wtorek, 26 listopada 2013

108

- Wow - mruknął Louis, gdy jego palce musnęły małe, białe litery na cienkim papierze.

Harry przyniósł mu magazyn, który ukradł z pokoju swojej starszej siostry, licząc na to, że jego najlepszy przyjaciel polubi jasne kolory i głupie historie, jakie celebryci wewnątrz mieli do zaoferowania. Louis oczywiście nie potrafił czytać, ale Harry wymyślił, że to dobre narzędzie do odwrócenia jego uwagi i utrzymania go z dala od kłopotów.

- Ci ludzie są naprawdę piękni - skomentował Louis. Przerzucił ostrożnie cienką stronę, przechylając głowę na bok, jakby próbował uzyskać lepszy widok na duże zdjęcia i przykuwające wzrok nagłówki. - Tak jak ty. Czy ty też tu jesteś? - Jego oczy zamigotały z ciekawości poprzez gęste rzęsy.

Na nieświadomie sformułowany komplement policzki Harry’ego zarumieniły się jasnym różem. Właśnie przez takie niepozorne, głupie komentarze jego żołądek obracał się w bardzo niewygodny sposób. Często doświadczał tego uczucia w pobliżu Louisa.

- Nie, Lou. - Usiadł na twardej skale obok chłopaka spowitego w zieleń. - To są celebryci. Ludzie, którzy śpiewają i występują w moim świecie.

Louis przytaknął, zwracając uwagę z powrotem na artykuł przed sobą. Jego nos zmarszczył się prawie do połowy twarzy, gdy wpatrywał się w wyrazy, ogarniany frustracją. Starał się zapamiętywać rzeczy, których Harry uczył go o słowach i sposobie, w jaki je rozpoznawać na papierze, ale po prostu nie potrafił tego zrobić. To było tak, jakby codziennie je wymawiał i poczuł się całkowicie głupi, nie będąc zdolnym do rozpoznania które słowo było którym. Harry raz po raz badał wzrokiem minę Louisa i natychmiast zdał sobie sprawę z tego, dlaczego na jego twarzy zagościł wyraz bólu.

- Z którym słowem masz problemy?

- Ze wszystkimi. - Louis zmarszczył brwi, gdy jego usta wykrzywiły się w nieznacznym niezadowoleniu.

Harry nigdy wcześniej nie widział Louisa nachmurzonego. Nawet kiedy chłopak nieudolnie zeskakiwał z drzew na skały i z wodospadów w przenikliwie zimną wodę, nadal wychodził z tego roześmiany, śmiejąc się ze swoich nieudanych prób. Lub gdy któreś ze stworzeń w Nibylandii zachorowało, Louis zawsze był tym, który żegnał je z uśmiechem, patrząc na jasną stronę sytuacji, chociaż Harry wiedział, że wewnątrz siebie je opłakiwał. Grymas, który był wciąż widoczny na jego twarzy, sprawił, że serce Harry’ego spadło na dno żołądka i chociaż chłopak słyszał o ludziach, którzy w chwilach smutku czuli, jak ich serce opada, nigdy wcześniej tak naprawdę tego nie rozumiał.

Nabrał głęboko powietrza, jakby tlen, wdychany i opuszczający jego ciało pod inną postacią, mógł pomóc z powrotem wznieść je na swoje miejsce, ale tego nie zrobił.

- Rozchmurz się, kochanie. Wszystko w porządku. Przeczytam to dla ciebie. - Harry pokiwał głową i złapał brzeg magazynu, ciągnąc je do siebie, tak że połowa broszury spoczywała na udzie Louisa, a druga na jego. Harry umieścił opuszkę palca wskazującego tuż przed zdaniem, które zamierzał przeczytać, aby Louis zrozumiał, skąd brały się słowa.

- Kristen Steward, gwiazdę nadchodzącego filmu „Przed Świtem. Część 2”, zauważono spacerującą po ulicach Nowego Jorku z licznymi malinkami na szyi. Grającego u jej boku Roberta Pattinsona nie było wtedy w kraju. Albo Kristen ma nowego kochanka, albo wdała się w solidną bójkę - skończywszy akapit Harry zachichotał nieznacznie, całkowicie zdumiony tym, jak bardzo magazyn spragniony był afery.

Louis pozostał cichy, pochylając się do przodu, by zyskać lepszy wgląd na wysokiej jakości zdjęcie Kristen wędrującej po ulicach. Uniósł palec i przeciągnął nim po cienkim papierze w miejscu, gdzie malinki były osadzone na lewej stronie szyi dziewczyny.

- Malinki? - zapytał z ciekawością, przekrzywiając na bok głowę, aby spojrzeć na Harry’ego. - Co to są malinki?

Twarz Harry’ego skręciła się w zamyśleniu, zanim wyjaśnił: - Malinki są sposobem wyrażenia czyjejś przynależności. Żeby pokazać wszystkim innym, że ta osoba należy do ciebie.

Oczy Louisa rozbłysły, a drobinki ciemnego granatu w jego tęczówkach zdominowały resztę jasnego błękitu.

- Czy to boli?

- Nie.

- Chcę pokazać ludziom, że jesteś mój, Hazza.

Harry widział, jak to nadchodzi. Za każdym razem, gdy Louis odkrywał coś, co wiązało się z seksualną przyjemnością, automatycznie chciał to przetestować w ramach eksperymentu. Miał nieduże pojęcie o tym, że te eksperymenty były jak dotąd najlepszymi momentami w życiu Harry’ego. Jak bardzo kochał obserwować Louisa, gdy ten potykał się na czymś w lesie i bez powodu krzyczał z całej siły w płucach, tak musiał przyznać, że dotykanie siebie nawzajem było jego ulubionym zajęciem. Jeszcze raz przeniósł uwagę na Louisa i kiwnął głową na jego oświadczenie, poklepując swoje uda, dzięki czemu chłopak mógł uzyskać łatwy dostęp do jego wyeksponowanej skóry. Louis uśmiechnął się, kiedy zrozumiał, czego chciał od niego Harry. Wstał i obrócił się przodem do bladego chłopca przed sobą, siadając okrakiem na jego szczupłych udach. Bez żadnych instrukcji uniósł rękę i przycisnął opuszki palców wskazującego oraz środkowego do różnych obszarów skóry Harry’ego, marszcząc brwi w koncentracji. Każde naciśnięcie stawało się mocniejsze od poprzedniego i Harry nie mógł się powstrzymać. Zaśmiał się, sięgając swoją wielką ręką po filigranową dłoń Louisa i zatrzymując jego ruchy.

- Co ty u licha robisz?

- Próbuję dać ci malinkę. Próbuję cię naznaczyć - żachnął się Louis, po tym jak jego zdanie zostało wypowiedziane wojowniczym tonem.

Dołeczki w policzkach Harry’ego pogłębiły się, gdy jego rozbawiony uśmieszek zmienił się w promienny uśmiech.

- Lou, kochanie. Po prostu… postępuj według moich wskazówek, okej? - zapytał, w odpowiedzi zarabiając skinięcie.

- Wybierz punkt gdzieś tutaj - wypuścił rękę Louisa, sygnalizując gestem obszar swojej szyi, obojczyków i ramion.

Louis przechylił na bok głowę, przenosząc wzrok od lewa na prawo, gdy rozpatrywał sprecyzowaną ofertę dekoltu Harry’ego.

- Naprawdę podoba mi się ta część - stwierdził podekscytowany, stuknąwszy palcem wskazującym w jego obojczyk. - Jest miła.

Harry zachichotał, zauważając uśmiech Louisa, gdy śmiech spowodował kilkukrotne uniesienie się w górę i w dół jego obojczyków.

- Dlaczego nie miałbyś się po prostu do niego przykleić, co nie?

Oczy Louisa oderwały się od wystających obojczyków, by napotkać spojrzenie Harry’ego. Przytaknął.

- Okej. Wybierz miejsce na mojej szyi.

Louis przez dłuższą chwilę unosił palec wskazujący nad jego szyją, dopóki nie znalazł tego, co było według niego dobrym miejscem. Obniżył palec i złożył go tam, czekając na następne instrukcje.

- Zastąp palec ustami.

Chłopiec ubrany w zieleń popatrzył krótko na Harry’ego, nie do końca pewny tego, jak tak intensywny siniak mógłby powstać od zwykłego całowania szyi. Ale była to tylko wymówka, aby dotknąć młodszego chłopaka, więc pochylił się do dołu i zastąpił palec swoimi ustami, ledwo wkładając siłę w pocałunek. Oczy Harry’ego zamknęły się, gdy poczuł ciepło na szyi, pozwalając rękom spocząć po bokach Louisa.

- Rozdziel wargi.

Usta Louisa się rozdzieliły.

- Possij.

Louis zawahał się, niezbyt przekonany, jak zrobić to poprawnie, ale tak czy inaczej spróbował. Złożył ręce na szerokich ramionach Harry’ego, zasysając wrażliwą skórę, a jego brwi ponownie ściągnęły się w koncentracji. Przerwał, gdy niewielki odgłos satysfakcji wyrwał się z dnia gardła chłopaka i przeszedł przez jego usta.

- Jest przyjemnie - zapewnił go Harry, wypuszczając oddech.

Louis nie pojmował, jak ssanie skóry mogło być przyjemne, ale kontynuował. Fachowo zassał jej skrawek, opuszczając język i dotykając nim formującego się siniaka, tylko nieznacznie wijąc nim wokoło, gdy poczuł ręce Harry’ego ugniatające jego boki.

- Teraz się zatrzymaj.

Posłuchał i odciągnął swoje usta, obserwując dany obszar skóry, która zalśniła w świetle zachodzącego słońca, ponieważ wciąż była wilgotna. Oczy Louisa oglądały, jak ciemniała z każdą mijającą sekundą i uśmiech uplasował sobie drogę do jego poczerwieniałych ust.

- Teraz ludzie będą wiedzieć, że jesteś mój, tak?

Harry nie mógł powstrzymać uśmiechu, przytakując powolnie. Nie do końca wiedział, jak zamierzał to wyjaśnić rodzinie i przyjaciołom. „ Tak, mamo. Niechcący wymknąłem się ostatniej nocy i poszedłem do klubu nocnego, gdzie weszła na mnie jakaś przypadkowa dziewczyna i wyssała mi na skórze siniaka”. Lub „Tak, Niall. Szedłem do sklepu spożywczego i dziwka próbowała dostać się do moich majtek.” A już zdecydowanie nie mógł powiedzieć „Zakochałem się w chłopaku, który zjawia się przy moim oknie niemal każdej nocy i zabiera mnie do swojego rodzinnego miasta położonego na gwieździe na niebie. I który codziennie nosi te same ubrania oraz zawsze pachnie słodkimi owocami, jakich u nas się nie znajdzie. Tak, on mi to zrobił.” Potem Harry zaczął myśleć o tym, co powiedzieliby zagubieni chłopcy, kiedy po raz pierwszy zobaczyliby siniaka na szyi Louisa.

Ale wtedy sobie uświadomił, że Louis nie miał malinki. W każdym razie, jeszcze nie.

- Lou, chcę pokazać ludziom, że jesteś mój. Mogę? - zapytał, imitując pytanie, które Louis uroczo zadał wcześniej.

Louis skinął dramatycznie, przesadnie przechylając głowę w bok, by odsłonić opaloną szyję, która oczekiwała na zabarwienie ciemniejszym odcieniem brązu w wybranym miejscu. Harry zachichotał na to, jak bardzo chłopak na jego kolanach był chętny do otrzymania znaku od swojego najlepszego kolegi.

- Okej - wyszeptał kpiąco, umiejscawiając jedną z rąk po boku twarzy Louisa, by łagodnie ułatwić jego głowie przyjęcie odpowiedniej pozycji do tego, co zamierzał zrobić. Pochylił się i umieścił delikatny pocałunek tam, gdzie szyja Louisa spotykała się z jego barkiem. Zaczął składać słodkie i lekkie jak motyl pocałunki w górę miękkiej skóry, a następnie z powrotem w dół. Szukał wokoło, dopóki nie zdecydował się na miejsce, w którym powinien zrobić znak. Pulchne wargi rozdzieliły się, gdy kopiował to, co Louis zrobił wcześniej jego własnej szyi, biorąc wrażliwą skórę w usta. Ta prosta czynność zgarnęła dźwięk, który zadzwonił w uszach Harry’ego; był podobny do tego, który poprzedniej nocy usłyszał nad jeziorem, ale słodszy. Delikatniejszy.

- Haz - Louis wydyszał przezwisko Harry’ego, gdy usta kontynuowały trącanie skóry na jego szyi.

Harry odciągnął się wolno, podziwiając malinkę, którą dopiero co stworzył na swoim przyjacielu. To był kolejny pierwszy raz Louisa. Myśl o byciu jego pierwszym doświadczeniem przywiodła na twarz Harry’ego uśmiech, ponieważ wiedział, że Louis otrzymywał te przysługi od osoby, która faktycznie go kochała, a nie od losowego człowieka, jak to było w jego przypadku.

- Teraz każdy w szkole będzie wiedział, że jesteś poza jego zasięgiem.

- Dokładnie. A wszyscy zagubieni chłopcy prawdopodobnie pomyślą, że cię zraniłem.

Na komentarz Harry’ego Louis wypuścił z siebie nieprzerwany chichot, wiedząc, że jutro zostanie zbombardowany pytaniami, w czasie gdy Harry będzie w szkole, a on sam spędzi cały dzień na rozmyśleniach i nicnierobieniu.

Mniejszy chłopak złożył głowę na ramieniu Harry’ego, wydychając powietrze w jego szyję i tworząc śliską warstwę wilgoci na obszarze, który wcześniej ssał. Następnie spędzili w takiej pozycji resztę nocy, słuchając wróżek trzepoczących nad ich głowami oraz dźwięków rozbijającego się wodospadu.

I chociaż raz Louis poczuł, jakby posiadał coś, co by nigdy od niego nie odeszło. Był zadowolony, że tym czymś był Harry.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz