wtorek, 26 listopada 2013

109

- Dokąd kierujemy się tym razem, Lou?

- Będziesz musiał zaczekać i zobaczyć! - zaszczebiotał szczęśliwie Louis. Jego palce były starannie zasznurowane z palcami Harry’ego, ciągnąc go w nieznane mu miejsce. Pewnie, bywał w Nibylandii dostatecznie często, ale nigdy nie poznałby jej tak, jak Louis i jego zagubieni chłopcy.

Niebo już pociemniało i drogę oświetlały im jedynie gwiazdy, księżyc i tańczące wokół wróżki. Szli przez kilka chwil, poruszając się poprzez drzewa i skały na ziemi, aż dotarli do polany z zarysem zbiornika wodnego pośrodku, który migotał w świetle księżyca, dając Harry’emu do zrozumienia, że za dnia woda byłaby krystalicznie czysta.

- Oh, Lou. To miejsce jest piękne.

W przeciwieństwie do miękkiego i ściszonego głosu Harry’ego, głos Louisa był donośny i hałaśliwy.

- Prawda? - ryknął chłopak, zbiegając na przeciwległy brzeg sadzawki i wspinając się na część skał, które posiadały po kilka otworów mogących pomieścić wielu ludzi. Usiadł na szczycie największej z nich, ze stopami zwieszającymi się z krawędzi. - Zbliż się, Haz! Idziemy popływać!

Harry spojrzał na niego zdziwiony, niemniej jednak podszedł. Jego stopy po cichu przebrnęły przez błoto i ostrożnie wspiął się po skale, by dołączyć do przyjaciela.

- Ale ja nie mam kąpielówek - zaprotestował, gdy Louis wtulił się w jego bok, tam gdzie siedzieli na krawędzi skał. Woda połyskiwała pod nimi i Harry nie mógł zaprzeczyć, że wyglądała absolutnie kusząco.

- A kto ich potrzebuje! Dalej, Haz, rozbieramy się. Właśnie tak powinieneś to zrobić, naprawdę.

Harry spojrzał szerokimi oczami na przyjaciela, który nadal zgrabnie wtulał się w zakrzywienie jego szyi, oddychając delikatnie i ciepło przy jego skórze.

- O-okej.

Poczuł, jak uśmiech pojawia się na ustach Louisa, który bezzwłocznie podskoczył, ściągając swoje brązowe buty i umieszczając zielony kapelusz ostrożnie na ziemi. Harry nie potrafił odwrócić wzroku. Louis z podnieceniem zdarł z siebie ubrania, porzucając je w stosach na podłożu i odgarniając sobie grzywkę z czoła, gdy skończył. Zbliżywszy się do krawędzi, szturchnął Harry’ego stopą.

- Pospiesz się, Harry, bo skoczę bez ciebie!

- Nie! - wykrzyknął tamten. - Daj mi sekundę.

Harry rozebrał się pospiesznie - to nie było dla niego nic wielkiego - mimo że stanie kompletnie nago naprzeciw Louisa wysłało przez jego ciało nieznaczny dreszcz. Zostawił ubrania przy rzeczach Louisa, zadowolony, że chłopak radośnie wpatrywał się w wodę, a nie w niego, gdy się rozbierał.

Louis wyczuł jego nadejście i Harry zatrzymał się, a ich ramiona ocierały się o siebie. Starszy chłopak wyciągnął rękę i poruszył palcami.

- Skoczysz ze mną? - zapytał figlarnym tonem.

Harry uchwycił wyciągniętą w swoją stronę dłoń i starał się nie zwracać uwagi na to, jak nagi był Louis. Ich palce zwinęły się razem i zbliżyli się do krawędzi głazów, z której zaczęły zwieszać się końce ich stóp.

- Na pewno jest wystarczająco głęboko? - zwątpił Harry, wpatrując się w ciemną toń.

- Zagubieni chłopcy i ja weszliśmy tam wcześniej dzisiejszego dnia! - zawołał szczęśliwie Louis. - Wtedy, gdy byłeś w sz-szkole. - Uśmiechnął się triumfalnie, wiedząc, że się nie pomylił.

Harry odwzajemnił uśmiech, skupiając się na oczach, które w ciemności nocy posiadały iskrzący się błysk, a nie na opalonej klatce piersiowej.

- Na trzy? - zapytał, ściskając mniejszą dłoń.

Louis przytaknął, odliczając głośno, a jego głos rozniósł się po lesie.

- Trzy, dwa, jeden!

Zeskoczyli w tej samej chwili, a ich ręce pozostały ciasno ze sobą złączone. Rozległ się wielki plusk i białe bańki ukazywały się w czarnej wodzie, gdy wynurzyli się na powierzchnię, roztrzepani, śmiejący się i ciepli niczym jezioro wokół nich. Popłynęli na płytką część sadzawki, więc kiedy stanęli, woda zachlupotała im przy pępkach. Ich oczy się spotkały, ciemne w świetle księżyca, lecz jasne od uczucia i miłości.

Louis przywdział na twarz taki wyraz, jakby intensywnie nad czymś myślał. Jego głowa była przekrzywiona, spojrzenie migotało lekko, gdy spoczęło na Harrym, a głos był po raz pierwszy tego dnia cichy.

- Czy mogę jeszcze raz cię pocałować? Chcę ci pokazać, że cię kocham, a w tej chwili kocham cię naprawdę mocno.

Harry mrugnął i bez słowa skinął głową, zamykając oczy w momencie, gdy Louis niezręcznie umiejscowił ramiona wokół jego talii i przycisnął do jego pełnych, chłodnych warg swoje suche usta. Pamiętał, jak całowali się poprzednio i zagnieździł dolną wargę między wargami Harry’ego. Poczuł duże dłonie wznoszące się by ująć jego policzki oraz kciuki przebiegające wzdłuż jego twarzy, tam gdzie pomimo spływającej po niej wody, nadal pozostawały smugi błota. Chcąc znowu tego uczucia, które przenikało go poprzednio, mrowienia przebiegającego jego skórę oraz miłości przepompowanej przez jego serce, Louis bez ustanku lizał usta Harry’ego, aż te się rozdzieliły.

Ręce Harry’ego zjechały, by potrzeć jego śliskie ramiona i Louis odkrył, że jego własne opalone dłonie poruszały się po dolnej, ciepłej od wody, części pleców młodszego chłopaka. Ścisnął ze sobą ich ciała, pragnąc więcej, więcej, więcej.

Naprawdę lubił się całować.

Louis zabrnął głębiej w wodę, z czystej potrzeby naciskając na ciało Harry’ego i czując opór przeciwko swoim ruchom, gdy ich klatki piersiowe oraz biodra zostały nagle z pluskiem do siebie przyciśnięte. Na dotyk ich kroczy sapnął w usta Harry’ego, odsuwając się i patrząc na niego rozszerzonymi, niebieskimi oczami pełnymi pytań.

- Co to było? - zdziwił się na głos.

Harry zabrał rękę z jego bicepsa, po którym przebiegała, i przeplótł palce z palcami jednej z jego dłoni.

- Eee - zaciął się. - To coś jak całowanie. Kiedy kogoś kochasz lub uważasz, że jest dla ciebie atrakcyjny, twoje ciało robi tę, eee, rzecz. I ona sprawia… sprawia, że czujesz się dobrze.

- Pokażesz mi? - zapytał Louis. Jego oczy lśniły, wydęte wargi były zaczerwienione od pocałunków, włosy mokre, gwiazdy migotały, a Harry był naprawdę zakochany, więc jak mógłby odmówić?

- Tak, Lou - wydyszał. - Tak.

Wolno, prześledził ręką jego klatkę piersiową, ciepłą od bycia przyciskaną do jego własnej. Poczuł, że chłopak zadrżał i dzięki wyrazowi jego twarzy Harry wiedział, że jeszcze nigdy wcześniej nie dostał on gęsiej skórki z podniecenia. Przejechał kciukiem w poprzek jego zanurzonego w wodzie biodra, a potem wolno objął twardego penisa. Gwałtowny wdech Louisa sprawił, że Harry jęknął, wpatrując się w jego osobliwe oczy - jasne, podekscytowane i zamglone z żądzy. To uczucie było dla niego obce, ale boże, Harry chciał by chłopak je poznał. Pociągnął raz dłonią i mógł zobaczyć przechodzące przez Louisa pożądanie: w jego oczach oraz w dotyku ich wciąż złączonych ze sobą dłoni.

- C-co to było? - zapytał Louis łamiącym się głosem, gdy naparł mocniej.

Harry złożył na jego ustach najdelikatniejszy z pocałunków.

- Ciii…Lou. Po prostu czuj, dobrze? To przyjemne, obiecuję.

Louis skinął i Harry ponownie go pocałował, zwlekając tylko przez moment, zanim jeszcze raz przeciągnął zaciśniętą pięścią po jego penisie, czyniąc go zesztywniałym pod wodą, czującym.

- Oh - wypuścił z siebie chłopak.

Harry utrzymywał wolne, stałe tempo, przesuwając w ciepłej toni po penisie. Był ciężki w jego ręce, twardy i wyprężony w górę. Zatopiony w przyjemności, Louis z rozmysłem trącił nosem nos Harry’ego, patrząc na niego spod grubych powiek, ociężałych z rozkoszy pochodzącej z jego dłoni.

- Pokażesz mi, że mnie kochasz? - zapytał, wyglądając niewinnie oraz jak młody chłopiec, którym zresztą był.

Harry wiedział, co Louis miał na myśli. Pocałował go powoli, zgarniając wysokie jęknięcie, które wydostało się z ust Louisa, gdy przejechał kciukiem po główce jego penisa. Głowa Louisa pływała od nadmiaru myśli, ale wszystkim, co mógł jasno z nich wyczytać, było wciąż tylko więcej, więcej, więcej i szeptał te słowa przy ustach Harry’ego, który dostosowywał się, ruszając szybciej ręką i całując go mocniej.

- Harry, ja…

Harry ledwo odczuwalnie dotknął swoimi opuchniętymi ustami jego policzka, mrucząc:

- Wszystko w porządku, kochanie, puść to. Wszystko w porządku.

I z ostatnim, wysokim jękiem w usta Harry’ego, Louis doszedł mocno w jego pięść oraz otaczającą go wodę, z językiem przyciskanym delikatnie do języka swojego kochanka.

- Co…

- Tak miało być, Lou. Wszystko w porządku. Czujesz się dobrze?

Louis przytaknął, choć wyglądał na zdziwionego.

- A co z tobą, Harry? Chcę, żebyś ty też czuł się bardziej kochany. Chcę sprawić, że będziesz się czuł dobrze.

- N-nie musisz, Lou. Tak jest dobrze. - Jednak Harry tego pragnął. Naprawdę tego pragnął.

- Nie - powiedział poważnie Louis. - Zamierzam sprawić, ze ty też poczujesz się dobrze, ponieważ cię kocham.

- Ja też cię kocham.

Louis pocałował go jeszcze raz i powiedział przy jego ustach:

- Przepraszam, jeżeli nie będę w tym dobry. Nie wiem… nie wiem, co robić.

- Po prostu rób to, co ja, okej? - rzekł Harry uspokajająco, przebiegając łagodnie rękoma po jego plecach, które były nieznacznie zmęczone po orgazmie.

- Tak. Okej, dobrze.

Złapał delikatnie Harry’ego, ostrożny i niepewny samego siebie. Obciągał mu powoli, jakby naprawdę nie miał pojęcia, co robił - co zresztą było prawdą - a Harry po prostu składał mu na szyi lekkie pocałunki, pocierając jego ramiona.

- Czy tak jest okej? - zapytał Louis, z przekrzywioną głową i jasnymi oczami.

- Tak, Lou. Idealnie. - Głos Harry’ego był niski i zdyszany. Pozwolił swojej głowie spocząć w zakrzywieniu szyi starszego chłopaka.

- Mogę… szybciej?

Harry jęknął w jego skórę, nie będąc w stanie powstrzymać krótkiego „poproszę”, które wyśliznęło się z jego ust, gdy Louis przyspieszył tempo, w jakim mu obciągał, eksperymentalnie strzepując główkę jego penisa oraz obracając w dłoni jądra, z czego normalnie prawdopodobnie zacząłby chichotać. Ale teraz wpatrywał się pożądliwie w Harry’ego, stojącego na słabych kolanach, złączając ze sobą ich usta, gdy ten tylko uniósł głowę. Louis utrzymywał stałe ruchy - w górę i w dół, w górę i w dół - i Harry wykrztusił:

- Lou… Lou, zaraz dojdę.

Louis spojrzał na niego, jakby nie wiedział, co oznaczało to słowo, ale gdy tylko Harry zajęczał głośno przy jego ustach i doszedł mocno w jego pięść pod wodą, był przekonany, że Louis znał jego znaczenie.

Kiedy Harry się uspokoił, jego rzęsy zatrzepotały delikatnie przy szyi Louisa, na którą jego głowa opadła w czasie orgazmu, wyrównując oddech.

- Kocham cię, Haz. Dziękuję za sprawienie, że czułem się dobrze. To było… zabawne! - wykrzyknął Louis, przyciągając go do ciasnego uścisku. Ich nagie ciała ścisnęły się pod wodą.

Harry już miał odpowiedzieć, gdy Louis wyśliznął się z jego uchwytu do wody, zanurzając się pod powierzchnię i pojawiając za nim, zmuszając go do obrócenia się, tylko po to, by dostać w twarz całą buzią wody.

- Możemy iść skoczyć jeszcze raz? - krzyknął Louis, ponownie rozpierany energią, wyskakując z wody.

Harry tylko się uśmiechnął, napotykając poprzez sadzawkę spojrzenie Louisa, a następnie patrząc na gwiazdy na niebie i znowu na gwiazdy w oczach starszego chłopaka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz