- Mamo? Kto dzwonił? – wyszeptał blondyn, przecierając zaspane oczy. Kobieta podeszła do niego i usiadła obok, uśmiechając się ciepło do chłopaka.
- Nikt ważny, słoneczko. Śpij, ja tylko muszę pojechać na chwilę do pracy – odparła, sięgając po torebkę. Maura ubrała szybko buty i wyszła z domu. Wsiadła do samochodu, udając się na posterunek policji. Nie chciała okłamywać swojego syna, ale co miała zrobić? Powiedzieć ‘wiesz, twój były chłopak znowu wpakował się w tarapaty, ale nie przejmuj się?’. Nie, to na pewno nie to, co chciałby usłyszeć. Kobieta wysiadła z samochodu i ruszyła do budynku. Nie wiedziała, dlaczego to właśnie ona została wezwana. Minęły dwa lata, odkąd widziała Zayna. Minęły dwa lata od wypadku jej syna. Naprawdę nie wiedziała, co tu robi.
- Dzień dobry, nazywam się Maura Gallagher – przedstawiła się policjantowi, który siedział za biurkiem. Mężczyzna spojrzał na nią z grymasem i wskazał palcem pomieszczenie o numerze 235. Kobieta skinęła głową i skierowała się w stronę owego pokoju. Delikatnie uchyliła drzwi, wtykając głowę do środka. Stanęła w oszołomieniu. Nie była sobie nawet w stanie wyobrazić, że człowiek może aż tak bardzo zmienić się w ciągu dwóch lat. Mulat stał do niej bokiem, spoglądając przez okno. Był bardzo chudy, o wiele szczuplejszy niż w momencie, kiedy ostatni raz go widziała. Był dosłownie wrakiem człowieka. Jego przetłuszczone włosy opadały już prawie na ramiona, twarz zdobił, a raczej szpecił zarost. Miał na sobie brudną koszulkę, która prawdopodobnie miała kiedyś biały kolor, a na wystających kościach biodrowych spoczywały szare, dresowe spodnie. Maura nawet nie miała pewności, czy to naprawdę on.
- Dzień dobry, pani Maura? – odrzekł policjant, kiedy zauważył kobietę. Na te słowa Zayn od razu się obrócił. Teraz mogła zobaczyć jeszcze większe zmiany. Twarz mulata była wychudzona, policzki zapadnięte, a na jednym z nich zarysowywała się głęboka rana. Pod oczami widniały ciemnie sińce, a w brązowych tęczówkach był widoczny jedynie ból. Chłopak ponownie odwrócił wzrok w stronę okna i zaczął przeszukiwać kieszenie. Po chwili wyciągnął paczkę papierosów, wyciągnął jednego, a resztę schował, sięgając drugą ręką po zapalniczkę.
- Mówiłem już, że tutaj nie można palić – odezwał się policjant, na co mulat tylko prychnął.
- Co mnie to obchodzi? Dlaczego ją tu wezwaliście? – Zayn nadal nie patrzył w ich stronę.
- Twoi rodzice nie dają znaków życia, od kiedy z nimi rozmawiałem. Pani Maura to jedyna dorosła osoba, z którą miałeś kiedyś kontakt. Miałem nadzieję, że może to pomoże – wyjaśnił wysoki mężczyzna – usiądź teraz proszę i mnie wysłuchaj – dodał, wskazując ręką na odsunięte krzesło. Chłopak ponownie westchnął, a na jego twarzy pojawił się złowieszczy uśmiech. Jednak odsunął krzesło jeszcze bardziej, po czym usiadł na nim.
- Proszę również usiąść – policjant skierował się do kobiety, która nadal stała w drzwiach. Maura skinęła i weszła do środka, zajmując krzesło naprzeciwko Zayna, a policjant usiadł obok niej. W pokoju panowała napięta atmosfera. Nadal nie wiedziała, dlaczego została tutaj wezwana i dlaczego mulat tak wygląda. Zdawało się, jakby z chłopaka uszło całe życie.
- Jak już wspominałem, rodzice Zayna w ogóle nie dają znaków życia. Dowiedzieliśmy się z pewnych źródeł, że pani i Zayn parę lat temu mieliście ze sobą kontakt. Mamy nadzieję, że będzie mogła pani jakoś pomóc – oznajmił policjant. Maura spojrzała zdezorientowana na niego. Nadal nic nie rozumiała. Zwróciła swój wzrok na mulata, szukając jakichś wyjaśnień, ale on nawet nie patrzył na nią, wlepiając swoje oczy we własne ręce, które spoczywały na stole.
- Nie widziałam Zayna od dwóch lat. Jak mam mu pomóc? – spytała kobieta.
- Proszę posłuchać. Zayn ma dużo problemów, ciągłe bójki w pubach i klubach, niepłacenie rachunków, z czego zrobiły się już dość poważne długi i wynikło wiele konsekwencji, o których powinien sam pani powiedzieć. Jednak wiemy, że więzienie nic tu nie da. Pan Malik był już zatrzymany na miesiąc, lecz sprawiał tam wiele problemów. Kiedy miał osobną celę, po prostu leżał tam, nie robiąc kompletnie nic. Dlatego wiemy, że ponowne wsadzenie go za kratki nic nie da. Jest młody i ma perspektywy, jedyne co potrzebuje to opieka, kogoś kto go kocha. – oznajmił policjant. Mulat zaśmiał się na te słowa.
- Zła osoba. Ona z pewnością mnie nie kocha, ani nawet nie lubi. Ona mnie nienawidzi, zawsze tak było – krzyknął Zayn. Kobieta spojrzała na niego zszokowana.
- Nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi. Zawsze mnie nienawidziłaś, pewnie myślałaś, że to przeze mnie twój syn był gejem, prawda? Nie chciałaś tego? Po śmierci N… po jego śmierci nawet nie sprawdziłaś, czy jakoś sobie radzę! – Mulat wstał i uderzył pięścią w stół. Kobieta spuściła wzrok. Nie chciała patrzeć na jego smutek i ból, wiedziała, że to wszystko to jej wina.
- Naprawdę nie wiem, po co ta cała farsa. Po prostu skujcie mnie w kajdanki, wsadźcie do więzienia, nawet do końca życia. Nie obchodzi mnie to. – dodał i padł na krzesło.
- Widzę, że są między wami pewne nieporozumienia. Ale może to i lepiej? Porozmawiacie, może wszystko się wyjaśni? – powiedział policjant – Mam pewną propozycję. Wypuścimy pana Malika, a pani, jeżeli się zgodzi, będzie zaglądała do niego co jakiś czas, przypuśćmy co dwa dni i sprawdzała, czy wszystko jest w porządku, rozmawiała z nim i próbowała jakoś na niego wpłynąć. Po prostu z nim była. Myślę, że chłopak potrzebuje towarzystwa. – dodał.
- Sam potrafię znaleźć sobie towarzystwo – odburknął Zayn. Policjant tylko pokręcił głową.
Po podpisaniu paru papierów, wreszcie Zayn i Maura wyszli z komisariatu. Początkowo szli w ciszy. Kobieta nawet nie wiedziała, co mu powiedzieć. Dręczyły ją wyrzuty sumienia, zniszczyła mu życie, tego nawet nie da się naprawić.
- Odwieźć cię do domu? – zapytała cichym głosem. Mulat pokręcił głową.
- Może już pani przestać udawać, że się mną przejmuje. Może pani teraz wrócić do swojego życia i zapomnieć. Powiem policjantowi, że była pani u mnie, ale nic to nie dawało. Nie będzie pani miała problemów. - Zayn kopnął kamień, który leżał na ulicy i ruszył w przeciwną stronę. Nie wiedział, co ma na celu ta cała sytuacja. Chciał już być w domu i odpocząć.
- Poczekaj, muszę ci cos powiedzieć – krzyknęła kobieta, lecz mulat nie zatrzymał się. Co więcej, przyspieszył kroku. Bo w końcu, co ona mogła mu powiedzieć? Na pewno nic, co by go zainteresowało.
Szedł ulicami Londynu, nie zważając na ludzi obok. Jego stopy szurały po nawierzchni, a chłopak czuł się coraz bardziej zmęczony. Przystanął przed jakąś kawiarnią. Tak, gorąca, mocna kawa to jest to, czego właśnie potrzebował. Popatrzył przez szybę, ile ludzi siedzi w środku. Wolałby, żeby ich tam nie było. Nie miał ochoty przebywać wśród ludzi, słuchać ich rozmów, a nawet ich oglądać. Chciałby zostać już na zawsze sam, mógłby wyjechać na bezludną wyspę. Wreszcie dostałby to, czego potrzebuje. W środku znajdowało się jedynie kilka osób, więc chłopak postanowił tam wejść. Popchnął drzwi, co zostało zasygnalizowane dźwiękiem małego dzwoneczka, który wysiadł nad nimi. Nawet ten odgłos jest denerwujący – pomyślał. Wszedł do budynku i poczuł mocny zapach kawy. Jeszcze raz przeskanował wzrokiem siedzących tam ludzi. Na samym początku zobaczył dwie kobiety. Obie były piękne, ubrane w delikatne sukienki. Zayn na długo nie zatrzymał na nich wzroku i spojrzał na dalsze stoły. Siedziała tam jeszcze jedna osoba, przy najdalszym stoliku. Chłopak miał zasłonięty kawałek twarzy przez laptopa, którego używał, lecz Zayn nadal mógł zobaczyć jego piękne, niebieskie tęczówki. Przeniósł wzrok troszkę wyżej i zauważył blond włosy, wystające spod czapki. Cholera, wygląda jak on. Mulat potrząsnął głową, żeby wyrzucić ten obraz z myśli. Natychmiast odwrócił się i wyszedł z kawiarni. To zdarzało się coraz częściej. Wydawało mu się, że wszędzie go widzi. Przecież minęły dwa lata, cholera powinien zapomnieć. W każdym człowieku odnajdywał jakieś jego cechy. Niebieskie oczy, blond włosy, cudowny uśmiech, aparat na zęby czy blada skóra. Jednak, kiedy zdawało mu się, że człowiek ten nie jest jedynie podobny do niego, a wygląda całkowicie jak on, myślał, że oszalał.
Zayn wrócił od razu do domu. Odechciało mu się kawy, a nawet żyć. Parę razy zdarzało mu się myśleć o samobójstwie. Wtedy wszystko byłoby lepsze, prawda? Jednak nie był na tyle odważny. Kupił kiedyś pudełko tabletek, jednak po zażyciu trzech pigułek, zrezygnował. Nie chciał umierać. Nawet jeżeli do końca życia miałby myśleć o nim i widzieć go na każdym kroku, wolałby to, niż zniknąć z powierzchni ziemi. Dwa miesiące po jego śmierci, może było lepiej. Lecz później wszystko się pogorszyło. Wpadł w złe towarzystwo, podejmował niewłaściwe decyzje. Mulat wszedł do zagraconego mieszkania. Wynajmował jeden pokój w obskurnej kamienicy. Nie miał pojęcia, dlaczego właściciel jeszcze go stamtąd nie wyrzucił. Nie płacił czynszu od paru miesięcy, a nadal miał dach nad głową. Może dlatego, że mężczyzna nie miał kontaktu z nikim, oprócz Zayna? Mulat raz w tygodniu chodził do niego i czytał mu książki. Podstarzały właściciel był mu za to bardzo wdzięczny, wreszcie miał się do kogo odezwać, lecz mulat właściwie go nie słuchał. Nikomu ten stan rzeczy nie przeszkadzał. Mężczyzna miał trochę towarzystwa, a Zayn mógł choć na chwilę odrzucić złe myśli i chyba dzięki temu nie stracił jeszcze mieszkania.
Chłopak nie kłopotał się ze zdejmowaniem ubrań czy butów. Położył się od razu do łóżka i zasnął. Często śniły mu się koszmary z nim w roli głównej. Tego dnia nie śniło mu się nic. Czy to był dobry znak? Obudziło go natarczywe pukanie do drzwi. Niechętnie wstał z łóżka, kopiąc przypadkowe rzeczy, które znalazły się na jego drodze. Spodziewał się właściciela, który będzie naciskał go, aby wreszcie zapłacił czynsz. Pomylił się. Kiedy otworzył drzwi, zobaczył matkę Nialla. Skrzywił się, widząc jej zatroskany wyraz twarzy.
- Co pani tu robi? Mówiłem, że nie ma pani przychodzić – mruknął, przebiegając ręką po włosach. Naprawdę miał nadzieję, że kobieta weźmie sobie do serca jego słowa i go nie odwiedzi. Nie potrzebował jej.
- Mogę wejść? – krótko zapytała. Zayn niepewnie otworzył szerzej drzwi i wpuścił kobietę do środka. Maura przeraziła się. W życiu nie widziała mieszkania w takim stanie. Na całej podłodze porozrzucane były brudne ubrania, resztki jedzenia i Bóg wie, co jeszcze.
- Nie zamierzasz tu posprzątać? – odezwała się. Mulat prychnął. Naprawdę? Będzie mu teraz prawiła morały? Nie była jego matką, była dla niego nikim. Chłopak wzruszył ramionami i usiadł na skrawku kanapy, która nie była zagracona przez śmieci.
- Czego pani chce? – mulat odezwał się po kilku minutach ciszy. Kobieta wzdrygnęła się. Miała jasno określony cel. Przyjdzie do Zayna i powie mu całą prawdę. Teraz nie wydawało się to takie proste. Kiedy widziała to mieszkanie, ból w jego oczach, coś skręciło ją w środku.
- J-ja… Muszę ci coś wyznać. Nie wiem jak ci to powiedzieć. Jestem najgorszym człowiekiem na świecie – odrzekła kobieta. Mulat nie wiedział, o co jej chodzi, lecz jej słowa trochę go zmartwiły. Co takiego musiała mu powiedzieć i dlaczego tak o sobie mówiła? Chłopak skinął głową. Zrzucił trochę ubrań z fotela i pokazał, aby usiadła. Kobieta pokręciła głową. Wiedziała, że mulat za chwilę wyrzuci ją z mieszkania.
- Ja…Zayn, tak bardzo przepraszam – Maura zakryła rękoma twarz, ale ten i tak zauważył, że z jej oczu płynęły łzy – Nie wiem, jak ci to powiedzieć – przerwała na chwilę. Mulat patrzył na nią przenikliwym wzorkiem, zdezorientowany, lecz nic nie powiedział.
- J-jestem strasznym człowiekiem. Nie wiem, jak mogłam to zrobić. To wszystko przez to, że martwiłam się o Nialla – mulat pierwszy raz od dwóch lat usłyszał tego imię. Wzdrygnął się na jego dźwięk, lecz słuchał dalej. – Wtedy, kiedy przyszedłeś do szpitala. Z Niallem było bardzo źle, lecz nadal przemawiała przeze mnie nienawiść. Nie wiem, jak mogłam to zrobić. Naprawdę, żałuję tego. Codziennie budzę się z wyrzutami sumienia. Gdybym tego nie zrobiła, nie byłbyś w takim stanie. To wszystko moja wina. – kobieta rozpłakała się. Zayn nie wiedział, co zrobić. Chciał ją objąć, jakoś pocieszyć, ale nie miał odwagi. Przerażało go to, co kobieta chce powiedzieć. Jak to nie byłby w takim stanie? Nadal nic nie odpowiedział i nie poruszył się. Wolał poczekać, aż Maura sama coś powie. Po paru minutach kobieta uspokoiła się na tyle, że mogła dalej mówić.
- Zayn, znienawidzisz mnie teraz. Wiem to. Ale proszę cię, pamiętaj, że zmieniłam się. – kobieta wzięła głęboki wdech, po czym ponownie przemówiła – Niall żyje.
Niall żyje. Niall żyje. Niall żyje. Niall żyje. Niall żyje. Niallżyjeniallżyjeniallżyje.
Te myśli przechodziły przez jego głowę z zawrotną prędkością. Nie wiedział, czy wybuchnąć płaczem, czy rzucić się na kobietę i wepchnąć jej nóż w serce, czuł jedynie że za chwilę zemdleje. Zaczął gwałtownie łapać powietrze, jakby się dusił. Po chwili ten stan przeminął. Pojawiła się jedynie nienawiść.
- Z-Zayn. Proszę powiedz coś – szepnęła kobieta. Chłopak spojrzał na nią, a ta zauważyła, że jego oczy są czarne, jakby cały ból i nienawiść nie mieściła się już w jego głowie. Nadal nic nie powiedział.
- Nie mam nic na swoje wytłumaczenie. Tak bardzo nienawidziłam tego, że zrobiłeś z mojego syna homoseksualistę. Nie wiem, dlaczego tak myślałam. Strasznie się tego wstydzę.- Kobieta ruszyła powoli w stronę drzwi. Zayn nadal siedział na kanapie.
- Chciałbym tylko wiedzieć… – zaczął chłopak, na co Maura się odwróciła. – Zniszczyła mi pani życie. To wszystko…przez ciebie! To jest…nawet nie mam na to słów! – Zayn wstał, zbliżając się do kobiety. Chwycił ją za ramiona i potrząsnął nią – Cholera! Przecież…Ale dlaczego?! Dlaczego Niall mnie nawet nie szukał?! Dlaczego nie przyszedł do mnie po wyjściu ze szpitala? Dlaczego? – krzyknął, zacieśniając swój uścisk na kobiecie. Maura po raz kolejny wybuchła płaczem.
- On…stracił pamięć. Nie pamięta niczego, do teraz. Nigdy jej nie odzyska. Więc proszę, nie odwiedzaj go. Ułożył sobie już życie, nie chcę żeby mnie znienawidził. To mój syn – błagała. Nie wiedziała, czy to coś da. Zayn odepchnął kobietę od siebie.
- Niech się pani wynosi! – krzyknął, nie patrząc nawet na nią.
Maura wyszła z jego mieszkania, zamykając delikatnie drzwi. Nie wiedziała, czy dobrze zrobiła, że powiedziała mu prawdę. Chociaż nie mogła już żyć z wyrzutami sumienia. Ale teraz…Może będzie jeszcze gorzej? Co jeżeli pójdzie do Nialla? Powie mu całą prawdę? Nie pomyślała wcześniej o tym. Blondyn ją znienawidzi.
Zayn rzucił się na podłogę. Czuł jak w plecy wżynają mu się różne rzeczy, a głowa prawdopodobnie wpadła do pudełka od pizzy, które leży tam od co najmniej tygodnia. Nie obchodziło go to. Chociaż jego świat rozwalił się już bardzo dawno, nie wiedział, czy teraz czuje się lepiej. Niall go nie pamięta. Czy chciał niszczyć jego dotychczasowe życie? Zasnął. Obudził się kilka godzin później. Na dworze było już ciemno, lecz sen wcale mu nie pomógł. Czuł się jeszcze gorzej. Postanowił wyjść. Chciał na własne oczy przekonać się, że Niall żyje. Może Maura powiedziała mu to, aby poczuł się lepiej? To nie miało żadnego sensu. Wstał, a sekundę później drzwi trzasnęły z głośnym hukiem. Zaczął biec, chciał być tam jak najszybciej. Zazwyczaj droga zajmowała mu pół godziny. Dzisiaj zmieścił się w piętnastu minutach, lecz kiedy zobaczył jego dom, zaczął zwalniać. Nie wiedział, czy jest gotowy na spotkanie z nim, szczególnie, że on go nie pamięta. Gdyby Niall szedł teraz tą samą ulicą, co Zayn, blondyn przeszedłby obok niego, nawet nie patrząc. Mulat zatrzymał się w pewnej odległości od domu, po drugiej stronie ulicy. Miał tam idealny widok na pokój Nialla, w którym było zapalone światło, lecz widok zasłaniały firanki. Usiadł na pobliskiej ławce i zapalił papierosa, czując jak nikotyna rozprzestrzenia się po jego płucach. Siedział tam i obserwował jego okno przez godzinę, po czym postanowił wreszcie wrócić do domu. Miał przecież jeszcze czas, prawda? Może wrócić tu jutro, pojutrze, za tydzień. I tak robił. Przychodził na tę ławkę codziennie przez tydzień, zawsze o tej samej godzinie. Siódmego dnia zobaczył go. Blondyn wracał do domu około godziny dwudziestej pierwszej. Wyglądał o wiele doroślej niż dwa lata temu. Jego włosy były teraz lepiej ułożone, kości policzkowe uwydatniły się, na prostych, śnieżnobiałych zębach nie widniał już aparat, a co więcej, pod białą koszulką delikatnie odznaczały się mięśnie. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie dziewczyna obok. Szli za rękę, uśmiechając się do siebie. Zayn poczuł ukłucie w sercu. Niall ma kogoś. Niall ma dziewczynę. Mulat stał jak wryty. Chciał się poruszyć, ale nie potrafił. Chciał uciec, jak najdalej, ale jego nogi nie chciały wykonywać kroków. Niall wraz z dziewczyną zdążyli wejść już do domu. Po chwili w pokoju rozbłysło się światło. Mulat nie chciał na to patrzeć. Otrząsnął się z szoku i zaczął biec w kierunku swojego mieszkania.
Wpadł do klatki i zaczął płakać. Oparł się o drzwi do swojego mieszkania i ukrył twarz w dłoniach. Nie wiedział, ile czasu spędził, siedząc tak.
- Nie zamierzasz wejść do środka? Będziesz siedział tak całą noc? – zapytał właściciel kamienicy – Charles. Zayn podniósł głowę, a mężczyzna zobaczył jego zapłakane oczy.
- Chodź na herbatę – odrzekł staruszek, otwierając drzwi do własnego mieszkania. Wszedł do środka, nie czekając aż mulat wstanie. Zayn przez chwilę wahał się, ale w końcu podniósł się i dołączył do Charlesa. Usiadł na krześle w kuchni, a po minucie dołączył do niego mężczyzna, stawiając przed nim kubek gorącej herbaty.
- On ma kogoś – odrzekł Zayn.
- Kto? – zapytał zdezorientowany staruszek, popijając napój.
- Niall.
- Przecież on nie żyje – powiedział Charles, stawiając kubek na stole. Jego oczy skanowały teraz uważnie mulata. Zayn podniósł wzrok na niego i zaczął opowiadać całą historię. Przez ten czas z jego oczu wypłynęło więcej łez niż w ciągu jego całego życia.
- I jego matka powiedziała ci, że nie masz do niego iść? – zapytał mężczyzna, chcąc się upewnić. Mulat skinął głową, dopijając herbatę.
- Mam pewien pomysł. Napisz do niego list. Opisz w nim to, co tylko chcesz. Nie musisz wspominać, dlaczego Niall nie wie o tobie. Po prostu napisz to, co chciałbyś mu powiedzieć. Może to ci pomoże – odrzekł Charles. Zayn posłuchał staruszka. Nie miał nic do stracenia. Niall, jeżeli nie będzie chciał, nie dowie się nawet kim jest mulat. Teraz szedł do domu blondyna, aby wsunąć list niepostrzeżenie do skrzynki. Zastanawiał się, co będzie jeżeli jego matka przejmie ten list. Chciał mieć po prostu tylko tyle szczęścia, żeby Niall dostał go do ręki i przeczytał, niczego więcej nie potrzebuje.
- Niall, kochanie, poczta do ciebie – krzyknęła Maura, przeglądając koperty, wyciągnięte wcześniej ze skrzynki. Blondyn zszedł na dół, odbierając małe pudełeczko od matki. Wrócił do swojego pokoju i rozerwał fioletowe opakowanie. Pierwsze co zauważył to bransoletka z zawieszką – połówką serca. Odłożył ją na łóżko i sięgnął po kartkę, która leżała na dnie.
Drogi Niallu,
Na wstępie chciałem Ci tylko napisać, że bardzo wyprzystojniałeś przez te dwa lata ;). A teraz wracam do głównego wątku. Chciałem opisać Ci pewną historię. Może uznasz to za dziwne, ale po prostu przeczytaj to. Nie będę używał prawdziwych imion, tu nie o to chodzi. Chcę tylko, abyś poznał tę historię.
Nathan i Zee poznali się 4 lata temu. Początkowo znali się tylko przez przyjaciół. Chodzili na te same imprezy, mieli wspólnych znajomych, z którymi spotykali się, np. w Earth Island. Wkrótce potem zaczęli się przyjaźnić. Spędzali ze sobą coraz więcej czasu. Pewnej nocy poszli razem do klubu. Wieczór rozpoczął się, jak zazwyczaj, od dużej ilości alkoholu. Pomimo dość wczesnej godziny, postanowili wyjść z budynku. Chcieli porozmawiać, pośmiać się, a hałas w klubie zdecydowanie im przeszkadzał. Poszli do parku. Usiedli na jednej z ławek. Przez chwilę między nimi panowała cisza, nie była jednak ona niezręczna. Cieszyli się swoim towarzystwem i spokojem. Później zaczęli rozmawiać. Z początku Zee opowiadał mu o swoim zainteresowaniu do sztuki. Nawet nie zauważył, jak głowa Nathana opadła na jego ramię. Pogładził dłonią jego rozczochrane włosy i uśmiechnął się.
- Jesteś zmęczony, N? – zapytał, lecz drugi chłopak tylko pokręcił głową, tłumacząc, że tak mu jest po prostu wygodniej. Zee zaśmiał się i objął go ręką, muskając dłonią jego ramię i bawiąc się skrawkiem materiału koszulki. Siedzieli tak i rozmawiali przez około godzinę. Oboje zaczynali być zmęczeni i przysypiać, więc postanowili wrócić do swoich domów. Zee uparł się, aby odprowadzić Nathana. Ten wiedział, że nie warto z nim dyskutować, więc tylko delikatnie przytaknął. Dopiero pod koniec drogi zorientowali się, że ich dłonie były splecione przez cała trasę. Zee oparł się o framugę, kiedy drugi chłopak majstrował kluczami przy zamku. Zaśmiał się widząc trzęsące się ręce blondyna, utrudniające mu otworzenie drzwi.
- Nie widzę w tym nic śmiesznego – Nathan pokazał mu język, na co Zee jeszcze bardziej się zaśmiał. Chłopak delikatnie go popchnął i chwycił klucze, aby włożyć je do zamka i przekręcić. Poszło mu zdecydowanie szybciej niż Nathanowi. Blondyn uśmiechnął się promiennie. Zee przysunął się do przyjaciela i mocno go objął, szepcząc do ucha ‘miłej nocy’. Kiedy odsunęli się od siebie ich twarze były bardzo blisko. Mogli poczuć własne oddechy i przyspieszone tętno. Blondyn niewiele myśląc przysunął się jeszcze bliżej, łącząc ich usta w delikatnym pocałunku. Trwało to zaledwie kilka sekund, ale Zee poczuł jak jego wnętrzności przewracając się. Nie wiedział co czuć. Z drugim chłopakiem było to samo. Zawsze myśleli, że są hetero i interesują ich tylko dziewczyny, ale to coś, co pojawiło się między nimi zmieniło wszystko. Na koniec uśmiechnęli się do siebie, Nathan wszedł do domu, a Zee powędrował w stronę swojego mieszkania. To był ich pierwszy pocałunek.
Po dwóch tygodniach dziwnej relacji między nimi, zostali zaproszeni na wyjazd nad morze. Była to dla nich dobra okazja, aby wszystko sobie wyjaśnić. Zajechali tam w kilka godzin. Ich pokoje znajdywały się dokładnie naprzeciwko siebie. Nie będę zanudzał Cię informacjami, co tam robili. Przejdę do najistotniejszej kwestii. Drugiego dnia, wieczorem, wszyscy znajomi zrobili ognisko niedaleko ośrodka. Oczywiście alkohol lał się litrami, a każdemu po kilkunastu minutach poprawił się humor. Zee stał przy ognisku, trzymając nad płomieniami kij z kiełbasą. Po minucie poczuł, jak ktoś obejmuje go od tyłu i jak czyjś oddech omiótł jego kark.
- Moją kiełbaską też się zajmiesz? – zapytał Nathan, przybliżając się jeszcze bardziej do drugiego chłopaka. Zee zamurowało. Nie był pewny, czy to zdanie miało podtekst, ale czuł się trochę niepewnie, kiedy penis blondyna ocierał się o jego tyłek.
- Um..jasne – odpowiedział niepewnie. Nathan zaśmiał się i pocałował Zee w policzek, podając mu kij, a sam usiadł na ławce niedaleko ogniska. Miał stamtąd idealny widok na swojego przyjaciela. Ugh, trochę się rozpisałem. Może przejdę do konkretów. Ale nie uważaj, że jestem nieczułym i nieromantycznym dupkiem, nie chcę Cię zanudzać. ;) W każdym razie, po dwóch godzinach pijackich śpiewów i głupich zabaw, Zee i Nathan wrócili do ośrodka. Oboje nie byli już pijani, a ich ciała ogarnęło zmęczenie.
- Zee, chodź do mnie. Nie lubię spać sam – mruknął blondyn, niepewny, co odpowie drugi chłopak. Ten uśmiechnął się tylko i dał się poprowadzić do sypialni Nathana. Kiedy zamknął za sobą drzwi i odwrócił się, poczuł jak usta blondyna łączą się z jego wargami. Całe zmęczenie odpłynęło, a dwójkę chłopaków przepełniło pożądanie. Ich pocałunek stawał się coraz bardziej zachłanny. Po omacku zaczęli zbliżać się do łóżka. Pierwszy wylądował na nim Nathan. Zee stał przez chwilę, zastanawiając się czy to co robią jest prawidłowe. Nie myśląc długo, zerwał z siebie koszulkę i położył się na blondynie, całując każdy skrawek jego ciała. Tak rozpoczął się ich pierwszy raz. Nie muszę tego dogłębnie opisywać, prawda?
Na tym zakończę swój list. Wysłałem Ci go, ponieważ miał być to dla mnie rodzaj rozstania z Tobą. Chociaż nie musi być to pożegnanie. Może chcesz poznać dalszą historię Nathana i Zee? Pamiętaj, mój adres jest na odwrocie. Możesz do mnie napisać, możesz mnie zignorować i wyrzucić ten list. Zrobisz co chcesz. Mam nadzieję, że chociaż to przeczytałeś. ;)
PS Nie przychodź pod zamieszczony adres. Nie znajdziesz mnie tam.
Niall skończył czytać list. Nie był pewny, co miał on oznaczać. Może to był jakiś żart? Lecz z drugiej strony, kto zawraca sobie głowę, żeby pisać tak długi list do zwykłego chłopaka? Blondyn był już zmęczony. Postanowił pójść spać, a jutro wszystko przemyśleć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz