wtorek, 26 listopada 2013

112

- Lou! Lou! Właśnie sobie przypomniałem, że coś dla ciebie przyniosłem.

Louis spojrzał na niego spod grzywki ze swojego miejsca na ziemi, dłubiąc patykiem w błocie. Jego oczy były jasne i podekscytowane, a w poprzek twarzy rozciągał się szeroki uśmiech.

- Co takiego?

- Chodź, usiądźmy. Pokażę ci.

Louis natychmiast odrzucił patyk, wycierając dłonie w swoje zielone spodnie i regulując kapelusz na głowie. Zerwał się na nogi, wyciągając rękę do Harry’ego, by ten ją przyjął i pokazał mu drogę. Uśmiechnąwszy się w stronę podłoża, a następnie do Louisa, Harry zwinął ze sobą ich palce, zabierając go do miejsca, o którym wiedział, że była tam tylko miękka, wysoka trawa i kwiaty. Kiedy tam dotarli, Louis rozpromienił się, ściskając jego rękę i stawiając bardziej sprężyste kroki. Był nawet bardziej podekscytowały niż moment wcześniej, nie zapominając o prezencie.

Harry pozwolił Louisowi znaleźć dla nich miejsce odpowiednie do siedzenia (stanęło na tym, że znaleźli się na obrzeżu pola, tuż przy drzewie) i pierwszy pacnął na ziemię, uwalniając rękę Louisa, ale wypuszczając „uff”, gdy ten opadł mu prosto kolana, z nogami po obu stronach jego ud. Oparł się o pień stosunkowo niskiego (jak na Nibylandię) drzewa, przymykając na krótką chwilę oczy, kiedy Louis wtulił się w jego szyję. Otworzył je, gdy był pewny, że Louis przypomniał sobie, z jakiego przede wszystkim powodu był podekscytowany. Powitały go niebieskie tęczówki i musiał odczekać kilka sekund, by przyjąć do wiadomości to, jak jasne i błękitne były.

Louis przechylił głowę.

- Więc co dla mnie masz, Haz?

Harry zaśmiał się lekko, sięgając do kieszeni. Wyciągnął z niej jaskrawą paczkę i wymruczał:

- Haribo.

- Jak twoje imię?

Harry ponownie się zaśmiał.

- Nie do końca. To znaczy, tak sądzę. Ale to spółka, która produkuje słodycze.

- Słodycze?

- Tak. Oto one.

Rozerwał opakowanie i wyjął jedną z żelek. Była jasnożółta.

- To wygląda jak smarki.

Harry nie przestawał się śmiać.

- Spróbuj, jest dobre.

- Mam to zjeść? - zapytał Louis, patrząc na gąbczastego cukierka pomiędzy palcami Harry’ego. - Smakuje jak smarki?

- Nie! - Louis nie wyglądał na przekonanego. - Patrz, zjem jedną pierwszy, okej? Są wyśmienite, obiecuję. - Louis nadal był nieufny, ale jego oczy błyszczały, więc Harry wiedział, że wcale się tak nie martwił. Wrzucił cukierka do ust, żując wesoło. Żelka była słodka i pyszna. - Widzisz? Dobre.

- Okej. Spróbuję jednego. Tak czy owak, nie bałem się - powiedział dumnie Louis, wyciągając po cukierka zwiniętą w garść dłoń. Harry wyszczerzył do niego zęby w uśmiechu, podziwiając to, że chłopak musiał sam sobie udowodnić bycie najdzielniejszym chłopcem w Nibylandii. Dał mu niebieskiego żelka, wiedząc, że wyglądał odrobinę mniej jak smarki, chociaż był pewny, że Louis i tak mógłby go porównać do czegoś równie obrzydliwego. Starszy chłopak z uśmiechem umieścił cukierka w buzi, przeżuwając ostrożnie i przełykając go z błogim odgłosem. - Kolejnego! - wykrzyczał, gdy tylko miał puste usta. - Nie smakowało jak smarki!

- Mówiłem ci - powiedział Harry, ale nie protekcjonalnie. Jego uśmiech był ciepły, tak samo jak jego skóra przy ciele Louisa. Przytrzymał torbę, aby Louis mógł sam wybrać kolor; wyskubał różowego żelka i przeżuł go hałaśliwie, ale Harry pomyślał, że zrobił to celowo. Głowa Louisa ponownie była przechylona, dolna warga wysunięta odrobinę, gdy wpatrywał się w zielone oczy młodszego chłopaka.

- Twoje oczy pasują mi do kapelusza - wymamrotał znikąd.

Harry spojrzał w górę na jego kapelusz i przyporządkował go do koloru swoich tęczówek. Już miał odpowiedzieć, gdy Louis przemówił ponownie, tym razem ciszej.

- Czy mogę cię pocałować, Harry? Naprawdę chcę cię pocałować.

Harry odetchnął głęboko.

- Nie musisz o to pytać, Lou. Nigdy nie musisz pytać.

Uśmiech Louisa był mały i nieśmiały. Przechylił głowę, widząc, że w ten sposób stworzy idealny kąt do pocałowania Harry’ego. Już niemal opanował to, jak zagnieździć wargi przy ustach przyjaciela, więc spotkał się z nimi w delikatnym pocałunku. Obaj smakowali żelkami Haribo oraz cukrem i Louis był nienasycony. Jego język nieśmiało rozdzielił usta Harry’ego, liżąc je z czymś, co na początku było ostrożnością, a potem zapałem, przeciągając po drugim języku i w poprzek zębów. Ścisnął ramiona Harry’ego, pragnąć więcejwięcejwięcej.

Kiedy Harry zaczął się oddalać, Louis skubnął zębami jego dolną wargę, nie próbując być zmysłowym, ale zwyczajnie dlatego, że nie chciał, aby ten się odsunął; to była próba, by zatrzymać go blisko siebie. Harry raz jeszcze musnął go wargami i Louis jęknął przy jego ustach, ale Harry jedynie sięgał po kolejnego cukierka, zjadając go samemu i obserwując uśmiech rozprzestrzeniający się po twarzy Louisa, gdy drugiego umiejscowił pomiędzy jego wargami. Chłopak przeżuł go radośnie, niemal drocząco oblizując usta po przełknięciu, ale tak naprawdę po prostu nie znał niczego lepszego.

- Jakie jeszcze kolory tam są? - zaciekawił się, próbując dosięgnąć torby. Przesunął się do przodu na podołku Harry’ego i ich biodra się zrównały.

- Wiele różnych - zaśmiał się Harry, trzymając paczkę poza jego zasięgiem.

- Daj mi! - zajęczał Louis, kołysząc biodrami w przód, by znaleźć się niemożliwie bliżej, wiercąc się i wyciągając zachłannie ręce. Jego biodra stoczyły się w dół, a oczy Harry’ego się rozszerzyły, gdy myślał o tym, jak wytłumaczy niezaprzeczalny wzwód, który naciskał na krocze Louisa. Starszy chłopak mrugnął do niego. - To było dobre - powiedział. - Czy to kolejny sposób, żeby ci pokazać, że cię kocham? Ponieważ mimo to, że nie podzielisz się ze mną Harry’s bos, ja nadal cię kocham.

Palce Harry’ego wkręciły się we włosy na karku Louisa, przyciągając go do głębokiego pocałunku i prześlizgując językiem po jego ustach.

- Tak, Lou. To kolejny sposób, by pokazać naszą miłość.

- Co robię? - Jego ton był niewinny, zaciekawiony, a niebieskie oczy rozszerzone prawie do granic możliwości, ze źrenicami czarnymi i utrzymującymi szklisty połysk.

- Ty po prostu… - Harry naprawdę nie wiedział, jak mu to wytłumaczyć. W zamyśleniu przycisnął usta do jego szyi. - Robisz coś takiego. - Zamiast wyjaśniać zademonstrował, podwijając biodra do góry, by napotkać biodra Louisa.

- Oh - wypuścił z siebie tamten, lekko chropawo i wysoko. Jego usta pozostały rozchylone, gdy Harry wyssał władczą malinkę na jego szyi i Louis wiedział już dokładnie, co miał przez to na myśli. Harry lizał i szczypał, czekając aż Louis otrze o siebie ich biodra, gdzie erekcje były widoczne w obu parach spodni. Starszy chłopak nacisnął w dół, na początku lekko, poszukując tarcia, ale nie był dokładnie pewny, jak je znaleźć.

- Tak - wydyszał Harry. - Właśnie tak, Lou. Jesteś dobry.

Jego ręce przewędrowały w dół pleców Louisa, wślizgując się pod zielony materiał koszulki i czując bijące od niego ciepło, gdy wypchnął swoje biodra w górę do wychodzącego mu naprzeciw Louisa. Przeciągnął lekko paznokciami i poczuł, jak chłopak zadrżał. Ich spojrzenia się złączyły i spotkali się w wygłodniałym pocałunku. Harry nigdy nie myślał, że zobaczy Louisa tak pełnego żądzy. Nie pomyślał też, że chłopak pozwoliłby na tak wiele. Ich oddechy były gorące, zziajane i równomierne, gdy ciała tarły o siebie nawzajem. Louis wydawał w usta Harry’ego krótkie dźwięki, wywołując z jego strony jęki. Ich oczy - zamglone zielone oraz lubieżne niebieskie - natrafiały na siebie co jakiś czas.

Louis uchwycił się bicepsa Harry’ego, całując go szybko i uśmiechając się do niego nieporządnie i pośpiesznie, pragnąc czuć się dobrze, ale jednocześnie chcąc tego samego dla drugiego chłopaka. Trzymał ciasno jego ramiona, czasami przemieszczając jedną z dłoni, by ująć jego szczękę i pocałować go nawet mocniej, wkładając w swe ruchy cała swoją niekończącą się energię oraz pchając po mocniejmocniejmocniej i szybciejszybciejszybciej, przygryzając w pośpiechu usta Harry’ego i od razu myśląc, że go zranił, ale następnie zaskakując samego siebie szokiem, jaki wywołało w nim przebiegające przez niego nieznane uczucie, gdy Harry odpowiedział jękiem. To było podniecające, a ręce Harry’ego sprawiały, że wił się z zakłopotaniem.

- Hary, czy to… czy to jest dobre?

Harry ponownie jęknął, całując go mocniej i ściskając jego tyłek.

- Kurwa - zaklął. - Tak, bardzo dobre, Lou.

Louis chciał się uśmiechnąć, ale był zbyt przepełniony żądzą. Jego biodra stawały się niemal nieokiełznane, gdy wbijały się i szarpały z wychodzącymi im naprzeciw biodrami Harry’ego. W jego podbrzuszu pojawiło się wzrastające napięcie i po ostatnim razie pamiętał, co ono oznaczało.

- Ha-Haz, to znowu się dzieje.

- Cii, Lou - mruknął Harry, całując go w szyję. - Nie powstrzymuj się, jest w porządku.

- Tak, okej - powiedział Louis wysokim głosem, gdy ocierał się niepohamowanie, z głową opadającą na ramię Harry’ego w momencie, w którym doszedł z cienkim jękiem. Podwijając palce stóp i zwalniając ruchy, wystrzelił w swoje spodnie, czując się lepko - natychmiast znielubił to uczucie - i zaraz potem wyczuwając, że Harry spuścił się, przyciskając ręce do jego tyłka.

Przez kilka chwil pozostali cicho. Przepocone koszulki stykały się ze sobą, gdy ramiona Harry’ego okrążyły plecy Louisa, a ich oddechy stały się lżejsze, kiedy słuchali otaczającej ich dziczy, czując bicia swoich serc. Wróżki tańczyły nad nimi i Harry przez jakiś czas podziwiał spokój tego wszystkiego, wyciszony po orgazmie i całej reszcie.

A po tych kilku chwilach, Louis przerwał ciszę:

- Cały się lepię!

Harry roześmiał się głośno, tłumiąc dźwięki w ramieniu Louisa, ściskając jego biodra i przytulając jego drobne ciało.

- Ja też, Lou. Za kilka minut pójdziemy się wyczyścić, tak? Tylko trochę poczekajmy. Poleż ze mną.

- Okej - westchnął Louis, ale nie gniewnie. Choć raz wydawał się spokojny: jego delikatny oddech owiewał szyję Harry’ego, a ciało było rozluźnione w ramionach młodszego chłopaka. Nie palił się do odejścia. Miał zamknięte oczy i wyglądał tak beztrosko, tak pogodnie, jakim Harry jeszcze nigdy go nie widział.

Pocałował go w głowę.

- Kocham cię, Lou.

- Też cię kocham, Hazza. To było dobre. Przyjemne. Lubię się tak czuć.

- Ja też, Lou. Z tobą to jest naprawdę dobre.

Louis z zadowoleniem zanucił coś przy jego szyi, kąsając ślad, który utworzył na niej innego dnia, aby się upewnić, że jego pieczęć własności donikąd się nie wybiera.

Pozostali cicho jeszcze kilka chwil dłużej i to Louis znowu był tym, który przerwał ciszę:

- Mogę dostać kolejnego Harry-bo?

Harry zaśmiał się, ale wręczył mu torbę, a jasne kolory sprawiły, że oczy Louisa rozjaśniły się jak wróżki nad nim, tańcząc z ekscytacją, miłością i po prostu z błyskiem pożądania, ale nie tylko do słodyczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz