xxxxxxxxxxx
Harry nie był wystraszony.
Nie na pewno nie był wystraszony. Strach jest czymś, co czują dzieci, kiedy zgubią rodziców w tłumie ludzi lub kiedy budzą się w nocy z koszmarem, a jest ciemno. To jest strach. Wystraszenie nie jest czymś, co czuje szesnastolatek, kiedy jest burza. Nie. On był tylko… trochę wyrwany ze swojego normalnego stanu psychicznego. I to wszystko.
Kto wie jak długo już padał deszcz. Możliwe, że już spowodował powódź. Kto wie jak daleko uderzają błyskawice od jego domu. Możliwe, że już jakiś uderzył w komin i spowodował pożar. Kto wie jak głośne mogą być grzmoty. Mogą ogłuszyć go i- w porządku może, że ten scenariusz był zbyt wybujały. Czuł się jednak tak jakby dreszcze spowodowane adrenaliną rozchodziły się po jego ciele i nie dało się tego niczym zwalczyć.
Nienawidził być wystraszonym. Możliwe, że dlatego że czuł się wtedy głupio. Był nastolatkiem i nie powinien już czuć się w ten sposób. Żaden inny człowiek w jego wieku nie zachowuje się tak. Oczywiście nikt nie wiedział o jego obawach. Jedyna burza, która miała miejsce w szkole to, kiedy miał 10 lat i wtedy mógł się bać- nawet, jeżeli jego rówieśnicy nie zachowywali się w podobny sposób.
Jego umysł tworzył sobie jakieś chore wyobrażenia, które nie miały szansy stać się prawdą. Przyglądał się jak deszcz uderza w szybę i myślał. Zazwyczaj ktoś był w domu, ktoś, kto sprawił, że czułby się lepiej i pozwolił jakoś uwolnić się od głupich myśli. Tym razem, jednak był sam.
Harry był sam ze swoimi myślami i to nie było dobre dla nikogo.
Anne została w pracy i zamierzała zostać w akademiku, który był zaraz koło uniwersytetu do momentu aż nie skończy się burza. Harry nie chciał, żeby wychodziła na zewnątrz. Próbował namówić ją, aby została w budynku do momentu- miał nadzieje, że nie będzie trwało to długo- aż wszystko się uspokoi. Ale Anne również obstawała przy swoich planach, w których pójdzie do mieszkania swojej przyjaciółki, które jest bardziej komfortowe. Nie słuchała Harry’ego.
Deszcz stawał się coraz silniejszy.
Gemma również już jakieś dwa dni temu wróciła na Uniwersytet. To o nią Harry najbardziej się martwił. Ale tak naprawdę to, kiedy Harry nie bał się o Gem? Była młoda, ładna i zgrabna. Łatwy łup. Harry zawsze bał się, że ktoś coś jej kiedyś zrobi. Zawsze rano i przed tym jak miał położyć się spać wysyłał jej SMS-a żeby upewnić się, że u niej wszystko w porządku.
Możliwe, że właśnie to sprawiało, że burza była dla niego czymś jeszcze gorszym do przeżycia. Fakt, że żyła na terenie, który narażony był na powodzie dawał powody do tego, żeby myśleć o tym, że w razie, kiedy pod wpływem jakiegoś spięcia coś w jej mieszkaniu się zapali, a właśnie w tym samym czasie będzie ono zalane to nie będzie miała jak z niego uciec. Było to raczej mało prawdopodobne, ale dla Harry’ego sprawiało to problem.
Był maniakiem pisania SMS-ów, w których upewniał się, że wszystko z nią w porządku. Chciał, aby była z nim, przytulała go i gładziła po głowie, jednocześnie uspokajając jego nerwy. Ale nie, byłą parę godzin drogi od niego. Nie mógł nawet usłyszeć jej głosu. Po prostu nie było sensu w dzwonieniu do siebie, kiedy on sam nie mógł jej odpowiedzieć.
Louis był ostatnią osobą, o której pomyślał i to nie było tak, że był on gdzieś na ostatnim miejscu osób ważnych w jego życiu- zawsze pomimo wszystko jego siostra i mama będą najważniejsze- jednak w nim było coś, co pozwalało mu na to, aby mniej się o niego bać. Louis mógł się sam sobą zająć. Dużą przyczyną takich myśli była ta pamiętna sobota. Oczywiście, że bał się o Louisa jednak od niego biła jakaś taka w pewien sposób aura, która krzyczała, że jest bezpieczny.
Przypominając sobie obawę, jaka przechodziła przez jego głowę tamtej soboty i pomijając fakt, że Harry ogólnie jest zawsze wystraszony, nie była ona taka sama. Harry nie znał wtedy Louisa zbyt dobrze. Nie wiedział, że pod tą zawsze spontaniczną i pełną energii skorupą skrywa się ostrożny człowiek. Louis nigdy nie pozwoliłby sobie na znalezienie się z własnej głupoty w niebezpieczeństwie, szczególnie nie teraz, kiedy miał Harry’ego.
To było tak jakby Louis przez SMS-y mógł wręcz poczuć obawę chłopaka, więc robił wszystko, aby sprawić by czuł się lepiej. To już samo w sobie było dziwne, ponieważ nikt pomijając oczywiście rodzinę Harry’ego nie rozumiał jago emocji. Raczej nie wyrażał ich często i jednocześnie zdawał sobie sprawę, że czasem na jego twarzy widać pustą pozbawioną emocji skorupę, jednak środku był inny, a nie wszyscy to rozumieli. Miał uczucia. Czuł wszystko z taką samą siłą jak cała reszta świat, choć czasem ludzie wokół niego myśleli, że z powodu braku głosu nie był taki sam, ponieważ niemowa nic nie czuje, prawda?
Mógł powiedzieć, że zna człowieka dobrze dopiero w momencie, kiedy był on w stanie wyczytać jego uczucia nawet wtedy, kiedy na jego twarzy nie było niczego. Ta wiedza dawała mu podstawę do tego by komuś zaufać. To również dawało mu wręcz nakaz do tego by martwić się o osobę, ale to w tym momencie nie było ważne.
Ważne było to, że nawet, kiedy Harry nie był z Louis’m, Louis mógł powiedzieć jak czuje się chłopak jakby miał wszystko zapisane na kartce. Może to, dlatego że porozumiewali się jedynie przez kartkę i SMS-y i mógł już wyczuć to po zmianie stylu pisania, jednak pomimo tego jak to robił, to wszystko pokazywało Harry’emu, że znalazł kogoś, kto chciał go poznać bardziej niż ktokolwiek inny, kogoś to chciał go odprężać i być odprężanym przez niego.
Harry nie do końca chciał jednak, aby ktoś go odprężał; dobra przynajmniej nie Louis. Wiedział, że starszy chłopak nie będzie go osądzał, jednak zawsze była ta obawa, że Louis zobaczy jak nieskazitelnie dziecinny jest Harry i nie będzie chciał robić z nim niczego więcej. Nie chciał, aby wiedział, że boi się pogody, ponieważ takich rzeczy nie boją się szesnastolatkowie. Nie chciał być wyśmianym- nie żeby Louis zrobił coś takiego- i żeby więcej ludzi wiedziało o jego obawach. Nie chciał, aby odwrócili się od niego i sprawiliby jego życie było jeszcze gorsze przez ten mały fakt.
Wszystkie te staranie związane z ukrywaniem swoich uczuć nie udawały się Harry’emu, ale przynajmniej starał się. Louis domyślił się tego szybko w momencie, kiedy zauważył, że obawy chłopaka nie zmniejszają się po tym jak dostał się z Uniwersytetu do swojego mieszkania. Zapytał się, więc delikatnie starając się nie być zbyt dosadnym czy Harry boi się burzy, a chłopak na to poczuł jak jego serce roztapia się i wylał on wszystkie swoje emocje na mały ekran.
Od: Harry (16:41)
Wiem, że nic nie powinno mi się stać, ale nie mogę tego powstrzymać. Nadal się boję xxx
Od: Louis (16:42)
Naprawdę chcę ci pomóc skarbie. Nie lubię jak się boisz. Co mogę zrobić abyś poczuł się lepiej? Xxxx
Od: Harry (16:43)
Zatrzymaj burzę? Xxx
Od: Louis (16:44)
Gdybym potrafił to zrobiłbym to, Harry. xxxx
Od: Louis (16:45)
Co ty na to żebym do ciebie przyszedł? Mógłbym sprawić, że poczujesz się lepiej. Xxxx
Od: Harry (16:46)
Nie pozwolę ci tego zrobić. Coś ci się może zdarzyć. Nie chcę tego. Xxx
Od: Louis (16:47)
*Nic* mi się nie stanie. Wskakuję do samochodu I jadę do ciebie. Proste! xxxx
Od: Louis (16:47)
A tak w ogóle to chcę cię zobaczyć. Tęsknię xxxx
Od: Harry (16:48)
Tęsknisz za mną? xxx
Od: Louis (16:49)
Oczywiście, że tak, zawsze tęsknię jak nie ma cię ze mną xxxx
Od: Harry (16:50)
Naprawdę? Xxx
From: Louis (16:53)
100% xxxx
Od: Harry (16:55)
Dobrze… też tęsknię xxx
From: Harry (17:00)
Lou? Xxx
Od: Harry (17:02)
Louis? Gdzie jesteś? Xxx
Od: Harry (17:05)
Louis poważnie. Gdzie kurwa jesteś? Wszystko w porządku? Odpisz mi proszę. Jestem przerażony xxx
Od: Harry (17:06)
Kurwa Lou. Ktoś jest przy drzwiach. Nie podchodzę do nich. Pomóż mi xxx
-To ja, Harry! Błagam cię otwórz te pieprzone drzwi, bo zaraz zamarzną mi jaja. Jestem taki przemoczony. – Louis wykrzyczał przez drzwi uderzając w nie pięścią. Nie wiedział, po co robił to aż tak mocno. Może, dlatego że Harry panikował. A może, dlatego że na dworze gdzie się znajdował panowała burza z piorunami i okropny deszcz. Powodów było wiele.
Chłopak zaraz po tym jak otworzył drzwi Louisowi popatrzał za niego i zdał sobie sprawę z tego, że deszcz najprawdopodobniej szybko nie ustąpi. Deszcz uderzał w chodnik z taką siłą, że odbijał się do niej. Kałuże były tak głębokie, że gdyby zeszło się z chodnika na pewno zamoczyłoby się nogi po kostki, a możliwe, że nawet wyżej.
Ręka Louis zamarła w powietrzy w momencie, kiedy zorientował się, że Harry już otworzył mu drzwi. Ciepłe powietrze uderzyło w jego ciało. Zanim zauważył Harry’ego został wciągnięty do mieszkania zaraz przed tym jak uderzył piorun. Szybko przeszedł przez próg i wręcz wpadł do holu słysząc jak za nim z hukiem zamykają się drzwi a zamek przekręca się z trzaskiem.
Louis popatrzał na Harry’ego, który opierał się plecami i głową o drzwi. Jego oczy były zamknięte a jego linia szczęki była teraz wyeksponowana przed chłopakiem. O Boże, tak bardzo chciałbym teraz wycałować ją po całej długości. Kocyk, którym owinięty był Harry w tamtym momencie opadł do jego stóp, jednak nie przykuło to jego uwagi tak bardzo jak chłopak stojący przed nim.
Louis podszedł do niego stając przed nim nie przejmując się tym, że woda z jego ubrań skapywała na podłogę. Jego małe dłonie pochwyciły podbródek Harry’ego i poprowadziły jego twarz w dół tak, że teraz była na tym samym poziomie, co jego. Oczy Harry’ego powoli się otworzyły pokazując światu te zielone tęczówki, które teraz przepełnione były zmartwieniem.
-Wszystko w porządku? – Louis zapytał, kończąc twardo z powodu braku tchu. Jego kciuk gładził skórę policzka chłopaka, który wydobył z siebie drżący oddech i pokiwał jednokrotnie mrugając. Wyglądał jakby zapanował nad swoim szokiem. Na jego ustach pojawił się mały uśmiech spowodowany obecnością Louis’ego.
-Chodź tutaj.- Louis wymruczał uśmiechając się. Otworzył ramiona i pozwolił Harry’emu na wtulenie się w nie. Louis zapomniał o tym, że jego ubrania aż ociekały od wody. Jego kurtka była drastycznie mokra, jeansy wilgotne, a buty przemoczone. Harry automatycznie odskoczył od niego z wystraszoną twarzą. Louis był okropnie zimny w dotyku, a to, że Harry był bardzo ciepły jeszcze bardziej pogorszało sprawę.
-Oops- Louis skrzywił się.- Przepraszam, zapomniałem.
Harry westchnął i potrząsł głową w pewien matczyny sposób. Przewrócił oczami patrząc na Louisa i chwycił jego rękę. Louis chciał zapytać go, o co chodzi, kiedy ciągnął gdzieś po schodach, ale słowa stały się niepotrzebne, kiedy stanęli razem w łazience. Harry wyciągnął z szafki ręcznik i wręczył go chłopakowi. Wybiegł z pokoju i wrócił z parą szerokich spodni i białym podkoszulkiem kładąc je na blacie.
Louis obserwował jak Harry stoi w środku pokoju niesamowicie się nad czymś skupiając. Jakieś wspomnienie wymalowało się na jego twarzy, kiedy wyrwał ręcznik z uścisku Louisa kładąc go na grzejniku, aby trochę się rozgrzał. Podszedł do wanny i zaczął przekręcać kurkami sprawdzając przy tym temperaturę wody. Kiedy skończył już czynność Louis obserwował go jak obraca się wskazując na wannę.
Louis wydał z siebie coś w stylu.- Awww. Harry! Harry, który był tak opiekuńczy był uroczy, szczególnie, kiedy wyglądał na tak zdeterminowanego i zajmował się Louis’m. Louis przyszedł do niego, aby zająć się nim a nie na odwrót. Jednak nie narzekał, szczególnie, kiedy Harry zachowywał się właśnie w ten sposób.
To było tak jakby natura chciała sprawdzić Louis’ego. Nagle na dworze bardzo mocno zagrzmiało a błyskawica rozświetliła cały pokój. Harry skrzywił się ze strachem w oczach.
-Harry,- Louis powiedział spokojnie.- jestem tutaj, aby sprawić, że poczujesz się lepiej. Nie mogę robić tego będąc w łazience i zostawiając cię samego sobie.
Harry mocno potrząsł swoją głową i pomachał rękami w powietrzu jakby chciał powiedzieć: Jest w porządku.
-Ale-
Harry popatrzał na Louisa ostro i położył swoją dłoń na jego bicepsie prowadząc go bliżej wanny. Nieustępliwe spojrzenie Harry’ego sprawiło, że Louis wydał westchnienie poddania się. –No dobra w porządku. Będę tak szybko jak tylko się da. Jeżeli będziesz mnie potrzebował wystarczy, że zapukasz w drzwi lub wejdziesz i powiesz mi to, w porządku?
Harry pokiwał do niego z uśmiechem udając się do wyjścia z pomieszczenia.
-Jeżeli będziesz chciał czegokolwiek, dobra? Jeżeli nawet jesteś tylko trochę zmartwiony albo wystraszony, po prostu przyjdź.
Harry przewrócił oczami uśmiechając się i kiwając głową powtórnie. Wyszedł z pomieszczenia zamykając za sobą drzwi. Louis nie słyszał jego kroków, ale był pewien, że wrócił do salonu na dole. Westchnął chichotając pod nosem i zaczął rozbierać się ze swoich przemoczonych ubrań, po czym wszedł do wanny.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Louis chuchnął w kubek, kiedy usiadł pod kołdrą. Jego plecy opierały się o oparcie na rękę i zwrócony był w stronę Harry’ego, który znajdował się po przeciwnej stronie kanapy. Ich stopy były splątane razem, a Louis nie mógł powstrzymać się by nie pogładzić swoją stopą o skórę na kostce chłopaka. Koc zakrywał ich dokładnie i utrzymywał wokół nich ciepło. Odcinał ich od otoczenie i sprawiał, że czuli się bezpieczni. Burza wciąż nie ustąpiła, nawet po tym jak Louis wziął prysznic-który był naprawdę ekspresowy jak dla niego- jednak Harry nie wyglądał na zbyt roztrzęsionego, kiedy znalazł go zwiniętego w kulkę na kanapie.
Przyniósł ze sobą kołdrę Harry’ego przygotowując się do tego, że będą się pod nim przytulać. Wiedział, że chłopak nie ma nic przeciwko. To nie był pierwszy raz, kiedy znajdował się w domu Harrego. Nie myszkował po nim a jedynie ściągnął kołdrę z łóżka chłopaka i zabrał ją ze sobą na dół. Rozpłynęli się razem w cieple, pomijając to, że na skórze Louis’ego nadal w niektórych miejscach znajdowała się gęsia skórka. Ubrania Harry’ego były na niego za duże. Spodnie musiały być podwinięte a rękawy koszuli, która i tak wyglądała na nim jak worek były dłuższe niż powinny być.
Harry bez końca powtarzał chłopakowi, aby poczekał aż poczęstuje go jak to mówił: „Najlepszym napojem na świecie.”. Po jakimś czasie wrócił z dwoma kubkami. Jeden kubek miał żółty napis, którego Louis nie potrafił odczytać, a drugi jasno niebieski miał na sobie kwiecisty wzór. Harry oblizywał usta, kiedy podchodził do Louisa by podać mu napój. Louis poczuł się trochę zmieszany w momencie, kiedy poczuł ciepło i jednocześnie zapach cytryny.
~To jest gorąca lemoniada. Jest na prawdę dobra.~
Harry napisał to na tablicy pokazując szybko Louis’emu zanim odłożył kubek i znów położył się w poduszkach.
Louis obserwował jak Harry tworzy ze swoich ust dziubek i zaczyna wydmuchiwać chłodne powietrze w kubek. Robił to do momentu aż nie wyglądał na zadowolonego i nie przystawił go do swoich ust. Pochylił go powoli i pozwolił na to, aby substancja wlała się do jego buzi przez rozchylone usta. W momencie, kiedy wziął łyk i odstawił kubek przełknął napój wydając z siebie przyjemne westchnięcie, zamykając jednocześnie usta i unosząc delikatnie kąciki warg.
Louis był przyjemnie zaskoczony, kiedy spróbował gorącej substancji. Spodziewał się, że będzie tak słodka, że po jej wypiciu będzie mu w ustach aż gorzko. Była lepsza niż myślał i kiedy powiedział to Harry’emu wyglądał on na bardzo dumnego z siebie. Louis nie powiedział tego otwarcie, ale w momencie, kiedy siedzieli w ciszy tylko upijając, co chwila ich napoje wyobraził sobie jak robią to wspólnie za kilka lat może nawet wtedy, kiedy będą już starzy i będą mieć szare włosy.
Kiedy pili ich napoje burza za oknem trochę się uspokoiła. Grzmoty nie były już takie głośnie, a deszcz nie obijał się już o szybę. Louis bezsensownie rozmawiał z Harrym nie będąc nawet pewnym czy go słucha. Na jego twarzy wymalowany był uśmiech, więc nawet, gdy go nie słucha to Louis i tak chciał kontynuować choćby tylko dla tego widoku.
-I ja zapytałem tylko Harley o to czy muzyka jest gotowa a ta się na mnie wydarła! Ja poczułem się jak-
Głośny grzmot rozszedł się po cichym pokoju, a deszcz zaczął uderzać w okno z większą mocą niż przedtem. Głos Louisa załamał się w momencie, kiedy błyskawica rozświetliła pokój i jednocześnie wyraz twarzy Harrego.
Jego zielone oczy stały się szersze i były rozbiegane po pokoju jednak, co chwile spoglądały w okno. Złote plamki błądziły w przerażeniu możliwe, że nawet w panice. Mrugał szybko w strachu. Jego brwi połączyły się w jedną linię powodując, że jego czoło się zmarszczyło. Jego usta się rozchyliły, a jego klatka piersiowa podnosiła się i opadała szybko.
Kiedy uderzył kolejny piorun Harry podskoczył pod kocem. Jego ręka zaczęła błądzić w poszukiwaniu ręki Louisa a kiedy ją znalazła ścisnęła mocno.
-Harry- Louis wyszeptał delikatnie. Nie chciał przerazić chłopaka zbyt ostrym lub głośnym tonem, więc starał się, aby cały czas był spokojny. Oczy Harrego rozbiegane były po pokoju w momencie, kiedy do niego mówił, jego oddechy zaś były krótkie i szybkie. Louis wtulił w siebie chłopaka otulając ich kocem. Głowa kręconowłosego wtopiła się wręcz w jego klatkę piersiową, a palce Louisa zaczęły bawić się tymi delikatnymi loczkami. Akcja tak pomogła młodszemu chłopakowi trochę, jednak nie zajęło to dużo czasu aż Louis zorientował się, że ręka, która opiera się o jego klatkę piersiowa niesamowicie się trzęsie.
-O mój Boże. Harry, kotku, wszystko w porządku.- Louis zapewnił. Pochylił głowę tak, że jego głos trafił prosto do ucha Harry’ego w nadziei, że to jedyny dźwięk, jaki słyszy i że zagłuszył on te wszystkie, które docierały do nich z podwórka.
-Nic nam się nie stanie, skarbie. Jesteśmy tutaj bezpieczni.- Louis masował plecy chłopaka i jednocześnie delikatnie pocałował jego ucho.
-Jestem tutaj, kochanie. Jestem przy tobie. – Siedzieli razem. Ich ciała złączone były razem i poszukiwaniu komfortu i bezpieczeństwa.
Harry potrząsnął głową jakby chciał jakoś pozbyć się dreszczy. Obawa w jego oczach odpłynęła zostawiając jedynie złote plamki strachu. Chłopak jeszcze bardziej zbliżył się do Louisa tak, że teraz siedział już prawie prosto z głową opartą na jego ramieniu. Ich dłonie nadal splecione były gdzieś pomiędzy nimi, a starszy chłopak raz na jakiś czas przyjemnie zaciskał uścisk. Na dworze wiatr nadal huczał i gwizdał, więc Louis musiał upewnić się, że chłopak nie koncentruje się na nim.
-Tylko pomyśl, kochanie. Za kilka tygodni będziemy we Włoszech. Nie będziemy musieli przejmować się taką pogodą jak ta, ponieważ tam zawsze jest słonecznie i uroczo. – Louis uśmiechnął się patrząc na Harry’ego, który spoglądał na niego spod burzy swoich loków. Jego oczy rozświetliły się na tę myśl i z powrotem opadł na klatkę piersiową Louisa z westchnieniem. –Wyobraź sobie nas, jak chodzimy sobie ulicami ze słońcem, które ogrzewa nasze plecy, nasze ręce kołyszą się do przodu i do tyłu. Idziemy na plaże by siedzieć tam aż do zachodu słońca. Możliwe, że zrobimy sobie piknik, tak żebyśmy mogli siedzieć tam też na czas picia herbaty. Będziemy mieli kocyk, tak, aby w momencie, kiedy zrobi się chłodniej móc się nim otulić. Brzmi świetnie, nieprawdaż?
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Rozmowa o zgodę na wspólny wyjazd na wakacje była dość prosta i spokojna, jednocześnie jednak bardzo ostrożna i niepewna. Kiedy Anne odwiozła Louisa do domu chłopak zaproponował im, aby weszli na filiżankę herbaty delikatnie mówiąc, że on i Harry muszą o czymś z nią porozmawiać. Wysłał chłopakowi ostrożne spojrzenie sprawdzając czy to odpowiedni czas aby o tym rozmawiać i choć oczy Harrego wskazywały na to, że był trochę wystraszony wyglądał na zadowolonego z tej rozmowy.
Harry wyglądał w pewien sposób na zachwyconego, kiedy wchodził do mieszkania Louisa. Nie było ono niczym specjalnym. Żył sam, więc nie było duże i było raczej zagracone. Przeprosił za bałagan, a Anne zrozumiała to mówiąc coś o życiu na studiach. Jednak oczy Harrego wciąż skanowały otoczenie, czując się jakby poznawał kolejną część życia Louisa.
Louis był tym, który zaczął rozmowę, kiedy usiedli w małej kuchni z kubkami herbaty- u Harrego wody. Kiedy Louis powiedział o ich pomyśle, Anne była zszokowana. Jej oczy i usta otwarte były szeroko. Popatrzała na Gemme w poszukiwaniu u niej reakcji podobnej do swojej, jednak ona jedynie wzruszyła ramionami I uśmiechnęła się. Mama wydała z siebie słowa zdziwienia, które nie miały większego sensu.
Kiedy Louis wyjaśnił jej wszystko spokojnie i delikatnie, wskazując na fakty, które jego zdaniem były przekonujące, Harry siedział ze swoimi zielonymi oczami błądzącymi w nadziei. Chciał, aby powiedziała tak. Czuł jak jego serce podskakuje z każdym dźwiękiem, który wydała jego mama. Mogła powiedzieć nie. Harry przecież nie był jeszcze dorosły. Wiedział, że może być jej ciężko podjąć decyzję. Byli ze sobą stale, a dodając do tego kondycję Harrego była bardziej opiekuńcza niż przeciętna matka.
Cieniem nadziei byłą Gemma. Ona zgodziła się na to. Louis poinformował ją, więc minęli jedną osobę więcej po swojej stornie. Harry wiedział, że wspólnie przekonają ją do tego jeszcze tego wieczoru nawet, jeżeli teraz powie nie. To było to, czego chciał. Powie je prawdę. Powie jej, że chcę jechać bardziej niż pragnie czegokolwiek innego, że chce jechać do Włoch, że chce jechać z Louis’m, że chce jechać ze swoim chłopakiem, że nie interesuje go fakt, że będą tak sami, ponieważ jest pewien, że Louis do niczego go nie zmusi. Powie, że potrzebuje trochę przestrzeni, że chce udowodnić, że potrafi być niezależny i że Louis i on zaopiekują się sobą nawzajem.
To zajęło mu wiele czasu, wiele pytań, wiele obietnic i wiele zapewnień żeby Anne się zgodziła. Po tym jak Harry porozmawiał z nią sam na sam, jak z jej oczu umknęło kilka łez dumy i zmartwienia w końcu powiedziała Louis’emu „tak”. Oczywiście postawiła zasady i obiecała, że będzie ich dużo więcej niż teraz. Chłopaki pozwolili jej na to żeby robiła to, czego chce, ponieważ zgodziła się na ich wspólny wyjazd.
Zamierzała wszystko zorganizować sama. Powiedziała, że lepiej będzie się czuła wiedząc dokładnie gdzie są. Louis nie zgodził się na to, aby płaciła za niego i zapewnił, że zrobi to sam. Nie wiedział jeszcze skąd weźmie pieniądze jednak to było by nie fair gdyby zgodził się na jej ofertę. Znajdzie jakoś sposób na zarobienie tych pieniędzy nawet, jeżeli miałby błagać o nie Zayna.
Louis’emu nie robiło różnicy to, że Anna zamierza wszystkim się zająć. Mama jego chłopaka zgodziła się na to, aby pojechał z nim poza kraj na kilka dni. Nie przeszkadzało mu to, że Harry miał opiekuńczego rodzica. Ich relacja była dużo silniejsza od tego, pamiętając o tym, że każda matka w takiej sytuacji jak Anne chciałaby mieć nad wszystkim kontrolę. Oni jednak byli niezależną parą, posiadali swój prywatny czas i chwile tylko dla siebie.
Louis wypuścił rodzinę Harry’eego, jednak jego samego pociągnął do tyłu, kiedy już miał wychodzić i dał mu całusa w usta. Harry zachichotał, kiedy po raz drugi wychodził, a serce Louis’ego zatrzepotało ze szczęścia. On Louis Tomlinson, zabiera Harry’ego Stylesa na wakacje. Myśl o tym była niesamowicie ekscytująca.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Para nadal przytulała się na sofie po ataku paniki Harry’ego, który nadal siedział wtulony w swojego chłopaka. Tablica leżała na kolanach Louis’ego razem z pisakiem, ale żaden z nich nie odważył się ich użyć. Siedzieli w ciszy, a jedyne, co słyszeli to deszcz. W jakiś sposób Harry nie był już przerażony błyskawicami, kiedy jego twarz była wtulona w klatkę piersiową Louisa. Louis mógł się zaśmiać, jednak nie chciał rujnować tego momentu.
Prawa ręka starszego chłopaka zaczęła delikatnie masować ramię Harrego, jednak zaraz przestał po tym jak chłopak zaczął się trząść. Louis nigdy nie wiedział, w jakim stanie jest kręconowłosy. Czasami nie miał nic przeciwko temu, że się dotykają, a rzeczy takie jak przytulanie czy obściskiwanie się są czymś, w czym czuje się dobrze. Jednak delikatny dotyk sprawiał, że jego mięśnie spinały się. Nie wiedział, czemu to się dzieje. Nie był psychologiem. Zostawił jednak rozmyślanie nad mózgiem Harry’ego na potem. To było coś bardzo skomplikowanego i choć Louis chciał wiedzieć, o co z nim chodzi to niektóre sprawy powinny po prostu zostać nierozwiązane.
Ten spokój i cisza zostały przerwane przez tym razem ostrzejszą prawie różową błyskawicę, która rozjaśniła niebo. Światło zniknęło, zamieniając się na głośny grzmot. DVD, które grało przez cały wieczór (oczywiście niezauważane) wyłączyło się. Pokój pochłonęła ciemność i nawet światło, które do tej pory dochodziło z ulicy zostało zatrzymane w momencie, kiedy uderzył piorun.
Harry podskoczył, a Louis usłyszał jak jego oddech zatrzymuje się. Wyglądało to tak jakby dla Harry’ego czas się zatrzymał. Jego ciało spięło się a ramiona objęły ciało Louisa. Palce automatycznie chwyciły delikatny materiał jego koszulki.
Jęk wydobył się z gardła Harry’ego i doszedł do uszu Louis’ego. Jego głowa oparła się o głowę młodszego chłopaka z nutką przerażenia, na co on schował swoją twarz w szyi Louis’ego tak, że kompletnie odciął się od otoczenia. Louis mógł poczuć jego delikatne i krótkie oddechy na swojej skórze. Po chwili zaczęła się ona robić odrobinę mokra jednak to nie skłoniło Harry’ego do odsunięcia się od miejsca, gdzie czuł się dobrze.
-Kurwa.- Louis powiedział na bezdechu.- Harry proszę cię popatrz na mnie.
Harry potrząsł jedynie swoją głową z kolejnym jękiem, który rozszedł się po pokoju. Był to dźwięk, który w tym momencie brzmiał tak nieprzyjemnie, że aż łamał serce starszego chłopaka. Nie chodziło tu o fakt, że Harry wyglądał tak niewinnie. No dobra to był wątpliwy temat. Szczególnie w tym ubraniu, które dziś miał na sobie. Ubrany był w obcisłe spodnie, które kończyły się na jego biodrach tak, że niebieskie bokserki znajdowały się na widoku. Chodziło tu jednak o ten komfort, jakiego potrzebował. Pragnął go od Louis’ego. Chciał cichego mruczenia do swojego ucha i rozluźniającego masażu. Więc Louis był szczęśliwy, że się w tym sprawdził.
-Mówię poważnie kochanie popatrz na mnie. Wszystko będzie w porządku. Nic nam się nie stanie, jesteśmy bezpieczni tutaj.- Louis powiedział delikatnie. Harry w końcu podniósł swoją głowę i popatrzał na niego. Ich oczy spotkały się w panice. Potrząsł swoją głową jakby chciał powiedzieć krótkie „nie”.
-Jesteśmy bezpieczni, skarbie, nic nam się nie stanie, przysięgam.- Louis zapewnił go, chwytając ręką jego podbródek, nie pozwalając jednocześnie na powtórne schowanie się przed światem. – Boisz się- boisz się ciemności, Harry?
Oczy Harry’ego stały się szersze, kiedy mocno kiwał głową na nie.
-Haz- to nie jest coś, czego możesz się wstydzić, naprawdę. Wszyscy się czegoś boi-
Harry potrząsł swoją głową puszczając Louis’ego i machając ręką w geście „nie”. Chwycił w drugą tablicę i pisak, który zakopał się w kocu i napisał trzęsącą się ręką.
~Nie boję się ciemności. Ja tylko… nie lubię, kiedy jest burza…~
-Oczywiście… Możemy jakoś temu zaradzić. – Louis powiedział optymistycznie.
~Nie ma światła, Lou… Nie możemy nic z tym zrobić dopóki nie skończy się burza…~
Louis przewrócił oczami rozbawiony.- Boże, te współczesne dzieci! Nie słyszałeś o świeczkach? Za moich czasów my- Na twarzy Harrego pojawiło się załamanie i z małym uśmiechem uderzył Louis’ego, który udawał jego siostrę w ramię.
-Choć pokaż mi gdzie są ci źli chłopcy.- Louis powiedział z uśmiechem wstając i wyciągając swoją rękę w kierunku Harry’ego. Chłopak pochwycił ją i pozwolił, aby Louis podniósł go i wyrwał z ciepłego kocyka. Harry nie mógł powstrzymać motylków w żołądku, kiedy Louis trzymał go mocno za rękę, jak szukali świeczek w jego domu. Ta akcja sprawiała, że jego serduszko stawało się większe.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Kiedy ostrożnie umieścili świeczki wokół salonu, rozświetlając go tym, usiedli razem na sofie. Małe świeczki stworzyły ciepłą łunę wokół pokoju, która była dużo przyjemniejsza od zwykłego światła żarówki. Łuny płomieni połączyły się razem nadając pokojowi jaśniejsze i ciemniejsze tony. Kilka było umieszczonych na stoliku do kawy przed nimi, kilka na szafce gdzie stał telewizor, a kilka na kominku.
To było takie romantyczne.
Ani jeden ani drugi nie wiedział, która była godzina, ale ich żołądki widocznie zwracały na to uwagę, ponieważ w tamtym momencie głośno zaburczały. Burczenie Louis’ego połączyło się z Harry’ego i ostatecznie wszystko zakończyło się tym, że przewrócili się na kanapę głośno się śmiejąc . Louis zaoferował, że zrobi im coś do jedzenia, chociaż nie był najlepszym kucharzem. Harry był w tym o niebo lepszy. Chciał zrobić cos prostego, jednak wszystko skończyło się na tym, że próbował włączyć elektryczną kuchenkę i nic się nie stało.
-O kurwa- wymruczał. –Harry nie wiem czy zauważyłeś, ale nie ma światła. – Wykrzyczał do salonu, wciąż przekręcając kurkami kuchenki jakby nagle magicznie miała zadziałać.
Usłyszał jak Harry zaczyna się głośno śmiać, a ten wspaniały dźwięk sprawił, że po jego ciele rozpłynęła się radość. Harry doczłapał się do kuchni trzymając w ręku świeczkę, a na twarzy miał wymalowany uśmiech. Louis westchnął zakręcając kurki i chwycił uchwyt od lodówki. Otworzył ją i przeskanował to, co się w niej znajdowało. Poczuł obecność Harry’ego przy sobie. Trzymał on w ręku świeczkę by, choć trochę przeświecić Louis’emu.
Obydwoje potarli swoje nosy, kiedy zdali sobie sprawę z tego, że nie ma żadnego gotowego do spożycia dania. Harry sięgnął ręką głębiej jednak wyciągnął jedynie puste pudełko. Świeczkę chwycił w drugą rękę i obserwował lodówkę przy okazji wydając z siebie dźwięki typu „ah” i „um”. Z nadzieją Harry wyciągnął z niej największe pudełko i przyświecił na niego świeczką. Obydwoje bardzo ucieszyli się, kiedy okazało się, że w środku są kawałki pizzy.
Podnosząc świeczkę, którą chłopak z kręconymi włosami położył na stole, Louis podążył za nim do salonu. Zaczęli pochłaniać pizzę nie patrząc nawet na to, że jest zimna. Była warzywna, pokryta zieloną papryką i pieczarkami. Zazwyczaj Louis’emu nie smakowała taka. Harry powiedział mu o nowej książce kucharskiej swojej mamy, w której były same dania warzywne i o tym, że wszystko, co ostatnio jedzą jest właśnie takie ze względu na to, że jego matka chce, aby jedli zdrowiej.
Zbliżali się do końca ich ‘kolacji’, kiedy Louis poczuł dziwny ucisk w brzuchu. Fakt ten nie był spowodowany głodem, ponieważ właśnie zjadł połowę pizzy. Nie był też spowodowany tym, że chciało mu się do toalety. Motylki, które latały o jego żołądku połączone z faktem, że w jego ustach nagle zrobiło się sucho nie zostawiały żadnych złudzeń odnośnie tego, o co chodziło.
Wszystko naturalnie było spowodowane Harrym. Nie chodziło o to, że był on kimś, kto nie potrafił normalnie jeść. Po prostu w jego sposobie jedzenia było coś, co sprawiało, że serce Louis’ego przyspieszało swoje bicie. I nie, nie miał jakiegoś fetyszu związanego z jedzącymi ludźmi. Chodziło bardziej o to, że Harry jadł w bardzo specyficzny sposób, w sposób, który potrafił być namiętny i uroczy w tym samym czasie. Na jego dolnej wardze pojawiła się resztka sosu. Jeżeli Louis zacząłby bardziej skupiać się na fakcie, że te zajebiste usta ubrudzone były sosem, to z pewnością rzuciłby się na Harry’ego i nikt by go nie powstrzymał. Więc przestał to robić, starając się nie pozwolić tym myślom stać się jawą.
Mógł sobie to wyobrazić. Poczuć to. Posmakować.
Wyobrażał sobie to jak zbliża się do tej plamki sosu. Wyobrażał sobie ten sposób, w jaki jego język poruszałby się po tych ustach, zlizując go. Możliwe, że nawet zostałaby pomarańczowa resztka, którą trzeba by było jeszcze raz oblizać. Czuł ten sposób, w jaki jego ostry język poruszałby się po ustach Harry’ego. Mógł-
-Ow!- Louis powiedział. Skupił się na zmarszczonym czole swojego chłopaka. – Za co to było?
~Dziwnie na mnie patrzyłeś…~
-Nie, wcale nie!
~Właśnie, że tak. Twoje oczy stały się jakieś…ciemniejsze.~
-Co masz na myśli mówiąc ciemniejsze?
~Twoje oczy zmniejszyły się, a ty przygryzałeś dolną wargę. Twoje oczy stały się ciemno niebieskie, tak w ogóle. Nie wiem jak to zrobiłeś, ale to było naprawdę… świetne… i… gorące…~
Louis zakrztusił się. –Byłem gorący?- Wręcz zapiszczał.
~No byłeś. Co to miało oznaczać? O czym myślałeś?~
-O niczym…- Louis zaczął się wiercić. Nie wiedział, że jest aż tak łatwy do przewidzenia. Z tego, co Harry powiedział jego myśli były tak oczywiste, jakby napisał je na banerze i wstawił do przed nim.
~Powiedz mi!~
Harry uśmiechnął się uroczo i- oh sos nadal tam był i-Boże, chłopak nie zauważył tego jeszcze, nie proszę- o naprawdę, Harry? Musisz przygryzać wargę?
-To nic takiego, ja… nic szczególnego.
~Proszę powiedz mi! Chcę wiedzieć! Będę ci dokuczał dopóki mi nie powiesz, a wiesz jaki potrafię być denerwujący, kiedy czegoś chcę. Więc może lepiej nie pozwól żeby do tego doszło i mi powiedz.~
-Ja tylko-masz na swoich ustach sos, to wszystko.-Louis wykrztusił z siebie. Harry zmarszczył czoło. Przyłożył palec do wargi i zaczął wodzić nim po niej po drugiej stronie niż znajdował się sos.
-Uh nie, jest po drugiej stronie.- Louis powiedział. W jego głosie zabrzmiało coś, czego nie potrafił zdefiniować, kiedy masował sobie kark.
Możliwe, że Harry robił to specjalnie, ale kiedy zamienił strony zaczął wycierać górną wargę a nie miejsce gdzie miał sos.
-Nie, głuptasie, to jest tutaj.-Louis powiedział. Klęknął i pochylił się do Harry’ego. Dostawił swój kciuk do tej plamki sosu i pozwolił mu wytrzeć ją. Czerwone suta Harry’ego były takie delikatne pod jego palcem. Może i nie był to jego język, ale i tak to było wystarczające, aby sprawić, że szyja Louis’ego zaczęła się robić coraz bardziej czerwona. To było tak jakby poprzednia atmosfera zmieniała się w jakieś pragnienie, seksualne pragnienie.
Louis nie mógł powstrzymać się przed patrzeniem głęboko w oczy Harry’ego, które połączone były w jakiś dziwny sposób z jego własnymi. Z jego zielonych tęczówek Nie mógł wyczytać, o czym myślał, jednak jedno było pewne, stawały się z każdą sekundą coraz ciemniejsze. Ta ciemna zieleń sprawiała, że serce Louis’ego biło coraz szybciej. Z wrażenia zapomniał nawet, że jego kciuk nadal znajduje się na wardze Harry’ego.
Powoli pochylił się, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, co robił i odkleił swój palec od plamy sosu. Przystawił go do swoich ust i lizał w całości wciąż patrząc na Harry’ego. Następnie przyłożył tę samą dłoń pod brodę chłopka i pochwycił ją drugi raz tego samego wieczora, ale w zupełnie innym zamiarze. Kiedy jego usta docisnęły się do ust Harry’ego nie otrzymał od niego w zamian żadnego protestu, a jego powieki jedynie zamknęły się. Jego usta nie zaatakowały od razu ust młodszego chłopaka. Na początku znajdowały się przy prawym kąciku, delikatnie dociśnięte, sprawdzając ciepło jego warg i sprawiając, że to niesamowite pragnienie wypełniło jego kości.
Jedna z jego dłoni powędrowała do loków Harry’ego i z jakiegoś powodu jakby dotyk tej jedwabistej struktury spowodował, że do jego żył dostał się jakiś specyficzny narkotyk, a jego uczucia jedynie się zdziesiątkowały. Jego palce zacisnęły się, a usta mocno docisnęły do Harry’ego. W tamtym momencie otworzyły się nie kończąc na normalnym pocałunku, jaki dzielili wcześniej. Harrego własne były nadal zamknięte. Umysł Louis’ego chciał czegoś więcej.
Wbił się w usta Harry’ego i zamknął je namiętnie. Było to bardziej jak podgryzanie. Louis otwierał swoje usta i zamykał przy Harry’ego chcąc je na otworzyć. Nie było ciężko zauważyć, że nie było to dla nich coś normalnego. Harry w ogóle nie reagował na swojego chłopaka. Nie był on wystraszony, nie wiedział po prostu jak odpowiedzieć na tę akcję.
I wtedy ręka Harrego zacisnęła się na jego biodrze i sprawiła ze wyrwał się ze swojego seksualnego pragnienia. Oderwał się od praktycznie ssania ust Harrego z szeroko otwartymi oczami.
-O mój Boże. Kurwa. Ja pierdolę. Harry. Kurwa. Boże.- Z ust Louis wydobyła się wiązanka słów. – Tak bardzo, bardzo mi przykro, Harry. O kurwa. Właśnie zniszczyłem wszystko. Proszę Harry, przysięgam, że nie wiedziałem, co robię. Nie znienawidź mnie, proszę. Nie zrobię tego znów dopóki nie będziesz gotowy, ja- Ręka przycisnęła się do jego ust powodując, że przestał mówić bez sensu.
~Zrób to jeszcze raz~
Harry napisał I nieśmiało pokazał Louisowi.
-Huh? –Louis wydał z siebie dźwięk zmieszania.
~Powiedziałem, zrób to jeszcze raz.~
-Ale ja-
~Chcę żebyś… mnie nauczył.~
-Nauczyć cię?- Louis prawie wypiszczał.
~Tak,… po prostu… powiedz mi co mam robić…~
-Jak… się całować?
~Tak. Ale chodzi mi o ten właściwy pocałunek… Jak przy kochaniu się i w ogóle…~
-Ty… naprawdę?- Louis powiedział na bezdechu. Powietrze skończyło się dla niego w momencie, kiedy Harry wypowiedział słowa „naucz mnie”.
~Nie do końca… chodzi mi o to, że z języczkiem… Na tamto jeszcze nie jestem gotowy, przepraszam.~
-Nie przepraszaj! Kurwa, Harry, nigdy nie przepraszaj za nic podobnego do tego, okej?
~Dobrze, ale chcę tego spróbować.~
-Ale… wiesz że nie… musisz, prawda?- Louis zapytał.
~Co? Nie oczywiście, że nie. Ja nigdy nie robię rzeczy, których nie chcę. I chcę tego! Chcę potrafić całować cię właściwie.~
-Na pewno jesteś na to gotowy?
~Z pewnością. Wiem, że to szybko, znaczy, wiesz, swój pierwszy pocałunek przeżyłem dopiero tydzień temu. Ale ja naprawdę cię lubię i uważam, że będę się czuł dobrze robiąc to. To nic zasadniczego, prawda?~
-No wiesz dla ciebie to jest- poczekaj to brzmi źle. To właśnie jest wielka rzecz, Haz. To naprawdę wielki krok dla kogoś, kto nie lubi bliskich kontaktów z drugim człowiekiem. Jedyne, czego chcę to wszystkiego, co najlepsze dla ciebie, to wszystko. Muszę się upewnić, że to dla ciebie jest komfortowe.
Oczywiście, że jest, przysięgam. Wiem, że przed chwilą poszło źle, ale to nie dlatego, że nie chciałem tylko dla tego, że nie potrafiłem . To było takie dziwne, dlatego, że nie mam żadnego doświadczenia w całowaniu, a przynajmniej takim całowaniu…
-Jesteś pew-
~Po prostu zamknij się i mnie pocałuj.~
-Okej. W porządku.- Louis wymruczał cicho. Znowu pochylił się i klęknął jednocześnie zbliżając się do młodszego chłopaka tak, że ich usta połączyły się razem.
-Po prostu… podążaj za mną, dobrze? I odsuń się, jeżeli nie będzie ci się podobać.- Harry pokiwał i wyprostował się tak, że ich ust znów połączyły się delikatnie.
Jak zwykle Louis najpierw przytrzymał swoje usta na ustach Harry’ego, aby pozwolić im przyzwyczaić się do dotyku. Powoli i ostrożnie utrzymywał to przyjemne uczucie, a w momencie, kiedy poczuł się swobodnie, otworzył usta. Ten ruch sprawił, że Harry pozwolił otworzyć się swoim. Zazwyczaj cichy i delikatny dźwięk otwieranych ust, w cichym pokoju wydawał się głośny. Louis zatrzymał ich usta w bezruchu pozwalając Harry’emu na rozmyślenie się.
Kiedy poczuł, że młodszy chłopak jest gotowy, odciągnął swoje usta od jego ust i z powrotem umieścił je na nich, tym razem zmieniając pozycję. Kiedy Harry nabrał odwagi zaczął kopiować ruchy Louis’ego sprawiając, że chłopak czuł się niesamowicie dumny z jego rosnącego poczucia pewności siebie. Delikatne cmokanie, kiedy ich usta odrywały się i z powrotem łączyły, sprawiało, że wnętrzności Louis’ego fikały z radości.
Starszy chłopak przechylił głowę w bok, chwytając w dłoń głowę Harry’ego, by powoli pokierować ją w drugim kierunku, dając swoim ustom szanse na ponowne połączenie się z ustami chłopaka. Mniej pewnie Louis zaczął tę samą akcję w nowej pozycji, nie zwracając uwagi nawet na to, że Harry jeszcze nie reagował. Wyglądał jakby zastanawiał się czy chce robić cokolwiek innego, by nie popełnić jakiegoś błędu. Jednak Louis zaczął gładzić swoim kciukiem jego policzek, aby dodać mu odwagi do podążania za jego ruchami. Usta Harry’ego zaczęły poruszać się w niedoświadczeniu, niedbale, ale jednocześnie ostrożnie.
Kiedy kontynuowali całowanie się, jego obawy zaczęły odrobinę znikać do momentu aż znalazł na tyle odwagi, by obrócić swoją głowę i samemu przejąć kontrolę nad ich ruchami.
Ostatecznie, Louis oderwał swoje usta od Harry’ego. Młodszy chłopak podążał za nimi do momentu aż nie oddzieliły się od siebie całkowicie, a potem popatrzał w duże zaszklone oczy starszego. Jego własne wyglądały jakby chciały zadać pytanie czy był dobry.
-Byłeś wspaniały.- Louis powiedział nie potrzebując większej ilości słów do opisania swoich uczuć. Z delikatnym uśmiechem Harry sięgnął po swoją tablicę i napisał coś na niej. Łobuzerski uśmiech pojawił się na jego twarzy w momencie, kiedy wręczał ją Louisowi.
~Sądzisz, że możemy spróbować tego jeszcze raz?~
Louis tylko zaśmiał się głośno, kiedy znowu przybliżał swoją twarz do twarzy Harrego z szerokim uśmiechem na swoich ustach
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz