W tej samej chwili, w której słowa „potrzebujesz porządnego pieprzenia, Lou” opuszczały usta Harry’ego, z przedpokoju dobiegł zgrzyt odblokowywanego zamka w drzwiach, a potem szelest płaszcza odwieszanego do szafy oraz szuranie butów o posadzkę i Louis zauważył, że udo młodszego chłopaka momentalnie przestało dotykać jego boku. Harry odsunął się na drugi koniec kanapy, porywając ze stolika do kawy swój kieliszek z winem, który natychmiast opróżnił jednym wielkim haustem.
- Nie… - zaczął Louis, czując się żałośnie jak nigdy wcześniej, ale Styles uciszył go jednym ostrzegawczym spojrzeniem.
- Dokończymy tę rozmowę później - powiedział cicho, zerkając przez salon w stronę wyjścia na korytarz. - Przeżywasz teraz mały kryzys i jako twój przyjaciel obiecuję ci pomóc przez to przejść, ale nie teraz i nie tutaj. - Wyprostował się, przywołując na twarz przesadnie szeroki uśmiech. - Grimmy!
Nick pojawił się w pokoju, wyglądając wręcz imponująco w obcisłych czarnych spodniach i dopasowanej marynarce z zapiętymi połami, spod której wystawał nieco mniej formalny podkoszulek w delikatnym odcieniu szarego. Jego włosy były starannie ułożone, a twarz wypoczęta i promienna, jakby dopiero co wstał po pełnych dwunastu godzinach zdrowego snu, więc jeżeli Louis posiadał do tej pory jakieś wątpliwości względem tego, czy starszy o tyle lat mężczyzna rzeczywiście mógł pociągać Harry’ego, właśnie zostały one rozwiane. Nick był jednym z tych niesamowitych ludzi, których każdy skrycie podziwia, jednocześnie nienawidząc za bycie niemożliwie idealnymi: miał sławę, bogactwo i nieprzeciętną urodę, w dodatku był zabawny, inteligentny (Louis czasami słuchał w pracy jego porannych audycji, więc mógł to stwierdzić) i bardzo pewny siebie. Wydawało się nieprawdopodobnym, aby jeden człowiek mógł zostać tak hojnie obdarowany przez los, a jednak żywy dowód stał kilka metrów dalej i uśmiechał się firmowo w ich kierunku.
- No, no, popołudnie przy winie. Niektórym nieźle się powodzi.
Ale najgorsze było to, że mając do dyspozycji miliony atrakcyjnych mężczyzn, Grimshaw wybrał akurat osiemnastoletniego Harry’ego Stylesa. Nie pieniądze, nie przyjaźń z międzynarodowymi gwiazdami popu, tylko właśnie jego związek z Harrym sprawiał, że Louis musiał mocno kontrolować wyraz swojej twarzy, kiedy starszy mężczyzna ruszył z miejsca, przeciął sprężystym krokiem salon i poklepał go po ramieniu, jakby byli dobrymi znajomymi.
- Louis, dobrze pamiętam? - rzucił, zasiadając w fotelu naprzeciwko kanapy. - Spotkaliśmy się wczoraj na początku imprezy u Zayna, ale chyba wcześnie wyszedłeś, bo potem już cię nie widzieliśmy. Haz był z tego powodu tak niepocieszony, że prawie poczułem się zazdrosny.
Tomlinson mimowolnie spojrzał na Harry’ego, który wywrócił oczami i ponownie napełnił swój kieliszek.
- Wydawało mi się, że poświęciłem ci wystarczająco dużo uwagi - powiedział z udawaną urazą. - Do tej pory czuję ból przy siadaniu…
Nick uśmiechnął się przelotnie.
- Nie przeszkadza ci to w byciu bezczelnym - odpowiedział i pociągnął nosem. - Zjesz z nami obiad? - zwrócił się z powrotem do Louisa. - Hazza miał coś ugotować, ale za ładnie pachnie, aby to była jego robota, więc pewnie kupił jedzenie na wynos.
- Wcale nie, kutasie. Sam to ugotowałem! Powiedz mu, Lou.
Louis skinął głową, odchrząkując.
- Tak, na własne oczy widziałem, jak kroił cebulę - potwierdził, z rozmysłem pomijając fakt, że z powodu łez nastolatek nie dokończył tej czynności. - Naprawdę wszystko ugotował samodzielnie.
Co było oczywiście kłamstwem, ale Nick nie musiał tego widzieć. Harry posłał swojemu chłopakowi triumfalne spojrzenie i wstał, zbierając jedną ręką puste kieliszki, a drugą chwytając opróżnioną do połowy butelkę z winem.
- Wygrałem, Grim, dzisiaj ty sprzątasz po kolacji. Idę podgrzać obiad i zawołam was, gdy wszystko będzie na stole - rzucił, opuszczając salon i zostawiając ich samych, chociaż Louis nie zdążył odmówić pozostania na posiłku. Naprawdę nie miał ochoty wpychać się pomiędzy wciąż dogryzającą sobie parę, ale najwyraźniej zdecydowano za niego i nie miał innego wyjścia. Jeszcze przez kilka sekund patrzył na drzwi, w których zniknął jego przyjaciel, a następnie przeniósł wzrok na Nicka i zorientował się, że mężczyzna bardzo uważnie go obserwował.
- Więc, Lou - odezwał się, kładąc akcent na zdrobnienie użyte wcześniej przez Harry’ego, jakby uważał je za śmieszne. - Od kiedy podoba ci się mój mały chłopiec?
Louis zaniemówił, całkowicie zaskoczony pytaniem oraz spokojem, jaki promieniował od Grimmy’ego.
- Słucham? - wykrztusił słabo, czując gorąco na policzkach. Oszem, Styles miał całkiem ładne oczy, które czasami błyszczały w ten szczególny sposób, a linia jego szczęki aż prosiła o przejechanie po niej kciukiem, ale to były rzeczy, jakie każdy zauważa u osób, z którymi spędza tak dużo czasu. To wszystko. - Nie rozumiem…
- Nie? - Brwi Nicka podjechały do góry, gdy mężczyzna podniósł się z fotela, aby zająć miejsce obok Louisa, unieruchamiając go tym samym w kącie pomiędzy sobą a podłokietnikiem. Atmosfera w pokoju stała się gęsta niczym powietrze tuż przed huraganem i zwiastowała niebezpieczeństwo. - Czyli nigdy nie myślałeś o nim w nocy, robiąc sobie dobrze? Nigdy nie chciałeś go dotknąć? Poczuć, jak to smukłe ciało porusza się pod twoimi palcami, jak jego mięśnie napinają się, a wasze oddechy mieszają się w jeden? Harry’emu trudno się oprzeć - wyszeptał tuż przy uchu Tomlinsona, na co chłopak zadrżał, bojąc się poruszyć. Nie chciał być tak blisko Nicka, wręcz pragnął go odepchnąć i wykrzyczeć mu w twarz, że jest nienormalny i ma się do niego więcej nie zbliżać, ale mimo to nie był w stanie się poruszyć.
- Przepraszam, ale to nie jest twoja sprawa. Poza tym, Harry jest moim przyjacielem, a ja nie jestem…
- Przyjacielem - powtórzył Nick, przerywając mu wypowiedź. - Wiesz, ilu takich jak ty przewinęło się przez ten dom w ciągu ostatniego roku? Myśleli, że znaczą dla niego coś więcej, że są jego przyjaciółmi, a tak naprawdę Harry po prostu nudził się pod moją nieobecność. Mijało kilka tygodni i Mark zmieniał się w Tony’ego, następnie w Adama, Zacka, Setha, Justina… Louisa - urwał dla lepszego efektu. - Każdy był pewny, że Harry odwzajemnia jego zainteresowanie. On już taki jest i ta lista nie skończy się na tobie, Lou. Jedyną niezmienną jestem ja.
Tomlinson poczuł nagłe mdłości i musiał zamknąć oczy, aby uspokoić swój żołądek. To było dziwne. Nick zachowywał się dziwnie. A Louis nie miał pojęcia, o co może mu chodzić.
- Nie wierzę w ani jedno twoje słowo - warknął po chwili, odchylając głowę na oparciu kanapy, aby móc spiorunować Grimmy’ego wzrokiem. - Ty po prostu… nie wiem, po co to powiedziałeś, ale to jakiś stek bzdur! - Louis pomyślał o tych wszystkich wieczorach, które spędził z Harrym na lodowisku w Central Parku, podczas których bawili się jak dzieci. Pomyślał o ich pierwszym wypadzie do baru i występie Stylesa na scenie, gdy oczarował publiczność śpiewem, chociaż Louis nie pamiętał wszystkiego, bo za dużo wypił. Pomyślał też o dniu, w którym Harry przyszedł do jego mieszkania by „tchnąć w nie ducha świąt” i kiedy udekorowali ściany światełkami, zwierzył mu się z tęsknoty za swoimi zmarłymi rodzicami… Znał Harry’ego i wiedział, że chłopak niczego nie udawał. - Harry taki nie jest.
Między wargami Nicka pojawił się rząd śnieżnobiałych zębów.
- Jesteś pewny? A powiedział ci, na czym polega nasz związek?
Louis zawahał się, zbity z tropu, co nie uszło uwadze mężczyzny.
- Nick, nic mnie to nie obchodzi. Przepraszam, czy mógłbyś mnie puścić? Pójdę do Harry’ego…
- Czyli nie powiedział.
- Wiem, że poznaliście się w londyńskim klubie i od tamtej pory jesteście razem… - Nick pokiwał głową na zgodę, nie przestając się uśmiechać. - Co miał mi więcej powiedzieć? Nie interesują mnie wasze prywatne sprawy.
- Och, a może zainteresuje cię fakt, że twój przyjaciel jest moim utrzymankiem? - A kiedy Louis nie zrozumiał, dodał: - Płacę mu za to, że ze mną sypia i ładnie wygląda przy moim boku. Oto największa tajemnica Harolda Edwarda Stylesa: mieszka ze swoim sponsorem i cholernie mu się to podoba.
To był głupi i nieśmieszny żart z rodzaju tych, które bawią wyłącznie osobę, która je wymyśliła. Albo koszmar. Zaraz obudzi się w swoim łóżku i wszystko wróci do momentu, w którym rozmawiał z Harrym o byle czym, a nie prowadził niezrozumiałe i bezsensowne dyskusje z Nickiem Grimshawem.
- Gdyby to była prawda, nigdy byś mi tego nie powiedział - wyrzucił z siebie, zachodząc w głowę, o co tu chodzi. - Bałbyś się o swoją reputację.
To naprawdę rozśmieszyło Nicka, chociaż w jego głosie pobrzmiewała jednocześnie doskonale słyszalna gorycz, która dawała do zrozumienia, że mężczyzna nie do końca czuł się z tym dobrze.
- Jestem zdeklarowanym gejem i nikogo nie obchodzi, kogo pieprzę. Ludzie wolą udawać, że w ogóle tego nie robię, więc pod tym względem moja reputacja praktycznie nie istnieje - wyznał swobodnym tonem, jakby odbył setki podobnych konwersacji w przeszłości.
- To po co mi to mówisz?
- Bo chcę to jak najszybciej skończyć, mieć cię z głowy i nie musieć już więcej wysłuchiwać pasjonujących relacji z waszych wypraw na lodowisko, ale także dlatego, że widzę w tobie mnie samego sprzed kilku lat i nie chcę, abyś miał złudną nadzieję, iż Harry może traktować cię poważnie. Tak nie jest, pewnie nigdy nie było i dotyczy każdego człowieka, z którym ma on do czynienia, a ty wydajesz się mądrzejszy od wszystkich poprzednich znajomych Harry’ego, którzy siadali na tej sofie i jeżeli mam okazję oszczędzić ci zawodu… cóż, dlaczego nie?
Louis przestał oddychać, chociaż nie był pewny przyczyny. Może to za sprawą tego, jak szczerze zabrzmiały ostatnie słowa lub sposobu, w jaki twarz Nicka Grimshawa ściągnęła się w bólu, gdy to powiedział. A może dlatego, że Harry mógł być kimś innym, niż Tomlinson do tej pory myślał? Jak wiele rzeczy, o których rozmawiali była kłamstwem, albo półprawdą? I co, jeżeli Louis rzeczywiście był kolejnym z wielu naiwniaków, którzy wierzyli, że Styles traktuje ich przyjaźń poważnie?
Nie chciał wierzyć w to, co usłyszał od Grimmy’ego, ale wszystko wydawało się takie prawdopodobne.
- Potraktuj to jako radę starszego kolegi - ciągnął tymczasem Grimshaw. - Nie pozwól, aby to zaszło za daleko i wycofaj się, dopóki możesz.
- Nawet nie jestem gejem - zaprotestował Louis, nienawidząc swojego głosu za to, jak słaby był w tamtej chwili. Powinien bronić swojego przyjaciela, ale jak mógł to zrobić, skoro niepewność już zdążyła zasiać ziarno w jego podświadomości?
- Nie musisz nim być. Po prostu nie popełnij mojego błędu i się nie zakochaj.
A wtedy Harry wrócił do salonu, przerywając ich rozmowę i wołając ich na obiad, zupełnie nieświadomy tego, jak wiele się zmieniło w przeciągu jednego kwadransa.
***
- A tamta? Spójrz tylko na jej nogi! Podoba ci się? Albo ta na przejściu dla pieszych… WOW, śliczne włosy, wygląda zupełnie jak Eleanor - paplał bez ustanku Harry, komentując wygląd każdej dziewczyny, która pojawiła się w zasięgu jego wzroku. Po obiedzie, w czasie którego Louis prawie się nie odzywał, wciąż przejęty tym, co usłyszał od Nicka, Harry zdecydował, że nadszedł czas, aby rozwiązać wszystkie jego problemy. Tomlinson miał ochotę powiedzieć, że to nastolatek jest aktualnie jego największym problemem, ale w porę ugryzł się w język i pozwolił Stylesowi wyciągnąć się na ulicę, aby znaleźć „obiekt do przekryzysowania”. Na uwagę Grimmy’ego, że nie istnieje takie słowo i nie można nikogo „przekryzysować” Harry machnął tylko ręką i obwieścił, iż od teraz oznacza ono mniej więcej tyle, co zwyczajne „przelecenie gorącego towaru” i kazał mu zajrzeć do słownika, bo najwyraźniej został w tyle. W odpowiedzi Nick odmówił udziału w poszukiwaniach, zasłaniając się ważnym telefonem do Rihanny (Harry stwierdził, że Nick ma na jej punkcie obsesję i to stanowi pierwszy symptom kryzysu wieku średniego), więc ostatecznie szli odśnieżonym chodnikiem we dwóch.
- Chryste, dopiero co zerwaliśmy, nie chcę nikogo podobnego do El - powiedział Louis z rękoma w kieszeniach, nawet nie patrząc na wskazaną dziewczynę. - Dajmy sobie spokój, nie mam ochoty na żadne randki.
- A kto tu wspominał o randkach? - zdziwił się Harry, wypatrując kolejnej kandydatki. - Nie słyszałeś nigdy o zasadzie trzech Z? Zagadaj, zalicz, zapomnij. O to nam dzisiaj chodzi.
Louis prychnął, kopiąc w przypadkowy kamień, który ześliznął się z chodnika i pomknął pod koła przejeżdżającej taksówki.
- Nie sądzę, żeby to było dla mnie. Lubię najpierw dobrze poznać drugą osobę, zanim zdecydujemy się na seks.
- Czyli jesteś romantykiem, świetnie! Dziewczyny lubią takich facetów - ucieszył się głośno Styles, zwracając na siebie uwagę przechodniów. - Nie żebym za dużo wiedział o dziewczynach, ale moja siostra zawsze to powtarzała, więc coś w tym musi być. Szybka piłka, Lou, brunetki czy blondynki?
Tomlinson westchnął, a z jego ust wydobył się obłoczek pary.
- Harry, mówię poważnie. Nie mam teraz do tego głowy.
Istotnie, jego głowę zajmowały zupełnie inne sprawy, a każda obracała się wokół Harry’ego. Louis chciał zadać tyle pytań, ale bał się odpowiedzi, bo jeżeli Nick miał rację, wszystko co teraz robili było grą, a on uświadomił sobie ze strachem, że naprawdę zaangażował się w tę przyjaźń i jeżeli Harry niedługo się nim znudzi, wszystko rozsypie się jak domek z kart. Tak bardzo tego nie chciał.
- A do czego w takim razie masz? - Harry zatrzymał się nagle, odwracając twarzą do Louisa. W jego spojrzeniu czaiła się irytacja, kiedy poprawiał niesforne loki, które wymsknęły się spod wełnianej czapki i jednocześnie usiłował nie stracić kontaktu wzrokowego. - Zachowujesz się jak obrażona panienka. Co takiego ci zrobiłem?
Okłamywałeś mnie, pomyślał Louis, ale głośno powiedział tylko:
- Nic. Mam dzisiaj kiepski humor, to wszystko. Chyba lepiej będzie, gdy wrócę już do domu.
Harry pokręcił głową, nieprzekonany.
- Miałeś świetny humor, Louis, dopiero potem… - urwał i najwyraźniej coś sobie uświadomił, ponieważ jego oczy zwęziły się nieznacznie. - To przez Nicka, tak? Zostawiłem was na chwilę samych i coś się wydarzyło. Co ci zrobił?
Tomlinson zacisnął szczęki, wbijając wzrok w budynek po drugiej stronie ulicy. Jak to było? Mark, Tony, Adam, Zack… Kto zastąpi Louisa?
- Nic mi nie zrobił - odparł sucho, czując początki nadchodzącego gniewu, a to nigdy nie przynosiło niczego dobrego. Stawał się gwałtowny i mówił rzeczy, których wcale nie miał na myśli. - W każdym razie, nie on.
Chciał kontynuować spacer, albo najlepiej rzucić się naprzód sprintem i nigdy nie oglądać za siebie, ale Harry zastąpił mu drogę, zatrzymując go w miejscu.
- A kto? Cholera, mów trochę jaśniej!
Dźwięki wypłynęły z jego gardła zanim zdołał je powstrzymać.
- Ty. Ty i to twoje jestem twoim przyjacielem, Lou! Jak długo planowałeś to ciągnąć, co? Do stycznia? Do mojego powrotu do Anglii? Wyjechałbym, a ty znalazłbyś sobie kolejnego przyjaciela, z którym bawiłbyś się pod nieobecność swojego chło… przepraszam, nawet nie chłopaka, bo przecież jesteś z nim wyłącznie dla pieniędzy. Więc jak, spełniłem swoją rolę? Godnie wypełniłem ci nudne wieczory? Mam nadzieję, że tak!
Harry stał jak skamieniały i milczał, co tylko bardziej rozwścieczyło Louisa, który rozpaczliwie potrzebował rozładować nagromadzone emocje. Nie obchodziło go, że ludzie patrzą, a jakaś mała dziewczynka pociągnęła rąbek płaszcza swojej mamy pytając, czy pan z włosami jak aniołek zrobił coś złego panu w czerwonych spodniach, bo bardzo krzyczy. To było nieważne.
Cofnął się o krok, niemal przewracając o zamarzniętą grudę śniegu i zaklął.
- Nawet nie próbujesz zaprzeczyć - wyrzucił z siebie. Zdawał sobie sprawę, jak żałośnie zabrzmiał, ale nic nie mógł na to poradzić, usta nie podlegały jego kontroli. - W porządku, widocznie… widocznie to prawda. Nie mogłem w to uwierzyć, nie chciałem, ale w takim razie…
Tym razem Harry go nie powstrzymał. Louis tak szybko stawiał kroki, że twarze przechodniów zmieniały się w zamazane smugi, a podeszwy jego butów ledwo dotykały płyt chodnikowych, gdy mijał kolejne przecznice i skrzyżowania. Nie chciał iść do domu, więc skierował się do Parku, gdzie usiadł na ławce i postarał się uspokoić, licząc latarnie oraz ilość ozdobionych drzewek w oddali.
Jeden, dwa, trzy… szesnaście… dziewiętnaście… trzydzieści… pięćdziesiąt…
Dopiero kiedy rachunki przekroczyły setkę, jego tętno zwolniło, a oddech się unormował. Przetarł twarz i zmarznięte uszy, marząc o czymś ciepłym do picia, bo kiedy zaszło słońce, zrobiło się naprawdę zimno.
- To nie jest coś, o czym łatwo się mówi - rozległo się nagle za jego plecami i Louis podskoczył w miejscu ze strachu. Obrócił się na siedząco i ujrzał Harry’ego, który zachowywał się, jakby ich rozmowa nigdy nie została przerwana.
- Więc lepiej w ogóle nie mówić? - zapytał ze złością. Styles wzruszył ramionami i wskazał brodą wolny koniec ławki, a Louis niechętnie pozwolił mu usiąść.
Przez chwilę żaden z nich się nie odzywał, patrząc w przeciwnych kierunkach. Dopiero kiedy cisza zaczęła im ciążyć, Harry zdecydował się przemówić.
- Moi rodzice zginęli, gdy miałem czternaście lat i od tamtej pory zajmowała się mną siostra - rozpoczął monolog. - Była wtedy pełnoletnia, więc dostała pełne prawo opieki, ale często po prostu mieszkałem z babcią, bo Gemma miała swoje plany i swoje potrzeby. Nie było łatwo, ale musiałem żyć dalej, a chociaż kochałem moją babcię i siostrę, brakowało mi męskiego wzorca… taty, albo chociaż dziadka. Podczas gdy moi koledzy spędzali czas ze swoimi ojcami, ja siedziałem w domu z babcią i wyobrażałem sobie, że może mi pomóc w męskich sprawach, ale przecież nie mogła. I dlatego, kiedy cztery lata później poznałem Nicka, nie zawahałem się z nim wyjechać. Dużo starszy, stabilny finansowo… Rozumiesz? Znalazłem swój wzorzec i czułem się przy nim bezpiecznie. I chociaż ze sobą sypialiśmy, w każdej innej chwili mogłem udawać, że Nick jest moim tatą… - Harry parsknął niewesoło pod nosem. - Zabiłby mnie, gdyby o tym wiedział, jest strasznie przeczulony na punkcie swojego wieku. W każdym razie, miałem dom, miałem pieniądze i miałem chłopaka, którego jednak nigdy nie kochałem, a jego przyjaciele traktowali mnie jak pluszową maskotkę i nic poza tym. Po jakimś czasie zatęskniłem za towarzystwem w swoim wieku. Nick pewnie ci powiedział, że często przyprowadzałem do domu różnych znajomych, a nasze przyjaźnie trwały krótko? To dlatego, że większość z nich próbowała dostać się do moich spodni lub dotrzeć przeze mnie do najsławniejszego brytyjskiego Dj-a radiowego. Do diabła, nie szukałem przygody, a kumpla! Wtedy pojawiłeś się ty, chłopak hetero, będący całkiem inny od tych idiotów, na których zwykle trafiałem i pomyślałem, że spróbuję jeszcze raz. A potem… więc… tak to mniej więcej było.
Louis zamrugał, patrząc rozszerzonymi oczami na Harry’ego, który siedział z pochyloną głową i opierał łokcie na udach, wyglądając krucho i delikatnie. Nie miał wątpliwości, że nastolatek po raz pierwszy całkowicie się przed kimś otworzył, a teraz obawiał się konsekwencji, bo nie mógł przewidzieć reakcji Tomlinsona i może oczekiwał, że starszy chłopak wykorzysta przeciwko niemu to, co usłyszał… jakby Louis mógł coś takiego zrobić.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś?
- Bo znamy się miesiąc - Harry wypuścił głośno powietrze z płuc, prostując się na ławce. - W dodatku za dwa tygodnie wyjeżdżasz i już nigdy się nie spotkamy. Po co miałem ci mówić?
- Na tym właśnie polega przyjaźń - oświadczył Louis, przysuwając się bliżej, żeby dokładnie widzieć twarz młodszego chłopaka. - Co ty sobie w ogóle wyobrażałeś? Że ucieknę od ciebie z krzykiem, gdy się dowiem?
- Nie wiem. Może. Ale głównie bałem się tego, że jeżeli ci powiem, staniesz się dla mnie kimś bliższym, niż powinieneś. - Harry przełknął ślinę. - A ja nie mogę sobie na to pozwolić. Lou, jesteś osobą, którą mógłbym za bardzo polubić. Wiem to od chwili, gdy zgubiłeś kurtkę w barze i przytuliłem cię do siebie, żebyś się ogrzał, a ty nawet nie zaprotestowałeś. Potem w twoim domu patrzyłem jak śpisz i pomyślałem, że gdyby nie było Nicka…
Gdzieś w oddali zawyły syreny policyjne, ale żaden z chłopców się tym nie przejął.
- Gdyby nie było Nicka…? - podchwycił Louis, a jego serce tłukło jak oszalałe w klatce piersiowej. - Co wtedy?
Harry odwrócił wzrok, bawiąc się frędzlami swojego długiego szalika.
- Ugh, wieczory zwierzeń - powiedział, zwracając twarz ku rozgwieżdżonemu niebu. - Właśnie dlatego dziękuję niebiosom, że nie urodziłem się dziewczyną. Zdecydowanie za dużo emocji jak na jeden raz. Co ty na to, aby iść na wielkiego, tłustego i typowo męskiego hamburgera? Tam za rogiem sprzedają najlepsze. A i jest jeszcze coś. W Sylwestra jedziemy z Grimmym i jego znajomymi do domku za miastem. Mamy wolne miejsce i pomyślałem, że pewnie nie masz planów i mógłbyś zabrać się z nami.
Napięcie opadło i Louis zaczął się zastanawiać, czy to z nim było coś nie tak, czy to Harry wszystko czynił tak skomplikowanym. Jak z poważnych tematów przeskoczyli do rozmowy o hamburgerach i Sylwestrze?
- Harry, jesteś po prostu… Jezu. Nie wiem, czy Nick będzie z tego powodu zadowolony.
- Czyli chcesz jechać?
- Tak, oczywiście, że tak.
- W takim razie niczym się nie martw i zostaw Grimmy’ego mnie. Jestem ci sporo winny i obiecuję, że znajdziesz tam odpowiednią osobę do przekryzysowania. Już ja się o to postaram.
Louis wywrócił oczami i podniósł się z ławki.
- A ty znowu swoje. Lepiej prowadź do tej budki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz