wtorek, 26 listopada 2013

111

- Lou, proszę, porozmawiasz ze mną?

Louis obnażył w proteście górne zęby, gdy kontynuował uparte szuranie brązowym pantoflem o miękką glebę podłoża. Skrzyżował ramiona na zielonym materiale swojej koszuli, która eksponowała skrawek jego klatki piersiowej.

- Dlaczego miałbym?! I to nie liczyło się jako rozmawianie z tobą… - urwał. - I to też nie! Rozmawiam sam ze sobą.

Harry powstrzymał się przed wywróceniem oczami, co desperacko rysowało się w jego umyśle, ponieważ wiedział, że kiedy chodziło o Louisa, musiał postępować z cierpliwością, zrozumieniem i jedzeniem.

- Nie mogłem wczoraj z tobą przyjść, bo potrzebował mnie mój przyjaciel, Lou - spróbował wyjaśnić.

Właśnie wtedy Louis zatrzymał się jak wryty, zmuszając Harry’ego do równie nagłego przystanku. Jego obcasy wryły się w ziemię, gdy odwrócił się i po raz pierwszy w ciągu godziny stanęli do siebie twarzą w twarz.

- Ale ja też cię potrzebuję. - Dolna warga mniejszego chłopaka wystawała bardziej niż górna i jego nadąsana mina była tak oczywista, że wywoływała ból w sercu Harry’ego. - Bez ciebie byłem wczoraj tak znudzony, że pomogłem wróżkom dekoratorkom wybrać tulipany na latarnie! Byłem nawet bliski wyszczotkowania futra niedźwiedzia księżycowego* - wysapał swoją tyradę, wypuszczając z ust lekki podmuch powietrza, który podniósł z jego czoła kilka kosmyków grzywki. Często tak robił.

Harry przetrząsnął tył swojego umysłu, by przypomnieć sobie, co to, kurwa, był niedźwiedź księżycowy, ponieważ wiedział, że Louis byłby zdenerwowany, gdyby zapomniał. Niedźwiedź księżycowy. Puchate chuje, które Louis zawsze próbował schwytać.

- Rozumiem, kochanie. Ale Niall wpadł w kłopoty i potrzebował mnie, żebym… - Słowa Harry’ego zostały przerwane przez głośne tchnienie.

- Niall?! Czy wszystko z nim okej?! - Oczy Louisa zaświeciły się z niepokojem, a dolne zęby ukazały się nieznacznie, gdy jego usta rozciągnęły się w wyrazie troski.

- Tak. Przyłapali go na masturbacji w toalecie - Harry parsknął na zakończenie zdania, mogąc sobie tylko wyobrażać, co przypominała twarz dyrektora. Prawdopodobnie zestresowanego niedźwiedzia księżycowego.

- Nasturcji? - zakwestionował Louis. Jego twarz zrelaksowała się do swego zwyczajnego wyrazu zaciekawienia.

Uśmiech utorował sobie drogę do pulchnych ust Harry’ego, gdy ten potrząsnął głową, nie zgadzając się z próbą Louisa.

- Masturbacji.

- Co to jest? - Louis podszedł bliżej do swojego najlepszego przyjaciela, zapominając nagle, że miał być na niego zły.

- Boże, każesz mi wyjaśniać najbardziej krępujące rzeczy. To jest, kiedy… Pamiętasz tę noc w liliowym jeziorze?

Louis przytaknął.

- Pamiętasz, co dla ciebie zrobiłem? Co ty zrobiłeś dla mnie?

- Tak.

- Cóż, masturbowanie się, to robienie tego samemu sobie. Kiedy tego potrzebujesz.

Oczy Louisa rozbłysły, gdy uświadomił sobie, że istniało rozwiązanie problemu, z którym się zmagał.

- Czasami kiedy jesteś w szklarni…

- Szkole.

- Cii! Nie przerywaj mi! - Louis odchrząknął. - Czasami kiedy jesteś w szkole, myślę o tym, czego mnie uczyłeś. I po prostu… - Skrzywił się, pamiętając, jak niewygodne było uczucie podniecenia i niewiedzy, w jaki sposób je wyleczyć. - To… boli. Myślę o tym, jak dotykasz mnie w miejscach, które sprawiają przyjemność. I o sposobie, w jakim robisz ustami te wszystkie rzeczy i mnie nie ranisz… To sprawia, że czuję się niewygodnie.

Harry bez dalszych wyjaśnień wiedział, że kiedy go nie było, Louis się podniecał. A wiedza o tym, że chłopak, w którym był zakochany, podniecał się z powodu rzeczy, których doświadczali we dwóch, poruszała go w sposób, jaki był mu w tamtym momencie niepotrzebny.

Nie mając pojęcia, jak odpowiedzieć, Harry postąpił krok w przód i pochylił się, by złożyć delikatny pocałunek na ustach Louisa, chcąc zmienić temat zanim sam się napali.

Cóż, a może raczej zanim napali się bardziej.

*

Leżeli na łóżku z liści, które było podtrzymywane przez dwie mocne gałęzie drzew Nibylandii. Harry wciąż się dziwił, jak tak mali chłopcy oraz jeden nastolatek mogli złożyć to ustrojstwo, ale był okropnie dumny, że odnieśli sukces.

Plecy Louisa były przyciśnięte do gigantycznego, grubego pnia, a ręce pozostawały na jego brzuchu. Z nogami wyciągniętymi przed siebie i spojrzeniem skupionym na niebie ponad nimi, zaczął po cichu wyliczać na głos każdą gwiazdę, którą był w stanie zobaczyć.

- Dwadzieścia trzy… dwadzieścia cztery… dwadzieścia pięć… - szeptał do siebie.

Harry pozostał cicho i podźwignął głowę znad swojej ręki, którą przeciągał w tę i z powrotem po piszczeli Louisa. Nie mógł powstrzymać uśmiechu z powodu tego, jak pogrążony w skupieniu był awanturniczy chłopak.

Ale w przypadku Louisa nic nie trwało długo. Opuścił głowę i spojrzał na Harry’ego z najpoważniejszym wyrazem twarzy, jaki młodszy chłopak kiedykolwiek u niego widział. Coś we wnętrzu Harry’ego skręciło się ze strachu, ponieważ uwierzył, że coś było nie w porządku. Pochylił się do przodu, czekając, aż Louis wyjaśni, co się stało.

- Muszę ci się do czegoś przyznać, Haz. Obiecujesz, że nie będziesz się śmiał?

- Obiecuję…

Louis nabrał głęboko nibylandzkiego tlenu, zamykając oczy, gdy słodka woń wypełniła mu płuca. Wypuścił niepotrzebne powietrze i ponownie otworzył oczy, wpatrując się w zielone tęczówki, które nie mogłyby go osądzić, nawet gdyby popełnił morderstwo.

- Spróbowałem dzisiaj libacji. Ale… nie podziałało. Powiedziałeś, że zadziała - kończąc zdanie Louis wydął wargi. Z jakiegoś powodu w pełni wierzył, że Harry powiedział mu o zaangażowaniu się w masturbację tylko po to, by zrobił z siebie głupka.

- Masz na myśli… Że spróbowałeś masturbacji?

Louis przytaknął powoli, powstrzymując kwaśną minę, która zagrażała przejęciem wyrazu jego twarzy, ponieważ był po prostu zażenowany wyznaniem, że spróbował tej całej masturbacji. Nie wspominając o tym, że mu nie wyszła.

- Nie zadziałało. Dużo łatwiej było masturbować ciebie - nachmurzył się.

Harry nie wiedział, czy powinien roześmiać się z tego, że Louis wpasował wyraz „masturbować się” w swoje niepoprawnie znaczeniowo zdanie, czy może raczej z miejsca się rozebrać i nauczyć go, jak prawidłowo się zaspokoić. Ale Louis był zbyt niewinny i tym razem potrzebował, by obejść się z nim z delikatnością, współczuciem oraz przy użyciu łagodnych słów.

- Chciałbyś teraz spróbować? - zapytał Harry, utrzymując ściszony ton, ponieważ wiedział, że to uspokajało Louisa.

Chłopak wydał z siebie jakiś dźwięk, który był skrzyżowaniem słowa „tak” oraz żałosnego, potrzebującego skowytu, i przeszedł przez uszy Harry’ego prosto w dół do jego pachwiny, ponieważ w tamtej chwili to on był tym, który w pewnym miejscu czuł się niewygodnie. Ale starał się ignorować pulsujący ból, bo teraz musiał pomóc Louisowi, który w ogóle nie wiedział, jak sobie poradzić.

- Zdejmij spodnie - wyszeptał.

Louis skinął głową i uniósł się w górę, ściągając w dół gumkę swoich rajstop w kolorze leśnej zieleni, zanim miał możliwość strząśnięcia ich z kostek u nóg. Bez mówiącej o tym instrukcji, zdjął kaburę, w której trzymał nóż używany wyłącznie do cięcia winorośli i wytwarzania nowych rzeczy. Złożył ją za sobą, zanim uchwycił kołnierzyk koszuli, ściągając ją przez głowę i pozwalając ciasnemu materiałowi opaść na wierzch reszty swego dobytku. W trakcie tego procesu Harry wpatrywał się w mniejszego chłopaka, tylko podziwiając i rozpatrując sposób, w jaki jego opalone ciało kontrastowało z jasnym światłem księżyca.

Louis zacisnął usta, kiedy nie otrzymał od gapiącego się chłopaka dalszej odpowiedzi.

- Hazza?

Harry mrugnął dramatycznie, wciąż mając wyświetlony przed sobą ten sam hipnotyzujący widok. Przełknął duży łyk śliny, mając nadzieję na odepchnięcie od siebie pokusy obciągnięcia swojemu przyjacielowi, żeby nie musiał tego robić samodzielnie.

Ale Louis musiał się nauczyć.

Nie chciał, by chłopak całymi dniami borykał się z potrzebą spełnienia, ponieważ Harry doskonale znał to uczucie i nie było ono przyjemne.

- Dobra, okej. Po prostu tak, jak to zrobiłeś mnie, Lou - Harry obniżył trochę głowę, patrząc przez swoje ekstremalnie długie rzęsy na strudzonego chłopaka.

Louis skinął niepewnie głową i uchwycił podstawę swojego penisa, nieco z trudem łapiąc powietrze, gdy jego zimna ręka weszła w kontakt z rozgrzaną skórą. Jego oczy uczyły się sposobu, w jaki jego dłoń dopasowała się wokół penisa, zanim wystrzeliły w górę, by spotkać spojrzenie Harry’ego. Tak, jak gdyby prosił o pozwolenie na kontynuację lub zwyczajnie o odrobinę zapewnienia, że Harry wciąż zwracał uwagę. Ależ oczywiście, że zwracał. Jego najlepszy przyjaciel leżał przed nim rozciągnięty, z twarzą wyrażającą potrzebę i z ręką zaciśniętą wokół swojego penisa. Gdzie indziej mogłaby być jego uwaga?

- Porusz się.

Louis zrobił, jak mu kazano i jego oczy powróciły w dół do ruchów jego ręki. Zmarszczył brwi, skoncentrowany na przypominaniu sobie tego, jak doprowadził Harry’ego do orgazmu: wszystkim, co zrobił, było głaskanie w nieustającym wzorcu, w górę, a następnie w dół. Więc dokładnie to samo zrobił tym razem. Gdy jedna z jego dłoni pracowała nad pulsującą erekcją, druga zaciskała się na tkaninie jego ubrań, które wcześniej zignorował. Wykrztusił sapnięcie, gdy tylko wpadł w rytm, który sprawił mu niekończącą się przyjemność, ale chciał więcej. Po prostu nie wiedział, jak to dostać. Rzucił okiem w górę na Harry’ego, z policzkami rumieniącymi się głębszą czerwienią z każdą upływającą sekundą.

- Harry - wyjęczał przez swój ciężki oddech, chcąc, aby chłopak o kręconych włosach coś zrobił. Cokolwiek.

Harry naparł ręką na własne krocze, gdy zacisnął usta na rozciągający się przed nim widok. Twarz Louisa była całkowicie zatracona w jego działaniach; walczył o uzyskanie większego tarcia lub większego czegokolwiek, ponieważ desperacko tego potrzebował.

- Przyspiesz i zawęź swój uchwyt.

Louis zaufał młodszemu chłopakowi, przytakując pospiesznie na żądania, gdy podążył dokładnie za każdym z nich. Dźwięki, które wydostawały się z mokrych ust były niemal nieludzkie, kiedy milimetr po milimetrze zbliżał się do orgazmu, którego pragnął od dwóch dni. Nie powstrzymuj się, po prostu czuj, wyszeptał do siebie, powtarzając instrukcje, jakie dawał mu Harry za każdym razem, gdy był bliski końca.

- Harry - wykrztusił ostatnie słowo, przed tym, jak białe smugi szczytowania pojawiły się i wylądowały na nagiej klatce piersiowej, którą surowo oświetlało światło księżyca.

Harry nie tracił czasu, natychmiastowo pociągając się do przodu, gdy pochylił się w dół, wypychając język przez usta. Jego końcówka zetknęła się z ciemną skórą podbrzusza Louisa, przeciągając nim w górę, aż do ostatniej kropli wchłonął swoimi chętnymi ustami spermę. Louis smakował inaczej niż kilka innych osób, których niefortunnie spróbował: miał idealny, słodki posmak i to sprawiało, że jego kubki smakowe chciały więcej. Zatrzymawszy w buzi białą, gęstą cisz, podciągnął w górę swoje ciało, złączając usta z tymi należącymi do chłopaka, który wciąż uspokajał się po orgazmie. Gdy się spotkali, Louis prawie natychmiast rozdzielił wargi, umożliwiając spermie wejście do środka. Wydał z siebie dziwny dźwięk, naprawdę nie wiedząc, co zrobić z pochodną swojego orgazmu. Nie miał nawet pojęcia, czy mógł ją przełknąć. Pierwszy przerwał pocałunek z powodu braku tlenu, które wywołało palące uczucie w obszarze jego klatki piersiowej. Przełknął swój własny wytrysk, marszcząc twarz, jak gdyby decydował o tym, z czym utożsamić nowy smak.

Harry wpatrywał się w niebieskie oczy, gdy jego oddech doścignął falujące spodnie chłopaka pod nim, oczekując jakiejś odpowiedzi.

- To smakuje jak żelki Haribo - skomentował Louis i Harry się roześmiał.

*niedźwiedź księżycowy - inna nazwa niedźwiedzia himalajskiego, który wygląda tak: link.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz