czwartek, 28 listopada 2013

123

- Harry - powiedział Louis głosem wysokim i pozbawionym tchu, pachnąc wódką. Oparł głowę na ramieniu Harry’ego. - Teraz cały się kleję - zajęczał i trącił nosem szyję młodszego chłopaka, uwielbiając miękkie uczucie ciepła jego skóry na swojej.

- Cholera - zaklął Harry. Opuścił wzrok na ich spodnie i zastanowił się, jak mają dostać się tam* bez wzbudzenia podejrzeń, skoro pozostała trójka będzie w stanie dostrzec to z odległości mili.

Louis kompletnie zignorował jego głowa i spojrzał na niego spod rzęs.

- Jesteś naprawdę ładny, wiesz? Podobają mi się twoje oczy. Są… są jak drzewa, ale też jak woda? Nie rozumiem tego… po prostu są naprawdę, naprawdę ładne. Ty jesteś ładny.

Harry westchnął ciężko, ponieważ tak, starszy chłopak wciąż znajdował się pod działaniem wódki i o to także musiał się zatroszczyć. Ale wtedy przypomniał sobie, że tamci też wypili całkiem sporo tego alkoholu, więc powiedział sobie: pieprzyć to. Jednak tuż przed tym, jak miał otworzyć drzwi, Louis wyszeptał do niego:

- Myślisz, że… - urwał. - Myślisz, że mógłbyś - zastanowił się nad słowem, którego użył Harry - jeszcze raz mnie pieprzyć?

Oddech uwiązł Harry’emu w gardle, a jego dłoń przywarła płasko do drzwi.

- Później. - Tylko tyle udało mu się powiedzieć. Louis wziął to za odpowiedź i po pijanemu przylgnął do jego ramienia, gdy Harry poprowadził ich z powrotem do pokoju Zayna.

Jak się okazało, Liam i Zayn w najmniejszy stopniu nie byli pijani. Zwyczajnie szukali wymówki, aby poobściskiwać się pod wpływem alkoholu, więc teraz wciąż siedzieli blisko siebie na łóżku, a Niall bluźnił w stronę telewizora, gdy przegrał grę (akurat on był pijany). Kiedy tylko drzwi się otworzyły, Zayn uchwycił wzrok Harry’ego i skrzywił się ze wstrętem.

- Czy wy naprawdę zrobiliście sobie przed chwilą dobrze w mojej łazience?

- Wy prawie zrobiliście sobie dobrze na naszych oczach! - wykrzyknął z oburzeniem Harry.

- Formalnie wcale byśmy tego nie zrobili - powiedział Liam. - Tylko się całowaliśmy.

- Dla mnie to wyglądało na o wiele więcej, niż tylko całowanie - odparł Harry pod nosem i Zayn się nachmurzył. Złapał Louisa za rękę i pociągnął go w stronę kanapy, na której siedzieli wcześniej. Pocałował go miękko i przypomniał mu do ucha: - Później.

- Okej - rzekł Louis i położył mu rękę na udzie. - Okej. - Pocałował Harry’ego ponownie, ciągnąc go za włosy, żeby zbliżyć ich do siebie, i jęknął, gdy Harry się odsunął. Wciąż smakował jak wódka.

Po tym, jak Harry odmówił dalszej wymiany pocałunków, Louis rozejrzał się po pokoju i zdecydował się znowu usiąść na podłodzie obok Nialla, który pijany, smucił się po dwukrotnej przegranej w FIFĘ.

- Niall - powiedział.

- Co? - wybełkotał Niall.

- Nauczysz mnie w to grać?

- Nie, stary. Ta gra jest do dupy. - I chociaż Niall wcale tak nie uważał, jego wewnętrzne pijane i zbolałe wcielenie już tak.

- Ale mi się nudzi! - wykrzyknął Louis i na jego twarzy zaczęła pojawiać się nachmurzona mina. - A Harry nie chce mnie pocałować.

- Odchrzań się z całowaniem ludzi. Ale jeżeli tak bardzo ci się nudzi, narysuj mi coś.

- Co mam zrobić? - odpowiedział Louis bezmyślnie, nie zrozumiawszy żadnej rzeczy, jakie dopiero co wyszły z ust Nialla.

Niall wstał i chwycił z komody Zayna pióro oraz kartkę w linie.

- Masz. Puść wodze wyobraźni.

Dał Louosowi rzeczy do rąk i chłopak spojrzał na nie z zaciekawieniem. Rozpoznał kartkę i choć w przeciwieństwie do tych z książek, miała ona linie, wciąż wiedział, czym była. Pióro to coś nowego. Zrobione było z czarnego plastiku i miało mały przycisk na czubku. Wcisnął go i po drugiej stronie przedmiotu pojawiła się końcówka. Louis trzymał pióro w sposób, w jaki trzymałby patyk, owijając wokół niego wszystkie cztery palce, i spróbował narysować kółko. Wyszło trochę chwiejne, ale pióro sunęło gładko, a tusz był czarny jak smoła.

- Harry! - zawołał Louis. - Zobacz!

Harry akurat rozmawiał z Zaynem i Liamem o ostatnim dziele sztuki Zayna. Szybko odwrócił głowę w stronę swojego chłopaka na podłodze, który patrzył na niego z dołu jasnoniebieskimi oczami i z podekscytowanym uśmiechem na twarzy. Harry podniósł palec do przyjaciół, sygnalizując tym samym przerwę w dyskusji, zsunął się z kanapy i uklęknął obok Louisa.

- Co tam, Lou?

- Zobacz! - powtórzył starszy chłopak. Spróbował napisać słowo „kocham”, które potrafił literować od czasu, kiedy Harry pokazywał mu je do przeczytania, i chociaż jego „m” było zapisane całkiem nie tak, a „k” było krzywe, Harry złożył mu na skroni ciepłego, miękkiego całusa.

- Śliczne, Lou - powiedział. - Kocham cię - wymamrotał mu to ucha.

- Ja ciebie też, Hazza.

Podniósł pióro i już miał pokazać Louisowi, jak napisać jego imię, gdy wtem odezwał się Zayn, mówiąc:

- Hej, Harry, możemy z tobą porozmawiać przez sekundę na korytarzu?

Głowa Harry’ego popłynęła do miejsca, w którym Zayn i Liam podnosili się z kanapy, a Niall wstawał na nogi, więc przytaknął.

- Pewnie, tylko dacie mi chwilkę. - Wszyscy opuścili pokój Zayna i Harry ponownie pocałował Louisa w skroń. - Zaraz wrócę, w porządku, kochanie?

- Jasne! A wtedy pokażesz mi, jak napisać moje imię?

- Oczywiście.

Harry wstał, podpierając się lekko na ramieniu Louisa, i wyszedł z pomieszczenia, delikatnie zamykając za sobą drzwi.

- O co chodzi? - zapytał, opierając się o ścianę i spoglądając na swoich przyjaciół, którzy wpatrywali się w niego wzrokiem, jakiego nie potrafił sprecyzować, ale mu się nie spodobał; ich spojrzenie oceniało i było chytre. Chłopak natychmiast zastanowił się nad tym, co zrobił źle.

Niall beknął głośno, po czym wymamrotał:

- Louis jest opóźniony czy coś?

- Niall! - krzyknął donośnie Liam, uderzając go w ramię. - Nie możesz tak mówić…

- Przepraszam? - odezwał się Harry, dotknięty.

- Jest po prostu… dziwny - powtórzył łagodnie Zayn, kładąc czule rękę na jego ramieniu. Chłopak natychmiast ją strząsnął.

- Pieprzcie się - warknął. - Spodziewałem się po was czegoś więcej. Po tym wszystkim, co przeszliście, myślałem, że o wiele lepiej przyjmiecie kogoś, kto jest odrobinę inny.

- Harry, my… - zaczął Liam, ale Harry mu przerwał.

- Nieważne. Po prostu wyjdziemy. Zobaczę się z wami w poniedziałek. - Wszyscy trzej patrzyli na niego błagalnie, ale nasrożona mina, jaka malowała się na jego twarzy, nie znikła. Otworzył drzwi trochę gwałtowniej, niż było to potrzebne i Louis zerknął na niego swoimi porażająco niebieskimi oczami i przez sekundę chłopak myślał, że się uśmiechnie, ale zaraz przypomniał sobie odpowiedź, jaką otrzymał od swoich trzech najlepszych kumpli na świcie, i poziome zmarszczki na jego twarzy pogłębiły się. - Chodź, Lou. Idziemy do domu.

- Ale… miałeś mnie nauczyć - powiedział chłopak smutno.

Harry stanął przy jego boku i zgiął się wpół.

- Nauczę cię, kiedy wrócimy do mnie, dobrze? A potem znowu będę cię pieprzył.

- Oh - wypuścił z siebie Louis, gdy dreszcz przebiegł mu po kręgosłupie. - Okej.

Harry wyprostował się i wziął go za rękę, kiedy wyszli przez drzwi, przy których jego przyjaciele wciąż rozmawiali przyciszonym głosem i z przepraszającym wzrokiem. Wyglądali, jak gdyby chcieli coś powiedzieć, ale nic nie opuściło ich ust. Przy pomocy ostatniego spojrzenia, Harry dał im do zrozumienia, jak był przygnębiony i zszedł po schodach, następnie przekroczył wyjście, pozwalając drzwiom zamknąć się z kliknięciem za sobą, choć czuł promieniujące od Louisa zaniepokojenie.

- Harry, coś nie tak? - zapytał chłopak.

- Nic - odpowiedział krótko.

- Nie okłamuj mnie - powiedział Louis i Harry był zaskoczony, że tamten poznał jego kłamstwo. Mimo że wiedzieli o sobie nawzajem wiele rzeczy i od dawna spędzali ze sobą niemal każde popołudnie, Louis był naiwny i od czasu do czasu zachowywał się jak dziecko. Harry kochał go bez względu na wszystko, kochał go za wszystko, kim był, ale to czasami wpływało na sposób, w jaki na siebie patrzyli. Jak również na sposób, w jaki inni patrzyli na Louisa.

- Moi przyjaciele… oni… oni cię nie rozumieją - odparł Harry, ponieważ nie był pewny, jak to wyjaśnić. Miał tak po prostu powiedzieć „Och, moi kumple cię nie lubią, przykro mi, kochanie.”?

- Oni co? - dopytywał Louis, a na jego twarzy malowało się zdezorientowanie i ból, co było ostatnią rzeczą, jaką miał ochotę widzieć Harry. To go zdruzgotało.

- Myślą, że jesteś trochę… dziwny. Po prostu cię nie pojmują.

- Och - rzekł Louis. Patrzył w dół, gdy szli, alkohol wciąż lekko skażał jego krew, oczy odrobinę wilgotniały. - Dlaczego?

- Nie jestem pewny, skarbie. Muszą cię poznać, okej? W końcu się do ciebie przekonają. - A przynajmniej taką miał nadzieję.

- Okej - wymamrotał drżąco Louis. - Ale ty wciąż mnie kochasz, tak? - zapytał i pojedyncza łza bez ostrzeżenia spłynęła mu po twarzy. Nie rozumiał odrzucenia: było dla niego obce i brzydkie i sprawiło, że czuł się bezwartościowy.

Harry zatrzymał ich na chodniku.

- Och, Lou - wyszeptał, biorąc jego twarz w dłonie, wycierając mu łzy z policzków. - Nigdy nie przestanę cię kochać. Kocham cię bardzo, bardzo mocno.

- Okej - odparł tamten i wspiął się na palce, żeby go pocałować. Harry natychmiast zareagował i przytrzymał go blisko siebie.

- Chodźmy do domu. Mamy rzeczy do zrobienia.

___

* Chodzi o dom Harry’ego; jest to nawiązanie do treści poprzedniego rozdziału.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz