poniedziałek, 25 listopada 2013

61

Hard to Get - Epilog.

To na początek, chciałabym podziękować wszystkim, którzy czytali to opowiadanie i tym którzy je komentowali. Bardzo spodobała mi się ta historia i mam nadzieję, że Wam też. Przepraszam za wszystkie błędy jakie się pojawiły, a w szczególności za powtórzenia (pewnie była ich masa). no i jeszcze raz dziękuję za czytanie. A teraz epilog hard to get, enjoy! xx

Louis obudził się z rękoma luźno otaczającymi jego talię i z głową ukrytej w jego szyi, a ciemne włosy łaskotały jego żuchwę za każdym najmniejszym ruchem. Wtedy przypomniał sobie poprzednią noc i o pijanym psikusie Zayna. Po powrocie z klubu, Mulat odmówił wyjścia Louisa, więc szatyn chętnie został w mieszkaniu Zayna i Liama. Ciemnowłosy chłopak, będąc mocno nietrzeźwym i przytulonym do Louisa, zasnął w oka mgnieniu po paru minutach mruczenia do ucha szatyna. Mówił rzeczy, takie jak: jesteś tak bardzo przystojny i piękny, czy w ogóle jesteś prawdziwy? Louis przypominając sobie to, zaśmiał się, co sprawiło, że dotąd śpiący Zayn, zaczął się budzić.

- Dobry – wymamrotał Zayn, muskając ustami obojczyk chłopaka. Louis zaczął się zastanawiać, czy może jeszcze śpi, a wszystko co się dzieje to tylko sen.

- Hej – odpowiedział szatyn, prawdopodobnie trochę za głośno, zważając na to, że mulat się wzdrygnął.

- Głowa…Ał, Lou – mruknął Zayn. Oczywiście, że miał kaca.

- Przepraszam – wyszeptał szatyn.

- To moja wina – wymamrotał. – Nie powinienem tyle pić.

- Ale ja cieszę się, że to zrobiłeś – przyznał z uśmiechem Louis.

- A to dlaczego? – zapytał mulat.

- Przez to co zrobiłeś.

- Naprawdę tak myślę, wiesz?

- Oczywiście, że tak. – Louis uśmiechnął się. Nie obchodziło go już, czy Zayn potrzebował czasu do przyzwyczajenia się do bycia w związku z chłopakiem. Tak długo, jak będzie mógł zasypiać i budzić się obok niego, będzie szczęśliwy. – Chodźmy zrobić śniadanie. – szatyn chwycił rękę Zayna i pociągnął go, ale opalony chłopak jęknął w proteście.

- A co ty na to, żeby przespać się jeszcze trochę… albo mógłbyś przynieść mi śniadanie? Odpłacisz mi się. – Głos Zayna został stłumiony, kiedy ukrył twarz w poduszce.

- Nie jestem ci nic winien – zaśmiał się Louis, ściskając mocniej dłoń mulata. – Wstawaj!

- Louuu…. – jęknął Zayn, wyślizgując rękę z uścisku chłopaka, co sprawiło, że szatyn upadł plecami na podłogę.

- Ał! Koniec tego! – Louis szybko się podniósł i wskoczył na mulata, który był całkowicie zamotany w pościeli. Szatyn chwycił poduszkę i zaczął uderzać nią ciemnowłosego chłopaka dopóki nie będzie miał wyboru i wstanie.

- Masz szczęście, że jesteś uroczy – wybełkotał Zayn, wreszcie wstając z łóżka.

- Muszę siku. – Louis od zawsze miał nawyk mówienia na głos dokładnie tego, co przyszło mu właśnie do głowy.

- Dzięki za dzielenie się tymi informacjami, naprawdę – zachichotał Zayn, dźgając palcem bok szatyna, kiedy mówił.

- Idź i się przebierz czy cos, bo wychodzimy na śniadanie – powiedział Louis, po czym skierował się do łazienki. Prawdopodobnie także powinien się przebrać, ale nie przejmował się tym. Pchnął drzwi od toalety i natychmiastowo tego pożałował.

- O boże! Chłopacy! Liam ma sypialnie! I nadal jest ranek! – krzyknął szatyn, po czym sprawdził godzinę na telefonie, aby upewnić się czy jest wcześniej. W pół do jedenastej, nadal ranek. Liam przygwoździł Nialla przy ścianie, oboje byli bez koszulek, kiedy zachłannie się obściskiwali. Louis od razu zamknął drzwi i odwrócił się, zastając Zayna stojącego za nim z rozbawieniem na twarzy.

- Wiesz, zazwyczaj było tu bardzo cicho, ale pewnie z tobą i Niallem tutaj się to zmieni.

- A kto powiedział, że tu wrócę? Mógłbym uciec z krzykiem po tym, co właśnie zobaczyłem.

- Wrócisz – powiedział Zayna, a Louis mógł przysiąść, że było to celowo uwodzicielskie. Dłonie mulata otoczyły talię szatyna i przyciągnęły go bliżej.

- Chyba masz rację.. ale na razie, nadal chcę śniadanie – domagał się Louis, całkowicie niszcząc atmosferę.

- Ty mały złośliwcu – mruknął Zayn, kiedy wychodzili z mieszkania.

- Tak mnie nazywają. – Louis mrugnął, odwracając się do mulata, kiedy ten zamykał drzwi. Wtedy wyciągnął rękę, czekając aż szatyn ją chwyci.

- Jesteś pewny? – zapytał Louis, unosząc brew.

- Oczywiście, że tak. – Zayn chwycił ciasno jego dłoń. – Mówiłem ci, że to co powiedziałem wczoraj było prawdą. – Dwójka chłopaków zaczęła iść za rękę w stronę kawiarni, która była niedaleko ich mieszkań.

- Byłeś pijany… a nie chciałbym sprawiać, że czujesz się niekomfortowo – odparł Louis, także ściskając dłoń Zayna.

- Nie czuję się tak. Teraz właściwie mam tylko okropnego kaca. – Zayn starał się, jak najbardziej mógł, aby zignorować grzmoty w jego głowie z każdym kolejnym krokiem. Aby odwrócić uwagę od tego, skupił się na osobie, z którą idzie i której dłoń właśnie trzymał. Kreślił na niej kciukiem małe okręgi, nie przez nerwy, ale z ekscytacji.

- I kogo to wina, Zayn? – zachichotał Louis.

- Właściwie to twoja – odpowiedział mulat. Szatyn zaczął udawać obrażonego, zmieniając wyraz twarzy.

- Niby dlaczego? – zapytał bezczelnie, unosząc brew.

- Nie kochałeś mnie, więc chciałem zapić swoje problemy. – Zayn użył nadmiernie dramatycznego tony, kiedy wciągnął Louisa do ciepłej kawiarni.

- To już więcej się nie stanie. – Louis uśmiechnął się, siadając naprzeciwko mulata. W pomieszczeniu było dość dużo ludzi, co zmartwiło szatyna. To nie było tak, że nie ufał Zaynowi, kiedy mówił, że naprawdę czuje to co powiedział wcześniej i że nie obchodzi go już opinia innych… ale bał się, jak mulat może zareagować na te dziwne spojrzenia. Martwił się, że mógłby czuć się nieswojo i niekomfortowo, a Louis nigdy nie chciał, aby chłopak czuł się tak przy nim.

- Obiecujesz? – Zayn patrzył w szafirowe oczy szatyna, kiedy mówił, a Louis mógłby przysiąc, że chciał się zatopić w tym spojrzeniu.

- Obiecuję – odpowiedział Louis, układając rękę na dłoni mulata, która spoczywała na stole.

- Podać coś wam? – Kelnerka nagle pojawiła się przy ich stoliku, a szatyn przygotował się na to, że Zayn wyciągnie dłoń spod jego, albo wzdrygnie się, ale był naprawdę mile zaskoczony, kiedy jego ręka ani trochę się nie poruszyła. Mulat po prostu zagłębił się w spojrzeniu na Louisa.

- Wezmę naleśniki z syropem klonowym i gorącą czekoladę – powiedział zwyczajnie Zayn, nadal nawet nie patrząc na kelnerkę, która teraz odwróciła się w stronę Louisa.

- Poproszę to samo, dzięki. – Louis spojrzał na nią i posłał jej uśmiech.

- Dobrze, nie powinno to zająć długo – dziewczyna odwzajemniła uśmiech. Zayn wreszcie oderwał wzrok od szatyna i spojrzał na dziewczynę, która nie mogła mieć więcej niż osiemnaście lat.

- Dziękuję. – Mulat uśmiechną się szybko, po czym odwrócił się do Louisa, który wyglądał, jakby coś chodziło mu po głowie.

- Zayn…

- O boże. – Oczy Zayna otworzyły się szeroko.

- Co? – zapytał zdezorientowany Louis.

- To zabrzmiało poważnie.

- Nie, nie, nie! To nic złego, mam tylko pytanie.. – Louis ścisnął mocniej dłoń chłopaka, dodając mu otuchy.

- Dobra, dawaj.

- Tej nocy, kiedy się pierwszy raz spotkaliśmy… Co tam robiłeś i dlaczego do mnie zagadałeś? – Louis przyglądał się twarzy multa, która zmieniła się z delikatnego zmartwienia do uśmiechu.

- Byłem nowy w mieście, sprawdzałem co się ciekawego tu dzieje, wiesz.

- A dlaczego do mnie podszedłeś? – powtórzył Louis.

- Ty… Zobaczyłem cię i…

- I? – Louis naprawdę chciał wiedzieć.

- W zasadzie, sprawiłeś że zakwestionowałem swoją seksualność. – Zayn zaśmiał się z siebie.

- Naprawdę? – uśmiechnął się szatyn.

- Tak, naprawdę. – Zayn skinął, kiedy mówił. Louis wybuchnął śmiechem, a ten dźwięk sprawił, że mulat dołączył do niego. – Zobaczyłem cię i nie potrafiłem odmówić sobie rozmowy z tobą. Nawet jeśli wyglądałeś na nadąsanego. To nie był pierwszy raz, kiedy poczułem się zagubiony, ale to był pierwszy raz, kiedy zrobilem coś z tym.

- I dlaczego potem tak nagle wyszedłeś?

- Ponieważ rozmowa z tobą wszystko pogorszyła… strasznie mi się spodobałeś, przestraszyłem się i wyszedłem. – Zayn wzruszył ramionami.

- Jesteś taki głupiutki – zachichotał Louis, po czym nagle zdał sobie z czegoś sprawę. – Och! To nie ja zrobiłem pierwszy krok! – powiedział dumnie.

- Tak, nie ty – zgodził się mulat.

- Ty cioto! Mogliśmy uniknąć tego całego bałaganu, gdybyś tylko po prostu przyznał, że jestem cholernie seksowny! – zażartował szatyn.

- Jesteś, a ja byłem trochę idiotą – zgodził się Zayn.

- Przynajmniej teraz jest dobrze. – Louis uśmiechnął się.

- Lou… – zaczął mulat.

- O boże. – szatyn udał zmartwioną minę, przedrzeźniając wcześniejszą twarz Zayna.

- Mam pytanie. – Zayn zaśmiał się, nie czekając aż Louis coś powie. – Jesteś moim chłopakiem? – Mulat przygryzł nerwowo wargę, oczekując odpowiedzi. Ale Louis, jak to Louis, po prostu gapił się na chłopaka zafascynowanym spojrzeniem i uniesionymi brwiami. – Louis! – Zayn nie potrafił znieść już dłużej tej ciszy.

- Jeżeli chcesz, żebym nim był – odpowiedział szatyn, a Zayn mógł przysiąc, że chciał być w tym uwodzicielski.

- Tak, zdecydowanie chcę, żebyś nim był.

- W takim razie, jestem. – Louis nie mógł powiedzieć nic więcej, ponieważ mulat pochylił się nad stołem i złączył ich usta. Szatyn nie spodziewał, że takie coś stanie się niedługo w publicznym miejscu. Serce Zayna chciało się wyrwać z klatki, kiedy podniósł rękę, aby delikatnie potrzeć policzek Louisa i przyciągnąć go bliżej. Tak, był w kawiarni pełnej ludzi, całując jego idealnego, przystojnego nowego chłopaka. Wiedział, że ludzie prawdopodobnie na nich patrzą, może krzywią się na ten widok, ale on całował Louisa i nie obchodziło go nic dookoła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz