wtorek, 26 listopada 2013

99

Dochodziła druga nad ranem, kiedy zaparkowaliśmy przed hotelem. Tym razem to Zayn zobowiązał się, że najpierw podrzuci nas tutaj, ja i Perrie będziemy mogły swobodnie się przebrać, a potem pojadą do Malika, a auto przejmie już Harry. Taki układ najwyraźniej wszystkim pasował.
Ja i Styles tym razem wylądowaliśmy z tyłu. Nie była to dla mnie zbyt komfortowa sytuacja, zwłaszcza po tym, co zaszło na parkiecie. Zdecydowanie zbyt wyraźnie dałam mu do zrozumienia, że czuję do niego cholerny seksualny pociąg. Tylko jak miałam się powstrzymać, skoro dotykał mnie tam, gdzie… na pewno nie powinien i w sposób, jaki nie powinien tym bardziej?
Od tej pory minęło jednak kilka godzin, a Styles nie próbował już więcej swoich sztuczek. Z jednej strony cieszyło mnie to, a z drugiej – bardzo frustrowało. Jedynym bardziej intymnym gestem była dłoń na moich plecach albo nadstawione ramię, na którym mogłam się oprzeć. I tyle. Zastanawiałam się, dlaczego tak ze mną pogrywa.
Teraz także w milczeniu siedzieliśmy w niewielkim oddaleniu od siebie bez absolutnie żadnego kontaktu fizycznego. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w pokoju Perrie i przebrać w swoje zwykłe ciuchy. A potem znaleźć się w domu.
W tym momencie komórka w mojej torebce cicho zawibrowała. Harry jednak to usłyszał. Popatrzył na mnie z uniesionymi brwiami. Faktycznie, ja też byłam zdziwiona, kto mógł pisać o tak późnej porze?
Wyplątałam telefon ze zwojów materiału i sprawdziłam wyświetlacz.
Od: Louis Tomlinson
Mam nadzieję, że będziesz niedługo, bo jest mi dzisiaj wyjątkowo zimno w pokoju xx.
Uśmiechnęłam się pod nosem i szybko wystukałam odpowiedź. Ja i Louis czasami zasypialiśmy razem, ale tylko tyle. Musiał mieć chyba gorszy dzień, skoro jeszcze o tej porze nie spał i myślał o mnie.
Do: Louis Tomlinson
Będę w przeciągu godziny, szykuj dodatkową poduszkę 
Kiedy wysłałam sms-a, podniosłam głowę i zauważyłam nieprzeniknione, twarde spojrzenie zielonych oczu mojego sąsiada. Nie wiem, dlaczego, ale poczułam się w obowiązku wytłumaczyć.
- To tylko Louis. Martwi się – zaraz po tym miałam ochotę znaleźć jakiś mur i walnąć w niego głową. Dlaczego w ogóle poczuwałam się do wyjaśniania mu czegokolwiek?
Styles tylko skinął w odpowiedzi głową, ale na jego twarzy nie pojawił się uśmiech. Zauważyłam, że dłonią, swobodnie spoczywającą na pokrowcu fotela, wystukuje nerwowy rytm. Był zniecierpliwiony. Tylko dlaczego?
- Okej, jesteśmy – ciszę przerwał głos Malika – Dziewczyny, przebierzcie się szybko i wracajcie do nas. Padam z nóg.
Szybko znalazłyśmy się na zewnątrz i podążyłyśmy do hotelu. Czułam, jak powieki zaczynają mi powoli ciążyć, ale nie mogłam w tym momencie nawet myśleć o śnie. Kiedy tylko znikłyśmy naszym partnerom z pola widzenia, w chłodnym i cichym hotelowym lobby, Perrie odwróciła się do mnie z uśmiechem.
- Jak się podobało?
Starałam się powstrzymać wywrócenie oczami, ale byłam tak zmęczona, że chyba mi się to nie udało. Edwards parsknęła śmiechem, rozumiejąc, jakie mam zdanie na temat całego tego wieczoru. Bez zbędnych słów skierowałyśmy się do windy, obydwie zbyt padnięte, aby silić się na rozmowy.
W pokoju szybko pozbyłam się sukienki i wysokich obcasów, zamieniając je na zwykłe dżinsy, top i ciepły kardigan oraz, oczywiście, wygodne trampki. Elegancką kreację spakowałam z powrotem do futerału, za to z bransoletką na razie nie mogłam się jeszcze rozstać – była prześliczna.
W momencie, kiedy skończyłam przygotowania, z łazienki wyszła również Perrie. Szybkim spojrzeniem ogarnęła cały pokój i stwierdziła:
- Zostaw tutaj sukienkę. Jutro pojadę po resztę rzeczy, tym też się zajmę.
Spojrzałam na nią z wdzięcznością.
- Perrie… Naprawdę ci dziękuję. Za to, że uratowałaś mi skórę przed Louisem dzisiaj… Nie musisz tego robić, znamy się tak…
- Krótko? – dokończyła za mnie Perrie, potrząsając włosami – To nie jest ważne, Sophie. Uwierz, że są ludzie, których znałam wystarczająco długo, a i tak w pewnym momencie się ode mnie odwrócili. Chcę odbudować swoje życie. Z lepszymi osobami wokół siebie.
Podeszła do mnie i mocno przytuliła. Wstyd przyznać, ale byłam wzruszona jej słowami. Jeszcze nikt nie zrobił dla mnie tyle po zaledwie dwóch dniach znajomości. Najwidoczniej musiałam się jeszcze wielu rzeczy na temat ludzi nauczyć.
Perrie zamknęła drzwi kartą, a potem obie ponownie znalazłyśmy się na dole. Na dworze uderzyło mnie chłodne powietrze i odruchowo się skuliłam, pocierając ramiona. Z ulgą powitałam ciepłe wnętrze samochodu Stylesa. Kiedy wsiadłam, Harry intensywnie wstukiwał treść wiadomości w telefonie, ale na mój widok uśmiechnął się lekko.
Chyba nigdy się nie przyzwyczaję.
Malik ruszył, jak tylko usiadłyśmy wygodnie i zapięłyśmy pas. Znowu panowała cisza, ale żadnemu z nas ten stan nie ciążył. Wszyscy byliśmy zmęczeni i stanowczo mało rozmowni. Obecność Stylesa obok nie pozwalała mi jednak do końca się rozluźnić.
Piętnaście minut później zatrzymaliśmy się przy dużym apartamentowcu w centrum Londynu. Perrie i Zayn równocześnie odpięli pasy, po czym Malik odwrócił się w naszą stronę. Widziałam na jego twarzy ślady znużenia – na przykład wyraźnie rysujące się pod oczami cienie. Powiedział:
- Dobra, my się zbieramy. Harry, zostawiam kluczyki w stacyjce. Trzymajcie się, do zobaczenia, Sophie.
Perrie również się do mnie uśmiechnęła i dodała:
- Zdzwonimy się!
Pokiwałam głową, nie mogąc się powstrzymać od uniesienia kącików ust.
Chwilę później, kiedy trzasnęły drzwiczki z przodu, w samochodzie zapadła cisza. Odprowadzałam wzrokiem przytuloną do siebie parę, czując, jak znowu budzi się we mnie ta niezidentyfikowana tęsknota. Szybko wpatrzyłam się w swoje splecione na udach ręce, nie chcąc nawet nad tym rozmyślać.
Styles odezwał się dopiero, kiedy drzwi kompleksu zamknęły się za Malikiem i Perrie.
- Jak się czujesz?
Spojrzałam na niego z wysoko uniesionymi brwiami. Skąd to pytanie?
- Um… w porządku. Trochę zmęczona – odpowiedziałam ostrożnie.
- Nie do końca o to pytałem – potrząsnął głową i odgarnął loki opadające mu na czoło – Co myślisz o mojej rodzinie?
- Nie rozumiem, dlaczego o to pytasz. – do czego właściwie zmierzał? – Nie poznałam ich na tyle dobrze, żeby wydawać sądy. Nie obracam się w takim towarzystwie na co dzień. Są specyficzni, i tyle.
- Och, tak. To bardzo dobre słowo. Ja też taki jestem?
O co, do kurwy nędzy, chodzi?
- Nie wiem. – odparłam, unikając jego przenikliwego spojrzenia – Nie znam cię… na tyle dobrze. Chyba trochę mniej.
Roześmiał się cicho.
- Och, to dobrze. To bardzo dobrze.
Nie wiem, jak to się stało, ale chwilę później siedziałam okrakiem na kolanach Stylesa, z twarzą zwróconą przodem do niego. Złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie, a potem… po prostu tak wyszło. Przez jakiś czas patrzyliśmy sobie w oczy, a on jedną dłoń oderwał od mojego uda i schwycił pomiędzy palce niesforny kosmyk włosów. Patrzył na mnie tak, że sama nie wiedziałam, co zrobić – zarumienić się czy po prostu uciec.
Potem przeniósł dłoń na mój kark i pod wpływem delikatnego nacisku poczułam, jak pochylam się w jego stronę. Po chwili nasze wargi zetknęły się ze sobą, a ja westchnęłam cicho. Tym razem się nie opierałam – najwidoczniej odrobina alkoholu i zmęczenie zburzyły bariery. Jego język szybko wślizgnął się do wnętrza ust i delikatnie muskał podniebienie, tocząc przy okazji zawziętą walkę z moim własnym.
Odsunął się, ale nie trwało to długo. Poczułam jego usta na linii szczęki, schodzące pocałunkami na szyję. Przymknęłam oczy i bezwiednie oparłam się mocniej o jego tors, oddychając ciężko. Chwycił skórę pomiędzy zęby i zassał ją delikatnie, a ja stłumiłam syknięcie bólu. Nie trwało to jednak długo – zęby zastąpił język, delikatnie trącający obolałe miejsce. Jęknęłam cichutko i byłam pewna, że się uśmiecha.
Czułam też, że sam jest podniecony. Widziałam kątem oka coraz wyraźniej rysującą się w jego spodniach wypukłość. W pewnym momencie odruchowo wypchnął biodra ku górze, poczułam więc, jak jego członek dotyka przez materiał naszych ubrań mojej kobiecości. Obydwoje jęknęliśmy nieco głośniej, a on ponownie wpił się w moje usta, tym razem znacznie zachłanniej. Oddałam pocałunek, tracąc kontrolę nad tym, co się dzieje. Niczego nie ułatwiał fakt, że jedna dłoń Harry’ego w tajemniczy sposób zawędrowała na moją pierś i lekko ją ścisnęła. Wygięłam się w kierunku tego dotyku, chcąc więcej.
Dopiero, kiedy odsunęliśmy się od siebie, aby zaczerpnąć tchu, zdecydowałam na przerwanie tej chwili, która mogła nas zaprowadzić znacznie dalej, niż bym tego chciała. Zsunęłam się z jego kolan, w momencie, gdy przymknął oczy i oparł głowę o zagłówek. Próbował mnie zatrzymać, ale szybko wyślizgnęłam się z samochodu i przeniosłam na przednie siedzenie. Będąc na zewnątrz, usłyszałam jego zirytowany jęk i głuchy odgłos, jakby uderzył pięścią o zagłówek przed sobą. Po chwili jednak poszedł za moim przykładem.
Siedzieliśmy w ciszy obok siebie, przedzieleni skrzynią biegów. Kątem oka widziałam, że Styles oddycha ciężko, mocno zaciskając szczękę. Dłonie chłopaka kurczowo trzymały kierownicę, jakby chciały rozpieprzyć ją w drobny mak. Po chwili przeniósł na mnie swoje spojrzenie pociemniałych, zielonych tęczówek.
- Nigdy więcej tego nie rób – wycedził, a ja zadrżałam, czując, jak rodzi się we mnie strach. To znowu był ten stary Harry, którego poznałam.
Nic się nie zmieniło. Nic.
Nie odpowiedziałam. Właściwie dlaczego przerwałam? Nie miałam zielonego pojęcia. I tak zdawałam sobie sprawę, że Styles nie odpuści, dopóki nie zaciągnie mnie do łóżka. Tak naprawdę tylko o to mu chodziło, tylko po to była ta cała umowa. Na zdrowy rozum powinnam więc po prostu dać mu to, czego chce i zakończyć tę farsę.
Tylko… sama nie wiedziałam, czy to jest właśnie to, czego pragnę.
Dziesięć minut później staliśmy na podjeździe, niedaleko mojego domu. Harry zaparkował w rozsądnej odległości, aby przypadkiem wypatrujący mnie Tomlinson nie zauważył rzucającego się w oczy Range Rovera. Mimo, że mogłam wysiąść i wrócić do domu, to jednak coś kazało mi nadal siedzieć w swoim fotelu.
Po jakichś pięciu minutach Harry westchnął ciężko i spojrzał na mnie.
- Przepraszam za tamto – powiedział z trudem, jakby przeprosiny rzadko przechodziły mu przez gardło – I dziękuję, że mi towarzyszyłaś.
- Nie miałam za bardzo innego wyjścia – wymamrotałam, unikając jego spojrzenia. Wiedziałam, że jest tym zirytowany.
- No cóż – wydawało mi się, że próbuje rozładować atmosferę – zawsze mogłaś wydać mnie przed rodzicami albo zrobić jakiś straszny obciach.
- Nie mogłam. – odparłam bez uśmiechu, patrząc na niego – Wiesz, że nie.
Jego kąciki ust również opadły. Co ja sobie właściwie myślałam tego wieczoru? Że jest inny, niż mi się wydawało? Troskliwy, opiekuńczy Styles nie istniał. Wszystko robił tylko po to, aby sytuacja nie wymknęła się spod kontroli, a on mógł swobodnie odegrać swoją szopkę przed rodziną. Ja byłam tylko narzędziem. A on wciąż… sobą.
-Mam prośbę – powiedziałam po bardzo niezręcznej chwili ciszy – Możemy… przez kilka dni od siebie odpocząć? Potrzebuję tego.
- Ja… - nawet nie wiedział, co powiedzieć. Wyglądał, jakby tracił grunt pod nogami.
- Proszę. Tylko trzy dni – nie ustępowałam.
Miałam wrażenie, że Harry wpatruje się w przednią szybę w nieskończoność. Dopiero po dłuższej chwili westchnął ze złością i warknął:
- Dobrze, jeśli chcesz. Dobranoc, Sophie.
Wyszłam z samochodu i cicho zamknęłam za sobą drzwi. Wiedziałam, że na mnie patrzy, ale ja starałam się tego nie robić. Musiałam przez chociaż kilka dni odseparować się od tego człowieka. Dzisiaj w nocy czułam rzeczy, których nie powinnam. Myślałam o nim w kategoriach, które nie były prawdziwe. Musiałam wrócić do rzeczywistości, za wszelką cenę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz