czwartek, 28 listopada 2013

123

Zamek w drzwiach kliknął i Louis z cichym sapnięciem przekroczył próg swojego londyńskiego mieszkania, rzucając klucze na półkę pod lustrem. W rękach trzymał pokaźny pakunek, którego ciężar zaczynał powoli męczyć mięśnie jego ramion, dlatego czym prędzej przeszedł do kuchni, by odstawić paczkę na stół i zająć się przeglądaniem jej zawartości. Jako pierwszą ujrzał białą kopertę ze swoim imieniem wypisanym eleganckim pismem na wierzchu.

Lou, czy Ty kiedykolwiek nauczysz się porządnie pakować? - pisał Liam. Zapomniałeś chyba połowy swoich rzeczy! Ale nie martw się, wszystkie pozbierałem, wrzuciłem do pudła i razem z Niallem idziemy zaraz na pocztę, by nadać je do Anglii. Tak, rachunek za przesyłkę też dostaniesz. - Louis parsknął śmiechem, mogąc niemal usłyszeć w głowie oburzony głos przyjaciela, zdegustowanego niebotycznymi cenami międzykontynentalnych usług kurierskich. - Jest tu trochę ubrań, które wróciły z pralni już po Twoim wyjeździe, parę książek i kilka drobiazgów, jakie powyciągałem z różnych dziwnych miejsc, wliczając w to szparę pomiędzy deskami w podłodze pod moim łóżkiem. Nie mam pojęcia, skąd się tam wzięły i chyba wolę tego nie wiedzieć. W każdym razie, Lou, mam nadzieję, że odespałeś już różnicę czasu i nadrobiłeś zaległości z rodziną, w końcu miałeś na to całe dwa tygodnie. Dziwnie mieszka się tu bez Ciebie, ale powoli się przyzwyczajam i muszę powiedzieć, że idzie mi coraz lepiej, a w najbliższy poniedziałek zaczynam pierwsze nagrania! W prawdziwym studiu. Nagrania PŁYTY. Wow, to niewiarygodne. Pomyślałbyś, że zwykły chłopak z Wolverhampton będzie kiedyś nagrywał płytę w studiu w Nowym Jorku? Ja też nie. Cały czas mi się wydaje, że to tylko sen i kiedy się obudzę, wszystko zniknie. Co by tu jeszcze napisać… Aha, Niall zajął Twoją dawną sypialnię, pomyślałem, że chciałbyś o tym wiedzieć. Chociaż pewnie i tak wywracasz teraz oczami, że nie śpimy w tym samym łóżku. JESZCZE PRZYJDZIE NA TO CZAS. Uwierz mi, pracuję nad tym.

Koniecznie pozdrów mamę i dziewczynki!

Całuję,

Liam

PS. Niall dołącza się do pozdrowień i mówi, że gdybyś kiedykolwiek jeszcze przyjechał do Nowego Jorku, musimy całą trójką wybrać się na kufel Guinnessa. To irlandzkie piwo, jeżeli nie wiesz. I nie, ja nie będę pił, ktoś musi Was pilnować.

Louis westchnął i z uśmiechem złożył list, odkładając go na bok. Brakowało mu Liama, ale cieszył się, że przyjacielowi tak dobrze się widzie. Jak najbardziej na to zasługiwał. Zaczął wypakowywać zapomniane ubrania, wśród których znalazło się kilka jego ulubionych koszulek, a potem wyciągnął zawinięte w plastikową reklamówkę mniejsze rzeczy. Wysypał je na blat stołu, nucąc pod nosem zasłyszaną w radiu piosenkę, gdy jego spojrzenie padło na malutkie pudełeczko oplecione połyskującą wstążką.

Zmarszczył brwi, przez kilka sekund przypatrując się przedmiotowi. Po sekundzie uświadomił sobie, że jest to prezent, jaki Harry podarował mu na urodziny, a on nigdy go nie rozpakował, ponieważ zwyczajnie o nim zapomniał. W końcu tyle się wydarzyło od tamtego czasu.

Zawahał się. Myśl o chłopaku, który został w Ameryce, wywoływała duszący ból w jego klatce piersiowej, ale zdecydował jednak rozwiązać kokardkę. Przeklął w duchu swoje trzęsące się palce i ostrożnie uchylił wieczko. W środku znajdował się zwykły, czarny pendrive.

***

Przycisk play spowodował, że na ekranie laptopa pojawiło się uśmiechnięte popiersie Harry’ego. Chłopak siedział w salonie Nicka Grimshawa, machając beztrosko ręką do kamery, a na jego policzkach odznaczały się małe dołeczki i Louis poczuł, że przyspiesza mu tętno. Nie widział go już przeszło od miesiąca i jego pamięć zdążyła zatrzeć pewne szczegóły wyglądu młodszego chłopaka, jak kształt jego żuchwy czy szerokość nosa, podczas gdy w rzeczywistości wyglądał on po prostu niewiarygodnie. Całkowicie olśniewająco, nawet z drobnymi niedoskonałościami skóry na czole i skroniach.

- Dziś są twoje dwudzieste pierwsze urodziny, Louis - zaczął Harry poważnie, z lekką chrypką, a potem dokończył wesoło: - Wszystkiego najlepszego! Długo myślałem nad tym, co mógłbym ci z tej okazji podarować, ale większość pomysłów była nudna, a pozostałe nie nadawały się do realizacji, więc doszedłem do wniosku, że po prostu podzielę się z tobą moimi najlepszymi wspomnieniami, które wiążą się z twoją osobą. Jest tego trochę - na potwierdzenie podniósł do góry kartkę z wypisanymi na niej punktami do zrealizowania w nagraniu - i mam nadzieję, że ci się spodoba. Więc… zaczynajmy!

Kiedy Harry kontynuował, Louis prawie go nie słuchał; był zbyt skoncentrowany na śledzeniu mimiki jego twarzy, najmniejszych gestów, jakie bezwiednie wykonywał dłonią oraz na tych hipnotyzujących oczach. Śmiał się razem z nim, krzywił w tych samych momentach i zaciskał ręce mocniej na udach, gdy Styles zagryzał w zamyśleniu dolną wargę lub oblizywał wyschnięte od ciągłego mówienia usta. Z każdą minutą czuł coraz większą potrzebę, by chwycić za telefon i natychmiast zadzwonić do nastolatka, błagając go o zmianę zdania. Chciał mieć go przy sobie, móc przytulić, pocałować, może nawet wyznać mu swoje uczucia. Podziękować za tak wyjątkowy prezent. Z doświadczenia wiedział jednak, że komórka Harry’ego nie odpowie - linia okaże się pusta i usłyszy komunikat o braku takiego numeru.

Pozostało mu tylko dalsze oglądanie filmu, gdzie chłopak, na którym zależało mu jak na nikim innym na świecie, wyliczał najgłupsze rzeczy, jakie robili wspólnie w Nowym Jorku. Oparł głowę o ścianę, wsłuchując się w brzmienie niskiego głosu i zdecydowanie nakazał sobie pozostać spokojnym. Nie rozklei się, nie zacznie usychać z tęsknoty (co robił nieprzerwanie od czterech tygodni, ale nigdy by się do tego nie przyznał), a przede wszystkim nie da po sobie poznać, jak bardzo brakuje mu właściciela tych niedorzecznych loków i jak wielki ma do niego żal o to, że pozwolił mu przylecieć do Londynu samemu.

- …i jeszcze na koniec mam dla ciebie niespodziankę. To moje ulubione wspomnienie, zawsze wywołuje u mnie śmiech, ale wiem, że ty niestety niczego nie pamiętasz, więc zamiast o tym opowiadać, po prostu ci je pokażę.

Louis poprawił się w fotelu, przybliżając bliżej do wyświetlacza, na którym powoli z ciemności zaczęły wyłaniać się dwa duże kształty. Z głośników popłynął raniący uszy hałas, jakby nagranie pochodziło z koncertu metalowego, ale zaraz potem został on zniwelowany i na ekranie uformowały się znajome sylwetki: Harry ciasno obejmował w pasie Louisa, który prawie na nim leżał, słaniając się na nogach. Znajdowali się w barze dla gejów, do którego poszli kiedyś razem, ponieważ Styles miał tam występować. Śmiali się z czegoś, zamknięci w swoim małym prywatnym światku, a kiedy zorientowali się, że nagrywa ich kamera, machnęli w jej kierunku, aby kamerzysta podszedł bliżej.

- Chciałbym powiedzieć, że mój przyjaciel, ten oto Harold Styles, ma najlepszy głos, jaki kiedykolwiek słyszałem - krzyknął Louis do mikrofonu z pijacką dumą. - Naj-najlepszy!

Harry wybuchnął śmiechem i pokręcił głową.

- A ja chciałbym powiedzieć, że mój przyjaciel kompletnie nie zna się na muzyce i nie potrafi pić alkoholu. Chodź, Lou, czas wracać do domu.

- Właśnie, że się znam - zaperzył się Tomlinson, zwracając szklące się oczy w stronę młodszego chłopaka. Nie pozwolił odciągnąć się od kamery. - Zaśpiewaj coś, a każdy przyzna mi rację. Proooooszę, Haz! Chociaż trochę. Dla mnie?

- No dobrze, dobrze. Ale tylko jeżeli mi pomożesz.

Louis wzruszył ramionami i skinął ochoczo głową, a Harry wyszeptał mu coś do ucha i zaczęli śpiewać.

W każdym razie Styles zaczął, ponieważ to, co wydobywało się z ust starszego chłopaka było bardziej niemelodyjnym bełkotem niż piosenką. Wyraźnie plątał mu się język, pomijając większość słów, których nie nadążał wymawiać. Ale mimo wszystko widać było, że obaj doskonale się bawią, a kiedy skończyli, Harry zmierzwił mu włosy i otoczył jego szyję ramieniem, błyskając zębami do kamery.

- Tworzycie wyjątkowy duet - rozległ się trzeci głos, rozbawiony i lekko niewyraźny, który musiał należeć do kamerzysty.

- Prawda? - ucieszył się Louis, uśmiechając się nieprzytomnie. Jego powieki zadrgały, prawie opadając, gdy chłopak wtulił się bardziej w sweter towarzysza. Harry wzdrygnął się z zaskoczenia, a potem jego mina złagodniała. Rzucił mu czułe spojrzenie (naprawdę takie było, Louis wyraźnie to przeanalizował, oglądając ten moment jeszcze raz) i odgarnął wpadającą w oczy grzywkę. - Teraz możemy już iść.

Film dobiegł końca, pogrążając pokój w ciszy. Louis czuł przedziwną mieszaninę emocji: wstyd z powodu stanu, w jakim znajdował się na nagraniu, rozbawienie ich „występem” oraz coś jeszcze, czego nie był do końca pewien, ale wydawało mu się, że mogła to być miłość.

Wciskał guzik ponownego odtwarzania jeszcze wiele razy tego popołudnia.

***

Następnego dnia, ku niezmiernemu zdumieniu Louisa, na progu jego domu pojawiła się Eleanor.

- Louis - szepnęła, nieśmiało obejmując go na powitanie. - Dobrze cię znowu widzieć.

- Eee, ciebie też, El - odpowiedział ze zmarszczonymi brwiami, robiąc krok w tył. - Ale… co ty tu właściwie robisz?

Dziewczyna wydawała się lekko urażona tym pytaniem, ale szybko przywołała na twarz uśmiech.

- Chciałam po prostu spotkać się ze swoim chłopakiem. Nie zaprosisz mnie do środka?

Louis rzucił jej zmęczone spojrzenie, nie dając się zwieść.

- Zerwałaś ze mną - przypomniał jej. Nie był w nastroju na rozmowy, zwłaszcza z nią. - Nie jesteśmy już razem, a ja nie jestem twoim chłopakiem, w dodatku wymeldowałaś mnie z naszego wspólnego mieszkania nic mi o tym nie mówiąc. Po co tak naprawdę przyszłaś?

Eleanor odrzuciła włosy do tyłu, robiąc słodką minkę.

- Żałuję tego wszystkiego, Lou. Chyba… popełniłam błąd. Nie myślałam racjonalnie, gdy wtedy zadzwoniłam. Może moglibyśmy zacząć jeszcze raz?

Tomlinson zapatrzył się na nią z niedowierzaniem, a potem parsknął śmiechem, otwierając przed nią sugestywnie drzwi.

- Jesteś naprawdę bezczelna - powiedział. - Idź już.

- Ale dlaczego? Było nam ze sobą tak dobrze!

- „Było” to właściwe słowo w tej sytuacji…

- Nadal może być. Przecież nie masz nikogo innego, ja też już nie mam i wszystko może być jak dawniej!

Louis milczał.

- Ty… kogoś masz?

Jej oczy zrobiły się okrągłe jak spodek filiżanki do kawy. Louis przełknął ślinę, zbierając się w sobie. Po raz pierwszy miał powiedzieć głośno, że zakochał się w innym mężczyźnie i nie wiedział, czy Eleanor była odpowiednią osobą, aby o tym usłyszeć. Prawdopodobnie powinien poinformować najpierw swoją mamę.

Niemniej jednak nie chciał kłamać. Nie wstydził się niczego, a już na pewno nie swoich uczuć względem Harry’ego.

- Jest ktoś - przyznał wreszcie, dzielnie wytrzymując kontakt wzrokowy. - Tak, El. Poznałem wyjątkową osobę i nie wyobrażam sobie, że mógłbym być z kimś innym niż on.

Policzki dziewczyny pokryły się głębokim rumieńcem, gdy niemo powtarzała wyraz „on”.

- A więc to prawda - powiedziała martwym tonem, cofając się do wyjścia. - Rzeczywiście jesteś gejem. A myślałam, że to głupi żart! Cały ten czas mnie okłamywałeś.

- Nie! Nie, oczywiście, że nie. Zorientowałem się niedawno. Właściwie, to tylko on… - urwał. - Co masz na myśli? Jaki żart?

Eleanor zagryzła wargę, marszcząc czoło.

- Był u mnie kilka dni temu jakiś chłopak. Pytał o ciebie i mówił, że jest twoim przyjacielem. Nie chciałam dać mu twojego nowego adresu, bo przecież mógł być jakimś złodziejaszkiem, który tylko udaje, że cię zna, a wtedy on powiedział… ogólnie mówił naprawdę dużo i był raczej zbyt pewny siebie, jak na mój gust… w każdym razie powiedział, że łączy was coś więcej i mam mu po prostu „dać ten cholerny adres” - nakreśliła palcami niewidzialny cudzysłów. - Nie pamiętam jego imienia. Coś jak Henry…? A może Charlie? Nie wiem. Miał kręcone włosy i dziwny akcent.

Żołądek Louisa dosłownie przekręcił się w miejscu.

- I co, dałaś mu ten adres? - zapytał z bijącym oszalało sercem, łapiąc dziewczynę za ramiona. - Eleanor, mów!

Rzuciła mu wystraszone spojrzenie i pokręciła przecząco głową.

- Nie, Louis. Nie znam go, skąd mogłam wiedzieć, że mówił prawdę?

- O Boże - jęknął Tomlinson, puszczając ją natychmiast. To nie mogło dziać się naprawdę, nie po tym wszystkim, co przeszedł.

- Ale - dodała, grzebiąc w kieszeni spodni - zostawił mi swój. Proszę. I… przepraszam cię za wszystko, co zrobiłam.

***

Wyszedł ubrany dokładnie w to, w czym zastała go Eleanor: w spodniach od piżamy i dresowej bluzie. Nie zwracał uwagi na chichot przechodniów i dziwne spojrzenia, jakie posyłali mu ludzie w autobusie - wszystkie jego myśli były skupione na skrawku papieru z nazwą ulicy i numerem domu, w którym przypuszczalnie mieszkał teraz Harry. Dotarł na miejsce w rekordowo krótkim czasie, jakby cały Londyn dopingował jego staraniom ponownego spotkania się z chłopakiem, rozładowując natężenie ruchu na ulicach, aby nie musiał tracić ani sekundy w korkach. Był to jeden z nowo wybudowanych domów na przedmieściu, gdzie zwykle osiedlały się rodziny z małymi dziećmi, ponieważ hałas i liczba samochodów była tam nieporównywalnie mniejsza niż w centrum miasta. Louis minął furtkę, wbiegł po niskich schodkach i załomotał kołatką w pomalowane białą farbą drewno.

Pierwszy mini-zawał przeżył, gdy drzwi otworzyła mu dziewczyna o oczach identycznych do oczu Harry’ego. Miały taki sam kształt i odznaczały się równie intensywną zielenią, choć brakowało w nich zadziornego błysku, jaki posiadała para należąca do chłopaka.

- Przepraszam - powiedział, mimowolnie zaglądając ponad jej ramieniem do wnętrza przedpokoju. - Jestem przyjacielem Harry’ego, który zostawił mi ten adres. Zastałem go może w domu?

- Louis Tomlinson? - zapytała od razu, a kiedy kiwnął głową, odsunęła się na bok, by wpuścić go do środka. - Wejdź, Harry powinien lada chwila wrócić. Wyskoczył tylko do sklepu.

- Dzięki - odpowiedział, czując się nagle bardzo głupio w swoim stroju, podczas gdy dziewczyna przed nim była naprawdę elegancko ubrana. Skorzystał z zaproszenia, przystając kilka metrów dalej. - Jesteś jego siostrą?

- Mhm. Mam na imię Gemma. Miło mi cię w końcu poznać. Harry nie przestawał o tobie mówić odkąd tylko tu przyjechał i powoli zaczynałam podejrzewać, że jesteś tylko wytworem jego wyobraźni, ponieważ opisywał cię w samych superlatywach. Ale nie mów, że ci o tym powiedziałam - uśmiechnęła się. - Wyparłby się wszystkiego.

- Nie powiem - rzucił Louis i chciał dodać coś jeszcze, gdy drzwi ponownie się otworzyły i oboje spojrzeli w tamtym kierunku.

To był właśnie moment, w którym przeżył drugi mini-zawał, a może nawet ten prawdziwy, ponieważ jego serce naprawdę stanęło w miejscu.

Wzrok Harry’ego padł najpierw na Gemmę, która chichotała jak szalona, a potem przeniósł się na Louisa i nastolatek dosłownie zastygł w bezruchu z zakupami w ręce. Świat się zatrzymał. Czas przestał istnieć, tak samo jak wszystko dookoła: zostali tylko oni dwaj. Reklamówka w zwolnionym tempie upadła na podłogę i Louis już po chwili czuł, że jest przygniatany do ściany, a pełne usta całują go do utraty tchu, jakby nic innego się nie liczyło. I może właśnie tak było. Otoczył ramionami szczupłą talię, przyciągając Harry’ego tak blisko, że zatarła się granica pomiędzy ich ciałami. Każdy element układanki nareszcie znalazł się na swoim miejscu.

- Gdy nie pojawiłeś się na lotnisku byłem pewny, że zostałeś z Grimmym - wydyszał Louis prosto w usta drugiego chłopaka, pomiędzy jednym a drugim żarliwym pocałunkiem.

- Przepraszam, musiałem najpierw wszystko załatwić - odpowiedział Harry, biorąc w dłonie jego twarz i pieszcząc kciukami policzki. - Najpierw skontaktowałem się z siostrą, która pozwoliła mi u siebie tymczasowo zamieszkać, a potem zapisałem się do swojego dawnego liceum i znalazłem sobie pracę w piekarni. Nie mogłem tu przyjechać bez zabezpieczenia, Lou.

- Czemu nic mi nie powiedziałeś? Pomógłbym ci.

- Wolałem nie robić nam nadziei, na wypadek gdyby nic z tego nie wyszło. Później oddałem Grimmy’emu wszystko, co kiedykolwiek od niego dostałem, i nie mogłem ci wysłać nawet pieprzonej wiadomości.

- A skąd znałeś adres Eleanor?

- Liam mi go dał. Mówił, że mieszkacie tam razem.

- Och, no tak. Wtedy jeszcze nie wiedział, że mnie wyrzuciła, dałem mu znać dopiero w zeszłym tygodniu. Cholernie długo to wszystko trwało, Styles!

Bardziej poczuł niż zobaczył, że wargi Harry’ego układają się w uśmiech.

- Czyżby ktoś się za mną stęsknił…? - wymruczał, składając delikatne pocałunki na czole Louisa, jego nosie i podbródku, wywołując tym samym słodkie uczucie szczęścia we wnętrzu starszego chłopaka.

- El miała rację, ty naprawdę za dużo mówisz - odparł tamten, ponownie złączając ze sobą ich usta i wplatając palce w miękkie loki Harry’ego.

Trwali w takiej pozycji długą chwilę, całując się i śmiejąc na zmianę, aż Harry niespodziewanie odsunął się odrobinę, by móc zajrzeć Louisowi w oczy.

- Być może cię kocham, Lou - powiedział cicho, niepewnie splatając ze sobą palce ich dłoni. Louis wiedział, że chłopak nigdy wcześniej nie wypowiedział do nikogo tych słów, dlatego ścisnął jego rękę, odpowiadając:

- Być może ja ciebie też, Harry.

Uśmiech, jaki rozświetlił twarz nastolatka był najpiękniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek widział.

***

- Jesteś pewny? Jeżeli to zrobisz, nie będzie już odwrotu.

- Tak, jestem. To moja ręka, Louis, mogę z nią zrobić wszystko, na co tylko mam ochotę.

- Ale to najbardziej tandetny tatuaż z możliwych!

- Zamknij się, wcale nie. Jest uroczy.

- Ekhm. Nie chcę wam przerywać, chłopaki, ale kolejka czeka. Wybraliście już motyw?

- Tak. Proszę wytatuować serce, a w środku napis „Louis & Harry forever and always”. Tutaj, w najbardziej widocznym miejscu mojego ramienia.

- Matko, z kim ja się związałem…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz