środa, 27 listopada 2013

116

- Harry - wyszeptał mu do ucha Louis i zimny, elektryzujący dreszcz przebiegł przez jego ciało.

Harry spojrzał w bok, tam gdzie Louis siedział na twardej ziemi, na której obaj rysowali patykami wzorki.

- Tak, Lou?

- Lubię, kiedy sprawiasz, że drżę. Chcę sprawić, że ty zadrżysz. Jak to działa?

Louis nie miał pojęcia, że Harry zadrżał praktycznie na sam dźwięk jego głosu. Młodszy chłopak nabrał głęboko powietrza i mimo wszystko odpowiedział, głosem niskim i bardziej objaśniającym, niż dokuczliwym, a kiedy przemówił, pochylał się już w kierunku ust Louisa.

- Cóż, możesz zrobić to… - Zamknął przerwę pomiędzy ich ustami i natychmiast rozdzielił wargi Louisa, przebiegając językiem wzdłuż jego podniebienia i czując gęsią skórkę pojawiającą się na opalonej skórze chłopaka; chłodny wstrząs kontrastował z wiecznie ciepłym powietrzem Nibylandii. Odsunął się po przeciągnięciu pocałunku dłużej, niż normalnie wymagałaby demonstracja, ale nie do końca chciał się odsunąć. - Lub - wyszeptał - możesz zrobić to. - Ruszył w stronę szyi Louisa, ssąc lekko, ale kiedy się odsunął, dmuchnął chłodnym powietrzem na słaby znak, jaki tam pozostawił, czując dreszcz, który ponownie przebiegł przez ciało Louisa, tym razem wyraźniejszy niż poprzednio. Gdy odnowił z nim kontakt wzrokowy, jego oczy były ciemne i niebieski pierścień wokół czerni odbierał Harry’emu dech w piersi. Mimo wszystko te oczy błagały i chłopak ujął tył głowy Louisa, przebiegając długimi palcami przez jego włosy, kiedy obdarzył go kolejnym pocałunkiem, którym tym razem był wolniejszy, bardziej zmysłowy.

- Jest coś jeszcze, Harry? Chcę znać każdy sposób, za pomocą którego mogę sprawić, że zadrżysz.

- Tak - odetchnął Harry niemal z niedowierzaniem. Czasami nie potrafił zrozumieć, co tamten wyprawiał, ale kochał to do reszty. - Jest też to - wyszeptał mu do ucha, liżąc małżowinę i skubiąc miejsce za nim. Louis ponownie zadrżał. - I możesz używać swoich rąk - wyjaśnił, przebiegając delikatnymi kciukami w dół jego szyi i po zagłębieniu obojczyków, zjeżdżając niżej po koszulce na torsie, a następnie pod nią, naciskając na jego biodra i wciągając paznokcie w skórę. Został mu przyznany kolejny dreszcz.

- Moja kolej - wydyszał Louis, splatając ze sobą ich palce i podciągając ich obu na nogi. - Ale nie tutaj.

Szli pospiesznie, potykając się wzajemnie o własne stopy - ramię Louisa nieustannie ciągnęło Harry’ego - i co jakiś czas zatrzymując się na szybki pocałunek, choć przede wszystkim skoncentrowani byli na dotarciu na miejsce. Kiedy się zatrzymali, Harry odnalazł samego siebie przy liliowej sadzawce, która tym razem lśniła w świetle słońca zamiast księżyca, ale była równie piękna. Szemrała wśród dzikiej przyrody i uderzyły w niego wspomnienia z tamtej nocy, które z głowy powędrowały prosto do jego krocza. Spojrzał na Louisa oczami wypełnionymi żądzą, który to wówczas pociągnął go za ramię, prowadząc w stronę skał. Zamiast wchodzić do środka, gdzie uprzednio obciągali sobie nawzajem, Louis wciągnął go na wierzch kamiennej płyty, wspinając się tam z miejsca, z którego kiedyś skoczyli.

- Połóż się - polecił Louis - i zdejmij koszulkę. Lubię twoją skórę.

Okej. Czyli Louis przejmował pałeczkę. W porządku. Harry’emu się to podobało. Zerwał z siebie granatową koszulkę, rzucając ją na bok i kładąc się na plecach. Kamień był nagrzany przez słońce, ale nie gorący. Patrzył na Louisa ponad sobą, który zatrzymał się na minutę, zanim pozbył się własnej koszulki i powoli obniżył się na jego podołek, całując go mocno. Ręce Harry’ego w naturalny sposób odnalazły drogę do dolnych partii jego pleców, ale kiedy się pocałowali, Louis sięgnął za siebie i je stamtąd zdjął, plasując je na twardej powierzchni skały.

- Nie - powiedział. - Ja dotykam ciebie.

- Okej - odetchnął Harry, gdy Louis zniżył usta na jego szyję, ssąc malinkę na skórze i obmywając językiem ślad, który pozostawił, a następnie odsuwając się i wydmuchując na nie zimne powietrze, dokładnie tak jak Harry zrobił to jemu. Obserwował, jak małe guzki wyrastają na ramionach młodszego chłopaka, muskając ustami skórę na jego bicepsach, gdzie się one pojawiły. Przeniósł się na niższe rejony ciała Harry’ego, przesuwając nogi w dół jego ud, z podbródkiem dociśniętym do jego torsu i błyszczącymi w słońcu długimi rzęsami, które okalały jego niebieskie oczy. Złożył pocałunek na jego mostku i wyssał w tym miejscu kolejny znak.

Przycisnął usta do jednego z sutków Harry’ego.

- Przez to też zadrżysz? - zastanowił się i uśmiechnął na nieme skinięcie głową, biorąc sutek do buzi i ssąc go lekko, czując dreszcz przebiegający przez ciało Harry’ego, gdy delikatnie otarł o niego zęby. Przesunął ręce z ramion w dół jego torsu, przejeżdżając lekkimi jak piórko opuszkami po klatce piersiowej, poruszając się po zagłębieniach jego umięśnionego brzucha i zatrzymując się zaraz nad gumką bokserek, które wystawały z jeansów. Przeciągnął językiem po tamtym miejscu i tym razem wraz z dreszczem, przyszło także jęknięcie.

- Mogę je zdjąć? - zapytał Louis, wkładając palec w szlufkę jego jeansów.

- Tak. Tak, oczywiście, że możesz. - Głos Harry’ego było chropowaty i niski, ale zduszony i speszony.

Louis odpiął guzik jeansów, rozsuwając rozporek i ściągając je w dół, gdy Harry uniósł biodra. Kiedy spodnie zostały zdjęte, umiejscowił się pomiędzy jego nogami i spojrzał na niego spod trzepoczących rzęs, oczami intensywnie niebieskimi i bardzo szerokimi.

W zamyśleniu przycisnął usta do wnętrza uda Harry’ego.

- Zadrżysz gdziekolwiek cię dotknę?

- Tak sądzę. To zależy od tego, gdzie jestem najbardziej wrażliwy.

- Czyli gdzie?

Harry myślał przez moment, ale podjął decyzję o nie udzieleniu pomocy.

- Będziesz musiał sam je znaleźć - przywdział na twarz uśmieszek i Louis ukąsił go w nogę, a potem się odsunął spomiędzy jego ud i wymamrotał:

- Możesz się dla mnie obrócić?

Harry przekręcił się na brzuch, dla własnej wygody składając ramiona jak poduszkę. Louis umościł się na wypukłości jego tyłka, przenosząc ręce na jego ramiona. Pozwolił opuszkom palców tańczyć po jego karku, bawiąc się luźnym lokiem i Harry ponownie zadrżał, kiedy Louis nawet się tego nie spodziewał. Docisnął usta do tamtego miejsca, szczypiąc i trącając je raz końcem nosa. Jego małe dłonie przejechały po plecach Harry’ego, dopóki nie dotarły do ich podstawy, dokładnie gdzie zaczytały się pośladki i chłopak ugniótł kciukami znajdujące się tam dołeczki.

- Masz ładne plecy. Są zawsze takie twarde i ciepłe. Chcę je ugryźć.

Oddech Harry’ego uwiązł w gardle, kiedy Louis przemówił, a ciepły język trącał wcięcie jego kręgosłupa, razem z dłońmi przyciskanymi do mięśni jego pleców. Obce usta opuściły jego skórę i przeniosły się na małżowinę ucha ukrytego za zabłąkanymi lokami, które stawały się przepocone od żaru i pożądania.

- Po prostu czuj - naśladował go Louis, liżąc ją i oddychając gorąco.

Harry jęknął, tłumiąc wydawane przez siebie dźwięki w ramieniu, a jego rozgrzany, gruby penis pulsował przy udzie.

- Przekręć się z powrotem - powiedział Louis, wstając z tyłka Harry’ego na własne nogi. - Chcę cię pocałować.

Harry naraz przerzucił się na plecy, osadzając ręce na biodrach Louisa, gdy tylko ten znowu na nim usiadł, ocierając się o niego dokuczliwie, ale nie na tyle, by doprowadzić go do orgazmu. Louis pocałował go miękko, delikatnie śledząc ręką jego klatkę piersiową i wzdychając w jego usta. Z pytaniem w oczach, bawił się gumką od majtek Harry’ego. - Mogę?

W odpowiedzi Harry westchnął ciężko, ale nie był to wyraz frustracji. Skinął głową, z trudem powstrzymując oczy przed zamknięciem, gdy Louis uszczypnął jego biodro przed zdjęciem z niego majtek, a kiedy je zdjął, penis Harry’ego stanął wyprostowany, czerwony, zarumieniony i ociekający preejakulatem. Louis polizał złośliwie główkę, tym razem wiedząc, że Harry zadrży. Wyssał ciemny znak na bladokremowej skórze jego uda, przypieczętowując go pocałunkiem i liźnięciem paska po boku jego penisa. Wędrował palcami po kroczu, nie będąc pewnym, dokąd zmierza, na ślepo kierując się po prostu oceną reakcji Harry’ego.

Nie wiedział, że oddziaływał na niego tak bardzo, dopóki Harry nie wyjęczał krótkiego „proszę”.

Ton jego głosu sprawił, że Louis poruszył się niespokojnie w swoich ciasnych, zielonych spodniach, ale nie miał pojęcia, czego chciał chłopak.

- O co prosisz, Haz?

- Proszę, potrzebuję twoich palców, Lou.

- Moich palców gdzie? - zapytał, prawdziwie zmieszany. Poruszył ręką po jego penisie.

Harry wydał z siebie jęk, ale zacisnął oczy i otworzył je z powrotem.

- Nie, nie tutaj, kochanie.

- To gdzie? - zapytał Louis ponownie, tylko lekko sfrustrowany i bardzo zmieszany.

Harry wziął jego rękę i sięgnął nią w dół do swojego wejścia, które wciąż było rozciągnięte.

- Zrobiłem sobie dobrze przed przybyciem tu z tobą - stęknął, nie ośmielając się włożyć palca do środka, ponieważ wiedział, że Louis byłby na niego zły za dogadzanie sobie samemu, gdy ten chciał zrobić to za niego.

-Zrobiłeś sobie dobrze? - zapytał starszy chłopak, a jego oczy wypełniało zastanowienie.

- Masturbowałem się - wyjaśnił Harry bez ogródek.

- I to było co innego, niż tylko dotykanie? - Louis myślał, że istnieje tylko jeden typ masturbacji: ręka na penisie i to wszystko.

- To wciąż dotykanie… po prostu inny rodzaj - Harry z trudem znalazł wytłumaczenie.

- Naucz mnie tego.

- Possij swoje palce. Upewnij się, że są naprawdę dobrze zwilżone - polecił mu Harry; jego zielone oczy były rozszerzone i po prostu błagały, by to zrobił, a policzki zaróżowione od żaru słonecznego i gorąca płynącego od Louisa, które wysyłało ogień przez jego żyły. Louis spojrzał na niego sceptycznie, ale i tak wzniósł trzy palce do ust, ssąc je hałaśliwie jakby były lizakiem. Albo kutasem.

- Włóż jeden do środka, tam na dole. - Harry wykonał gest do siebie.

- Ale nie rozu… - zaczął Louis, gapiąc się w dół w zdumieniu, nie wiedząc, jak coś takiego mogło ewentualnie sprawiać przyjemność.

- Nie, to jest dobre, Lou. Przyrzekam, że będę czuł się dobrze.

- Okej. - Louis nabrał głęboko powietrza. - Okej - powtórzył. - Chcę, żebyś poczuł się dobrze.

- To sprawia przyjemność - zapewnił go Harry. - Tylko idź powoli, w porządku?

Louis skinął głową, gdy przeniósł rękę w dół, muskając opuszką palca wskazującego pomarszczoną skórę, pofałdowaną i różową. Wciąż nie był przekonany, ale nacisnął na nią powoli, dokładnie jak powiedział Harry. Zatrzymał się, nie mając pewności, co zrobić dalej. Wnętrze było ciasne oraz gorące i Louis również zadrżał, nie całkiem wiedząc, co się działo.

- Porusz się. Do środka i na zewnątrz, okej? Tylko nadal powoli.

Louis podążył za wskazówkami, poruszając palcem w stałym tempie do przodu i do tyłu, skręcając go do kostki i ponownie się wycofując. Sięgnął najdalej jak potrafił i natknął się na mięsisty guzek. Szturchnął go, nie wiedząc, czym był, a wtedy Harry wygiął plecy i wypuścił z siebie ciąg przekleństw oraz cichych odgłosów.

- Jeszcze raz.

- Okej - powiedział Louis. Cień uśmiechu pojawił się na jego twarzy, ponieważ to on sprawiał, że Harry czuł się tak dobrze. Dalej poruszał palcami, szukając tego szczególnego miejsca i wydobywając z młodszego chłopaka jęki, które z kolei wprawiały w drżenie Louisa. Drugą ręką pocierał łagodnie w górę i w dół gładkie, blade udo Harry’ego, z uważnym spojrzeniem wbitym w swój palec: jego oczy ze skoncentrowaną ciekawości obserwowały, jak poruszał się do środka i na zewnątrz, i ponownie do środka.

- Dodaj kolejny - wydyszał Harry, a jego głos był niezgrany i pozbawiony tchu. Louis poczuł ucisk w żołądku i trzepotanie w sercu.

- O-okej - powiedział, wsuwając w wejście kolejny, wciąż śliski od śliny palec i obserwując, jak napina się ono teraz wokół dwóch.

- Rozciągnij mnie - odezwał się Harry. - Pokręć nimi wokoło.

Tym razem Louis nie zawracał sobie głowy odpowiedzią. Skrzyżował palce, starając się znaleźć sposób, żeby wykonać to, o czym mówił Harry, bez ustanku poruszając nimi do środka i na zewnątrz i jeszcze raz odnajdując ten szczególny punkcik, który sprawiał, że Harry wykrzykiwał jego imię.

- Lou - wydyszał chłopak. - Jeszcze jeden, proszę, Louis. I twoja ręka na mnie, proszę.

- Dobrze - powiedział Louis, rozszerzając oczy i próbując wykonać jego polecenie, a także sprawiając mu przyjemność i ucząc się samemu. Włożył do środka trzeci palec, przyspieszając, kiedy Harry powiedział, aby to zrobił, oraz biorąc do ręki jego penisa. Poczuł się lepiej, gdy palce Harry’ego splotły się z jego palcami nad erekcją, pracując razem z nimi i pozostawiając Louisowi mniej na głowie. Przycisnął usta do główki penisa, liżąc szczelinę, a następnie odsunął się, cały czas wściekle poruszając po nim ręką oraz palcami we wnętrzu Harry’ego. Trafił ponownie w to miejsce, rozpościerając go na boki.

- Lou, do… - Zdanie Harry’ego zostało ucięte, kiedy doszedł w obu ich dłoniach białymi, gorącymi smugami. Przeżył orgazm z palcami Louisa wciąż poruszającymi się wewnątrz niego, oddychając ciężko. - Kurwa - powiedział, kiedy spojrzał w dół, widząc Louisa zlizującego spermę z własnej dłoni, a następnie sięgającego po rękę Harry’ego i czyszczącego również jego palce.

Louis opuścił jego wnętrze, wycierając dłoń w spodnie i czując erekcję dociśniętą do swojego uda. Przesunął się z powrotem na podołek Harry’ego, siadając na nim okrakiem.

Kiedy Harry sięgnął po jego penisa, zadrżał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz