niedziela, 24 listopada 2013

48

Cała czwórka razem ze swoim gorącym, tłustym, dopiero co dostarczonym chińskim jedzeniem znajdowała się w mieszkaniu Zayna. Zayn i Liam leżeli na sofie, Niall siedział na ziemi, a Louis okupywał- raczej niezbyt komfortowy –fotel, jedząc swój posiłek. Chłopaki zawsze dzielili się porcjami, jakie zamówili, co uznali po prostu za bardziej wydajne, ponieważ na przykład Liamowi jeszcze nigdy nie udało się samemu skończyć całego. Tym razem zamówili naprawdę dużo jednak, choć wiedzieli, że nie zjedzą wszystkiego to serce Louisa podskakiwało z momentem, kiedy srebrny papierek został odrywany od plastikowego opakowania z jedzeniem. Boże ono wyglądało tak wspaniale.

Louis miał powód do bycia tak głodnym. No dobra przynajmniej w pewnym sensie. Wstał późno, więc nie miał czasu, aby zjeść porządne śniadanie i nie spóźnić się na lekcję baletu jednocześnie nie zawodząc pana Harbour. Oczywiście ze swoimi wspaniałymi ruchami bardzo szybko powróciłby do jego łask jednak wolał tego nie robić.

Młody tancerz był szczęśliwy, że nauczyciel nie karze zostać mu dodatkowe pół godziny po lekcjach, ponieważ to oznaczałoby mniej czasu spędzonego z Harrym. To nie było tak, że jakoś specjalnie organizowali sobie wspólny czas. Po prostu spędzali go w pokoju z pianinem, co było lepsze od myśli o tym, że mogliby w tym czasie robić coś ekstrawaganckiego. Najważniejsza jest prostota. Louis nigdy nie potrzebował robić z Harrym niczego niezwykłego. Wystarczyło mu pianino w pokoju i myśl o tym że mogą tam spędzić razem tyle czasu ile tylko będą chcieli. Harry był zachwycony, że może wyżyć się na tym wspaniałym instrumencie, a Louis był zachwycony tym, że mógłby po prostu siedzieć koło niego i przyglądać się na to jak wspaniale wygląda, gdy jest szczęśliwy.

Więc robili głównie to: grali na pianinie. No dobra, Harry grał na pianinie a Louis mu się przyglądał raz na jakiś czas się dołączając. O i jeszcze kradnąc buziaka pomiędzy piosenkami. I to była cała jego aktywność.

W jakiś sposób, kiedy nie robili niczego ciekawego a jedynie znajdowali się obok siebie czas zlatywał im niesamowicie szybko. Zaraz po tym powolnym pocałunku, który trwał dłużej niż ich poprzednie, pocałunku, po którym Harry zarumienił się niesamowicie- w zmieszaniu, pożądaniu lub w zachwycie- Louis popatrzył na swój zegarek.

Nie było późno jednak Louis był spóźniony. Był umówiony na spotkanie z Zaynem, Liamem i Niallem w parku na mecz piłki nożnej z kilkoma znajomymi, a potem mieli razem iść do mieszkania i zamówić jakieś jedzenie.

Wszystko to miało mieć miejsce jakąś godzinę temu, prawdopodobnie wtedy, kiedy Louis wpadł w trans obserwowania emocji na twarzy Harrego, kiedy ten grał na pianinie. Ale tak naprawdę, kto może winić Louisa? Wszystkie kawałki które grał Harry były takie hipnotyzujące, szczególnie dla starszego chłopaka. Może działo się tak, ponieważ Louis był zauroczony chłopakiem, który sprawiał, że wszystko co robił było perfekcyjne, jednak to i tak nie zmieniało faktu, że nie istniała ani jedna oprócz niego osoba przy której straciłby poczucie czasu. Louisowi ciężko było powstrzymać się przed wycałowaniem z dumą jego palców.

W tym swoim transie Louis zignorował wibrację swojego telefonu. Kiedy sprawdził, kto tak się od niego dobija zauważył, że ma pięć nieodebranych wiadomości. Na szczęście chłopaki nie zdenerwowali się zbytnio, że o nich zapomniał. Po prostu tacy już byli. Jeżeli się spóźniłeś to się spóźniłeś. „Pierdoli ich to” jakby to brzydko powiedział Zayn.

I to właśnie dlatego zawsze się spóźniał.

Więc Louis rozdzielił się z Harrym pocałunkiem i przeczesaniem palcami włosów. Zostawił go z rumieńcami, czerwonymi ustami i uśmiechem na twarzy, jednak to była nierozłączna część ich pożegnań, po czym udał się do trzech chłopaków których nazywał swoimi najlepszymi przyjaciółmi.


Z tłustym jedzeniem na poszczerbionym talerzu, Louis siedział w pokoju, starając się skoncentrować na przełykaniu niezdrowego jedzenia. Rozmowa polegała raczej na przypadkowo wypowiedzianych słowach. Nagle Niall wybuchł głośnym śmiechem wypluwając z ust pogryziony już ryż. a wszyscy odsunęli się od niego w obrzydzeniu.

Kończyli już jedzenie, kiedy Niall znowu zaczął się śmiać. Wszystkie głowy odwróciły się w jego kierunku. Louis również zachichotał, kiedy popatrzył jak Niall odkłada talerz z jedzeniem i chwyta puszkę Coli nadal nie mogąc opanować śmiechu.

-Co ci się dzieje stary?- Zayn powiedział z konsternacją.

-Ja tylko- Niall pisnął zanim znowu zachichotał. – Ja… pamiętacie jak podczas dzisiejszej gry, kiedy Li wskoczył przez przypadek na jakąś babcię a jego twarz- przepraszam, przepraszam muszę się uspokoić- Niall powiedział, przeszkadzając sobie kolejną dawką śmiechu. Zayn załapał, o czym myślał Niall i dołączy się do niego w tych powalającym śmiechu. Liam zarumienił się, ale tylko i wyłącznie, dlatego, że starał się powstrzymać śmiech.

-Co się stało? – Louis zapytał zmieszany. Nie czuł się źle z tym, że nie wiedział, o co chodzi jego najlepszym przyjaciołom. Był bardziej zaintrygowany.

-Liam kopnął piłkę. Zrobił zamach, który sprawił, że przewrócił się i przeleciał przez boisko aż do babci, która znajdowała się na jego końcu. I jakby to powiedzieć jego głowa była na tym samym poziomie co jej- jak to nazwać?- krocze? A mój Boże, ale wyraz jego twarzy był wspaniały.

Louis śmiał się kiedy sobie to wyobraził, na co Liam szturchnął go.

-Powinieneś przyjść. Było fajnie. – Zayn powiedział do Louisa, kiedy znowu usiedli z głupkowatym uśmiechem na twarzy.

Louis jęknął:- Ja-ja wiem, ja tylko… nie dałem rady, to wszystko. Trochę zagubiłem się w czasie.

Niall uśmiechnął się- To co ty robiłeś? Znaczy nie jestem zły, że nie przyszedłeś, ale po prostu jestem ciekawy.

Oczywiste, że wszystko nie mogło zostać w ukryciu za długo. Nikt nie zapytał go o to gdzie był od momentu dołączenia do nich, przez co poczuł dużą ulgę. Jednak teraz wszystko spaliło się na panewce prze jedno proste pytanie Nialla.

Wydaje wam się, że po tym wypadku w parku Louis był już w stanie normalnie wypowiadać imię Harrego przed chłopakami, jednak to nie było proste. Wiele razy myślał jakby to było powiedzieć imię chłopaka na głos. Wyobrażał sobie jak imię wyślizguje się z jego języka, jednak z jakiegoś powodu zrobienie tego nie było takie łatwe. Wraz z opiekowaniem się jego imieniem jak jakimś najdroższym szmaragdem na ziemi przez tak długi czas przywyknął również do tego, że nie może pozwolić na to by przedostało się ono przez jego zaciśnięte zęby. Powiedzenie wszystkiego wydawało się bardzo ryzykowne.

-Poczekaj- byłeś z tym facetem, który nie mówi? –Liam pomyślał na głos. Jego ton nie był ani oskarżycielski ani protekcjonalny. W jakiś sposób brzmiał jakby wszystko wypowiedział bez emocji a to spowodowało, że wszystko wydawało się jeszcze gorsze. Czy on sądził go przez spokojny ton głosu? Zauważył, że głowy pozostałych dwóch chłopaków również się odwracają w jego kierunku jednak on sam zignorował to. Zamiast tego skupił się na oglądaniu telewizji która rzucała kolorowe światła na pokój i wypełniała go cichymi pomrukami. Nagle stała się ona wybawieniem dla Louisa

-Ja-ja byłem tylko… znaczy… yeh

Podświadomie, wzrok Louisa oderwał się od telewizora i znalazł się na talerzu na jego kolanach. Jego palce zaczęły bawić się nim, po czym wziął w rękę widelec i zaczął rozgrzebywać kawałki i ryżu i kurczaka.

Dlaczego tak zareagował? Dlaczego schował się w muszli kiedy już miał do wszystkiego się przyznać? Dlaczego nie mógł powiedzieć „tak byłem” od razu bez zawahania?

Powinien to z siebie wyrzucić. Powinien potrafić opowiedzieć o ich przyjaźni jakby była to najprostsza rzecz na świecie. Jednak w jakiś sposób nie potrafił i nienawidził się za to bardziej niż można sobie to wyobrazić. Nie wstydził się przecież ich znajomości. Możliwe, że był trochę uprzedzony do tego, jaka może być reakcja jego przyjaciół. To było jak jakaś niewypowiedziana zasada, że lepiej nie mówić imienia Harry na głos podczas ich wspólnej rozmowy, ponieważ nie będą oni szczęśliwi. Jednak jakby chciał mógłby o nim mówić. Co było z nim nie tak?

Na kilka minut zapanowała cisza. Wszyscy nad czymś myśleli. Louis nie odważył się oderwać wzroku od swojego talerza, ze strachu lub wstydu. Tego nie był pewien. ( Wstydu przez nie do końca pełną odpowiedź, a strachu o Harrego)

Zayn oczywiście był Zaynem i pierwszy przerwał ciszę, która przesiąkła pokój.

-Musisz powiedzieć nam, co się dzieje ponieważ z tego co pamiętam nie chcesz abyśmy się od ciebie odsunęli i nie chcesz nas spławić.

-Oczywiście że tego nie chcę!- Louis wyjaśnił bez zastanowienia patrząc na Zayna- Po prostu straciłem poczucie czasu. Nie chciałem tego. I to nie było nawet nic ważnego. Zwykły mecz piłki nożnej. Normalnie tak bardzo się nie przejmujecie. Dlaczego teraz wam to przeszkadza?- Oczy Zayna zwężyły się.

-Przejmuję się, ponieważ teraz to ma coś wspólnego z tym pieprzonym niem-

Liam przeszkodził Zaynowi- Zayn powiedzieliśmy sobie, że nie będziemy tego mówić, prawda?

Chłopak z kruczymi włosami wkurzony burknął, przejeżdżając ręką po twarzy we frustracji. – Popatrz stary. Po prostu nie rozumiem jak możesz spędzać cały swój czas z nim, kiedy dokładnie wiemy że to nie jest nic na poważnie?

-Nie spędzam z nim całego swojego czasu… –Louis powiedział zrezygnowany odkładając talerz na ziemię i biorąc w ręce poduszkę, która na niej była.

-Dobrze. Ale to jest trochę zastanawiające, kiedy spędzasz tek dużo czasu z dala od nas tak jakbyś spędzał go z chło- Oczy Zayna poszerzyły się, jego szczęka otworzyła się. Louis obserwował go z ciekawością głęboko oddychając. – Powiedz mi Lou. Masz jakiegoś sekretnego chłopaka, o którym nie chcesz nam powiedzieć?- Oczy Zayna były oskarżycielskie i protekcjonalne.

Mózg Louisa zablokował się. Czuł jak jego ciało zamarza.

Fakt, że jego ciało zdrętwiało był tylko jednym z tych, które denerwowały Louisa. To, że jego ciało poddało się na myśl o tym, że może mieć chłopaka, że może powiedzieć o nim wszystkim, budził frustrację w jego żyłach. Nie był zawstydzony. Cholera to dlaczego jego ciało zachowywało się jakby był?

Mógł to zrobić. Mógł powiedzieć, że wszystko w porządku. Mógł powiedzieć im o Harrym. Chciał, trzymając jego rękę, pozwolić chłopakom poznać go. Może to zmieniłoby jakoś ich myślenie. Krótkie tak, a wszytko się zmieni. Potem zapytają go o imię, a on powie Harry. Uśmiechnie się jak zawsze kiedy wspomina o Harrym. Kąciki ust się podniosą, a może nawet na policzkach zamieszka rumieniec. Zapytają go dlaczego, dlaczego akurat chłopak który nie mówi. Louis powie im, że nie zrozumieją tego, ale że lubi go i że będzie przy nim tak długo jak tylko mu na to pozwoli. Dla niego brak głosu nie robił różnicy, ponieważ Harry potrafił sobie z tym poradzić. Powiedziałby to wszystko z dumą. Ponieważ był taki dumny z siebie, że znalazł kogoś tak wspaniałego jak Harry.

-N-nie.

Poczekaj co?

Louis wyrzucił to słowo z siebie nie rozmyślając nawet co mówi. Wiedział, że jego twarz teraz pokryta jest paniką a wewnątrz wcale nie czuł się lepiej.

Jak to w ogóle wydostało się z jego gardła? Nie miało tak być. Miał powiedzieć TAK. Musiał powiedzieć tak. Wszystko, co chciał zrobić to wykrzyczeć, że jest w związku i powiedzieć wszystkim, że jest w nim z najwspanialszym chłopakiem, jakiego kiedykolwiek widział. Ale z jakiegoś niewiadomego powodu jego głos miał inny pomysł. Pomyślał, że powiedzenie, że jest z Harrym w związku nie było żadną z opcji.

Jeżeli by to powiedział wszystko byłoby jasne, cała ta szopka skończyłaby się. Nie musiał by się ukrywać jak do tej pory.

-Naprawdę Lou? Uważasz, że w to uwierzę? – Zayn powiedział sceptycznie.-Masz chłopaka?

Teraz ma szanse. Teraz Louis może powiedzieć dlaczego wcześniej zachowywał się jak dupek i że ma kogoś kto jest dla niego wyjątkowy.

-Nie. Nie mam.

W porządku. Może nie do końca o to chodziło, ale technicznie to równie dobrze mógł odpowiedzieć na pierwsze pytanie Zayna o to czy uważa, że mu uwierzy. Zayn znał Louisa doskonale, więc oczywiste było to, że nie przypuszczał nawet, że mu uwierzy, a konkretniej to nie chciał, żeby mu wierzył.

-Nie, że nie uważasz, że ci uwierzę czy nie, że nie masz chłopaka?

-Ja nie…- dawaj Louis, powiedz to wreszcie do cholery-…mam chłopaka.

Louis dzieliły milimetry od przywalenia sobie w twarz. Jego usta mówiły coś zupełnie innego niż myślał umysł. Louis chciał wręcz wykrzyczeć, że ma chłopaka. Nie wstydził się przecież Harrego, ale z jakiegoś powodu bał się powiedzieć to na głos. A wszystko przez te głupie usta które zaczęły żyć własnym życiem w najmniej odpowiednim momencie.

-Mój Boże, Lou. Czy ty nie rozumiesz, że potrafię czytać cię jak pieprzoną książkę? Okłamujesz mnie. Powiedz po prostu że masz tego cholernego faceta!

Louis zauważył, że Zayn zaczyna się denerwować. Kurwa, Louis tak samo się denerwował na siebie. Każdy cal jego ciała był tym poruszony, jednak jego głos na przekór wszystkiemu wypiszczał krótkie ‘nie’. Osunął się na krześle tak, że jego ramiona znajdowały się na poziomie oparć od niego a nogi wtulił w swoją klatkę piersiową. Mógł poczuć ten ogień, który palił się w jego głowie, swędzenie, które spowodowane było tym jak bardzo był na siebie zły. Nie mógł tego powstrzymać i nie wiedział, dlaczego. Przyczyną nie był alkohol. Więc o co chodziło?

Strach? Ale czy strach był w stanie aż tak bardzo działać na człowieka? Alkohol był ogłupiaczem a strach tylko emocją. Prawda?

Louis podniósł wzrok na Zayna, który zbliżał się do niego po czym pochylił się nad nim.

-Jak ma na imię, Louis? – Głos Zayna był spokojny, naturalnie trochę ostry, ale nie przerażający. Poważny, to było najbardziej pasujące słowo. Nie było w nim jakiejś dużej delikatności, ale nie był też agresywny.

-Nie powiem ci…- Louis wymruczał.

-Tylko powiedz- czekaj czyli mówisz że jednak ktoś jest?

-Ja..n-n-…ta-…ja

-Kurwa Lou. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi przez całe nasze życie. Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć?- Louis popatrzał w oczy Zayna. Nie chciał łączyć swoich błękitnych tęczówek z piwnymi Zayna, jednak jakoś same do nich popłynęły. Były delikatne, ale nie zranione.

-Ja- ja wiem, jesteś moim bratem, Zayn- Louis uciekł wzrokiem od Zayna i skupił się na ścianie za nim która była cała w ich wspólnych zdjęciach.

-Więc powiedz mi jego imię!

Bez zawahania Louis wypowiedział krótkie – Aiden Grimshaw!

Zayna zatkało- Aiden Grimshaw? Spotykasz się z Aidenem Grimshawem?

Louis siedział jak wryty z powodu tego co powiedział. Aiden Grimshaw ma być jego chłopakiem. Aiden Grimshaw.

Popatrzał na zdjęcie kiedy z przed jego oczu powoli znikała mgła. Zdjęcie przedstawiało Louisa, którego ręka przerzucona była przez ramię Aidena. Na jego twarzy widniał pijany uśmiech, dokładnie taki sam jak twarzy drugiego. Błysk aparatu rozświetlił ich skóry, co trochę zmieniło chłopaków. Tło było całkowicie czarne. To nie było jedno z tych zdjęć, na których Louis wyszedł najlepiej, ale i tak było wystarczająco dobre by Niall mógł umieścić je na „Ścianie Przyjaciół”.

Aiden był… dziwny. Był z jednej strony przyjazny, ale trudny do zrozumienia z drugiej. Wesołość i sarkazm nie do końca odzwierciedlały jego poczucie humoru. Potrafił być głośny, szczególnie kiedy był pijany, co zdarzało mu się dość często. Posiadał coś takiego jak cicha popularność. Był kimś kto miał wielu przyjaciół, ale nigdy nie chciał zostać ikoną swojej klasy. Jego drugie imię to „czarny koń”, jednak kiedy popatrzysz na Aidena to ten czarny z pewnością musisz zamienić na jasnyipełenradości.

Był atrakcyjny. Był wysoki i szczupły, a jego grzywka, która zawsze podniesiona była do góry była dwa razy dłuższa od grzywki Louisa. Miał jasne błyszczące oczy, które normalnie zasłonięte były przez okulary z czarnymi oprawkami. Zawsze ujawniały one wszystkie jego uczucia w momentach, kiedy robił się, choć odrobinę emocjonalny. To dziwne, że Matt nie zauważył tego wcześniej.

Mówiąc o Matt’cie, to przez niego Louis odnalazł drogę do ust Aidena. Ta dwójka znała się ze sobą od momentu aż zaczęły się studia, ale nigdy nie byli ze sobą blisko. Aiden studiował Produkcję i Nagrywanie, więc Louis nie spotykał go w szkole, a jedynie poza nią.

Imprezy były głównym miejscem ich spotkań. Na jakąkolwiek imprezę zaproszony był Louis, Aiden zawsze tam był. Po tym jak zauważyli się kilkukrotnie w przypadkowych sytuacjach w końcu ostatecznie spotkali się razem grając wspólnie w piwnego ping ponga.

Więc ich przyjaźń trwała jakiś rok lub troszkę więcej, a więź pomiędzy nimi nie malała a stawała się większa za każdym razem kiedy się spotykali.

Jednak potem pojawił się Matt. Matt Cardle ze swoimi kurewsko perfekcyjnymi zębami, które były aż tak perfekcyjne, że Louis nie wierzył, że naprawdę istnieją.

Ich spotkania na głośnych imprezach zmieniały się w szloch party*, na których Aiden użalał się nad tym jak wspaniały jest starszy chłopak i jak zdesperowany jest żeby powiedzieć dziwacznemu chłopakowi, że jest intensywnie w nim zakochany. Po jakiś siedmiu takich spotkaniach Louis zdecydował, że to zakończy. Porozmawiał z Aidenem- dzięki Bogu bez kolejnych wylanych przez niego łez- i powiedział mu, że wymyśli plan jak wygrać dla niego Matta. Chłopak dał mu półtorej tygodnia żeby podzielić się z nim najlepszym z możliwych pomysłów.

Zazdrość. Była ona wszystkim czego Aiden potrzebował.

Więc w jakiś dziwny sposób (głównie przez te szczenięce oczy Aidena) Louis Tomlinson zgodził się zostać udawanym chłopakiem Aidena Grimshawa.

Powiedział chłopakom o tym pomyśle, na co Liam powiedział, że to najgłupszy pomysł, o jakim słyszał. Zayn nie komentował tego wcale a jedyne co powiedział to żeby robił co kurwa chce. Dokuczał mu trochę przez kolejne tygodnie ich ‘związku’. Niall tylko śmiał się uważając, że cała sytuacja jest dość zabawna. Wyjaśnił, że teraz będzie się na każdym kroku upewniał czy Louis daje Aidenowi tak wiele ‘całusów’ jak tylko może. To nie było tak, że Louis nie lubił Aidena. Po prostu nie był nim zainteresowany. Oczywiste było to, że był gejem, a Aiden był przystojny, jednak przyjaźnił się z nim i to sprawiało, że całowanie go było jedną z najdziwniejszych rzeczy w jego życiu.

Jednak wszystko działało jak należy. Matt zrobił się zazdrosny po półtorej miesiąca i zaczął patrzeć na Louisa z pogardą. Cała ta sprawa doprowadziła nawet do tego, że Matt przeprowadził z Aidenem rozmowę, w której powiedział: „Louis nie jest dla ciebie odpowiedni i nie pasuje do ciebie charakterem. Jesteście jak kreda i ser. Ty jesteś spokojny on jest dziki. Ty jesteś nieprzewidywalny on jest dziwny. Ty jesteś opanowany on jest wariatem.”. Na szczęście Aiden powstrzymał go w momencie, kiedy ten zaczął mówić o tym, że Louis jest jak Chihuahua a Aiden jak Great Dane-, jeżeli o to chodzi, to Louis zbytnio nie myślał nad tym.

Nie będziemy zagłębiać się w fakt, że Matt zabrał Aidena na wycieczkę dookoła świata, żeby wypromować swoją muzykę i również nie będziemy zagłębiać się w to, że Louis dowiedział się, że to już koniec przypadkowego seksu z chłopakiem. Podsumowując, Louis i Aiden mają jakąś wspólną historię, a już tylko w rękach Louisa leży czy powtórzy się ona.

To nie miało tak się potoczyć. Louis nie chciał powiedzieć tego imienia. Chciał powiedzieć Harry, Harry Styles. Harry Edward Styles. Harry Wspaniały Edward Styles. Harry Wyjątkowy Wspaniały Edward Styles. Harry Seksow- Okej chyba wiecie o co chodzi.

W rzeczywistości Louis na początku chciał powiedzieć ‘tak’. Mógł zdecydowanie powiedzieć, że czuł w tamtym momencie jak żal wypełnia jego serce, jak jego gardło robi się coraz bardziej ciasne, a oddechy coraz płytsze. To zawsze mówiło mu, że zrobił coś głupiego. Poczuł jak w jego uszach rozpala się płomień, który dostaje się przez nie do żył zamieniając się w nich w pożar. Żar dostał się do jego mózgu po czym rozchodził się po jego obszarze do momentu, aż nie został ogarnięty całkowicie winą za to co zrobił.

To było chore. To co zrobił było odrażające, bez honoru, poniżające- i każde inne słowo jakie pasowało do tego jak głupio się zachował. Teraz zastanawiał się nad tym co dzieje się z jego ciałem i nad tym jak coś takiego mogło mu w ogóle przyjść na myśl. Nie chciał na razie myśleć o konsekwencjach. Myśl o nich powodowała lawę w żołądku Louisa.

Louis nie rozmawiał z Aidenem przynajmniej z miesiąc; jak w ogóle udało mu się przekonać chłopaków do tego, że się spotykają jak nawet nie wiedział co u niego?

-To nie on był tym z którym udawałeś że jesteś w związku? –Liam powiedział ze zmarszczonym czołem.

Udawany związek. Udawany. To wszystko było udawane. Jego chłopak- ten wymyślony oczywiście – był udawany. Myśleli, że umawia się z kimś, z kim udawał, że był w zeszłym roku. To było udawane wtedy i jest teraz. Ale tego nie wiedzą. Louis nie lubi Aidena, a on nie lubił Louisa. Jak w ogóle uwierzyli w ogóle że mogą ze sobą kręcić?

To było oczywiste.. Jeżeli Louis miałby większe problemy z powiedzeniem, że to on na pewno nie dali by sobie tak łatwo zamieszać w głowach. A dodając do tego fakt, że jeszcze kiedyś byli razem w dawanym związku. To było oczywiste, że każde jego słowo to kłamstwo… prawda?

-O mój Boże. Kocham Aidena! Gratuluje Lou!- Niall wykrzyczał wstając z miejsca podchodząc do Louisa z szerokim uśmiechem na twarzy.

Jednak nie było to tak oczywiste.

Louis obrócił się aby schować swoją twarzy w dłoniach i wtulił kolana we własną klatkę piersiową. Był zdenerwowany. To nie miało tak być. Przez te kilka sekund, kiedy leżeli nie odzywając się i jednocześnie analizując odpowiedź Louisa, chłopak zdał sobie sprawę, że nawet, jeżeli powiedział złe imię ( dokładnie jak Ross z Przyjaciół) nadal ma szansę jakoś z tego wybrnąć. Musiał znaleźć drogę ewakuacji. Musiał znaleźć jakiś plan żeby się uratować. Chłopaki zorientują się, że to nie może być prawda i wszystko pójdzie dobrze. Powie im że chodziło o Harrego, a chłopaki będą zszokowani, ale szczęśliwi razem z nim, ponieważ on był szczęśliwy z Harrym.

Tak się nie stało, oczywiście.

Nieświadomie Louis zaczął mruczeć do siebie krótkie „nie”. Jego usta wypowiadały to co nakazał im rozum, karząc go za to, że zniszczył właśnie to wszystko co budował.

Poczuł jak na jego plecach pomiędzy łopatkami spoczywa ręka. – Hej, Lou, co się stało? To dobrze nieprawda?- Głos Zayna był spokojny i uspokajający. Zayn był tym, który najlepiej odgrywał rolę brata. Kiedy tylko chciał potrafił być najlepszym człowiekiem w rozluźnianiu Louisa. Martwił się o niego bardziej niż ktokolwiek inny w świecie- oczywiście pomijając jego rodzinę- i Louis czuł to samo w drugą stronę. Zrobili by dla siebie wszystko.

-Nie chciałem tego powiedzieć. Nie to nie miało tak być. Kurwa.- Louis powiedział zdenerwowany.

-O proszę cię. Aiden jest wspaniałym facetem. Przecież wiesz, że go lubimy. Nie martw się.

-Nie chciałem tego powiedzieć, kurwa, nie powinienem. Nie o to chodziło.- Louis wiedział że brzmi wariat. Wypowiadał przypadkowe słowa, które akurat w tym momencie przyniosła mu na język ślina. Wszystkie te słowa wypowiedziane zostały tylko w jego głowie i za żadne skarby nie powinny być wypowiedziane głośno. Może jeżeli byłby sam. Wtedy mógłby ukarać się jakoś za to i wykrzyczeć, że jest idiotą, jednak na pewno nie powinien robić tego dokładnie przed główną przyczyną jego problemu. Ale czy na pewno było to aż tak złe, że wypowiedział to wszystko na głos? Nie lepiej byłoby powiedzieć już teraz, że to, co powiedział wcześniej było kłamstwem?

To było skomplikowane zbyt skomplikowane.

-Powiedzieć co?

-Powiedzieć jego imię- Louis powiedział szybko, jego ręce nadal zakrywały twarz.

Kciuk Zayna zataczał okręgi na jego plecach starając się go jakoś rozluźnić. –Dlaczego nie?

-Po-ponieważ to nie tak. Nie powinienem. To jest niewłaściwe. To nie- Louis już miał powiedzieć że to nie on. Że ktoś inny. Ktoś kto ma na imię Harry, nie Aiden. Imiona się nie zgadzały i to wszystko.

Jednak zamiast tego powiedział:- To nie jest sposób w jaki chciałem wam powiedzieć. Chcieliśmy to zrobić razem.

Wręcz powiedział te słowa sylaba po sylabie. To było tak jakby jego rozum zmusił jego język do powiedzenia tego. Jak gdyby musiał je powiedzieć pomimo tego, że przez to już nic nie będzie takie samo.

-Oh Louis. W porządku! Jestem pewien że nie będzie miał nic przeciwko. – Zayn powiedział. Louis nie odpowiedział. Przygryzał swoje usta tak mocno, że teraz poczuł ten metaliczny smak który rozchodził się w nich. Louis zasługiwał na to.

Niall zaśmiał się głupio.- Zawsze możesz przeprosić go porządnym lodem!

Nikt już nie pamiętał o Harrym. Oprócz Louisa.






*szloch party- nie wiedziałam jak mam przetłumaczyć sobbing fests

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz