobie z jego spokojnym płaczem, a następnego dnia musiał wstać wcześnie i nie miał teraz ochoty na opiekowanie się emocjonalnym wrakiem. Louis kiedy tak użalał się nad sobą był niesamowicie głośno. Jego płacz był intensywny i donośny, a te wszystkie słowa jakie wypowiadał były tak mocne, że po chwili stały się po prostu głupie.

Więc, podsumowując to wszystko, chłopak podarował mu dwie butelki wódki i wysłał go z powrotem do domu gdzie mógłby wypłakać się do końca w spokoju.

I właśnie w ten sposób Louis znalazł się na podłodze w kuchni z wielkim kacem. Wiedział, że dochodzi już południe. W życiu nie budziłby się wcześnie z kacem, gdyby nie musiał. Zmęczenie spotęgowane było dodatkowo przez te wszystkie emocje które uwięzione były w nim. Wibracje telefonu były bezlitosne, jednak nie miał siły żeby dostać się do niego na drugi koniec pokoju, kiedy tak leżał bez celu na ziemi.

Wraz z kilkoma łykami wody którymi przepił Paracetamol, wstał wreszcie i dowlókł się do telefonu, aby go odebrać. Z zamglonymi oczami zaczął czytać kilka wiadomości które pojawiły się na ekranie.

Szybko odpowiedział na kilka wiadomości od Zayna, napisał słowa przeprosin i podziękowania do Aidena, po czym zaczął czytać cztery kolejne, które wysłał mu Harry. Wina zaczęła na nowo rodzić się w jego żołądku.

Od: Harry (9:46)

Gooooood morning, good morning, doo doo doo doo doo (była taka piosenka, ale nie pamiętam kogo) xxx

Od: Harry (11:02)

Loooouis. Przypuszczam że nadal śpisz, prawda? xxx

Od: Harry (12:35)

Niech Szanowny Pan podniesie swój leniwy tyłek z łóżka, teraz! Chcę z tobą porozmawiać. Nie żebym miał ci coś ciekawego do powiedzenia, ale tęsknię za rozmową z tobą xxx

Od: Harry (12:37)

Czy to nie jest głupie? To że tęsknię za tobą? Znaczy chodzi mi o to że minął jedynie dzień ( no dobra mniej niż dzień),ale nie wiem, tęsknię za twoim głosem. Jesteś moim jedynym źródłem oderwania się od rzeczywistości kiedy mama zabiera mnie na zakupy. Wiedziałeś że kobiety wstają o 7 rano żeby przygotować się do zakupów?! Ja teraz już wiem. Jestem wdzięczny, że mnie tak wcześnie nie obudziła. Pomijając to, napisz do mnie kiedy będziesz mógł skarbie xxx

Harry był tak uroczy, że Louis chciał przytulić go mocno I wycałować całą jego twarz, a to sprawiało, że czuł się jeszcze gorzej. To było okropne uczucie, wstrętne i obrzydliwe uczucie, jednak Louis wiedział, że na to zasłużył. Nie potrafił popatrzeć w oczy temu wspaniałemu chłopakowi, kiedy tak się czuł, kiedy czuł wstręt do tego wszystkiego co zrobił. Nie potrafił tak po prostu zachowywać się jakby nic się nie zdarzyło. Rany były takie świeże, a rozmowa z Harrym była jak posypywanie ich solą.

Do: Harry (12:43)

Cześć, przepraszam że tak późno odpisuje, masz rację właśnie się obudziłem. Ale już jestem na nogach, chociaż prawdopodobnie za dwie minuty wrócę do łóżka, ponieważ źle się czuję. Dzisiaj nie jestem najlepszym rozmówcą. Bardzo boli mnie głowa i muszę to wyspać. Wybaczysz mi? L xxxx

Od: Harry (12:44)

Jesteś chory? Oh Lou, nie powinienem tak cię nękać, przepraszam! Czuję się jak dupek, przepraszam L xxxx

Do: Harry (12:46)

Nie Haz! Nie czuj się tak, naprawdę, miło, że się mną przejmujesz! Nie przepraszaj, bo nie masz za co. Proszę, nie. Mówię szczerze. To ja przepraszam, że nie mogę uleczyć twojej nudy. xxxx

Od: Harry (12:48)

Idź I wyśpij ból głowy, dobrze? Porozmawiamy później. Zdrowiej Lou xxxx

Louis wydał z siebie głośny jęk kiedy zobaczył przeprosiny Harrego i jego akceptację. Chłopak był tak słodki i tak się o niego martwił. Louis powinien szanować to wszystko, jednak teraz to wszystko jeszcze bardziej go raniło. Nie kłamał kiedy powiedział, że źle się czuje, ale i tak była to tylko i wyłącznie głupia wymówka. Nie chciał rozmawiać z Harrym ponieważ bał się spojrzeć mu w twarz, a kaca użył jako przykrywki. Wiedział, że powinien się z nim spotkać jednak nie potrafił.

Był takim chujem.

Poniedziałek 14

Poniedziałek zawitał szybciej niż wszyscy się tego spodziewali, a w szczególności Louis, który spędził całą niedzielę włócząc się po swoim mieszkaniu i co chwila przysypiając. Nie udało mu się poskładać myśli ani dojść do tego, co powinien teraz robić. Wciąż nie wiedział jak to wszystko poskładać w całość i nie skrzywdzić swoich przyjaciół ani chłopaka.

Louis czuł się niesamowicie winny przez to, że nie rozmawiał z Harrym przez całą resztę niedzieli, po tym jak się obudził. W związku z tym, w przypływie wiary w siebie i w jego zdolności ignorancji wobec wydarzeń i emocji, Louis wysłał Harry’emu późno w nocy wiadomość, aby powiedzieć, że zamierza odebrać go następnego dnia ze szkoły.

Louis był bardzo zdenerwowany kiedy odepchnął od siebie wszystkie myśli i skupił się na następnym dniu. To był dopiero drugi raz kiedy zawita w szkole Harry’ego, jednak tym razem wszystko jest inne. Ostatnim razem pojechał tam, aby wspierać chłopaka i upewnić się, że wszystko z nim w porządku, a tym razem nie miał żadnego większego celu. Oczywiście nie zamierzał zawstydzać Harry’ego i czekać na niego przy bramie szkoły jak matka, która przyjechała po swoje dziecko po pierwszym dniu jego szkoły, jednak i tak wiedział, że inni uczniowie zauważą go. Wiedział, że mogą oni zdawać sobie sprawę z tego kim był, oczywiście część nie zwróci nawet na niego uwagi, jednak i tak nie był pewien jak może zareagować ta druga część. W ich kierunku mogą być skierowane oskarżycielskie spojrzenia, co może dość poważnie zadziałać na Harry’ego i o to Louis bał się najbardziej. Nie chciał, aby jego chłopak wstydził się przez niego.

Słońce odbijało się od szyby samochodu, nagrzewając jego wnętrze, przez co czuł się w nim jak w piekarniku. Wietrzyk, który poruszał drzewami był tak przyjemny kiedy dostawał się pod drelichową kurtkę i schładzał opalone ramiona Louisa. Kiedy już podjechał pod szkołę Harry’ego, nie mógł powstrzymać się przed wyjściem z samochodu i oparciem się o niego. Był pewien, że może wyglądać to dość stereotypowo, szczególnie kiedy kołnierz jego kurtki podwinięty był do góry. Przynajmniej nie starał się jeszcze chwalić swoim samochodem. Z resztą kto zachwyciłby się jego Nissanem Micrą. Jego ciemnoniebiesko-żółty podkoszulek był darem od Boga w momencie kiedy wiatr zawiał, ponieważ był bardzo przewiewny. Ręce schowane miał w kieszeniach i raz na jakiś czas przeczesywał jedną z nich swoją grzywkę, by nie wpadała mu do oczu.

Usłyszał rozmowy zanim zobaczył wszystkich tych uczniów, którzy opuszczali budynek szkoły. Widział jak rozdzielają się zaraz za bramą i każdy idzie w swoją stronę. Część przechodziła przez drogę, część szła w lewo, część w prawo. Chodziło tu naprawdę dużo ludzi, a każdy ubrany był w czarno - biały mundurek. Louis od lat go nie nosił i wcale nie narzekał. Nakaz noszenia krawata nigdy nie było jego ulubioną częścią szkoły i kiedy przyglądał się tym wszystkim chłopakom, którzy luzowali go zaraz po przejściu przez bramę, przypominał mu się on sam i uczucie tej niesamowitej ulgi.

Nagle usłyszał chłopięcy chichot który tak dobrze znał. Popatrzył w stronę szkoły i zauważył grupkę chłopaków, którzy dla zabawy popychali się nawzajem. Przypominał sobie te same czasy z małym uśmiechem na twarzy. Kiedy tak się przyglądał zauważył znajomą głowę pełną loków, która wyglądała zza tej grupy.

Niebieskie oczy Louisa spotkały zielone Harry’ego. Louis szybko zaczął myśleć nad tym dlaczego Harry jest z tymi chłopakami, a na twarzy wymalowane ma coś czego Louis nie potrafił rozpoznać. Harry na pewno nie należał do tej grupy. Można było to zauważyć i wywnioskować z poprzedniej rozmowy i nie był też do niczego zmuszany ponieważ nikt w szkole go nie prześladował.

Kiedy chłopaki zbliżały się do niego Louis zauważył, że Harry wierci się i kręci dziwnie z każdym momentem kiedy tamci faceci sie zatrzymują. Lokowaty stanął na palcach a jego oczy rozbiegały się po otoczeniu. Pomimo dystansu, który ich dzielił, Louis mógł zobaczyć ten uśmiech, który zarysował się na twarzy młodszego chłopaka w momencie kiedy go zobaczył, co sprawiło, że jego własne serce zabiło szybciej. I nie, oczywiście, że to jak Harry przygryzł swoją wargę w momencie kiedy do niego machał nic nie znaczyło, nic w nim nie zmieniło, a na pewno nie sprawiło, że Louis musiał zmienić swoją postawę, aby zmieścić się w sowich spodniach.

Louis pokiwał głową w stronę samochodu pospieszając tym Harry’ego. Harry jednak wzruszył jedynie ramionami, jego twarz skrzywiła się, a jego oczy przerzuciły się szybko na grupkę chłopaków, z którymi szedł. Louis widział, że Harry próbował się przecisnąć między nimi jednak nie dał rady. Harry pewnie często miał ten problem. Najbardziej smutne było to, że Harry nawet nie mógł zapytać czy go przepuszczą, a nawet gdyby mógł, pewnie nie zapytałby ich ponieważ był zbyt nieśmiały.

Ostatecznie Harry’emu udało się wyprzedzić grupkę chłopaków i zacząć iść – swoją drogą bardzo elegancko- w kierunku Louisa, a uśmiech nie opuszczał jego twarzy. Louisowi zajęło chwilę zanim dokładnie przeanalizował chłopaka od stóp do głów. Miał na sobie koszulę, która włożona była niechlujnie w czarne obcisłe spodnie – co podkreślało jego długi tors, a u Louisa powodowało atak serca. Rękawy podwinięte były do łokci i ukazywały na światło dzienne jego bladą skórę, a brązowa teczka zwisała na jednym z ramion. Ten widok był… dobrze… Louis nie potrafił ocenić ciepła jakie budziło się w jego żołądku na widok Harry’ego tak rozczochranego. Kiedy Harry zaczął luzować krawat, Louisowi ciężko było sobie wyobrazić Harry’ego gdziekolwiek indziej jak tylko w swoim łóżku.

Louis przyglądał się jak Harry zbliżał się do niego, niepewny jak ma się zachować. Chciał do niego podbiec i pocałować te jego wspaniałe usta, jednak wiedział, że koledzy ze szkoły Harry’ego nie zdają sobie sprawy z tego, że jest gejem. Chociaż nigdy się z tym nie ukrywał, to jego znajomi jakoś nigdy nie przykładali większej wagi do jego orientacji i dlatego właśnie Louis nie wiedział jak mogliby zareagować. Starszy chłopak nie chciał na nich naciskać.

Harry wręcz przeciwnie, wyprzedził grupkę szkolnych znajomych i wpadł prosto w ramiona Louisa, które nadal znajdowały się w kieszeniach. Z krótkim „pieprzyć to” pod nosem Louis wyciągnął swoje ręce i mocno przytulił Harry’ego, którego twarz schowała się w jego szyi.

-Wszystko w porządku?- wymruczał Louis. Harry jedynie pokiwał głową I odsunął się od Louisa z szerokim uśmiechem na swojej twarzy. –Wskakuj do samochodu, ale ostrzegam cię przed tym jak gorąco może być w nim teraz. –Harry zachichotał i usiadł na siedzeniu pasażera wachlując się dramatycznie.

Kiedy już obydwoje usiedli w swoich siedzeniach i otworzyli okna, Louis obrócił się w kierunku Harry’ego żeby zobaczyć jak chłopak rozsiadł się z szerokim uśmiechem. Wyglądał jakby czuł się komfortowo. Ostry ból przeszył klatkę piersiową Louisa kiedy zobaczył, że Harry jest tak szczęśliwy i tak zadowolony z tego, że jest przy nim. Chłopak był całkowicie nieświadomy tego co właśnie działo się w głowie starszego chłopaka. Tak bardzo chciał, aby wszystko było proste (i oczywiście byłoby gdyby nie Louis, który jest takim cholernym idiotą).

Może wina nie chciała opuścić go, ponieważ Harry niczego nie wiedział i zachowywał się jakby wszystko było w porządku. Nienawidził tego, że ukrywał Harry’ego przed światem i nie mówił mu wszystkiego. Jedyny sekret jaki miał przed nim, to ten z poprzedniej nocy i ten z jego wypadu do klubu kilka tygodni wcześniej i nienawidził się za to. Ich związek nie powinien być zbudowany na sekretach, a na razie to on był jedynym, który próbował tego dokonać. O, właśnie to najbardziej nie dawało mu spokoju.

Jego rozmyślanie skończyło się w momencie kiedy Harry zamachał dłonią przed jego twarzą. Louis potrząsnął głową chcąc zacząć myśleć o Harrym, a nie o harrymktóregookłamałem.

Idziemy na milkshake’a? Chce mi się tak bardzo truskawkowego. Kurde, cały dzień w szkole myślałem o jego smaku.

-Oh- tak, oczywiście- Louis wyjąkał. – Po drodze jest kawiarnia, prawda?- Harry przytaknął.

Louis poprawił się w fotelu I przekręcił kluczyki w stacyjce. W tym samym momencie kiedy miał już zacząć jechać samochodem, ręka Harrego chwyciła go za udo powstrzymując go.

Zanim odjedziemy, mogę zrobić jedną rzecz?

Usta młodszego chłopaka ukształtowały się w śmiały uśmiech, a Louis popatrzył na niego niepewny tego co zaraz może się stać. Harry odpiął swój pas i przesunął się na siedzeniu tak, że teraz siedział już prawie na hamulcu ręcznym. Louis wciąż się nie odzywał, a jedynie przyglądał się jak duża dłoń Harry’ego obejmuje tył jego szyi. Jego oddech był głęboki i ciężki. Wszystko to spowodowane było tym, że to Harry zainicjował tę sytuację. Powoli Harry zbliżył się do Louisa i docisnął ich usta do siebie. Cały ten moment spowodował, że po ciele Louisa przeszły ciarki pożądania.

Kiedy Harry spełnił swoje oczekiwania, odsunął się od Louisa usiadł powtórnie na siedzeniu i zapiął pasy. Z jego ust nie schodził uśmiech. Louis odjechał od szkoły. Widział, że Harry skrobie coś na kartce papieru i oblizuje przy tym usta.

Powiedział, że usta Louisa smakują jak kosz truskawek, a wszystko co Louis na nich czuł to poczucie winy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz