ROZDZIAŁ I "TOO FAST"
-Kurwa Louis jesteś pojebany!- wykrzykiwałem.
-Oj Harry, przecież nic się nie stało- przewrócił oczyma, co spowodowało, że we mnie jeszcze bardziej się zagotowało.
-Jak to nic?! Zepsułeś chłodnice i to jeszcze w moim ukochanym wozie!- mówiłem przez zaciśnięte zęby, moja furia sięgała zenitu.
-Boże, Harry kupisz sobie nowe- westchnął.
-Jakie nowe?! To jest unikat!!
-Zaraz zadzwonię do Horana i zapytam co mamy zrobić- mówiąc to wyciągnął telefon, wstukując coś w ekran. Podszedłem do niego bliżej wyrywając mu go z dłoni. On jest głupi czy głupi? Po co mamy dzwonić do Niall'a? Żeby powiedział, że jestem debilem dając auto Lou? Jedyne co trzeba teraz zrobić to zadzwonić po holownik i auto zawieść do mechanika. Wstukałem numer, po kilku sygnałach odezwał się mężczyzna, dałem mu wskazówki gdzie mniej więcej jesteśmy. Kiedy odłożyłem słuchawkę Louis się odezwał:
-Pokryje koszty za naprawę, pewnie to nic takiego a ty dramatyzujesz!
-Porozmawiamy w domu, a teraz zamów taxi i zejdź mi z oczu chłopie, bo zaraz zrobię coś czego później będę żałował- wysyczałem po czym przeczesałem dłonią włosy. Lou wytrzeszczył oczy, po czym zabrał swój telefon i cały zdygany odszedł. Dobrze zrobił, chłopcy wiedzieli, że kiedy wpadam w furię jestem nieobliczalny oraz zdolny do rożnych rzeczy. Może to przeze mnie? Zresztą sami nie są święci, więc sądzę, że chodziło o mnie. Powoli dochodziłem do siebie, nagle w oddali ujrzałem zbliżający się lewatywę (TO CHYBA TAK SIĘ NAZYWA XDD). Po chwili ja i moje auto znaleźliśmy się w warsztacie mechanicznym. Kiedy wysiadłem z holownika, przywitał mnie postawny mężczyzna, z wąsem lecz łysy. Był ubrany w białą bokserkę na której były czarne plamy, zapewne z oleju oraz spodnie jeansowe. Mężczyzna był w wieku 45-55 lat?
-Dzień dobry, co się stało z Pana autem?
-Witam, najprawdopodobniej padła chłodnica i klocki są przetarte- facet uniósł brwi w górę, tak wiem pewnie ma mnie za jakiegoś kierowce rajdowego czy co, ale takie są skutki dawanie auta pijanemu Tommo. Jak można doprowadzić auto do takiego stanu?!- Zapłacę dużo, błagam niech Pan naprawi moje auto- błagałem.
-Nie ja nie naprawiam aut- zaśmiał się- Jestem tu szefem, ale obiecuję nie zawiodą Pana moi mechanicy. Skoro, aż tak no to dam Panu najlepszego mojego pracownika, myślę, że to nie będzie dla niej problem- powiedział spokojnym tonem głosu. Dla niej? Może gościu się przejęzyczył? Ale, co mi do tego, ważne aby moje auto znowu mogło normalnie funkcjonować. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, oczywiście facet mnie rozpoznał, powiedział, że kojarzy mnie z telewizji. Wyjaśniłem mu kim jestem i co robię. Później zaprowadził mnie do garażu w którym stał mój skarbek. Kiedy weszliśmy do środka pomieszczenia poczułem zapach benzyny oraz oleju napędowego. Po chwili ujrzałem, pewną postać stojącą przy wozie, podeszliśmy bliżej. Wtedy niemal nie zemdlałem, czy to była kobieta?! Najlepszym pracownikiem była kobieta?! A myślałem, że już nic mnie nie zaskoczy. Przyznaję była gorąca, jej czarne lekko pofalowane włosy opadały jej na twarz, ubrana była w ogrodniczki , które gdzieniegdzie miały plamy. Spod ogrodniczek wystawał biały top, ogrodniczki miały krótkie nogawki przez co ukazały jej długie i szczupłe nogi. Patrzyłem na nią i na to co robi, z jaką pasją naprawiała i dokręcała wszystko pod maską.
*Chole*
Kiedy naprawiałam auto, a raczej chłodnice do garażu wszedł mój ojciec z jakimś gościem. Sądzę, że był właścicielem auta. Nie był byle kim, fura którą się woził była warta milion złotych. Podeszli bliżej, a ja czułam jego wzrok na sobie, Boże czemu Ci kolesie się zawsze tak dziwnie patrzą? Zaraz podejdzie i będzie próbował mnie wyciągnąć na randkę. Skąd ja to wiem? Nie jest pierwszym klientem Jack'a.
-To jest najlepszy pracownik?- zapytał unosząc brwi. Zaczęło się. Westchnęłam po czym podeszłam do szafki z której wyjęłam płyn do chłodnic. Z powrotem podeszłam do auta, nalewając płyn w miejsce obok silnika.
-Tak, to mój najlepszy mechanik, a raczej mechaniczka- powiedział, spojrzałam w ich stronę, na Jack'a twarzy malowała się duma oraz promienny uśmiech. Uśmiechnęłam się słabo, nie spoglądając w strone właściciela auta. Po chwili zobaczyłam, że poziom płynu jest w normie, więc zakręciłam korek i odstawiłam płyn. Krępowała mnie ta cisza, jak nigdy w życiu. Nagle telefon ojca zadzwonił, to źle wróżyło dla mnie, będę musiała zostać sam na sam z napalonym kolesiem.
-Przepraszam muszę odebrać to ważne, Chole sprawdź jeszcze klocki i wyczyść silnik, będę u siebie.- powiedział opuszczając nas i przy okazji odbierając telefon. Wzięłam szmatkę i zaczęłam czyścić silnik. Ten gościu był inny niż wszyscy, mianowicie ciągle się gapił to na moje nogi, tyłek czy cycki. Nie odrywając wzroku od silnika powiedziałam:
-Nie lamp się tak- zamknęłam maskę auta, po czym dodałam- bo jeszcze oślepniesz.
-Woah, bad girl- zaśmiał się, na co wywróciłam oczami- najlepszy pracownik? To co zrobiłaś żeby zyskać to miano?- zapytał.
-Może, ciężko harowałam?- zapytałam podchodząc do kół auta i kucając. Zdjęłam tarczę i sprawdziłam klocki, wyglądało na to, że wszystko było już okej.
-Aż taka dobra jesteś?
-O co ci chodzi?- otworzyłam auto po czym do niego wsiadłam, i przekręciłam kluczyki w stacyjce.
-Ty chyba wiesz lepiej o co mi chodzi, pierwszy raz widzę ''najlepszego mechanika" w postaci kobiety. Wiem, że to nie moja sprawa, ale to niej jest obleśne, robić to starszym facetem?- zachłysnęłam się powietrzem na jego pytanie.
-To jest mój ojciec, idioto- odpowiedziałam, wysiadając.
-Nie tym tonem- syknął i złapał mnie za nadgarstek.
-Ała, puszczaj!- wtedy odważyłam się i spojrzałam w jego tęczówki, były szmaragdowe, ale oprócz tego widniała w nich złość. Miał brąz loki oraz piękne o kolorze malinowym usta. Zmarszczyłam brwi, po chwili poczułam, że mnie puścił.
-Sory- odbąknął cicho- Jestem Harry. Harry Styles- rzekł i uśmiechnął się sztucznie. Skądś kojarzyłam to nazwisko, ale dokładnie nie pamiętałam skąd.
-Super
-Nie przedstawisz się?- zapytał. Powoli zaczynał mnie irytować.
-Chole i tyle ci wystarczy- po czym wyszłam z garażu.
*kilka godzin później*
Jechałam w stronę umówionego spotkania, oczywiście przekraczając prędkość. Do wyścigu zostało niecałe 20 minut, ale na szczęście zdążyłam dojechać. Zaparkowałam mare metrów od imprezy, po czym wysiadłam z auta, rozglądając się za Perrie i Peter'em. Oparłam się o maskę auta. Pezz i Pit byli moim najlepszymi przyjaciółmi. Tworzymy zgraną ekipę siedzącą w tym jebanym gównie od 14 roku życia.
-Chole- usłyszałam nagle krzyk, spojrzałam w kierunku z którego dobiegły wołania, moim oczom ukazała się dziewczyna o fioletowych włosach biegnąca ku mnie. Perrie. Ubrana była w krótkie spodenki z wysokim stanem, do tego biały t-shirt za duży o może jakieś 3 rozmiary z czarnym nadrukiem 74 a na nogach miała czarne conversy.
-Chole- powiedziała zarzucając mi swoje ręce na szyje.- Jak ja Cię dawno nie widziałam- dodała całując mnie w policzek, na co uśmiechnęłam się i odwzajemniłam uścisk.
-Jak to dawno? Zaledwie tydzień temu na imprezie.
-Dziewczyno zniszczyłaś tą chwile- powiedziała odrywając się ode mnie i oparła się o maskę samochodu. Nastała cisza, którą po chwili przerwała:
-Mam złe wieści- mówiąc to wyciągnęła z kieszeni paczkę papierosów. Nienawidziłam dymu nikotynowego, w jakiś sposób po prostu odrzucało mnie to.
-Chcesz żebym wygrała wyścig?- zapytałam.
-Oczywiście, że tak!
-To schowaj to- prychnęłam, na co ona wywróciła oczami i schowała papierosy z powrotem do kieszeni. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu ktory trzymałam w ręku.
-Mamy 10 minut, mów.
-Gra o 10 tys. stawka ma być wyższa, gdy dojedzie nijaki Horan, podobno jest niezły, więc radze uważać. Postaram się, aby podbili do 20 tys. na więcej nie licz. Wyścig w 5 tzn. ty, Horan, Carter, Fox no i Bieber.- zacisnęłam szczękę na ostatnie nazwisko przez Pezz. Bieber. Jak ja tego dupka nienawidzę, nie wiem czy to kwestia, że był moim chłopakiem i zdradzał mnie na prawo i lewo, czy po prostu, że ćpał. Na moim ramienu spoczęła jej ręka.
-Nie spinaj cycków Chole, Bieber to nie problem teraz. Wygrasz ten wyścig! A raczej musisz, inaczej Trevor nas zabije.- powiedziała ostanie zdanie szeptem. Trevor, kompletnie o nim zapomniałam. Problem ciągnący się przez 3 lata.
-Masz racje- powiedziałam odrywając się od maski.
-Dobra pora się przygotować, powodzenia słonko- uśmiechnęła się i pobiegła w stronę tłumu. Wsiadłam do wozu, po czym narzuciłam kaptur na głowę i przekręciłam kluczyki w stacyjce. Podjechałam do linii startowej. Nagle usłyszałam pukanie do szyby, po czym ją otworzyłam nie patrząc na osobę stojącą przy niej.
-Czego?- warknęłam.
-Słoneczko, dawno się nie widzieliśmy. Co Cię tu sprowadza? Przecież wiesz, że przegrasz- powiedział, znałam ten głos to Justin. Spojrzałam na niego, a później na jego auto.
-Hyh, myślisz, że jesteś cwany, bo Dan sprowadził Ci nowe autko z zagranicy? Szkoda, że nie masz pojęcia o tym jakie jest lipne i wyskoczysz na pierwszym zakręcie.- uśmiechnęłam się szyderczo.
- Ale...- zaczął, ale mu przerwałam:
-Ciiii. Zapomniałeś już, że jestem mechanikiem? A teraz spadaj, mam wyścig do wygrania.- po czym zasunęłam szybę. Na linię startową podjechały jeszcze inne 3 fury. Perrie wyszła na drogę, mówiąc nam zasady, po czym zaczęła odliczać...
3...
2..
1.
START!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz