Kiedy Louis skończył mówić, Harry otworzył swoje wielkie oczy i obrócił lekko twarz, żeby na niego spojrzeć.
- Życzenie - powtórzył powoli, jakby musiał przemyśleć każdą literę z osobna, zanim dotrze do niego sens całego wyrazu i będzie w stanie zrozumieć jego znaczenie. - No tak, pamiętam. Ale minął miesiąc, dlaczego upominasz się dopiero teraz?
Uniósł brew, czekając na odpowiedź.
- Wcześniej nie wiedziałem, czego sobie życzyć - powiedział Louis nie całkiem zgodnie z prawdą, postanowiwszy zatrzymać dla siebie fakt, że od jakiegoś czasu chodziły mu po głowie różne pomysły na to, czego mógłby zechcieć od Harry’ego, ponieważ prędzej by umarł z zażenowania, niż wymówił je głośno. Było lepiej, gdy pozostawały upchnięte w najdalszym zakamarku jego umysłu, czekając w pogotowiu na jeden z dosyć często zdarzających się momentów, w których budził się boleśnie pobudzony w środku nocy i potrzebował sobie szybko ulżyć pod kołdrą. Nikt nie powinien o tym wiedzieć, a już z pewnością nie przedmiot jego fantazji.
- Wnioskuję, że teraz już wiesz - odezwał się Harry, opierając tył głowy o zagłówek zajmowanego przez siebie środkowego siedzenia samochodu, czym nieopatrznie odsłonił skrawek mlecznobiałej szyi, która wręcz prosiła o polizanie i pozostawienie na skórze purpurowych śladów. - Co w takim razie mogę dla ciebie zrobić?
Jego gorący oddech skroplił się w powietrzu i w postaci białej mgiełki owionął szczękę Louisa, wywołując niespodziewany dreszcz, który przebiegł mu po plecach. To sprawiło, że starszy chłopak zapragnął przesunąć kolano pod kocami i docisnąć je mocno do uda swojego przyjaciela. Albo pochylić się do przodu i złapać zębami jego dolną wargę, a potem zagłębić się w te doprowadzające do szaleństwa usta. Praktycznie mógł poczuć na czubku języka smak pomarańczy, które Harry jadł przed ich wyjazdem z domu Nicka Grimshawa.
Zdecydowanie powinien wziąć się w końcu w garść.
- Chciałbym… - zaczął i urwał, rozkojarzony widokiem poruszającego się na jego oczach w gorę i w dół jabłka Adama. - Eee… Chciałbym… hmm…
W życiu nie doświadczył czegoś tak denerwującego: wszystkie jego zmysły wyostrzyły się i odmówiły współpracy z racjonalnym mózgiem, który bez przerwy krzyczał w ich kierunku „Harry jest nietykalny! Obiecaliśmy mu wolność wyboru!” i próbował zatrzymać jego ciało w bezruchu, gdy tymczasem palce Louisa wręcz mrowiły od pragnienia dotknięcia młodszego chłopaka. Chciał tego każdym nerwem, każdą najmniejszą komórką organizmu i brak fizycznego kontaktu po prostu bolał.
- Louis - ton głosu Stylesa był spokojny - po prostu wykrztuś to z siebie. Mieliśmy umowę i zrobię wszystko, o co mnie po prosisz.
- Wszystko? - zapytał bez zastanowienia Tomlinson, zanim zdążył ugryźć się w język. To dlatego, że „wszystko” mogło oznaczać… no cóż, wszystko. - Co dokładnie masz na myśli?
- Właśnie to - odparł Harry z lekkim zniecierpliwieniem, posyłając mu długie spojrzenie, jakby stanowiło ono wyzwanie do podjęcia rękawicy i pokonania ostatecznej granicy pomiędzy nimi.
Louis miał ochotę nakrzyczeć na niego za mieszanie mu w głowie.
- To dosyć ryzykowne z twojej strony - powiedział, siląc się na nonszalancję, gdy tymczasem ledwo mógł usiedzieć w miejscu. - Mógłbym potraktować to dosłownie.
Harry uśmiechnął się rozbawiony, a potem otulił się szczelniej kocem. Jego policzki były różowe od mrozu i chłopak co jakiś czas pociągał nosem, prawie niezauważalnie trzęsąc się z zimna, które przenikało przez jego elegancki płaszcz w większym stopniu niż przez puchową kurtkę Louisa.
- Nie obraź się, Lou, ale nigdy byś tego nie zrobił, bo jesteś zbyt honorowy, żeby złamać dane komuś słowo. Nie jesteś mną, dlatego w pełni ci ufam i wiem, że nie wykorzystasz okazji, żeby… nie będziesz na mnie naciskał.
Louis poczuł wyrzuty sumienia. Gdyby tylko Harry wiedział, co działo się w jego wnętrzu, prawdopodobnie musiałby przewartościować wszystko, co dotyczyło ich przyjaźni, ponieważ Tomlinson jeszcze nigdy nie był bliższy sięgnięcia po coś, do czego nie był upoważniony. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie może tego zrobić, a jednak pokusa była zbyt wielka… Siedział w końcu obok chłopaka, który działał na niego jak magnes na opiłki żelaza, dzieląc z nim te same koce i będąc dziesiątki kilometrów od każdego, kto mógłby im przeszkodzić, gdyby do czegoś pomiędzy nimi doszło. Miał dwadzieścia jeden lat - czy w tej sytuacji ktoś naprawdę oczekiwał po nim rozważnego postępowania? Nawet on sam powoli tracił nadzieję na to, że zdoła utrzymać ręce przy sobie.
Spojrzał na swojego przyjaciela z nadzieją, że Harry zrozumie i czym prędzej zrobi coś, co powstrzyma go przed zrujnowaniem ich przyjaźni, ale Styles wciąż po prostu delikatnie uśmiechał się w jego kierunku, nieświadomy niczego.
- Zimno ci? - zapytał cicho Louis, gdy zauważył kolejny wstrząs przetaczający się przez ciało po swojej lewej stronie. Łapał się każdego tematu, który mógł skierować jego myśli z powrotem na bezpieczne tory, a ten właśnie taki był.
- Nie, dlaczego tak uważasz? Przecież nie znajdujemy się właśnie w nieogrzewanym samochodzie, a na zewnątrz wcale nie panuje zamieć śnieżna. Skąd w ogóle taki pomysł? - odpowiedział Harry z ironią i westchnął, kiedy Louis zmarszczył brwi. - Trochę - przyznał niechętnie, jakby odsłanianie własnych słabości przynosiło ujmę jego dumie. - To nic, nie przejmuj się.
Louis bez wahania wyjął ręce spod koca i ściągnął sobie z głowy czapkę, obracając się nieznacznie na kanapie, żeby być skierowanym w stronę młodszego chłopaka, a jednocześnie uważając na to, aby ich nogi nie spotkały się pod nakryciem.
- Tylko idiota chodzi bez czapki w taką pogodę - odezwał się z dezaprobatą. Wyprostował łokcie i ostrożnie założył Harry’emu czapkę, naciągając ją po bokach, aby zakryć zmarznięte uszy nastolatka, których wprawdzie nie mógł zobaczyć, ale domyślał się, że były czerwone. Upewniwszy się, że materiał przylega dokładnie do całej czaszki, odgarnął na bok kilka niesfornych loków, które ściśnięte u podstawy, wpadały teraz Stylesowi w oczy, i włożył je pod krawędź czapki, aby mu nie przeszkadzały.
Wtedy dotarło do niego, że właśnie go dotknął. Było tak, jakby prysło jakieś zaklęcie, które do tej pory go krępowało.
Zastygł z dłonią na policzku Harry’ego, czując charakterystyczny ucisk w żołądku, który z każdą mijającą sekundą rozprzestrzeniał się w górę, obejmując coraz wyższe rejony jego sylwetki i wiążąc oddech w płucach. Zaschło mu w gardle, gdy Styles uniósł leniwie wzrok i skrzyżował ich spojrzenia, czekając, aż Louis zabierze rękę i cofnie się do tyłu, przestając naruszać jego przestrzeń osobistą.
- Lou, obiecałeś - upomniał go ledwo słyszalnym głosem, chociaż sam także nie podjął starania, by przerwać kontakt.
- Wiem. Wiem, ja tylko… - Pogładził kciukiem jego szczękę i dostrzegł dziwny ruch, jakby chłopak w ostatniej chwili powstrzymał się od wtulenia w jego dłoń. Przełknął ślinę, absolutnie zafascynowany tym faktem. - Cholera. Daj mi chwilę…
Z każdym pokonywanym centymetrem, skóra pod jego palcami stawała się gorętsza i w porównaniu z policzkami, kark niemal parzył jego opuszki. Louis zastanawiał się, jaką temperaturę miałyby obojczyki albo podstawa szyi chłopaka, gdyby ich dotknął, ale nie mógł tego sprawdzić, ponieważ przeszkadzał mu w tym kołnierz płaszcza. Pogłaskał tylko końcówki loków Harry’ego, które wystawały z tyłu spod czapki i zajrzał niepewnie w zielone oczy. Prawie zachłysnął się powietrzem, gdy odkrył w nich te same emocje, które zalewały jego własne wnętrze, z pożądaniem i desperacją na czele.
- Proszę, odsuń się, bo inaczej… - zaczął mówić Styles, a gorące powietrze uderzyło w twarz Louisa, który nawet nie zdawał sobie sprawy, jak nisko pochylał się nad przyjacielem. - Proszę.
I te przeklęte usta. Wielkie, czerwone, stworzone do całowania, będące tuż na wprost i posiadające ten szczególny, zaciekły wyraz, jakby ich właściciel uważał, że odsunięcie się jest możliwe, gdy wystarczał zaledwie cal, aby ich dotknąć. Rzeczywistość była zupełnie inna i Louis wreszcie przestał się kontrolować.
Pokonał pozostałą pomiędzy nimi przestrzeń, ale w tym samym momencie Harry opuścił głowę i wargi Louisa chybiły, lądując na nosie.
- Dlaczego? - wydyszał Tomlinson sfrustrowany. Odchylił się do tyłu, by spojrzeć twardo na przyjaciela, który odwdzięczył mu się tym samym. - Przecież widzę, że ty też tego chcesz!
- Powiedziałem ci wczoraj, że to nie wypali - warknął Harry, próbując strząsnąć z siebie rękę Louisa, która wciąż uparcie zaciskała się na jego karku. - Nie zaryzykuję dla czegoś, co może się okazać tylko mrzonką! Nie możesz oczekiwać, że od tak rzucę wszystko i za tobą pobiegnę.
- Myślisz, że mi jest łatwo? - odpowiedział podniesionym głosem Louis. - Wywróciłeś moje życie do góry nogami, a kiedy sprawy zaszły za daleko, zostawiasz mnie samego z tym bałaganem. Właśnie teraz, gdy zaczynam się w tobie zakochiwać i nie mam pojęcia, co zrobić, bo nigdy wcześniej nie czułem czegoś tak mocno, a to dopiero głupi początek. - Zatrzymał się by nabrać tchu. - I nie wierzę, żeby w jakiś sposób udało mi się to powstrzymać, nawet gdy wyjadę, a ty zostaniesz tutaj. Więc jeżeli myślisz, że tylko tobie jest ciężko…
- W nikim się nie zakochujesz, a już na pewno nie we mnie - przerwał mu wściekle Harry, wreszcie uwalniając się od naporu jego ręki. Oddychał ciężko, nie chcąc dopuścić do siebie niczego, co właśnie padło z ust starszego chłopaka. - Już mówiłem, że to tylko żądza, nic więcej! Nikt nie pokocha kogoś, kto sypia z innymi, żeby mieć pieniądze, słyszysz?! Wiem o tym doskonale, nie wciskaj mi kitu.
Louis spojrzał na jego wykrzywioną w bólu twarz, która nawet teraz wyglądała pięknie. Cała złość momentalnie z niego wyparowała, kiedy uświadomił sobie, co tak naprawdę zjadało Harry’ego od środka. Nastolatek był przekonany, że nikt nie będzie w stanie go pokochać, ponieważ to, jak żył przez ostatni rok, na zawsze pozostawi piętno na jego duszy, uniemożliwiając mu stworzenie prawdziwego związku. Wmówił sobie, że jego postępowanie obrzydza i skreśla go w oczach potencjalnych partnerów, więc wytworzył system ochronny, który kazał mu odpychać każdego, kto za bardzo się do niego zbliży, bo sądził, że kiedy dana osoba dowie się o jego układzie z Grimmym, zostanie z miejsca porzucony.
A przecież Louis od dawna o wszystkim wiedział i nie miało to dla niego większego znaczenia.
- Harry, kiedy cię widzę, moje serce zamiera - powiedział miękko, czując się niewiarygodnie głupio ze swoim wyznaniem wyjętym z kontekstu, ale wiedział, że pewne rzeczy muszą ujrzeć światło dzienne, w przeciwnym wypadku straci coś bardzo cennego. To mogła być ostatnia taka okazja w jego życiu. - Nie mogę oderwać od ciebie wzroku i podświadomie robię zawsze to, co ty. Kiedy się uśmiechasz, ja automatycznie także się uśmiecham, gdy marszczysz brwi w zdziwieniu, moje czoło natychmiast poważnieje. Jesteś pierwszą osobą, o której myślę po przebudzeniu oraz ostatnią, którą mam w głowie przed pójściem spać, a potem we śnie nadal nie dajesz mi od siebie odpocząć. Mój plan dnia dzieli się na czas z tobą i czas bez ciebie. Kiedy czytam gazetę i napotykam twoje imię, robi mi się gorąco i Liam już kilka razy pytał, czy wszystko ze mną w porządku, bo miałem dziwne rumieńce na twarzy. Nie obchodzi mnie Grimshaw, wiem, że go nie kochasz, chociaż szlag mnie trafia, gdy pomyślę, że on może cię dotknąć, a ja nie. Więc… jeżeli to nie oznacza, że się w tobie zakochuję, to ja nie mam pojęcia, co to w takim razie jest. - Spróbował się uśmiechnąć, a kiedy mu nie wyszło, westchnął. - Jesteś atrakcyjny, jednak to nie twój wygląd najbardziej mnie obchodzi i myślałem, że może ty czujesz coś podobnego, ale chyba się pomy…
Nie dokończył, bo Harry gwałtownie przyciągnął go do siebie i praktycznie zmiażdżył ich usta w mocnym pocałunku, nie zawracając sobie głowy delikatnością i nie marnując czasu na czułości. Jego język od razu rozsunął wargi Louisa, ślizgając się po równych zębach, dopóki tamten nie odpowiedział i nie wpuścił go na spotkanie własnego języka, odczytując przekazywaną wiadomość.
Czuję, ty głupku.
Louis nie wiedział, co było wspanialsze: całować Harry’ego, czy być przez niego całowanym. To nie równało się niczemu, co robił dotychczas z Eleanor, nie mówiąc już o wcześniejszych dziewczynach, z którymi się spotykał i miał absolutną pewność, że gdyby kiedyś przyszłoby mu pocałować kogokolwiek innego, byłaby to tylko marna namiastka tego, co aktualnie robił. Koce spadły na podłogę samochodu, gdy Harry wspiął się na jego podołek, lokując kolana po obu stronach jego bioder i wgniatając go w oparcie fotela. Miękkie usta rozpoczęły chaotyczną wędrówkę do ucha Louisa, a długie palce zajęły się rozpinaniem jego kurtki i wkrótce stało się jasne, że Harry doskonale wiedział, gdzie dotknąć, aby starszy chłopak wciągnął głębiej powietrze i odchylił głowę do tyłu, błagając o więcej.
- Nadal masz na sobie tę koszulkę - wymruczał Styles w którymś momencie, wyprostowując nieznacznie plecy, żeby nikłe światło lampki pod sufitem mogło objąć sylwetkę Louisa. - Chodzisz w niej od wczoraj?
- Powiedziałeś, że dobrze w niej wyglądam - rzucił Tomlinson, sunąc dłońmi po udach przyjaciela, które napięły się pod jego dotykiem - więc kupiłem kilka takich samych.
Nie chciał tracić czasu na bezsensowne rozmowy. Przyciągnął Harry’ego do kolejnego pocałunku, jednocześnie wsuwając ręce pod jego płaszcz, żeby objąć go w talii i znaleźć się bliżej. Liżąc jego dolną wargę, ośmielił się przeniknąć przez wszystkie warstwy ubrań, a kiedy dotarł do rozgrzanej skóry nad niską krawędzią obcisłych spodni, tam, gdzie zaczynała się bielizna, Harry jęknął w jego usta i wypchnął do przodu swoje biodra, dociskając je do brzucha Tomlinsona.
- Lepiej niż dobrze, lepiej - wysapał, jeszcze raz przenosząc usta na szyję Louisa, żeby pocałować jej zagłębienie nad gardłem. - Chciałbyś, żebym ci pokazał, jak bardzo mi się w niej podobasz…?
Jego wielkie ręce po omacku odnalazły sprzączkę paska, odpinając ją powoli i zatrzymując się na guziku. Czując to, Louis prawie się rozpłakał, bo tak, chciał tego tak bardzo i od tak dawna, że byłby gotowy zrobić to z Harrym tu i teraz, ale jednocześnie nie chciał przeżyć ich pierwszego razu na tylnym samochodzie Nicka Grimshawa. Nieważne, że obaj byli niemożliwie pobudzeni i prawdopodobnie skończyliby zanim tak naprawdę do czegokolwiek by doszło. To nadal byłoby niestosowne.
Westchnął z przyjemności, gdy nastolatek przygryzł płatek jego ucha i musiał użyć całej siły woli, by pokręcić przecząco głową.
- Nie tutaj, Harry - powiedział, uśmiechając się do siebie, kiedy młodszy chłopak zamarł w zaskoczeniu z ustami przy jego skórze. - To jest teren Grimmy’ego, o ile wiesz, co mam na myśli. Może pokażesz mi później, w moim mieszkaniu?
Harry jęknął w proteście, pocierając znacząco kroczem o udo Louisa, ale zanim zdążył odpowiedzieć, coś mocno załomotało w boczną szybę. Jak na komendę odwrócili w tamtym kierunku głowy, w sam raz by zobaczyć, że warstwa śniegu zaczyna być odgarniana na bok i do środka samochodu powoli przedziera się niebieskawe światło reflektora.
- Halo, jest tam ktoś? - dobiegł ich stłumiony, nieznany głos i Louis ostatni raz złączył swoje usta z wargami Harry’ego, a potem wyszeptał:
- Spędzisz ze mną dzisiejszą noc?
Harry spojrzał mu w oczy, z wahaniem wymalowanym na twarzy.
- Czy tak brzmi twoje życzenie?
- Jeżeli w ten sposób będzie dla ciebie wygodniej, to tak.
- Nie mogę inaczej…
- Wiem, w porządku.
- Dzięki.
Styles zapiął jego pasek, a potem przetoczył się na sąsiednie siedzenie. Obaj w ciszy doprowadzili się do porządku i czekali, aż służby ratunkowe wyciągną ich unieruchomione auto ze śniegu.
***
Był już środek nocy, a Liam i Niall nadal siedzieli w salonie mieszkania Payne’a, dyskutując o możliwościach, które otworzyły się przed nim po uporządkowaniu wszystkich spraw związanych z Zaynem, szkole, nadchodzącym występnie zaliczeniowym na zwieńczenie semestru oraz o wielu innych, mniej znaczących sprawach. Zamówili tonę jedzenia na wynos, usiedli na wysłużonej kanapie i rozmawiali, milknąc okazyjnie, gdy na włączonym w tle telewizorze pojawiało się coś wartego uwagi.
- Niall - odezwał się po jednej z takich przerw Liam, odstawiając swoje w połowie opróżnione pudełko z kurczakiem w sezamie na stolik i spoglądając na siedzącego nieopodal blondyna. - Mogę cię o coś zapytać?
Mając usta pełne ryżu, chłopak skinął w odpowiedzi i odwrócił niebieskie oczy od oglądanego przez nich sitcomu.
- Więc… zastanawiałem się nad czymś - kontynuował Liam, marszcząc brwi i czując, jak jego policzki pokrywają się lekkim rumieńcem, gdy zbliżał się do nęcącej go kwestii. - Nie miałeś nic przeciwko temu, żebym cię pocałował, właściwie sam to wszystko wymyśliłeś. Jesteś gejem?
Niall przeżuł spokojnie to, co miał w buzi, kompletnie nieporuszony pytaniem, a następnie wzruszył ramionami.
- Kto to wie? - powiedział wesoło, a jego irlandzki akcent miło wypełnił pomieszczenie. - Nigdy się nad tym nie zastanawiałem.
- Czyli jesteś hetero? - uściślił Liam, mnąc brzeg swojej koszulki. Z jakiegoś powodu chciał wiedzieć, jakiej orientacji jest jego przyjaciel.
- Nie sądzę. To znaczy - blondyn uśmiechnął się promiennie, jak to miał w zwyczaju - tego też nie wiem. Myślę, że płeć po prostu nie jest dla mnie ważna, Liam. Jeżeli spotkam kogoś, kogo polubię i będę chciał z tą osobą żyć, to nie będę się przejmować tym, czy jest to dziewczyna, czy chłopak. To nie ma kompletnie znaczenia, gdy w grę wchodzą uczucia.
- Och - mruknął brunet zaskoczony, nie spodziewając się takiej odpowiedzi, choć zdecydowanie była w stylu Nialla. On po prostu nigdy nie postępował tak, jak było przyjęte, przez co Liam bez przerwy odkrywał w nim rzeczy, które zbijały go z tropu. - A… jest ktoś, kogo aktualnie lubisz?
- Lubię ciebie - odpowiedział bez ogródek blondyn, przez co Liam uniósł na niego wzrok.
- Ja też cię lubię - stwierdził cicho i poczuł, jak Niall ściska jego dłoń, a potem, kiedy najwyraźniej uznał, że rozmowa dobiegła końca, wrócił do oglądania serialu.
Liam obserwował w zamyśleniu jego profil, zastanawiając się nad tym, co przed chwilą miało miejsce, gdy z przedpokoju dobiegło szczęknięcie klamki i dziwne ssąco-mlaszczące odgłosy. Zmarszczył brwi i podniósł się z kanapy, idąc w stronę wyjścia na korytarz. To, co tam zobaczył, było wręcz niemożliwe, aby działo się naprawdę.
- Louis… co ty… Harry Styles? - zawołał, widząc splecionych ze sobą chłopców, których ubrania były wyjątkowo pomięte, jakby ktoś wyciągnął je z plecaka po długiej podróży starą furgonetką.
- Miło cię widzieć, Liam - padła odpowiedź z ust Harry’ego, które tylko na moment oderwały się od twarzy Louisa, za co chłopak został skarcony oburzonym pomrukiem ze strony Tomlinsona. Nastolatek parsknął śmiechem i złożył na jego nosie szybkiego buziaka.
- Będziemy w mojej sypialni, ale nie radzę nam przeszkadzać - rzucił Louis i para szybko zniknęła za jednymi z drewnianych drzwi.
Wciąż wstrząśnięty, Liam wrócił na kanapę.
- Myślałem, że twój współlokator ma dziewczynę - zagadnął go Niall, unosząc brwi.
- Ja też - odpowiedział. - To ten dzieciak musiał namącić mu w głowie.
- Harry? Znam go, występujemy czasami na scenie w jednym z klubów. Nie martw się, nie zrobi mu krzywdy.
- On może nie… Ale co na to wszystko powie Grimmy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz