Zayn siedział, jak zwykle, w swoim mieszkaniu, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Od bardzo długiego czasu praktycznie nie wychodził na świeże powietrze, jedynie po jakieś drobne zakupy, aby nie umrzeć z głodu. Jego zarost był już bardzo widoczny, włosy roztrzepane w różne strony, a jedynym jego strojem były szare, dresowe spodnie. Po raz setny tego dnia podchodził do wyciągniętej sztalugi, aby coś narysować. Zazwyczaj to mu pomagało, mógł wyrzucić na płótno wszystkie emocje i ból, który w nim siedział. Teraz było inaczej. Zaczął nawet nienawidzić, tego co przed chwilą tak bardzo uwielbiał. Nie znosił także siebie. Porozciągane spodnie, nieułożona fryzura, niezadbana twarz. Nie potrafił nawet spojrzeć w lustro. Sięgnął po paletę z farbami, drugą ręką chwytając gruby pędzel. Nabrał na niego trochę błękitnego odcienia. Błękitny, jak morze, niebo, jak jego oczy. W złości zamachnął pędzlem, tak że farba spłynęła po materiale na sztaludze, przypadkowo plamiąc również ścianę obok. Cholera. Chwycił szmatkę, próbując zmazać plamę na ścianie. Szorował, nie mogąc jej zmyć. W końcu upadł z bezsilności na kolana i zaczął płakać. Cały jego świat zawalił się w jednej sekundzie. Jedna chwila, która zmieniła wszystko. Nie tak miało być.
- Dlaczego dzwonisz? Przecież za chwilę się spotykamy. Nie mów, że znowu zapomniałeś. Nie będę na ciebie czekał wieczność. – wymamrotał do słuchawki Zayn, ubierając buty. Właśnie miał wychodzić na spotkanie z Niallem. Umówili się w ich ulubionej kawiarni ‘Earth Island’. Tam się poznali i tam spędzali dużo swojego czasu. Drugim ich ulubionym miejscem był park. Znajdował się parę metrów od kawiarni. Często zamawiali kawę na wynos, aby później udać się tam. Niall siadał na ławce, podczas kiedy Zayn wyciągał swój notes z torby i sięgał po ołówek, który znajdował się za uchem. Siadał na drugim końcu ławki i przyglądał się blondynowi, próbując naszkicować go. Czasami również rysował drzewa, chociaż o wiele bardziej wolał skupiać się na chłopaku obok niż nad zwykłą naturą. Niall był dla niego wszystkim. Znali się już dwa lata. Rok przyjaźni, która później przerodziła się w czystą miłość. Mogli sobie powiedzieć wszystko, ufali sobie i zawsze starali się pomóc drugiej osobie. Wielu ludzi zazdrościło im takiego związku, który nie był tylko głupią nastoletnią miłością. Każdy twierdził, że zostaną już razem do końca. W sumie tak się stało, prawda?
Zayn skulił się na podłodze. Zaczął krzyczeć. Nie wytrzymywał bólu w środku jego serca. Jak to wszystko mogło tak się skończyć? Nie wiedział co robić, próbował już wszystkiego. Zapijał smutki, chodził na imprezy i pieprzył pierwszą napotkaną osobę, doszło nawet do tego, że sięgnął po narkotyki. Nic nie pomogło. Wreszcie, skończył, siedząc samotnie w mieszkaniu.
- Przepraszam. Rozmawiam z Zaynem Malikiem? Jestem lekarzem ze szpitala św. Rafała. Pana numer był podany, aby zadzwonić w razie zagrożenia. Halo? Jest pan tam? – odezwał się głos w telefonie. Mulat włożył już swoje buty i właśnie miał zamykać drzwi, kiedy stanął jak wryty.
- Tak, słucham. Coś się stało?- odpowiedział natychmiastowo. Nie zwrócił nawet uwagi na swoją gafę, kiedy myślał, że rozmawia z Niallem.
- Tak jak mówiłem, jestem lekarzem. Pana numer był podany przy pewnym chłopaku.
- Tak, o mój boże! Co się stało Niallowi? Proszę szybko powiedzieć! – krzyknął Zayn, nie hamując swoich emocji.
- Spokojnie. Znaleźliśmy pana Nialla na ulicy. Z obrażeń wywnioskowaliśmy, że prawdopodobnie został potrącony przez samochód. Nie było żadnych świadków, ani sprawcy. Pan Niall także nie miał dokumentów przy sobie, dlatego nie mogliśmy wezwać nikogo z rodziny. Pana numer to pierwsze, co znaleźliśmy.
- Dobra cholera! Może pan powiedzieć, czy coś mu się stało?!
- Obrażenia są dosyć poważne. Wolałbym jednak porozmawiać z panem twarzą w twarz, a nie przez telefon. Jest pan kimś z rodziny?
Zayn nie wiedział, co odpowiedzieć. Fakt, byli sobie bliscy. Byli razem od roku, znali się od dwóch lat, ale czy to wystarczy, aby lekarz przekazał mu informacje o stanie zdrowia blondyna?
- Jesteśmy zaręczeni, mieliśmy…mamy wziąć niedługo ślub – powiedział mulat.
- Dobrze w takim razie proszę przyjechać do szpitala św. Rafał i odszukać Dave’a Wilsona, rozumie pan?
- Tak, tak. Będę za piętnaście minut.
Zayn nie zdawał sobie sprawy, że coś może tak bardzo na niego wpłynąć. Pozbierał się z podłogi i ruszył w stronę szafy. Po wyrzuceniu wielkiej sterty ubrań, wreszcie odnalazł to czego szukał. Sięgnął po zakurzone, czarne pudełko, które po chwili położył przed sobą na dywanie. Trzęsącymi rękoma próbował trzy razy je otworzyć. W końcu przeklął i rzucił nim o ścianę, a zawartość rozsypała się po podłodze z hukiem. Zgarnął jedno ze zdjęć, które wylądowało przy jego kolanie. Przedstawiało Nialla, który wylegiwał się na plaży, a obok niego jakaś dziewczynka budowała zamek z piasku. To wyglądało tak uroczo, że Zayn nie mógł powstrzymać się przed zrobieniem zdjęcia. Blondyn wyglądał przepięknie. Jego skóra była lekko muśnięta słońcem, miejscami trochę zaczerwieniona. Na nosie spoczywały okulary przeciwsłoneczne, a włosy były przyklapnięte przez niebieską czapkę. Ręce miał ułożone wzdłuż ciała, które chociaż nie było bardzo umięśnione, Zayn podziwiał jak najpiękniejszą rzecz pod słońcem. Sięgnął po kolejne zdjęcie. Było z tego samego dnia, zostało zrobione praktycznie pięć minut po poprzednim. Siedzieli teraz obaj, pomagając dziewczynce w budowaniu zamku. Zdjęcie zrobił jeden z rodziców dziecka, aby mieli pamiątkę. Na fotografii zauważył, że Niall przygląda mu się z uwielbieniem. Na zębach widać było aparat, a w oczach ten błysk. Błysk, którego Zayn już nigdy nie zobaczy.
Tak szybko jak pojawił się w szpitalu, odnalazł lekarza, którego nazwisko zapamięta do końca życia. Mężczyzna wprowadził go do swojego gabinetu i nakazał usiąść. Zayn posłusznie zajął miejsce, czekając na to co oznajmi mu lekarz.
- Jak wspomniałem wcześniej, Niall prawdopodobnie miał wypadek. Nie jest w dobrym stanie. Ma złamaną nogę i stracił bardzo dużo krwi. Dodatkowo przypuszczamy, że został bardzo mocno uderzony przez samochód, jakby przejechał parę metrów po asfalcie, ponieważ w niektórych miejscach nie ma skóry. Musieliśmy go uśpić, nie chcieliśmy narażać go na taki ból. – powiedział lekarz.
- Czy on…czy on to przeżyje? – zapytał przez płacz.
- Jest nadzieja. To młody, silny chłopak. Ma do kogo wracać. Lecz jest jeszcze kolejny problem. Kiedy zrobiliśmy rentgen jego czaszki, okazało się, że ma silnie uszkodzony mózg. Przez co trudniej będzie go wybudzić ze śpiączki, a czasami jest to w ogóle niemożliwe. – dodał lekarz. Zayn skulił się na krześle i ukrył twarz w dłoniach.
- To niemożliwe. – wyszeptał.
- Czy ma pan kontakt z rodziną Nialla? Chciałbym porozmawiać z jego rodzicami.
- Tak, oczywiście. To ich numer – oznajmił Zayn, zapisując na karteczce rząd cyfr. – Czy mogę go zobaczyć?
- Tak, ale może nie być to miły widok. Jest pan pewny? – Mulat skinął głową. Przecież to Niall, do cholery! Jak może to być niemiły widok?
Lekarz zaprowadził Zayna do jednej z sal. Numer 235. Tak, tę liczbę z pewnością też zapamięta do końca życia. Otworzył drzwi i wpuścił chłopaka do środka, sam potem wyszedł, zostawiając Zayna samego z Niallem. Z Niallem, który był przyczepiony do miliona aparatur. Co chwilę coś pikało, a mulat nie wiedział co to oznacza. Podszedł bliżej. Zobaczył jego twarz. Z uśmiechu chłopaka nie pozostało nic. Miał teraz zamknięte usta, ułożone w grymasie. Leżał nieruchomy. Lekarz nie przesadzał z ‘niemiłym widokiem’. Jego prawy policzek i część czoła była całkowicie zdarta ze skóry. Normalnie obrzydziłoby to Zayna, ale to był jego Niall. Jego słodki, ukochany blondyn.
Zayn myślał, że nic gorszego od tego widok już go nie spotka. Codziennie chodził do szpitala, przynosząc kwiaty i czekając, aż lekarze wybudzą jego ukochanego. Po dwóch dniach z Irlandii przyjechali rodzice Nialla. Matka wpadła w rozpacz, a ojciec tylko chodził po korytarzu, jakby pracowicie nad czymś myślał.
Pewnego dnia, wracając z zajęć, chciał wstąpić do blondyna. Zazwyczaj nikogo z rodziców wtedy nie było, więc mój ‘porozmawiać’ z Niallem. Opowiadał mu o swoim dniu, kogo spotkał, z kim się pokłócił, co narysował. Często przynosił również swój notatnik i szkicował w nim blondyna, lecz tego uśmiechniętego blondyna.
Tego dnia, kiedy wszedł na korytarz zauważył matkę Nialla, siedzącą na krześle. Plakała. Mulat podszedł bliżej. Kobieta spojrzała na niego i wybuchnęła płaczem. Zayn nie chciał tego słyszeć. Matka blondyna wstała i mocno go przytuliła.
- On…on nie żyje. Jest martwy – wyszeptała.
Minęły dwa miesiące, a ta scena ciągle go prześladowała. Chłopak nie potrafił wyrzucić jej z głowy. Zawsze, kiedy zamykał oczy, wszystko wracało. Nie umiał już tak żyć. Chciał to zmienić. Któregoś dnia, zdeterminowany, wyszedł z mieszkania i poszedł do miejsca, do którego uczęszczał zanim poznał Nialla. Był to mały garaż, w którym pewien mężczyzna o imieniu Carl uczył rysować. Szatyn uśmiechnął się na widok Zayna i poprowadził go do miejsca, w którym zawsze malował. Wręczył mu pędzel i nakazał namalować coś, co zaprząta jego głowę.
- Skąd wiesz, że mam jakiś problem? – zapytał mulat.
- Znam cię dobrze. Od razu to zauważyłem. A teraz nie marudź, tylko maluj. To zawsze pomaga. – odrzekł mężczyzna.
Zayn uśmiechnął się nieznacznie i spojrzał na puste płótno. Zaczął kreślić kształty drzew, po jakimś czasie domalował również ławkę, a z tyłu mały staw. Po dwóch godzinach malowania, kiedy spojrzał na obraz, zorientował się, że przedstawia ich park i ich ławkę. Przetarł dłonią zmęczoną twarz i ze skinięciem ręki pożegnał się z Carlem, po czym wyszedł. Przychodził tam potem regularnie, raz lub dwa razy w tygodniu. Jego humor coraz bardziej się poprawiał, choć nie można powiedzieć, że było już w porządku. Ciągle nękały go koszmary nocne i czasami przyłapywał się na rozmyślaniu o blondynie. Lecz było na tyle lepiej, że potrafił wyjść z domu, do ludzi. Miesiąc później, Carl oznajmił, że zamierza zorganizować wystawę. Główną atrakcją miały być obrazy Zayna.
- Jesteś tym zainteresowany? – zapytał szatyn.
- Nie wiem. Moje obrazy są dosyć osobiste. Sam widzisz, przedstawiają w większości Nialla, albo miejsca, które mi się z nim kojarzą. Poparz, Niall na ławce, Niall na plaży, znowu nasza ławka, wakacje w Hiszpanii, blondyn w szpitalu, nawet narysowałem jego akt! Naprawdę nie wiem, czy chcę pokazywać to ludziom, nie wiem czy Niall by tego chciał.
- Jak chcesz młody. Ale wiem jedno, Niall na pewno cieszyłby się z tego, że tak go upamiętniasz. Poza tym, twoje obrazy przedstawiają historię miłości, tragicznej miłości. Ludzie na pewno to docenią.
- Naprawdę tak myślisz? Może nie jest to taki zły pomysł.
I tak Zayn został do tego przekonany. Wystawa odbyła się dwa tygodnie później. Carl wynajął przepiękną salę. Kiedy mulat ją zobaczył, szczęka opadła mu do ziemi i już wiedział, że nie pożałuje swojej decyzji. Wszedł do środka i pierwszym obrazem, który zobaczył to Niall siedzący w kawiarni Earth Island. Mulat uśmiechnął się i poszedł dalej. Kolejnym dziełem było wspomnienie ich wakacji. Siedzieli wtedy szczęśliwi przy ognisku, a blondyn grał na gitarze, pozwalając, żeby Zayn śpiewał jego ulubioną piosenkę. Byli wtedy tacy radośni. Dlaczego to wszystko musiało się skończyć? Następne malowidło przedstawiało chwile spędzone w ich wspólnym mieszkaniu – Niall oglądał mecz swojej ulubionej drużyny piłkarskiej, a Zayn postanowił uwiecznić ten moment, ponieważ sam nie był zbytnim fanem tego sportu. Zdecydowanie wolał patrzeć na niego. Następny obraz – on i blondyn przepychający się na trawie w walce o ostatnią kostkę czekolady. Warto dodać, że cała resztę zjadł blondyn? Chyba nie trzeba. Zayn zainspirował się tutaj zdjęciem, które zrobił im ich przyjaciel oraz pierwszy raz namalował siebie, z czego był niesamowicie dumny. Przeszedł kolejne zdjęcie, na którym widniała scena z filmu „Grease”. Niall oglądał go co najmniej sto razy, a i tak zawsze płakał na końcowej scenie, co niezwykle śmieszyło mulata. Minął kilka innych dzieł, które przedstawiały inne ich wspomnienia, aż dotarł do ostatniego. Była to rzeźba, którą zrobił w ostatniej chwili. Ukazywała nagiego blondyna, wyglądającego jak anioł. Tak, Niall zdecydowanie teraz był aniołem. Zayn miał nadzieję, że czuwa blisko niego i że kiedyś się spotkają. Musnął delikatnie palcami dłoń figury. Nawet rzeźba odzwierciedlała kruchość chłopaka i aksamitność jego skóry. Mulat wytarł zabłąkaną łzę z policzka i spojrzał na ludzi, którzy przyglądali się jego obrazom. Podobały się im, widział to w ich oczach. Zerknął jeszcze na początek linii obrazów, na początek ich historii. Ujrzał tam pewnego chłopaka. Blondyn, ubrany w zwykłą, białą koszulkę, szary sweter i czarne spodnie, przyglądał się jego dziełom. Mógłby przysiąc, że jest to on. Widział nawet błękit jego tęczówek. Ale przecież on nie żyje.
Mózg płata mi już figle. Powinienem się leczyć. – pomyślał Zayn, uśmiechając się pod nosem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz