Louis przeciągnął dramatycznie palcem w lewo, ocierając opuszek o wyświetlacz telefonu. Blask iPhone’a oświetlał część jego twarzy, gdy mrużył oczy, przeglądając zdjęcia Harry’ego, choć cała ta sprawa z komórką nadal go dezorientowała. Po co dzwonić do kogoś przy pomocy tego urządzenia, skoro można pójść do niego do domu i spotkać się z nim twarzą w twarz? W każdym razie, właśnie to Louis wolał robić. Zwłaszcza jeżeli tym kimś był Harry.
Harry z kolei był nad brzegiem liliowego jeziora i obserwował zagubionych chłopców, którzy pływali i piszczeli za każdym razem, gdy któryś z nich rozbryzgiwał wodę. Woda była chłodna i oświetlona wyłącznie światłem księżyca, ale to właśnie wtedy wszyscy najbardziej lubili chodzić się kąpać.
- Harry, Harry! Spójrz na mnie!
- Nie, Harry, zobacz co ja potrafię!
- Harry, patrz!
To szalone, jak bardzo ci chłopcy przypominali mu Louisa. Poprzez sposób, w jaki pragnęli jego uwagi, żeby pokazać mu coś, co go nie obchodziło, choć pod pewnym względem tak naprawdę się tym przejmował. Ich śmiech mieszał się z głośnym chlapaniem wody, dopóki Harry nie usłyszał własnego imienia wykrzykniętego przez najstarszego rozrabiakę.
- Harry! - Louis niemal warknął.
Chłopak o kręconych włosach odwrócił uwagę od jeziora i skręcił tułów, by spojrzeć na oddalonego o kilka metrów Louisa. Miał bezcenną minę. Ściągnął komicznie brwi, co zmusiło jego oczy do zmrużenia się, a usta zacisnął w wąską linię. Harry przycisnął dłonie do trawy i podciągnął się w górę, idąc w stronę Louisa, który również podnosił się na nogi, jakby stanie podkreślało istotę rzeczy.
- Kim jest ta ogromna wróżka? - wypluł z siebie starszy chłopak, przekręcając telefon do Harry’ego.
To było stare zdjęcie, może sprzed roku lub dwóch, Harry’ego i jednej z jego najlepszych przyjaciółek. Wyglądała na nim całkiem atrakcyjnie, zwłaszcza z ustami przyciśniętymi do jego policzka w miejscu, w którym mógłby znajdywać się dołeczek.
- O Boże, Lou. To moja dawna przyjaciółka. Nawet nie pamiętam robienia tego zdj…
- Dlaczego miałbyś jej pozwolić to zrobić? - Ochrypły głos Louisa załamał się przy końcu zdania.
Bo w tym momencie poczuł się chory. Czuł, jakby wewnątrz niego ktoś nieprzerwanie ciągnął za dwa sznurki. Jeden wywołujący gniew, a drugi niepokój. Ta osoba kontynuowała pociąganie sznurków, dopóki nie złączyły się i nie zmieszały w jego środku, obdarzając Louisa mdlącym uczuciem. Zazdrość. Jego dolna warga wysunęła się do przodu odrobinę bardziej niż górna, gdy jego oczy niemal stały się przygnębione. Harry otworzył usta, żeby przemówić, ale to, jak w tamtej chwili wyglądał jego ukochany, było zbyt smutne, by pozwolić wyjść jakimkolwiek słowom. Louis był podobny do trzylatka, który dopiero co stracił na wietrze swój balonik, ale z kryjącym się za tym o wiele większym znaczeniem.
Louis bez ostrzeżenia przerwał ciszę:
- Kochasz ją? Całujesz, żeby jej to pokazać?
Myśl o Harrym okazującym miłość komuś innemu podniosła całą wodę z jego ciała do oczu, tworząc z niej grubą ścianę, zamazując mu znacznie widzenie. Harry nabrał głęboko powietrza, a jego zielone oczy się rozszerzyły, gdy zobaczył przygotowujące się do wylania łzy.
- Nie! Cholera, nie, Louis - wypluł gorączkowo protesty, wznosząc rękę by stuknąć w wygaszony ekran przed sobą. Nacisnął na kosz na śmieci w prawym dolnym roku wyświetlacza i kliknął czerwony przycisk, a kiedy to robił, Louis pociągał nosem, żeby zatrzymać łzy. - Widzisz? Wszystko skończone. Stracone. Usunięte. Chcesz wiedzieć czemu? Ponieważ to zdjęcie nic dla mnie nie znaczyło. Ty znaczysz wszystko. Wiesz o tym, prawda? - Jego wielkie ręce były teraz umiejscowione na biodrach Louisa, gdy patrzył z góry w zasmucone niebieskie oczy.
- Tak - wykrztusił starszy chłopak.
- To dobrze, bo jesteś jedyną osobą, którą chcę całować.
Usta Louisa uniosły się w lekkim uśmiechu, ponieważ całowanie było dla niego całym światem, a Harry chciał całować tylko jego.
- A teraz, czy najdzielniejszy chłopiec w Nibylandii zamierza pozwolić tym łzom spaść?
Louis potrząsnął szaleńczo głową, korygując ustawienie stóp, dzięki czemu jego postawa była odrobinę idealniejsza. Opuścił głowę i przetarł dłonią górną połowę twarzy, rozmazując ciecz po swojej opalonej skórze. Gdy tylko poczuł się dostatecznie pewnie, pociągnął nosem ostatni raz i odchylił głowę do tyłu, stawiając czoła chłopakowi z kręconymi włosami. Harry wybuchnął śmiechem, unosząc rękę, aby użyć poduszeczki kciuka jako chusteczki do wytarcia płynu, który lśnił w świetle księżyca.
- Kocham cię - wymamrotał.
I w odpowiedzi na te silne słowa, Louis wychylił się i przycisnął do pełniejszych ust swoje, ponieważ był to jego sposób na powiedzenie „ja ciebie też “. Oba jego ramiona leniwie owinęły szyję Harry’ego, podczas gdy palce stóp wcisnęły się w ziemię pod ich nogami, aby uzyskać wysokość młodszego chłopaka. Harry oddał pocałunek, pozwalając zdesperowanemu językowi Louisa wśliznąć się do swoich ust, jakby nie widzieli się od lat.
Louis oderwał się jako pierwszy, obniżając się na stopy, gdy spojrzał ponad ramieniem Harry’ego, zauważając kilku zagubionych chłopców, którzy przerwali zabawę by obserwować, co nowo przybyły robił ich przywódcy. Pochylił się do przodu i wcisnął twarz w ramię Harry’ego, żeby stłumić grożący ucieczką śmiech. Harry wyciągnął szyję, zerkając za siebie i widząc, jak jeden z zagubionych chłopców szturcha swoich przyjaciół, którzy się gapili, prawdopodobnie każąc im odwrócić wzrok. Uśmiechnął się szeroko i ścisnął chłopaka w swych ramionach, prowadząc go w kierunku kaskady liści winogronowych, które zwisały z jednego z wielkich, majestatycznych drzew. Wsunął w nie rękę, spychając na bok kilka winorośli, dzięki czemu kurtyna pękła i byli w stanie się przez nią prześliznąć, obserwując, jak winorośle spadają z powrotem na miejsce, raz jeszcze tworząc ścianę prywatności.
Louis przez cały czas miał na twarzy ten maleńki uśmiech, kochając to, że Harry zawsze dokładnie wiedział, czego starszy chłopak chciał. Zatopił kciuki za gumką swoich rajtuzów, ściągając je z siebie i skopując tkaninę na bok. Odłożył pasek i wyładował go razem ze swoją zieloną koszulą. W momencie, w którym Harry przestał obserwował ich słabo oświetlone otoczenie, jego oczy wylądowały na nagim ciele, które siedziało teraz przy pniu drzewa. Louis sięgał rękami w górę i zaciskał palce w zachłannym geście, chcąc jedynie, aby Harry go dotknął. Nieco obezwładniony, chłopak o kręconych włosach posłuchał prośby i znalazł się na kolanach, podtrzymując się nad leniwie rozpostartym i półsiedzącym ciałem pod sobą. Louis złączył ze sobą ich usta, dając wargom możliwość dopasowania się w określony sposób i delektując się miękkimi, nakładającymi się na siebie dźwiękami, jakie wypełniały im uszy, kiedy ich zamknięte usta się rozłączały. Nie minęło wiele czasu zanim Louis dodał język; jego brzuch zaciskał się na uczucie ciepłych ust Harry’ego oraz jego warg, gdy w niektórych momentach zamykały się one wokół jego języka. Naprawdę to lubił. Klepał ręką trawę przy ich ciałach, dopóki nie uchwycił dłoni Harry’ego, powoli prowadząc ją w górę swojego uda, aż otarła się o jego penisa. Sapnął lekko, kiedy ciepła ręka dotknęła wrażliwego obszaru, pragnąc tarcia, które było o wiele przyjemniejsze, gdy pochodziło od Harry’ego.
Jęk zniecierpliwienia i potrzeby opuścił wargi Louisa, wchodząc w usta Harry’ego.
- Cii, nie martw się. Mam cię - wymamrotał tamten przy jego napuchniętych wargach.
Przerwał pocałunek, patrząc z góry w niebieskie oczy, które wbijały się w jego własne.
- Będziesz musiał być naprawdę cicho. - Uniósł brew wspierając tym surowość w swoim głosie. Jego ręka owinęła się wokół prężącej się erekcji Louisa. - Nie chcielibyśmy, żeby któryś z nich natknął się na nas w takim stanie, prawda?
Louis potrząsnął głową na nie i szarpnął biodrami do góry w uścisk Harry’ego, aby wywołać minimalne tarcie. Jego gardło zacisnęło się natychmiastowo, gdy zdusił w sobie dźwięk, który desperacko potrzebował się z niego wydostać.
- Będziesz się dla mnie dobrze zachowywał? Pozostaniesz cicho?
Louis posłusznie przytaknął na oba pytania, starając się ponownie podciągnąć biodra, ponieważ muśnięcia Harry’ego były po prostu tak leniwe i powolne, a Louis potrzebował czegoś ostrego i szybkiego. Młodszy chłopak obserwował wyraz jego twarzy, gdy ta skręciła się niemal w bólu i wtedy juz wiedział, że musi postąpić naprzód w swojej grze. Jego dłoń zacieśniła się wokół penisa, nadgarstek zaczął wprawnie unosić się i opadać, zmuszając usta Louisa do rozwarcia się, a jego głowę do zanurzenia w czystej rozkoszy. Louis potrzebował zajęczeć. Potrzebował wypuścić coś z siebie, ponieważ to uczucie było tak przytłaczająco dobre, że wyłączne zakopywanie paznokci w chłodnej trawie zwyczajnie nie wystarczało. Ale musiał być cicho. Musiał być dobrym chłopcem, dla Harry’ego. Jego wargi zacisnęły się ciasno, gdy szarpnął biodrami w górę by dopasować się do pociągnięć Harry’ego, a przeciągły jęk bezradnie opuścił jego zniszczone usta. Otworzył oczy, kiedy zdał sobie sprawę z tego, jak zawstydzająco dramatyczne było to jęknięcie.
Harry docisnął wolną rękę do jego buzi.
- Lou - syknął.
Louis był skory zatrzymać wszystko i przeprosić za niesłuchanie zbyt dobrze, ale potrzebował ulgi i czuł, że owa nadchodzi. Spojrzał na Harry’ego zdesperowanymi, niebieskimi oczami, rozszerzonymi i potrzebującymi. Wydawane przez niego pornograficzne dźwięki były wyciszone i znieczulone przez pokrywającą jego usta rękę. Stłumione hałasy i krzyki stopniowo stawały się głośniejsze, gdy jego małe dłonie zacisnęły się pięści, klatka piersiowa zauważalnie podnosiła się, kiedy przemożne uczucie zaczęło gromadzić się w jego podbrzuszu. Kiedy dochodził, ręka Harry’ego powróciła do jego boku, ponieważ gardło Louisa było zbyt napięte od stymulacji, by cokolwiek mogło się z niego wydostać. Skończył, desperacko dławiąc się powietrzem, pozwalając swoim oczom zamknął się leniwie, kiedy poczuł ciepły język na skórze, który czyścił powstały bałagan. Przeczesał dłonią loki Harry’ego, gdy ten zakończył przełykanie spermy, wypuszczając ciche westchnięcie ulgi, kiedy młodszy chłopak przylgnął do jego boku, trzymając nagie ciało blisko przy swoim ubranym. Harry pochylił się wprzód i złożył słodki pocałunek na wilgotnej skroni Louisa.
Po kilku chwilach ciszy, Louis powiedział:
- Daj mi swoją zabawkę.
Nie musząc pytać, Harry wiedział, że Louis mówił o komórce, która wcześniej tak bardzo go pochłaniała. Sięgnął do tylnej kieszeni i wysunął przedmiot.
- Chcę zrobić zdjęcie.
Harry skinął głową i stuknął w aplikację aparatu, klikając w przycisk w prawym górnym rogu, dzięki czemu obaj pokazali się na ekranie.
- Pocałuj mnie w policzek.
Harry posłuchał, pochylając się, by przycisnąć usta do policzka Louisa, a kiedy to zrobił starszy chłopak wystawił język, jak gdyby kierował tę minę do dziewczyny, którą widział wcześniej. Zachowując zdrowy rozsądek, Louis wykonał im zdjęcie w tej pozycji i uśmiechnął się szeroko, kiedy oddał telefon Harry’emu. Chłopak z kręconymi włosami trzymał mniejsze ciało bliżej siebie, gdy użył jednej ręki, żeby przejść do aplikacji Camera Roll i obejrzeć zdjęcie, które dopiero co sobie zrobili.
Obaj chłopcy spojrzeli na obrazek i Harry ustawił go jako tło pulpitu.
Agreed: Kolejny odcinek za nami:) Ja z mojego miejsca chciałam Wam wszystkim życzyć wesołej i radosnej Wielkanocy oraz żeby nikt nie przypłacił tegorocznego śmigusa-dyngusa zapaleniem płuc - błagam, jeżeli u Was także napadało wczoraj śniegu po kolana, to nie biegajcie po dworze z butelkami z wodą. To tyle. Do zobaczenia przy dwunastce!;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz