~*~
Harry nie wiedział, kiedy to się stało, ale wyglądało na to, że osiągnęli punkt, gdzie ich pożądanie było równe. Nie potrafił dokładnie wskazać momentu, w którym uświadomił sobie, że Louis był po prostu tak samo ogarnięty żądzą jak on - nie żeby narzekał - oraz kiedy jego lekcje stały się mniej instrukcjami, a zwyczajnie bardziej przeżyciami nastawionymi na odczuwanie. Co tak naprawdę miało miejsce od samego początku; wszystko kręciło się wokół czucia, kochania i przyjemności. Ale w tej chwili, z Louisem pochylającym się nad nim z szeroko otwartymi, niebieskimi oczami, uśmiechem, który nadawał mu wyrazu uniesienia i gorącym oddechem otaczającym całą twarz Harry’ego, to już nie była dłużej lekcja. Jedynym, co czuł była miłość przepompowywana przez jego żyły, pożądanie i czyste szczęście - szczęście związane z byciem z chłopakiem, który był tak dobry w kochaniu go, tak dobry w byciu dokładnie sobą i Harry odwzajemniał całą tą miłość.
- Harry - przemówił Louis, patrząc mu w oczy z góry. - Nie podoba mi się ta pozycja. Jesteś dla mnie za duży.
Harry wiedział, że chłopak mówił o jego wzroście, ale i tak zachichotał, a śmiech wprawił w lekkie drganie jego klatkę piersiową oraz Louisa, jako że znajdował się on na nim. Louis zrobił kwaśną minę; pomiędzy jego brwiami pojawiła się niewielka zmarszczka, a ręce twardo spoczywały na ramionach Harry’ego, który przestał się śmiać, gdy tylko zauważył gniewny lub może rozczarowany wyraz jego twarzy. Dłonie objęły wąską talię Louisa, czubki palców delikatnie postukiwały o jego tyłek, kciuki pocierały lekko kości biodrowe.
- Chcę to dla ciebie zrobić - zmarszczył brwi Louis. Jego głos był wysoki i marudny i Harry naprawdę chciał usłyszeć, jak krzyczy jego imię. - Jest inny sposób?
Harry wychylił głowę do góry, by go pocałować i Louis, pomimo frustracji, nie potrafił się oprzeć. Całowanie było jedną z jego ulubionych rzeczy, ponieważ nie przeszkadza w nim zmęczenie i jest zawsze łagodne, ciepłe oraz wywołuje u niego mrowienie. I może trzymać Harry’ego, a Harry może trzymać jego i Louis naprawdę lubi pocałunki. Przesunął jedną z rąk z ramienia na policzek Harry’ego; jego skóra była miękka, a usta ciepłe. Kiedy się rozdzielili, Louis był spokojniejszy, jego twarz odprężona.
- Będziesz musiał ze mnie zejść, żeby to zrobić, okej, Lou?
Zgramoliwszy się z niego, Louis przytaknął, przebiegając przekornie palcami w dół klatki piersiowej Harry’ego, gdy się odsunął. Usiadł na chłodnej trawie, a Harry przekręcił się na czworaka i odwrócił głowę, by na niego spojrzeć, siadając na swoich pośladkach. Wyciągnął rękę do Louisa, splatając ze sobą ich palce.
- W porządku? - zapytał, chłonąc zastygłą pozycję Louisa, który ponownie skinął, ściskając jego dłoń. - Na pewno?
- Po prostu jesteś naprawdę ładny - powiedział Louis, podczołgując się w przód, by jeszcze raz go pocałować. Delikatny, tylko prosty ruch warg, kochający. - Wciąż uważam, że powinieneś być w tym, w tym… jak ty to nazwałeś? To coś z ładnymi ludźmi i wszystkimi tymi słowami.
Harry uśmiechnął się i przycisnął usta do gładkiego, opalonego policzka Louisa.
- Gazeta, Lou?
- Tak! - wykrzyknął Louis i Harry poczuł pod ustami, że odcinek jego skóry rozciąga się w uśmiechu. - Tak, gazeta. Jesteś taki ładny, Harry. Każdy powinien widzieć, jak ładny jesteś.
- Kocham cię, Lou - mruknął Harry niskim, burkliwym tonem.
- Ja ciebie też, Haz. - Jego głos się obniżył, gdy powiedział: - Teraz pozwól mi sobie pokazać.
Harry skinął, cofnąwszy się do pozycji na czworaka, trzymając nisko głowę i zamykając oczy. Usłyszał zza siebie, że Louis się przesunął, mierzwiąc kończynami chłodną trawę, która była nieco wilgotna od przebywania cały czas pod grzybem. Ręka przejechała delikatnie wzdłuż łydki Harry’ego i w górę uda, dopóki z gracją nie osiadła na jego tyłku, i Harry mógł tylko czekać, nieznacznie zatroskany poczuciem, że Louis jest odrobinę podenerwowany. Nie mógł go za to winić. Wszystkie z tych pierwszych razów, z ich mylącymi emocjami i wysokim pobudzeniem, tak szybko mogły być zdecydowanie przytłaczające.
Z zadumy wyciągnął go tchnięty na jego tyłek, gorący oddech; przebiegł przez niego dreszcz. Kciuki Louisa ostrożnie rozdzieliły jego pośladki, palce chłopaka były ciepłe, a oddech płytki. Jego język był z początku nieśmiały, wciąż nie do końca chwytając koncepcję rimmingu oraz dlaczego był on tak przyjemny, mimo że Louis sam zareagował na niego tak dobrze i widział, jak Harry zareagował na jego palce. Ale kiedy Harry jęknął wysoko, gdy różowy język wystrzelił, aby polizać w poprzek jego wejście, Louis także poczuł podniecenie, zdeterminowany, by sprawić Harry’emu przyjemność, by czuł się najlepiej.
Tym razem polizał mocniej, słysząc krótkie skomlenie, które wydał z siebie Harry. Szybko poruszył językiem do tyłu i naprzód, śledząc zarys krawędzi obręczy mięśni. Czuł mrowienie przechodzące przez swoje ciało, zawsze gdy Harry wypuszczał nieznaczny dźwięk, opierając się przed napieraniem na twarz Louisa w prośbie o więcejwięcejwięcej. Odsunął się na chwilę, z obiema rękami na gładkim tyłku Harry’ego, obserwując drobną gęsią skórkę, która pojawiła się na skórze jego ud. Wycelował językiem, wbijając się w otwór i wciąż kciukami rozciągając go na boki, gdy polizał go w poprzek, a następnie unieruchomił swój język i zassał mocno. Z jego ust wychodziły nieprzyzwoite dźwięki, podobnie jak spomiędzy warg Harry’ego, kiedy wykrztuszał z siebie sapnięcia i kwilenie.
Louis spostrzegł, że pragnie tylko dotykać. Jego ręka wśliznęła się pomiędzy nogi Harry’ego i ujęła jego jądra i ten nieoczekiwany dotyk wydobył z młodszego chłopaka jęk. Louis przesunął dłonią po jego penisie i powiedział:
- Harry, mogę… - urwał, nie pamiętając słowa. - Mogę znowu doprowadzić cię do… z tym białym…
- To się nazywa mieć orgazm, kochanie - uzupełnił za niego Harry. Loki opadły mu na oczy, a głos był chropawy i rozbity.
- Mogę znowu doprowadzić cię do orgazmu? - zapytał Louis. - Lubię, kiedy wydajesz te dźwięki i wymawiasz moje imię. Proszę, mogę?
Penis Harry’ego zapulsował w ręce Louisa, który wciąż oddychał gorąco przy jego tyłku, i chłopak wykrztusił z siebie „Louis”.
Louis raz jeszcze obciągnął jego penisa, pocierając ręką wzdłuż jego kręgosłupa i powracając do ciągle rozciąganego przez swoje palce wejścia. Zassał mocno, łamiąc lekko postanowienie Harry’ego, który naparł na twarz Louisa i starszy chłopak zabuczał w odpowiedzi, ale niespodziewanie ten stłumiony dźwięk tylko podkręcił pożądanie Harry’ego.
Louis przebiegł jednym z palców po jego rowku i Harry poruszył się niespokojnie, pragnąc go tak bardzo. Śmignął językiem tam i z powrotem i na boki, wsłuchując się w dźwięki, które tamten wydawał, i przesuwając rękę, żeby po prostu wszędzie dotknąć gładkiej, mlecznej skóry Harry’ego. Nacisnął palcem razem z językiem, tylko delikatnie przeciągając nim tamtym miejscu i obrysowując obręcz mięśni, gdy possał mocno, a Harry opadł na swoje przedramiona.
- Proszę, Lou - wysapał, kompletnie się poddając. Jego ciało wyginało się pod każdym dotykiem Louisa, pod pociągnięciem ręki chłopaka w górę jego pleców, liźnięciem języka. Poprzez jego żyły przebiegał podmuch jego oddechu, miłość, pożądanie, czucie. Zakwilił, gdy ręka Louisa z powrotem wśliznęła się pod niego, poruszając się szybko po jego penisie i czując napięcie w ciele Harry’ego oraz w jego ruchach, kiedy jego brzuch się zwinął, a ciche odgłosy wylały się z jego ust z powodu tarcia i szturchania językiem.
Przy ostatnim pociągnięciu penisem, Harry po raz drugi doszedł mocno, zalewając rękę Louisa z ledwo słyszalnym krzykiem; jego głos się załamał, oczy zamknęły. Tym razem Louis nie oblizał dłoni, ale wytarł ją o trawę, a kiedy Harry się uspokoił, zabrał język z jego tyłka i uśmiechnął się z dumą, gdy Harry przekręcił się na plecy, wciągając go na siebie. Był szczęśliwy, że dzięki niemu chłopak czuł się w ten sposób, kochał to, kochał to, że Harry pozwalał Louisowi sprawiać sobie przyjemność.
- Byłeś dla mnie taki dobry - powiedział Louis i naprawdę nie miał tego na myśli w kontekście seksualnym: nie wiedział, jak się zachować w tej sytuacji, ale znajdował się nagi na podołku Harry’ego, sunąc ręką w górę jego śliskiej od potu klatki piersiowej. Dyszał, obaj wciąż ciężko oddychali i dreszcz, który tym razem przez niego przebiegł był, jak dotychczas, najbardziej elektryzującym ze wszystkich.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz