czwartek, 28 listopada 2013

121

Opuszek paca wskazującego Louisa kreślił bezcelowe wzorki na klatce piersiowej Harry’ego, gdy ta wolnymi ruchami unosiła się i opadała. Młodszy chłopak spał od Bóg wie jak długiego czasu i Louis nadzwyczaj się niecierpliwił, wiedząc, że jego całuśnik był tuż obok niego i go nie całował. Cóż, minęło tylko kilka minut, ale dla Louisa zdawały się one wiecznością. Rozciągnął swoje palce na kształt gwiazdy i umiejscowił całą dłoń na nagiej piersi, wpatrując się w to, jak jego opalona skóra wyglądała przy bladym odcieniu pod nią. Jego oczy przesunęły się na pełne usta, które były nieznacznie rozchylone, wydychając niechciane powietrze i nabierając tlenu z pokoju. Podciągając się w górę, Louis złączył ze sobą ich wargi i pozostawił dwie pary ściśnięte ze sobą, czekając na odpowiedź. Nic. Sfrustrowany, włożył w to nieco więcej siły, ale nie otrzymał niczego, prócz drgnięcia ramienia, ponieważ Harry wciąż był nieprzytomny. Louis przerwał połowiczny pocałunek i jęknął z irytacją, spychając ramię Harry’ego ze swojego mniejszego ciała, jakby był na niego zły za spanie, gdy w zamian mogli być przytomni i odkrywać ten świat.

Mała stopa Louisa zetknęła się z twardym drewnem podłogi, gdy chłopak wstał z łóżka, posyłając dreszcz w górę jego ciała, który wywołał gęsią skórkę na jego skórze. Fakt, że nie miał na sobie niczego, oprócz pary bokserek Harry’ego, które pożyczył wcześniej, nie pomagał. Przeskanował słabo oświetlony pokój, kalkując granatowe ściany, zanim jego wzrok wylądował na drewnianej konstrukcji, trzymającej kilka książek. Szeroki uśmiech rozprzestrzenił się po jego twarzy, gdy podreptał do biblioteczki, skanując wzrokiem liczne twarde i miękkie grzbiety okładek, a wszystkie kolory odwracały jego uwagę od faktycznego czytania wydrukowanych na nich słów. Jego oczy zatrzymały się na szczególnie mocno czerwonej książce - ciekawość zmusiła go do ściągnięcia szczepionych ze sobą kartek z drewnianej powierzchni, dzięki czemu znalazła się ona w jego rękach. Na przedzie książki znajdował się złoty symbol, który lśnił w smugach światła słonecznego, wlewającego się przez zasłony. Chłopak prześliznął po nim palcami, zanurzając je w zagłębieniach, gdy otworzył na pierwszym rozdziale książki zatytułowanej „W pierścieniu ognia”. Louis był całkiem dumny z tego, że potrafił przeczytać tytuł. Wybierając przypadkowy akapit, ułożył palec pod słowem, od którego zmierzał zacząć i po cichu spróbował czytać do siebie.

- H-Haymitch jest… wciąż martwy dla świata. Jako że nic… innego nie podziałało, wypełniam mis-mi-mis…kę lodowato zimną wodą, wylewam mu ją na głowę i o-odskakuję na bok - czyta pierwsze zdanie, z uśmiechem triumfu zakradającym się na jego twarz, gdy tylko zdał sobie sprawę z tego, jak dobrze sobie poradził. Ale ten uśmiech zostaje szybko opanowany przez ściszony śmiech, kiedy chłopak wyobraził sobie wylewanie lodowato zimnej wody na głowę Harry’ego, żeby go obudzić. Mając nadzieję, że ten już wstał, Louis rzucił okiem przez ramię, a potem nachmurzył się lekko, kiedy zobaczył chłopaka w łóżku, z lokami rozrzuconymi po twarzy i częściami ciała rozciągniętymi wokół siebie. Wciąż śpiącego głęboko.

Miękkie oddechy Harry’ego zostają wkrótce zagłuszone i nowy, nieznany hałas wypełnia ciszę pokoju. Przeszywający uszy, nieprzyjemny dźwięk, którego ton rośnie z wysokiego w ekstremalnie wysoki, gdy okazjonalnie rozlega się niski klakson. Louis przysięga, że serce podjeżdża mu do gardła, kiedy przerażający, nowy hałas mu zagraża. Upuścił powieść, nie zawracając sobie głowy głośnym tąpnięciem, które wytworzyła uderzywszy o podłogę, i wykonał kilka ogromnych kroków, aż znalazł się z powrotem na wielkim łóżku, wypuszczając z siebie żałosny odgłos niepokoju. Naciągnął kołdrę na głowę, podczas gdy przycisnął ciało do Harry’ego. Zauważył, że młodszy chłopak nie był w pełni przykryty, więc użył całej swojej mocy, by podciągnąć materiał trochę wyżej, dzięki czemu Harry także byłby chroniony przed nieustającym hałasem.

- Harry, Harry, Harry - Louis desperacko zawołał jego imię, gdy zadrasnął palcami nagą klatkę piersiową, błagając go, żeby się obudził.

I Harry rzeczywiście się obudził, prawdziwie zdezorientowany tym, co się działo, ponieważ sekundę wcześniej miał przyjemny sen o dorastaniu z Louisem w Nibylandii i wychowywaniu dwójki dzieci, a teraz był drapany przez rozgorączkowanego chłopaka przy swoim boku.

- Co, Lou? O co chodzi? - zapytał porannym głosem, zaspanym i chrapliwym.

Louis naprawdę doceniłby seksowny ton jego głosu, gdyby nie był nadal znerwicowany przez syreny.

- Coś jest na zewnątrz. Robi tyle hałasu. P-przepraszam, zaatakowałbym, ale… Ale nie wiem, co to jest! - Louis praktycznie wrzasnął, zły na siebie za nie bycie najdzielniejszym chłopcem w Holmes Chapel.

Harry słyszał słabnący policyjny samochód lub syreny wozu strażackiego - nie potrafił tego stwierdzić - i wiedział dokładnie, co tak zmartwiło Louisa.

- Louis, kochanie, to tylko syreny. Oznaczają, że ktoś jest w niebezpieczeństwie i ludzie jadą mu pomóc. Ten głośny hałas w pewnym sensie mówi ludziom, że pomoc jest w drodze - wyjaśnił, wciąż zbyt oszołomiony od snu, w którym znajdował się nie tak dawno temu.

Czując się głupio, Louis zacisnął swoje małe dłonie na materiale kołdry, ściągając ją do dołu, przez co jego skóra raz jeszcze rozstała wyeksponowana w powietrzu sypialni.

- Oh - wyszeptał.

Harry zachichotał, kompletnie rozbawiony tym, jak Louis reagował na rzeczy w realnym świecie, gdzie przebywał zaledwie przez noc i poranek. Ale to wciąż najdłuższy czas, jaki tu spędził. Chłopak o kręconych włosach wydął mocno wargi, wyciągając je daleko przed usta, przez co przypominał kaczkę, zarabiając tym samym głośny śmiech od Louisa, który przestał być zakłopotany. Louis pochylił się do przodu, wiążąc ze sobą ich usta i otrzymując w końcu pocałunek, o który się starał.

- Cokolwiek innego, co mogę ci zaoferować, mój najdzielniejszy chłopcze? - wyszeptał Harry przy parze cienkich ust.

- Chcę się z tobą kochać. - Odpowiedź Louisa nie do końca odpowiadała na pytanie, ale uśmiech na jego twarzy sprawił, że tamten tego nie zauważył.

Harry nie był pewny. Kochał uczucie bycia pełnym i generalnie bycia po prostu pieprzonym. Szczególnie wtedy, gdy orgazm zostawał z niego wyrywany. Ale nie wiedział, jak to zmienić, jak zrobić z tego coś specjalnego, tak jak wtedy, gdy to on kochał się z Louisem. Harry był jego pierwszym wszystkim w przeciągu ostatnich kilku miesięcy, ale Louis definitywnie nie był pierwszym Harry’ego w niczym związanym z seksem. Właśnie wtedy Harry zapragnął cofnąć się w czasie do swoich czternastych urodzin i odciągnąć się od dołączenia do domówki, która została dla niego urządzona. Zapragnął powiedzieć „nie” chłopakowi z najstarszej klasy, który zapytał go, czy chce się poczuć dobrze. Chciałby móc stanąć przed drzwiami, spojrzeć w dół na swoje niedojrzałe wcielenie i powiedzieć „Nie, za kilka lat będziesz chciał, aby chłopak, w którym jesteś tak szaleńczo zakochany, mógł wziąć to od ciebie. A nie jakiś palant, który zna tylko twoje imię.”

Myśl o dziewictwie, odebranym mu przez osobę, której nie obchodził, niemal sprawiła, że się zachmurzył. Przede wszystkim dlatego, że mogło być ono wzięte przez kogoś, kto kochał go tak, jak Louis. Ale Harry wiedział, że jeżeli Louis wyczuje, że był smutny, między nimi przez długi czas nie będzie nic, prócz smutku, a tego Harry nie chciał.

- Okej - wyszeptał Harry w odpowiedzi, kiwając głową i odzwierciedlając uśmiech Louisa.

Uśmiech starszego chłopaka wyblakł, gdy poważniejsza mina przejęła jego twarz. Jego ręce wśliznęły się w materiał bokserek Harry’ego i popchnął je w dół jego ud, pozostawiając Harry’emu zdjęcie je do końca, ponieważ sam nie mógł tam dosięgnąć.

- Chcę, żebyś położył się na plecach. Możesz to dla mnie zrobić, kochanie?

Louis skinął na pytanie Harry’ego, kładąc się na plecach, ale upewniając się, że jego głowa spoczywała na poduszce. Naprawdę lubił te całe poduszki.

- Dobry chłopiec - wymamrotał Harry, zapewniając tym Louisa, że wykonywał świetną robotę.

Przypomniał sobie, jak po raz pierwszy pieprzył dziewczynę i jak kłopotliwe było dla niego utrzymanie stałego i zgrabnego rytmu pchnięć bioder. To było naprawdę żenujące. Nie chciał, aby Louis był zażenowany w czasie tej specjalnej - po tym wszystkim zdecydował się nazywać ją specjalną - chwili. Najlepszym wyjściem było więc ujeżdżenie go.

Louis wpatrywał się z dołu w Harry’ego, a jego twarz skręciła się w wyrazie koncentracji, gdy ściągnął z bioder bokserki i odrzucił je na bok, dokładnie jak te młodszego chłopaka. Harry odnalazł na podłodze lubrykant, którego użyli ostatniej nocy, pokrywając chłodną substancją dwa palce i sięgając za siebie, żeby wsunąć je do środka. Cichy jęk zafalował w tylnej części jego gardła. Od dawna nie doświadczył tego uczucia i chociaż wiedział, że nie będzie go bolało tak bardzo, jak Louisa, nadal był świadom tego, iż musiał się przygotować. Niepomny chłopaka pod sobą, kontynuował otwieranie samego siebie, rozciągając napięte mięśnie, gdy jego penis zaczął twardnieć. Wyraz twarzy Louisa skręcił się w frustracji, kiedy sobaczył, że Harry niemal sam się zaspokajał, a on nic w tej sprawie nie robił.

- Harry - burknął, chcąc przywrócić na siebie jego uwagę.

Harry uśmiechnął się na zniecierpliwienie starszego chłopaka, zabierając palce, kiedy poczuł, że był gotowy na jego imponujących rozmiarów penisa.

Wyciskając na swoją dłoń trochę cieczy z buteleczki, rzucił spojrzeniem, aby napotkać niebieskie oczy, które przypatrywały mu się z zafascynowaniem, a potem zobaczył, jak wywracają się do tyłu, kiedy chłodna substancja pokryła jego wrażliwą erekcję. Louis syknął, bezwiednie wypychając biodra do góry, dzięki czemu wmusił ją w zaciśniętą pięść Harry’ego, który uśmiechnął się nieznacznie z powodu jego gorliwości i wymamrotał kilka wyrazów współczucia, gdy idealnie usadowił się okrakiem na opalonych biodrach Louisa.

- Proszę, pośpiesz się - wymruczał niewinnym tonem Louis, nie pragnąc niczego więcej, niż dać Harry’emu przyjemność, jaką on sam otrzymał zeszłej nocy. Harry na nią zasłużył.

- Okej, kochanie - wyszeptał młodszy chłopak, a potem potrząsnął głową, kiedy Louis zaczął podnosić się do pozycji siedzącej. - Dokąd idziesz? - zapytał, powstrzymując odgłos rozbawienia.

- Ja kocham się z tobą. Nie odwrotnie. To twoja kolej - Louis przytaknął po tym, jak przemówił, tylko po to, by zostać z powrotem popchniętym na materac przez młodszego chłopaka.

- Robimy to inaczej, okej? Obiecuję, że nadal będzie naprawdę przyjemnie dla nas obydwu. - Harry pochylił się do dołu i przypieczętował obietnicę szybkim pocałunkiem.

Louis nie odpowiedział, zamiast tego pozostał w tym samym miejscu i zaczekał na kolejny ruch Harry’ego. Chłopak uniósł się nad łóżko, z kolanami wciskającymi się głębiej w pościel, gdy owinął ręką przygotowanego penisa, ustawiając jego główkę przy swoim wejściu. Nabrał głęboko w płuca tlenu, a potem powoli wypuścił przez rozwarte usta napięty oddech, kiedy opuścił się na oczekującą erekcję. Poczuł to, poczuł całość Louisa i w całym swoim życiu nie doznał niczego lepszego. Już powstrzymywał jęki aprobaty, a nawet nie zaczął się jeszcze poruszać. Opuścił głowę, patrząc z góry na chłopca o niebieskich oczach, którego powieki były teraz zamknięte, a małe dłonie zaciśnięte w pięści na pościeli. Harry ujął je w swoje wielkie ręce, prowadząc w górę swych delikatnych ud, aż zostały umiejscowione na jego ledwo istniejących biodrach. Zacisnął się wokół części ciała, którą miał w swoim wnętrzu, zanim zebrał w sobie siłę, by się ruszyć. I tak zrobił, unosząc się znad penisa i z powrotem się na niego opuszczając, tylko po to, żeby raz jeszcze być wypełnionym. Tak bardzo tęsknił za tym uczuciem, a kiedy brał w tym udział Louis, było tylko lepiej (jakoś ośmiokrotnie), bo choć raz czuł się kochany, a nie wykorzystany.

Louis był zbyt pochłonięty uczuciem posiadania penisa zanurzonego głęboko we wnętrzu Harry’ego, żeby skupić się na sposobie, w jaki chłopak reagował. Chciał tak bardzo otworzyć oczy i zobaczyć, jak Harry mruży razem oczy, a jego zęby ukazują się obnażone w zacisku szczęki, jak to zawsze robił, kiedy odczuwał przyjemność. Ale nie mógł. Wiedział, że byłoby wtedy po wszystkim, ponieważ to wrażenie było fenomenalne. Dużo lepsze od bycia wetkniętym w usta Harry’ego, gdzie jego zęby miały możliwość zadraśnięcia, oraz niesłychanie lepsze od bycia zaciśniętym we własnej dłoni lub ręce Harry’ego.

Pokoju był wypełniało nic, prócz ich równomiernych oddechów, gdy obaj dostosowywali się do rozkosznego uczucia bycia połączonym z osobą, którą kochali. Louis stawał się sceptyczny, nie do końca pewny, czy sprawiał Harry’emu przyjemność w sposób, w jaki ten potraktował go ostatniej nocy. Więc zmusił swoje oczy do otwarcia, widząc jedynie spodnią stronę szczęki chłopaka, ponieważ jego głowa była odrzucona do tyłu. Z tego powodu loki spadły z jego twarzy i dały mu pewnego rodzaju wytchnienie, które uchroniło go przed utratą tu i teraz całej moralnej kontroli. Nie będąc poproszonym, Harry uniósł się i opuścił jeszcze raz. Z pomocą lubrykantu i zachęcających odgłosów, które wylewały się z nich obu, Louis bez problemu wśliznął się do środka, a potem wyśliznął na zewnątrz. Wydawane przez nich dźwięki były dzisiaj inne. Niskie, ochrypłe i pełne pragnienia i potrzeby, całkiem inne niż wcześniej, kiedy były miękkie, delikatne i ciche.

- Więcej - zażądał Louis poprzez mruknięcie, podpierając swoje nogi tak, że podeszwy jego stóp były płasko przyciśnięte do pościeli na łóżku. Użył wsparcia w stopach, żeby umożliwić swoim biodrom wyciągnięcie się do góry, pchnięcie głębiej w wejście Harry’ego i uderzenie bez ostrzeżenia w jego prostatę. Harry wydał z siebie zdławiony szloch, a jego usta się otworzyły, gdy z powrotem opuścił głowę, dzięki czemu nawiązywał kontakt wzrokowy ze swoim kochankiem.

Louis dokładnie wiedział, w jaki punkt uderzył, ponieważ kiedy Harry trafił w niego ostatniej nocy, był w siódmym niebie. Teraz Harry sam się tam znalazł. Pchnięcia Louisa raziły prądem ciało Harry’ego, które zmuszało go do gwałtownego dojścia, dokładnie na ich pokryte potem sylwetki. I kontynuowali w ten sposób: z rękoma Harry’ego przyklejonymi do klatki piersiowej Louisa oraz dłońmi Louisa zaciśniętymi na jego biodrach. Pchnięcia były ostre i niedbałe, tworzyły odgłosy obijającej się o siebie skóry, które niemal przyćmiły kwilenia i jęki wytrząsane z ich suchych gardeł. Louis jako pierwszy zbliżył się do orgazmu, gdy wypowiadał zduszone zdania, takie jak „Harry, to znowu się dzieje. To uczucie.”. I ta zachęta tylko sprawiła, że Harry ścisnął mocniej, poruszając się gorączkowo, aż został wypełniony ciepłym płynem Louisa. Pierwszy delikatny dźwięk tego dnia został wytworzony, kiedy Harry zamruczał, pozwalając Louisowi przeżywać swój orgazm. Usta starszego chłopaka były rozwarte z rokoszy, gdy wydawał z siebie wysokie, zduszone odgłosy, a jego oczy niemal rozerwały się od tego, jak wiele przyjemności sprawiało bycie tak cholernie głęboko we wnętrzu Harry’ego oraz pozwolenie wszystkiemu wydostać się na zewnątrz.

Po tym, jak nadeszła pora Harry’ego na spełnienie i po tym, jak wziął on na siebie odpowiedzialność za oczyszczenie ich obu z białej substancji, Harry wspiął się z powrotem na skotłowaną pościel na łóżku z chłopcem, który dopiero co doszedł do siebie.

- Kocham cię bardziej, niż wszystko inne - wyszeptał bezzwłocznie, kradnąc chłopakowi z Nibylandii niezliczone szybkie i pozbawione celu pocałunki.

- Kocham cię bardziej, niż ananasotruskawki - obiecał Louis, oddając każdego buziaka.

Harry poczuł, że jego serce puchnie, ponieważ ten chłopak naprawdę kochał swoje ananasotruskawki.

Tak oto położyli się razem, zwinięci jeden przy drugim, wymieniając leniwe pocałunki i opowiadając sobie głupie historyjki, które zarabiały ciche wybuchy śmiechu. Ale ich radość nie trwała długo, kiedy serce Harry’ego przestało bić w jego piersi, ponieważ drzwi frontowe otworzyły się, sprawiając, że przez dom przewędrowało niewyraźne brzęczenie.

- Harry? - usłyszał z dołu wołanie swojej mamy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz