środa, 27 listopada 2013

115

- Było dobrze? - Louis wyszeptał pytanie w czubek ucha Harry’ego, ściskając lekko rękoma jego szerokie ramiona, na których były one umiejscowione.

Harry zamknął oczy, czując ciepły oddech Louisa uderzający w jego ucho i mając wrażenie, że policzki płoną mu tą samą temperaturą, co reszta jego ciała, które było rozgrzane i drżące. Słońce prażyło, i chociaż tors Louisa blokował ostre promienie przed trafianiem w jego własną skórę, Harry zaczął czuć się niewygodnie gorąco.

- Wspaniale - wymamrotał.

Czuł potrzebę ciągłego przeklinania w pobliżu ciekawskiego chłopaka. Właśnie teraz pragnął emocji związanych z komplementowaniem się w nieprzyzwoity sposób, jak to zazwyczaj miało miejsce podczas intymnych chwil jak ta. Przećwiczył w myślach słowa, których mógłby użyć.

Kurwa, Lou. Twoje palce są tak cholernie dobre. Wypełnij mnie nimi. Rozciągnij. Więcej.

Ale znowu, Louis był ciekawski. Skopiowałby jego słowa niczym irytująca papuga lub rozrabiający dwulatek, i gdyby zostały one ujawnione, Harry by tego nie przeżył. Zęby Louisa musnęły czubek jego ucha, dając mu do zrozumienia, że starszy chłopak był z siebie dumny i to sprawiło Harry’emu większą przyjemność niż pieszczoty palcami.

- Harry, chcę twoich palców - Louis skinął poprzez swoje słowa. Z poważną miną przyklejoną na twarz, rozpoczął zdejmowanie nóg z podołka Harry’ego, żeby przygotować się do pieszczot.

- Lou - zastopował go Harry, a jego ręce podleciały do idealnych bioder Louisa, by zatrzymać je w miejscu, zanim ponownie przemówił: - To bardzo boli za pierwszym razem. Nie jesteś gotowy. Odmawiam.

Brwi Louisa zaczęły powoli spotykać się w połowie jego czoła, gdy spojrzał w dół na Harry’ego, poszukując śladu żartów, ale znajdując samą powagę. Fuknął z frustracją i poprawił pozycję swojego ciała, wyprostowując się na kolanach swojego najlepszego kumpla.

- Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z tego, że jestem najdzielniejszym chłopcem w Nibylandii - rozpoczął swój wykład, skłaniając Harry’ego do dramatycznego wywrócenia oczami. - I umiem znieść wszystko.

Chłopak o kręconych włosach złożył głowę przy skale, mrużąc oczy by uniknąć słońca, i westchnął, próbując wymyślić rozwiązanie, które zadowoliłby ich obu.

- Nie sądzę, żebyś rozumiał, że to naprawdę boli. Nie jak wtedy, gdy ugryzą cię twoje małe nibylandzkie stworzonka. To boli, Lou - starał się wyjaśnić.

- Ale powiedziałeś, że było dobrze.

- Ale za pierwszym razem…

- Powiedziałeś, że było dobrze.

- Louis, ty po prostu…

- Harry!

Harry zmarszczył nos na to, jak głośno mniejszy chłopak wykrzyknął jego imię, mając powoli dość i jak zawsze poddając się żądaniom Louisa.

- Nie będę kontynuował na tym gorącym słońcu. Więc wybierz nowe miejsce.

Louis wyszczerzył się na dźwięk zirytowanego tonu, którego używał Harry, kompletnie rozbawiony tym, jak łatwo chłopak ulegał kilku stałym namowom. Podpierając się, wstał z podołka Harry’ego i sięgnął po jego wielką dłoń, która była lekko wilgotna od potu, gdy poprowadził go do ogromnego grzyba, który tworzył rozległy cień nad określonym obszarem trawy. Opadł na miękką teksturę ziemi, spoglądając z błyskiem w oczach na Harry’ego, mimo że słońce zostało zablokowane przed dotarciem.

- Nie użyję palców - zaczął Harry, wskazując palcem na małego chłopaka, zanim miał on szansę zaprotestować. - Ale pokażę ci rimming.

I, oczywiście, to nowe słowo ponownie wprawiło Louisa w oniemienie. Spojrzał w górę na Harry’ego, jak gdyby wyższy chłopak znał rutynę wyjaśniania rzeczy, których go nauczał.

- Po prostu połóż się na plecach, okej?

Louis skinął głową, opadając w tył, tak że jego ciepłe plecy zostały przyciśnięte do chłodnej trawy; dreszcz wydostał się na jego skórę, kiedy zmiana temperatury poraziła jego nerwy. Patrzył prosto przed siebie: w zasięgu jego wzroku znajdowały się jedynie blaszki grzyba, które zwisały w dół i wyglądały naprawdę wstrętnie w porównaniu z jasnymi kolorami na zewnątrz rośliny. Niecierpliwie zastukał palcami o trawę, gdy nieznacznie wyciągnął szyję, by zerknąć na chłopaka o kręconych włosach, który po prostu wpatrywał się w niego bez słowa. Wypuszczając z siebie jęk, Louis pozwolił swojej głowie spaść na podłoże i przemówił marudnym głosem:

- Harry, szybko!

Chłopak z Cheshire nie potrafił się powstrzymać i zachichotał na przejawiane przez swojego przyjaciela zniecierpliwienie. Opadł na kolana tuż przed małymi stopami, które były bose bez brązowych pantofli i owinął ręce wokół łydek Louisa, unosząc do góry jego nogi, dzięki czemu były one rozchylone. I to wyraźnie było dla Louisa niewygodne, gdyż wydał nieznaczne piskliwe dźwięki, które Harry zlekceważył, ponieważ wiedział, że chłopak je wessie, gdy tylko poczuje, co Harry miał z nim zrobić. Na kolanach przesunął się do tyłu, dając sobie miejsca na pochylenie się ku dołowi. Kiedy znalazł się na odpowiednim poziomie, spojrzał pośpiesznie na chłopaka, który uważnie mu się przyglądał. Z zamkniętymi oczami wystawił język, liżąc prędki pasek w górę poprzez pierścień mięśni, które zacisnęły się, gdy to zrobił. Louis wydał z siebie okrzyk, zakopując dłonie w trawie i odpychając się od ust chłopaka. Potrząsnął gorączkowo głową.

- N-nie. Nie chcę tego.

Harry wykrzywił usta w grymasie, sięgając przed siebie, by złożyć ręce na kolanach Louisa.

- Cii, cii - dodał mu odwagi, wznosząc się nad mniejszego chłopaka, dzięki czemu mógł się pochylić i pocałować go krótko w zapewnieniu, że było z nim porządku, oraz że go kochał. - Uczucie jest dziwne, wiem. Ale zaraz zrobi się naprawdę przyjemnie, obiecuję.

Louis spojrzał w zielone oczy, które były prawie tak szerokie, jak jego własne, przytakując powoli, gdy pogrążył się w słowach Harry’ego, przyjmując obietnicę i zdając się na nią. Rozluźnił z powrotem mięśnie, ponownie kładąc się na trawie i powracając wzrokiem do blaszek. Harry odczekał moment, zanim znowu pchnął się w dół, pochylając się, żeby powtórzyć swoją poprzednią czynność, i przesuwając językiem w górę po pierścieniu, a następnie z powrotem na dół. Zatrzymał się na chwilę, pozwalając Louisowi przyzwyczaić się do uczucia niezręcznie wilgotnej skóry - jego oczy były teraz zamknięte i praktycznie wstrzymywał oddech, który próbował wydostać się z jego ust, ponieważ lubił ciszę, gdy Harry pracował.

Kiedy Harry mógł usłyszeć zaledwie bzykanie owadów i żadnych dźwięków oddychania przez Louisa, wrócił do przerwanej czynności i delikatnie dmuchnął powietrzem, powodując, że leżący na trawie chłopak sapnął w szoku. To była ta chwila, gdy Harry skorzystał z okazji, by jednorazowo wśliznąć się językiem w ciasną przestrzeń, zdobywając głośny jęk ze strony Louisa.

- Ojej - wykrztusił.

Harry nie potrafił powstrzymać uśmiechu, chcąc tak bardzo ujrzeć wyraz twarzy Louisa, gdy chłopak był przeprowadzany przez to doświadczenie. Trochę lepiej podpierając jego nogi, Harry ponownie pochylił się w dół, powtarzając czynności z wkładaniem i wyjmowaniem języka z głębokiej różowej strefy, docierając do skóry wokół wrażliwego punktu i wbijając paznokcie w uda Louisa, żeby pomóc sobie utrzymać w górze nogi, które stały się cięższe w sekundzie, gdy poczuł resztę ciała starszego chłopaka słabnącą pod dotykiem jego języka. Ręce Louisa uderzyły o murawę. Chwycił zielone źdźbła, wyrywając pełne garści trawy, by ulżyć sobie w przyjemności. Nie wiedział, że tyle rozkoszy mogło pochodzić z obszaru ciała, któremu nigdy tak naprawdę nie poświęcał uwagi. Ale to, jak język Harry’ego skręcał się i pracował w sposób, z jakiego Louis nie zdawał sobie sprawy, że był możliwy, po prostu wysłało go poza krawędź i było powodem jego głośnych okrzyków przyjemności. Nie miał pojęcia, co zrobić z rękoma, ale coś zrobić musiał. Wypuścił trawę z uchwytu i natychmiast wsunął palce we włosy Harry’ego, biorąc w pięści pasma loków podczas żałosnego więdnięcia za każdym razem, gdy język młodszego chłopaka ocierał się o określony punkt głęboko w jego wnętrzu. Klatka piersiowa Louisa unosiła się i opadała w powolnym, ale ostrym tempie, a oczy zatrzepotały i otworzyły się, kiedy nie czuł już dłużej ciepłego, mokrego języka pracującego nad nim.

Wkrótce blaszki grzyba zostały zablokowane przez głowę pełną loków oraz wielki uśmiech, który obejmował większość, jeżeli nie całość twarzy właściciela. Louis chwycił Harry’ego za ramiona i zmusił się do podciągnięcia w górę, pozwalając ich ciałom się przekręcić, dzięki czemu teraz on był na szczycie. Oblizał usta, w ciszy odgrywając w głowie to, jak Harry pracował swoim językiem, żeby wiedzieć, co robić, kiedy odda mu przysługę.

- Twoja kolej - wyszeptał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz