Zayn czekał dzień, czekał tydzień, dwa tygodnie, miesiąc. Żadnej odpowiedzi od Nialla. Może blondyn wcale nie dostał listu? Może jego matka znalazła go i wyrzuciła do śmieci? A może Niall chciał odpisać, ale kartka papieru od mulata mu się gdzieś zawieruszyła i nie wiedział na jaki adres pisać? Minął miesiąc, a przez cały ten czas, Zayn chodził do skrzynki pocztowej każdego dnia. Odnajdywał tam jednak tylko rachunki i reklamówki. Zayn czuł się coraz gorzej. Nie wiedział, czy powinien sobie odpuścić czy brnąć w to dalej. A może lepiej byłoby gdyby napisał jeszcze raz list? W głowie mulata pojawiały się coraz to gorsze pomysły. Doszło już nawet do tego, że chciał pojawić się przed drzwiami blondyna i od tak, bez słowa go pocałować. Był naprawdę zdesperowany. Nie chciał go sobie odpuszczać. Przecież mógłby wrócić do ciągłego balowania, upijania się, aż do tego stopnia, aby wylądować w łóżku z nieznajomym mężczyzną, a następnego ranka obudzić się z kacem psychicznym i fizycznym. Czy to byłoby prostsze? Może… ale Zayn nie chciał do tego wracać. Przecież Niall żyje, prawda? Ma dla kogo odbudować na nowo całe swoje życie, pomimo iż ten nawet nie wie, że mulat istnieje. Bo tak naprawdę wszystko jest w twojej głowie, mulat był gotowy, aby przewrócić kartkę na czystą stronę i zacząć od nowa. Tydzień temu znalazł pracę. Wprawdzie nalewanie kawy i obsługa klientów nie była szczytem jego marzeń, ale dzięki temu mógł wreszcie spłacić Charlesowi czynsz za mieszkanie, a policja przestała go nachodzić. Poza tym, jeżeli Niall jakimś sposobem dowiedziałby się o ich dawnym związku, nie chciałby przecież, aby blondyn zobaczył go w totalnej rozsypce, bez pracy lub jak pieprzy przypadkowego faceta. Zdecydowanie nie! Zayn postanowił wziąć się w garść. Nie powinien stracić całego życia na bezsensowne użalanie się nad sobą, prawda?
Sobotniego poranka, Zayna obudziła piosenka bliżej nieznanego zespołu, sygnalizująca, że wybił czas wstawania. Praca zaczynała się dokładnie za czterdzieści pięć minut. Mulat leniwie wyszedł z łóżka, przecierając zaspane oczy i udał się w kierunku kuchni. Wstawił czajnik na kuchenkę i czekając, aż woda się zagotuje, sięgnął po zapalniczkę i odpalił pierwszego papierosa tego dnia. Odetchnął głęboko i usiadł na krześle, wystukując palcami rytm piosenki, która przed chwilą go obudziła i która z pewnością będzie dręczyła jego głowę przez najbliższe godziny. Po minucie dźwięk gwizdka oznajmił, iż może zalać sobie kawę, znajdującą się w jego ulubionym kubku. Wypił gorący napój, zjadł ‘pożywne’ śniadanie w postaci dwóch łyżek płatków śniadaniowych bez mleka, zrobił poranną toaletę, przebrał się, po czym mógł wyjść z domu. Czy to zbieg okoliczności, że droga do jego pracy biegła obok domu Nialla? Za każdym razem przechodząc tam, miał nadzieję, że zobaczyć choćby w oknie jego uśmiech lub blond czuprynę. Przyzwyczaił się nawet do wcześniejszego wstawania, aby mieć czas na zatrzymanie się na ławce przy domu Nialla. Tego dnia jego zwyczaj nie uległ zmianie. Usiadł na ławce, wpatrując się w okno pokoju blondyna. Firanki były zasłonięte, co prawdopodobnie oznaczało, że chłopak jeszcze śpi. Zayn westchnął i spojrzał na zegarek, uświadamiając sobie, że za chwilę się spóźni.
- Cześć Lou! – krzyknął mulat do swojego współpracownika przy wejściu. Chłopak jedynie odmachał mu i wrócił do swoich obowiązków. Zayn skierował się w stronę szatni, ściągając z siebie sweter. Odwiesił go na haczyku i ubrał strój w postaci białej koszuli i czarnych spodni. Kiedy wyszedł, był gotowy, aby stanąć za ladą i przeżyć kolejne osiem godzin, nudząc się i słuchając problemów przypadkowych klientów, czy zamówić cappuccino, czy może herbatę. Minęły dwie godziny, a znudzony Zayn, opierał się na łokciach o stół. Jak na sobotę był zdecydowanie za mały ruch, chociaż to akurat mulatowi nie przeszkadzało. Kiedy usłyszał dzwonek przy drzwiach, odwrócił się, aby spojrzeć, kto wszedł do ich kawiarni. Ta praca nawet mu się podobała. Mógł obserwować ludzi i ich zachowanie, zdecydowanie go to fascynowało. Kiedy zobaczył dwójkę chłopaków, stanął jak wryty. Nie wiedział, co zrobić, czy uciekać, czy zostać. Najchętniej mógłby zapaść się pod ziemię. Przy wejściu znalazł się właśnie Niall i ich wspólny przyjaciel Harry. I co teraz, idioto? Trzeba było sobie znaleźć pracę na końcu miasta. Loczek prześledził wzrokiem pomieszczenie, aby znaleźć mulata, który stał, wpatrując się w nich. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Zayn wiedział, że to nie wróży nic dobrego. Zaraz potem zobaczył, jak Harry ciągnie blondyna w jego stronę. Przecież Harry nie wie, że Niall mnie nie pamięta i nie ma sobie przypominać. Co ja mam zrobić? Myśli Zayna wariowały, a dwójka chłopaków była coraz bliżej. Za chwilę jednak loczek jakby się ocknął, a jego twarz stała się poważna. Czyżby matka Nialla wszystko obmyśliła? Przekonała każdego, aby także wymazali Zayna z pamięci?
- Hej – powiedział delikatnie Harry. Mulat stał tam niezdolny do odpowiedzenia, ani poruszenia się. Jego szczęka opadła w dół, kiedy zobaczył, że blondyn stoi dokładnie przed nim. Co miał teraz zrobić? Rzucić się na niego? Pocałować? Udawać, że się nie znają? Czekał na ten moment tak długo, a teraz nie wie, co ma uczynić.
- Halo? – dodał niepewnie loczek, widząc, że Mulat nie jest w stanie odpowiedzieć. Zayn potrząsnął głową, próbując się opanować i wysilić na delikatny uśmiech.
- Co? Tak…Cześć – wydusił z siebie. Na twarzy Nialla pojawił się uśmieszek, wywołany zapewne tym, co powiedział Zayn.
- Znacie się? W sumie nieważne. Harry zamawiasz, czy ja mam to zrobić za ciebie? – odezwał się blondyn, próbując zignorować tę dziwną sytuację. Nie wiedział, co myśleć, ale zdecydował, że później wypyta o wszystko swojego przyjaciela. Harry spojrzał na mulata, oczekując reakcji z jego strony, lecz ten potrafił jedynie patrzeć na szeroki uśmiech i błysk w oczach Nialla.
- Tak, już, tak. Poproszę dwie zielone herbaty, po łyżeczce cukru – powiedział loczek. Mulat, próbując zachowywać się normalnie, skinął głową i poszedł przygotowywać zamówienie. Jego głowa była całkowicie wypełniona Niallem, więc co z tego, że zapewne trochę przesłodził, albo zrobił kompletnie inne herbaty?
Blondyn usiadł razem z Harrym przy stoliku, a kelner po chwili przyniósł ich zamówienie. Wziął łyka napoju i skrzywił się.
- Koleś przesadził z cukrem, albo mój zmysł smaku szwankuje – powiedział z grymasem. Loczek także upił trochę herbaty. Była zdecydowanie przesłodzona i na pewno nie zielona, ale przemilczał ten komentarz, nie chcąc, aby Niall poszedł na skargę.
- Mogę cię o coś zapytać? – zaczął powoli Niall, a kiedy zobaczył, że Harry skinął głową, kontynuował – To jest twój były chłopak czy coś? Była między wami strasznie dziwna atmosfera.
Loczek na te słowa wypluł prawie całą herbatę z ust. Spojrzał na blondyna szeroko otwartymi oczami, nie dowierzając – Mówisz poważnie? Pomyślałeś, że to mój eks? Nie żartuj – oznajmił loczek.
- To dlaczego tak dziwnie się zachowywaliście? – zapytał podejrzliwie chłopak. Loczek wzruszył ramionami, nie wiedząc co powiedzieć. Przecież nie wyzna mu prawdy, chociaż już tyle razy chciał to zrobić.
- Idę do łazienki, nie tęsknij za bardzo – powiedział blondyn, puszczając oczko do przyjaciela i wstał z krzesła. Kiedy Harry zobaczył, że ten zniknął już za drzwiami, popędził w stronę lady. Zayn zmrużył oczy, kiedy to zauważył, ale za chwilę na jego twarzy zagościł uśmiech. To nie tak, że tęsknił tylko za Niallem. Przecież razem z jego ‘śmiercią’ stracił też innych przyjaciół i to była zdecydowanie jego wina. Bardzo mu ich brakowało, zwłaszcza, kiedy siedział sam w domu i nie miał do kogo otworzyć ust, a towarzystwo Charlesa już mu się znudziło. Właśnie w takich chwilach wychodził do klubu, żeby móc przebywać wśród ludzi. Niestety, po paru minutach przebywania tam, zaczynał nienawidzić wszystkich. Nie potrafili zastąpić mu prawdziwych przyjaciół. Dlatego coraz częściej sięgał po alkohol. Prawdopodobnie po to by zapomnieć. Ale co z tego skoro następnego ranka było jeszcze gorzej? Kiedy ktoś krzywo się na niego spojrzał od razu wszczynał bójki. Wszystko szło za sobą, jak w łańcuchu pokarmowym. Każde zachowanie miało przyczynę i skutek, niestety, zazwyczaj ten negatywny.
- Zayn, pomimo tego, co zrobiłeś, miło cię znowu zobaczyć – powiedział z uśmiechem loczek. Mulat jeszcze bardziej się wyszczerzył.
- Ciebie również, Harry – odpowiedział – I nie tylko ciebie – napomknął ze smutkiem. Stop! Co on powiedział? Pomimo tego co zrobiłeś? –Zaraz, zaraz, co ja zrobiłem? – dodał po chwili wzburzony.
- No wiesz, zniknąłeś z życia Nialla, kiedy zachorował. Rozumiem, że nie mogłeś tego znieść, ale żeby uciekać? Myślałem, że go kochałeś – oznajmił Harry. Zayn patrzył na niego teraz jak na idiotę. On uciekł? Od Nialla? Kochał go? Cholera, on nadal go kocha. Nawet po dwóch latach niewidzenia go! Zanim zdążył coś powiedzieć, zauważył jak blondyn wychodzi z łazienki. Nie wiedząc, co ma zrobić, wręczył Harry’emu talerzyk z ciastem i skinął głową w stronę ich stolika. Loczek od razu zrozumiał, o co chodzi i bez słowa oddalił się od lady.
- Zgłodniałeś? – spytał Niall, kiedy przyjaciel usiadł przy stole. Harry spojrzał na niego zdezorientowany, po chwili zwracając wzrok w miejsce, na które ten patrzył. Ach tak, przecież ma ciasto. Potrząsnął głową.
- Nie, to dla ciebie głodomorze. Widziałem już wcześniej, jak na nie patrzyłeś, śliniąc się. – Uśmiechnął się, podsuwając słodkości bliżej blondyna. Niall wzruszył ramionami i zaczął jeść. Co jak co, ale do jedzenia nie trzeba go namawiać.
- Zostaw mu swój numer na rachunku – powiedział blondyn, kiedy wstawali od stolika, a loczek wyciągał pieniądze z portfela, aby zapłacić.
- Nialler! Coś ty sobie znowu ubzdurał w tej głupiej główce? Nie znam go, nie znałem i nie będę znać. Nie zostawię mu swojego numeru, bo mi się nie podoba. To, że jestem gejem, nie oznacza, że podoba mi się każdy chłopak, którego spotkam! – wybuchnął loczek, rzucając pieniądze na stół, po czym ruszył w stronę drzwi. Niall niewiele myśląc, wpisał szybko na rachunku numer loczka z podpisem ‘H’ i popędził za przyjacielem, aby ten nic nie zauważył.
Niall z Harrym wyszli po niecałej godzinie. Przez cały ten czas Mulat obserwował ich. To co, że blondyn z pewnością to zauważył. Nie miał przecież już nic do stracenia. Kiedy dwójka przyjaciół wyszła za drzwi, chłopak odetchnął, opierając się o ladę i ukrywając twarz w dłoniach. Chyba nie był przygotowany na takie spotkanie. Poszedł pozbierać filiżanki ze stolików. Kiedy podszedł do miejsca, gdzie siedział jego ukochany wraz z loczkiem, zobaczył, że na rachunku wpisany jest czyjś numer. Schował karteczkę do spodni i posprzątał ze stolika.
Kiedy wrócił do domu był wykończony. Niby normalny dzień w pracy, ale emocje związane ze spotkaniem Nialla sprawiły, że czuł się zmęczony, jak po przebiegnięciu pięciu maratonów. Padł na łóżko i od razu zasnął. Rano obudził się w trochę lepszym humorze. Spał ponad dziesięć godziny, nawet nie wiedział, że tyle potrafi. Od jakiegoś czasu nie spał dłużej niż sześć godzin i już zdążył się do tego przyzwyczaić. Jako, że poszedł spać od razu po pracy, czyli o godzinie osiemnastej, teraz zegarek wyświetlam czwartą nad ranem. Na szczęście miał dzisiaj wolne. Po chwili rozmyślania nad tym, co może dzisiaj robić, przypomniał sobie o numerze Harry’ego na rachunku. Było bardzo wcześnie, ale mulat wiedział, że nie wytrzyma nie dzwoniąc do niego i nie da rady poczekać do ludzkiej godziny. Miał tylko nadzieję, że loczek go za to nie zabije. Wystukał na klawiaturze telefonu jego numeru i po chwili wahania nacisnął zieloną słuchawkę. Jeden sygnały, dwa sygnały, trzy.
- Halo? – zapytał znajomy głos. Mulat na sam ten dźwięk się uśmiechnął.
- Harry? – zapytał niepewnie. Po drugiej stronie usłyszał mruknięcie. – Tu Zayn – dodał po chwili. Loczek przez chwilę nie odzywał się, lecz wreszcie westchnął i odpowiedział nadal zaspanym głosem.
- Po pierwsze, dlaczego dzwonisz tak wcześnie? Po drugie, skąd masz mój numer?
Mulat chrząknął. – Zostawiłeś go przecież na rachunku – powiedział.
- Co? Nic nie zostawiałem. – Chwila przerwy. – Kurwa, to zapewne Niall. Ubzdurał sobie, że coś między nami było, albo że mi się podobasz, przez to jak się zachowywaliśmy – dodał.
- Em..okej. Myślałem, że chciałeś się ze mną skontaktować. Ale skoro tak wygląda sprawa, to się nie mieszam – powiedział ze smutkiem Zayn i czekał, aż Harry się rozłączy.
- Nie, czekaj. Pewne, że chcę z tobą porozmawiać. Brakuje mi ciebie, Zee – oznajmił loczek po chwili zastanowienia. – Może spotkamy się jutro? To znaczy dzisiaj, ale jak się wyśpię? – zaproponował. Mulat poszerzył swój uśmiech, oczywiście zgadzając się. Podał chłopakowi adres, pod którym mieszkał, upewniając go, że będzie na niego czekał. Kiedy odłożył słuchawkę, zdał sobie sprawę, że ponowne położenie się do łóżka nie ma sensu. Wiedział, że już nie zaśnie. Dlatego wstał, zapalił papierosa i zrobił sobie mocną kawę. Po zjedzeniu kromki chleba i wypiciu gorącego napoju, zdecydował się posprzątać. Nie mógł przecież przyjąć dawnego przyjaciela w takim bałaganie. Pozbierał śmieci leżące na ziemi i wyrzucił je, po czym zajął się ubraniami, które można było spotkać wszędzie. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, ile tak właściwie miał ubrań i z tego, jak kanapa albo krzesło może idealnie zastępować szafę. Nie wykorzystywaliście jeszcze tego patentu? Koniecznie spróbujcie! Kiedy jego mieszkanie wyglądało, choć trochę reprezentacyjnie, a zegarek wybił godzinę siódmą, Zayn udał się do sklepu. Kupił parę piw, może Harry będzie chciał się napić? Do tego dołożył jeszcze jedzenie. Nie zapomniał o Charlesie. Chciał mu podziękować za to wszystko, co dla niego robił, więc zrobił za niego codzienne zakupy, dołączając do tego prezent od siebie, w postaci przepysznej bombonierki, którą zawsze częstował Mulata. Wracając do domu, przekazał mu sprawunki, po czym wszedł do swojego mieszkania. Była godzina dziewiąta, a on siedział już, jak na szpilkach. Z jednej strony bardzo się cieszył z odwiedzin Harry’ego, lecz z drugiej trochę denerwował. Bardzo długo się nie widzieli, a dodatkowo musiał wytłumaczyć mu, że przecież wcale nie opuścił Nialla. Włączył telewizor i zatracił się w oglądaniu pierwszego lepszego programu. Z zadumy przebudził go dzwonek do drzwi. Spojrzał na zegarek. Była godzina jedenasta, a Harry należał do wielkich śpiochów, dlatego bardzo się zdziwił, kiedy zobaczył przed drzwiami loczka. Stał w progu, uśmiechając się, a w ręce trzymał siatkę z piwem. Mulat posłał mu uśmiech i wpuścił do środka. Zamknął drzwi, a między nimi zapadła niezręczna cisza. Niewiele myśląc, przyciągnął chłopaka do uścisku. Harry początkowo był zaskoczony tym gestem, ale po chwili wtulił się w ciało Zayna.
- Tak bardzo tęskniłem, Zee – wyszeptał. Kiedy odsunęli się od siebie, Mulat nakazał mu wejść do środka.
- Przyniosłem piwo? Nie wiedziałem co wziąć, dlatego taki wybór. Chociaż w sumie jest chyba za wcześnie na picie, prawda? – powiedział niepewnie loczek, siadając na kanapie. - Właściwie, co ja pieprzę. Nie widzieliśmy się od ilu? Od dwóch lat! Możemy się napić nawet o 11! – dodał po chwili. Zayn uśmiechnął się i wyciągnął z siatki dwa piwa. Jedno postawił przed Harry’m, a drugie wziął do ręki i otworzył, po czym upił łyk napoju. Między nimi zapadła chwila cisza. Choć nie była ona niezręczna, Mulat chciał wreszcie przejść do rzeczy i wyjaśnić pewną kwestię.
- Powiedziałeś mi, że zostawiłem Nialla… – oznajmił powoli. – Przecież cholera, wiesz że bym tego nie zrobił! Kochałem go, kurwa, nadal go kocham całym sercem. Powiem ci co naprawdę się stało, ale nie przerywaj mi, dobrze? Potem zdecydujesz, w którą wersję uwierzysz – powiedział Zayn, przyglądając się zielonookiemu chłopakowi. Kiedy zobaczył, że ten skinął głową, Zayn zaczął swoją opowieść. Mówił mu o tym, jak codziennie odwiedzał blondyna w szpitalu, chociaż był pewny, że Harry o tym wiedział. Przecież często chodzili tam razem. Pomijając nieistotne szczegóły, przeszedł do dnia, kiedy matka Nialla powiedziała mu, że jej syn nie żyje. Opisał swoje każde najmniejsze uczucie, które w nim wtedy siedziało. Złość, smutek, gniew i rozpacz. Nie wnikał w detale, dotyczące tego, jak coraz bardziej się staczał, pominął także fakt, że praktycznie codziennie nachodziła go policja, to było nieistotne. Harry słuchał jego opowieści, tylko co jakiś czas przytakując, żeby mulat wiedział, iż go słucha. Zayn nie wiedział, co roi się w głowie loczka. Siedział cicho, analizując każdą informację, którą przekazał mu mulat.
- A wczoraj, spotkałem go po raz pierwszy, mogąc posłuchać jego głosu i spojrzeć mu w oczy – dokończył Zayn, po czym wpił duszkiem resztę piwa, jakby chciał się przygotować na odpowiedź Harry’ego. Loczek przez chwilę siedział w ciszy, zastanawiając się, co odpowiedzieć. Przecież matka Nialla nigdy nie pałała nienawiścią do innych ludzi. Wprawdzie może i miała delikatne uprzedzenia, co do homoseksualizmu syna, ale żeby zrobić coś takiego? To nie mieściło się mu w głowie. Jak można być ta okrutnym człowiekiem?
- Nie mogę uwierzyć, że to zrobiła – powiedział, potrząsając głową. – Przecież to jej syn, był z tobą szczęśliwym! Jak mogła go tak oszukać… i ciebie? – mówił dalej.
- Też byłem zaskoczony. Powiesz mi, jaką historię zmyśliła, że myślałeś, iż uciekłem? – zapytał powoli Zayn. Loczek wzruszył ramionami.
- Nie wysiliła się, jak w twoim przypadku – prychnął. – Powiedziała tylko, że przyszedłeś do niej i oznajmiłeś, iż już tego nie wytrzymujesz i chcesz uciec.
Zayn pokręcił głową, niedowierzając. – Czyli wierzysz mi? – zapytał niepewnie. Harry zachichotał i upił trochę piwa.
- Naprawdę o to pytasz? Jesteśmy przyjaciółmi. Jak mógłbym ci nie uwierzyć? – powiedział loczek. Mulat uśmiechnął się na to stwierdzenie. Spędzili kolejną godzinę, rozmawiając o tym, co ich ominęło, nie będąc w kontakcie. Zayn opowiedział mu o swoich problemach z policją, lecz zapewnił, iż wyszedł już na prostą. Harry wyznał mu, że zakochał się w pewnym chłopaku o imieniu Liam i dzięki niemu dowiedział się, że jest gejem. Albo biseksualistą, ale do tego jeszcze nie do końca doszedł.
- Co zamierzasz teraz zrobić? – zapytał loczek, kończąc trzecie piwo. Zayn nic nie odpowiedział, bo faktycznie nie miał pojęcia. Co ma zrobić? Pójść do Nialla i powiedzieć mu całą prawdę?
- Wysłałem mu jakiś czas temu list, ale nie odpowiedział na niego. Opowiedziałem tam naszą historię, nie mówiąc oczywiście, kto jest kim, użyłem innych imion – powiedział Zayn. Loczek zamyślił się na chwilę.
- To ty napisałeś ten list?! Niall przeczytał go, ale jego matka go znalazła i wyrzuciła zanim zdążył odpisać. Niezła afera się z tego zrobiła. Ale w końcu oboje o tym zapomnieli – powiedział Harry. Na chwile zapadła między nimi cisza. – Wiem! – krzyknął lokaty przyjaciel. – Napisz do niego kolejny list! – powiedział z błyskiem w oku.
- Nie, to nie ma sensu – powiedział Zayn. – Z resztą co mu napiszę? Trzeba wymyślić coś lepszego, przecież nie mogę pojawić się tak po prostu przed jego drzwiami i powiedzieć całą prawdę. Mógłby nie uwierzyć, znienawidzić mnie. Straciłbym go na zawsze – dodał chłopak. Dwójka przyjaciół siedziała kolejną godzinę w mieszkaniu Zayna, myśląc nad tym, jak rozwiązać tę sprawę. Z ich ust wyszły już chyba wszystkie możliwe alternatywy, a nic nie wydawało się być odpowiednie.
- Może po prostu rozkochaj go w sobie ponownie?
Dwa tygodnie później, Zayn i Harry wcielili swój plan w życie. Cel, pt ‘Rozkochać Nialla na nowo w Zaynie bez przejmowania się, czy ktoś będzie miał coś przeciwko’ polegał na…cóż, rozkochaniu Nialla na nowo w Zaynie. Zadaniem Harry’ego było przyprowadzenie blondyna do kawiarni, w której pracował Zayn. Tak też się stało. Blondyn wraz z loczkiem przechodzili właśnie przez próg kawiarni, a Zaynowi zaczęły się pocić ręce. Co jeżeli powie coś źle? Albo Niall odbierze go w zły sposób? Chłopak miał mętlik w głowie i nic nie mógł na to poradzić. A zbliżająca się dwójka chłopaków tego nie ułatwiała. Mimo wszystko, jego uśmiech rozszerzył się na widok rozpromienionego loczka. Harry przytulił go na powitanie, po czym odezwał się.
- Niall, to Zayn. Zayn poznaj Nialla – powiedział, a dwójka ‘nieznajomych’ podała sobie ręce.
- Wiedziałem, że ci się podoba! – krzyknął blondyn do przyjaciela, nie zważając na to, że mulat stoi obok nich. Loczek zaśmiał się i pokręcił głową.
- Jesteś takim głupkiem. Ale dobrze, wytłumaczymy ci wszystko przy stole – odparł Harry. – Masz już przerwę? – tym razem zwrócił się do Zayna, który był wpatrzony w Nialla jak w obrazek. Opalony chłopak chrząknął w zakłopotaniu, kiedy zobaczył, że dwie pary oczu wpatrują się w niego, oczekując odpowiedzi.
- Tak, zrobię tylko dla nas coś do picia i do was dołączę, usiądźcie gdzieś. – Chłopak posłał uśmiech Niallowi i poszedł przygotowywać napoje. Po chwili zajął krzesło obok Harry’ego, podstawiając chłopakom pod nos gorącą, zieloną herbatę, upijając trochę napoju
- Mam nadzieję, że tym razem nie przesłodziłeś – zażartował blondyn. – Mmmm, pyszna. Zdecydowanie lepsza niż ostatnim razem – wyszczerzył się do mulata.
Chłopcy spędzili w kawiarni niecałe dwie godziny. Na szczęście, Louis zgodził się zastąpić przez ten czas Zayna. Cała trójka śmiała się, żartowała. Mulat i Harry wspominali swoje stare historie, o których blondyn nieraz wcześniej słyszał, lub sam w nich uczestniczył, a tego nie pamięta. Wyjaśnili mu także, dlaczego wcześniej tak dziwnie się zachowywali. Zayn był wniebowzięty tym spotkaniem. Wiedział, że zyskał sympatię u Nialla. Widział to w jego oczach. Czuł się jakby te dwa lata nigdy się nie wydarzyły. Czul ze odzyskał swój cel w życiu. Odzyskał swoja iskierkę, która nakłaniała go, aby codziennie stawał się lepszy i stawiał czoła przeciwnościom losu. Mógł wreszcie odzyskać spokój i odetchnąć pełną piersią. Może jeszcze Niall nie zakochał się w nim, ale wiedział ze wcześniej czy później to nastąpi. W końcu miłość od tak nie wygasa, prawda?
Jeszcze będziesz mój, Niallu Horanie.
"Światło jest nietrwałe, gaśnie na wietrze, zapala się od błyskawicy, trudno je uchwycić, niczym promień słońca - a jednak warto o nie walczyć." - Paulo Coelho
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz