Louis pozwolił, aby sytuacja uspokoiła się przez parę dni. Wyłączył swój telefon i ignorował wszystko, co mówił Harry i Niall. Chciał, żeby Zayn poczuł się jak to jest. Szatyn miał cholernie dość ciągłych przypomnień Nialla, że był zbyt ostry lub że ma po prostu zadzwonić do Zayna. Więc w końcu zdecydował się włączyć telefon i prawdopodobnie odebrać kolejny telefon od Mulata.
Zaledwie po dwóch godzinach od tego momentu, Zayn zadzwonił, sprawiając, że Lou poczuł się szczęśliwy.
- Lou, wreszcie odebrałeś. Muszę z tobą porozmawiać. – Zayn brzmiał na wykończonego.
- Zamieniam się w słuch. – Szatyn próbował ukryć radość w swoim głosie. Mulat brzmiał na bardzo zdesperowanego.
- Czuję to, Louis. Wiem, co to znaczy być wykorzystanym i uczucie, kiedy kazałem ci się wynosić. Nie mogę uwierzyć, że zrobiłem ci coś takiego, naprawdę. Chcę być z tobą, Lou. Proszę, daj mi szansę. Zrozumiem jeżeli odmówisz, wiem że na to zasługuję. Ale proszę, pomyśl o tym… – tłumaczył się Zayn.
- Co powiesz na drugą randkę? – zaproponował Louis. Zranienie i ból w głosie Mulata były wystarczające, żeby zaprzestać wszelkich gierek. Chciał być z nim, a Zayn wydawał się chcieć być z Louisem, tak samo mocno.
- Tak! Zdecydowanie! – Głos Mulata podniósł się trochę, co sprawiło, że Louis uśmiechnął się. Mógł sobie wyobrazić, jak jego twarz przepełnia się podekscytowaniem.
- Gdzie i kiedy? – zapytał Louis, nie wysilając się, aby ukryć szczęście w głosie.
- Przyjadę po ciebie o piątej.
- Gdzie pójdziemy? – zapytał zmieszany szatyn.
- Zobaczysz.
I po tym, Zayn rozłączył się, pozostawiając Louisa kompletnie niepoinformowanego. Szatyn uwielbiał niespodzianki, czasami… był podekscytowany, ale wolałby wiedzieć, gdzie Zayn zamierza go zabrać, aby wiedzieć w co się ubrać i czego oczekiwać. Ale z drugiej strony, po tym wszystkim co się wydarzyło, ufał mu. Ufał mu wystarczająco, aby mógł zabrać go w nieznane miejsce i nie miał pojęcia, dlaczego tak się dzieje. Zakochał się w Zaynie, od samego początku. Nawet w momencie pierwszego spotkania, kiedy spojrzał w jego tajemnicze oczy, które teraz nie były już takie tajemnicze. Był uzależniony i to trochę go przerażało. Nieważne, jak wielkim chujem Zayn okazywał się czasami, Louis nadal coś do niego czuł. Za każdym razem, kiedy myślał o nim, jego serce wyrywało się z piersi, a na ustach gościł szeroki uśmiech. Każda myśl Louisa krążyła obok Mulata. Zawsze było Zayn to, Zayn tamto. Tak, to go przerażało. Ciągle zastanawiał się, co będzie jeżeli to nie jest obustronne? Ale wszystko, co ostatnio zrobił Mulat, jakoś wymazało jego zmartwienia i sprawiło, że Louis pomyślał, iż może on czuje to samo.
-
- Lou, wyglądasz dobrze – westchnął Harry, chwytając szatyna za ramię, aby przestał chodzić w kółko i narzekać o tym, że może mógłby się przebrać w coś innego.
- Nawet nie wiem, gdzie idziemy! – krzyknął Louis, wyswobadzając się w uścisku loczka, aby ponownie zacząć krążyć dookoła salonu.
- Wiem, że ubrałeś się idealnie, jak na tę okazję – dodał Niall, wskazując na zwykłą koszulkę i beżowe spodnie, które ubrał Louis, po czym usiadł na kanapie, gdzie był Harry.
- Skąd to wiesz? – Louis nagle zatrzymał się, aby spojrzeć na blondyna.
- Jak myślisz, skąd wie? – dodał Harry. – Rozmawiał ze swoim chłopakiem, jak zawsze. Wie wszystko, co zamierza zrobić Zayn, ponieważ Liam u powiedział.
- Zamknij się Harry, jesteś cholernym kretynem. – Niall uderzył loczka w ramię, a ten chwycił jego ręce, powstrzymując go od kolejnego uderzenia.
- Mówię, to co oczywiste! Wiem, że coś się święci, Niall! – Harry uciekał od blondyna, kiedy mówił, ale ten go ścigał i dwójka chłopaków jakimś sposobem skończyła, upadając na ziemi, Harry przygwożdżony przez Nialla. Jego mina wskazywała na to, że był odrobinę zraniony i Louis zaczął się martwić, że może loczek posunął się trochę za daleko.
- Przestań, Harry! Nie lubię Liama! – mruknął Niall, trzymając skrawek koszulki Harry’ego.
- Nie lubisz go, tylko kochasz! – wysyczał chłopak, ale przed tym jak mogło zajść to za daleko, usłyszeli głośne pukanie do drzwi. Oczy Louisa rozszerzyły się, kiedy patrzył na swoich współlokatorów na podłodze i zaczął się trochę denerwować.
- Zamierzasz otworzyć drzwi? – mruknął Harry, kiedy jego walka z Niallem na chwilę się zatrzymała.
- Och, tak… – Louis powoli podszedł do drzwi, wziął głęboki wdech po czym je otworzył. Zobaczył Zayna, który wyglądał obłędnie. Jego włosy nie były jak zwykle ułożone do góry, teraz opadały na czoło, a Louis prawie jęknął na ten widok.
- Hej – przywitał się z nim zwyczajnie Zayn, ale jego uśmiech zdradzał, że usłyszał coś czego nie powinien.
- Yeah – odpowiedział Louis.
- Hej Zayn! – Harry pomachał do niego radośnie z podłogi, gdzie Niall nadal na nim leżał.
- Cześć. – Zayn odmachał mu, robiąc krok do przodu, aby ich zobaczyć. Zaśmiał się, widząc dwójkę chłopaków na ziemi.
- Chodźmy już, co? – Louis chwycił Mulata za nadgarstek, wyprowadzając go z mieszkania. Chciał już wiedzieć, gdzie chłopak go zabiera.
- Nie chcesz się upewnić, że Niall nie zabije Harry’ego? – zażartował Zayn.
- Myślę, że będzie w porządku. A jeżeli Niall to zrobi, to Harry na to zasłużył…
- Dlaczego? Tak jak powiedział, mówił tylko to co oczywiste – uśmiechnął się Mulat.
- Słyszałeś to? – westchnął Louis i zacieśnił uścisk na nadgarstku Zayna, kiedy wychodzili z budynku.
- Nie zachowywali się wtedy cicho… ale mogę ci coś powiedzieć, jeżeli obiecasz, że nikomu tego nie wygadasz… – Zayn uwolnił się z uścisku szatyna, aby otworzyć dla niego drzwi, po czym udał się w stronę siedzenia kierowcy.
- Nie szepnę ani słówka – powiedział Louis, chociaż oboje wiedzieli, że prawdopodobnie skończy się tym, że komuś to wygada.
- Między Niallem i Liamem jest coś, właściwie było. – Zayn skupił swój wzrok na drodze, kiedy prowadził, ale kątem oka zobaczył, jak Louisowi opada szczęka, co sprawiło, że się zaśmiał.
- Było? Co się stało? – zapytał szatyn desperacko chcąc wiedzieć więcej.
- Liam powiedział, że Niall go naprawdę lubił.
- Wow.
- Ale Liam tego nie odwzajemniał – kontynuował mulat. – Uważa, że teraz z tego wyrósł czy coś.. Dobra, następnej rzeczy naprawdę nie możesz nikomu powiedzieć, albo Liam mnie zabije.
- Dobrze – zgodził się Louis. Tak bardzo chciał wiedzieć, że czuł rosnące podekscytowanie.
- Liam zakochał się w Niallu – powiedział szybko Zayn, po czym odwrócił głowę, żeby zobaczyć bezcenną reakcję Louisa.
- Naprawdę? – zapytał szatyn.
- Naprawdę – odpowiedział mulat.
- Naprawdę, naprawdę? – zapytał ponownie Louis, a jego oczy rozszerzyły się jeszcze bardziej.
- Tak, Lou, naprawdę – zaśmiał się Zayn, po czym zatrzymał samochód. Louis właściwie zapomniał, że nie wie, gdzie jadą i był zdecydowanie zaskoczony kiedy spojrzał przez okno. Wesołe miasteczko. Gry, światła i przejażdżki. To była zdecydowanie definicja zabawy Louisa.
- Nie wiem, co powiedzieć – dumał szatyn. – Jestem trochę rozczarowany sobą… Zazwyczaj potrafię powiedzieć, kiedy ktoś jest gejem, coś jakby szósty zmysł. Podejrzewałem, że Niall był ciekawy… ale nigdy nie pomyślałbym, że Liam też.
- Tak, ja też – zgodził się Zayn, wyskakując z samochodu razem z szatynem, po czym poszli do wejścia.
- Ale udało mi się z tobą – uśmiechnął się Louis.
- Co? – Brwi Mulata złączyły się w zdezorientowaniu.
- Mówiłem, że jesteś gejem – powiedział delikatnie szatyn.
- Ja… – Zayn kaszlnął. Nie był gejem. Dlaczego Louis nazwał go gejem? Może dlatego, że jesteś na randce z facetem, ty idioto. To nie sprawiało, że Zayn jest gejem prawda? Tak, uprawiał seks z jednym chłopakiem, tak, prawdopodobnie kochał jednego faceta… Ale nadal nie lubił chłopaków, był tylko Louis. Lubił go i co z tego, że jest chłopakiem? Prawda…?
- Zayn? – zapytał szatyn z troską w głosie.
- Och, tak? Przepraszam. – Zayn potrząsnął głową, aby wyrzucić z siebie te myśli.
- W porządku?
- Tak, jest dobrze – odpowiedział Zayn. – Chodźmy się zabawić.
-
Louis byłby szalony, gdyby powiedział, że ta noc nie była absolutnie idealna. Zaczynało się ściemniać, a jasne, kolorowe światła wesołego miasteczka były jeszcze bardziej tętniące życiem. Poszli na przejażdżkę, nawet jeżeli Zayn potajemnie się tego bał. Przechodzili przez tłumy ludzi, aby znaleźć jedzenie. Louis sięgnął do ręki mulata, aby ją chwycić, a Zayn wzdrygnął się delikatnie, czego na szczęście szatyn nie zauważył. Czuł się niepewnie, jakby ludzie gapili się na nich. Większość z nich tego nie robiła, ale były okazjonalne spojrzenia, czasami potępiające na dwójkę chłopaków, którzy szli za rękę. To sprawiło, że Zayn czuł się niezręcznie i nie potrafił myśleć o niczym innym, jak tylko o spojrzeniach nieznajomych ludzi. Nie mógł skupić się na fakcie, że Louis trzymał jego dłoń i spędzał z nim czas. Idealny, piękny, zabawny facet Louis. Ten Louis, którego tak bardzo chciał.
- Więc co chcesz zjeść? – Louis zatrzymał się przed jednym ze straganów z jedzeniem. Stanął przed Mulatem, tak że byli teraz twarzą w twarz i chwycił jego drugą rękę.
- Uh, w sumie nie wiem, cokolwiek. – Zayn starał się, aby lęk nie przedostał się do jego głosu, ale Louis wiedział, że coś jest nie tak.
- W porządku? – zapytał zmartwiony szatyn. Przyciągnął mulata trochę bliżej i spojrzał w oczy opalonego chłopaka. Zayn ledwo mógł patrzeć w jasnoniebieskie tęczówki Louisa, nie mógł się skupić. Czuł, że inni ludzie gapią się na nich i oceniają.
- Wszystko dobrze, Lou. – Zayn ułożył usta w sztuczny uśmiech i zanim się zorientował twarz Louisa zaczęła się do niego przybliżać. Usta szatyna dotknęły jego warg, a ręką powędrował, aby chwycić policzek chłopaka. Ale Zayna nie było tam. Nie odwzajemniał pocałunku, chociaż bardzo chciał, naprawdę… ale nie tam… Usłyszał czyjeś szepty, jak mówią ‘ohydne pedały’ oraz parsknięcia śmiechem. Louis odsunął się, aby spojrzeć na Zayna.
- Naprawdę, Zayn. Coś jest nie tak, o co chodzi?
- Ja… ludzie patrzą na nas – westchnął Zayn, nie kryjąc już dłużej swoich zmartwień.
- Więc? – zapytał Louis.
- Więc? Oceniają nas.. śmieją się…
- Dlaczego cię to obchodzi? Jestem tu z tobą i dobrze się bawimy. Mamy prawo tu być, Zayn.
- Ale.. – wymamrotał mulat i zobaczył, jak na twarzy Lou pojawia się zranienie.
- Jeżeli nie chcesz, żeby inni widzieli cię ze mną, to dlaczego mnie tu przyprowadziłeś? – zapytał szatyn, puszczając dłonie Zayna.
- Nie, to nie tak, że nie chcę, aby widziano mnie z tobą, ja po prostu…nie wiedziałem.. zapomniałem, że jest tu aż tyle ludzi i… – Zayn przygryzł wargę, nie wiedząc co powiedzieć.
- Cóż, wygląda na to, że jesteś zakłopotany będąc ze mną. Martwisz się, co inni ludzie o tobie myślą… Dlaczego? Jestem tu z tobą, to tego chciałeś?
- Tak, ale.. – zaczął Mulat, ale nie dokończył.
- Wcześniej, kiedy nazwałem cię gejem, co chciałeś powiedzieć? – zapytał Louis, unosząc brew.
- Louis…
- Chciałeś powiedzieć, że nie jesteś gejem… – Twarz szatyna była przepełniona smutkiem i to sprawiło, że serce Mulata zamarło.
- Nie jestem… ale lubię cię. Jesteś jedynym chłopakiem, który mi się podobał… ale nadal nie jestem gejem, nie lubię facetów… – wypowiedział w końcu Zayn, ale wiedział, że tylko bardziej się pogrąża.
- Chcę jechać do domu – wyszeptał Louis, patrząc na ziemię.
- Lou… – błagał mulat.
- W takim razie, pocałuj mnie, tutaj. – Szatyn podniósł głowę i ułożył rękę na szyi chłopaka.
- Louis… – Zayn chciał go pocałować, ale nie potrafił zignorować lęku, po prostu nie mógł tego zrobić.
- Zabierz mnie do domu. – Wzrok Louisa ponownie utkwił w ziemi, a Zayn nic już nie powiedział. Wiedział, że tym może tylko wszystko pogorszyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz